"Ruchome piaski" Malin Persson Giolito

     Tytuł : "Ruchome piaski"
     Autor : Malin Persson Giolito
     Wydawnictwo : Czarna Owca
     Data wydania : 2 sierpnia 2017
     Liczba stron : 456
     Tytuł oryginału : Storst Av Allt





 Obrazy


Jak byście się czuli jeśli mając 18 lat znaleźlibyście się na sali sądowej gdzie wzrok wszystkich skierowany jest na was a spojrzenia wprost "krzyczą" - winna? Jak byście się czuli jeśli, oprócz załamanych rodziców, nie pozostał by wam nikt gdyż wszyscy wasi bliscy leżą w kostnicy zastrzeleni przez zamachowca? A tym zamachowcem jest nie kto inny jak osoba z lustra? 
Jak tylko przeczytałam notkę wydawniczą wiedziałam, że koniecznie muszę przeczytać tę książkę. Masowe morderstwo, nastolatkowie, thriller psychologiczny, właśnie przez to że te słowa tworzą kontrast wiedziałam, że w moje ręce wpadło coś nowego, innego. Choć to fikcja literacka powieść jest tak rzeczywista jak byśmy czytali historię z pierwszych stron gazet. I nie chodzi tu o pytanie czy bohaterka jest "winna". Sięgając po "Ruchome piaski" czytelnik zadaje sobie inne : czemu musimy żyć w czasach takich tragedii?

Maja Norberg, osiemnastolatka, uczennica, dziewczyna z dobrej, zamożnej rodziny. Trafiła do więzienia wprost ze szkolnej auli gdzie policjanci znaleźli ją z karabinem w rękach otoczoną ciałami martwych przyjaciół. Po dziewięciu miesiącach spędzonych w areszcie śledczym Maja nareszcie może zacząć mówić i w gronie krajowej sławy adwokatów zamierza opowiedzieć swoją historię. Czy jest winna? Czy z zimną krwią zastrzeliła swojego chłopaka i najbliższą przyjaciółkę? Czy był to wypadek? Czy też może okoliczności sprawią, że zamiast morderczyni świat zobaczy w niej ofiarę?

Prawda, że brzmi interesująco? Tyle pytań i tylko jedna odpowiedź. To właśnie w książkach lubię
najbardziej, kiedy temat jest tak otwarty, autor daje nam tyle możliwości, że przewidzenie zakończenia jest praktycznie niewykonalne. Tym razem książka troszkę się różni od podobnych tytułów gatunku. Od samego początku wiemy, że nasza główna bohaterka jest winna. Tak, zastrzeliła swoich przyjaciół, jednak nie wiemy nic o okolicznościach masakry. Nie wiemy czy była szalona, czy zmusiły ją do tego okoliczności czy może działała w samoobronie. Razem z Mają siedzimy na ławie oskarżonych czekając na naszą kolej by wreszcie móc przemówić i odkryć przed światem prawdę. 
Zwróciłam uwagę na jedną rzecz. Już na pierwszej stronie książki znajduje się następujące zdanie :
"Wszyscy zostali zastrzeleni, z wyjątkiem mnie", potem średnio co kilkadziesiąt stron autorka powtarza, że Maja jest jedynym naocznym świadkiem tragedii. Aż tu nieoczekiwanie...bum. Zmartwychwstanie? Zombie? Przeoczenie? Choć uważam tę powieść za bardzo interesującą, należącą do gatunku tych od których wprost nie można się oderwać, to uważam że twist akcji był jednym z najsłabiej przygotowanych z jakimi się do tej pory zetknęłam. A dlaczego? Gdyż w świecie gdzie rządzą prawa fizyki, a jedyne zmartwychwstanie zdarzyło się kilka tysięcy lat temu,  był po prostu nieprawdopodobny. Mało tego. Wprowadzenie ponownie postaci, która zginęła na pierwszej stronie było zupełnie niepotrzebne gdyż i tak nie miało większego wpływu na zakończenie powieści. Myślicie pewnie, że teraz spojleruję. A ja uważam, że dodatkowo zachęcam. Teraz przez cały czas będziecie się zastanawiać kto przeżył. Czy jest szansa, że to chłopak ofiary? A może jej najbliższa przyjaciółka? Nielubiany przez nikogo dealer? A może nauczyciel? Ale to już musicie odkryć sami.

Maję poznajemy w więziennej celi, a dokładniej w jej głowie gdyż to właśnie myśli naszej głównej bohaterki są naszymi stałymi towarzyszami. Jednych może denerwować to, że autorka poświęciła przeważającą część książki na opisywaniu przemyśleń osadzonej w więzieniu dziewczyny. Może odrzucać fakt, że czekająca na wyrok, oskarżona o wielokrotne morderstwo kobieta jest w stanie analizować to jak ubrany jest jej adwokat albo jak bardzo niemodny kolor szminki ma strażniczka więzienna. Ja z kolei uważam, że informacje te były niezwykle pożyteczne by w pełni poznać naszą bohaterkę. Zamknięta przez dziewięć miesięcy w pomieszczeniu mniejszym niż pięć metrów kwadratowych, bez dostępu do mediów i towarzystwa, Maja miała wiele czasu na myślenie nie tylko o tym co zrobiła. Widziała wszystko to co ją otacza, gdyż jedynym co jej pozostało to zmysł obserwacji. Nie możemy zapominać, że mamy tutaj do czynienia z nastolatką, w której nadal buzuje burza hormonalna. Z istotą która jest ciekawa świata a jedyną możliwością jego poznania są doznania empiryczne. W tym wieku wprost nie można się zamknąć w sobie, gdyż wszystkie bodźce ze świata zewnętrznego oddziałują na naszą psychikę. Maja nie umarła, Maja nie czeka na krzesło elektryczne, Maja ma przed sobą najwyżej kilkanaście lat więzienia więc dlaczego ma pogrążyć się w czarnej rozpaczy jeśli zna wszystkie odpowiedzi i tylko czeka by się nimi podzielić? Może to wina systemu sądowniczego? Że zmusił skazaną na tak długie czekanie choć dowody zebrane zostały w kilkanaście godzin? Dowody wskazujące na jej winę? Czy dziewięć miesięcy to nie jest wystarczający czas na to by wszystko dokładnie przemyśleć i mieć jeszcze czas na analizę otoczenia? 
Powiem szczerze. Nie jest to książka dla ludzi których cechuje brak cierpliwości. Przez pierwszych kilkadziesiąt stron poznajemy Maję i jej bezpośrednie otoczenie : więzienną celę, strażników, spacerniak, adwokatów i rodzinę. Dopiero stopniowo dziewczyna zaczyna przed nami odkrywać historię, którą ma do opowiedzenia. Ja byłam cierpliwa i się nie zawiodłam. Życie Mai, choć z pozoru była zwykłą, niczym się nie wyróżniającą nastolatką, może być tematem powieści. Ci którzy chcieliby skrócić tę książkę do rozmiarów noweli zrobiliby krzywdę naszej bohaterce. 

Literatura skandynawska co raz to odkrywa przede mną nowe tajemnice. Do tej pory czytałam głównie kryminały w których warstwa obyczajowa jak na gatunek przystało była okrojona do minimum. Tym razem dostałam coś więcej. W książce poruszony jest ważny temat jakim są imigranci. Nie mówię teraz o azylantach, którzy w ostatnich kilku latach napłynęli do Europy z krajów ogarniętych wojną. Mówię o ludziach, którzy przyjechali do krajów skandynawskich kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt lat wcześniej. Ta powieść otworzyła mi oczy na fakt, że nie wszystko wygląda kolorowo. Szwecja- kraj słynący z tolerancji i demokracji- ma problemy. Problemy z asymilacją przybyszów, problemy z miejscami pracy, kryzysem finansowym państwa. Tolerancja już nie jest faktem, jest czymś na pokaz. Czyżby to państwo, znane ze swojej opiekuńczości, miało już dość? I choć gazety boją się o tym pisać, to jednak autorzy dają temu wyraz w swoich książkach? Czy może jest to cichy apel do reszty świata o zmianę światowej polityki, i zamiast zamiatania problemu emigracji pod dywan, prośba o reformy i zmiany? 

"Ruchome piaski" to znakomity thriller psychologiczny. Nie kryminał, nie sensacja tylko prawdziwy majstersztyk gatunkowy. Z jednej strony wiemy wszystko, jednak każda zdjęta warstwa farby odkrywa nowy obraz. Nie musimy tutaj lubić naszej głównej bohaterki, nie musimy szanować jej rodziny czy decyzji przyjaciół, ważna jest sama historia która pociąga i fascynuje. A najpiękniejsze jest to, że ta historia to coś nowego...i niestety prawdopodobnego. Polecam.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu:






Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger