niedziela, 21 maja 2017

"Chemik" Stephanie Meyer

 Tytuł : "Chemik"
 Autor : Stephanie Meyer
 Wydawnictwo : Edipresse Polska S.A
 Rok wydania : 2017
 Liczba stron : 568
 Tytuł oryginału : The Chemist 



 Avengers w wersji demo


Jako nastolatka sagę "Zmierzch" przeczytałam w kilka wieczorów. Jeszcze większe wrażenie zrobił na mnie "Intruz", który do tej pory znajduje się w pierwszej 10 moich ulubionych książek. Po tę publikację sięgnęłam z dwóch powodów : sentymentu do autorki i ciekawości jak sobie poradziła w tym nowym dla niej gatunku jakim jest thriller kryminalny? Czy się udało? Przeczytałam mnóstwo
niepochlebnych opinii o tej książce, z niektórymi się zgadzam a niektóre były nieco wyolbrzymione. Może nie jest to najlepsza książka jaką przeczytałam w życiu jednak dostarczyła mi sporo rozrywki. Jest to coś dla czytelników dopiero zaczynających z gatunkiem, którzy nie mają zbyt wygórowanych oczekiwań i potrafią czytać z przymrużeniem oka. Doświadczonych może drażnić język powieści i dość dziecinny styl, który wyróżnia tę autorkę. Moim zdaniem jak na początek romansu z thrillerem wypadło naprawdę nieźle. 

Alex od lat się ukrywa. Fałszywe nazwiska, zmiana miejsca zamieszkania, pułapki broniące do niej dostępu. Alex śpi w wannie. Alex śpi w masce gazowej. Alex czasem nie śpi bojąc się o własne życie. Ze znanej chemiczki, pracującej dla amerykańskiego rządu stała się uciekinierką. Kiedyś dzięki skomponowanym przez siebie mieszankom chemicznym pomagała w wymuszaniu zeznań od terrorystów. W pewnym momencie stała się zagrożeniem. Jej kolega z pracy, do tego jej najbliższy i jedyny przyjaciel zginął, ona cudem uratowała życie. Jednak od tego czasu musi się ukrywać.
Pewnego dnia w skrzynce mailowej znajduje email od starego szefa. mężczyzna prosi ją o pomoc w schwytaniu groźnego przestępcy, który planuje atak z użyciem broni biologicznej. Mogą zginąć miliony ludzi. Alex decyduje się pomóc zanadto się nie odsłaniając. Porywa wskazanego mężczyznę i zabiera do przystosowanej na miejsce przesłuchań stodoły. Kiedy przystępuje do pracy, mężczyzna błaga o litość. Nawet najgorsze związki chemiczne nie potrafią go złamać. Alex po raz pierwszy w życiu ma wrażenie, że przesłuchiwany jest niewinną ofiarą. Już ma się poddać jak jej kryjówka zostaje zaatakowana.

Fabuła książki jest dość ciekawa i wciągająca. Mamy tutaj ukrywającą się kobietę, która walcząc z własnymi strachami postanawia jeszcze raz się zaangażować. Od razu wiemy, że nie wyjdzie jej to na dobre i tylko czekamy aż wszystko, tak doskonale zaplanowane weźmie w łeb. Gdzieś przeczytałam, że najsłabszą stroną tej książki jest jej grubość. Muszę się zgodzić z tym stwierdzeniem. Gdyby powieść była o 200 stron krótsza na pewno zyskałaby na jakości. Tutaj mamy do czynienia z korkiem na autostradzie. Za zjazdami samochody jadą szybko by tuż przed zwolnić do tempa iście ślimaczego. Sam początek książki jest dość ciężki. To właśnie tutaj poznajemy Alex. Alex, której życie to jedna wielka ucieczka. I autorka nie omieszkała nie podzielić się z nami wszystkimi szczegółami. Poznajemy dzień Alex minuta po minucie, jedyne co zostaje nam oszczędzone to wizyty w toalecie. Zbyt wiele tu niepotrzebnych szczegółów, powiem szczerze- po pierwszych 80 stronach miałam ochotę odłożyć tę książkę i nigdy więcej do niej nie wracać. Całe szczęście uzbroiłam się w cierpliwość (i kawę) i brnęłam dalej. Dalej było już tylko lepiej. Autorka potrafi zaskoczyć nas zwrotami akcji, nie jest jej obcy męski styl, potrafi poruszać się w realiach kryminalnych, nie było tutaj istotnych zgrzytów. Jednak kiedy pisarze (mężczyźni) jak już wprawią wahadło w ruch tak tempo akcji nie zwalnia, to nasza autorka nadal na siłę tę akcję stopuje. Mamy strzelaninę, ból, obite szczęki, włamania i pościg by w następnej chwili znaleźć się w sielskiej scenerii rancha, z setką mniejszych lub większych psów gdzie zaczyna rozkwitać romans. I tak sobie romansujemy przez kilkadziesiąt stron tylko po to by znowu wpaść w wir zdarzeń. Autorka powinna bardziej popracować nad tempem akcji, wtedy całość wyszłaby mniej chaotycznie i bez dłużyzn. 

Autorka do tej pory pisała powieści dla młodzieży. I ten iście młodzieżowy styl niestety nadal jest obecny. Młodszym czytelnikom nie będzie to przeszkadzało jednak wyjadacze gatunku mogą mieć z tym problem. Moim zdaniem Bella ze "Zmierzchu" był jedną z najbardziej patetycznych bohaterek kobiecych wszech czasów. Czy tym razem wyszło lepiej. Niestety tylko troszkę. Postaci w tej powieści niestety do wiarygodnych nie należą, co nie znaczy że nie możemy ich polubić. To bardziej komiksowi superbohaterowie niż zwykli ludzie. 
Zacznijmy od Alex, która z pracownika laboratorium zamieniła się w maszynę do zabijania. Sama, w przeciągu kilku lat, nauczyła się więcej niż cała jednostka SWAT razem wzięta. Nie dość , że zna chemię jak nikt inny co pozwala jej zastawiać zabójcze pułapki to jeszcze nieźle obchodzi się z bronią. Jest istotą aspołeczną, nikomu nie ufa. Cierpi na manię prześladowczą. 
Następny w kolejności jest Kevin : to prawdziwy superbohater. Niczego się nie boi, jest gotowy na każdą ewentualność. Umie się bić, umie strzelać, do tego jest nieziemsko bogaty i podobnie jak Alex przygotowany na każdą ewentualność. Z dziewczyną ma jeszcze wspólne to , że również się ukrywa.
Danny jest nauczycielem romantykiem. Wydaje się oderwany od świata w którym żyje. To człowiek który nie zdaje sobie sprawy z realiów XXI wieku i żyje ideałami, zastanawiałam się jakim cudem udało mu się dobić trzydziestki. Danny to taki typowy duży chłopczyk, czasem mi się wydawało że ma umysł 5 latka, co było niezwykle denerwujące.
Najciekawszą postacią jest Val. prostytutka, piękna jak rusałka która doskonale wie czego chce od życia i zazwyczaj to dostaje. U niej nic nie jest za darmo. Jest mądra, sarkastyczna i jako jedyna  z tego całego towarzystwa wie że życie ma wielką wartość. Mogę powiedzieć, że polubiłam ją z całego serca. 
Jak widzicie mamy tutaj do czynienia raczej z Avengersami niż z typowymi bohaterami thrillera. I jak można się spodziewać język postaci jest również komiksowy, czytaj : prosty a czasem nawet groteskowy. Pojawiają się tutaj elementy żartobliwe, które zupełnie nie pasują do sytuacji, i zamiast budować napięcie, co jest typowe dla thrillerów, autorka je konsekwentnie rozładowuje. To tak jak by samemu sobie strzelić w stopę. 

Jednak największym minusem były luki fabularne. Jak kobieta, która 100 procent swojej energii wkłada w ukrywanie się i ucieczkę przed zabójcami, bez żadnego zastanowienia postanawia się odsłonić i nawiązać współpracę z tymi którzy chcą ją zabić? Czyżby dlatego, że to właśnie od tego zależy życie miliona ludzi? Raczej mało prawdopodobne gdyż sama potem przyznaje, że w momentach krytycznych myśli tylko o sobie i to o siebie się troszczy. 
Kolejna rzecz. Kevin, brat Dannego, przybył mu z odsieczą znajdując go po wszczepionym w ciało lokalizatorze. Ale dlaczego w ogóle się pojawił? Czy Danny nie mógł po prostu pojechać na prowincję na wycieczkę? A nawet jeśli Kevin chciał sprawdzić co sprowadziło Dannego do stodoły to czy musiał wynajmować do tego samolot (jak skoczył z psem??) i przybywać w pełnym rynsztunku żołnierza sił specjalnych? 
Takich pytań mam jeszcze wiele, jednak chcę żeby zostało coś do odkrycia dla was.

Książka nie jest zła, choć posiada kilka mankamentów, które czynią ją niezbyt wiarygodną. Ja osobiście mogłam przymrużyć oko ze względu na wielki sentyment do autorki. Mam nadzieję, że czyta recenzje swoich książek (oczywiście te na anglojęzycznych portalach) i wyciąga wnioski. Jej proza nadal czyta się sama. Jednak muszę przyznać, że troszkę się zawiodłam. Chciałabym żeby Meyer wróciła do gatunku w którym dobrze się czuje bo jej romans z thrillerem skończył się dość kiepsko. Nadal cenię autorkę, i z pewnością sięgnę po kolejne pozycje. Po tej po prostu czuję niedosyt.