"Wierny czytelnik" Max Seeck

"Wierny czytelnik" Max Seeck

Kiedy zajrzymy na portal lubimyczytac.pl i w wyszukiwarce wpiszemy nazwisko Seeck, wyskoczy nam zaledwie jeden wynik. I będzie nim właśnie "Wierny czytelnik". Otóż nic bardziej mylnego. Max Seeck to jeden z bardziej znanych i nagradzanych fińskich pisarzy, specjalizujący się w pisaniu thrillerów . Ostatnio , w swoim kraju, zasłynął dzięki trylogii kryminalnej, której ostatni tom zdobył wielkie uznanie na fińskich targach książki. To właśnie tam, autor powiedział, że szykuje coś nowego. Jak widać trafił w dziesiątkę. "Uskollinen lukija" ("Wierny czytelnik") okazała się na tyle dobra, że prawa do tłumaczenia sprzedano do 38 krajów. W tym do Polski. I tym oto sposobem miałam możliwość przeczytania tej cudownej, oryginalnej powieści detektywistycznej z wątkami kryminalnymi, która przypomina mi najlepsze, tradycyjne, książki tego gatunku. 

Maria, żona popularnego pisarza Rogera Koponena, zostaje znaleziona martwa w pięknej czarnej sukni wieczorowej u szczytu pustego stołu. Na twarzy kobiety zastygł upiorny uśmiech. Dokładnie tak scenę śmierci opisał jej mąż w swojej książce. W krótkim czasie liczba ofiar rośnie.Dochodzenie w sprawie zabójstw prowadzi aspirant Jessica Niemi. Śledztwo nabiera rozpędu, kiedy film z miejsca zbrodni pojawia się w mediach społecznościowych uważanego za zaginionego męża ofiary.


Czy tylko ja miałam wrażenie, że pierwowzorem Rogera Koponena jest sam autor? Obaj są pisarzami, obaj napisali trylogie kryminalne i obaj osiągnęli międzynarodowy  sukces , choć Seeck nieco później, i nie dzięki swojemu cyklowi lecz właśnie niniejszej książce? No dobrze, to tylko taka dygresja. Teraz skupmy się na samej powieści. Jessica Niemi kieruje zespołem śledczym w Helsinkach. Od samego początku na miejscu morderstwa dzieje się coś naprawdę dziwnego: zabójca wciąż jest w domu, udaje mu się oszukać wszystkich policjantów i ucieka dopiero po pierwszej rozmowie z Jessicą. Sytuacja staje się jeszcze bardziej dziwaczna, gdy śledczy zaczynają uświadamiać sobie, że morderstwo Mary jest bezpośrednią kopią pierwszego morderstwa z thrillera Rogera. "Wierny czytelnik" to książka w której wydarzenia toczą się w coraz szybszym tempie i stają się coraz bardziej irracjonalne (ale w dobrym sensie).  Jeśli spodziewacie się typowej powieści policyjno-detektywistycznej, w której najpierw dochodzi do zbrodni a potem jest żmudne śledztwo, którego celem jest znalezienie sprawcy, to będziecie zawiedzeni (albo wręcz przeciwnie). Książka Seecka choć utrzymana w kanonie  powieści detektywistycznej bardziej przypomina horror niż dzieła Agaty Christie. Jest tu mnóstwo mocnych, krwawych scen, którymi Seeck wprost zawstydza i szokuje czytelnika. Krótkie rozdziały kończą się epickimi cliffhangerami, z których niektóre są zwykłymi urojeniami, a niektóre są autentyczne. Fabuła jest tak diaboliczna , że to naprawdę cud, że wątki fabularne nie zostały całkowicie poplątanie. Muszę przyznać, że trzeba mieć talent by napisać coś tak skomplikowanego i się nie pogubić. Max Seeck to mistrz w swoim fachu i międzynarodowa sława mu się jak najbardziej należy. 


Jessica Niemi i jej przełożony Erne Mikson to prawdziwa masa problemów. Jessica mieszka sama w swoim małym wiejskim studio. Tak przynajmniej mówi współpracownikom. Prawda jest jednak zupełnie inna, ale  zna ją tylko Erne.  Mikson wie jaką tajemnicę skrywa policjantka, ale nigdy nie dowiedział się całej prawdy o rodzinie Jessiki. Sam komisarz ma wiele do ukrycia i jest tylko kwestią czasu kiedy to jego sekrety wyjdą na światło dzienne. W wywiadzie udzielonym na targach książki, Max Seeck powiedział, że podczas procesu pisania, wydarzenia z książki przychodziły do niego nawet w snach. W ogóle się nie dziwię! Atmosfera w tej powieści jest bardzo przytłaczająca i przygnębiająca. Kilka zwrotów akcji jest tak nieoczekiwanych, że nawet ja ,choć uważam się za doświadczonego czytelnika, byłam zaskoczona. Nie wszystkie z nich da się logicznie wytłumaczyć, jednak tym razem mi to nie przeszkadzało, ponieważ wydarzenia dzieją w świecie, który jest trochę kapryśny .
Historia toczy się więc w przyzwoitym tempie i nie ma prawie żadnych przestojów i momentów  nudy. W pewnym momencie pojawia się druga linia fabularna (cofamy się o 10 lat), kiedy to 19-letnia wówczas Jessica spotkała przystojnego Colombano podczas swojej podróży do Wenecji. Ta historia daje całej powieści dodatkowe punkty. W miarę jak osobista historia Jessiki buduje się kawałek po kawałku, zaczynają się pojawiać połączenia z "dniem dzisiejszym". Już pod sam koniec książki Seeck musiał podjąć bardzo odważną decyzję, która prawdopodobnie nie zadowoli wszystkich czytelników. W przeciwieństwie do innych książek tego gatunku tutaj nie trzeba czekać na końcowe podsumowanie i wyjaśnienia w stylu Poirota. Niektórzy mogą nawet uznać, że moment kulminacyjny nastąpił nieco za wcześnie, jednak autor ,zaledwie kilkoma zręcznymi pociągnięciami pędzla, namalował tyle wskazówek, że nawet niedoświadczony czytelnik połączy wszystkie końce samodzielnie.  Pod koniec książki spektrum emocji było bardzo rozległe. 

Fabuła wiernego czytelnika jest nieskończenie atrakcyjna. To jedna z lepszych powieści kryminalnych jakie kiedykolwiek czytałam i na dodatek ciesząca się międzynarodowym uznaniem. Brawo. Seeck wykonał świetną robotę! "Wierny czytelnik" to doskonały pakiet rozrywkowy o brutalnych morderstwach z polowaniami na czarownice w tle. Całość została wykonana w świetnym stylu. Książka nie jest zbyt surowa ani niepokojąca a emocje zostały dostarczone w odpowiednich proporcjach. Tak wciągnęłam się w lekturę, że nawet pizza musiała wrócić do piekarnika, bo zanim sięgnęłam pierwszy kawałek to już zdążył wystygnąć. A jeść przecież kocham. To jedna z tych książek podczas czytania których, czytelnik traci poczucie miejsca i czasu. Zdecydowanie polecam. 

Tytuł : "Wierny czytelnik"

Autor : Max Seeck

Wydawnictwo : Sonia Draga

Liczba stron : 440

Tytuł oryginału : Uskollinen Lukija 

Data wydania : 24 marca 2021 

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 
 
 


 

 

 

 


"W jednej chwili" Suzanne Redfearn

"W jednej chwili" Suzanne Redfearn

 W jednej chwili życie zmienia się na zawsze. Szesnastoletnia Finn umiera w tragicznym wypadku samochodowym. Jednak jej dusza nie wędruje od razu do nieba (czy piekła) lecz czuwa, obserwując, jak ci, których kocha, walczą o przetrwanie. Brzmi interesująco? Bo takie jest. Więc weź chusteczki, znajdz wygodne miejsce do czytania (gdzie nikt nie będzie Ci przeszkadzał przez kilka godzin) i daj się porwać lekturze. "W jednej chwili " to absorbująca, emocjonalna, wciągająca, poruszająca i prowokująca do myślenia lektura. Więc zrób dla mnie jeszcze jedno : nie przestawaj czytać, dotrwaj do końca i koniecznie przeczytaj notkę od autorki, gdyż ma ona bardzo emocjonalny charakter y i opowiada o jej własnej dziecięcej historii przetrwania. 

To miała być wspaniała weekendowa wyprawa na narty z rodziną i przyjaciółmi. Los jednak zrządził inaczej.W okamgnieniu kończy się życie szesnastoletniej Finn, gdy ich samochód wypada z ośnieżonej drogi i stacza się po zboczu góry. Zawieszona między światami dziewczyna patrzy bezsilnie, jak jej najbliżsi walczą o przetrwanie.Nie potrafiąc opuścić bliskich, Finn wciąż czuwa. Tymczasem po wypadku jej rodzina i przyjaciele zmagają się z rozpaczą i wyrzutami sumienia. Ojciec szuka zemsty na jedynej osobie, którą może obwiniać – poza sobą. Najlepsza przyjaciółka Finn, Mo, odważnie docieka prawdy, kiedy historia ich wypadku zostaje cynicznie przekłamana. Siostra, Chloe, jest gotowa dołączyć do Finn, a matka, która uratowała ich wszystkich, nie może wybaczyć sobie pewnych decyzji. Finn musi odejść, ale jak ma zostawić rodzinę w rozsypce? 


Wiem, że się powtarzam ale muszę to powiedzieć jeszcze raz : "W jednej chwili" to jedna z najbardziej rozdzierających serce, najbardziej emocjonalnych i prowokujących do myślenia książek roku! Kiedy doszłam do połowy: położyłam powieść na kolanach  i zaczęłam płakać: płakałam za zmarłych, płakałam, za tych uwięzionych między życiem a śmiercią, tych którzy stracili zdrowie psychiczne po tragicznym wypadku . Płakałam za postaciami, które cierpiały lecz musiały iść dalej i karać się samobiczowaniem! Ta książka jest czymś tak intensywnym, surowym i realistycznym, że zmiażdży twoją duszę  z nieprawdopodobną siłą.

Poznaj Finn Miller, słodką szesnastoletnią dziewczynę, która ma trójkę rodzeństwa i każde z nich jest jej totalnym przeciwieństwem. Chloe jest zakręcona, artystyczna, nieprzewidywalna, Aubrey to domatorka, która za trzy miesiące wychodzi za mąż. No i jest jeszcze  Oz, trzynastolatek o psychotycznych skłonnościach, którego trzeba mieć pod stałą obserwacją i kontrolą.  Zdecydowanie nie jest to model tradycyjnej, kochającej się rodziny. Pomimo wysiłku jaki Finn włożyła w to, by nawiązać emocjonalną więź ze swoją matką, nic z tego nie wyszło. Jedyną osobą z którą dogaduje się perfekcjonistka Ann to Aubrey i nic nie jest w stanie tego zmienić. Na całe szczęście Finn pozostaje jeszcze ojciec, Jack , główny opiekun Oza. Pewnego dnia wszyscy nasi bohaterowie , plus szersze grono ich znajomych (najbliżsi przyjaciele i sąsiedzi) wybierają się na wycieczkę w góry. Szkoda, że nie posłuchali przestróg mamy Mo (przyjaciółki Finn), która miała przeczucie, że podczas wyjazdu stanie się coś złego. Niestety , okazało się, że kobieca intuicja w tym przypadku zadziałała. Podczas jazdy, przed samochód wyskakuje jeleń. Kierowca traci panowanie nad pojazdem i..... i od tego momentu całkowicie zmienia się nasza perspektywa. Od teraz naszym bohaterem jest Finn, jednak pod postacią duszy, która z góry obserwuje rozgrywające się na ziemi wydarzenia. Czytając tę książkę miałam wrażenie, jak bym ponownie oglądała serial "Lost". Oczywiście tutejsza "obsada" jest o wiele mniejsza, a miejsce akcji to nie bezludna wyspa, jednak i tam i tu mowa jest o przetrwaniu. Jak widać różni ludzie inaczej reagują na tragedie i nieprzewidziane wydarzenia : Ann wychodzi po pomoc w towarzystwie Kyle'a, pozostawiając za sobą swoją zmarłą córkę i ciężko rannego męża oraz syna Oza. Chloe podąża za Vance'em, który nie chce zostać uwięziony w samochodzie i pozostawiony na śmierć. Tej nocy dzieje się coś naprawdę wstrząsającego  ludzie dokonują wyborów, aby ratować swoich bliskich i nie wahają się narażać innych na  niebezpieczeństwo. 


Finn jest niespokojną duszą, a większość członków jej rodziny i jej najlepsza przyjaciółka nie mają zamiaru pozwolić jej odejść. Musi zobaczyć, jak jej bliscy rozpadają się na kawałki, ranią się czystym żalem, tracą zdrowie psychiczne, wykazują różne psychiczne i fizyczne reakcje, by poradzić sobie z bólem. Czy poradzą sobie z konsekwencjami swoich wyborów? Czy nauczą się godzić ze sobą czy nadal będą oskarżać swoich bliskich? Dopóki nie odnajdą wewnętrznego szczęścia i spokoju, dusza Finn nie będzie mogła odejść. "W jednej chwili" to  szczera historia, która wstrząśnie tobą do głębi, a historie tych postaci pozostaną z tobą na zawsze. Epickie zakończenie doprowadziło mnie do płaczu, ale także rozgrzało moje serce tak wielką nadzieją.
To naprawdę solidna, emocjonalna (kolejny raz to powiem ), dobrze opowiedziana historia, która bada chaotyczną dynamikę rodziny i przyjaciół oraz różne sposoby, w jaki ludzie radzą sobie (lub nie radzą) z osobistą tragedią.  Finn jest absolutnie zachwycającą postacią, a jej zdolność do swobodnego podróżowania między różnymi postaciami i wglądu w ich psychikę pozwala czytelnikowi zobaczyć rzeczy z jej punktu widzenia i poczuć poprzez nią emocje, co naprawdę mi się podobało. Mo jest również wspaniałą postacią, którą uwielbiam. Jedynym minusem tej powieści było  to, że ciężko jest patrzeć, jak ludzie cierpią, a ta książka to DUŻO cierpienia na różne sposoby.


Właśnie dziś dołączyłam do listy osób które w ciągu jednego dnia usiadły i przeczytały tę książkę.Podsumowując było to skłaniające do myślenia spojrzenie na to, co strata wyrządza jednostce i rodzinie. Wybory i poświęcenia, które ludzie podejmują, aby przetrwać. Przelane łzy i smutek po tragedii. Dla mnie był to wyciskacz łez. Nie chciałam odkładać tej książki, ponieważ chciałam wiedzieć co będzie dalej, jak poradzą sobie nasi bohaterowie. "W jednej chwili" to rozmyślania nad naturą człowieka - co będzie w stanie zrobić by przeżyć. Polecam

 

Tytuł : "W jednej chwili"

Autor : Suzanne Redfearn

Wydawnictwo : Rebis

Data wydania : 09 luty 2021

Liczba stron : 376

Tytuł oryginału : In An Instant 

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 



Kings of the Wyld

 
 


A dostępna jest w salonach lub sklepie internetowym sieci :  
https://www.empik.com/zbyt-blisko-daniels-natalie,p1227335289,ksiazka-p
 

 

 

"Kiedy Katie poznaje Cassidy" Camille Perri

"Kiedy Katie poznaje Cassidy" Camille Perri

 Książek o homoseksualistach, biseksualistach, LGBT, queer na polskim (i zagranicznym) rynku wydawniczym jest naprawdę niewiele. Temat ten dopiero wkracza na salony literackie i robi to z niejaką nieśmiałością. Byłem więc mile zaskoczona, gdy natrafiłam na tę  historię, która opowiada o kobiecie, która odkryła, że ​​musi się dowiedzieć kilku rzeczy o miłości. Ta książka jest jak popcorn! To rodzaj ciepłej komedii romantycznej, której nie możesz przestać czytać pomimo poparzenia słonecznego, którego się nabawiłeś leżąc na leżaku.  "Kiedy Katie poznaje Cassidy "przypomina mi film  "Całując Jessicę Stein" . Jessica Stein jest niezamężną, atrakcyjną bussineswoman z odpowiednią, ustaloną pozycją społeczną. Oprócz tego jest także członkiem pewnej żydowskiej rodziny z tradycjami, mieszkającej w Nowym Jorku. Jessica nawiązuje bliską znajomość z inną bussineswoman, a ich wspólne spotkania prowadzą w końcu do romansu..."Kiedy Katie poznaje Cassidy" jest nowoczesną wersją znanej komedii. To idealna książka na zbliżające się letnie dni. Tylko uważajcie- nie zapomnijcie kremu z filtrem .


Dlaczego tak mało kobiet decyduje się odkryć, czego tak naprawdę pragną i dostać to, czego potrzebują?Katie Daniels jest perfekcjonistką, zaręczoną z uroczym kuratorem sztuki. Ma pieniądze, karierę i miłość. Można powiedzieć, że jej życie to sen, a o przeszłości, dzieciństwie w Kentucky już dawno zapomniała.Było zbyt dobrze i ktoś, można powiedzieć wyciągnął dywanik spod jej stop, a ona upadła twardo na tyłek – jej narzeczony ją porzucił. Pod wpływem chwili decyduje się pójść na drinka z Cassidy Price – pewną siebie, wyzwoloną seksualnie kobietą, którą poznaje w pracy. Ta znajomość postawi pod znakiem zapytania wszystko co Katie wiedziała o seksie i miłości. 


Katie, blond prawniczka z korporacji, pasjonująca się eleganckim obuwiem Dior, została właśnie rzucona przez swojego chłopaka.Przepełnione rozpaczą i tęsknotą  dni spędza na dąsaniu się przy grillu  w swoim zrujnowanym mieszkaniu na Manhattanie .(sama pochodzi z południa Stanów) Cassidy, to jej zupełne przeciwieństwo. Muszę przyznać, że autorka odwaliła kawał świetnej roboty tworząc jej postać. Kobieta uwielbia fryzury za 300 dolarów, dobrze skrojone męskie garnitury i rodzinę, czyli stałych bywalców lesbijskiego baru „Cheers”, gdzie spędza większość nocy na trollowaniu i poszukiwaniu nowych romantycznych podbojów. Kiedy obie kobiety się spotykają dochodzi do cudownie niezręcznej gry w kotka i myszkę. 

"Kiedy Katie poznaje Cassidy" jest książką, którą można przeczytać na jednym posiedzeniu. Styl Camille Perri jest iście krawiecki : ostry, zręczny i dzięki minimalizmowi wysokiego kalibru, uzupełnionemu odrobiną kaprysu i charyzmy, wydaje się niezwykle żywy.   Perri tworzy w naszych głowach obrazy , które stoją w sprzeczności do niewielkiej liczby użytych słów. Pomimo tego, że dostajemy bardzo mało informacji i szczegółów to i tak jesteśmy w stanie zwizualizować sobie to co dzieje się w książce.  Bardzo szybko poczułam więź z Cassidy i jej ferajną. Zapewne nie znajdzie się nikt, kto ich nie pokocha . Rzekome wdzięki Katie, poza wyglądem lalki Barbie, były nieco trudniejsze do sprzedania, ale w końcu i ją udało mi się polubić. Zdecydowanie największym atutem tej książki jest fakt , że jest niezwykle zabawna. Nie znajdziecie tutaj nic głębokiego, jednak możecie się natknąć na wskazówki dotyczące podróży ku znalezienia własnej tożsamości. Właśnie ze względu na nie uważam, że jest to książka dla młodszych czytelników, tych którzy "jeszcze szukają" , jeszcze nie do końca wiedzą kim są.  Jest to jedna z tych komedii romantycznych, które nie obrażają inteligencji czytelników, a trafić na takie jest naprawdę ciężko. Część z was pewnie sięgnie po tę pozycję spodziewając się erotycznych lesbijskich scen czy queerowej miłości, niestety tutaj będziecie zawiedzeni. "Kiedy Katie poznaje Cassidy" to książka o ludzkich metamorfozach, odkrywaniu własnej tożsamości. Uwielbiałam obserwować przemianę jaka dokonywała się w Cassidy. Kobieta ze strony na stronę stawała się bardziej stabilną wersją siebie. Bała się utraty przyjaciół, ale ostatecznie była gotowa się z nimi rozstać jeśli okazałoby się to konieczne, nawet jeśli będzie bolało. Podobało mi się w niej to, jak bardzo troszczyła się o otaczających ją ludzi, pomimo swojej reputacji twardej dziewczyny, której na nikim nie zależy. 

Istnieją dwa sposoby pisania na tematy "niszowe". Można to robić w sposób, który angażuje osoby z zewnątrz, uważając na żargon i skróty lub w sposób, który zrozumiały będzie jedynie dla wtajemniczonych w tę tematykę. Perri wybrała opcję numer dwa. Ostatnio miałam sporo kontaktów ze społecznością lgbt, i tylko dzięki temu miałam żadnych problemów ze zrozumieniem wszystkich zwrotów, szczególnie rozmów przy alkoholu prowadzonych w barze. Jednak faktem jest, że autorka  nie zawraca sobie głowy wyjaśnieniami ani niezbyt jej zależy na zaangażowaniu w lekturę innych grup społecznych.

Miałam okazję przeczytać (w oryginale) pierwszą książkę Camille Perri , "Asistants" i bardzo mi się spodobała. Jednak niniejsza powieść jest o niebo lepsza. To słodka i nieoczekiwana historia miłosna, która nie stroni od kryzysu tożsamości, którego doświadcza Katie, kiedy zakochuje się w Cassidy. Pierwsze słowo, które przyszło mi do głowy po skończeniu tej powieści, brzmiało „zachwycająca”. Nie jestem w stanie zliczyć ile razy wprost pękałam ze śmiechu, o samych uśmiechach nawet nie wspomnę. Podobało mi się przekomarzanie głównych bohaterek,  mogłam łatwo wizualizować ludzi i miejsca dzięki zastosowaniu przez Camille opisów, które nie odwracały uwagi od narracji, a zamiast tego ją wzmacniały. Zdecydowanie polecam. 

 

Tytuł : "Kiedy Katie poznaje Cassidy"

Autor : Camille Perri

Wydawnictwo : Kobiece

Data wydania : 01 marca 2021

Liczba stron : 240

  

 

Tę oraz wiele innych książek dla kobiet znajdziecie na półce księgarni internetowej :
https://www.taniaksiazka.pl/
 

 

 

"Zachowaj to dla siebie" Monika Dworak

"Zachowaj to dla siebie" Monika Dworak

 
Fenomen potężnych więzi, które łączą bliźniaki jednojajowe, od dawna frapuje neurologów i psychologów na całym świecie. Odpowiedź na pytanie o przyczynę istnienia tak silnych związków sprawia ciągle dużo kłopotów. Dr. Frank Spinth z uniwersytetu w Saarland, przeprowadził ciekawy eksperyment. Otóż w ciągu dziesięciu lat prac badał on zachowanie mózgu bliźniaków w czasie, gdy sztucznie wprowadzano ich w stan zadowolenia lub troski. I w tym wypadku pobudzenie rejonów mózgu odpowiedzialnych za emocje miało takie samo natężenie. Przy okazji (badając grupy kontrolne) profesor doszedł do wniosku, że poziom szczęścia, jaki odczuwają bliźniaki jednojajowe, jest nieco wyższy niż u jedynaków lub „zwykłego” rodzeństwa.  Jak konkluduje w swoich pracach zespół Spintha, jeśli poziom szczęścia jest wyższy, to zapewne i poziom smutku oraz bólu musi być wyższy, szczególnie kiedy jednemu z bliźniaków przydarza się coś przykrego, złego czy wręcz tragicznego. No dobrze, ale dlaczego o tym piszę ? Ponieważ to właśnie rodzeństwo bliźniacze jest głównym bohaterem niniejszej powieści i zdaje się, że autorka , Monika Dworak, również zapoznała się z różnego rodzaju badaniami na temat bliźnią, bo w miarę rzeczywiście przedstawiła łączącą rodzeństwo wieźć. 

Trzydziestoletnia Ewa Dębska jest singielką, zaangażowaną w prowadzenie odnoszącego sukcesy studia projektowania wnętrz. Swój wolny czas spędza głównie w towarzystwie rodziny brata bliźniaka, Adama. Rodzeństwo łączy nie tylko szczególna więź, ale także coś, o czym oboje chcieliby zapomnieć. Odkąd Adam otrzymuje maila od nieznanego nadawcy, jego uporządkowane życie wywraca się do góry nogami. Z obawy przed konsekwencjami szuka wyjaśnień na własną rękę. Krok po kroku udaje mu się odsłonić skrywaną od lat tajemnicę, lecz za swój sukces płaci straszliwą cenę. Do tego wplątuje siostrę w skrywaną od lat spiralę kłamstw. 


Monika Dworak stworzyła powieść, która zaczyna się strzałem z Wielkiej Berty. Z początku wszystko wygląda sielankowo. Małżeństwo, wykorzystując resztkę urlopu, wybiera się z dziećmi na plażę. Tata postanawia zabrać pociechy nad wodę, gdzie bawi się reszta  młodych. W pewnym momencie jego córka traci oddech. Dziewczynka zaczyna się dusić. Mężczyzna bierze dziecko by szybko zawieźć ją do szpitala, jednak nigdzie nie dostrzega jej brata bliźniaka. Jego wzrok pada na wzburzone morze i już wie, że stracił syna...Muszę przyznać, że taki początek bardzo mną wstrząsnął , rzadko kiedy mam do czynienia z aż tak mocnym początkiem książki. Zresztą mało kiedy autorzy decydują się uśmiercić swoich bohaterów (do tego dzieci) już na pierwszych stronach. Nie wiem czy to wynika z samej wrażliwości twórców, czy też z tego że czytelnicy niezbyt lubią jak nieletni występują w roli ofiary. Ważne jest to, że Dworak udało się mnie zaskoczyć.Jednak po tym wstrząsającym otwarciu zrobiło się już spokojniej, nawet można by powiedzieć, że za spokojnie. W kolejnych rozdziałach przenosimy się w przeszłość. Nasi bohaterowie mają ponad trzydzieści lat i są spełnionymi zawodowo , szczęśliwymi ludźmi. Ewa ma swoje własne biuro architektoniczne, Adam pracuje w jednej z dużych firm, gdzie udaje mu się szybko awansować, pod okiem groźnego i antypatycznego szefa. Ewa jest zagorzałą singielką, Adam ma żonę oraz małą córeczkę. Podsumowując : oboje wiodą takie życie, jakie sobie wybrali. Do czasu. Pewnego dnia Adam otrzymuje maila, w którego załączniku znajduje się tajemnicze zdjęcie. Od tego momentu mężczyzna nie może przestać o tym myśleć. Odsuwa się od żony i siostry , pod pretekstem wyjazdu służbowego wybiera się do Koszalina by wyjaśnić sprawę fotografii. Kiedy już już , wszystko zaczyna wskakiwać na właściwe miejsce, zdarza się wypadek, który pokrzyżuje wszystkie plany. 

"Zachowaj to dla siebie" choć z początku myślałam, że to kryminał , jest tak naprawdę książką obyczajową z dość mocnym wątkiem dawnej historii rodzinnej. W skrócie mamy tutaj tajemnicę sprzed lat i głównego bohatera, który stara się ją odkryć. Z pomocą przychodzą mu obcy oraz znani ludzie i szybko okazuje się, że prawda nigdy nie umiera. Nie wiem czy to dlatego, że jestem doświadczonym czytelnikiem, czy też dlatego że autorka słabo zakamuflowała swój sekret, praktycznie od samego początku wiedziałam jakie będzie zakończenie tej książki. Oczywiście nie znałam wszystkich szczegółów jednak kontekst był dla mnie oczywisty. Troszkę mnie to rozczarowało, bo w końcu kto lubi czytać książki znając ich zakończenie? A tutaj po prostu nie dało się wymyślić innego końca,  gdyż cokolwiek by wymyśliła autorka byłoby tak samo wiarygodne jak lądowanie kosmitów. Niemniej jednak dość przyjemnie się tę książkę czytało.Monika Dworak to młoda pisarka a "Zachowaj to dla siebie" jest jej pierwszą książką i już samo to, że znalazła wydawcę jest ogromnym sukcesem, gdyż w praktyce oznacza, że ktoś (lub cały zespół) znający się na literaturze uznał, że powieść ta ma potencjał. I ten ktoś zna się na rzeczy zdecydowanie lepiej niż ja. Dlatego też moja krytyka jest czysto subiektywna i możecie się z nią nie zgodzić. Chciałabym jednak wspomnieć o stylu autorki. Dla mnie najważniejszą częścią książki są dialogi, to właśnie one sprawiają, że przerzucam strony nawiązując więź z bohaterami. Tutaj dialogi okazały się piętą achillesową autorki. Są za długie, przerysowane, niewiarygodne. Dorośli ludzie tak ze sobą nie rozmawiają. Są po prostu sztuczne i zdecydowanie odstają od ciekawych opisów . 

Myślę, że warto przeczytać debiut pani Dworak. To ciekawa książka obyczajowa w której tajemnica z przeszłości może zmienić przyszłość naszych bohaterów. To książka o miłości pomiędzy bliźniętami i tajemniczej więzi która ich łączy. Duża część tej powieści toczy się w szpitalu, gdzie jeden z naszych głównym bohaterów, wybudziwszy się z komy, cierpi na amnezję. Nie pamięta swojej rodziny, tego kim był ani gdzie pracował . Muszę przyznać, że autorka w ciekawy i profesjonalny sposób podeszła do tego zagadnienia a powrót do zdrowia odbywał się w snach, co było bardzo interesujące i nieco magiczne. Jeśli szukacie lektury na kilka wieczorów, czegoś lekkiego i niezobowiązującego to zdecydowanie polecam. Choć powieść pani Dworak nie jest najwyższych lotów tak warto poświęcić na nią trochę czasu. Można bowiem trafić gorzej. Polecam. 


Tytuł : "Zachowaj to dla siebie" 

Autor : Monika Dworak

Wydawnictwo : Kobiece 

Data wydania : 10 marca 2021

Liczba stron : 416

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 
 
 
 

 

 

 


"Rywale" Vi Keeland

"Rywale" Vi Keeland

 Weston Lockwood i Sophia Sterling to potomkowie zamożnych potentatów hotelowych (jeśli kojarzycie Paris Hilton to będziecie wiedzieli o co mi chodzi).  Chociaż uczęszczali do tych samych szkół i poruszali się w tych samych kręgach społecznych, ich rodziny zawsze znajdowały się w stanie wojny z powodu  trwającego pół wieku sporu. Wszystko zaczęło się, gdy ich dziadkowie zakochali się w tej samej kobiecie. Byli najlepszymi przyjaciółmi i partnerami biznesowymi, którzy żyli urazą , która przenoszona była z pokolenia na pokolenie. Pogardzanie sobą stało się tradycją, w której wychowywano nowych spadkobierców. Nienawiść była  oczywista. "Rywale" to typowa książka z gatunku od nienawiści do miłości, a znane nazwisko autora gwarantuje znakomitą rozrywkę. Ale....

Nasi dziadkowie rozpoczęli tę wojnę, gdy z najlepszych przyjaciół stali się największymi rywalami biznesowymi w historii. A wszystko za sprawą kobiety, ich partnerki w interesach, którą obaj kochali, lecz żaden nie zdobył jej serca. Nasi ojcowie kontynuowali tę rodzinną tradycję. A potem zrobiliśmy to ja i Weston. Pewnie trwałoby to nadal, gdyby dawna ukochana naszych dziadków nie umarła i nie zostawiła im w spadku jednego z najcenniejszych hoteli świata.I tak oto jesteśmy tu razem. Zamknięci. Dwoje zaciekłych rywali. Ogień i woda. Próbujemy posprzątać bałagan, który odziedziczyliśmy po przodkach, i się przy tym nie pozabijać. Mamy tę wojnę w genach. Jest tylko jeden problem – im bardziej ze sobą walczymy, tym mocniej pragniemy siebie nawzajem.  


Jak napisałam we wstępie do mojej recenzji, choć książka została napisana przez utalentowanego autora, choć jest pełna skrajnych emocji, dowcipu i sexu...tak czegoś jej brakuje (albo jest czegoś nadto). Spróbujmy się zastanowić co takiego sprawiło, że nie do końca dałam się porwać. Po pierwsze cała ta rodzinna, wroga rywalizacja pomiędzy dwoma rodami, nie do końca mnie przekonała. Rzekoma nienawiść Sophii do Westona już od początku wydawała mi się przesadzona, niezasłużona, niepotrzebnie antagonistyczna i nierealna. Sophia traktowała Westona jak dupka (Moim zdaniem istnieje cienka granica między zarozumiałością a byciem dupkiem) a jeśli dobrze się nad tym zastanowić, to sama nie była bez grzechu. Oprócz jednego kłamstwa, na temat miejsca spotkania, Weston nie zrobił tak naprawdę nic by zranić lub dokuczyć naszej bohaterce. W większości robił sobie z niej jaja i przekomarzał się, jak to ludzie mają w zwyczaju. Szczególnie młodzi. Choć bardzo się starałam to nie udało mi się rozbudzić w sobie sympatii do Sophii , za to bardzo podobała mi się głębia charakteru Westona. To ostatnie sprawiło, że kobieca postać wydawała się raczej płaska. Kolejną rzeczą jest brak "napicia". Szczególnie tego erotycznego. Nasi bohaterowie należą do tych agresywnych, którzy nie boją się sięgnąć po radykalne środki by dzięki nim osiągnąć swój cel. Swoją fabułę autorka zbudowała na dość prostym schemacie : przekomarzanie się-walka-sex.  Oczywiście wszyscy wiedzą, że tak zwany "sex na zgodę" jest czymś cudownym i potrzebnym, jednak sięgając po książki erotyczne, oczekuję czegoś więcej.  Zdecydowanie potrzebowałam więcej emocji i rzeczywistych rozmów lub czegoś, co by sprawiło, że poczuję sympatię i przywiązanie do bohaterów. Autorka mogła wprowadzić do fabuły   retrospekcje , historie z przeszłości , coś co by sprawiło, że Sophia, Weston oraz członkowie ich rodzin staliby się bardziej wiarygodni. Nie potrafię tego dokładnie wyjaśnić, ale ta książka zdecydowanie potrzebowała czegoś innego, a nie tylko walki, a potem ciągłego seksu. 

Jednak "Rywale" to nie tylko erotyka i romans biurowy...to również w pewnym sensie dramat rodzinny. Choć niektórzy czytelnicy uważają, że to właśnie Weston jest naszą książkową czarną owca (angielskie słowo manwhore...jest dla mnie nieprzetłumaczalne) tak ja znalazłam tutaj kogoś jeszcze gorszego. Ty, kimś jest ojciec Sophii, który jest prawdziwym dupkiem. W mojej rodzinie wszyscy się kochają i wspierają, moi rodzice nigdy we mnie nie wątpili i zawsze służyli wsparciem, radą czy pomocą finansową. Sophia nie  miała tyle szczęścia. Jej mama zmarła kiedy była małą dziewczynką,a jej ojciec nie wierzy w nią i próbuje kopać dołki, byle tylko w nie wpadła. Uważa, że młoda dziewczyna nie nadaje się do prowadzenia hotelu , bo jest to zdecydowanie męskie zajęcie. Jego szowinistyczny sposób myślenia bardzo mnie irytował. A jeszcze bardziej denerwowało mnie to, jak bardzo Sophia starała się mu przypodobać i udowodnić swoją wartość. Czasami miałam nią ochotę potrząsnąć i powiedzieć żeby się ogarnęła. W końcu wychowana została w hotelarskiej rodzinie, skończyła studia i powinna zacząć wierzyć w siebie. Z takim doświadczenie i wiedzą prowadzenie hotelu powinno być dla niej bułeczką z masłem. 

Sophia i Weston ciągle ze sobą walczyli, lecz każda kłótnia powodowała ich metamorfozę. Dwójka naszych bohaterów to osoby, które zostały w przeszłości zranione i dopiero uczą się kochać i ufać. Każda sprzeczka i walka, każdy gorący sex przybliża ich do siebie. Metodą prób i błędów, uczą się  kochać , chociaż po drodze popełniają pewne błędy. Po prostu cudownie było zobaczyć słodkie chwile, które spędzali razem. Weston i Sophia to magia, która sprawia, że ​​uwielbiamy takie książki. Kolejny raz  Vi Keeland zaserwowała nam cudowny, gorący romans. Czytelnicy znajdą tutaj wszystko to co lubią najbardziej : rodzinną historia i waśnie, które doprowadziły do ​​tego, że Weston i Sophia stali się wrogami; romans w biurze, gdy walczyli ze sobą o dokończenie wyceny hotelu i przelicytowanie drugiego; ukrytą głębię zarówno w pochodzeniu Sophii, jak i Westona oraz gorący sex.  Mnóstwo gorącego seksu, który był absurdalnie zabawny i zmysłowy.Polecam.

 

Tytuł : "Rywale"

Autor : Vi Keeland 

Wydawnictwo : Kobiece

Data wydania : 23 marca 2021

Liczba stron : 384

Tytuł oryginału : The Rivals 

 

 




Tę oraz wiele innych książek dla kobiet znajdziecie na półce księgarni internetowej :
https://www.taniaksiazka.pl/
 

 

 


"Odeszło zostało" Jennifer Croft

"Odeszło zostało" Jennifer Croft

 Nie wiem czy wiecie ale Jennifer Croft zaczęła tę książkę jako fikcję i pisała ją po hiszpańsku, a następnie przepisała już jako pamiętnik w języku angielskim.I, jak sama przyznaje, żadna z tych wersji nie jest tłumaczeniem. "Odeszł zostało" to wyśmienita mała książka, wypełniona kolorowymi fotografiami, głównie migawkami, które Croft i jej matka robiły przez lata. Nagłówek na początku książki to cytat z  Henriego Cartier-Bressona: „My, fotografowie, zajmujemy się rzeczami, które nieustannie zanikają, a kiedy znikną, nie ma na ziemi żadnego urządzenia, które mogłoby sprawić, że powrócą”.

Przejmująca osobista historia opowiedziana słowem i obrazemSiostry Amy i Zoe dorastają w szczęśliwej rodzinie w Oklahomie. Są zdolne, inteligentne, otwarte na nowe wyzwania i… nierozłączne.Kiedy młodsza, Zoe, zaczyna chorować, uczą się i bawią w domu, dużo czytają i poznają nowe języki – Amy rosyjski, Zoe ukraiński. Amy fotografuje.Dziecięcy świat zderza się z dramatyczną diagnozą nowotworową Zoe. I wtedy siostry oddalają się od siebie. Amy dorasta zbyt szybko. Przeżywa tragedię pierwszej miłości i wyjeżdża z rodzinnego domu, żeby uczyć się w college’u. Nie opuszcza jej traumatyczne poczucie odpowiedzialności za siostrę. Próbując unieść to wszystko, decyduje się na radykalny krok....Jak poradzi sobie z tym w dalszym życiu? 


"Odeszło zostało" gatunkowo identyfikowana jest jako „pamiętnik”, ale książka napisana została w trzeciej osobie i opowiada o losach Amy, oraz jej młodszej siostry Zoe. Muszę przyznać, że pierwszy raz zdarzyło mi się trafić na książkę na poły autobiograficzną, której autor nie posługuje się swoim prawdziwym imieniem. Pewnie dlatego na początku traktowałam tę książkę jak fikcję literacką i musiałam sobie przypominać, że tak naprawdę opowiada o prowdziwych ludziach.  Pierwszy (nienumerowany) rozdział zatytułowany jest: „Ich mama przygotowuje ich na wszystkie możliwe katastrofy, które mogą się kiedykolwiek wydarzyć”. Znajdujemy się w kuchni. Dziewczynki jedzą płatki Cheerios ich mama na głos czyta nagłówki z gazet. Na pierwszy rzut oka widzimy spokojny, wręcz sielankowy obrazek, jednak jako doświadczeni czytelnicy czujemy, że gdzieś za rogiem czai się katastrofa. Właśnie takie jest pisarstwo Croft, nic tutaj nie jest jednoznaczne, nie jest takie jakim powinno być. Autorka tworzy swoje powieści wielowymiarowymi i podatnymi na interpretację. Zdecydowanie nie jest to lektura, którą wpuści się jednym, a wypuści drugim uchem. 

Pisząc recenzje rzadko skupiam się na autorkach książek, jednak w przypadku powieści pseudo biograficznych jest to konieczne. Postać Croft zainteresowała mnie dlatego iż w Polsce zrobiło się o niej głośno za sprawą tłumaczenia powieści Olgi Tokarczyk na język angielski. Serio, nawet to, że zdobyła nagrodę Bookera, nie odbiło się aż takim echem. Croft dorastała w Tulsie, w stanie Oklahoma, gdzie rozpoczęła studia na University of Tulsa w wieku  15 lat. Po uzyskaniu tytułu licencjata , w 2001 r., rozpoczęła naukę języka polskiego na University of Iowa, gdzie uzyskała tytuł magistra z tłumaczenia literackiego. Przez dwa lata mieszkała w Polsce na stypendium Fulbrighta. W jednym z wywiadów powiedziała: „język polski zawsze był dla mnie j akademickim i zawodowym narzędziem,dlatego staram się wracać do Krakowa czy Warszawy przynajmniej raz w roku, aby się nie stępiło”. Hiszpańskiego nauczyła się w Buenos Aires. Tłumaczy również z języka ukraińskiego, którego nauczyła się od korepetytora, uczącego ją i jej siostrę (czyli Amy i Zoe) w domu, w Tulsie . Choć nigdzie nie jest to wyraźnie napisane to zakładam że niniejsza powieść choć opowiadana w trzeciej osobie , jest pamiętnikiem. Wydarzenia, które miały miejsce w życiu Jennifer, przytrafiły się również Amy  : obie wstąpiły  do UofT mając zaledwie 15 lat , zdobyły„największą na świecie nagrodę tłumaczeniową w Londynie” 1 czerwca 2018 r. oraz wiele innych rzeczy.  Pozwala mi to wierzyć , że Jennifer jako dziecko również pojechała do Camp Waluhili (kooedukacyjny obóz młodzieżowy w Stanach), który jej siostra miała guz mózgu oraz że "flirtowała" z alkoholem, od momentu kiedy mogła go legalnie  kupić. Wszystko to oczywiście niewiele mówi o książce, która w krótkich rozdziałach - niektóre mieszczą się w zaledwie jednym paragrafie- opowiada o dzieciństwie sióstr w Oklahomie. Poznamy tutaj ich rosyjskiego korepetytora, w którym obie dziewczyny były zakochane i który w niewytłumaczalny sposób popełnił samobójstwo (chociaż na pewnym poziomie samobójstwo jest zawsze niewytłumaczalne). Autorka opowiada o guzie  mózgu Zoe, z którego nigdy się całkowicie nie wyleczyła oraz o paranoi ich matki oraz jej strachu przed nadciągającą katastrofą. Dużo miejsca jest również poświęcone miłości Amy do języka. 

Geniusz tej książki polega na tym, jak autorka podchodzi do ciężkich tematów (tajemnice rodzinne, choroby psychiczne, tragedie) poprzez naprawdę innowacyjny i zachwycający format winiet przeplatanych wspaniałymi, pełnokolorowymi zdjęciami. Croft nakłada wtedy punkt widzenia bohaterki (za pomocą krótkich historii  opisujących wydarzenia ) na swój własny  (poprzez zdjęcia i komentarze do nich, gdy pisze książkę) tworząc szeroką perspektywę. Tekst i zdjęcia  obejmują się  swoimi metaforycznymi  ramionami w wielkim uścisku. Croft  pozostawia czytelnikowi dużo miejsca (i zaufania) na wypełnienie luk między postaciami , a także na przeanalizowanie własnych doświadczeń na temat tego, w jaki sposób zbliżamy się do innych ludzi. Robiąc to powieść wzbudza w nas współczucie, cierpliwość i akceptację. Dla kogoś, kto poświęcił ogromną ilość czasu i energii na przeprogramowanie starych wzorców z rodziną, na odbudowę relacji, na tłumaczenie i łączenie doświadczeń, "Odeszło zostało" sprawiło, że ​​czuję się o wiele mniej samotna.  Autorka przypomniała jak ważna jest ciężka praca i refleksja, jaką w nią wkładamy. 

 Pamiętnikowy styl Croft momentami wydaje się  zbyt łatwy,  tłumaczenia są przeplatane przez narrację w prosty sposób, który z perspektywy czasu jest zdegradowany do ekonomicznych  winiet. Miłość do języka, którą zaszczepia w opowieści i dobór słów, jej zdolność do nasycania ich cielesnymi wrażeniami przypomina mi to, co powiedziała Audre Lorde, że poezja jest najbardziej wywrotowym zastosowaniem języka, ponieważ próbuje dokonać zmiany  w ludziach. Poetyka codzienna, którą Croft zastosowała w  "Odeszło zostało", jest na tyle subtelna, że z pewnością zainspiruje przyszłych filologów, a przynajmniej niedzielnych lingwistów.  Zdecydowanie polecam. 

 

Tytuł : "Odeszło zostało"

Autor : Jennifer Croft

Wydawnictwo : Literackie

Data wydania : 24 marca 2021

Tytuł oryginały : Homesick  

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :  





 

 

 

Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger