Brak tytułu

Tytul : Najdroższa
Autor : Wanda Zolcinska
Wydawnictwo : Proszynski i Ska
Rok wydania : 2015




Spowiedz Golluma



Zupelnie nie wiem skad tak dobre noty, mnie osobiscie ksiazka nie zachwycila, powiem wiecej momentami mialam wrazenie, ze czytam pamietnik uposledzonego umyslowo Golluma, tylko ze w zenskim

wydaniu. Po przeczytaniu pierwszych kilkunastu stron bylam przekonana, ze "Najdrozsza" to pamietnik kobiety cierpiacej na powazna chorobe umyslowa, jakiez bylo moje zaskoczenie kiedy dowiedzialam sie, ze z glowna bohaterka jest wszystko w porzadku. Jezyk powiesci jest tak irytujacy, tak sztuczny jakby ksiazke pisal symulator glosu - Iwona. Dlatego nie dajcie zwiesc sie pieknej okladce, ta pozycja was przytloczy i rozczaruje. 




Dobrnawszy do ostatniej strony w koncu dowiedzialam sie jak nazywa sie bohaterka. Jako ze wredna ze mnie osoba, nie zdradze wam tej tajemnicy, i bede nazywac ja Ona. Jednak halo, juz jedna Ona jest w tej powiesci - jeszcze chwilke a zrobi nam sie galimatias. Ale do rzeczy. Ona mieszka z Ona czyli swoja matka, starsza kobieta chorujaca na  Alzheimera - oczywiscie nazwa choroby , podobnie jak miliony innych detali nie jest nigdzie przytoczona, i pozostaje nam sie jej domyslic. Z Nia ( w wersji starszej ) z dnia na dzien jest coraz gorzej, wymaga coraz wiecej opieki . Dobra corka, by zrzucic z siebie ciezar odpowiedzialnosci wynajmuje opiekunke, ktora ja wyreczy. Zwolniona z obowiazkow ma czas na wlasne zycie , ktore jest zamkniete w swoistego rodzaju czworokacie - dwoch Panow i praca. 
O pracy dowiadujemy sie niewiele - korporacja jakich wiele, praca od 8 do 17 ( czasem trzeba zostac po godzinach). Ze strzepkow informacji mozemy sie dowiedziec, ze chodzi o jakas forme doradztwa branzowego - jak unowoczesnic firme by przynosila jeszcze wieksze zyski, gdzie uciac koszty , co zmodernizowac. 
O Panach wiemy znacznie wiecej. August jest doradca finansowym ( tego tez trzeba sie bylo domyslic), facetem ktory skrywa mroczna tajemnice, facetem po przejsciach, ktory swoja dobracia chce odkupic winy. Ale wiadomo dobrzy faceci sa nudni jak flaki z olejem, dlatego nasza bohaterka ma na boku drugiego kochanka - Macieja. Maciej jest lekarzem , w szpitalu gdzie leczona jest Ona ( starsza ). Ma zone dziecko , drugie dziecko w drodze i Ona - kochanke. Maciej nie chce sie angazowac, nie chce zostawiac dzieci - jednak w malzenstwie czuje sie niespelniony. Stad ten skok w bok. 

Gdzies przeczytalam, ze "Najdrozasza" to ksiazka o poszukiwaniu milosci. Moim zdaniem milosci jest w niej jak na lekarstwo. A tlumaczenia, ze bohaterka nie trafila na tego jedynego do mnie nie trafiaja. Powiedzmy sobie szczerze, Ona ( mlodsza ) jest typem nimfomanki, ktora sama nie wie czego chce. Sztuke flirtu i manipulacji ma opanowana do perfekcji , jest nieczula, nie zwraca uwage na innych , po trupach dazy do celu. Czy Ci mezczyzni byli miloscia jej zycia? Czy kiedykolwiek zastanawiala sie czy ich kocha? Czy tylko zapatrzona w siebie, wiecznie chwalaca swoj wyglad, szukala potwierdzenia swojej atrakcyjnosci? Kazdy z tych Panow mial inny powod by sie za nia uganiac- ale napewno nie byla to milosc. 
Trudno tez doszukac sie uczuc i milosci w stosunkach miedzy Ona starsza i Ona mlodsza. Matka jest ciezarem , ktorego trudno jest sie pozbyc, dlatego wszelka odpowiedzialnosc trzeba przerzucic na innych. Czytajac mamy przeczucie, ze matka odpowiada za jakas tragedie , ktora zdarzyla sie w przeszlosci , jednak wytlumaczenie tego jest tak trywialne i tak niepasujace do calej ksiazki, ze pozal sie boze. 

Mialam niedawno okazje przeczytac fascynujaca ksiazkie Emmy Healey " Ani sladu Elizabeth" . Z niej dowiedzialam sie jak straszne moze byc mieszkanie pod jednym dachem z osoba dotknieta Alzheimerem. Po " Najdrozszej" opieka ta wydaje sie bulka z maslem. Mialam wrazenie , ze autorka niezbyt dokladnie zglebila temat Alzheimera i potraktowala go troszke po macoszemu. Choroba ograniczyla sie do braku wspomnien i ograniczaniu kotaktu z otoczeniem. A gdzie codzienne zmagania z toaleta, gdzie chowanie kurczakow pod poduszke? Wydzwanianie do obcych ludzi? Zlosc, agresja? Tutaj potencjal ksiazki nie zostal wykorzystany.

Rowniez zakonczenie jest rozczarowujace. A moze po prostu ja go nie zrozumialam? Nic nie zostalo rozwiazane, nieby dostalismy pole do przemyslen, tylko myslec za bardzo nie ma nad czym. Ksiazka jest tak gleboka jak kaluza po ulewie.

Podsumowujac. Powiesc doczytalam do konca, jednak w wiekszej mierze byla to dla mnie podroz przez meke. Spowiedz , niedojrzalej, nieprzystosowanej do zycia kobiety, ktora w moim mniemamiu cierpiala na swoiste rozdwojenie jazni. Musialam sie wiecej domyslac niz zostalo mi powiedziane. Do kazdej informacji musialam sie dokopywac niczym gornik do zloza srebra. Czytalam o rozpuszczonej, uzaleznionej od seksu dziewczynie, ktora sama nie wie co chce. Jak mozemy przeczytac na okladce jest to ksiazka o nowoczesnych mlodych kobietach. I mam nadzieje, ze byl to tylko zabieg marketingowy, bo jesli mlode kobiety sa faktycznie takie jak bohaterka "Najdrozszej" to ja sie wypisuje i zmieniam plec. 

Moja ocena to 4/10. Moje gwiazdki daje na wyrost i licze , ze po tym nie udanym debiucie doczekamy sie powiesci z prawdziwego zdarzenia, bo pisarka ma talent tylko nie udalo jej sie wykorzystac drzemiacego w niej potencjalu. I oczywiscie plus za okladke - to wlasnie ona sklonila mnie do siegniecia po te ksiazke. 

Sieroce pociagi - Christina Baker-Kline

Sieroce pociagi - Christina Baker-Kline

Autor : Christina Baker-Kline
Tytul : Sieroce pociagi
Wydawnictwo : Czarna Owca
Rok wydania : 2014






Pociag do nikad







Prawda wyzierajaca z kart powiesci jest wstrzasajaca. W latach 1854-1929, dzieki fundacji Childrens Aid ponad 200.000 bezdomych, osieroconych dzieci zostalo wyslanych w glab amerykanskiego interioru. Zapakowani do pociagu, wyruszali w swiat w poszukiwaniu rodzin adopcyjnych. Cel

zbozny, jednak rzeczywistosc okazywala sie tragiczna. Ludzie przychodzacy na perony, by obejrzec wystawione na pokaz publiczny dzieci, czesto zamiast potomka poszukiwali taniej sily roboczej. W takich rodzinach dzieci traktowane byly gorzej niz sluzba. Zagonieni do najgorszej pracy, molestowani,bez dostepu do edukacji, bici i ponizani, nie mieli szans na odmiane swojego losu. Czesto jedynym wyjsciem byla ucieczka.  Wynikiem takiego stanu rzeczy byl brak odpowiedniej kontroli nad tym co sie dzieje w rodzinach adopcyjnych. Dzieci byly tak rozsiane po swiecie, ze takowa kontrola byla fizycznie niemozliwa. Doprowadzilo to do zaniedban i tragedii, ktorej ofiara stawaly sie niczego nieswiadome dzieci. 

"Sieroce pociagi" to malo znany fakt z historii Ameryki. Uwielbiam, kiedy autor poprzez swoje ksiazki zacheca mnie do zglebienia tematu. Tak wlasnie bylo w przypadku ksiazki Christiny Baker-Kline. Po skonczeniu lektury dlugie godziny spedzilam na wertowaniu google archives w poszukiwaniu dokumentow zwiazanych z sierocymi pociagami, poszukiwalam reportazy, pamietnikow, wszystkiego co mogloby mi przyblizyc ten temat. 


Jest rok 2011. Molly Adams skazana zostaje na 50 godzin prac spolecznych za probe kradziezy ksiazki. Szczesliwym zbiegiem okolicznosci trafia na poddasze 91 letniej Vivian, gdzie przez nastepne dni bedzie porzadkowac pudla ze starymi rzeczami. Obie kobiety zaczyna laczyc cos na ksztal przyjazni. Z braku innych bliskich jej osob Molly prosi Vivian o pomoc w szkolnym projekcie, ktorego tematem sa "przenoski- co bysmy zabrali ze soba w podroz zycia". W ten oto sposob mloda kobieta poznaje tragiczna historie staruszki - jednej z wielu pasazerek sierocych pociagow. 
Vivian i jej rodzina przyplyneli do Ameryki z Irlandii. W pozarze , ktorych wybuchl w wynajetym mieszkaniu rodzice Vivian stracili zycie i skazana zostala na dom opieki pod patronatem fundacji Children's Aid. Jako pasazerka sierocego pociagu, dotarla do Minnesoty gdzie, po dwoch nieudanych probach adopcji, w koncu znalazla dom. 

Historia 17-letniej Molly, pol Indianki z plemienia Penobscot, rozpoczyna sie w 2011 roku. Po smierci ojca, jej matka wpadla w narkotykowy ciag i Molly znalazla sie na koncowym miejscu na liscie jej zainteresowan. Odrzucona przez wlasna matke jak i swiat zewnetrzny , wyrobila sobie nowa tozsamosc, samodzielnej, rozwydrzonej Gotki, do ktorej inni ludzie nie maja dostepu. Traktuje ich z rezerwa , pilnie strzezac dostepu do wlasnej osobowosci. Podobnie jak Vivian tak i Molly , wedruje z jednej rodziny adopcyjnej do drugiej i nigdzie nie moze zagrzac miejsca na stale. Molly odkrywa, ze razem z Vivian maja wiele wspolnego co daje podwaliny pod rozwijajaca sie przyjazc. Obie musza opowiedziec swoje historie, zrzucic z barkow ciezar, kwestia jest tylko dobrania odpowiedniej publiki. 

Nazwa "Towarzysto Pomocy dla dzieci" jest dla mnie niezwykle mylaca. Nigdzie nie podano statystyk jaka rzeczywista liczba podopiecznych znalazla dobra kochajaca rodzine. Intencje byly dobre jednak dzieci mogly wiecej stracic nic zyskac w tym przedsiewzieciu. Przyszli potencjalni rodzice zachowywali sie czesto jak wlasciciele plantacji na targu niewolnikow. Zagladli sierotom w oczy, usta, sprawdzali stan uzebienia i konczyn. Bardziej brzmi to jak kontrola bydla. 

Autorka bardzo sprawnie przeplata historie obu kobiet. Jezyk powiesci nie jest nadmiernie emocjonalny, co pozostawia nam pole do wyrobienia wlasnych uczuc, ktore momentami wyciskaja nam lzy z oczu. Czytajac, czasem mialam wrazenie, ze jezyk powiesci jest zbyt zdystansowany, zbyt zimny jak na temat o ktorym opowiada. Jak bysmy czytali o suchych faktach bez zadnego ladunku emocjonalnego. Co oczywiscie nie zmienia faktu , ze ksiazka na dlugo pozostanie w mojej pamieci, bo obraz ktory wykreowala jest gorszy niz niejeden obejrzany przeze mnie horror. 

Ksiazka jest swoistym studium nad osobowoscia dzieci z patologicznych rodzin, bezdomych sierot dla ktorych adopcja byla jedyna szansa na lepsza przyszlosc. Obraz jaki wylania sie z kart powiesci jest niezwykle niepokojacy. Osierocone dzieci sa bezbronne, trudno z nimi nawiazac kontakt , sa bojazliwe i latwo zamykaja sie w skorupie , jak zolw -chowaja wszystkie wrazliwe czesci zostawiajac tylko twardy pancerz przez ktory niezwykle trudno sie przebic. Sa wycofane i czesto konfliktowe, maja silne poczucie braku przynaleznosci , wszedzie doszukuja sie swojej winy. Dorastaja szybciej niz ich rowniesnicy. Do takich dzieci trzeba miec wiecej cierpliwosci dlatego proces adopcyjny powienien byc bardziej przemyslany a rodziny adopcyjne wybierane z wieksza starannoscia, by zapobiec nieszczesciu jakim jest ponowne opuszczenie. Tak bylo kiedys i jest dzis, niewiele sie w tej materii zmienilo. A my nadal nie potrafimy wyciagnac z tego daleko idacych wnioskow.

Genialnym zabiegiem bylo zamieszczenie krotkiej notki faktograficzno- biograficznej na tylach powiesci. Zdjecia Nowego Jorku z lat 30, fragmety pamietnikow, opis dzialalnosci Children's Aid w zepelnosci dopelnia te piekna powiesc. 

Z pewnoscia zdajecie sobie sprawe , ze to wlasnie starsze osoby maja do opowiedzenia najpiekniejsze historie. Dlatego czasami warto przystanac i posluchac, napewno nie bedziecie zawiedzeni. 
Moja ocena to 8/10 punktow. Z pewnosci ksiazke moge polecic kazdemu czytelnikowi, nawet tym najbardziej wymagajacym. Trzeba naprawde nie miec serca by nie uronic lezki nad losami Molly i Vivian. 


Brak tytułu


Tytul : Butik na Astor Place
Autor : Stephanie Lehmann
Wydawnictwo : Muza
Rok wydania : 2015




Feminizm w wydaniu vintage 




Zapytani z czym kojarza nam sie Stany Zjednoczone wiekszosc z nas odpowie: z wolnoscia, demokracja, prawami czlowieka. Dzielni amerykanscy zolnierze rozsypani po swiecie bronia praw czlowieka do wolnosci i godnego zycia. To jest teraz . A sto lat temu? Wspaniala Ameryka byla

niczym wiecej jak zbitkiem narodowosci, krajem konwenansow i nierownosci. Ci ktorzy teraz krzycza najglosniej, wiek temu odmawiali kobietom prawa do decydowania o wlasnym zyciu. Wolnosc owszem byla , jednak niemozliwoscia bylo z niej skorzystac, nie narazajac sie na wykluczenie z kregow spolecznych.


"Butik na Astor Place" w duzej mierze opowiada o drodze kobiet do wolnosci, rownouprawnienia i wyzwolenia sie spod kontroli mezczyzn. Czy jestescie sobie w stanie wyobrazic, ze jeszcze sto lat temu zdobycie pokoju w dobrym hotelu, jesli bylo sie samotnie podrozujaca kobieta, bylo praktycznie niemozliwoscia? Kobiet sie nie przyjmowalo, jesli nie towarzyszyl im mezczyzna. W saloonach, domach towarowych, domach rozrywki, restauracjach, byly specjalnie wyznaczone miejsca dla pan, a palenie papierosow w miejsach publicznych bylo kategorycznie zabronione - oczywiscie tylko dla przedstawicielek plci pieknej. Ladna mi demokracja.

Amanda Rosenbloom, wlascicielka Astor Place Vintage, sklepiku z odzieza na nowojorskim Manhattanie, jest bardzo zaintrygowana, kiedy odnajduje stary, zniszczony dziennik zaszyty w futrzanej mufce, odkupionej od starszej kobiety,  Pani Kelly. W miare czytania pamietnika Olive Westcott, ktorego akcja rozgrywa sie w Nowym Jorku , 1907 odkrywa, ze ona i autorka maja ze soba wiele wspolnego. Dwudzistoletnia Olive jest dystyngowana corka kierownika flagowego sklepu Woolwortha na Manhattanie. Wychowana przez najlepsze szkoly dla przyszlych gospodyn domowych, Olive wchodzi w dorosle zycie z przeswiadczeniem, ze "bylaby lepszym managerem przedsiebiorstwa niz gospodarstwa domowego". Zycie kury domowej nie jest dla niej. W ukryciu przed ojcem, ktory niczego bardziej nie pragnie jak znalezc jej dobrego, bogatego meza, postanawia na wlasna reke znalezc prace i wziac zycie we wlasne rece.
Kiedy rodzinna tragedia diametralnie odmienia jej zycie, Olive jest zdeterminowana by odnalezc szczescie i spelnienie na wlasna reke, a nie liczyc na opieke i pomoc innych.Zdobywszy posade ekspedientki w domu handlowym, poznaje piekna corke imigrantow z Wloch, Angeline Spinelli,jej nieziemsko przystojnego brata Joe oraz inne mlode kobiety, ktore zeby przy niskich zarobkach mogly powiazac koniec z koncem zmuszone sa do korzystania z pomocy finansowej od zamoznych mezczyzn, ktorych nazywaja "przyjaciolmi".

Tymczasem w XXI wieku, Amanda przezywa kryzys. Od 7 lat zaangazowana jest w romans z zonatym mezczyzna. W dniu jej urodzin, mezczyzna odwoluje zaplanowana kolacje, by zajac sie zona, ktora ulegla wypadkowi. Rozdrazniona Amanda postanawia skorzystac z rady przyjaciolki i zapisuje sie na wizyte u hipnotyzera doktora Markoffa, ktory ma jej pomoc wyleczyc sie z bezsennosi. Z poczatku niechetna, zaczyna sie zwiezac lekarzowi ze swojej sytuacji uczuciowej. Terapia hipnoza wydaje sie nie dzialac. Amanda slyszy glosy, nadal nie moze spac, widzi duchy. Caly czas jest pod wplywem dziennika Olive, i to wlasnie dzieki niemu odnajduje w sobie sile by wyciagnac swoje zycie na prosta.  

Olive i Amanda opowiadaja swoje historie w narracji pierwszoosobowej , w nastepujacych po sobie rozdzialach. Dobrze, ze kazdy jest podpisany z imienia , gdyz czasem mozna sie bylo pogubic - tak podobne byly ich koleje zyciowe , zupelnie jakby sie nic nie zmienilo przez ponad 100 lat. Te same rozterki, te same dylematy moralne. Mozna by pomyslec ze mentalnosc kobiet i mezczyzn jest niezmienna od setek lat, zmienia sie tylko otaczajacy nas swiat ze wzgledu na postep technologiczny.

Czytajac opis ksiazki, troszke sie obawialam ze bedzie to rzecz w duzej mierze o modzie, a tego bym nie zniosla. Czytanie o sukienkach czy blyskotkach od Tiffaniego byloby dla mnie tak meczace jak zjedzenie golonki na sniadanie. Jednak mody tutaj jak na lekarstwo. Za to duzo mozna sie dowiedziec o Nowym Jorku XX wieku. Autorka zadala sobie wiele trudu by dokladnie odwzorowac miasto. Jej opisy sa tak plastyczne ze z latwoscia mozemy sobie wyobrazic mknace alejami dorozki, ociekajace zlotem galerie handlowe, marmurowe wiezowce. Jednak najbardziej fascynujace sa realia w jakich przyszlo zyc owczesnym mieszkancow. Fascynujace a zarazem przerazajace. Ameryka z tamtych czasow europejczykom jawila sie jako ziemia obiecana, a czasto konczylo sie na tym, ze upodleni, wykonujacy najmniej oplacane prace imigranci gniezdzili sie w biednych, zarobaczonych ruderach, bez wystarczajacej opieki medycznej czy socjalnej, bez szans na lepsze zycie. Moze nie zdajemy sobie sprawy, ale to wlasnie oni zbudowali te jedna z najwiekszych metropolii swiata.

Na kartach powiesci widzimy duzy dysonans pomiedzy wychowaniem w "tradycyjnych" rodzinach katolickich a w rodzinach imigrantow. Mlode kobiety z zamoznych partii spoleczenstwa byly nieprzygotowane do zycia. Czestym zjawiskiem byla postawa roszczeniowa i swojego rodzaju przeswiadczenie, ze osoba ktora ma zarobic na rodzine jest maz. Poczatek XX wieku to dopiero
pierwsze proby emancypacji kobiet. Do tego czasu nie mialy praw wyborczych, czesto bylo im trudno znalezc prace , wiele drzwi bylo dla nich zamknietych.


W polskim wydaniu ksiazki brakowalo mi pieknych ilustracji i zdjec, jakie zamieszczone sa w oryginalnym wydaniu. Flat Iron, Hotel Plaza - mysle ze ten akcent idealnie by wypelnil luki w naszej wyobrazni .


Stephanie Lehmann z pewnoscia ma dryg do pisania. Wie jak tworzyc zwroty akcji , jak zachecic czytelnika by zmiast przylozyc glowe do poduszki, gnal po kolejna kawe. Jej postaci wydaja sie bardziej realne niz niektorzy nasi sasiedzi, a powiew magii tylko dodaje ksiazce pikanterii. Glownym motywem ksiazki, jak pisalam wyzej sa prawa kobiet, dlatego jest to cos wiecej niz lekka wakacyjna lektura. Nie mamy tutaj jednak politykowania. Autorka dala nam okazje do poznania dwoch wybitnie silnych kobiet, ktorym udalo sie odnalezc w swiecie, kobiet ktore same bysmy chcialy za najblizsze przyjaciolki.

Moja ocena to 7/10. Jedyne minusy to zbyt dlugie opisy - niekoniecznie musze znac szczegoly codziennej toalety oraz dosc irytujacy charakter glownej bohaterki - pociesze ze z kartki na kartke nasza bohaterka sie wyrabia tak, ze na koncu nie mamy wrazenia spolkowania z wioskowym przyglupem .

Polecam

Brak tytułu


Tytul : Zrządzenie losu
Autor : Allie Larkin 
Data wydania : 2015
Wydawnictwo : Prószyński i S-ka






"WHY CAN'T I BE YOU" - oh why?



"Zrzadzenie losu" powiesc amerykanskiej autorki Allie Larkin, opowiada o losach Jenny Shaw, zwyklej amerykanskiej dziewczyny, ktora zupelnie nieoczekiwanie dostaje szanse by stac sie kims innym - doslownie otrzymuje nowa tozsamosc. Fantastyka? Niekoniecznie - po prostu przypadek. Oryginalny tytul powiesci "WHY CAN'T I BE YOU", zaczerpniety zostal z jednej z piosenek angielskiej

grupy rockowej " The Cure".

Jenny Show to typowa mloda kobieta. Po skonczeniu szkoly sredniej, opuszcza rodzinne miasto by studiowac w collegu Ithacka. Po studiach dostaje zatrudnienie w korporacji, poznaje mezczyzne swojego zycia a wieczorami planuje budowe domu i wymysla imiona przyszlych potomkow. Przez cale zycie, nastawiona na "sluzenie" innym, nie zdaje sobie sprawy, ze wszystko toczy sie nie do konca zgodnie z planem. Budzi sie z przyslowiowa reka w nocniku, kiedy tuz przed wylotem w delegacje wymarzony mezczyzna mowi "Bye, Bye" by jak na skrzydlach poleciec w ramiona nowej milosci swojego zycia. 

Po przylocie do Seattle i dotarciu do hotelu w ktorym ma sie odbyc koferencja, na ktorej jest prelegentka, nieoczekiwanie podbiega do niej  dziewczyna, zamyka w niedzwiedzim uscisku i nie daje dojsc do slowa , ze zaszla pomylka. Myra- bo tak nazywa sie owa niewiasta - jest przekonana , ze Jenny to Jessie Morgan - kolezanka z liceum. Oszolomiona slowotokiem Myry, zagubiona we wlasnej rozpaczy postanawia zaryzykowac i wcielic sie w role wystrzalowej Jessie "Qurde" Morgan, szalonej, lubianej przez kazdego nastolatki, ktorej zyciowym mottem bylo " jedyne czego nalezy sie bac to pajaki". 

W hotelu, rownolegle do konferencji odbywa sie zjazd absolwentow liceum. Myra jest wniebowzieta ze Jessie przybyla, gdyz spotkanie po 13 latach bylo wlasnie jej pomyslem, a tuz po ukonczeniu szkoly oposcila rodzinne miasto i nie dala znaku zycia. Nawet wszystkowiedzacy wujek Google nie byl w stanie jej namierzyc. 
W tych oto okolicznosciach Jenny zyskuje nowych, oddanych przyjaciol, wkreca sie w ich zycie jak sruba w drewno, nie zdajac sobie sprawy ze z godziny na godzine komplikuje zycie zarowno swoje jak i najblizszych jej osob. 
Na samym poczatku chcialam rzucic ksiazka o sciane i rozesmiac sie w glos " ha ha ha " - jakie to wszystko jest naciagane. Owszem mozna byc do kogos podobnym, nawet mi sie zdarzylo, ze zostalam z kims pomylona, jednak nie rozpoznac kogos z kim sie przyjaznilo przez dobrych kilka lat? I do tego ta swoista odwrotna amnezja ogarnela dosc spora grupe ludzi - niedowiary.Jak mogli pomylic nudna dziewczyne z poludnia, przyslowiowa szara myszke z "wampem" szkoly sredniej, wygadana smarkula dla ktorej nie bylo rzeczy strasznych? Jak mogli nie wpasc na to, ze brakuje tutaj wspomnien? I przede wszystkim jak mogli prowadzic rozmowy? Przeciez wiadomo, ze jak sie kogos spotyka po latach to mimowolnie tematy schodza na wspomnienia z przeszlosci. Czy autorka chciala nam wmowic , ze sylabizowanie i polslowka naszej bohaterki wystarczaly za cala rozmowe? Czy moze byla az tak charyzmatyczna , ze sam jej wyglad wystarczal za wszystko? Jednak styl pisania autorki tak mnie wciagnal, ze postanowilam dac jej szanse ( dla mnie to byl debiut z ta Pania ).  I sie nie zawiodlam. 

Autorka musi miec fenomenalna pamiec ( lub fenomenalny system katalogowania ) poniewaz w powiesci absolutnie nie bylo nic co mogloby sie chociazby kojarzyc z wodolejstwem. Jedno wynikalo z drugiego. Nie bylo tutaj rzucania slow po proznicy. Kazdy dialog czy mysl znajdowala swoje rozwiniecie, nawet jesli mialo to nastapic dobrych kilkadzisiat stron pozniej. 

"Zrzadzenie losu" to rowniez opowiesc o wieziach rodzinnych. O tym jaki wplyw na dziecko ma sytuacja w domu rodzinnym, jak go ksztaltuje. Rozwod rodzicow, patologie , ktorych doswiadcza mlody czlowiek maja decydujacy wplyw na pozniejsze zycie. Czasem potrafia je zniszczyc i zostawic mniej odpornych psychicznie z urazami do konca zycia. 


Glownych bhaterow powiesci nie sposob jest nie polubic. Myra, Heather, Robbie, Rybol to pelnokrwiste postacie, doskonale mozemy sobie wyobrazic z jakiego typu ludzmi mamy do czynienia. Wracajac pamiecia do czasow szkolnych, przypominamy sobie, ze rowniez w naszych szkolach  uczyly sie podobne indywiduua ( typ artystki sportowca, lidera ). Jedyne co moglabym im zarzucic to dosc stereotypowe poczucie poczucie humoru, nie dosc charakterystyczne dla kazdej postaci. Jednak moze juz tak jest , ze jak grupa ludzi spedza ze soba duzo czasu to i poczucie humoru sie ujednolica? Byc moze.  

Powiesc Allie Larkin pochlonelam w jeden wieczor. I z czystym sumieniem moge powiedziec, ze jest to jedna z lepszych ksiazek jakie dane bylo mi ostatnio przeczytac. Fabula jest prosta, mozna nawet nazwac ja laicka i naiwna , jednak ksiazka niesie glebsze przeslanie. Dla mnie byl o traktat o przyjazni, o tym jak wiele wnosi do naszego zycia. Czytajac ksiazke zaczelam sie zastanawiac nad sama istota przyjazni. Czy jak wychodzimy z kims na piwo czy do kina kilka razy w tygodniu to wystarczy by nasze relacje byly wystarczajaco glebokie? Czy wyplakanie sie na ramieniu i poglaskanie po wlosach przez drugiego czlowieka to wlasnie przyjazn? Ksiazka ta uczy , ze nie wystarczy dodac kogos do znajomych na fb i pogadac kilka razy przez telefon by szumnie nazywac go przyjacielem. Takie wiezi buduje sie przez dlugie lata, przyjazn to suma naszych historii splecionych razem, suma wspomnien. W dzisiejszych czasach kiedy 48 procent malzenstw konczy sie rozwodem , czesto to wlasnie przyjaciele sa prawdziwa rodzina. 
Ksiazka pozostawila we mnie pewnego rodzaju smutek i pustke. Poczulam sie zazdrosna o tych wszystkich ludzi blizszych sobie niz najblizszy z moich przyjaciol. Wiele bym dala za grupe tak wiernych osobnikow u swego boku.

Moja ocena to 10/10 i polecam ja kazdemu z calego serca.





Kolonizacja miłości

Kolonizacja miłości

Tytuł :"Palmy na śniegu"
Autor : Luz Gabas
Rok wydania : 2013
Wydawnictwo : Muza
Liczba stron : 624


A gdy na­dej­dzie, nie poz­wo­lić jej odejść.. Po­kochać, tak bardzo..



Myśląc o kolonizacji przed oczami staje nam zapewne obrazek spętanych czarnoskórych niewolników, ładowanych na statek do Nowego Świata lub rozległe plantacje, na których biali Panowie, nie szczędząc bata poganiają do pracy tubylczą ludność. Oczywiście te obrazki są jak najbardziej prawdziwe. Jednak sprowadzając ideę kolonizacji do rabunkowego eksploatowania zasobów i siły roboczej popełniamy wielki błąd. Niestety na naszym rynku wydawniczym jest bardzo mało książek, opowiadających o tamtych czasach oczami kolonizatorów. Właśnie brak takiej literatury skłonił mnie do sięgnięcia po powieść Luz Gabas "Palmy pod śniegiem".
Połowa XX wieku. Bracia Rebaulte Kilian i Jacobo, opuszczają rodzinną wioskę Passalobino, zasypaną śniegiem w górskiej hiszpańskiej prowincji Huesca. Na malutkim dworcu autobusowym zaczyna się dla nich podróż życia, której celem będzie wyspa Fernando Poo, inaczej Gwinea. Podążają śladami ojca, by podobnie jak on podjąc pracę na plantacji kakao zwanej Sampaka.
Warunki panujące na tropikalnej wyspie są dla braci niczym rajski ogród. Daleko od domu, daleko od konserwatywnej hiszpańskiej tradycji, odkrywają zupełnie nowy świat, gdzie biały człowiek jest Panem. Pijaństwo i rozpasanie są na porządku dziennym, co ma znaczący wpływ na młodych mężczyzn. Dzień jest od pracy a wieczorem? Hulaj dusza, piekła nie ma.
Pewnego dnia kiedy jeden z braci, przekoroczy niwidzialną granicę w stusunkach między tubylcami i kolonizatorami, i zakocha się w czarnoskórej dziewczynie, sytuacja zmieni się diametralnie. Miłość ta będzie miała długofalowe skutki i zaowocuje sekretem, który wyjdzie na jaw dopiero kilkadziesiąt lat później.

Początek XXI wieku. Clarence, córka Jacobo przez przypadek wchodzi w posiadanie listu, którego znaczenia nie jest w stanie rozszyfrować. Trop nieubłaganie prowadzi na Fernando Poo. Nakierowana przez przyjaciółkę ojca, postanawia odwiedźić miejsce gdzie przez  ponad pół wieku żyli jej ojciec, wuj i dziadek. Kobieta nie zdaje sobie sprawy do czego doprowadzą jej poszukiwania i jaki wpływ będzieć mieć odkryty sekret na dalsze losy jej rodziny.
Ideę kolonizacji możemy przyrównać do dziesiejszej emigracji. Od wieków ludzie zmieniali miejsce zamieszkania w pogoni za lepszymi zarobkami czy po prostu za lepszym jutrem. Hiszpańscy kolonizatorzy utworzyli społeczność, rządzącą się własnymi prawami. Lokale i sklepy tylko dla białych. Odebranie tubylczej ludności wolności społecznej i obyczajowej, rugowanie tradycji, zakaz praktyk religijnych. Wszystko to musiało w końcu doprowadzić do buntu , szczególnie w takim tyglu

kulturowym jakim stała się Gwinea Równikowa. Autorka prowadzi nas przez burzliwy okres historyczny - od czasów dobrze prosperującej epoki niewolnictwa, poprzez okres zrywów wyzwoleńczych, aż do całkowitego odzyskania niepodległości. Droga ta została przedstawiona niezwykle rzetelnie, z całym swoim okrucieństwem, czasem się mogło wydawać, że odzyskiwanie niepodległości następowało pod hasłem "ząb za ząb". Jak w przypadku innych powieści, zazwyczaj płaczemy nad losem niewolników, tak tutaj widzimy jaka tragedia dotknęła kolonizatorów, ludzi którzy pojechali do Nowego Świata gdzie założyli domy a niekiedy i rodziny by po kilkunastu latach stracić wszystko, kiedy Hiszpania rezygnowała z zamorskiej prowincji.

"Palmy pod śniegiem" to w dużej mierze książka o miłości, miłości która nigdy nie będzie spełniona. Jak pisałam wyżej Biali uważali się w Afryce ze nadludzi.  Czarnoskóre "damy do towarzystwa" cieszyły się swoistym poważaniem, były opłacane, nosiły piękne europejskie stroje, nie szczędziły na makijażu. Niejednokrotnie były matkami dzieci, których kolor skóry dobitnie dowodził kto jest ich ojcem. Związki europejczyków z rdzennymi mieszkankami były owszem akceptowane o ile nie wykraczały one poza ramych zaspokajania fizycznych zachcianek. Pragnienie czegoś więcej wiązało się z utratą szacunku w oczach europejskiej społeczności , wykluczeniem z niej a nawet z musem powrotu do kraju. Miłość taka nie tylko była tragiczna lecz nawet niebezpieczna. Jak dowiadujemy się z kart książki, nawet po kilkudziesięciu latach niewiele się w tej materii zmieniło. Brutalna historia zostawiała swój ślad w umysłach ludzi i zbudowała bariery, które do dziś nie zostały obalone.

 Napisana pięknym językiem powieść, przenosi nas w tropikalny świat, który aż kipi barwami. Razem z bohaterami odczuwamy duchotę i prażace słońce, tropikalne deszcze i ulewne burze. Autorka zabrała nas w magiczny świat afrykańskich wierzeń, tradycji i przesądów tak inny od naszego. Porównanie hiszpańskiej, obsypanej śniegiem wioski z egzotyczną wyspą jest zgoła kuriozalne, tak różne są oba te światy. I właśnie o tym jest ta książka. O różnicach, zarówno w ludziach, ich mentalności , jak i w realiach w jakich przyszło im żyć.
Autorka włozyła wiele trudu by nakreślić każdą postać ze szczegółami. nawet postacie drugoplanowe mają tutaj własną historię, co czyni powieść pełniejszą.

 Powieść mnie zachwyciła. Tętniąca barwami, kolorami, zapachami a jednocześnie przepełniona smutkiem i tragizmem. Nic tutaj nie wydaje się różowe a zakończenie pozostawia w człowieku ślad. Zazwyczaj po przeczytaniu książki od razu biorę się za następną, jednak w tym wypadku musiałam zrobić sobie przerwę. Przerwę na przetrawienie i przemyślenie, i urojenie łezki nad tragicznym losem bohaterów , których historia zmusiła do podjęcia króków sprzecznych z ich naturą , których konsekwencje będą trawić po kres ich dni.

Moja ocena to 9,5/10. Malutki minus to początek książki, który zdradza nam całą jej fabułę. Jednak piękny język, mnogość wydarzeń, szczegółów i opisów rewanżują nam to z nawiązką .
Bosonoga królowa - Ildefonso Falcones

Bosonoga królowa - Ildefonso Falcones

"Bosonoga królowa"
Autor : Ildefonso Falcones
wydawnictwo : Albatros
rok wydania : 2014





Po spektakularnym sukcesie „Katedry w Barcelonie” i kolejnych książkach Ildefonso Falcones, najnowsza powieść autora „Bosonoga królowa” od razu znalazła się u mnie na półce „Must read” jak tylko usłyszałam o jej oczekiwanej premierze.

Książki Falcones, w odróżnieniu o powiastek historycznych, których wysyp możemy
zaobserwować na polskim rynku wydawniczym, to prawdziwe, monumentalne dzieła których czytanie to prawdziwa uczta wszystkich zmysłów. Nie są to książki na jedną noc , chociaż trudno się od nic oderwać choć na króciutką chwilkę. Kilkusetstronicowe dzieła swoją obszernością zapewniają nam długie godziny niezapomnianej rozrywki, dają nam czas na dogłębne poznanie bohaterów, zżycie się z nimi, polubienie ich lub znienawidzenie. Pomimo swojej objętości w książkach hiszpańskiego pisarza nie znajdziemy nudy, zbędnych opisów. To po prostu kawał dobrej literatury historyczno- obyczajowej.

Caridad kubańska niewolnica podczas podróży do Europy nieoczekiwanie odzyskuje wolność. Pozostawiona na wybrzeżu, gdzie za cały dobytek ma słomiany kapelusz, kilka cygar i dokumenty potwierdzające wyzwolenie, nie wie co ma ze sobą począć. Kiedy wyczerpana, głodna i pozbawiona nadziei spotyka Cygankę Milagros Carmonę i jej dziadka, którzy przyjmują ją do swojej wspólnoty, jej życie z powrotem nabiera kolorów. Jednak nie na długo.

Akcja powieści toczy się w XVIII stuleciu w Hiszpanii. Czytając opisy ówczesnej Sewilli mamy wrażenie, że zostaliśmy przeniesieni kilka wieków wstecz. Opisy są tak plastyczne, że hiszpańskie miasto dosłownie staje nam przed oczami. Kilka lat temu byłam w Sewilli i wiem, jak bardzo miasto się zmieniło na przestrzeni dziejów. Falcones musiał włożyć wielki wysiłek by zarysować je tak jak wyglądało 300 lat temu. Jednak zarówno topografia miasta, budynki i niektóre persony zachowały swoją autentyczność.

Książka opisuje losy cygańskiej wspólnoty w Sewilli. Ich los był tylko niewiele lepszy od losu niewolników. Traktowani jak „podludzie”, pozbawieni praw obywatelskich, szykanowani, długo musieli walczyć o własną godność. Jednak życie w slumsach, brak pracy i nadziei na lepsze jutro nie zabiło ogromnych pokładów pogody ducha i radości z każdego nowego dnia w tych niezwykle barwnych ludziach. Z książki możemy poznać ich obyczaje i charakter – tych dumnych i odważnych ludzi, którzy pobyt w najcięższym hiszpańskim więzieniu czy zesłanie na galery odbierali z uśmiechem na ustach. Potrafili walczyć o swoje prawa wbrew wszystkiemu nawet w najcięższych warunkach, nie obawiali się kar ani tych cielesnych ani tych gorszych psychicznych. Jakże różny jest to obraz, od tego jak Cygani postrzegani są dziś : złodzieje, brudasy, przestępcy. Czytając książkę, nieraz zakręciła mi się łezka w oku czytając o postępkach ówczesnych hiszpańskich władz względem tego ludu.

„Bosonoga królowa” jest to książka o niespełnionej i tragicznej miłości. O miłości jednostronnej, miłości zakazanej. Miłości, która nie mogła zakwitnąć za względu na rodzinne sekrety, nienawiść , na przeszłość, o której nie dało się zapomnieć. Autor ukazuje nam moc więzi rodzinnych, które mogą mieć wielki, destrukcyjny wpływ na los nowych pokoleń. Przeszłość ciągle jest obecna w teraźniejszości, zatargi nigdy nie są zapominane. Nic nie ma tutaj z Romea i Julii, którzy pomimo waśni swoich rodów znaleźli siłę by być razem. W tej książce brak dobrego zakończenia, jedna tragedia prowadzi do drugiej.

Jest to również książka o miłości pomimo różnic kulturowych i obyczajowych, uczy nas, że wszyscy ludzie są sobie równi, uczy nas tego, że nie znamy dnia ani godziny kiedy spotkamy tę jedną najważniejszą dla nas osobę. Jak bardzo byśmy nie byli na dnie, nie możemy się poddawać, bo wszędzie znajdą się ludzie dobrego serca- gotowi podać nam pomocną dłoń. To ksiązka o magicznej sile przyjaźni- silniejszej niż wszystko.

Co zwróciło moją uwagę to poruszenie przez autora problemu wolności wyzwolonych niewolników. Wyzwolona Caridad, tak naprawdę nigdy nie stała się wolna. Jak wolny może poczuć się ktoś, kto wyrwany ze swojego otoczenia, gdzie spędził całe życie został przeniesiony  całkiem nowe realia? To tak jak by rzucić noworodka na głęboką wodę i kazać mu dopłynąć do brzegu. Jeśli człowiek całe życie był niewolnikiem, jeden świstek papieru nie jest w stanie tego zmienić. Parę nabazgranych słów nie są w stanie zmienić ludzkiej mentalności. Caridad, już jako wolna obywatelka nie jest w stanie odnaleźć się w otaczającym ja świecie. Nie zna wartości pieniądza, brak jej doświadczenia w kontaktach z ludźmi, doświadczenia zawodowego, przyjaciół. Paradoksalnie wolność wpędziła ją w inną zależność.

Książkę Falcones czyta się błyskawicznie. Napisana pięknym barwnym językiem , z dużą ilością dialogów jest doskonałą, wciągającą lekturą na długie jesienne wieczory. Chwyta za serce, uczy historii i ją gani. Nie mam tutaj sztampowych bohaterów, nie ma postaci jednoznacznie pozytywnych czy negatywnych, każdy ma jakieś grzeszki na sumieniu co czyni postacie prawdziwymi a powieść autentyczną.. Dzieło Falcones pomimo swojego tragizmu daje nam nadzieję,
nadzieję na lepsze jutro, uczy że warto walczyć w imieniu własnych przekonań, że nie można dać się stłamsić bo wolność jest w nas,lecz czasem trzeba ją okupić własną krwią. 


Moja ocena to 10/10 . Absolutnie nie mam tej powieści nic do zarzucenia. 
Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger