"Ukraiński gambit" Leszek Szarepka

"Ukraiński gambit" Leszek Szarepka

     Leszek Szarepka, autor powieści "Ukraiński gambit" to ciekawa i kolorowa postać. Z wykształcenia jest historykiem, z zawodu politykiem, dyplomatą i pracownikiem naukowym, a z zamiłowania pisarzem. To najnowsze hobby odkrył stosunkowo niedawno a wydana w zeszłym miesiącu książka jest jego debiutem literackim jeśli chodzi o beletrystykę. Szarepka zna kraj pomarańczowej rewolucji od podszewki. W latach 2007–2010 pełnił funkcje radcy-ministra i zastępcy ambasadora w ambasadzie RP w Kijowie. Obserwował scenę polityczną naszych wschodnich sąsiadów w newralgicznych latach odzyskanej na nowo "wolności". Muszę przyznać, że nie jestem zaskoczona tym, że postanowił napisać książkę. Ludzie wybierani na dyplomatów czy ambasadorów muszą być wszechstronni, bowiem do ich obowiązków nie zalicza się tylko "politykowanie". Zajmują się kulturą, polską społecznością i realiami w której żyje. Ukraina jest tak kolorowym, historycznie interesującym krajem, że aż się prosi o osadzenie w niej fabuły powieści. 

Akcja powieści obejmuje okres między listopadem 2013 r. a lutym 2014 r. i w znacznej części rozgrywa się na kijowskim Majdanie Niezależności. Zręcznie poprowadzona intryga ujawnia kulisy gry, której stawką jest europejska przyszłość Ukrainy. Książka stara się pokazać zróżnicowanie tego kraju, jego tragiczną historię, która wpływa na losy i kształtuje postawy jego mieszkańców. Dla głównego bohatera, Stasa Sycza, młodego studenta z Kołomyi, który trochę przypadkowo znalazł się w centrum wydarzeń, Majdan jest nie tylko doświadczeniem pokoleniowym, ale także szkołą życia. Stas przekonuje się, że cena zwycięstwa często potrafi odebrać jego smak. (źródło. wydawnictwo)

Thrillery political fiction to gatunek, który do tej pory nie doczekał się sławy oraz uznania. Mogę się założyć, że większość komentarzy pod tym postem, ograniczy się do stwierdzenia "to nie moja bajka". Sytuacja troszkę się polepszyła dzięki znakomitej produkcji "House of Cards" , jednak kolejne sezony przyciągają coraz mniejszą liczbę widzów. Powodem tego może być przestarzała formuła i powtarzalność albo fakt usunięcia z obsady Kevina Spaceya, który grał jedną z głównych, i uwielbianych przez widzów, ról. Niemniej jednak Leszek Szarepka postanowił spróbować swoich sił w tym gatunku. I było to znakomite posunięcie, nic bowiem tak nie pociąga jak czytanie fikcji literackiej i jednoczesne poszukiwanie podobieństw do wydarzeń historycznych. Autorzy powieści mają szerokie pole do popisu. Mogą wymyślać i kreować, czerpać z rzeczywistości, naciągać, koloryzować, i nikt nie może im nic zarzucić. Szarepka w swojej książce, wylewa wiadro pomyj na głowę Putina, oczernia Janukowycza, przedstawia ich obu jak tyranów i dyktatorów. Jednak czy ktoś może obrazić się o to, co jest napisane w książce, której głównym celem jest dostarczenie rozrywki? Oczywiście każdy z zaangażowanych, oczytanych i orientujących się w polityce czytelników, będzie widział, że ta książka to dużo więcej niż fikcja literacka. Wydarzenia tutaj opisywane, kijowski Majdan Wolności, manifestacje i strajki brutalnie tłumione przez wojsko, ofiary śmiertelne, wybory prezydenckie, zaangażowanie Moskwy, ustąpienie Janukowycza i wybór Juszczenki na prezydenta, wszystko to wydarzyło się naprawdę. "Ukraiński gambit" to jedna z tych książek, które da się czytać jednocześnie jako komentarz do sytuacji politycznej, czy wręcz reportaż i jako ciekawy, dynamiczny thriller polityczny. 
Autor książki zna i kocha Ukrainę, co znajduje odbicie w jego powieści. Z pewnością fakt, że z wykształcenia jest historykiem, pomógł mu w tworzeniu tej książki. Ludzi interesujących się wydarzeniami z przeszłości, cechuje zwykle ciekawość, nie ustają w poszukiwaniach przyczyn, lubią odkrywać. I zazwyczaj mają bardzo dobrą pamięć. Choć książka ta należy do beletrystyki, tak sporo się z niej możemy dowiedzieć na temat historii Ukrainy, jej przeszłości i tego dlaczego nadal jest traktowana jako rosyjska strefa wpływów. Opisana jest jako kraj gdzie rządzi nepotyzm i korupcja, elita polityczna jest blisko związana z Kremlem, a niepodległość i niezależność są złudne i na pokaz. Choć autor nie znajdował się za kulisami, tam gdzie rozgrywa się prawdziwa walka o władzę, z łatwością możemy sobie wyobrazić, że to co opisał, mogło się wydarzyć naprawdę. 

Autor w swojej książce pokazuje nam dwa światy, ten za zamkniętymi drzwiami, gdzie przedstawiciele rosyjskich służb specjalnych wraz ze skorumpowanymi ukraińskimi politykami dzielą kraj na strefy wpływów, świat pałacowych intryg, gróźb i terroru oraz świat młodych, optymistycznie nastawionych, proeuropejskich obywateli zgromadzonych na Majdanie. Te dwa światy są od siebie diametralnie różne. Jeden zepsuty, zdesperowany i brudny drugi niewinny, naiwny i dotąd niezbrukany. Gdzieś w tym wszystkim znajduje się nasz główny bohater, który jeszcze wierzy, ale już zaczyna wstępować na drogę zwątpienia i metamorfozy. Czy magiel, który ma miejsca na ukraińskim placu wolności, może aż tak bardzo zmienić człowieka? Czy Ci patrzący w lufy czołgów i karabinów, odważą się śpiewać pieśni o wolności? Pomiędzy wierszami tej powieści udało mi się znaleźć odpowiedź na to pytanie. Ukraiński Majdan mógł spłynąć krwią, ofiar mogło być o niebo więcej. Europejscy obserwatorzy nie zdają sobie sprawy z tego jaką siłą dysponuje Rosja, myślą że to dzięki nim Ukraina odzyskała wolność. Prawda jest jednak zgoła inna. To Putin poluzował pasa, pozwolił kolejnej swojej "republice" na trochę wolności. Jednak nie da się ukryć, że gospodarczo nadal pozostała tylko "satelitą". Ludność Kijowa, i obywatele całej Ukrainy, powinni się cieszyć, że udało im się uniknąć wojny. 

Czytając o tych młodych ludziach, zgromadzonych na Majdanie, czułam wielkie emocje. Ich i moje. Wraz z głównych bohaterem analizowałam czym jest nacjonalizm i jego poglądy na temat tej doktryny zmieniały się z pokolenia na pokolenie. Z książki tej dowiedziałam się co to znaczy kochać własną ojczyznę, walczyć o jej wolność. Ci zgromadzeni na placu, nie zdawali sobie sprawy, że są jedynie marionetkami w rękach innych, że nie mają dostępu do świata wielkiej polityki. Karty zostały już rozdane, a zwycięzca może być tylko jeden. Choć duża część tej książki, dzieje się "na salonach" i za kulisami, choć jesteśmy uczestnikami tajnych zgromadzeń i planowanych intryg, to właśnie Majdan podbił moje serce. Reszta była przyzwoitym thrillerem political fiction, może nawet za dobrym jak na debiutanta, dlatego że prawdziwym. 

Leszek Szarepka, jak na wykształconego i obytego w świecie człowieka przystało, wie jak przekazać czytelnikowi swoje spostrzeżenia i doświadczenia. Niestety forma reportażu, pamiętników czy dzienników, nie jest zbyt atrakcyjna. Ludzie poszukują powieści prostych, łatwych i przyjemnych. Rozrywki w czystej postaci. Autor zgrabnie i inteligentnie odpowiedział na to zapotrzebowanie. W ręce czytelników trafiła fikcyjna powieść, której tło jest istną kopią wydarzeń historycznych. Jest to pozycja, która uczy, skłania do myślenia i odsłania mechanizmy rządzące światem wielkiej polityki. Choć jedna jaskółka wiosny nie czyni, tak mam nadzieję, że "Ukraiński gambit" sprawi, że czytelnicy zwrócą się w stronę thrillerów politycznych. Naprawdę warto. 


Tytuł : "Ukraiński gambit"
Autor : Leszek Szarepka
Wydawnictwo : MG
Data wydania : 27 lutego 2019
Liczba stron : 300


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję portalowi : 
https://sztukater.pl/


Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :

http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html

"Oczami Alexandry" Natasha Bell

"Oczami Alexandry" Natasha Bell

     Po spektakularnym sukcesie "dziewczyn", zarówno tej zaginionej, jak i tej z pociągu, coraz więcej autorów i autorek decyduje się na napisanie thrillera psychologicznego.Niestety często wpadają w pułapki, które zastawia na nich ten gatunek, należą do nich : powielanie schematów, odgrzewanie kotletów czy zbytnie komplikowanie prostych zagadnień. Dobry thriller psychologiczny musi być przemyślany, oryginalny, trzymający w napięciu a co najważniejsze, musi naprawdę zajmować się psychologią naszych bohaterów. Większość z książek, które reklamują wydawcy, to thrillery jedynie z nazwy. Natashy Bell udało się napisać książę, która jest orzeźwiająca niczym poranna kawa, trzymająca w napięciu jak skandynawskie kryminały i do tego jest prawdziwym przedstawicielem swojego gatunku. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się aż tak dobrego debiutu, strach pomyśleć co będzie dalej. Szykujcie się jednak na szturm na księgarnie.

Alexandra Southwood wiodła szczęśliwe życie wraz z kochającym mężem, Markiem, i dwiema ślicznymi córeczkami. Teraz, zamknięta w czterech ścianach wbrew swojej woli, ogląda urywki wiadomości, w których zrozpaczony Marc błaga widzów o informacje na temat miejsca pobytu żony.Cierpienie i rozpacz Marca są wszechogarniające. W trakcie poszukiwań policja znajduje zakrwawione rzeczy Alexandry i rozpoczyna śledztwo w sprawie morderstwa. Marc nie zgadza się z wersją śledczych i sam postanawia odkryć prawdę.

Jak wiemy z notki wydawniczej, Alexandra została uprowadzona. Umieszczona w zamkniętym pomieszczeniu, ogląda to co pokazuje jej porywacz, słucha tego co mówi. Choć nie jest świadkiem rozgrywających się wydarzeń to właśnie ona  jest ich głównym narratorem. Muszę przyznać, że jest to pierwsza książka z tego typu narracją, jaką przeczytałam. Zazwyczaj autorzy na główny "głos" fabularny, wybierają kogoś wiarygodnego, prawdziwego i sprawdzonego. Tym razem jednak wybór padł na kobietę, która o wydarzeniach dowiaduje się z drugiej ręki a obraz, który nam przedstawia powstał w jej głowie. Na dodatek jest artystką, więc czasem ciężko jest odróżnić prawdę od fikcji. Siedząc w zamknięciu Alexanda analizuje własne życie. Opowiada o swojej młodości, rodzinie i przyjaciołach. Wspomina o studiach artystycznych, które porzuciła na rzecz swojego przyszłego męża, za którym wyjechała do Wielkiej Brytanii. Poznajemy początki ich małżeństwa, to jak zakładali rodzinę i rodziły się ich cudowne córeczki. Ta historia z przeszłości przeplata się z tym co się dzieje w teraźniejszości. Kobieta zastanawia się co robi jej mąż, jak się zachowuje, czy bardzo cierpi? Myśli o swoich dziewczynkach, które znalazły się w zupełnie nowej, obcej i tragicznej sytuacji. Alexandra o tym co się dzieje na zewnątrz, dowiaduje się od tajemniczego mężczyzny, który ją odwiedza. Informuje ją o tym co robi jej mąż, pokazuje jej telewizyjne wiadomości. To z nim rozmawia, on jest tym co łączy ją z życiem "na zewnątrz". Alexandra jest typem narratora nie dość, że niewiarygodnego, to na dodatek antypatycznego. Im lepiej poznajemy naszą protagonistkę, tym bardziej ją nienawidzimy. I jednocześnie podziwiamy. Autorce udało się stworzyć kogoś prawdziwego, bohatera z artystyczną duszą. Dla kogoś, kto sztukę traktuje jako rozrywkę dla elity lub dziwaków, książka ta może być twardym orzechem do zgryzienia. Nie da się ukryć, że artyzm, instalacje, przedstawienia i cała otoczka z nimi związana, pełnią tutaj bardzo ważną rolę. Samotna bohaterka, której jedynym zajęciem jest myślenie, opowiada o tym co lubiła robić, opisuje zagadnienia z zakresu fotografii artystycznej, instalacji scenicznych i video performance. Część z tych rzeczy była dla mnie czarną magią, jednak Alexandra opowiadała z taką pasję i takim zaangażowaniem, że przekonała mnie do tego by dogłębniej zbadać niektóre tematy. 
Z drugiej strony mamy Marca, męża Alekxansy, mężczyznę który jednego dnia stracił wszystko : ukochaną żonę, szczęście i spokój. Stał się wrakiem człowieka, myślącym zombie, desperatem który nie może uwierzyć w to, że jego ukochana nie żyje. Miłość motywuje go do podjęcia własnych poszukiwań. Kiedy pewnego dnia natrafia na zaadresowane do Alexandry listy, od jej przyjaciółki ze studiów, odkrywa zupełnie nowe oblicze swojej żony. Listy te to kolejny ważny głos w naszej narracji, świetne zagranie autorki, które dodaje świeżości fabule. 

"Oczy Alexandry" to książka, której zdecydowanie nie polecam na jedno posiedzenie. Wydawać by się mogło, że jej fabuła jest nieskomplikowana, jednak to przez co przechodzą nasi bohaterowie jest intensywne i głębokie. Warto poświęcić troszkę czasu na ich zrozumienie. Musicie również pamiętać, że to czego się dowiadujemy od Alexandry, niekoniecznie musi być prawdą. Kobieta jest artystką, performerką, kimś kto jest w stanie wykreować w swoim umyśle alternatywne rzeczywistości. Jednak jest również matką, żoną, przyjaciółką i kochanką. Czy pogodzenie tych dwóch osobowości było możliwe? Często łapałam się na tym, że nie potrafiłam odróżnić prawdy od fałszu, straciłam zaufanie do naszej narratorki. W pewnym momencie poszukiwania Marca stały się jedynie tłem dla wydarzeń rozgrywających się w głowie Alexandry. Miałam wrażenie, że kobieta przez cały czas stara się powiedzieć nam coś ważnego. Opowiadając o przeszłości, chce nas przygotować na to, co nieuchronnie nastąpi. Czytelnik ma wrażenie, że nie będzie to nic przyjemnego. Jestem pewna, że gdzieś w połowie książki, każdy z was pomyśli, że wie w jakim kierunku to wszystko zmierza. I na pewno niektórzy będą mieć rację. Jednak nawet jeśli przewidzicie samo zakończenie, tak nic nie przygotuje was na niespodzianki i zwroty akcji, które zaplanowała autorka. Dawno nie czytałam tak inteligentnego, dobrze rozplanowanego i trzymającego w napięciu debiutu. Debiutu, w którym nie wiadomo co jest prawdą a co kłamstwem, a zakończenie nie odpowiada na wszystkie pytania. Część recenzentów to właśnie "końcówkę" krytykuje najbardziej, dla mnie była ona kwintesencją całej powieści. Po efemerycznej treści nie spodziewałam się, że autorka poda mi wszystko na tacy. W dobrych książkach chodzi o to, by zostały z nami na dłużej, sprowokowały do myślenia i podjęcia dyskusji. "Oczy Alexandry" znakomicie spełniły swoje zadanie. 

Debiut Bell, to nie tylko thriller psychologiczny, w którym załamany mąż poszukuje zaginionej żony, a ona sama rozpamiętując własne życie, próbuje na nowo odnaleźć swoją tożsamość. Choć nadal mamy tutaj do czynienia z powieścią kryminalną, którą chciałoby się zjeść jednym kęsem, tak moim zdaniem powinna być ona smakowana i dawkowana. Powieść ta stara się dogłębnie zbadać rolę sztuki i artysty, co stawia w opozycji do "perfekcyjnych żon" i "perfekcyjnych matek". Autorka podejmuje trudny temat kobiecości i ról, które są nam narzucane w typowo męskim świecie. Jest to dzieło o porzuconych ambicjach i nadziejach, pogrzebanych marzeniach i furii, która kipi w każdym z nas czekając na zapalnik, który sprowokuje jej ujście. Nie lubiłam głównej bohaterki, uważałam ją za manipulatorkę i egoistkę, jednak w głębi serca ją zrozumiałam. Odkrycie tej prawdy mnie oczyściło. Teraz, siedząc z moją rodziną przy jednym stole, wiem że jestem dobrym człowiekiem. 

Natasha Bell napisała rewelacyjną, mądrą i współczesną powieść, która oprócz suspensu i zagadki, ma jeszcze drugie dno, które odkryją Ci którzy podejdą do tej książki z otwartym sercem i umysłem. Naprawdę rzadko mamy okazję trafić na książkę z gatunku, kojarzonego z rozrywką, która by poruszała tak ważne tematy. Byłam pod wrażeniem sposobu w jaki Bell, odkrywała przed nami życie i osobowość Alex, która powoli zmieniała się z sympatycznej kobiety, w potworną manipulatorkę. Zostało to zrobione w niezwykle sprytny sposób : patrzymy oczami Marca, jednocześnie słuchając głosu Alex. Z pewnością jest to książka, która znajdzie swoich wielbicieli i zaciekłych wrogów, jednych zachwyci, innym napsuje krwi. Ja zdecydowanie zaliczam się do tych pierwszych. Pani Bell, czekam na kolejne intrygujące, niepokojące i prowokujące powieści. Zdecydowanie polecam. 



Tytuł : "Oczami Alexandry"
Autor : Natasha Bell
Wydawnictwo : Czarna Owca
Data wydania : 13 lutego 2019
Liczba stron : 392
Tytuł oryginału : Exhibit Alexandra




Za możliwość przeczytania książki i jej zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu :  

https://www.czarnaowca.pl/



Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html



"Kruczogranatowe" Adriana Lisboa

"Kruczogranatowe" Adriana Lisboa

     Adriana Lisboa to człowiek renesansu. Urodzona w Brazylii, od zawsze wiedziała, że jej życie będzie związane z podróżami. Mieszkała we Francji i Stanach Zjednoczonych, gdzie osiadła na dłużej. Była muzykiem i tłumaczem, pisarką, nauczycielką i artystką. Spod jej pióra wyszło 6 powieści, dziesiątki opowiadań i książki dla dzieci. Zdobyła wiele prestiżowych Nagród. "Kruczogranatowe" to druga wydana w Polsce książka autorki, którą miałam okazję przeczytać, i kolejna która podbiła moje serce. Powieść, której fabuła osadzona została w USA, jest komentarzem i analizą amerykańskiego społeczeństwa, widzianego oczami "przybysza". Odzwierciedla nasz nowoczesny, wielokulturowy świat i jest pełną nadziei opowieścią o poszukiwaniu swojej tożsamości, miejsca na świecie oraz stworzeniu domu tam, gdziekolwiek rzuci nas los. Adriana Lisboa napisała fenomenalną ,inteligentną i niezwykle współczesną powieść, która nie bez powodu znajduje się na liście najlepszych brazylijskich nowel.

13-letnia dziewczyna po śmierci matki wyrusza z Brazylii do USA w poszukiwaniu ojca, którego nigdy nie widziała. Zatrzymuje się w domu byłego męża swojej matki, Brazylijczyka z Denver, strażnika w bibliotece miejskiej. Temu powrotowi do przeszłości towarzyszy powolne odkrywanie
zaskakującej historii rodziców, bojowników o wolność Brazylii w latach 60. XX w. Historie i losy tej trójki bohaterów zazębiają się ze sobą, a z narracji wyłaniają się pytania: kim jesteśmy i skąd się wzięliśmy. Piękna poetycka proza o poszukiwaniu korzeni. 

Inspiracją dla tytułu niniejszej książki, był wiersz znanej amerykańskiej poetki Marianne Moore, pod tytułem "The fish". Niestety nie udało mi się nigdzie znaleźć polskiego tłumaczenia. Twórczość tej modernistycznej, związanej z nurtem imagizmu, pisarki poznałam na warsztatach z języka angielskiego. Styl Moore jest suchy, dokładny, zwięzły, niemalże minimalistyczny. Adriana Lisboa próbuje go naśladować i przychodzi jej to z łatwością. Ten „kruczogranatowy”, zapożyczony z wiersza Moore kolor, odnosi się zarówno do „błękitnych muszli”z plaży Copacabana w Rio, jak i do „niebieskich wron, latających nad Denver.Kolor ten jest stałym punktem, wokół którego toczą się poszukiwania tożsamości naszej głównej bohaterki, Vanji. Kiedy dziewczyna po siedmiu latach od przeprowadzki wraca do miejsca swojego urodzenia zauważa, że miasto zmieniło się lecz jednocześnie pozostało takie same. Zupełnie tak jak ona. Vanja wydoroślała, przeszła przemianę a jednocześnie była tą samą dziewczyną, która odeszła. Punkt zwrotny, w którym zakotwiczona jest tożsamość, jest równie ulotny jak kolor, a błękitna poświata uderza w oczy niczym wyrzucone na brzeg muszle. Muszę przyznać, że gdyby autorka skupiła się tylko i wyłącznie na historii dziewczyny, pomijając wszystko inne, to książka jeszcze bardziej zyskała by na wartości. Jednak korzenie i pochodzenie pisarki, musiały upomnieć się o swoje. Brazylia, skąd pochodzi Lisboa, to kraj, który podobnie jak polska ma za sobą tragiczną historię. W latach 60-tych i 70-tych ogarnięty był wojną domową, która zabrała wiele ludzkich istnień i zniszczyła gospodarkę. Nie dziwi mnie, że autorka chciała przybliżyć czytelnikom te straszne czasy, wojnę o której nie wspomina się za granicą. Przypuszczam, że 90 procent czytelników nie będzie mieć pojęcia kim byli partyzanci Araguaia, skąd wywodzi się ich nazwa i z kim, ani przeciwko czemu walczyli. Jeśli lubicie historię, fakty, daty, miejsca i nazwiska, to fragmenty odnoszące się do przeszłości ojczyma naszej bohaterki, z pewnością przypadną wam do gustu. Ja niestety czytając te suche informacje, momentami traciłam nimi zainteresowanie. Być może miał na to wpływ fakt, że naszym głównym narratorem była trzynastolatka, do której nie pasuje wizerunek komunistycznego partyzanta. Niestety książka ta została napisana w tak chaotyczny sposób, że często w jednym rozdziale historie były wymieszane. Teraźniejszość przenikała się z przeszłością a fakty z przemyśleniami. Oczywiście zgadzam się z tym, że to co spotkało Fernando było ważne, jednak nie miało bezpośredniego wpływu na przebieg fabuły. Zdecydowanie bardziej podobały mi się fragmenty opisujące życie Vanji. Matka dziewczyny, prawdziwy "wolny ptak" nie potrafiła nigdzie zagrzać miejsca, szczególnie przy mężczyznach. Narodziny dziewczynki były konsekwencją upojnej nocy, po której kochanek zniknął. Teraz dziewczyna chce go odnaleźć. Niech was jednak nie zwiedzie notka wydawnicza, i nie spodziewajcie się, że to poszukiwania będą głównym elementem fabuły. A przynajmniej nie poszukiwania biologicznego ojca. Poznamy tutaj życie emigrantów w Kolorado, którzy usiłują znaleźć miejsce na świecie, które będą mogli nazwać domem.

Po śmierci matki Vanja, zmuszona została do opuszczenia swojego rodzinnego domu oraz kraju, i przeprowadzenia się do Stanów Zjednoczonych, miejsca zupełnie różnego od tego w którym została wychowana. Miejsca gdzie trzeba zapytać o pozwolenie zanim pogłaszcze się cudzego psa, gdzie obrośnięte tłuszczem obywatelki chwalą naturalną opaleniznę, jak by była czymś co można sobie kupić, lub "wypalić" na solarium. Na samym początku dziewczyna jest zagubiona, jednak szybko się dostosowuje, asymiluje.  Książka ta to w dużej mierze monolog wewnętrzny na tematy takie jak dorastanie i dorosłość, dom i miejsce zamieszkania, rodzina i ojczyzna. Vanja jest mądra, nad wiek dojrzała. Jej myśli cechuje sarkazm, jest obserwatorką, która nie boi się wyciągać wniosków. Fernando wydaje się być jej przeciwieństwem. Od lat mieszka w Ameryce, jednak za wszelką cenę stara się nie wychylać. Nie ma przyjaciół, pracuje jako stróż w bibliotece, a weekendami sprząta po domach. Zastanawiałam się, czy te podróże w przeszłość, i odnośniki do wojny, w której brał udział mężczyzna, nie są po to, by nadać głębię jego przeszłości, pokazać że to co przeszedł go nacechowało, sprawiło że stał się wyalienowanym, zamkniętym w sobie złamanym człowiekiem. Vanja jest tą, która może mu pomóc zburzyć mur, który wzniósł wokół siebie. 
Kolejną ważną postacią jest Carlos, 9-letni chłopiec, sąsiad Vanii. Pomimo tego, iż jego rodzina mieszka w Denver od lat,a on sam się tu urodził, mały nadal się boi że zostaną deportowani. Czytając o jego obawach zastanawiałam się co to znaczy ojczyzna. Czy papiery, zielone karty, prawa pobytu, są tożsame z naszą świadomością narodową? Czy można deportować ludzi, którzy nigdy nie opuścili granic kraju swoich narodzin? Książka ta stawia bardzo ważne pytania odnośnie przynależności narodowej, tożsamości i miejsca, które nazywamy "domem".

Prozę Adriany Lisboa czyta się z prawdziwą przyjemnością. Jej przejmująca w swojej prostocie, trafna w spostrzeżeniach, i mądra w przekazie. Może się wydawać, że tematy które porusza autorka, były już wielokrotnie wałkowane, i jest to prawdą, jednak rzadko się zdarza by naszym bohaterem była trzynastoletnia dziewczynka i jej dorosła wersja. Książka ta zajmuje się tematem kultury, rodziny i więzi międzyludzkich. Gdyby pominąć wszystkie "wojenne" historie i anegdoty, które w moim mniemaniu jedynie dodają książce objętości, to byłaby to piękna opowieść o dojrzewaniu. Jako pisarka, a jednocześnie tłumaczka, Lisboa doskonale wie jak korzystać z języka, by był jednocześnie liryczny i zrozumiały dla przeciętnego czytelnika. 

"Kruczogranatowe" to piękna, melancholijna i niezwykle współczesna powieść, która zachwyci wymagających czytelników i wielbicieli literatury pięknej. Książka ta to wielka podróż po umyśle dziecka próbującego zrozumieć swoje miejsce w świecie, dziecka które nie "należy" do nikogo i jest obce, wszędzie dokąd idzie. Ukojenie znajduje jedynie w "rzeczach" takich jak wrony czy muszle, unoszące się tuż pod powierzchnią oceanu w pobliżu tętniącej życiem plaży Copacabana. Historia ta do mnie przemówiła, postacie ożywały tuż przed moimi oczami, a tekst był przyjemny do czytania. Polecam tę książkę każdemu, kto szuka przemyślanej lektury.



Tytuł : "Kruczogranatowe"
Autor : Adriana Lisboa
Wydawnictwo : Rebis
Data wydania : 19 marzec 2019
Liczba stron : 224
Tytuł oryginału : Azul-corvo



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 



Kings of the Wyld



Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html
"Czerwień kości" Ann Cleeves

"Czerwień kości" Ann Cleeves

     W końcu przyszedł czas na trzecią część Kwartetu Szetlandzkiego. Bardzo nie lubię się powtarzać w moich recenzjach, ale tym razem nie mam wyboru : Ann Cleeves napisała kolejną bardzo dobrą książkę, która bez reszty wciąga czytelnika. Podobały mi się opisy szetlandzkich krajobrazów i zwykłych codziennych czynności, lubiłam patrzeć na dorastających, starzejących się bohaterów, którzy wychodzą za mąż lub się żenią, płodzą dzieci,awansują czy rzucają dotychczasowe zajęcia. Niektórzy z nich nigdy nie opuścili mglistych wysp, nawet na wakacje. Jednak jest jeszcze jedna rzecz, która się nie zmienia : przestępstwa. Na Szetlandach nadal giną ludzie. Całe szczęście na miejscu jest detektyw Jimmy Perez. 

Na wykopaliskach w Whalsay odnalezione zostają ludzkie szczątki. Wiadomość ta elektryzuje mieszkańców Szetlandów, zwłaszcza że z początku nikt nie wie, z jakiego okresu pochodzą zwłoki.Niedługo później dochodzi do morderstwa, a detektyw Jimmy Perez rozpoczyna śledztwo. Wkrótce okazuje się, że otoczeni przez morską pustkę ludzie skrzętnie chronią swoje tajemnice.
Kiedy detektyw przygląda się po kolei ludziom uwikłanym w sprawę, odkrywa trwający od kilku pokoleń konflikt pomiędzy dwiema rodzinami. W końcu ginie kolejna osoba, a wyspę spowija upiorna mgła, która również utrudnia prowadzone śledztwo.

 Książki Ann Cleeves cechuje mroczna, klaustrofobiczna atmosfera, autorka kładzie duży nacisk na policyjne procedury i dynamikę śledztwa, a zakończenia są nieprzewidywalne i zaskakujące. Tym razem Cleeves skręciła nieco bardziej w stronę thrillera psychologicznego, co wyszło zdecydowanie na plus. Większy nacisk został położony na analizę psychiki naszych głównych bohaterów. Od kiedy Jimmy związał się z Fran, byli zawsze razem. W tym tomie kobieta wraz z córką udała się w odwiedziny do mieszkającej niedaleko Londynu rodziny. Jimmy tęskni i cierpi. W momencie kiedy nie zajmuje się śledztwem jego myśli uciekają w kierunku ukochanej. Zastanawia się czy jest bezpieczna, czy dobrze się bawi. A może jest jej tam tak dobrze, że nie zdecyduje się wrócić? Czyżby to był koniec romansu, koniec szczęśliwych dni? Muszę przyznać, że doskonale rozumiałam Pereza. Wiem jak to jest kiedy nasza druga połówka wyjeżdża. Kilkaset kilometrów wydaje się odległością nie do przebycia, każda minuta dłuży się niczym godzina. Tęsknota jest uczuciem, na które niestety nie ma lekarstwa. Dzięki temu, że autorka poniekąd "obnażyła" duszę naszego detektywa, polubiłam go jeszcze bardziej. Stał się na wskroś ludzki. Nawet nie wiedziałam, że tak mało wystarczy by ze służbisty zrobić zakochanego romantyka. Tak podobnego do nas. 
Również przyjaciel i partner Jimmiego, Sandy,  opuścił wyspę. Podczas  nieobecności mężczyzny zastrzelona została jego ukochana babcia. Autorka w prawdziwy i wzruszający sposób ukazuje nam proces żałoby. Śmierć ta, z początku traktowana jako nieszczęśliwy zbieg okoliczności, ma wpływ na całą rodzinę, lecz na Sandiego w szczególności.Rzadko się zdarza by autor kryminałów w tak wnikliwy i wiarygodny sposób, analizował ludzką psychikę. Żal i ból po stracie jest tutaj niemalże namacalny. Gdyby nie przyjaźń i wsparcie ze strony Pereza, młodszy detektyw z pewnością by się rozsypał. 
Fabuła książki jest osnuta wokół sylwetek naszych głównych bohaterów, okrąża ich, zacieśnia więzy, splata przeszłość z teraźniejszością i wybiega w przyszłość, która niestety rysuje się w czarnych barwach. Zdecydowanie jest to książka, w której pierwsze skrzypce grają ludzie a nie wydarzenia, które są ich udziałem. To kryminał gdzie zbrodnia jest jedynie dodatkiem.

Ponieważ akcja książki toczy się na wyspie, wśród małej społeczności, nie należy się dziwić że jej klimat jest klaustrofobiczny. Przypomina nieco powieści Agathy Christie, gdzie mamy zbrodnię, zamknięte grono podejrzanych i na pierwszy plan wysuwa się pytanie nie o to, kto zamordował, tylko dlaczego. Jimmy Perez musi jest detektywem starej daty : inteligentnym, kompetentnym i empatycznym. W przeciwieństwie do innych kryminałów, gdzie śledztwo oparte jest na komputerowej analizie miejsc zbrodni, daktyloskopii czy innych nowinkach technicznych, tak tutaj mamy do czynienia ze starym dobrym dochodzeniem, polegającym na przesłuchiwaniu świadków. Co prawda to , że nasi detektywi nie mogą wyliczyć trajektorii lotu kuli czy odróżnić ran zadanych własnoręcznie od tortur wydawało mi się naciągane i naiwne, jednak te braki skutecznie rekompensowała sylwetka Pereza. Jimmy jest jednym z ciekawszych i "literacko" atrakcyjnych detektywów z jakimi się spotkałam. Cechuje go coś, o czym w dzisiejszych czasach zapomniano : umiejętność słuchania. Jak mówi polskie przysłowie "mowa jest srebrem a milczenie złotem", to właśnie tej zasady trzyma się Perez. Potrafi chodzić od domu do domu, przesłuchiwać świadków, jednocześnie dając im do zrozumienia jak są ważni. Nie oskarża, nie podpuszcza, nie stosuje chwytów psychologicznych czy przemocy. To policjant, który szanuje ludzi, daje im czas na przemyślenie, podjęcie decyzji. Czytając tę książkę człowiek zaczyna się zastanawiać nad własnym postępowaniem, zadawać sobie pytania czy wystarczająco dużo czasu poświęcamy innym, czy ich słuchamy i czy słyszymy.Wszak każdy ma jakąś historię do powiedzenia. 




"Czerwień kości" to książka dla ludzi cierpliwych. Fabuła rozkręca się bardzo powoli i duża jej część skupia się na charakterystyce postaci. Również sam klimat powieści jest surowy, mglisty i chłodny. Zdecydowanie jest to kryminał, który należy czytać przy kubku gorącej herbaty. Nie wiem jak autorka to robi, ale z każdym kolejnym tomem jestem coraz bardziej zakochana w nieprzystępnych Szetlandach i ich mieszkańcach. Jeśli dodać do tego wszystkiego wątek archeologiczny i zagadkę z przeszłości to wyjdzie nam naprawdę zaskakujący i trzymający w napięciu suspens. A to, że podejrzanych jest zaledwie garstka nie świadczy o tym, że szybko wytypujemy tego właściwego. Mi się to nie udało do samego końca. 

Przygotowując tę recenzję dowiedziałam się, że platforma Netflix, już jakiś czas temu podjęła się realizacji serialu kryminalnego, inspirowanego powieściami Ann Cleeves. Do tej pory powstały trzy sezony, a czwarty i piąty są już kręcone. Myślę, że to może być coś dla mnie szczególnie, że recenzje tej produkcji są w większości pozytywne. Jednak zanim przystąpicie do oglądania to serdecznie polecam wam cały cykl książek. Ręczę że Jimmy Perez was zachwyci, zagadka zaintryguje a Szetlandy skradną wasze serca. Teraz nie pozostaje mi nic innego jak czekać na akt końcowy. Polecam.



Tytuł : "Czerwień kości"
Autor : Ann Cleeves
Wydawnictwo : Czwarta Strona
Data wydania : 13 lutego 2019
Liczba stron : 461
Tytuł oryginału : Red Bones



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 
 
 
 
 
Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html
 
"Żeglarze nocy" George RR Martin

"Żeglarze nocy" George RR Martin

Po zapoznaniu się z notką wydawcy, która zachwala książkę jako "epicką opowieść o eksploracji kosmosu", spodziewałam się, że "Żeglarze nocy" będą zbiorem ciekawych, mrocznych opowiadań w stylu Star Trek czy Odysei Kosmicznej. Jednak to co dostałam przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Otóż Martin napisał horror w najczystszej postaci, coś w stylu pierwszych (moim zdaniem najlepszych) książek Stephena Kinga, tyle że osadzony w przestrzeni kosmicznej. Autor dosłownie wypruł z fantastyki flaki. Było przerażająco, dynamicznie, ciekawie i pomimo tego, że opowiadania zostały napisane w latach 70-tych, niezwykle współcześnie. Cieszę się, że to właśnie platforma Netflix wykupiła prawa do ekranizacji. Znając jej epickie produkcje science fiction wiem, że reżyserzy i scenarzyści, wycisną wszystko co najlepsze z tego zbioru. 

Zbiór "Żeglarze nocy" składa się z kilku wczesnych opowiadań Georga RR Martina. Ci którzy znają jego twórczość wiedzą, że autor słynie raczej z monumentalnych, rozbudowanych powieści. Troszkę bałam się czy te krótsze formy podziałają na moją wyobraźnię tak jak Pieśń Lodu i Ognia, teraz jednak wiem, że moje obawy były przesadzone. Co prawda nie wszystkie opowiadania przypadły mi do gustu jednak cały zbiór zdecydowanie spełnił moje oczekiwania. 

Tytułowi "Żeglarze nocy" jest troszkę jak połączenie Odysei Kosmicznej z Obcym. W głębinach kosmosu ekspedycja złożona z ośmiu nieprzystosowanych naukowców i telepaty zajmuje się badaniami nad volcrynami, tajemniczą rasą obcych. Wygląda jednak na to, że na ich statku kryją się jeszcze większe tajemnice.  Dla fanów seriali w stylu Star Trek, scenariusz ten zapewne nie jest nowością : grupka ludzi w kosmosie ściga grupkę nieludzi i dochodzi do katastrofy. Jednak pomimo mało oryginalnej fabuły Martin zrobił coś co sprawiło, że czytałam niczym w transie, a mianowicie stworzył tak niesamowitą i gęstą atmosferę grozy i niepokoju, co udaje się tylko nielicznym autorom. Poczucie zagrożenia było niemal rzeczywiste. Całą historię napędzają dwa główne pytania : co do cholery jest nie tak z tym statkiem i jego dziwacznym kapitanem. Oraz drugie : co jest nie tak z tymi kosmitami, których ściga statek. Trzeba przyznać, że pytania te nie są najoryginalniejsze, jednak autor poprzez swój styl i lekkość pisania sprawił, że w ekspresowym tempie pochłaniałam kolejne strony w poszukiwaniu odpowiedzi. W tej historii nie ma zmarnowanego słowa. Proza jest czasem surowa - a to komplement. To dodaje napięcia i silnej stymulacji. Jeśli macie ochotę na "krótki" kawałek dobrej fantastyki, to gorąco polecam to opowiadanie. Moim zdaniem jest ono najlepsze, najbardziej intensywne i przerażające, w całym zbiorze.

Kolejną historią wartą wzmianki jest : "Nie wolno zabijać człowieka". Grupa militarystycznych fundamentalistów chrześcijańskich, w krwawy sposób kolonizuje planetę zamieszkaną przez owłosioną, inteligentną rasę obcych. Najeźdźcy traktują ich jak zwierzęta, których należy się pozbyć.  Kiedy dowiaduje się o tym jeden z niezależnych kupców, wstrząśnięty i przerażony bezsensowną pomocą, postanawia zorganizować opór. Jednak jego wysiłki idą na marne...do czasu.
Opowiadanie to jest krótką, aczkolwiek bardzo interesującą, rozprawką na temat religii, genezy wszechświatów oraz technologii tunelu czasoprzestrzennego. 

Ostatnim opowiadaniem, które zrobiło na mnie duże wrażenie jest :"Pieśń dla Lyanny", historia o potrzebie bliskości, samotności, wzajemnym zrozumieniu. Para posiadająca zdolności parapsychologiczne poproszona zostaje o zbadanie dlaczego ludzcy koloniści masowo przyłączają się do religii "obcych", do której rytuałów zaliczają się pasożytnictwo i rytualne samobójstwo.
Zwolennicy dosłownie z radością oddają swoje umysły i ciała pasożytowi Greeshka w zamian za niewyobrażalną miłość i jedność. Uważam tę historię za niepokojącą, ponieważ Greeshka jest równie atrakcyjna, co przerażająca. Rezygnacja z własnej tożsamości jest, w moim odczuciu, najgorszym co może spotkać ludzkość. Ta historia sprawiła, że ​​kwestionowałam własne wartości i decyzje życiowe.
„A Song for Lya” jest moim zdaniem szczytem pewnego rodzaju science fiction. Opowiada głęboko ludzką historię  w sposób, który byłby niemożliwy bez elementów science fiction. Historia zmusza czytelnika do rozważenia własnych wartości i przekonań dotyczących indywidualności i wspólnoty, ego i szczęścia, izolacji i związku. Niezliczone historie zgłębiają te tematy, ale ta pozwala na wyjątkową drogę kontemplacji. 

George RR Martin umie pisać, przychodzi mu to z łatwością, i każdą kolejną książką czy opowiadaniem, zaskakuje czytelnika.Choć zbiór ten, po raz pierwszy, wydany został kilkadziesiąt lat temu, to opowiadania nadal są świeże i oryginalne. Musicie jednak pamiętać, że historie te napisane zostały przez młodego, niedoświadczonego autora. Niektóre z nich są pretensjonalne, inne naciągane, jeszcze inne fałszywie-głębokie,jednak w tym przypadku zupełnie to nie przeszkadza. Nie da się ukryć, że dziś Martin postrzegany jest raczej przez pryzmat swoich późniejszych bestsellerów, a co za tym idzie można mu bardzo wiele wybaczyć.

 Jeśli jesteście fanami mocnego science fiction z elementami horroru, to jest to rzecz dla was. Mam nadzieję jednak, że nie poprzestaniecie na tytułowym opowiadaniu i dacie szansę wszystkim. Mimo iż łączą je wspólne tematy, a nawet światy, to cechuje je duża różnorodność. I tak, opowiadania te zdecydowanie różnią się od "Gry o tron", jednak czy to takie złe? Mi się podobało i rozumiem dlaczego producenci walczyli o prawa do ekranizacji. Warto odnowić abonament na Netflixie by jeszcze raz zagłębić się w skomplikowany, kosmiczny świat autora. Polecam.

Tytuł : "Żeglarze nocy"
Autor : George RR Martin
Wydawnictwo : Zysk i S-ka
Data wydania : 25 stycznia 2019
Liczba stron : 338
Tytuł oryginału : Nightflyers




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :  




 
 
 
 
            Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html

"Paryska kochanka" Catherine Hewitt

"Paryska kochanka" Catherine Hewitt

Po czym poznać dobrą książkę biograficzną? Najlepsze powieści to takie, po których przeczytaniu, mogę powiedzieć że poznałam oraz co ważniejsze, zrozumiałam ich bohaterów. Nie liczy się tylko to co zrobili czy powiedzieli, lecz to co myśleli i czuli. W przypadku postaci historycznych, których przeszłość jest bardzo dobrze udokumentowana, gdyż były znane opinii publicznej, wyliczenie wszystkich faktów z ich życia jest dziecinnie proste. O wiele trudniej jest zrozumieć osobę stojącą za tymi wydarzeniami. Catherine Hewitt nie mogła wybrać trudniejszej i bardziej skomplikowanej postaci do opisania, kobiety której głównym celem życiowym było stworzenie siebie i swojej historii na nowo, ukrycie swojego  pochodzenia oraz prawdziwego ja. Contessa Valtesse de la Bigne była fascynującą kobietą. Silna, niezależna, kontrowersyjna, ówczesna celebrytka, sławna dlatego,że była sławna, była jedną z największych kurtyzan wszech czasów. 

Emilie Delabigne, znana szerszej publiczności jako Louise lub hrabina Valtesse, urodziła się w biednej, patologicznej rodzinie, w slumsach Paryża. Miało sześcioro rodzeństwa, matkę prostytutkę oraz ojca pijaka, który pojawiał się od czasu do czasu. Jej dzieciństwo było typowe dla biednych rodzin , żyjących w przerażających warunkach. Większość czasu spędzała na ulicy unikając dochodzących kochanków swojej matki. Jako młoda nastolatka znalazła pracę w sklepie z ubraniami. W tamtych czasach zawód ekspedientki kojarzony był z prostytucją. Dziewczyny by dorobić do skromnej pensji, często szukały kochanków. To właśnie w sklepie zobaczyła co bogate kobiety mogą robić z pieniędzmi. Pewnego dnia spotkała ją tragedia, została zgwałcona przez starszego mężczyznę. Zdarzenie to uświadomiło jej, że już na zawsze została zbrukana. Zmieniło również jej światopogląd. Z niewinnej dziewczynki przeistoczyła się w kobietę. Wiedziała, że tylko pieniądze umożliwią jej godne i dostatnie życie. Kwestią kardynalną stało się skąd je wziąć. Jako ekspedientka nie zarabiała zbyt wiele, nie miała również szans na edukację. Pod koniec XIX wieku miejsc pracy dla kobiet było niewiele a dostać jedno z nich graniczyło z cudem. Emilie postawiła na prostytucję. Catherine Hewitt nakreśliła nam, jak wyglądał "system"awansu w paryskiej sferze prostytucji. Na samym dnie były grisette, kobiety które sprzedażą własnego ciała dorabiały do pensji. Nie posiadały własnego lokum, a klientami zajmowały się na ulicy. Następnym etapem była lorette, prostytutka na poziomie, mająca stałych kochanków, którzy łożyli na jej utrzymanie. Na szczycie drabiny znajdowały się kurtyzany, ekskluzywne prostytutki, które same wybierały sobie klientów i często żyły w luksusie większym niż królewska rodzina. Louise nie zamierzała pozostać grisette, jej ambicje były o niebo większe. Pewnego dnia dostała możliwość zagrania drugoplanowej roli w teatrze. To właśnie wtedy postał jej przydomek, którego używała już do końca życia. Praca na "deskach" u znanych reżyserów i scenarzystów umożliwiła jej poznanie sławnych i bogatych. Musicie wiedzieć, że Valtesse była niezwykle piękna. Jej ognistorude włosy zwracały uwagę. Szybko stała się przedmiotem pożądania. 
Początkowe rozdziały książki, w których nasza bohaterka stawia pierwsze kroki zarówno na scenie artystycznej jak i erotycznej, są bardzo dobrze uargumentowane. Znajdziecie tutaj mnóstwo szczegółów i informacji na temat życia w Paryżu ówczesnych czasów. To właśnie tutaj autorka podejmuje próbę poznania Valtesse. Przed naszymi oczami staje obraz kobiety pewnej siebie, która wiec czego chce i ma plan jak to osiągnąć, która wie że by coś zyskać musi zrezygnować z czegoś innego. W jej przypadku tym czymś było małżeństwo i rodzina. Louise zdaje sobie sprawę, że żaden szanujący się mężczyzna nie poślubi kobiety z jej przeszłością. Choć wybiera bycie utrzymanką dwukrotnie zachodzi w ciążę. Jednak życie rodzinne jej nie interesuje. Oddaje swoje chorowite córki matce jednocześnie łożąc na ich utrzymanie. Czytając o tych wczesnych latach uparcie miałam przed oczami obraz Valtesse jako zimnej, zdesperowanej, egocentrycznej istoty, dla której najważniejsza była ona sama. Choć są tutaj wzmianki o tym, że troszczyła się o innych, czego przejawem było chociażby zatrudnienie jako gospodyni swojej przyjaciółki, tak nie zmieniły one mojego sposobu postrzegania kurtyzany. Sama jestem matką dwójki dzieci i nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że mogłabym je komuś oddać. 

Dalsze rozdziały nie są już jednak tak dobre. Valtesse, była osobą publiczną, która bywała na paryskich salonach. Sama ilość odnośników do tekstów źródłowych, których jest kilkaset w całej książce, pozwala nam sądzić że informacji o niej jest mnóstwo i są one łatwe do znalezienia. Prasa pisała o niej artykuły, malarze tworzyli swoje arcydzieła, a Emil Zola tak zachwycił się jej apartamentem, że opisał go w najdrobniejszych szczegółach w swojej powieści "Nana". To wszystko co wiemy o nastoletnich latach Louise, kiedy jeszcze nie założyła maski Valtesse, było interesujące i wyczerpująco opisane. Sytuacja się komplikuje kiedy na scenę wkracza nowy twór, wykreowany przez naszą bohaterkę. Właśnie wtedy jej historia staje się mniej interesująca. Autorka opowiada o klientach i klientkach kurtyzany, jej przyjaźniach i występach publicznych, jednak samej Valtesse jest tutaj bardzo niewiele. Emilie założyła maskę, pod którą ukrywa swoje prawdziwe uczucia. Troszkę zabrakło mi tutaj żyłki odkrywcy. Hewitt nie zadała sobie trudu by zajrzeć w serce opisywanej przez siebie postaci, dotrzeć do pamiętników jej przyjaciół i rodziny. Autorka spędza czas na analizowaniu wydarzeń i sytuacji, które stały się udziałem kochanków kurtyzany, jednak ona sama staje się coraz bardziej oniryczna. Prześlizguje się przez karty swojej powieści niczym duch. Często łapałam się na tym, że oglądam jej twarz "publiczną" a to co prywatne, a jednocześnie najciekawsze i prawdziwe, zostało przede mną ukryte. Owszem Hewitt czasem wspomina o bliskich Valtesse, o tych których kochała jednak temat ten został jedynie "pogłaskany". Wiemy, że prostytutka miała romans z kobietą jednak nie wiemy co nią powodowało by uwikłać się w taką relację? Czy mężczyźni nie dawali jej wystarczającej dawki miłości i bliskości? Czy może lubiła kontrowersje? A może po prostu szła z duchem czasów i mody? Wszak miłość lesbijska była wtedy na topie. 
Kolejne pytanie należy postawić o dwóch mężczyzn pochowanych w grobie kurtyzany, już po jej śmierci. Choć wiemy kim byli, to niewiadomym dla nas pozostaje dlaczego akurat oni dostąpili tego "zaszczytu"? Zdaję sobie sprawę, że autorka nie była w stanie odpowiedzieć na te pytania, jednak to właśnie one poniekąd wyjaśniają mój "problem" z tą książką. Valtesse była po prostu zbyt enigmatyczną, "stworzoną" na własne potrzeby postacią, by dało się napisać o niej "dobrą" biografię. 

"Paryska kochanka" to książka, która oprócz postaci hrabiny Valtesse de la Bigne, skupia się również na opisaniu realiów panujących w Paryżu, w końcówce XIX wieku. Był to czas wielkich przemian, krwawych rewolucji, wojny i głodu a jednocześnie balów, rozwiązłości, wolności i rozrywek wszelakich. Francuska arystokracja spędzała czas na tańczeniu, pokazywaniu się w lasku Bolońskim, proszonych herbatkach, odwiedzaniu lóż teatralnych oraz wydawaniu pieniędzy. Wiadomym jest, że mężczyźni zawsze mieli słabość do kobiet. Ich małżonki o tym wiedziały i posłusznie akceptowały. Romanse, konkubiny i ekskluzywne kochanki były stałym elementem krajobrazu. Niektórzy "zakochani" wydawali fortuny na swoje kokoty. Valtesse wiedziała co zrobić by oczarować swoją ofiarę i wycisnąć z niej jak najwięcej. Z pewnością pomagało jej to, że była piękna, oczytana i ambitna. Chodzą słuchy, że mogła być kochanką samego Napoleona III czy nawet cesarza Augusta. Jednak informacje te ciężko jest zweryfikować. Wiemy natomiast to, że była jedna z najlepiej "zarabiających" kurtyzan w Paryżu. Jeden z jej kochanków płacił jej, na dzisiejsze pieniądze, 750 tysięcy złotych. Za tydzień. Miała pięknie urządzone mieszkanie w Paryżu, oraz rezydencję na przedmieściach. Uwielbiała sztukę i stworzyła własną kolekcję dzień znanych artystów. Bała się samotności i zapomnienia. 

Książka ta jest bardzo interesującą i świetnie napisaną, opowieścią o tym jak wyglądało życie kurtyzan w Paryżu, pod koniec XIX wieku. Było ono intensywne i często satysfakcjonujące, lecz jednocześnie nietrwałe i zazwyczaj zbyt krótkie. Choć często nasz stosunek do kobiet lekkich obyczajów jest negatywny, tak czytając o losach Valtesse, mogłam zrozumieć jej pobudki i motywację, oraz podziwiać to co osiągnęła. Szczególnie, że startowała z samego paryskiego rynsztoku. Jednak podczas lektury umknęło mi to, co najważniejsze. Mam poczucie, że nie przybliżyłam się do zrozumienia naszej bohaterki, jej sekrety są nadal bezpieczne.
Chociaż podobała mi się ta książka i wiele się nauczyłem o Paryżu , sama Valtesse pozostała dla mnie kusząco nieuchwytna.



Tytuł : "Paryska kochanka"
Autor : Catherine Hewitt
Wydawnictwo : Kobiece
Data wydania : 27 lutego 2019
Liczba stron : 368
Tytuł oryginału : The Mistress of Paris: The 19th-Century Courtesan Who Built an Empire on a Secret 



Tę oraz wiele innych książek znajdziecie w księgarni internetowej :
https://www.taniaksiazka.pl/



Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger