"Deszczowe ptaki" Clarissa Goenawan

"Deszczowe ptaki" Clarissa Goenawan

Jak dobrze wiecie jestem fanką kryminałów. Ci którzy śledzą mój blog zauważyli również, że fascynuję się Krajem Kwitnącej Wiśni. Znany jest również fakt, że mam słabość do debiutów literackich, lubię "odkrywać" nowe talenty. Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe podpunkty trudno jest się dziwić, że zainteresowałam się książką Clarissy Goenawan "Deszczowe ptaki". Powieść singapurskiej autorki jest nowością na polskim rynku wydawniczym, jednak za granicą zdobyła już uznanie krytyków literackich i czytelników. Ja również pragnę dołożyć moją cegiełkę do muru pochwał. Niestety obawiam się, że nie wszyscy będą tak zachwyceni jak ja. "Deszczowe ptaki" to specyficzna książka, napisana specyficznym, typowo "wschodnim" językiem, tak innym od tego "naszego", zachodniego. Niektórzy czytelnicy nie dadzą się złapać na lep liryczności i realizmu magicznego charakterystycznego dla prozy autorki i odrzucą tę powieść ze względu na jej szorstkość, monochromatyczność i naiwność. 

Keiko młoda nauczycielka, mieszkająca w prowincjonalnym miasteczku Akakawa, zostaje zamordowana. Kiedy wiadomość o jej śmierci dociera do Rena Ishida, jej dwudziestoczteroletniego brata, mężczyzna opuszcza Tokio by zorganizować pogrzeb i uporządkować sprawy siostry. Nie może się pogodzić z faktem odejścia najbliższej osoby w jego życiu. Pragnąc rozwikłać zagadkę śmierci Keiko, Ren przejmuje po niej posadę nauczycielską i postanawia osiedlić się w Akakawie na dłużej. Na własną rękę próbuje odkryć, kto mógł zamordować kobietę. Odbywa sentymentalną podróż w czasy własnego dzieciństwa biorąc pod lupę własne życie. W snach nawiedza go mała dziewczynka, która próbuje mu coś powiedzieć, a spotkania z osobliwymi mieszkańcami miasteczka - politykiem Kosugi Katou i jego pogrążoną w depresji żoną, z ponętną uczennicą Rio czy Hondą, dawnym współpracownikiem siostry - odmieniają go na zawsze.

Jeśli nigdy nie czytaliście książek autorów z orientalnym rodowodem (pominę tutaj Murakamiego-bo to zupełnie inna bajka) to "Deszczowe ptaki" będą dla was ciężkim orzechem do zgryzienia. Pozwólcie, że zobrazuję. Wyobraźcie sobie piękny fotel w stylu Ludwika XVI, obity złotą tkaniną z rzeźbionymi w misterne wzory nogami i wygiętym w łuk oparciem. Fotel, który jest dopracowany w każdym możliwym detalu, którego sam widok wywołuje w nas poczucie komfortu. Z drugiej strony ktoś postawił zwykłe, drewniane krzesło. Bez poduszki, z prostymi nogami i niewyszukanym oparciem. Mebel twardy i prosty, który ma służyć dokładnie temu, do czego go stworzono. Teraz już wiecie do czego zmierzam? Literatura wschodnia jest prosta, pozbawiona ozdobników i zbędnych opisów. Dostajemy tylko to co absolutnie konieczne. Autorka nie pisze o emocjach choć czujemy, że bulgoczą one pod powierzchnią tekstu, pragnąc wyrwać się na powierzchnię. Największy problem miałam z dialogami, ich sztywnością. Dopiero moja przyjaciółka, która ma japońskie korzenie, wytłumaczyła mi że sztywność ta była celowa. Autorce zależało na dokładnym odwzorowaniu japońskiej mentalności i sposobu bycia. Oni właśnie tacy są : mili, życzliwi, bezkonfliktowi. Nie lubią okazywać emocji. Pomimo tego, że styl pisania jest iście spartański, to nie brakuje mu sugestywności i surowego piękna. To takie haiku w nowatorskiej formie. Goenawan mówi dokładnie tyle ile powinien wiedzieć czytelnik, jednak pomimo braku typowej głębi i eksploracji psychiki bohatera, były tutaj fragmenty, które mnie wzruszyły i doprowadziły do łez. Czytaliście kiedyś książkę dla młodzieży "Powiedz wilkom, że jestem w domu" autorstwa Carol Rifka Brunt? Jest to opowieść o młodej dziewczynie, która boleje nas stratą najbliższej osoby w swoim życiu, wuja Fina. Jeśli jeszcze nie wpadła wam w ręce to gorąco polecam. Otóż "Deszczowe ptaki" mają w sobie coś, co przypomina mi tę książkę. Tę samą melancholię, żal i smutek, poczucie straty, które epatuje z każdej strony. Czytanie tej książki fizycznie boli czytelnika lecz jest to ból oczyszczający, można powiedzieć, że wręcz terapeutyczny. 

Pamiętacie osła z filmu "Shreck" i jego "daleko jeszcze"? Jeśli podobnie jak bohater kreskówki nie macie cierpliwości i chcecie mieć podane wszystko na tacy, to zdecydowanie nie jest to powieść dla was. Akcja rozkręca się bardzo powoli. Duża część fabuły rozgrywa się w snach głównego bohatera, i to właśnie one inspirują go do działania i podejmowania takich a nie innych decyzji. Jest to z pewnością motyw, który nie przypadnie do gustu tym czytelnikom, którzy nastawili się na typowy, europejski kryminał. Treścią tej książki, nie jest dążenie do rozwiązania zagadki, chociaż pytanie o to kto jest mordercą, co jakiś czas do nas wraca. Autorka eksploruje duszę Rena, opowiada nam o jego miłości i przywiązaniu do siostry. Zmarła przedstawiona jest jako pępek świata naszego bohatera. W pewnym momencie zdajemy sobie sprawę, że cotygodniowe rozmowy telefoniczne były tym co trzymało go przy życiu. I w pewnym momencie Keiko znika, zostawiając po sobie pustkę. Ren wpada w obsesję, nie może się pogodzić ze swoją stratą. Postanawia porzucić własne życie, opuszcza dom, przyjaciół i pracę. Wciela się w postać swojej siostry, poznaje jej znajomych i kolegów z pracy. Chodzi tymi samymi ulicami i je w tych samych restauracjach. Poszukuje mordercy Keiko i wie, że tylko ujawnienie jego imienia przyniesie mu spokój. Bardzo ważną rolę w tej powieści odgrywa cielesność. Na drodze Rena staje mnóstwo kobiet i to właśnie one wyznaczają kolejne kamienie milowe jego wędrówki. Czasem miałam wrażenie, że nasz bohater pozbawiony jest cech asertywnych, za to nie opuszcza go szczęście. Zgadza się na każdą, najbardziej niedorzeczną propozycję. Przygodny sex? Czemu nie. Propozycja pracy? Jak najbardziej..mieszkanie...przyszłość.. życie. Wszystko jest na tak. Przypadkowo poznani ludzie zwierzają mu się ze swoich problemów jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zaledwie pięć minut wystarczy by uczynić z kogoś przyjaciela. Zastanawiałam się czy taka otwartość jest cechą szczególną Japończyków (koleżanka nie rozwiała moich wątpliwości) czy może miała ona na celu pchnięcie do przodu fabuły. Na to pytanie nie poznałam odpowiedzi. 

Po śmierci Keiko to właśnie Ren, był jedynym który zadawał pytania, troszczył się. Dopiero wcielając się w jej rolę odkrył, jak wiele sekretów było przed nim ukrytych. Poszukując mordercy nieświadomie dowiaduje się wielu rzeczy o sobie. Odkrywa na nowo własną psychikę, cofa się w przeszłość. Choć nie ma tutaj gorących emocji, wszystko jest stonowane i przygaszone, to nie sposób zdystansować się od bohatera, nie współodczuwać. Jest to jedna z tych powieści, których czytanie wywołuje w nas smutek. Poznajemy Rena kiedy znajduje się na samym dnie piekła. Wyjazd do Akakawy jest dla niego pierwszym szczebelkiem w długiej wędrówce na powierzchnię. Poznawanie przyjaciół siostry, życie jej życiem i poszukiwanie mordercy są dla młodego mężczyzny niczym proces zdrowotny. Kiedy wraz z Renem rozsypywałam prochy Keiko wiedziałam, że jego dusza została reanimowana i uleczona. Choć łzy nadal ciekły mi po policzkach to wiedziałam, że już wszystko będzie dobrze. Dopiero pod sam koniec zdałam sobie sprawę z cudowności tej książki. 

"Deszczowe ptaki" to zdecydowanie jeden z lepszych i bardziej zaskakujących debiutów, przeczytanych przeze mnie w tym roku. Nie jest to książka jakich wiele na naszym rynku wydawniczym i to właśnie oryginalność, zarówno pod względem językowym, jak i fabularnym, jest jej najmocniejszą stroną. Nie warto zamykać się na inność. To powieść, która wywołała lawinę uczuć w moim sercu. Historia jest skomplikowana i prowokuje do myślenia. To niesamowita książka o żalu, stracie bliskiej osoby, przeżywaniu żałoby i długiej wędrówce w poszukiwaniu własnego ja. Obecnie autorka pracuje nad drugą oraz trzecią książką, a ja już nie mogę się ich doczekać. Polecam. 



Tytuł : "Deszczowe ptaki" 
Autor : Clarissa Goenawan
Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
Data wydania : 11 października 2018
Tytuł oryginału : Rainbirds


Za możliwość przeczytania oraz zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :  


https://www.proszynski.pl/
 

"Blisko mnie" Amanda Reynolds

"Blisko mnie" Amanda Reynolds

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się jak by to było stracić pamięć? Nie tak na jedną noc, jak to się często zdarza na dobrych imprezach, tylko zapomnieć jakiś okres ze swojego życia? Nie pamiętać ostatnich dni, tygodni, miesięcy? Ostatni rok był dla mnie niezwykle emocjonujący. Podpisałam nowy kontrakt w pracy, przywitałam na świecie drugą córeczkę, wyremontowałam kuchnię i oczywiście przeczytałam mnóstwo interesujących książek. Utrata tych cudownych wspomnień z całą pewnością byłaby dla mnie szokiem. Musicie wiedzieć, że również życie naszej bohaterki, było bardzo intensywne. Budząc się w szpitalu nie zdawała sobie jeszcze sprawy jak bardzo zmieniło się ono zmieniło przez ostatnie 365 dni. Wszystko wskazuje na to, że obudziła się w środku rodzinnego horroru a jej bliscy zmienili się w podatne na manipulację marionetki. 

Po nieszczęśliwym upadku ze schodów, Joanna Harding, budzi się w szpitalu. Okazuje się, że kobieta cierpi na amnezję wsteczną, nie pamięta nic z wydarzeń ostatniego roku. Wracając do domu liczy na pomoc rodziny w przywołaniu wspomnień. Jednak nic nie jest takie jak powinno. Jo czuje, że jej ukochany małżonek skrywa przed nią tajemnice, córka zmieniła się nie do poznania, a syn wyprowadził z domu. Joannę dręczy niepokojąca wizja przystojnego mężczyzny zapraszającego ją do łóżka. Kim on jest? Czy to możliwe, że zrobiła coś złego? Czy nie była tak dobrą żoną i matką, jak chciałaby wierzyć? 

Sięgając po tę powieść spodziewałam się mrocznego thrillera psychologicznego dlatego byłam bardzo zaskoczona gdy okazało się, że "Blisko mnie" to w dużej mierze powieść obyczajowa, traktująca o tragicznych losach z pozoru normalnej, angielskiej rodziny. Jeśli lubicie książki, gdzie przemoc domowa, rodzinne sekrety i kłamstwa, grają pierwszoplanową rolę, to będziecie zadowoleni. Jeśli jednak zależy wam na wartkiej akcji, grach psychologicznych, suspensie i mrocznym klimacie typowym dla thrillerów, to radzę wybrać inną książkę. Sama jestem matką dwójki dzieci i wiem, że kiedyś nadejdzie taki czas, że moje pociechy wyfruną z gniazda. Choć, do tego momentu, pozostała jeszcze długa droga, to już teraz wiem, jak ciężko będzie mi się z nimi rozstać. Sam wyjazd moich córek do dziadków na wakacje wiąże się z morzem wylanych łez. Od samego początku poczułam niesamowitą więź z Joanną, która podobnie jak ja jest matką. Ostatnim wydarzeniem, które pamięta jest odwiezienie syna do akademika, gdzie spędzi cały następny rok. Starsza córka już zdążyła się usamodzielnić i zamieszkała w obskurnej kawalerce. Joanna została sama w pustym domu. Ma co prawda męża, jednak ten, większość czasu spędza w pracy i w delegacjach służbowych. Kobieta strasznie przeżywa wyprowadzkę dzieci, z którymi zawsze była bardzo zżyta. Pisze do nich maile i sms-y, dzwoni, zaprasza na domowe obiady, jednym słowem robi wszystko by podtrzymać rodzinne więzi. Po wypadku, w wyniku którego straciła pamięć, okazało się, że jej wysiłki poszły na marne i rodzina jest w rozsypce. Muszę przyznać, że naprawdę chciałam wiedzieć co takiego się wydarzyło. Dlaczego Joanna odczuwa niechęć do własnego męża, kim jest Ryan, chłopak z którym mieszka jej syn? I dlaczego ukochana córka z aniołka stała się gotycką królową? I do tego tak strasznie zdystansowaną? To właśnie Joanna, jej lęki, strach i desperacja tworzyły prawdziwy klimat tej książki. Choć jest to bohaterka, a zarazem narratorka, której nie można za bardzo ufać, to jest zdecydowanie postacią bardzo realistyczną. Autorka zadała sobie wiele trudu by opisać proces stopniowego odzyskiwania pamięci za pomocą pojawiających się znienacka przebłysków, z których chory tworzy mozaikę wspomnień. Końcowy obraz, który otrzymujemy, jest przerażający. Uzmysławiamy sobie jak jedno wydarzenie, może mieć wpływ na nasze życie. Zmiany dokonują się bardzo szybko, a błędy które popełniamy mają swoje nieuniknione konsekwencje. I właśnie to jest głównym przesłaniem tej książki : każdy z nas musi wziąć odpowiedzialność za nasze czyny, bo nie jesteśmy w stanie cofnąć czasu. Należy dwa razy się zastanowić nad czymś, zanim to zrobimy. Choć koniec książki, nie do końca był dla mnie zaskoczeniem a Joanna, poprzez swoje czyny, nie zyskała mojej sympatii, to zdecydowanie jej współczułam. 

"Blisko mnie" należy do tych książek, które część recenzentów nazwie "przegadanymi". Akcja powieści toczy się w teraźniejszości i w przeszłości. Naprzemiennie ułożone rozdziały opowiadają historię poprzedzającą wypadek oraz dzieje teraźniejsze, w których bohaterka przypomina sobie swoje życie. Niestety nie dało się tutaj uniknąć powtórzeń, nieścisłości (jak zawsze w przypadku ludzi cierpiących na amnezję) oraz chaotyczności. Bardzo podobny sposób narracji oraz ta sama historia opowiedziana z dwóch, tylko nieznacznie się różniących, punktów widzenia sprawia, że ciężko się połapać w chronologii zdarzeń. Książka stawia przed nami w zasadzie tylko jedno pytanie : czy bohaterka sama spadła, czy została zepchnięta ze schodów. Odpowiedź na nie nie była jednak najważniejsza. O wiele bardziej zainteresowała mnie warstwa obyczajowa. Mamy tutaj do czynienia z typowo mieszczańską (choć mieszkają na wsi) rodziną ze średniej klasy zarobkowej. Mąż - księgowy, żona - pani domu, w wolnej chwili zajmująca się wolontariatem, szukająca własnej drogi w życiu córka oraz rozpoczynający studia syn. Jednak okazuje się, że praktycznie każdy ma tutaj brud za paznokciami. Nikogo nie da się polubić. Ciągle miałam wrażenie, że czytam o bandzie nadętych bufonów, którzy samych siebie uważają za pępek świata. Mieszkają w stodole przerobionej na designerski dom, stać ich na wynajmowanie kilku mieszkań w mieście i wycieczki na Hawaje. Przedmiotem kłótni pomiędzy córką a rodzicami był chłopak dziewczyny, którego Joanna wraz z mężem uważali za mało ambitnego dupka, gdyż zamiast robić karierę był "tylko" managerem w barze. Srsly? Czy bycie kierownikiem to zbyt mało odpowiedzialna praca? Znam takich, którzy zarabiają na tym lepiej niż niejeden szef oddziału bankowego.  Kolejną rzeczą, która mnie zbulwersowała było podejście Roberta do ludzi, korzystających z punktów darmowej pomocy czy innych centr charytatywnych. Mężczyzna uważa ich za nierobów, wyzyskiwaczy, ćpunów i życiowe niedołęgi. Choć pozwolił Joannie na zaangażowanie się w niesienie pomocy, tak uważał to za kompletną stratę czasu i kolejną fanaberię żony. Czasem miałam wrażenie, że jest to prawda. Joanna nigdy do końca nie potrafiła się prawdziwie zaangażować, chodziła tam bardziej z nudów niż z powołania. Również córusia Joanny i Roberta to niezbyt ciekawa osobowość, która całe swoje życie ułożyła tak by robić na złość rodzicom jednocześnie nie wstydząc się by to właśnie oni płacili za jej zachcianki i mieszkanie w drogim apartamentowcu. Jak widzicie w książce, tych pozytywnych postaci, jest jak na lekarstwo, więc nie ma się czemu dziwić, że doszło do tragedii. 

"Blisko mnie" pomimo niezbyt skomplikowanej i wolno toczącej się fabuły, jest książką którą zdecydowanie warto przeczytać. To pierwsza, wydana w Polsce książka autorki, i jednocześnie jej debiut literacki. Muszę przyznać, że Reynolds ma lekkie pióro, znakomity warsztat, i dobrze że tak długo czekała na tę "pierwszą" historię godną opowiedzenia. Książka jest dopieszczona w każdym detalu, czytając, cały czas czujemy moralny dyskomfort, nikogo nie lubimy, nikomu nie jesteśmy w stanie zaufać. Choć przeczuwamy, że to najgorsze już się wydarzyło, to autorka cały czas trzyma nas w napięciu. Przestaje być ważne czy Joanna spadła czy ktoś jej w tym pomógł, zaczynamy się zastanawiać, czy na ostatniej stronie nasza rodzina będzie jeszcze istnieć jako jedna komórka społeczna. To wspaniała książka o tym, jak destrukcyjny wpływ na nasze życie może mieć wpływ jedno kłamstwo. Czasem słowo przepraszam po prostu nie wystarczy. Polecam. 


Tytuł : "Blisko mnie"
Autor : Amanda Reynolds
Wydawnictwo : Kobiece
Data wydania : 17 października 2018
Tytuł oryginału : Close To Me



Tę oraz wiele innych książek znajdziecie na półce z Bestsellerami księgarni internetowej :






https://www.taniaksiazka.pl/


 

[PRZEDPREMIEROWO]"Zwiadowcy. Pojedynek w Araluenie" John Flanagan

[PRZEDPREMIEROWO]"Zwiadowcy. Pojedynek w Araluenie" John Flanagan

"Zwiadowcy. Pojedynek w Araluenie", pomimo zaliczenia książki do cyklu Zwiadowców, jest tak naprawdę spin-offem, czyli nowym produktem, powstałym na bazie popularnej serii. Saga Flanagana, skupiająca się na losach Willa Treat'ego, skończyła się na tomie jedenastym. W Polsce, w przeciwieństwie do oryginalnej wersji, nie zostało to rozróżnione. Czytelnicy, którzy pokochali sprytnego zwiadowcę i jego kompanów, mogą poczuć się zawiedzeni. Willa tutaj jak na lekarstwo a na scenę wkroczyło następne pokolenie w postaci królewskiej córki Maddie, która wstąpiła w szeregi korpusu. Ponoć nie odgrzewa się kotletów bo może to grozić zgagą. Czy Flanagan sam sobie strzelił w stopę? Otóż nie! Po prostu nadszedł czas na nowe. A czy równie dobre?

Stary i ranny król Duncan, wraz z prawowitą następczynią tronu Cassandrą, uwięzieni zostali w zamku Araluenie, przez Klan Czerwonego Lisa, na którego czele stoi zdrajca Dimon. Również mąż kobiety,Sir Horace, zwabiony podstępem w pułapkę, zmuszony został do okopania się w jedynym z fortów, oblężonym przez klan. Jedyną nadzieją na wyjście z tej patowej sytuacji jest, należąca do Korpusu Zwiadowców, Maddie, córka Cassandry i Horace'a. Dzięki tajemnym przejściom udaje jej się uciec z zamku i odnaleźć sojuszników, którzy pomogą jej uwolnić rodziców i przegonić, ogarniętego rządzą władzy, uzurpatora.

John Flanagan jest pisarzem z prawdziwego zdarzenia, typowym pasjonatem, który wenę poczuł już jako nastolatek. Dziś pisze od poniedziałku do piątku, w godzinach od 10 do 13. Potem zajmuje się innymi sprawami, może wymyśla kolejne rozdziały? Inspiracją dla cyklu "Zwiadowców" były krótkie historyjki pisane dla 12-letniego syna. Sam autor od zawsze pasjonował się okresem średniowiecza, zaś jego podopieczny jest fanem łucznictwa. Z takiego połączenia wyszła całkiem niezła historia. Łucznicy są tutaj obecni, i to pod wieloma postaciami. Są wyszkoleni w tym kierunku wojskowi, łucznicy z powołania i wyboru a także początkujący oraz łucznicy dwie lewe ręce. Sami zwiadowcy to specjaliści w tej dziedzinie. Nie bez powodu tylko Gilen mógł posługiwać się mieczem, reszta miała do wyboru inną broń. A łuk to podstawa. Choć praktycznie na każdej stronie czuć tutaj fascynację tym orężem to autor nie pozostaje jednostronny i przyznaje, że niektóre środowiska uważają łuk za broń tchórzy, która nie pozwala na starcie wręcz.
Muszę zresztą przyznać, że tych starć i potyczek mamy tutaj całe mnóstwo. Sięgając po pierwszy tom Zwiadowców,( a musicie wiedzieć że zrobiłam to tuż po przeczytaniu wspaniałej trylogii fantasy Trudi Canavan), myślałam że jest to połączenie historii z fantastyką, magii i miecza. Na początku byłam bardzo rozczarowana, gdy dowiedziałam się że czarów tu brak, a jedynym śladem mocy tajemnych jest gadający koń. Z każdym kolejnym tomem zaczęłam się jednak przyzwyczajać.Teraz po przeczytaniu 17 książek autora muszę przyznać, że miały one bardzo duży wpływ na moją wyobraźnię i w przeciwieństwie do innych utworów, gdzie opisy walki zajmowały dużo miejsca, te mnie nie znudziły. Wpływ na to ma niezwykle prosty i przejrzysty styl autora, więź wytworzona między mną a bohaterami, która sprawia że interesuję się ich losami, oraz niesamowicie dynamiczne tempo akcji. Opisy scen balistycznych, popisów szermierczych oraz działań machin oblężniczych znajdują się w co drugim rozdziale. Zresztą sam tytuł książki "Pojedynek w Araluenie" daje nam pewne wskazówki co do samej treści. Pamiętać jednak musimy, że jest to książka skierowana w większości do młodzieży, więc zawarte w niej informacje ciężko są naciągnięte na potrzeby fabuły. Chociażby fakt gaszenia płonącej smoły wodą - radzę nie próbować w domu.

Przypuszczam, że wszyscy wielbiciele Zwiadowców pokochali Willa Treaty. Trudno się temu dziwić. Postać ta towarzyszyła mi od lat. Na książkach w oryginalnej wersji językowej uczyłam się języka angielskiego, co i wam polecam, ze względu na prosty styl, brak rozbudowanych opisów, figur stylistycznych oraz krótkie zdania. Jednak wszystko co dobre musi się skończyć. Kiedy jeszcze w przypadku poprzedniego tomu łudziłam się, że odstawienie Willa na boczny tor, to tylko etap przejściowy, tak teraz już wiem, że autor postanowił na dobre, dokonać zmiany pokoleniowej. Utalentowany zwiadowca jest tutaj jedynie wspomnieniem, żywą legendą i wzorem do naśladowania dla nowego narybku. Pałeczkę przejęła rodzina królewska, Sir Horace, Cassandra oraz Maddie. Wszystkie postaci znamy oczywiście z poprzednich tomów. Tym razem, Flanagan, postawił na silne osobowości kobiece, co wyróżnia tę powieść spośród jej konkurentek. Cassandrę pokochałam, za to że była po prostu sobą. Niesamowicie inteligentną, uczącą się na błędach i słuchającą rad innych osobą. Uważam, że będzie sprawiedliwą i dobrą królową. Nieco inaczej sprawy się mają z Maddie. Jest to typowa bohaterka dotknięta syndromem Mary Sue. Zapatrzona w siebie, ogarnięta manią wielkości i troszeczkę "hej do przodu" dziewczyna, niestety nie zdobyła mojej sympatii. Jest poniekąd przeciwieństwem cierpliwego, zaradnego i uczącego się na błędach Willa. Kiedy chłopak musiał walczyć o uznanie i pozycję, Maddie, dzięki królewskiemu pochodzeniu, dostaje wszystko na tacy. Nawet możliwość przystąpienia do Korpusu Zwiadowców, co do tej pory było zarezerwowane wyłącznie dla mężczyzn. Jednak nie da się ukryć, że jest to bohaterka silna, zdeterminowana i posiadająca atrybuty dotychczas nie przyznawane kobietom. Z pewnością może stać się wzorem dla nastolatek i pomóc im w walce z własnymi kompleksami .

Nie da się ukryć, że "Zwiadowcy. Pojedynek w Araluenie" jest bezpośrednią kontynuacją wydarzeń z poprzedniego tomu. Najlepiej byście zrobili sięgając po całą serię, jednak dla tych, którzy nie mają takiej możliwości, polecam lekturę Księgi Trzynastej, która przybliży wam zarys historii i najważniejszych bohaterów. Nie wiem czy pokusiłabym się o sięgnięcie po tę książkę, gdybym nie znała realmu Zwiadowców. John Flanagan stworzył niesamowicie dynamiczną i pełną akcji powieść, która zadowoli zarówno młodszych jak i starszych czytelników. Praktycznie na każdej stronie coś się dzieje. Oprócz potyczek zbrojnych mamy tutaj oblężenie, ucieczkę z więzienia, trebusze. Jedna strona stara się przechytrzyć drugą. Walczą zarówno za pomocą broni jak i rozumu. Cassandra, Maddie, Sir Horace oraz Dimon to wspaniali stratedzy, z głowami pełnymi pomysłów. Cały czas zastanawiałam się, co znowu wymyślą by wybrnąć z patowej sytuacji. Rozwiązania były zaskakujące a jednocześnie wspaniałe w swojej prostocie. I oczywiście dużą rolę w przeciąganiu liny na swoją stronę grali łucznicy.

W jednym z wywiadów John Flanagan powiedział, że jego książki napisane są dla wszystkich tych, którzy lubią wartką akcję, dobre dialogi oraz ciekawych i nietuzinkowych bohaterów. To wydawca wybrał konkretną grupę docelową dlatego dziś, Zwiadowców znajdziemy na półce z literaturą młodzieżową w stylu Percy Jacksona. Moim zdaniem prozie australijskiego autora bliżej do R.R Salvatore czy Joe Abercrombiego, cenionych pisarzy literatury fantasy. Było dobrze i ciekawie. Samo to, że już teraz z niecierpliwością czekam na kolejny tom, mówi samo za siebie. Jednak gdzieś w głębi serca nadal tli się we mnie iskierka nadziei na powrót Willa. I tym nostalgicznym akcentem pragnę się pożegnać. Książkę jak najbardziej polecam.

Tytuł : "Zwiadowcy. Pojedynek w Araluenie"
Autor : John Flanagan
Wydawnictwo : Jaguar
Data wydania : 14 listopada 2018
Liczba stron : 400
Tytuł oryginału : Ranger's Apprentice The Royal Ranger 3: Duel at Araluen



Za możliwość przedpremierowego zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 



http://wydawnictwo-jaguar.pl/
[PRZEDPREMIEROWO] "Tajemnica pod jemiołą" Richard Paul Evans

[PRZEDPREMIEROWO] "Tajemnica pod jemiołą" Richard Paul Evans

Już od jakiegoś czasu zastanawiałam się, kiedy w księgarniach zaczną się pojawiać książki, których fabuła toczy się w okresie świątecznym. Śnieg, jemioła, bombki, czapki, szaliki... powoli zaczynało mi tego wszystkiego brakować. Na papierze oczywiście. Pewnie nie uwierzycie, że rok temu już 18 sierpnia, w jednym z ekskluzywnych sklepów z odzieżą w Dublinie, pojawiły się pierwsze bożenarodzeniowe choinki. Oczywiście Irlandia słynie z dość chłodnego lata, jednak żeby od razu przemianować je na zimę to drobna przesada. Teraz, kiedy cukierki zgromadzone w Halloween, dawno już zostały zjedzone, jest odpowiedni czas na to byśmy wprowadzili się w świąteczny nastrój. Najnowsza książka Richarda Paula Evansa z pewnością nam to ułatwi. To piękna, wzruszająca i dająca nadzieję powieść, która doskonale wypełni jesienno-zimowe wieczory. Przenosząc się do ośnieżonego, romantycznego Utah z pewnością zerkniecie z tęsknotą za okno wypatrując pierwszej śnieżynki.

Kiedy rok po rozwodzie , Alex nadal leczy złamane serce i tęskni za niewierną małżonką, dwójka jego najbliższych przyjaciół, doradza mu by skorzystał z jednego z popularnych portali randkowych. Mężczyzna postanawia zaryzykować. Pewnego dnia przeglądając Internet, natrafia na blog, którego właścicielka zamieszcza wpisy traktujące o istocie samotności. Zafascynowany twórczością kobiety postanawia ją odszukać. Niestety na stronie nie zostały zamieszczone żadne dane kontaktowe. Z lakonicznych wypowiedzi autorki i wskazówek zawartych w postach Alex wnioskuje, że jest ona mieszkanką Midway w stanie Utah. Postanawia zaryzykować i kupuje bilet na najbliższy samolot. Jednak już na miejscu okazuje się, że pomimo pomocy mieszkańców, odnalezienie blogerki nie będzie takie łatwe. Na plus działa fakt, że Midway pełne jest samotnych i atrakcyjnych kobiet...

Odmalowane w szczegółach Midway, jest z pewnością jednym z tych miasteczek, które chętnie odwiedzę podczas mojej podróży po Stanach Zjednoczonych. To właśnie w takich miejscach czuć prawdziwego ducha nowego kontynentu w połączeniu z kolonialnym tradycjonalizmem. Autor w fenomenalny sposób oddał istotę małego miasteczka, jego tradycje, barwy, historię i kuchnię. Musicie wiedzieć, że Midway istnieje naprawdę i znajduje się kilkadziesiąt kilometrów od rodzinnego miasteczka Evansa, Salt Lake City. Musicie również wiedzieć, że wcale nie jest to zapomniana przez ludzi i Boga, zabita dechami dziura. Nie tak dawno temu odbywały się tam zimowe Igrzyska Olimpijskie, których echo nadal rozbrzmiewa między szczytami tamtejszych gór. Również Gospoda pod Niebieskim Dzikiem, gdzie zatrzymał się nasz główny bohater jest jak najbardziej prawdziwa i posiada nawet swoją własną stronę internetową, na której możecie zobaczyć sławnego dzika. Sławnego bo jego statuetka służyła jako rekwizyt w jednej z części Harrego Pottera. Okazuje się, że znajduje się tam również pokój Williama Shakespeare'a , który zajmował Alex, oraz oryginalny, przewieziony z Francji bar. Gorące źródła, w których kąpieli zażywali nasi bohaterowie, również nie są fikcją literacką, podobnie jak Dni Szwajcarii, festiwalu obchodzonego od 1940 roku ku pamięci szwajcarskich osadników. Aż dziw bierze, że z tak niepozornej książki, możemy dowiedzieć się takich ciekawych informacji. Próbowałam również odnaleźć restaurację w której pracowała Aria (uwaga, kelnerka miała polskie korzenie, uważam że to dość miły akcent) jednak miejsce to albo nie trafiło do znanych przewodników albo zostało wymyślone na potrzeby książki. A szkoda bo z chęcią zjadłabym znakomitej ponoć tarty Thelmy. Midway, które poznałam dzięki autorowi, to urocze, malownicze, górskie miasteczko nastawione na turystykę. Muszę przyznać, że mnie zauroczyło. 

"Tajemnica pod jemiołą" jest również ciekawym studium nad Stanami Zjednoczonymi i charakterystyką ich mieszkańców. Ameryka to kraj kontrastów i sprzeczności, bardzo trudno jest poddać ją generalizacji. Jednak pokuszę się o postawienie tezy, że są pewne cechy wspólne przypisywane większości obywateli tego kraju. Autor jest dobrym psychologiem i je zauważył a potem zaimplementował w swoich bohaterów. Po pierwsze Amerykanie są narodem niezwykle otwartym, dla którego nie ma tematów tabu. Już pierwsze spotkanie może zakończyć się herbatką z obiadem i kolacją, a na drugim nasi nowi "przyjaciele" zaczną zwierzać się z wizyt u psychologów, chorób wenerycznych i problemów z partnerami. Po drugie Amerykanie wierzą w siłę ludzkiej psychiki, wszelkiego rodzaju terapie, grupy wsparcia czy treningi personalne. Nasza bohaterka, LBH zaczęła pisać blog właśnie w ramach terapii. Po trzecie obywatele nowego świata są praworządni. W Polsce jak ktoś chce choinkę to albo idzie na targ i kupuje za grube pieniądze albo bierze siekierę i wybiera się do najbliższego lasu. Oczywiście pod osłoną nocy. W Utah, gdzie dostęp do burmistrza, jest tak łatwy jak do kasy w Starbucks, należy wystąpić o pisemne pozwolenie na wycięcie drzewka. I przepis ten jest respektowany. Ostatnią cechą Amerykanów jest niestety ich naiwność czasami wręcz przeradzająca się w głupotę. Istnieje takie piękne angielskie słówko doskonale obrazujące tę cechę "silly". Alex, typowy mieszkaniec Florydy, wybiera się w góry. Trzeba przyznać, że odrobił lekcję i wie , że w górach leży śnieg. No cóż w końcu mamy listopad więc nie jest to nic nadzwyczajnego. Jednak Alex, widać będąc nadal pod wrażeniem kryształków spadających z nieba, nie zabrał ze sobą kurtki. Ba, dziwił się że mu marzną ręce. Cały czas miałam wrażenie, że nasz bohater, obcując z pogodą zachowuje się nad wyraz infantylnie. 

Teraz pora przejść do samego romansu. Oczywiście była miłość, zauroczenie, zdrada, kłamstwo, szloch i łzy. Czyli wszystko czego spodziewamy się po książce tego znakomitego autora. Jednak tym razem czegoś mi brakowało. Wszystko poszło zbyt łatwo. Zakończenie napisane zostało na kolanie. Owszem książka mnie rozczuliła, zdecydowanie poprawiła nastrój oraz tchnęła wiarę w pierwszą miłość, jednak nie doprowadziła mnie do łez. Muszę przyznać, że ani razu nie sięgnęłam po chusteczki, choć zaopatrzyłam się w całe pudełko. "Tajemnica pod jemiołą" to po prostu ciepła powieść nastawiona na happy end, z dość przewidywalnym zwrotem akcji, humorem i ludzkimi bohaterami, którzy nie są wolni od wad. To typowy slajd z naszego wyśnionego życia zweryfikowany przez rzeczywistość. Na plus dodam, że wpisy na blogu naszej bohaterki były rewelacyjne. Jeszcze nigdy nie zastanawiałam się nad naturą samotności (to chyba dobrze nie?) i nie próbowałam szukać ciekawostek na temat tego uczucia. Lecz czy wiecie, że samotność należy do systemu obronnego ludzkości lub kiedy zostajemy sami to nasz organizm się wychładza? Takich ciekawych kąsków jest tutaj więcej. 

Richard Paul Evans kolejny raz pokazał, że umie pisać i wie czego oczekują kobiety. "Tajemnica pod jemiołą" to typowa, "sezonowa" powieść, która rozgrzeje wasze serca, wywoła uśmiech i podbuduje morale. Choć jest to trzecia, i jednocześnie ostatnia, część Kolekcji pod jemiołą, to spokojnie można ją czytać jako samodzielne dzieło. Polecam jako lekturę przy kominku, coś na rozgrzanie, działające lepiej niż futrzany termofor. Jest to książka o miłości, dawaniu kolejnych szans i choć głównym bohaterem jest zdesperowany stalker, a główna bohaterka ma myśli samobójcze, to całość jest nieco mniej problematyczna. Polecam. 

Tytuł : "Tajemnica pod jemiołą"
Autor : Richard Paul Evans
Wydawnictwo : Znak Literanova
Data wydania : 12 listopada 2018
Liczba stron : 304
Tytuł oryginału : The Mistletoe Secret




Za możliwość przedpremierowego zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 
https://www.znak.com.pl/wydawnictwo-znak-literanova


"Histeryczki" Roxane Gay

"Histeryczki" Roxane Gay

Nie bez powodu ktoś kiedyś powiedział, że kobiety są istotami o wielu twarzach. Nikt lepiej nie zrozumie płci pięknej niż jej przedstawicielki. Roxane Gay, niezbyt znana w Polsce pisarka, zrobiła oszałamiającą karierę w Stanach Zjednoczonych. W swoich opowiadaniach zajmuje się analizą zagadnień feministycznych i rasowych poprzez pryzmat jej osobistych doświadczeń. Jest osobą niezwykle inteligentną, otwartą i tolerancyjną. Nie boi się głośno wyrażać swojego zdania i szczyci się swoją biseksualnością. "Histeryczki" przedstawiają sylwetkę kobiety, jako istoty pełnej pasji i desperacji. To wspaniały kolaż historii, których wspólnym mianownikiem jest miłość, nienawiść, sex, poczucie winy, macierzyństwo, rasa, związki i nadużycia. Choć nie są to typowe opowiadania o "miłości", to uczucie to jest tutaj zdecydowanie obecne i przybiera najróżniejsze formy. 

Kobiety z opowiadań Gay wywodzą się z różnych środowisk. Jedne żyły w ubóstwie, inne pławiły się w luksusie, jeszcze inne były jak ja czy Ty, zwykłymi szarymi obywatelkami z przeszłością, teraźniejszością i nadziejami na przyszłość. Poznajemy kobiety żyjące w szczęśliwych związkach, jak i te poddawane emocjonalnemu szantażowi. Wzruszyła mnie historia sióstr, które jeszcze będąc dziećmi, zostały porwane. To tragiczne doświadczenie z dzieciństwa sprawiło, że stały się praktycznie nierozłączne. Teraz nadszedł czas by się rozstać. Inne opowiadanie nakreśla historię kobiety, poślubionej mężczyźnie posiadającego brata bliźniaka. Bohaterka ta udaje, że nie wie kiedy bracia zamieniają się rolami. Mamy tutaj również do czynienia z asertywną stripteaserką, która musi odpierać ataki nachalnego klienta oraz czarnoskórą panią inżynier, która w nowym miejscu pracy i zamieszkania, nadal nie może pozostawić za sobą ponurej przeszłości. Wraz z autorką podróżujemy od klubów, gdzie organizowane są walki kobiet do bogatych, florydzkich dzielnic, gdzie jedynym zajęciem ich mieszkańców jest ciągła rywalizacja i wzajemne szpiegowanie. "Histeryczki" to nie tylko powieść o kobietach, to również doskonała wizja współczesnej Ameryki. 

Wiecie dlaczego :Histeryczki" są książką dla każdego? Ponieważ autorka zdaje sobie sprawę z różnorodności gustów czytelniczych i stworzyła zbiór opowiadań, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. W cudowny sposób poprzeplatała ze sobą historie obyczajowe, dramaty, thrillery, alegorie oraz opowiadania z pogranicza scence-fiction. Oczywiście nie każde z nich musi przypaść nam do gustu jednak jedno jest pewne : w większości z nich spotkamy bohaterki, z którymi uda nam się nawiązać więź, pokochać je, przeżywać ich życie i dać się ponieść współczuciu, żalowi a czasem i zazdrości. Jest to jedna z tych książek, które wzbudzają w nas uczucia, często w bardzo niekontrolowany sposób. Z pozoru niewinne historie w jednej sekundzie mogą przerodzić się w horror. Jest to zdecydowanie lektura dla dorosłych, gdyż autorka nie boi się poruszać tematów, które nadal są kontrowersyjne. W jednej z przeczytanych przeze mnie recenzji, bloger pisze, że są to opowiadania o kobietach uprawiających sex lub go unikających. Nie ważne jest którą opcję wybiorą i tak nie będą szczęśliwe. Muszę przyznać, że autor tej opinii poniekąd ma rację. Cielesność i zmysłowość pełnią bardzo dużą rolę w tej książce, jednak nie jest to opisane w sposób nachalny. Sex jest ważnym elementem naszego życia, czynnikiem spajającym związek lub powodem traum. Ważne jest by o tym mówić. Autorka, jako 12-letnia dziewczynka, stała się ofiarą napaści seksualnej. Doświadczenie to miało wpływ na jej późniejsze życie i twórczość. Jedno z opowiadań jest poniekąd autobiograficzne i właśnie to wywołało we mnie największą falę doznań. 

Książka składa się z 21 różnej długości opowiadań i jest skierowana do czytelników, którzy nie boją się mocnego języka i ciężkich opisów, gdzie króluje przemoc domowa i seksualna.  Praktycznie każda historia nacechowana jest brutalnością, gwałtem i wulgaryzmem. Tytułowe histeryczki traktowane są przedmiotowo, sprowadzane do parteru stają się ofiarami prześladowań ze względu na płeć, rasę oraz wiele innych czynników. Doświadczają przemocy fizycznej, werbalnej a często i psychicznej. Wypisuję to wszystko ku przestrodze, gdyż nie każdy z czytelników jest przygotowany na taką dawkę negatywnych emocji. Czytając te historie zaczynamy współodczuwać, współcierpieć, pomagamy dźwigać bagaż traumatycznych doświadczeń. Borykamy się z bólem i rozpaczą, i ciągle gdzieś z tyłu głowy, kołacze się myśl, że to wszystko jest czymś więcej niż fikcją literacką. Proza Roxane Gay emanuje siłą i przyciąga jak magnes. Jak tylko zaczniecie czytać to przepadniecie z kretesem. Jednak przestrzegam: nie jest to lektura lekka, łatwa i przyjemna.

Jako młoda matka, miałam problemy z przetrawieniem niektórych opowiadań. Te, które dotyczyły śmierci dzieci, były dla mnie najtrudniejsze. Zresztą śmierć, strata, choroba, ból i cierpienie jest tematem, który przewija się w wielu utworach. Musze przyznać, że wydawnictwo Poradnia K odwaliło kawał dobrej roboty w projektowaniu okładki. Doskonale oddaje ona klimat książki. Jest czarno, jest biało, i kolorowo, jest groteska i kolaż emocji. I wszystko to doskonale wyważone i trzymające mistrzowskie proporcje. Ostatnie opowiadania ze zbioru dają nam nadzieję na lepsze jutro, na koniec przemocy i szansę na stworzenie nowego, lepszego świata. Szkoda, że to właśnie one są tymi z pogranicza fantastyki i dystopii. Ale może faktycznie następi druga wojna secesyjna czy trzecia światowa w wyniku której dostąpimy katharsis? 

Roxane Gay umie pisać w sposób, który porywa czytelników. Po tej solidnej dawce przemocy, brutalności, sexu, namiętności, gwałtów i brudów czuję się wymęczona, przeżuta lecz jednocześnie pełniejsza . "Histeryczki" to niezwykle trudna lektura, która pokazuje, że przemoc wobec kobiet jest nadal chlebem powszednim. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że padamy jej ofiarą. Jest to książka, która nie tylko otwiera nasze oczy lecz również serca. Autorka opisała coś o czym kobiety milczą często dając tym samym nieme przyzwolenie. Jest to rzecz, którą musi przeczytać każdy mężczyzna, który pragnie zrozumieć nas-kobiety, nasze uczucia i naszą płeć. Polecam.


Tytuł : "Histeryczki"
Autor : Roxane Gay
Wydawnictwo : Poradnia K
Data wydania : 3 października 2018
Liczba stron : 280 
Tytuł oryginału : Difficult Woman


Tę, oraz wiele innych równie ciekawych książek zgarniecie z półki z Bestsellerami księgarni internetowej :


https://www.taniaksiazka.pl/

"Labirynt strachu. Tom II" Beata Nowosielska

"Labirynt strachu. Tom II" Beata Nowosielska

Jednym z największych wyróżnień dla bloga (i również blogera) jest propozycja patronatu medialnego. Tym razem wydawnictwo Novae Res postawiło na mnie. Kilka tygodni temu zaproponowano mi objęcie patronatem najnowszą książkę Beaty Nowosielskiej "Labirynt strachu. Tom II". Muszę przyznać, że dość długo się wahałam czy podjąć się tej współpracy. Po pierwsze część pierwszą Labiryntu, oceniłam dość nisko więc co jeśli kontynuacja również nie spełni moich oczekiwań? Ciężko jest krytykować dzieło wydane pod własnym patronatem, a musicie wiedzieć że decydując się na tę formę promocji i wydawnictwo i bloger działają w ciemno. Jednak ciężko  doszczętnie "zniszczyć" książkę, którą firmuje nasze logo. Po drugie nie wiem czy mój blog jest już gotowy na "patronowanie", ciągle zdobywam zaufanie czytelników, doskonalę się i dopiero uczę korzystać z potencjału mediów społecznościowych. Jednak po rozważeniu plusów i minusów postanowiłam zaryzykować. W końcu opiniując Labirynt Strachu vol. 1 obiecałam, że dam autorce kolejną szansę, więc dlaczego nie zacząć z grubej rury? A po drugie lubię thrillery, horrory i wszelkiego rodzaju baśniowe fantasy więc klimat książki jak najbardziej pasuje do mojego bloga. Więc zaczynajmy. 

Rok po traumatycznych wydarzeniach w siedlisku, Marek natrafia na znajomo brzmiące ogłoszenie w gazecie. Kolejny raz ktoś chce wynająć dom w zamian za posprzątanie ogrodu. Sara wraz z Witkiem postanawiają sprawdzić czy ktoś nie uległ urokowi miejsca i nie wybrał się tam na pozornie beztroski urlop.Kiedy przyjaciele docierają na miejsce, okazuje się, że w siedlisku wciąż dzieją się dziwne rzeczy. Na podwórku stoi samochód na zagranicznych numerach rejestracyjnych a w domu, otoczony wyrysowanym kredą pentagramem, kiwa się mężczyzna. W jednej z szafek Sara odnajduje dokumenty potwierdzające, że domek wynajęła czteroosobowa rodzina. Jednak oprócz dziwnie zachowującego się obcokrajowca, lokum stoi puste. Czy uda się uratować członków zaginionej rodziny? Co tak naprawdę dzieje się w tym pełnym zagadek miejscu?

W jednym z wywiadów Beata Nowosielska przyznała, że od najmłodszych lat fascynowały ją horrory i thrillery. Wraz z przyjaciółką obejrzała chyba wszystkie ówcześnie dostępne na rynku filmy grozy. Pisząc swoje powieści czerpała inspirację od takich mistrzów jak Stephen King, Graham Masterton czy Dean Koontz. Muszę przyznać, że troszkę się bałam. Pisarzom, którzy otwarcie przyznają, kto jest ich wzorem, często brak pomysłów i zamiast napisać coś oryginalnego kopiują cudze . W tym wypadku moje obawy były nieuzasadnione. Choć oczywiście czuć tutaj nutkę mistycyzmu znaną z powieści angielskiego pisarza czy fascynację legendami i baśniami typową dla prozy jego amerykańskiego kolegi, tak całość jest niestandardowym i pomysłowym dziełem. Zdecydowanie nie jest to żadna kopia. Tym razem autorka postanowiła odejść od konwencji typowego, krwawego horroru na rzecz thrillera z nutką powieści przygodowej rodem z Indiany Jonesa. Kiedy w tomie pierwszym trup słał się gęsto, tak tutaj mamy do czynienia z bardziej zagadkową fabułą, poszukiwaniami i suspensem.  Nadal czuć klimat grozy jednak jest on dawkowany i nieco bardziej subtelny. Nie ma tutaj flaków, wieszania ludzi czy krwiożerczych bestii. Całość jest utrzymana w klimacie Blair Witch Project, gdzie strach nie jest efektem działań sił nadprzyrodzonych tylko tkwi w naszych umysłach. Boimy się tego co wiemy, sił które znamy i osób, które mogą stanąć na naszej drodze. W odróżnieniu od pierwszego tomu, tutaj to człowiek jest przedmiotem naszych zainteresowań a duchy sprowadzone są do roli nieszkodliwych poltergeistów. Pod koniec książki, po dotarciu do punktu kulminacyjnego, zrobiło się sensacyjnie, rodem z zabawy w policjantów i złodziei. Troszkę zabrakło mi tego "horroru", klimatu gore, z którym miałam do czynienia w pierwszej części. Tutaj autorka bardziej skupiła się na warstwie obyczajowej, czego mi wcześniej brakowało, magii i sylwetkach naszych bohaterów. Zmniejszyła tempo a działania Sary, Witka i Toma stały się bardziej przemyślane. No i w końcu miałam czas by ich polubić. 

Widać, że oprócz fascynacji thrillerem i literaturą kryminalną, autorka ma szeroką wiedzę na temat rytuałów spirytystycznych, duchów i demonów oraz wszelkiego rodzaju asortymentów związanych z wróżbiarstwem. W książce pojawiają się mieszkające w koronach drzew wiedźmy, portale do innych wymiarów, świetnie zaopatrzony sklep dla wszelkiego rodzaju mediów, karty tarota oraz talizmany. I to właśnie one zwróciły moją uwagę. Czy wiecie, że to w dużej mierze Kościół Katolicki miał wpływ na to, że ludzie przestali z nich korzystać? Zostały uznane za grzeszne a nawet demoniczne, osoby używające ich mocy same skazywały się na potępienie. Autorka przypomina nam czasy kiedy ludzie wierzyli w duchy i naturę. To z ziemi, słońca i gwiazd czerpali moce i siły witalne. Talizmany były niczym dzisiejsze modlitwy. Robiono je z drewna i kamienia, ozdabiano rysunkami. Miały wielką moc, o której potem zapomniano. 
Nowosielska wskrzesza Strażników Ognia i Opiekunów, wzorującą się na starodawnych wierzeniach i praktykach sektę, której celem jest zgromadzenie jak największej potęgi zarówno tej fizycznej jak i metafizycznej, za pomocą złożonych w ofierze osób. Co prawda sama sekta działa jakby w oddaleniu od naszej fabuły , jednak nareszcie mamy czas by dokładniej się jej przyjrzeć, poznać historię i cele. Już nie jest, jak w pierwszym tomie, deus ex machina.  Został tutaj użyty dość utarty schemat walki dobra ze złem, ciemiężycieli z podatnymi na manipulację osobnikami. Jak widać nawet powieść o zabarwieniu kryminalnym, może nieść jakiś morał. W tym przypadku jest to przestroga przed wszelkiego rodzaju zgromadzeniami, fałszywymi religiami, charyzmatycznymi przywódcami, którzy tylko czyhają na nasze pieniądze, zdrowie bądź też duszę. 

Bardzo podobały mi się sylwetki kobiece stworzone przez autorkę. I nie chodzi tutaj o samą Sarę, która wydoroślała, nauczyła się nowych rzeczy i (choć nadal brakuje jej wiary we własne możliwości) stała się naprawdę potężnym medium. Również Leila, narzeczona Toma, jest postacią niezwykle silną, oryginalną i potrafiącą postawić na swoim. Lubię książki, w których to kobiety noszą spodnie. Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że bohaterowie męscy są mdli i do niczego. Nic podobnego. Witek okazał się prawdziwym przyjacielem, dobrodusznym inteligentem z głową pełną pomysłów a Tom to postać chimeryczna, istny Joker, osoba o tysiącu masek, którą nie sposób jest do końca poznać. Rozmywa się jak dym i nawet doświadczenia obcujących z nim towarzyszy nie wnoszą nic do naszego systemu poznawczego. 

"Labirynt strachu. Tom II" jest kontynuacją, która na głowę bije debiut literacki. Choć zachowany został mroczny klimat, to autorka odeszła od konwencji horroru, nadając powieści bardziej przygodowy/kryminalny wymiar. Dzięki temu książka nabrała głębi, a warstwa obyczajowa sprawiła, że bohaterowie stali się nam bliżsi i możliwe było nawiązanie z nimi więzi. Zakończenie sugeruje, a nawet zmusza czytelnika do uwierzenia, że szykuje się kolejna część. Sporo spraw pozostało nierozwiązanych a wręcz przeciwnie, cała przygoda się dopiero rozpoczyna. I ja się bardzo ciesze, że mogę wziąć w niej udział. To mój pierwszy patronat i uważam go za bardzo udany. Mogę z dumą powiedzieć, że moje logo zdobi okładkę całkiem przyzwoitej powieści. A w kolejnych tomach będzie jeszcze lepiej. Tego autorce życzę. Polecam.


Tytuł : "Labirynt strachu. Tom II"
Autor : Beata Nowosielska
Wydawnictwo : Novae Res
Data wydania : 2018
Liczba stron : 296



Za możliwość objęcia patronatem bardzo dziękuję wydawnictwu : 


https://novaeres.pl/
 


Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger