"Gdzie śpiewają raki" Delia Owens

O książce "Gdzie śpiewają raki" dowiedziałam się od mojej koleżanki, która zachwalała ją jako najlepszą powieść obyczajową ostatnich lat. Zanim sama miałam możliwość zapoznania się z tą powieścią, przeszła oma przez ręce mojego taty, czytelnika dość wybrednego, który powieść, tak zwaną "kobiecą" (do tego worka można wepchnąć naprawdę wszystko), omija szerokim łukiem. Delii Owens udało się jednak przebić przez jego mury obronne i ... dotrzeć do samego serca. Kiedy spytałam się o jego wrażenia z lektury powiedział mi, że ostatnio tak płakał oglądając króla lwa. Co prawda w przypadku mojego ojca oznacza to ni mniej ni więcej niż urojenie jednej łezki, jednak wierzcie mi to i tak bardzo dużo, gdyż mój rodziciel to typ prawdziwego, twardego drwala. Tak zmotywowana kiedy wreszcie miałam możliwość sięgnięcia po tę powieść, usiadłam wygodnie w fotelu i zatopiłam się w lekturze. Teraz, kiedy książka trafiła już na półkę ja nadal tkwię w baśniowym, mrocznym świecie autorki. 

Pogłoski o Dziewczynie z Bagien latami krążyły po Barkley Cove, sennym miasteczku u wybrzeży Karoliny Północnej. Dlatego pod koniec 1969 roku, gdy na mokradłach znaleziono ciało przystojnego Chase’a Andrewsa, miejscowi zwrócili się przeciwko Kyi Clark, zwanej Dziewczyną z Bagien.Lecz Kya nie jest taka, jak o niej szepczą. Wrażliwa i inteligentna, zdołała sama przetrwać wiele lat na bagnach, które nazywa domem, choć jej ciało tęskniło za dotykiem i miłością. Przyjaźni szukała u mew, a wiedzę czerpała z natury. Kiedy dzikie piękno dziewczyny intryguje dwóch młodych mężczyzn z miasteczka, Kya otwiera się na nowe doznania — i dzieją się rzeczy niewyobrażalne.

Dawno, dawno temu, jeszcze za dzieciaka, moja starsza o kilka lat kuzynka, zwykła mnie zabierać do lasu na organizowane przez jej paczkę ogniska. Żeby dostać się na miejsce zbiórki, trzeba było "przejść" przez bagna, które znajdowały się w środku puszczy Knyszyńskiej. Do dziś pamiętam jak strasznie się bałam, przeskakiwałam z kępki na kępkę, sprawdzałam wodę patykiem, dokładnie odmierzałam kroki, zresztą nie ma się czemu dziwić , w końcu całe swoje życie spędziłam w wielkim mieście z naturą mając do czynienia co najwyżej w parku albo na balkonie, więc wyjazdy do rodziny na wsi były dla mnie niczym egzotyczna wycieczka. W przypadku naszej głównej bohaterki Kyi było zupełnie odwrotnie. Dziewczyna urodziła się i wychowała na bagnach. Znała dokładnie każdy ich zakątek, wiedziała jak się poruszać by nie stała jej się krzywda. Od małego wiedziała jak sterować łódką, które skorupiaki i inne stworzenia nadają się do jedzenia oraz z jakich roślin można zrobić lekarstwa. Choć mokradła Karoliny Północnej były domeną wyrzutków społecznych, złoczyńców i różnego rodzaju bandytów, panna Clark były inna, ambitna, zdesperowana, inteligentna i niezwykle odważna.  Mając 6 lat opuściła ją matka. Dziewczyna stała na progu i patrzyła się na oddalające się plecy rodzicielki. Niedługo później odszedł jej starszy brat, potem ojciec aż w końcu została sama w rozwalającej się chacie bez żadnych środków do życia. Miała 10 lat kiedy sprzedała swoje pierwsze małże i zarobiła pieniądze. Choć do szkoły poszła tylko raz to śmiało można powiedzieć, że dzięki wrodzonej inteligencji okazała się mądrzejsza od większości swoich rówieśników. Kya Clark była spartanką, wzbudzała we mnie szacunek i podziw a jednocześnie sprawiała, że w moich oczach wzbierały łzy. Z pewnością nie będzie przesadą jak powiem, że ta "Dziewczyna z bagien" była jedną z najsmutniejszych, najbardziej samotnych i okrutnie potraktowanych przez los postaci literackich, jaką miałam okazję poznać. Opuścili ją wszyscy rodzina, system opieki społecznej a nawet chłopcy, którym oddała swoje serce...i nie tylko. Wyobraźcie sobie małą dzikuskę, której nikt nie pokazał jak wyglądają dobre interakcje społeczne, która działa i reaguje instynktownie. Dla człowieka, który mieszka sam w oddaleniu od innych, świat jest czarno biały a decyzje podejmowane są impulsywnie. Podobnie jest z miłością. Kya się zakochała...i to nie raz, jednak nie wiedziała że to uczucie ma niejedno oblicze. Niestety, podobnie jak rodzina, i mężczyźni okazali się nietrwali w uczuciach lecz czy znacie kogoś kto chciałby związać się na stałe z dziewczyną z bagien?

Akcja powieści toczy się dwutorowa. Na początku cofamy się do roku 1952 kiedy to poznajemy młodą Kyę. W kolejnych rozdziałach poznajemy ją coraz lepiej aż w końcu stajemy się jej jedynymi towarzyszami. Obserwujemy jak z małej dziewczynki nasza bohaterka przekształca się w piękną i mądrą kobietę, jednocześnie dziką i subtelną, niewykształconą i niezwykle inteligentną, odważna lecz strasznie naiwną. Poznajemy również jej nielicznych przyjaciół, którzy w książce mają znaczenie symboliczne. Są to sprzedawca Skoczek oraz jego żona Mabel, czarnoskórzy mieszkańcy Karoliny Północnej, którzy również traktowani są jak obywatele gorszego sortu. I to właśnie oni jako jedni z nielicznych, wyciągają rękę do białej dziewczyny, którą odrzucili jej właśni pobratymcy. Kolejna postacią jest Tate, młody chłopak, któremu udało się skraść moje serce, pomimo błędów które popełnił. 
Kolejna linia fabularna toczy się kilkanaście lat później w 1969 roku. Na bagnach, niedaleko wieży ciśnień, znalezione zostaje ciało lokalnego rozrabiaki, przystojnego Chasa Andrewsa. Wszystkie dowody wskazują na to, że mordercą jest właśnie Kya. Te rozdziały, w których przeprowadzane było śledztwo były nieco słabsze, dialogi pozostawiały sporo do życzenia, a postaci które przewijały się w toku dochodzenia nie miały wyraźnych profilów psychologicznych. Zdecydowanie nie jest to kryminał, który usatysfakcjonował by fanów tego gatunku. Moim zdaniem wątek morderstwa wprowadzony był na zasadzie zróżnicowania powieści, dodania jej pikanterii. I jako taki, zdecydowanie zdał egzamin. Podobały mi się fragmenty z sali sądowej, które wzruszyły mnie do łez. 

Ciekawostką jest, że "Gdzie śpiewają raki" swoją niesłabnącą popularność zawdzięcza aktorce Reese Witherspoon, która wybrała ten tytuł do swojego klubu książkowego w 2018 roku. To właśnie dzięki temu oraz dobrym recenzjom czytelników książka poszybowała w stratosferę sprzedaży. Delia Owens nie jest debiutantką, jednak jej poprzednie powieści, które pisała wraz ze swoim mężem i których akcja rozgrywa się w Afryce, nie są w Polsce znane. Jednak uważny czytelnik zauważy, że nasza autorka ma doświadczenie, wypracowany i doszlifowany styl oraz niezaprzeczalny talent, szczególnie do opisów. Jak doskonale wiecie detale i długie opisy to nie jest moja bajka, jednak w tym przypadku owszem przewracałam oczami i otwierałam usta jednak nie ze znużenia lecz z zachwytu. Nigdy nie byłam na mokradłach Ameryki Północnej. Zawsze chciałam zwiedzić Everglades czy poczuć zapach słonych bagien Karoliny Północnej. Autorka mi to umożliwiła. Dzięki szczegółowym, wiernym i niezwykle barwnym opisom potrafiłam odczuć atmosferę tamtych miejsc, ich wilgoć, zaduch i skwar. Oczami naszej bohaterki obserwowałam faunę i florę, jej rękami ją szkicowałam a ustami poznawałam organoleptycznie. Było to cudowne przeżycie. 

Jeśli to co napisałam do tej pory jeszcze was nie przekonało do kupienia tej książki to może zrobią to słowa jednego z amerykańskich księgarzy, który w wywiadzie dla znanego portalu literackiego powiedział , że ma klienta która co jakiś czas wraca i kupuje kolejne egzemplarze, które rozdaje w prezencie. Obdarował tak już ponad 60 osób i każda była zachwycona. Więc kochani nie bójcie się tylko kupcie książkę, wasi bliscy też zasługują na odrobinę radości. Polecam.  

Tytuł : "Gdzie śpiewają raki"
Autor : Delia Owens
Wydawnictwo : Świat Książki
Liczba stron : 416
                                             Tytuł oryginału : Where the Crawdads Sing 


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuje księgarni internetowej :

 

 

 

3 komentarze:

Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger