środa, 29 kwietnia 2015

Sieroce pociagi - Christina Baker-Kline

Autor : Christina Baker-Kline
Tytul : Sieroce pociagi
Wydawnictwo : Czarna Owca
Rok wydania : 2014






Pociag do nikad







Prawda wyzierajaca z kart powiesci jest wstrzasajaca. W latach 1854-1929, dzieki fundacji Childrens Aid ponad 200.000 bezdomych, osieroconych dzieci zostalo wyslanych w glab amerykanskiego interioru. Zapakowani do pociagu, wyruszali w swiat w poszukiwaniu rodzin adopcyjnych. Cel

zbozny, jednak rzeczywistosc okazywala sie tragiczna. Ludzie przychodzacy na perony, by obejrzec wystawione na pokaz publiczny dzieci, czesto zamiast potomka poszukiwali taniej sily roboczej. W takich rodzinach dzieci traktowane byly gorzej niz sluzba. Zagonieni do najgorszej pracy, molestowani,bez dostepu do edukacji, bici i ponizani, nie mieli szans na odmiane swojego losu. Czesto jedynym wyjsciem byla ucieczka.  Wynikiem takiego stanu rzeczy byl brak odpowiedniej kontroli nad tym co sie dzieje w rodzinach adopcyjnych. Dzieci byly tak rozsiane po swiecie, ze takowa kontrola byla fizycznie niemozliwa. Doprowadzilo to do zaniedban i tragedii, ktorej ofiara stawaly sie niczego nieswiadome dzieci. 

"Sieroce pociagi" to malo znany fakt z historii Ameryki. Uwielbiam, kiedy autor poprzez swoje ksiazki zacheca mnie do zglebienia tematu. Tak wlasnie bylo w przypadku ksiazki Christiny Baker-Kline. Po skonczeniu lektury dlugie godziny spedzilam na wertowaniu google archives w poszukiwaniu dokumentow zwiazanych z sierocymi pociagami, poszukiwalam reportazy, pamietnikow, wszystkiego co mogloby mi przyblizyc ten temat. 


Jest rok 2011. Molly Adams skazana zostaje na 50 godzin prac spolecznych za probe kradziezy ksiazki. Szczesliwym zbiegiem okolicznosci trafia na poddasze 91 letniej Vivian, gdzie przez nastepne dni bedzie porzadkowac pudla ze starymi rzeczami. Obie kobiety zaczyna laczyc cos na ksztal przyjazni. Z braku innych bliskich jej osob Molly prosi Vivian o pomoc w szkolnym projekcie, ktorego tematem sa "przenoski- co bysmy zabrali ze soba w podroz zycia". W ten oto sposob mloda kobieta poznaje tragiczna historie staruszki - jednej z wielu pasazerek sierocych pociagow. 
Vivian i jej rodzina przyplyneli do Ameryki z Irlandii. W pozarze , ktorych wybuchl w wynajetym mieszkaniu rodzice Vivian stracili zycie i skazana zostala na dom opieki pod patronatem fundacji Children's Aid. Jako pasazerka sierocego pociagu, dotarla do Minnesoty gdzie, po dwoch nieudanych probach adopcji, w koncu znalazla dom. 

Historia 17-letniej Molly, pol Indianki z plemienia Penobscot, rozpoczyna sie w 2011 roku. Po smierci ojca, jej matka wpadla w narkotykowy ciag i Molly znalazla sie na koncowym miejscu na liscie jej zainteresowan. Odrzucona przez wlasna matke jak i swiat zewnetrzny , wyrobila sobie nowa tozsamosc, samodzielnej, rozwydrzonej Gotki, do ktorej inni ludzie nie maja dostepu. Traktuje ich z rezerwa , pilnie strzezac dostepu do wlasnej osobowosci. Podobnie jak Vivian tak i Molly , wedruje z jednej rodziny adopcyjnej do drugiej i nigdzie nie moze zagrzac miejsca na stale. Molly odkrywa, ze razem z Vivian maja wiele wspolnego co daje podwaliny pod rozwijajaca sie przyjazc. Obie musza opowiedziec swoje historie, zrzucic z barkow ciezar, kwestia jest tylko dobrania odpowiedniej publiki. 

Nazwa "Towarzysto Pomocy dla dzieci" jest dla mnie niezwykle mylaca. Nigdzie nie podano statystyk jaka rzeczywista liczba podopiecznych znalazla dobra kochajaca rodzine. Intencje byly dobre jednak dzieci mogly wiecej stracic nic zyskac w tym przedsiewzieciu. Przyszli potencjalni rodzice zachowywali sie czesto jak wlasciciele plantacji na targu niewolnikow. Zagladli sierotom w oczy, usta, sprawdzali stan uzebienia i konczyn. Bardziej brzmi to jak kontrola bydla. 

Autorka bardzo sprawnie przeplata historie obu kobiet. Jezyk powiesci nie jest nadmiernie emocjonalny, co pozostawia nam pole do wyrobienia wlasnych uczuc, ktore momentami wyciskaja nam lzy z oczu. Czytajac, czasem mialam wrazenie, ze jezyk powiesci jest zbyt zdystansowany, zbyt zimny jak na temat o ktorym opowiada. Jak bysmy czytali o suchych faktach bez zadnego ladunku emocjonalnego. Co oczywiscie nie zmienia faktu , ze ksiazka na dlugo pozostanie w mojej pamieci, bo obraz ktory wykreowala jest gorszy niz niejeden obejrzany przeze mnie horror. 

Ksiazka jest swoistym studium nad osobowoscia dzieci z patologicznych rodzin, bezdomych sierot dla ktorych adopcja byla jedyna szansa na lepsza przyszlosc. Obraz jaki wylania sie z kart powiesci jest niezwykle niepokojacy. Osierocone dzieci sa bezbronne, trudno z nimi nawiazac kontakt , sa bojazliwe i latwo zamykaja sie w skorupie , jak zolw -chowaja wszystkie wrazliwe czesci zostawiajac tylko twardy pancerz przez ktory niezwykle trudno sie przebic. Sa wycofane i czesto konfliktowe, maja silne poczucie braku przynaleznosci , wszedzie doszukuja sie swojej winy. Dorastaja szybciej niz ich rowniesnicy. Do takich dzieci trzeba miec wiecej cierpliwosci dlatego proces adopcyjny powienien byc bardziej przemyslany a rodziny adopcyjne wybierane z wieksza starannoscia, by zapobiec nieszczesciu jakim jest ponowne opuszczenie. Tak bylo kiedys i jest dzis, niewiele sie w tej materii zmienilo. A my nadal nie potrafimy wyciagnac z tego daleko idacych wnioskow.

Genialnym zabiegiem bylo zamieszczenie krotkiej notki faktograficzno- biograficznej na tylach powiesci. Zdjecia Nowego Jorku z lat 30, fragmety pamietnikow, opis dzialalnosci Children's Aid w zepelnosci dopelnia te piekna powiesc. 

Z pewnoscia zdajecie sobie sprawe , ze to wlasnie starsze osoby maja do opowiedzenia najpiekniejsze historie. Dlatego czasami warto przystanac i posluchac, napewno nie bedziecie zawiedzeni. 
Moja ocena to 8/10 punktow. Z pewnosci ksiazke moge polecic kazdemu czytelnikowi, nawet tym najbardziej wymagajacym. Trzeba naprawde nie miec serca by nie uronic lezki nad losami Molly i Vivian.