'Miłość dla dorosłych" Anna Ekberg

'Miłość dla dorosłych" Anna Ekberg

     Czy zastanawialiście się kiedyś czemu nikt nie oczekuje po thrillerach, że będą "ambitne" lub z tak zwanej "wysokiej półki"? Po tym gatunku spodziewamy się, że dostarczy nam rozrywki, wywoła gęsią skórkę i da o sobie szybko zapomnieć. Tym razem dostajemy coś więcej. Jak sam tytuł wskazuje jest to książka dla dorosłych, dla ludzi z bagażem doświadczeń, którzy swoje "pierwsze razy" mają już za sobą. Dopiero będąc osobą po przejściach będziesz w stanie w pełni zrozumieć tę powieść i to jak fenomenalnie autorzy wykorzystali potencjał swojego pomysłu. Nie znaczy to jednak, że młodsi czytelnicy powinni zrezygnować z lektury, absolutnie nie! Dla nich  "Miłość dla dorosłych" będzie nadal doskonałą rozrywką choć na innym poziomie.

W środku nocy Leonora słyszy jak na komórkę jej męża przychodzi SMS. Mężczyzna nie chce jej zdradzić kto jest nadawcą wiadomości. Kiedy kobieta nie odpuszcza, rozzłoszczony rzuca aparatem o ścianę.  Kilka dni później, na przyjęciu firmowym w biurze Christiana, Leonore nakrywa go z inną
kobietą. Nie może się pogodzić z myślą, że mężczyzna ma kochankę. Postanawia zrobić wszystko by mężczyzna nie odszedł. Szantażowany Christian decyduje się na krok ostateczny, jakim jest zabójstwo żony.

Czy wiecie, że Anna Ekberg to tak naprawdę pseudonim dla dwójki duńskich pisarzy : Jacoba Weinreicha i Andersa Klarlunda? Gdyby nie mój mały fetysz jakim jest czytanie biografii twórców, to nigdy bym się nie domyśliła, że tak spójna i znakomicie skonstruowana powieść może mieć dwóch ojców. Absolutnie nic tutaj nie zgrzytało a całość czytało się płynnie choć z przystankami. A po co te przystanki? Otóż powieść ta wymaga od czytelnika czasu. Nie jest to zwykły thriller, do jakich zostałam przyzwyczajona. To bardziej głęboka powieść psychologiczna wywołująca u czytelników skrajne emocje. "Miłość dla dorosłych" wymaga od nas pełnego zaangażowania. Jest to książka, którą należy poddać głębokiej analizie aby jak najwięcej z niej wyciągnąć. To dzieło wielopoziomowe, które oprócz warstwy stricte kryminalnej, posiada kilka innych i autorzy liczą na to, że uda nam się je odkryć. By jeszcze bardziej wszystko skomplikować a jednocześnie dodać powieści głębi, pisarze zdecydowali się na użycie dość nietypowej formy narracji. Historia z jednej strony opowiedziana jest z punktu widzenia policjanta prowadzącego śledztwo, Holgera, a z drugiej widzimy wszystko oczami Christiana i Leonore. Znajdujemy się w małym kółeczku wszystkich głównych bohaterów, odpowiedzialnych za tragiczne wydarzenia, w których brali udział.
Głównym narratorem jest Holger, którego poznajemy kiedy spędza czas z córką jedząc kolację. I to właśnie ona jest słuchaczem historii, o której policjant nie może zapomnieć. Podczas snucia opowieści mężczyzna analizuje również własne życie tworząc wzruszający kolaż wspomnień. Tak naprawdę "Miłość dla dorosłych" składa się z dwóch nałożonych na siebie historii. 
Punkty widzenia Christiana i Leonore przedstawione są w tych samych rozdziałach, często nawet dzielą wspólny akapit. Ta naprzemienność wymaga od nas niezwykłego skupienia podczas lektury, gdyż bardzo łatwo jest zgubić wątek lub przegapić ważne detale.

Tym co mnie zaskoczyło był fakt, że praktycznie od pierwszych zdań wiemy co się stało. Autorzy zdradzają nam to co inni zostawiają na sam koniec : główny bohater zabił własną żonę. Najpierw potrącił ją samochodem a potem kilkukrotnie po niej przejechał. Myślicie, że to spojler i wiecie już wszystko? Otóż jest to dopiero początek. Za każdym razem jak już myślałam, że zbliżam się do rozwiązania zagadki, która w tym przypadku brzmiała, dlaczego a nie kto, autorzy nakładali na fabułę kolejną warstwę. Kilkukrotnie też główni bohaterowie zamienili się rolami, nastąpiło ich przewartościowanie. Ktoś kto z początku wydawał mi się postacią negatywną nabrał pozytywnego kolorytu, a postać którą zdążyłam polubić odkryła swoją drugą twarz. Rzadko też się zdarza, żeby morderca, do tego mężczyzna który w brutalny sposób zabił własną żonę, wzbudził we mnie tyle sympatii i współczucia, Christiana po prostu da się lubić, czego niestety nie mogę powiedzieć o jego żonie. 

Pomimo faktu, że książka jest rasowym thrillerem, jest również dogłębną analizą miłości. Autorzy przedstawiają całą drogę jaką przechodzi to silne uczucie od narodzin do śmierci. Na pewno każdy z was był chociaż raz zakochany. Pamiętacie te motylki w brzuchu? Pierwsza fascynacja przeradza się w rutynę i na tym etapie wymaga od nas wiele wysiłku by podtrzymać wygasające uczucie. Ci którzy zdołają zażegnać  kryzys codzienności, mogą liczyć na to że uda im się spędzić lata u boku swojego wybranka lub wybranki. Było jedno zdanie w tej książce, które zwróciło moją uwagę : miłość się kończy wtedy kiedy poznajemy kogoś innego? Czy jest to prawdą i właśnie dlatego związki się rozpadają? Z pewnością dotknęło to naszych bohaterów. 
Christian i Leonore poznali się podczas przebudowy sali koncertowej, on inżynier, ona doradca od spraw akustyki. Była to miłość od pierwszego wejrzenia, która doprowadziła zakochanych na ślubny kobierzec. Potem nastąpiły lata "chude", rutyna dnia codziennego, choroba syna, wszystko to sprawiło że zaczęli się od siebie oddalać. Zamiast romantycznych kolacji spędzali całe doby w szpitalu walcząc z białaczką. Kiedy choroba odpuściła i był czas na to żeby naprawić związek, pojawiła się : ona. Od tej pory zaczyna się dogłębna analiza psychiki naszych bohaterów. Autorzy pokazują nam w jak różny sposób radzimy sobie z odrzuceniem w momencie kiedy uczucie wygasa, co dzieje się w głowach kiedy świat, jaki znamy, wywraca się do góry nogami. Tutaj już nie chodzi o miłość tylko o sam fakt, że zostaliśmy porzuceni, upokorzeni. Zaczynamy sobie zadawać pytania co teraz z nami będzie, kto się nami zaopiekuje. I zdajemy sobie sprawę, że tak naprawdę to najbardziej w życiu boimy się samotności. 

"Miłość dla dorosłych" to znakomity thriller którego autorzy doskonale znają się na psychologii ludzkiej duszy. To historia, która od samego początku wciąga czytelnika i nie skąpi mu niespodzianek z których największą jest samo zakończenie. Moim zdaniem to właśnie ono jest wisienką na torcie. Lubię książki, które wymagają ode mnie myślenia, powieści z których "coś" we mnie zostanie, które skłonią mnie do refleksji. I to wszystko tutaj było. "Miłość dla dorosłych" to kawał solidnej literatury, brak tutaj naiwności, naciągania a wszystko jest zgrane niczym w szwajcarskim zegarku. Gorąco polecam.

Tytuł : "Miłość dla dorosłych"
Autor : Anna Ekberg
Wydawnictwo : Świat Książki
Data wydania : 20 czerwca 2018
Liczba stron : 384
Tytuł oryginału : Kærlighed for voksne


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :  


http://wydawnictwoswiatksiazki.pl/
 



"Czas próby" Wioletta Sawicka

"Czas próby" Wioletta Sawicka

     Nie będę ukrywać, że popełniłam kardynalny błąd nie zaznajamiając się z pierwszym tomem książki. Jednak kiedy rozpoczęłam lekturę "Czasu próby" to po prostu nie mogłam się od niej oderwać. Pomimo że wszędzie natykałam się na nawiązania do poprzedniej części, całość była logiczną kontynuacją, a bohaterów musiałam poznawać na własny rachunek, to czytało się znakomicie. Kolejny raz, dzięki polskiej autorce, zdałam sobie sprawę z wartości jaką jest rodzina i siły jaka w niej drzemie. "Czas próby" jest zastrzykiem optymizmu i nadziei, który powinniście sobie zaaplikować. 

Joanna i Wiktor, na zgliszczach nieudanych związków, próbują zbudować coś nowego, trwałego. Jednak na przeszkodzie ich szczęściu stoi były mąż Joanny, który nie zgadza się na rozwód bez orzekania o winie. Oskarża kobietę o zdradę i nie waha się manipulować ich córką by ugrać jak najwięcej. Pozostawiona z długami kobieta popada w coraz większą depresją. Na horyzoncie pojawia się również Daniel, szaleńczo zakochany w Joannie biznesmen, który nie cofnie się przed niczym byle tylko zdobyć miłość swojego życia. Czy miłość Joanny i Wiktora ma szansę na przetrwanie?

"Czas próby" to jedna z bardziej kompleksowych książek jakie zdarzyło mi się czytać. Nie bez powodu powieść ma kilkaset stron, fizyczną niemożliwością byłoby  opisanie losów tak licznej rodziny i jej przyjaciół, w zaledwie kilku rozdziałach. A wierzcie mi, bohaterowie których spotykamy na kartach powieści są wyjątkowi i każdy z nich ma własną, często smutną a na pewno wzruszającą historię do powiedzenia. Zawsze kiedy czytam sagi  kręci mi się łezka w oku. Sama pochodzę z małej rodziny, która zmieści się przy jednym stole. U nas nie lepiło się kilkuset pierogów na Święta Bożego Narodzenia, a na wesela wystarczała najmniejsza sala. Dlatego zawsze z zazdrością i żalem czytam o wielkich zjazdach rodzinnych, o ludziach którzy, choć poszli inną drogą, rozjechali się po świecie, to nadal pamiętają i kultywują tradycję oraz szanują rodzinne wartości. Ta rodzina jest wyjątkowa. Nie dość, że łączą ich więzy krwi to zjednoczeni są również za sprawą fundacji "Kocham cię życie", którą prowadzą. Dzięki niej nie tylko niosą pomoc chorym dzieciom, lecz dzielą się ciepłem i miłością w której zostali wychowani. Wioletta Sawicka napisała książkę, która tchnie w czytelnika nadzieję. W niektórych momentach wręcz czułam jej przesyt. Siedziałam i zastanawiałam się, jakim trzeba być człowiekiem, jak dobrym i twardym, by pomimo trapiących nas problemów i spadających na nas nieszczęść, zawsze patrzeć na świat przez różowe okulary. Momentami miałam wrażenie, że tego szczęścia jest aż za dużo, że świat "Czasu próby" jest przesłodzony, przerysowany, że tacy ludzie nie istnieją. A co jeśli się mylę? Może po prostu mi nie dane było spotkać na swojej drodze tak czarujących i pełnych optymizmu osób? Ta książka uczy, że trzeba mieć w sobie wiarę na lepsze jutro. Nawet kiedy świat zawali nam się na głowę, to musimy pamiętać, że gdzieś jest ktoś kto tylko czeka by wyciągnąć do nas pomocną dłoń, trzeba tylko go znaleźć. Jest jeszcze jedno przesłanie, które wyczytałam pomiędzy wierszami : karma wraca. 

"Czas próby" jest bezpośrednią kontynuacją poprzedniego tomu. Nawet uparty i uważny czytelnik będzie miał problem się tutaj odnaleźć. Pomimo tego z ciekawością odkrywałam nowych dla mnie bohaterów i panujące pomiędzy nimi zależności, a tych jest naprawdę sporo. Nawet teraz, już po przeczytaniu książki, do końca nie jestem pewna czy dobrze rozszyfrowałam kto jest kim, a ponieważ szczerze ich pokochałam to nie pozostaje mi nic innego jak sięgnąć po część pierwszą. Nadal parę zagadek z przeszłości pozostało dla mnie nie wyjaśnionych, no i chcę jeszcze raz zanurzyć się w pięknej prozie autorki, jej stylu, który porywa, i działających na wyobraźnię opisów. 
Bohaterowie, których tutaj spotykamy to postaci wielowymiarowe, dobrze zaplanowane i wiarygodne. Cieszę się, że autorka stworzyła kompleksową, rozbudowaną powieść, w której nie zabrakło miejsca na dogłębną charakterystykę bohaterów. Każda postać była kompletna i tworzyła odrębną całość, odrębną historię. Poznałam bohaterów, którzy zdobyli moje serce jak i tych, do których zapałałam nienawiścią. I wiecie co? Zdałam sobie sprawę, że "Czas próby" jest tak naprawdę przeniesieniem realiów życia codziennego na papier, doskonałą powieścią obyczajową, a jej bohaterowie znajdują odzwierciedlenie w prawdziwym życiu. Podczas czytania, położyłam się na łóżku, zamknęłam oczy i zaczęłam zabawę. Moim książkowym bohaterom nadałam imiona osób z mojego otoczenia i okazało się, że i ja znam jakąś Joannę, Wiktora czy Daniela. Fascynujące jak wielką inspiracją może być nasze własne życie, trzeba tylko otworzyć oczy i wtedy zobaczycie, że sami jesteście twórcami ciekawych, wzruszających a często tragicznych historii. 

Autorka widzi, że świat nie jest czarno biały, dlatego obdarzyła swoje postacie wieloma odcieniami szarości. Nie ma tutaj stricte dobrych lub złych bohaterów, każdy z nich ma swoje tajemnice i drobne lub większe grzeszki z przeszłości. Doskonałym przykładem jest Daniel, postać nacechowana negatywnie. Jest to ambitny mężczyzna, który nie cofnie się przed niczym w drodze do celu. Bez skrupułów potrafi zwolnić pracownika za prywatną pogawędkę w pracy lub załatwić przyjacielowi intratną posadę w zamian za przysługę. Kobiety traktuje przedmiotowo, rodzinę trzyma na dystans. Jednak z drugiej strony Daniel to człowiek, który potrafi zachwycić się padającym śniegiem, choć sam przed sobą się do tego nie przyzna. Brak miłości do ludzi, nadrabia miłością do zwierząt. Nie może pogodzić się ze śmiercią matki, której mu brakuje w życiu. 
Kolejnym doskonałym przykładem jest Wiktor. Z jednej strony to kochający, romantyczny i lojalny partner, który ceni ciepło domowego ogniska, a z drugiej człowiek porywczy i  brutalny, którego niepohamowana agresja doprowadziła do tragedii.
Patrząc na te dwie postaci zdajemy sobie sprawę, że każdy kij ma dwa końce. I podobnie w książce  jak i w życiu nie możemy kogoś oceniać po jego powierzchowności. 

"Czas próby" to piękna, wielowątkowa i zbudowana na kontrastach saga rodzinna. Opowiada historię zarówno seniorów rodu jak i najmłodszych jego członków. Autorka wprost z mazurskiej chaty zabiera nas na warszawskie salony hrabiny Eleonory, z kancelarii prawniczej do małego mieszkanka na Ochocie. Książka ta jest doskonałym przykładem na to, że można stworzyć ciekawą, mądrą i ciepłą powieść obyczajową. Historia ta uczy nas, że bez względu na decyzje, które podjęliśmy w przeszłości czy doświadczenia, które zafundował nam los, zawsze musimy patrzeć w przyszłość bo nigdy nie jest za późno na zmiany. Zanalizujmy swoje życie i zafundujmy sobie "Czas próby". Gorąco polecam.

Tytuł : "Czas próby"
Autor : Wioletta Sawicka
Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
Data wydania : 12 czerwca 2018


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :

https://www.proszynski.pl/Nowosci-po-3-1-16-.html
 



"Fandom" Anna Day

"Fandom" Anna Day

     Myślę, że każdy czytelnik lub wielbiciel filmów, choć raz marzył o tym, by w jakiś magiczny sposób zostać przeniesionym do świata fantazji, świata ulubionych bohaterów. Nie chcielibyście poznać Bilbo? Lub wraz z Aragornem przemierzać bezdroża Rohanu? A może po prostu usiąść na ławeczce obok Forresta Gumpa? Oczywiście są to marzenia, które mogą się ziścić tylko w książkach. Jedną z nich jest "Fandom". Tytuł książki oznacza "społeczność fanów" więc jeśli się do jakiejś zaliczacie to myślę, że pozycja ta może być właśnie dla was.  Zapraszam do świata "Fandom".

 Violet i jej szkolni przyjaciele są fanami powieści "Taniec na szubienicy", której akcja rozgrywa się w przyszłości. Rozwój technologiczny sprawił, że ludzkość została podzielona na bogatych, udoskonalonych genetycznie Genuli i zepchniętych na margines społeczeństwa Niedosków. Genule żyją w podmiejskich, strzeżonych enklawach, gdzie wstęp mają tylko Ci z Niedosków, którzy zdecydowali się im służyć.
Pewnego dnia Violet wraz z przyjaciółmi odwiedza londyński Comic on. Nieoczekiwanie zostają
przeniesieni wprost w fikcyjny świat powieści gdzie zostają uwięzieni. Na domiar złego główna bohaterka "Tańca na szubienicy" umiera i Violet musi wcielić się w jej rolę by otrzymać szansę powrotu do domu. Czy dziewczynka będzie musiała "zatańczyć na szubienicy" by ocalić przyjaciół?

Muszę przyznać, że pomysł na fabułę był naprawdę nowatorski i miał duży potencjał jednak już od pierwszego rozdziału wiedziałam, że będę mieć z tą książką problem. Serce mówiło jedno a rozum drugie.  Akcja powieści rozpoczyna się lekcją szkolną, kiedy zadaniem uczniów jest opowiedzenie o swojej ulubionej książce. Jest nią oczywiście "Taniec na szubienicy", powieść która niedawno została zekranizowana. Kiedy Violet, choć stremowana,  zaczyna swoją opowieść od razu możemy zauważyć, że jest nią zafascynowana. Dopiero później zwróciłam uwagę na fakt, że cały pierwszy rozdział jest tak naprawdę jednym wielkim spojlerem. Autorka słowami naszej głównej bohaterki opowiedziała co krok po kroku ma się wydarzyć w książce. Co prawda po przeniesieniu do innej rzeczywistości nasi bohaterowie będą mieć wpływ na wydarzenia, jednak ogólny zarys fabuły został nam z góry narzucony. Jeszcze nie zdarzyło mi się czytać książki, która się "samozespojlerowała". Dopóki świat wykreowany przez autorkę był dla mnie nowością, dopóki zajęta byłam poznawaniem naszych bohaterów, czytanie książki sprawiało mi wielką przyjemność. Niestety gdzieś w połowie zdałam sobie sprawę, że głównym zajęciem naszych postaci było analizowanie książki i scenariusza filmowego oraz planowanie następnych kroków. O wiele lepiej by było gdyby autorka dała swoim bohaterom więcej samodzielności, pozwoliła akcji toczyć się własnym tempem, mniej mówić a więcej robić. Na domiar złego, ciągle mnie zastanawiało dlaczego, pomimo wylądowania w świecie fikcji literackiej, nasza bohaterka wszystko porównuje z filmem a nie książką. Czy mam zacząć gratulować reżyserowi faktu, że wiernie się trzymał fabuły, czy po prostu scenariusz jest łatwiejszy do ogarnięcia? Pomimo paru zwrotów akcji oraz mało zaskakujących niespodzianek, nadal nie jestem do końca przekonana. Po otwartym zakończeniu, którego w mojej opinii tak jakby w ogóle nie było, mogę się spodziewać, że planowane są kolejne tomy. Może tam autorka podejmie się lepszego wykorzystania potencjału "Fandomu"?

Skupmy się teraz na naszych głównych bohaterach. Jeśli fabuła zawodzi to jedyne co ją może uratować to właśnie oni. Choć poszczególne postaci, jeśli oceniać je osobno, dało się polubić i na pewno reprezentowały cechy, których poszukuję w ludziach, to jako grupa przyjaciół były niewiarygodne i niedopasowane, wręcz fałszywe. Mowa tutaj o Violet, Alice i Katie. Czasem miałam wrażenie, że znowu znalazłam się w przedszkolu gdzie jedną z najpopularniejszych rozrywek jest obrażanie i obgadywanie innych. Alice podśmiewywała się z Violet za niedawno zdobytą popularność, a ta w odwecie kpiła z jej wyglądu i wrażliwości. Rozumiem, że "kto się czubi to się lubi" jednak pewne zachowania przestają być odpowiednie kiedy wkraczamy w wiek późno szkolny. To co przedstawiła autorka na pewno nie można nazwać przyjaźnią, przynajmniej ja mam nadzieję, że nikt z moich przyjaciół nie wyśmiewa mnie przy kieliszku czy herbatce.  
A żeby były mało to na deser dostajemy jeszcze brata naszej głównej bohaterki, który pomimo swoich 14 lat, zachowuje się jak osoba o dziesięć lat młodsza. Jest irytujący, upierdliwy i snuje się jak przysłowiowy "wiatr po gaciach", ja sama czasem czułam się jak opiekunka do dziecka, a to ostatnie uczucie na które mam ochotę w przypadku lektury. Dość mi dwójki dzieci w domu. 

Więc podsumujmy, fabuła zawiodła, bohaterowie również. Co więc sprawiało, że czytałam dalej? Pomimo błędów i "baboli" nadal byłam zafascynowana samym pomysłem . Z jednej strony straszny a z drugiej zabawny, był  dla mnie fakt że naszym bohaterom przez przypadek udało się uśmiercić główną bohaterkę powieści. Czy to jakiś żart? No bo wyobraźcie sobie, że przez was ginie Frodo albo Harry Potter? Przecież to jest niewyobrażalne. Chciałam doczytać do końca i zobaczyć jak Violet poradzi sobie w całym tym galimatiasie. 

Zapowiadało się interesująco i oryginalnie jednak niestety zabrakło dobrego wykonania. Świat "Fandom" jest niezwykle ubogi, jego budowa niedbała podobnie jak charakterystyka bohaterów, którym zabrakło wielowymiarowości. Książka z gatunku new adult powinna działać na wyobraźnię nastolatków, być kolorowa, pełna akcji i jej zwrotów. Tego tutaj zabrakło, nastąpił przerost formy nad treścią. Żałują, że autorce nie udało się wykorzystać w pełni swojego własnego pomysłu. W pewnym momencie ten dystopijny świat zaczął połykać własny ogon, zaczęłam zauważać jego stereotypowość i nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że już to gdzieś widziałam, może w "Igrzyskach śmierci" skoro nawet główni bohaterowie często o nich wspominają? 

Pomimo mojej opinii, uważam że znajdzie się spore grono czytelników, których ta powieść zachwyci, wystarczy zresztą poczytać inne recenzje. Nadal uważam, że sama koncepcja książki jest genialna, przenieść się w świat fikcji literackiej i znaleźć sposób na jednoczesne ruszenie fabuły do przodu i powrót do rzeczywistości. To kupiłam w ciemno. Zabrakło mi tylko dopracowania szczegółów, pewnej dbałości o detale, większej pomysłowości i odtrącenia stereotypów. Jednak ciągle jest szansa. Autorka nie zamknęła ostatecznie furtki, jest jeszcze czas by wszystko naprawić i zrobić z "Fandom" powieść o której będą rozmawiać nastolatkowie nie tylko dziś ale i za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat .Sięgnę po kolejny tom by zobaczyć czy się udało.


Tytuł : "Fandom"
Autor : Anna Day
Wydawnictwo : Jaguar
Liczba stron : 418
Data wydania : 11 kwietnia 2018
Tytuł oryginału : Fandom


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 
http://wydawnictwo-jaguar.pl/



"Nieodgadniony" Maureen Johnson

"Nieodgadniony" Maureen Johnson

     Jeśli zamierzacie sięgnąć po "Nieodgadnionego" musicie zdać sobie sprawę, że jest to dopiero pierwsza część trylogii i na kolejne tomy przyjdzie wam niestety troszkę poczekać, co w przypadku tak dobrej książki jest trudne. Już od dawna miałam ochotę na coś nowego, a z kryminałem dla młodzieży nigdy nie miałam za wiele do czynienia, dlatego postanowiłam nadrobić zaległości. Książka ta pozwoliła mi wrócić do czasów kiedy dniami i nocami zaczytywałam się w cyklu o Harrym Potterze. Choć nie ma tutaj nic z magii, a nasza główna bohaterka jest nad wyraz "zdroworozsądkowa" to nie potrafiłam się oprzeć wrażeniu, że te powieści mają wspólny mianownik. Może to czar elitarnej szkoły sprawił, że poczułam się jak w Hogwarcie? A może ukryta w tunelach mroczna tajemnica? Rozwiązanie tej zagadki pozostawiam wam.

W 1936 roku, tuż po otworzeniu przez Alberta Ellinghama elitarnej szkoły prywatnej dla dzieci o ekscentrycznych zainteresowaniach i wybitnych talentach, jego żona wraz z córką zostają porwane.
Porywacze zostawiają list, w którym wierszem opisują różne rodzaje śmierci. Wkrótce przychodzi żądanie okupu. W tym samym czasie na terenie szkoły zostaje popełnione morderstwo. Ofiarą jest jedna z uczennic.
Kilkadziesiąt lat później, zafascynowana morderstwami i zagadkami kryminalnymi, Stevie Bell, po raz pierwszy przekracza próg Akademii. Nadal jest zaskoczona faktem, że pomyślnie przeszła przez proces rekrutacyjny. Jej największym marzeniem jest rozwiązanie zagadki rodu Ellinghamów i śmierci Dottie. Nie zdaje sobie sprawę, że to nie jedyna tajemnica z którą będzie musiała się zmierzyć.

Elitarne szkoły dla młodzieży są częstym miejscem akcji książek z gatunku new adult. Zaczęło się  od Harrego Pottera, potem mieliśmy cykl "Wybranych" Christi Daugherty a teraz Maureen Johnson zaserwowała nam "Nieodgadnionego". I moim zdaniem jest to powrót do korzeni. Szkoła w Vermoncie to miejsce klimatyczne, budynek z historią, pełen mrocznych zakamarków i tuneli, zamkniętych pokojów i strychów, które kryją mnóstwo tajemnic. To również miejsce gdzie kilkadziesiąt lat wcześniej doszło do tragedii a echa tego wydarzenia wciąż słychać w murach posiadłości i w otaczających ją, pełnych posągów, ogrodach. Zamordowana została tutaj młoda dziewczyna i choć jej duch nie straszy, jak to było w przypadku Hogwartu, to fakt iż zagadka jej śmierci nigdy nie została rozwiązana, wywołuje dreszcze. Aż trudno uwierzyć, że akcja powieści toczy się w XXI wieku a bohaterowie korzystają z wszelkich nowinek technologicznych, do takiego miejsca pasują stylowe ubrania z epoki, binokle i detektyw w stylu Sherlocka Holmesa. 

Autorka konsekwentnie trzymała się swojego pomysłu i powieść rzadko kiedy wykracza poza ramy kryminału. Jak w przypadku większości dobrych książek detektywistycznych, a ta do nich z pewnością należy, nacisk położony jest na samą zagadkę i ewentualne jej rozwiązanie : kto, co i dlaczego, warstwa obyczajowa, charakterystyka bohaterów i wątki poboczne są mniej eksponowane. Oprócz Stevie, której sylwetka jest wielowymiarowa, reszta postaci tworzy barwne tło, pełnią rolę eksponatów, które nie grają pierwszych skrzypiec. Jednak nie da się ukryć, że choć jednopłaszczyznowe, to są galerią postaci o której trudno będzie zapomnieć, no ale nie ma się co dziwić, w końcu podstawą rekrutacji była wyjątkowość, posiadanie ciekawych talentów i nadzwyczajna inteligencja. Znajdziemy tutaj artystkę, alkoholiczkę, która pragnie zamieszkać w komunie, przystojnego autora, który w wieku kilkunastu lat nakręcił własny film o zombie, autora książek, który stracił wenę, domorosłą spawaczkę i konstruktorkę oraz wiele innych osób. Wszyscy oni w mniejszym lub większym stopniu mają wpływ na naszą fabułę. Muszę przyznać, że w tym tomie poznaliśmy dopiero zarys ich charakterystyk, i nie uszło mojej uwadze, że są one dość stereotypowe, jednak pociesza mnie fakt, że autorka ma jeszcze dwa tomy, by nadać im głębi. 
Brak szczegółowych charakterystyk bohaterów autorka nadrobiła fabułą. Nie dość, że zamiast jednej  dostaliśmy dwie zagadki, to  pod koniec książki pojawiają się wątki poboczne, które jeszcze bardziej nakręcają całą akcję. Maureen Johnson zręcznie przeskakuje z przeszłości do teraźniejszości. Ta naprzemienność fabularna jest dość rzadkim zabiegiem w przypadku cyklów, jednak tutaj poszło nadzwyczaj sprawnie. Chaosu brak a powieść czyta się gładko i przyjemnie. 

Rzeczą, która rzuciła mi się w oczy, jest niezwykła "dojrzałość" tej powieści, co jest rzadkie w przypadku literatury new adult. Jest to w większości zasługą zdyscyplinowanej, inteligentnej Stevie, lecz również fakt że mamy tu do czynienia z dużą ilością zagadek, zbrodni i mrocznym klimatem sprawia, że jako dorosły czytelnik, nie poczułam się przeniesiona w kolorowy świat nastolatków. Nawet pojawiający się na kartach powieści wątek romansu, mógłby równie dobrze przytrafić się dwójce dorosłych ludzi. Język powieści nie jest infantylny choć jego prostota sprawia, że jest łatwy w odbiorze, również sam styl autorki bardziej przypomina Agathę Christie niż innych autorów powieści młodzieżowych. To wszystko sprawia, że "Nieodgadniony" jest tak naprawdę pozycją dla każdego czytelnika, który lubi książki detektywistyczne. Jest to powieść dla całej rodziny. 

Jak napisałam we wstępie do mojej recenzji, "Nieodgadniony" jest pierwszą częścią cyklu więc jak się możemy spodziewać książka ta pozostawi nas z masą pytań, na które będziemy poszukiwać odpowiedzi. Tak naprawdę żadna z zagadek nie została rozwiązana a wręcz przeciwnie, pojawiły się nowe wątki i kolejne pytania więc nie pozostaje nam nic innego jak tylko czekać na kolejny tom. Mam tylko nadzieję, że autorka zaplanowała coś naprawdę spektakularnego a nie podzieliła powieść, którą można było wydać w jednym tomie, na kilka części, podobnie jak było w przypadku filmu "Hobbit". Ja mam cierpliwość więc czekam, wam póki co polecam tom pierwszy.

Tytuł : "Nieodgadniony"
Autor : Maureen Johnson
Wydawnictwo : Poradnia K
Data wydania : 23 maja 2018
Liczba stron : 480
Tytuł oryginału : Truly Devious


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :




"Uprowadzona" Charlie Donlea

"Uprowadzona" Charlie Donlea

     Przy okazji czytania debiutu Charliego Donlea "Dziewczyna z Summit Lake" (recenzja tutaj "Dziewczyna z summit lake") wypunktowałam parę błędów i liczyłam na to, że przy okazji następnej powieści dostanę coś jeszcze lepszego z mniejszą ilością  niedociągnięć. Autor mnie nie zawiódł i dokonał fenomenalnego progresu zarówno pod względem stylu, motoryki fabuły oraz charakterystyki postaci. Wierzę, że nazwisko Donlea już niedługo stanie się znane wszystkim fanom thrillerów. "Uprowadzona" to kompleksowa, mroczna powieść z zaskakującym finałem, którą czyta się z zapartym tchem. To książka z gatunku tych, które działają lepiej niż najmocniejsza kawa. 

Tuż po ukończeniu szkoły średniej Nicole i Megan wraz z grupą znajomych wybierają się na doroczne ognisko organizowane na brzegiem pobliskiego jeziora.  Następnego dnia okazuje się, że obie dziewczyny nie wróciły do domu. Policja wszczyna poszukiwania, które jednak nie przynoszą rezultatów. Dwa tygodnie później, Megan wraca do domu. Cały Stan się cieszy, że młodej kobiecie
udało się uciec. Rok później Megan wraz ze swoim psychoterapeutą wydaje książkę, w której opisuje czas który spędziła w niewoli oraz ucieczkę. Autorka wierzy, że dzięki swojej pracy da nadzieję na powrót do normalnego życia innym ofiarom porwań, które borykają się ze strasznymi wspomnieniami. Jednak cały czas nie może zapomnieć o Nicole, koleżance z liceum, która nie została odnaleziona. Siostra Nicole, stażystka patologii na Wydziale Medycyny Sądowej, na własną rękę stara się odnaleźć porwaną. Megan zamierza jej pomóc. 

Uwielbiam sposób w jaki autor poprowadził narrację. Otóż biegnie ona dwutorowo, raz w teraźniejszości, raz cofając się do wydarzeń rozegranych ponad rok wcześniej. Wydawnictwo, by ułatwić czytelnikowi przeskoki w czasie, zdecydowało się użyć kursywy dla przeszłych zdarzeń, dzięki temu nie było tutaj niepotrzebnego chaosu i zamieszania.  Akcja zaczyna się na wydziale patologii, gdzie pracuje nasza główna bohaterka Livia. Jedną z przyczyn, dla których wybrała tak niepopularną specjalizację, jest chęć poznania przyczyn uprowadzenia jej siostry. Chce poznać odpowiedzi na nękające ją od roku pytania o to co spotkało nastolatkę. Choć wierzy, że dziewczyna żyje chce być przygotowana na najgorsze. Ta część książki jest wstępem, typową rozgrzewką przed późniejszymi, skomplikowanymi i zaskakującymi zwrotami akcji. Jeszcze w żadnej książce, nie miałam do czynienia z taką ilością ciał, widzianych zarówno od zewnątrz jak i od środka. Do tej pory nie zdawałam sobie sprawę, jak trudna, męcząca i niewdzięczna musi być praca patologa. Są to ludzie, którzy kroją, mierzą, robią badania toksykologiczne na ludziach, których ciała są często w stanie zaawansowanego rozkładu, ciałach rozczłonkowanych, gnijących topielcach. I Ci lekarze, przez cały czas muszą pamiętać, że to nadal człowiek, osoba która ma rodzinę czekającą na odpowiedzi na nękające ją pytania. Jeśli nie macie mocnych nerwów, widok ludzkich wnętrzności budzi w was odruch wymiotny lub sprawia, że mdlejecie, to radzę odpuścić sobie tę pozycję. Jest to książka dla wielbicieli mocnych wrażeń. 
Pomiędzy obrazki z autopsji autor zręcznie wplótł retrospekcje, dzięki którym możemy się dowiedzieć jak doszło do porwania obu młodych kobiet i co było jego przyczyną. Jest to równocześnie próba spojrzenia na wydarzenia z perspektywy nastolatek, zabieg niezwykle udany, pozwalający na dogłębne poznanie naszych bohaterów. 

Rzadko się zdarza, że praktycznie od samego początku, porwana osoba wzbudza we mnie irytację i pomimo najszczerszych chęci nie potrafię wzbudzić w sobie do niej sympatii. A taka właśnie była Nicole : zadufana w sobie, arogancka, nie licząca się ze zdaniem innych i nawet fakt, że była inteligentna nie miał wpływu na mój odbiór jej osoby. Dlatego nie dziwi mnie , że o jej porwaniu świat szybko zapomniał. Wiem, że to brzmi okrutnie jednak Nicole po prostu nie dało się lubić. Jej przeciwieństwem jest Livia, osoba ambitna, z aspiracjami, która zrobi wszystko by dowiedzieć się co spotkało jej siostrę. Czas z nią spędzony jest czasem dobrze wypełnionym, gdzie nie ma chwili na nudę. W przeciwieństwie do Nicole, której życie wypełnione było piciem kolorowych drinków i podrywaniem szkolnych kolegów, Livia zajmowała się konkretnymi działaniami i to sprawiało, że akcja książki utrzymywała stałe tempo. To właśnie ona była katalizatorem całej powieści.
Jednak cieszę się, że poznałam obie kobiety. Autor pokazał mi, że da się wyjść poza utarty schemat : ofiary jako osoby pełnej zalet wszelakich. Przecież przypadki i nieszczęścia chodzą po wszystkich ludziach bez względu na ich charakter. I o tym musimy pamiętać. 


Choć, jak napisałam, fragmenty gdzie towarzyszyłam Livii, zdecydowanie należą do moich ulubionych, to również sesje terapeutyczne Megan i zastosowana wobec dziewczyny metoda hipnozy, wzbudziły moje szczere zainteresowanie. Jak patrzyłam na leżącą na kozetce młodą kobietę to poniekąd czułam się jak podglądacz, obcy podczas sesji ofiary z psychologiem. Chłonęłam każdy moment nie mogąc się doczekać co Megan nam wyjawi, jakie fakty zostaną odsłonięte. Czy dziewczyna przypomni sobie co wydarzyło się rok temu? I właśnie tutaj doszłam do małego niedociągnięcia, które miało wpływ na mój odbiór książki, a mianowicie okres pomiędzy porwaniem a teraźniejszością wydawał się zbyt krótki na liczbę zdarzeń, które się w jego trakcie wydarzyły. Przez te 12 miesięcy Megan zdążyła wyleczyć się z traumy i napisać książkę, Livia dostała się na patologię i dostała staż dokładnie tam gdzie chciała, wszyscy przyjaciele zapomnieli o zaginionej dziewczynie i odniosłam wrażenie jakby cała sprawa została już dawno pogrzebana w archiwum. A przecież to tylko rok, wspomnienia i uczucia powinny być świeże jak pomidory na targu. 

Od jakiegoś czasu, ze względu na złe wspomnienia, boję się sięgać po książki ze słowem "dziewczyna" w nazwie, a przecież oryginalny tytuł powieści Donlea to : "The girl who was taken". Całe szczęście tym razem obyło się bez zgrzytania zębami gdyż w moje ręce trafił naprawdę dobry thriller. Kiedy już mi się wydawało, że wiem kto stoi za wszystkimi porwaniami, kiedy myślałam że już, już udało mi się złapać koniec sznurka, to fabuła robiła zwrot o 180 stopni, a ja wracałam do punktu wyjścia. No powiedzcie, któż z nas tego nie uwielbia? No i ten mroczny, piwniczny klimat starych rozsypujących się budynków ze smutną lecz jednocześnie fascynującą historią. Polecam. 

Tytuł : "Uprowadzona"
Autor : Charlie Donlea
Wydawnictwo : Filia
Data wydania : 23 maja 2018
Liczba stron : 500
Tytuł oryginału : The Girl Who Was Taken


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :
http://www.wydawnictwofilia.pl/

"Dalekie pawilony" Mary Margaret Kaye

"Dalekie pawilony" Mary Margaret Kaye

     Niektóre książki, choć wydaje się to niemożliwe, mają zdolność oddziaływania na wszystkie nasze zmysły naraz. Czytając przed oczami stają nam obrazy, słyszymy melodie wyśpiewywane przez ptaki, czujemy zapach porannej kawy i dotyk jedwabnego prześcieradła na gołej skórze. "Dalekie pawilony" są właśnie taką książką. Mary Margaret Kaye jest wspaniałą gawędziarką dzięki, której poznajemy prawdziwy, egzotyczny smak XIX wiecznych Indii. To nie tylko wzruszająca książka dla kobiet, pełen namiętności romans, który poruszy nawet serca z kamienia. To również próba wyjaśnienia genezy i historii buntu sipajów, anty brytyjskich ruchów nękających Indie w latach 1857-1858. "Dalekie pawilony" to powieści pełne kontrastów, słodkie i pikantne, czarne i białe, jednak tak dobre, że na ich podstawie powstał serial telewizyjny.

Ashton urodził się w Indiach w rodzinie angielskiego profesora i jego żony, która również była Brytyjką.  Kiedy chłopiec miał cztery lata jego rodzice zmarli na cholerę a on sam trafił pod opiekę
hinduskiej kobiety o imieniu Sita. Od najmłodszych lat Ashton zmuszony był do pracy jako służący w posiadłości bogatego radży. To właśnie tam poznał muzułmańską kulturę, religię i tradycję. O tym, że jest Anglikiem, dowiedział się mając niespełna 11 lat, kiedy wysłany został do brytyjskiej szkoły z internatem. Deszczowy angielski klimat, brak przyjaciół i ciągłe poczucie alienacji sprawiły, że po ukończeniu szkoły, wtedy już pełnoletni, Ashton wstąpił do armii i postanowił wrócić do Indii. Jednak czy nadal jest to bezpieczne miejsce do życia?

Choć w książce pojawia się mnóstwo kolorowych, znakomicie wykreowanych postaci, to tak naprawdę jest to dzieło jednego bohatera i jego drogi w poszukiwaniu własnej tożsamości.Bo Ashton nie wie kim tak naprawdę jest, jego ciało jest miejscem zamieszkania dwóch duszy : tej brytyjskiej i tej hinduskiej, gdzie każda z nich walczy o więcej przestrzeni. Chłopiec stosunkowo późno dowiedział się o swoich korzeniach i kraju pochodzenia. Kiedy ma się kilkanaście lat ciężko jest całkowicie zmienić swoje życie, nagle stać się kimś innym. Z hindusa chrześcijaninem, z obywatela Indii Brytyjczykiem, z małego chłopca żołnierzem walczącym nie tylko za własną ojczyznę lecz i o własną wolność i tożsamość. Jedyną szansą na to by nasz bohater nie zwariował było scalenie dwóch połówek jego duszy w nierozerwalną całość. Pomagała mu w tym indyjska księżniczka, wykluczona z kasty z której się wywodziła i tolerowana przez rodzinę jedynie za emocjonalne wsparcie ofiarowane młodszej, rozpieszczonej siostrze. Ta sama nietolerancja i uprzedzenia spowodowały, że zarówno Ash jak i Juli stali się wyrzutkami we własnym kraju, jednak paradoksalnie zamiast ich to połączyć, stało się przeszkodą na drodze ich miłości.

Autorka znała Indie i je kochała co widać na kartach powieści. Tytuł książki zainspirowany został masywem górskim o tej samej nazwie : Dur Khaima, Dalekie Pawilony. Jest to miejsce gdzie himalajskie stoki witają pierwsze promienie wschodzącego słońca. Według przybranej matki Asha to właśnie gdzieś pomiędzy tymi górami znajduje się dolina, gdzie nie istnieje przemoc, uprzedzenia i chciwość. Choć autorka zdawała sobie sprawę z geopolitycznej sytuacji Indii oraz widmie konfliktu zewnętrznego ( można powiedzieć, że jeden z monologów Ashtona miał charakter proroczy, gdyż rok po publikacji książki Związek Sowiecki zaatakował Indie), który cieniem położył się nad krajem, to półwysep Dekan na zawsze pozostał dla niej miejscem magicznym, który darzyła niezwykłym sentymentem.Razem z autorką zwiedzamy tak fantastyczne miejsca jak Murree, Fort Jamrud, Peszawar, Islamabad, wszystkie te miejsca, które w XIX wieku należały do Indii. Poznajemy hinduską kulturę, obyczaje i wiarę. Autorka w przystępny sposób zaznajamia nas z systemem kastowym, który (wierzcie mi) jest niezwykle skomplikowany. A wszystko to jest napisane z pasją, pięknym, barwnym językiem. Jednak drodzy czytelnicy musicie pamiętać, że macie do czynienia z powieścią monumentalną, rozbuchaną wręcz epicką, a w przypadku każdego takiego dzieła autorzy mają tendencję do meandrowania i wchodzenia w ślepe zaułki (co prawda polski wydawca podzielił ją na dwa tomy jednak uwierzcie mi, że po przeczytaniu pierwszego od razu chwycicie za następny, ja osobiście traktowałam je jak jedną całość). Rozbudowane opisy, wątki poboczne, zdarzające się powtórzenia i mnóstwo szczegółów z dnia codziennego bohaterów, mogą wpłynąć na wasz odbiór książki. Kiedyś zastanawiałam się czy trafię na lekturę po której, bez znajomości autora, poznałabym że została napisana przez kobietę. To pierwsza taka powieść, która aż kipi kobiecością, jaką dane mi było przeczytać. Miłość jest kobieca, Indie są kobiece, nawet mężczyźni są kobiecy w swojej męskości. I tak właśnie miało być, bo naprawdę sztuką jest napisać prawdziwy, emocjonujący i wzruszający romans. 

Nie wiem czy było to zamierzone, czy wyszło całkowicie przypadkiem, jednak w książce możemy znaleźć elementy autobiograficzne. Sama autorka urodziła się w Indiach, w angielskiej rodzinie pielęgnującej wojskowe, kolonialne tradycje. Praktycznie całe dzieciństwo spędziła pod opieką hinduskich służących. W wieku 10 lat wysłana została do Wielkiej Brytanii gdzie umieszczono ją w szkole dla dzieci rodzin z wyższych sfer. Skończyła Wydział Sztuki i w 1926 roku wraz z ojcem wróciła do Indii. Czyż to nie brzmi znajomo? 
Choć starałam się podchodzić do książki bez uprzedzeń to niestety nie mogłam nie zwrócić uwagi, że pomimo całej fascynacji i sentymentu do Indii, autorka nie do końca pozbyła się swojej brytyjskiej mentalności. Zarówno jej ojciec jak i mąż byli wojskowymi i miało to znaczący wpływ na jej poglądy polityczne, których odbicie widać w książce. Choć nie ma tutaj wyraźnej pochwały kolonializmu to czujemy, że autorka odczuwa wyraźną sympatię i tęsknotę za dawnymi, imperialnymi czasami.  Niektóre fragmenty mają również rasistowski wydźwięk, choć muszę przyznać, że może to być jedynie moje odczucie, gdyż sama właśnie tego szukałam, a jak kto mówią "kto szuka, nie błądzi". 

"Dalekie pawilony" to prawie 1000 stron znakomitej powieści historycznej, która choć wydana prawie 40 lat temu, nadal ma wielu wielbicieli, a jej nakład  jest rokrocznie wznawiany w wielu krajach. Muszę przyznać, że zastałam totalnie zauroczona i choć nie przepadam za romansami, a to jest romans rasowy, to autorce udało się mnie kupić. Patrząc na dwa leżące przede mną tomy zastanawiam się jaki talent pisarski musiała mieć autorka, żebym je dosłownie pochłonęła w kilkanaście godzin. To niesamowicie barwna książka, napisana z wielką dbałością o szczegóły. Rekomenduję każdemu wielbicielowi romansów, palącego słońca, ostrych przypraw i egzotycznych Indii (z deszczową Anglią w tle).

Tytuł : "Dalekie pawilony" Tom I i II
Autor : Mary Margaret Kaye
Wydawnictwo : Wydawnictwo Poznańskie
Data wydania : 6 czerwca 2018
Tytuł oryginału : The Far Pavilions


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :  


http://www.wydawnictwopoznanskie.com/



Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger