"13 powodów" Jay Asher

"13 powodów" Jay Asher

 Tytuł : "13 powodów"
 Autor : Jay Asher
 Wydawnictwo : Rebis
 Rok wydania : 2017
 Liczba stron : 272
 Tytuł oryginału : Thirteen Reasons Why



 Powód by otworzyć oczy


"13 powodów" książka napisana już kilka lat temu o której znów zrobiło się głośno za sprawą serialu telewizyjnego. Jestem fanką produkcji platformy Netflix, jednak z reguły nie zajmują mnie seriale wyprodukowane z myślą o młodzieży. By zaoszczędzić sobie rozczarowania postanowiłam najpierw sięgnąć po książkę. Lektura to rozwiała moje wszelkie wątpliwości i już jestem po kilku odcinkach serialu. Przeglądając komentarze w internecie zwróciłam uwagę, że książka albo jest obiektem nienawiści albo bezwarunkowej miłości. Ja plasuje się gdzieś powyżej środka. Na pewno jest to typowy page-turner od którego nie da się oderwać, jednak temat samobójstwa został niestety nieco zbagatelizowany i potraktowany po macoszemu co może okazać się niebezpieczne szczególnie, że po książkę sięgną w większości młodzi czytelnicy.

Clay po powrocie do domu w skrzynce na listy znajduje paczkę pełną kaset magnetofonowych. Są to
nagrania jego koleżanki ze szkoły, która kilka tygodni wcześniej popełniła samobójstwo. Clay postanawia przesłuchać je wszystkie i dowiedzieć się jakie były motywy dziewczyny. Kradnie swojemu przyjacielowi walkmana i wyrusza w miasto. Chodzi opuszczonymi ulicami i odwiedza miejsca zaznaczone na mapie wyrysowanej przez nastolatkę. Dopiero teraz odkrywa kim była Hannah i dlaczego odebrała sobie życie.

Pomysł na książkę jest z pewnością rewelacyjny i dodam, że innowacyjny, ja przynajmniej nie spotkałam się z czymś podobnym. Ważne jest również to, że książka porusza temat samobójstwa, które w dzisiejszych czasach nie dotyczy jednostek a dość sporego odsetka społeczeństwa. Jak do tej pory przeczytałam dwie książki tego autora i mogę powiedzieć, że ma on niesamowity dar do analizowania postaw i wcielania się w postaci młodych ludzi. Kolejny raz dostałam bohaterów z krwi i kości, takich wprost ze szkolnej ławy. Oczywiście nie powiem, że wszystkich polubiłam, jednak wynika to nie z faktu, że proces ich stworzenia był niedoskonały tylko z tego, że taka jest właśnie dzisiejsza młodzież, często bezmyślna, egocentryczna i samolubna. Jedyne co mnie denerwowało forma narracji. Na początku się zastanawiałam : o co tutaj chodzi? Prowadzone są tutaj dwa monologi wewnętrzne jednocześnie. Przemyślenia Claya przemieszane są z głosem Hannah sączącym się ze słuchawek. Jedyne co ich odróżnia to użycie kursywy. Wprowadza to zamieszanie do którego człowiek musi się stopniowo przyzwyczaić. Mi się to udało już w okolicach 50 strony.

Czytając tę książkę zastanawiałam się dlaczego Hannah popełniła samobójstwo, bo oczywiście rozwiązanie tej zagadki jest głównym tematem książki. Gdzieś w połowie zdałam sobie sprawę, że to nie o to w tym wszystkim chodzi. Nie chodzi o sam czyn, którego dopuściła się ta dziewczyna. Autor w swojej książce pokazuje nam realia amerykańskich szkół i profil młodzieży. To właśnie na tym powinniśmy się skupić. Od dawien dawna wiadomo, że dzieci są okrutne, prędzej mówią niż myślą. Potrafią ranić jak mało kto. Sami dobrze wiecie jakie rzeczy działy się w gimnazjach, przemoc wobec nauczycieli czy zabawy w słoneczko. Widać również Ameryka nie jest od tego wolna. Młodzież dorasta teraz zdecydowanie szybciej, chociażby dlatego Anglia i Irlandia zdecydowały się na obniżenie progu szkolnego do lat 5 a czasem 4. Możemy się spodziewać, że w szkołach ponadpodstawowych gdzie na małej powierzchni zgromadzonych są setki młodych ludzi znajdziemy wszystkie typy psychologiczne. Dlatego tak ważne jest żeby szkoła zatrudniała dobrych psychologów, którzy są świadomymi ludźmi z szeroko otwartymi oczami. Powinni oni reagować na nietypowe zachowania uczniów. Autor popełnił błąd (moim zdaniem kardynalny) pokazując szkolnych psychologów w negatywnym świetle. Książka ta jest skierowana do młodych ludzi, z których duża część ma problemy emocjonalne. Przynajmniej w szkole powinni się czuć bezpiecznie, powinni wiedzieć że tam otrzymają niezbędną pomoc. Tutaj autor pedagogów krytykuje a co zrobi czytelnik na granicy depresji? Zaufa znanemu i poczytnemu twórcy książek dla młodzieży. Zdecyduje się nie iść do pedagoga bo ta wizyta i tak w niczym nie pomoże. To jest bzdura. Wszystkie placówki oświatowe dbają o to by zwerbować doświadczoną kadrę, która wyczulona jest na problemy młodzieży. Więc jeśli macie jakieś problemy walcie do nich jak w dym.

Hannah bez wątpienia była nastolatką z problemami. Część osób zasugeruje, że większość z nich sama sobie wymyśliła lub po prostu wyolbrzymiła. Wiadomo z igły widły. Bo czyż problemem jest jak ktoś klepnie nastolatkę po tyłku by sprawdzić czy zasłużenie wygrała konkurs na najlepsze pośladki? Czy problemem jest, że wyolbrzymiane są plotki, od niewinnego pocałunku dzięki głuchemu telefonu doszło aż do dzikiej orgii? Moim zdaniem tak, jest to problemem. Nie każdy jest taki sam, jedne dziewczyny o bardziej odpornej psychice się uśmiechną i pójdą dalej, inne walecznie dadzą w nos broniąc swoich racji ale niestety jeszcze inne skończą tak jak Hannah. Powiedzmy to wprost, wydarzenia do których doszło w szkole doprowadziły do tego że dziewczyna wpadła w depresję. Szkoda tylko, że autor tego nie nazywa po imieniu. Depresja to poważna choroba dotykająca duży odsetek nastolatków. Niestety bardzo trudną ją zdiagnozować, a brak właściwej diagnozy może, jak w tym przypadku doprowadzić do nieszczęścia. Właśnie dlatego, że autor totalnie pominął wątek tej choroby nie udało mi się polubić Hannah. Z jednej strony ją zrozumiałam. Była bardzo delikatną młodą kobietą ze słabą psychiką dlatego też rówieśnicy doprowadzili ją do stanu w którym nie mogła ze sobą wytrzymać. Jednak czy samobójca jest aż tak wyrachowany, czy planuje wszystko z takim wyprzedzeniem, krok po kroku? Czy może był to jednak objaw choroby psychicznej dziewczyny. Jakim prawem Hannah zrzuciła winę na innych i jakim prawem ich upokorzyła w oczach znajomych? Trzynaście osób dostało taśmy, trzynastu osobom wmówiła, że są winne jej śmierci. To było okrutne i nieuzasadnione. Dlaczego Ci młodzi ludzie mieli się obwiniać do końca życia? Czy to była zemsta? Bo na pewno nie próba zwrócenia na siebie uwagi skoro dziewczyna już nie żyła. Zgoda, niektóre osoby powinny ponieść odpowiedzialność, nawet karną, za to co zrobiły, ale czemu wszystkich stawiać w jednym szeregu? Czy osoba która złapie kogoś za pośladki jest przestępcą równym mordercy? Właśnie ten brak balansu i rozróżnień mnie troszkę raził.

Moim zdaniem książę powinien przeczytać każdy młody człowiek tuż po ukończeniu szkoły podstawowej. Już od młodych lat powinniśmy się uczyć jak nasze czyny i zachowania mogą wpłynąć na innych ludzi. Coś co dla jednych może być zabawne innych zaboli. Młodzi ludzie nie mają takiego doświadczenia i wyczucia jak dorośli dlatego powinni kierować się rozwagą. Pomimo wad jest to mądra książka, która uczy empatii i otwiera oczy. Uczy by czasem przystanąć i się rozejrzeć, sprawdzić czy ktoś nie potrzebuje naszej pomocy. Ważną rzeczą jest również fakt, że książka zawiera wskazówki jak rozpoznać początki depresji. Czytajcie i otwórzcie oczy. Polecam


"Ty, ja i fejs" Jay Asher, Carolyn Mackler

"Ty, ja i fejs" Jay Asher, Carolyn Mackler

 Tytuł : "Ty, ja i fejs"
 Autor : Jay Asher, Carolyn Mackler
 Wydawnictwo : Rebis
 Rok wydania : 2012
 Liczba stron : 370
 Tytuł oryginału : The Future Of Us


 Back to 90s


I kolejna książka młodzieżowa trafiła do mojej kolekcji. Jakiś czas temu przeczytałam "13 powodów" (recenzja już wkrótce na blogu) i powiem szczerze, była to jedna z lepszych młodzieżówek na jakie natrafiłam. Dlatego bardzo się ucieszyłam z możliwości zrecenzowania kolejnej książki tego autora, tym razem w tandemie. I tym razem się nie zawiodłam. Autorzy w cudowny sposób przenieśli mnie w czasy mojej młodości czyli lata 90. Uwielbiam książki z elementami fantasy, a jak są to podróże w czasie to dosłownie jestem wniebowzięta. Nastolatką już nie jestem jednak uważam, że nawet dorosły czytelnik może się doskonale bawić przy tej lekturze.

Jest rok 1996. Rodzice Emmy są rozwiedzeni, a dziewczyna mieszka pod jednym dachem z matką i
jej nowym partnerem. Pewnego dnia dostaje od ojca prezent : nowoczesny komputer. Jej przyjaciel Josh przynosi jej płytę z programem AOL, z darmowymi minutami dostępu do Internetu. Kiedy pierwszy raz loguje się do programu, po wpisaniu swojego imienia i nazwiska na ekranie pojawia się ikonka Facebooka. Dziewczyna nic nie wie o tym programie społecznościowym. Jej konto w rzeczywistości okazuje się kontem z przyszłości. Na monitorze wyświetlają się zdjęcia jej samej tylko 15 lat później. Dowiaduje się za kogo wyjdzie za mąż i jak będzie wyglądać jej przyszłość. Po krótkim czasie zdaje sobie sprawę, że jej uczynki w teraźniejszości mają na tę przyszłość wielki wpływ. Robi wszystko by wybrać dla siebie jak najlepszą opcję. Swoim odkryciem dzieli się ze swoim przyjacielem Joshem, który również jest zainteresowany tym by poznać kim się stanie.

Pomysł na książkę jest wprost rewelacyjny. Siadamy do komputera, logujemy się i widzimy jak będzie wyglądało nasze życie za kilkanaście lat. Smaczku dodaje również fakt, że w 1996 roku Internet dopiero raczkował a o Facebooku to nikt jeszcze nie śnił. Czy wy byście się oparli pokusie sprawdzenia co was czeka? Czy nie zrobilibyście wszystkiego co w waszej mocy by w końcu na ekranie zobaczyć samą sielankę? Nasi bohaterowie nie mogli się powstrzymać. Z początku traktowali to jak zabawę. Dopiero potem zdali sobie sprawę ze wszystkich konsekwencji i można powiedzieć, że to ich przerosło. Nie mamy tutaj do czynienia z prawdziwymi podróżami w czasie, ba nawet się nie ruszamy sprzed ekranu komputera. Nasza przyszłość rozgrywa się tuż przed naszymi oczami. Prawda, że fascynujące? Owszem ale i niebezpieczne. Ja odebrałam tę książkę jako swoistą przestrogę, przez uzależnieniem jakim może się okazać Internet. Ich zabawa wciągnęła bo była czymś nowym, do tej pory nieznanym. Teraz ludzie przed komputerem spędzają całe swoje życie często sobie nie zdając z tego sprawy. Podobnie jak nasi bohaterowie zapominają o teraźniejszości i własnym realnym życiu skupiając się na tym wirtualnym. A to może doprowadzić do katastrofy. 

Moje dzieciństwo przypadało właśnie na lata 90. Pamiętam jak tata przyniósł do domu nasz pierwszy komputer. Pamiętam długi kabel ciągnący się od gniazdka w przedpokoju i ten niezapomniany dźwięk wybierania numeru by połączyć się z Internetem, nawet sam numer pamiętam. Wtedy można było czekać godzinami. Człowiek patrzył w ekran aż zaświeciły się ikonki komputerków. A te rachunki telefoniczne? Walkmany, discmany i muzykę na krążkach audio? Czytając tę książkę zastanawiałam się czy trafi ona do dzisiejszej młodzieży. Ludzie urodzeni po 2000 roku mogą już takich rzeczy nie pamiętać, no chyba że z wycieczki do muzeum starych technologii. Tak samo jak mi ciężko jest sobie wyobrazić komputery które zajmowały cały pokój. Wydaje mi się, że był to ostatni dzwonek na wydanie tej powieści, jeśli nastąpiłoby to kilka czy  kilkanaście lat potem ciężko by było znaleźć jej odbiorców. Dla mnie jednak był to wspaniały powrót do przeszłości, za którym autorom gorąco dziękuję.

Choć notka wydawnicza tego nie sugeruje, tytuł ten jest wspaniałą opowieścią o przyjaźni. Nie wiem czemu ale jak czytam książki, których fabuła jest osadzona w stanach zjednoczonych to wszystko wydaje się jakieś prawdziwsze, bardziej realne. Może to dlatego, że jestem przyzwyczajona do amerykańskiego stylu życia, tak opiewanego w naszej rodzimej telewizji. Wychowana zostałam na serialu Beverly Hills (teraz są pewnie inne odpowiedniki) i to właśnie z niego uczyłam się definicji przyjaźni. W tej książce poznajemy czwórkę przyjaciół, którzy oddaliby za siebie życie. Bardziej uważny czytelnik może się czepiać, że pomimo wszystkiego cechuje ich egoizm, są zazdrośni i kłótliwi jednak nie powinniśmy zapominać, że mamy do czynienia z bądź co bądź ale nastolatkami. Czy my sami w tym wieku wykazywaliśmy się nadmiernym altruizmem? Czy nie zazdrościliśmy kolegom lepszego roweru czy zegarka? Takie są prawa młodości. Ja tę czwórkę pokochałam z całego serca i w duchu życzyłam im wszystkiego dobrego, szczególnie że koniec końców okazali się naprawdę mądrymi, rozważnymi i sympatycznymi ludźmi. 

Książka nie porusza tak poważnego tematu jak "13 powodów", jest napisana również innym językiem, różni się również gatunkowo dlatego uważam, że nie powinno się porównywać tych dwóch tytułów. "Ty, ja i fejs" to słodko gorzka powieść, która pomimo dość ckliwej okładki i klasyfikacji
gatunkowej nadaje się dla czytelników w każdym wieku. Uświadamia nas, że czasem nie warto znać przyszłości. Lepiej skupić się na tym co jest tu i teraz bo bardzo łatwo jest to wszystko stracić. Gorąco polecam.


Za możliwość przeczytania książki i napisania recenzji gorąco dziękuję wydawnictwu : 





"Dziewczyna z lustra" Romek Pawlak

"Dziewczyna z lustra" Romek Pawlak

 Tytuł : "Dziewczyna z lustra"
 Autor : Romek Pawlak
 Wydawnictwo : Akapit Press
 Data wydania : 2 czerwiec 2017
 Liczba stron : 184


 Mądrość bohaterów

Ostatnio coraz częściej wpada mi w ręce literatura młodzieżowa. Zazwyczaj do tych powieści podchodzę z dystansem. Tym razem mój sceptycyzm był bezpodstawny. Romek Pawlak zaserwował nam wzruszającą i mądrą opowieść, z bohaterami których można pokochać, jednocześnie ich podziwiając i bolejąc nad ich losem. Rzadko zdarza mi się płakać podczas czytania książki jednak tym razem parokrotnie miałam łzy w oczach. Jedynym minusem powieści była jej niewielka objętość, te prawie 200 stron to stanowczo za mało. "Dziewczyna z lustra" to bardzo udany debiut literacki a od autora oczekuję, że następnym razem da mi możliwość spędzenia z bohaterami nieco więcej czasu.

Ojciec Faustyny ucieka z młodą kochanką. Zrozpaczona matka dziewczyny nie może się pogodzić z
jego wyborem. Pewnego dnia powoduje wypadek samochodowy, w konsekwencji którego umiera. Dziewczyna błąka się po mieszkaniach krewnych jednak nikt nie chce wziąć jej pod opiekę. W końcu lituje się nad nią sześćdziesięcioletnia ciotka, stara panna, która postanawia wziąć Fusię pod swoje skrzydła. Dziewczyna rozpoczyna gimnazjum. Nauka idzie jej dobrze jednak po traumatycznych przeżyciach izoluje się od swoich rówieśników. Ciężko jej wyrażać swoje uczucia i angażować się w przyjaźnie. W głębi serca jednak czuje, że czegoś jej brak. Kogoś kto wraz z nią dzielił by smutki i radości. Burzy mur, który wokół siebie wybudowała i wyrusza na poszukiwanie przyjaźni a może i miłości.

"Dziewczyna z lustra" jest nie tylko książką dla młodzieży, mało tego myślę że współczesne nastolatki będą zawiedzione tą pozycją, część z nich określi ją jako zbyt "dorosłą". Bo czego się spodziewamy sięgając po literaturę dla nastolatków? Miłości, sekretów, szaleństw, ot przeniesionego na karty książki serialu "Pretty Little Liars". Tego tutaj nie dostaniemy i bardzo dobrze. Ta książka to typowa odskocznia od przesłodzonego amerykańskiego stylu życia, gdzie nastolatków cechuje brak szacunku, nierozważność i sztuczna dorosłość. Mi ta książka dała nadzieję. Sama jestem mamą trzyletniej córeczki i przeraża mnie obraz dzisiejszej młodzieży. Ta książka sprawiła, że powróciła do mnie wiara w możliwości wychowawcze opiekunów. Mam nadzieję, że moja córka będzie choć troszkę podobna do Fusi. Powieść ta zasili domową biblioteczkę a w odpowiednim czasie podsunę ją mojemu dziecku.

A czemu Faustyna była taka wyjątkowa? Bo była mądra. I to mądrością emocjonalną a nie podręcznikową. Właśnie głupota bohaterów jest główną cechą większości książek typu new adult. Często mnie zastanawiało dlaczego autorzy robią z nastolatków bezmózgie marionetki? Czy wynika to z niezrozumienia młodych ludzi i wrzucenia wszystkich do jednego worka? Czy może tego właśnie oczekują czytelnicy? A może to po prostu utarty schemat? "Dziewczyna z lustra", sama nazywająca siebie "wybrakowaną" jest przeciwnością większości głównych bohaterek. Owszem lubi być ładnie ubrana, uważa że jej życie jest niepełne bez chłopaka i jak każda nastolatka przebywa w "sieci". Jak dużo młodych dziewczyn postanawia znaleźć miłość życia za wszelką cenę. Kiedy jej koleżankom zaimponowałoby zainteresowanie ponad 20 lat starszego mężczyzny ona grozi mu policją. Nie szuka też szczęścia w Internecie bo wie jakie zagrożenia tam czyhają. Pomimo, że nie jest piątkową uczennicą zdaje sobie sprawę, że nauka jest kluczem do przyszłości. Jest sumienna i pracowita. Czasem nie chciało mi się wierzyć, że ta niezwykle inteligentna osoba ma dopiero 13 lat. Tak odstawała od swoich rówieśników, że spokojnie mogłaby mieć i 20 lat. Jednak wiem, że takie osoby się zdarzają. Teraz dzieci szybciej dojrzewają, a jak mają za sobą traumatyczne przeżycia to muszą szybciej dorosnąć. Fusie pokochałam z całego serca. Podobnie jak innych bohaterów powieści. Jej ciotka, choć sprawia wrażenie nieprzystępnej i zdystansowanej, tak naprawdę jest czułą i kochającą kobietą, która rozumie sprawy nastolatków, nie krytykuje tylko daje dobre rady. Jest troskliwa, opiekuńcza i naprawdę kocha swoją podopieczną. Choć w domu się nie przelewa stara się zrobić wszystko by Faustyna nie pozostawała w tyle za swoimi koleżankami. Pomaga również wnuczkowi przyjaciółki, chłopcu z patologicznej rodziny, który często chodzi głodny. To właśnie w ich mieszkaniu znajduje drugi prawdziwy dom.

Książka pomimo braku zwrotów akcji i pędzącej na łeb na szyję akcji, jest tak napchana emocjami, że wprost trudno się od niej oderwać. Jest to książka o przyjaźni i miłości- uczuciach bez których życie człowieka jest puste i bezwartościowe. Jednak nie warto szukać przyjaźni na siłę bo można trafić na ludzi, którzy okażą się fałszywi. To właśnie spotkało naszą główną bohaterkę. Ta jednak się nie poddała. I odniosła sukces. Spotkała Wandę, kolejną bohaterkę którą pokochałam całym sercem, mądrą, ambitną i zabawną nastolatkę, która pomimo choroby i problemów osobistych okazała się niezastąpionym kompanem i doradcą. 
Książka ta opowiada również o trudnych relacjach pomiędzy nastolatkami i ich opiekunami. Dużo młodych ludzi uważa, że dorośli ich nie rozumieją dlatego nie dzielą się z nimi swoimi problemami czy sekretami. A przecież rodzice czy opiekunowie są po to by doradzać i zapewniać ochronę. Nasza główna bohaterka bała się zaangażowania. Opuścił ją ojciec, matka umarła. Wszyscy na których jej w życiu zależało ją opuścili. Powieść opowiada o rozkwitającym uczuciu pomiędzy Fusią i jej krewną. Dziewczyna zaczyna zdawać sobie sprawę jak bardzo kocha ciotkę i jak bardzo się boi że ją straci.

Ostatnich 30 stron książki sprawiło, że w moich oczach pojawiły się łzy. Autor tak zagrał na moich emocjach, że odkryłam w sobie pokłady empatii z których nawet nie zdawałam sobie sprawy. Po przeczytaniu ostatnich rozdziałów zobaczyłam co tak naprawdę znaczy przyjaźń i zaczęłam się zastanawiać czy ja w życiu przeżyję coś takiego. 

"Dziewczyna z lustra" to naprawdę piękna i mądra powieść. Powinna ją przeczytać każda młoda osoba. Może ta książka sprawi, że usiądą i zastanowią się nad swoim życiem, nad tym co jest w nim ważne. To naprawdę piękny debiut, który przekonał mnie do autora w stu procentach. Nie dość, że ma wiedzę o nastolatkach, która nie jest książkowa to jeszcze pokłada w nich wiarę. Polecam również dorosłym czytelnikom, i rodzicom. Może zmienią oni nastawienie do swoich dzieci i zaczną z nimi rozmawiać. To pomaga. Polecam wszystkim.  

Za możliwość przeczytania książki i napisania recenzji gorąco dziękuję wydawnictwu :



"Grzech" Nina Majewska-Brown

"Grzech" Nina Majewska-Brown

 Tytuł : "Grzech"
 Autor : Nina Majewska-Brown
 Wydawnictwo : Rebis
 Rok wydania : 2017
 Liczba stron : 384

 Wieś stereotypów

Uwielbiam Camillę Lackberg, i to między innymi dzięki notce wydawniczej, a mianowicie jej fragmentowi " Styl autorki, pełen humoru i odniesień do prowincjonalnej codzienności, przywodzi na myśl pisarstwo Camilli Läckberg." postanowiłam dać polskiej autorce szansę. Dodatkowo zaszeregowana do gatunku kryminał, thriller a nawet sensacja - zwiastowała dobrą rozrywkę. Muszę wam powiedzieć, że czuję się oszukana. Gdzie ta sensacja? Gdzie ten thriller? Czy tak właśnie
określamy życie szarych ludzi polskiej prowincji? Bo ta książka była niczym innym jak powieścią obyczajową (z dreszczykiem).

Aleksandra samotnie wychowuje szesnastoletnią córkę. Pięć lat po odejściu męża nadal ma mu za złe, że porzucił ją dla młodej sąsiadki mieszkającej dwie klatki obok. Pewnego dnia oglądając telewizję Ola widzi dziewczynę wyglądająca jak ona sama kilkadziesiąt lat wcześniej. Podobieństwo zwala ją z nóg. Czyżby w końcu udało jej się odnaleźć córkę, której szukała tyle lat? Dziewczynkę, którą jej odebrano tuż po porodzie? Niewiele myśląc postanawia ją odszukać. Wynajmuje domek nad jeziorem w miejscowości z której pochodził materiał telewizyjny. Niezrażona jest nawet tym, że w okolicy dzieją się różne dziwne rzeczy. Ktoś podpala stogi siana, a na płocie sołtysa znaleziono trzy martwe koty. 
Razem z córką wybierają się na wakacje. Czy kobiecie uda się odnaleźć córkę? Czy te poszukiwania nie narażą na niebezpieczeństwo jej rodzinę?

Na pewno wielkim plusem tej książki jest jej okładka. Tutaj wydawnictwo spisało się na medal. Patrząc na ten piękny obrazek naprawdę możemy przypuszczać, że będziemy mieć do czynienia ze znakomitym thrillerem lub powieścią kryminalną. Sam początek książki wróży równie dobrze. Przedzieramy się przez las wraz z samotną kobietą, razem z nią patrzymy w oczy śmierci. Również opis książki i wszystkie chwyty marketingowe zwiastowały zupełnie co innego. Więc co serwuje nam autorka?
"Grzech" jest niczym więcej niż powieścią obyczajową. Przez trzy czwarte książki poznajemy naszych głównych bohaterów. Autorka lubi zagłębiać się w detale. Takie bzdety jak kolor filiżanek czy chociażby ciągłe przypominania, że bohaterka nosiła sandały z koralikami niestety bardzo męczą, szczególnie czytelnika, który spodziewał się obiecywanej wartkiej akcji. 
Powiem szczerze, nie mam nic przeciwko warstwie obyczajowej jeśli jest wiarygodna. Niestety największą wadą tej książki jest właśnie brak autentyczności. 
Nie ma tu ani jednego bohatera, który wydawał by się realny, również relacje pomiędzy ludźmi są nierzeczywiste i zdystansowane, nawet w przypadku najbliższej rodziny. Gdybym popatrzyła z boku na Olę i jej córkę Monikę nigdy bym nie powiedziała, że są ze sobą spowinowacone. Monika jest w trudnym wieku, buntuje się jak każda nastolatka, ucieka z domu, przeklina, nie uczy się. Pewnego dnia postanawia zamieszkać wraz ze swoim chłopakiem na squacie. A co na to jej matka? Zamiast zabrać kieszonkowe i przetrzepać przez tyłek to jeszcze pyta córkę na ile pieniędzy liczy..O co kaman?
Córka wyprowadza się do ojca, a ta daje jej wolne światło. Dlaczego? Otóż nie dlatego, żeby dziewczyna odebrała życiową nauczkę, tylko ona będzie mieć więcej czasu na swoje poszukiwania. Nawet jak już wyjechały razem to zachowywały się bardziej jak koleżanki. Czy kochająca matka chciałaby się pozbyć córki by przemierzać wioskowe sklepy w poszukiwaniu porzuconego dzieciaka? Czy raczej zwierzyła by się, tej w końcu najbliższej osobie, i poprosiła o pomoc?
Przejdźmy teraz do Laury, ekspedientki w sklepie. Ta 26-letnia dziewczyna nie ma przed sobą przyszłości. Rodzice prowadzą gospodarstwo, które kiedyś przejdzie na nią, ale do tego czasu musi im pomagać, gdyż wraz z wiekiem nie są w stanie podołać wszystkim obowiązkom. Laura to jeden z największych literackich wampirów energetycznych jakie spotkałam w mojej czytelniczej karierze. Jest tak depresyjną i pesymistyczną postacią, że ze stron książki naprawdę wieje chłodem. Również jej relacja z rodzicami to nic innego jak fałsz. Nie ma tutaj ani miłości, ani zaangażowania. Po prostu kilka bytów żyjących obok siebie. Słabe.
Powiem szczerze. "Grzech" jest pierwszą książkę, w której nie spodobała mi się ani jedna postać. ANI JEDNA, wszystkie są przerysowane, fałszywe i po prostu nie da się im zaufać.

Drażnił mnie również język. Nie czytałam wcześniejszych powieści autorki, jednak troszkę pogooglowałam i wiem, że dobrze czuje się w konwencji obyczajowo-komediowej. I niestety to widać. Czytamy o morderstwach, czynach przestępczych, uprowadzeniu, mafijnych porachunkach i to wszystko napisane jest tak lekkim, wręcz żartobliwym stylem. Autorka serwuje nam porównania na zasadzie : rozwaliła się jak żaba na liściu, używa przestarzałego języka młodzieżowego wzmacniając go przekleństwami, używa zbyt licznych metafor, w ten sposób, że czytelnik w końcu przestaje zwracać uwagę na to, że fabuła toczy się wokół zdarzeń które były tragiczne. To kolejny czynnik, który odbiera książce wiarygodność. Kolejnym jest szafowanie stereotypami. 

Obraz polskiej wsi w powieści jest wprost groteskowy. Jeszcze tak naszpikowanej stereotypami powieści nie czytałam. Nie wiem czy tu wychodzą własne kompleksy czy po prostu niewiedza, jednak mieszkańcy małych miejscowości powinni poczuć się obrażeni. Polska prowincja w "Grzechu" to kartoflisko rodem z "Kronik Jakuba Wędrowycza"- Pilipiuka. Gorzała się leje na potęgę, dokoła ciemnogród i zacofanie, chusty na głowach i bieganie do kościoła. Wszędzie pety i ugory, ciemniaki i gumiaki, brak postępu, brak wiedzy.. czyżby autorka próbowała osadzić fabułę powieści kilkadziesiąt lat wstecz? Córka sołtysa jest zwykła (...) , jej chłopak to napakowany przygłup, który szczerzy zęby do laski ze stolicy, Laura pracuje w blaszaku, jej matka biega na zdrowaśki do Kościoła, ojciec siedzi na kanapie, baby stoją przy płotach i plotkują, wszędzie bida z nędzą i marazm. Wiem jak wygląda polska wieś, stanie na miedzy by obgadać sąsiada dawno się skończyło, ba nawet dotarła tam moda z miast. Ludzie są wykształceni a gospodarstw z jedną krową jest naprawdę niewiele. Teraz być rolnikiem to niezły zarobek- wystarczy popatrzeć na sprzęt gospodarski. 

Oh koniec już tego narzekania. Napiszę teraz o mocnych stronach. A konkretnie o jednej. O zakończeniu. Przyznam, że nie tego się spodziewałam i byłam bardzo zaskoczona. Zdecydowanie jest najmocniejszym punktem tej powieści. 
Jak chcecie spróbować to przeczytajcie pierwsze 80 stron a potem akapit zakończenia ;) Resztę można sobie darować, no chyba że lubicie marnować czas. 

Za możliwość recenzji gorąco dziękuję wydawnictwu Rebis

"Zapach domów innych ludzi" Bonnie-Sue Hitchcock

"Zapach domów innych ludzi" Bonnie-Sue Hitchcock

 Tytuł : "Zapach domów innych ludzi"
 Autor : Bonnie-Sue Hitchcock
 Wydawnictwo : Jaguar
 Rok wydania : 217
 Liczba stron : 380
 Tytuł oryginału : The Smell Of Other People's Houses

 Lektura dla pokoleń

Po książki młodzieżowe sięgam by odetchnąć od mrocznych thrillerów i wywołujących dreszcze kryminałów- gatunków po które sięgam najchętniej. Są mniej łzawe od romansów, mniej angażujące od powieści historycznych i ciekawsze od oklepanych obyczajówek. Owszem zdarzają się pozycje, które wywołują mnóstwo emocji, z którymi nawet dorosłemu czytelnikowi ciężko się zmierzyć. Kolejnym powodem dla którego czytam młodzieżówki jest chęć sprawdzenia jak autor sobie poradził wcielając się w rolę nastolatka. Wydaje mi się to trudnym zadaniem, ja na przykład średnio pamiętam co czułam i myślałam kilkanaście lat temu. Książka była dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Po pierwsze jak na debiut literacki jest napisana językiem, którego byśmy wymagali od doświadczonego pisarza, po drugie Bonnie-Sue Hitchcock ma 55 lat jednak wydaje się, że doskonale rozumie problemy nastolatków. Jest to piękna i mądra książka, którą polecam wszystkim, bez względu na wiek. 

Ojciec Ruth ginie w katastrofie lotniczej. Tuż po tym tragicznym wydarzeniu matka dziewczyny traci zmysły. Ruth i jej siostra trafiają pod opiekę babci, despotycznej staruszki, która jest typowym przykładem osoby konserwatywnej. Hank wraz z braćmi ucieka z domu. Ma dość ojca, który znęca się nad rodziną i środowiska biedoty, w którym przyszło im egzystować. Wsiadają na prom płynący
na Alaskę z wiarą, że tam czeka na nich lepsze życie. Jedynym marzeniem Alyce jest zostanie tancerką. Po rozwodzie rodziców wraz z matką przeniosła się w głąb lądu. Wakacje to jedyny czas, który spędza z ojcem pomagając mu podczas połowów tuńczyków. Jednak akurat wtedy wypada przesłuchanie do szkoły tańca. Czy dziewczyna odważy się powiedzieć ojcu o swoim marzeniu? 

Jako nastolatka uwielbiałam "Przystanek Alaska". Czytając tę powieść miałam wrażenie, że się cofnęłam do czasów młodości. Oczywiście nie ma sensu porównywać serialu do tej niepozornych rozmiarów książki, jednak ja znajduję pewne podobieństwa. Podobnie jak w przypadku produkcji telewizyjnej tak i książka podzielona jest na epizody, rozdziały w których mamy do czynienia z coraz to nowymi bohaterami. Przyznam szczerze, że na początku książki wyszło to dość chaotycznie, szczególnie że rozdziały nie są zbyt rozbudowane a postaci drugoplanowych jest dość sporo. Przez pierwszych sto stron książki, próbowałam się połapać kto jest kim. Jednak jak już poznałam wszystkich głównych i pobocznych bohaterów tak z miejsca ich pokochałam. Podobnie jak w "Przystanku Alaska" akcja powieści toczy się w małej miejscowości, w serialu Cicely w książce  Fairbanks. Tutaj każdy zna każdego, drzwi zostawia się na noc otwarte a najgorszym co może zrobić człowiek jest donieść na swojego sąsiada. Podobnie jak w serialu, w książce czujemy klimat typowy dla miejsc poniekąd odizolowanych od świata. W czasach kiedy toczy się akcja powieści Alaska należała już do Stanów Zjednoczonych jednak nadal miałam wrażenie, że to kraj Eskimosów i ludzi, którzy nie przynależą do nikogo tylko tworzą własną unikalną społeczność. Często odnoszę takie wrażenie jak czytam powieści skandynawskie. Nie wiem czy to za sprawą typowego, zimnego i morskiego klimatu czy enklaw w jakich toczy się akcja. Kilkakrotnie musiałam sobie wmawiać, że mam jednak do czynienia z amerykanami. Tak nieamerykańska jest ta powieść.

Troszeczkę mam za złe autorce, że nie poświęciła więcej stron samej historii Alaski, ponieważ jest ona niezwykle fascynująca. Kraina ta odsprzedana przez cara Aleksandra II za 7 mln dolarów, w 1867 roku weszła pod zarząd administracyjny USA. W 1958 roku ziemie Alaski zostały zniszczone przez megatsunami. Niespełna 10 lat później, po latach protestów i apelacji mieszkańców Alaski została zaprzysiężona jako 49 ze stanów. Tym samym niektóre prawa tubylców, w tym prawo do połowów i polowań zostały znacznie ograniczone a niektóre całkowicie zniesione. Oczywiście autorka w swojej książce porusza wątki historyczne jednak stanowią one tło a nie kanwę powieści. Tutaj prym wiodą główni bohaterowie. Od kiedy ich poznałam jestem w stanie wybaczyć autorce tę powierzchowność, gdyż postacie które poznałam na długo zagoszczą w moim sercu.
Nie mogę natomiast wybaczyć tego, że pomimo faktu osadzenia powieści w latach 70 XX wieku autorka nie postarała się by przenieść czytelnika w przeszłość. Oczywiście są momenty , które dobitnie wskazują na to, że nie mamy do czynienia z ludźmi nam współczesnymi, jednak często łapałam się na tym że  zapominałam, że czytam o latach przeszłych. A wystarczyło parę drobnych zmian, dodanie paru szczegółów, paru opisów i wszystko byłoby bardziej wiarygodne.

Ponieważ jest to książka dla nastolatków, jej bohaterami również są nastolatkowie. Nastolatkowie z problemami, które są jak najbardziej współczesne. Zmieniło się może tylko podejście do nich. Jest to książka, która gra na naszych emocjach i wyzwala w nas skrajne uczucia : począwszy od radości, przez złość i rozczarowanie a na odrazie skończywszy. Niechciana ciąża, patologiczne rodziny, pijaństwo i rozpusta- to obraz małej enklawy na terenie Alaski. Podobało mi się to w jaki sposób autorka połączyła ze sobą losy naszych głównych bohaterów. Wszystko to wyszło bardzo realistycznie. Podobało mi się również, co nietypowe dla książek młodzieżowych, że praktycznie brak tutaj wątku miłosnego. Piszę praktycznie, bo co dociekliwsi czytelnicy oczywiście się go dopatrzą. Jednak książka nie epatuje romansem za co jestem wdzięczna. 

"Zapach domów innych ludzi" to pozycja która powinna znaleźć się w biblioteczce każdego czytelnika. Rzadko zdarza mi się zapłakać nad powieścią (o wiele częściej na filmach) jednak tym razem tak było i to kilkukrotnie, aż dziw że książka licząca nieco ponad 300 stron była w stanie wzbudzić we mnie tyle emocji. Starsi czytelnicy po jej przeczytaniu zrozumieją jak mogą się czuć nastolatkowie i jakimi prawami rządzi się ich młode życie, młodsi wyciągną z lektury pożyteczną lekcję. Jest to lektura dla pokoleń , którą gorąco polecam.


"Terapeutka" Bernadeta Prandzioch

"Terapeutka" Bernadeta Prandzioch

 Tytuł : "Terapeutka"
 Autor : Bernadeta Prandzioch
 Wydawnictwo : Rebis
 Rok wydania : 2017
 Liczba stron : 312


 Thriller wiecznie żywy


Do tej pory raczej omijałam książki polskich autorów. Te zagraniczne wydawały mi się bardziej mroczne, lepsze, mniej zaściankowe. O wiele lepiej czytać o morderstwach popełnionych w tętniącym życiem Nowym Jorku niż na polskiej prowincji. "Terapeutka" była dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. My wielbiciele powieści kryminalnych i thrillerów musimy  być ze sobą szczerzy i przyznać, że sięgając po ten gatunek nie oczekujemy wielkiej intelektualnej uczty tylko dobrej rozrywki i ciarek przebiegających po plecach. Po przeczytaniu tej powieści jestem w pełni usatysfakcjonowana. Jak na debiut jest to naprawdę dobra książka z ciekawą fabułą, napisana przystępnym jednak przyzwoitym językiem, pełna wiarygodnych bohaterów. 

Marta Szarycka jest psychologiem i wykładowcą akademickim. Choć dobija trzydziestki nie ma stałego partnera i rodziny. Jej życie wypełnia praca i związek z żonatym policjantem. Pewnego dnia
w ogrodzie na tyłach jej gabinetu znalezione zostają zwłoki chłopca. Ma on zmasakrowaną twarz co utrudnia identyfikację dziecka. Nikt też nie zgłasza jego zaginięcia. Marta i jej przyjaciel z pracy Adam, uważają że miejsce zabójstwa zostało wybrane przypadkowo jednak dziewczyna nie może się z tym pogodzić. Postanawia pomóc w śledztwie, szczególnie że kieruje nim jej kochanek. Porwane zostaje kolejne dziecko i tego samego dnia kobieta znajduje w swojej skrzynce mailowej list od porywacza. Pyta on czy tym razem uda jej się ocalić  dziecko? Czy Marcie uda się namierzyć mordercę? Czy sama jest w to zamieszana poprzez  wydarzenia z przeszłości? Czy będzie kolejna ofiara?

Za każdym razem biorąc do ręki nowy thriller zastanawiam się kiedy autorom skończą się pomysły. Bo ileż razem możemy czytać o morderstwach, gwałtach czy porwaniach? Dlatego autorzy często wykorzystują kontrowersyjne tematy. Kiedy na pierwszych stronach książki czytamy, że odnaleziono ciało zmasakrowanego dziecka to nic już nas nie zmusi do odłożenia książki na półkę. Musimy doczytać do końca chociażby po to by się dowiedzieć kto za tym stał, jakie były pobudki tego potwora. Czy był psychopatą? Czy zdarzył się nieszczęśliwy wypadek i chciano zatrzeć ślady? W przypadku tej książki smaczku dodaje to, że naszą główną bohaterką jest pani psycholog, która zostaje bezpośrednio zaangażowana w sprawę. Od psychologów oczekujemy wiedzy na temat ludzkiej natury, wierzymy że są po to by nam pomagać, że są to ludzie nieomylni, którzy rozwiążą nasze problemy. Przychodzimy na terapię i co zastajemy? Ciało w ogródku. Czy mordercą jest pacjent? Czy to możliwe, że terapia się nie udała i na wolności grasuje groźny przestępca u którego nawet nie zdiagnozowano żadnych zaburzeń? Wszystkie te pytania pojawiły się w mojej głowie podczas czytania tej książki. Choć bardzo się starałam (podobnie jak nasza główna bohaterka) do samego końca nie wiedziałam kto jest zabójcą. Podobnie jak ona analizowałam poszczególne portrety psychologiczne i zastanawiałam się, kto może się okazać psychopatą. Niestety zabrnęłam w ślepą uliczkę. Poniekąd bardzo się cieszę gdyż zakończenie książki okazało się dla mnie zaskoczeniem a o to w końcu chodzi, z drugiej strony zdałam sobie sprawę jak mało wiem o ludziach i jak bardzo pozory mogą mylić.

Kolejnym plusem książki była postać głównej bohaterki Marty. Obawiałam się (jak w przypadku innych powieści naszych rodzimych autorek), że będzie ona przesłodzoną idiotką czy typową matką polką, ustatkowaną, mającą dobrą pracę, gromadkę dzieci i szczęśliwe życie. Jakież było moje zaskoczenie kiedy za moją narratorkę dostałam prawdziwą kobietę z krwi i kości, typową przedstawicielkę płci żeńskiej XXI wieku wraz z wszystkimi przymiotami i wadami. Bo wierzcie mi Marta nie jest doskonała. Pomimo znakomitego wykształcenia i świetnej kariery jest zagubioną młodą kobietą, która prowadzi dość niepoukładane życie. Nie ma męża, nie ma dzieci. Można nawet powiedzieć, że skacze z kwiatka na kwiatek. Pewnie część czytelniczek właśnie za to ją znienawidzi. Za jej podejście do mężczyzn, pewnie nawet określą ją paroma niezbyt przyjemnymi epitetami. Ja natomiast poczułam do niej słabość i zrozumienie. Czy to jej wina, że zakochała się w żonatym mężczyźnie? Sama zdawała sobie sprawę z tego, że ten związek nie ma sensu. Może jej wszystkie skoki w bok były swego rodzaju próbą wyrwania się z patologicznego związku? Znalazłam w Marcie parę cech, które są mi bliskie. Ja również biegam na siłownię i liczę kalorie by potem zasiąść z butelką czerwonego wina (a częściej piwa) z książką na kanapie, oczywiście nad ranem mam wyrzuty sumienia. Ja też podobnie jak ona nie potrafię przejść obojętnie wobec krzywdy drugiego człowieka, ja też ze strach czy z lenistwa odkładam ważne rzeczy na następny dzień i tym samym ładuję się w nieustające kłopoty. Może dlatego tak ją polubiłam? Że nie poniekąd odnalazłam w niej siebie? 
Inni bohaterowie również są interesujący. Co prawda nie wiemy o nich zbyt wiele gdyż narracja jest pierwszoosobowa i w większości skupiamy się na odczuciach i emocjach Marty, jednak ich sylwetki są zarysowane tak wyraźnie i szczegółowo na ile pozwala konwencja gatunku, pamiętajmy że nie mamy tutaj do czynienia z powieścią obyczajową tylko thrillerem.

Co do samej fabuły to moim zdaniem jest rewelacyjna. Jak już raz się rozkręciła (co nastąpiło praktycznie na samym początku książki) to cały czas utrzymywała tempo. Autorka nie boi się pisać i widać to wyraźnie w używanym przez nią języku. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że bardziej pasuje on do mężczyzny, prosty, brutalny czasami wulgarny. Autorka wspaniale buduje napięcie pomiędzy bohaterami, odważnie wplata wątki erotyczne. Język nie jest przesłodzony, zachowana została proporcja pomiędzy opisami i dialogami. Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to parę fragmentów z supermarketów, jak na kobitkę która dba o swoją figurę i liczy kalorie to zbyt często udawała się do spożywczaka, a my oczywiście razem z nią. 
Zakończenie książki również było więcej niż zadowalające. Powiem, że byłam zaskoczona. Autorce udało się nie parokrotnie zmylić i za to jej dziękuję bo naprawdę dzięki temu wiem, że jeszcze nie wszystkie tematy w thrillerach został wyczerpane. 

Książkę polecam wszystkim fanom gatunku i tym, którzy mają ochotę na przeczytanie czegoś mocniejszego. To książka zbudowana na kontrastach, która ukazuje nam bogate życie klasy średniej i marazm i przemoc w dzielnicach biedoty. To książka gdzie czytamy o losach uśmiechniętych rodzin, by na następnej stronie płakać nas losem osieroconego chłopca. Szczerze polecam ten bardzo udany debiut i czekam na więcej.

Za możliwość zrecenzowania książki gorąco dziękuję wydawnictwu :







Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger