niedziela, 26 lipca 2015

"Lucynka, Macoszka i ja" Martin Reiner

Tytul : "Lucynka, Macoszka i Ja"
Autor : Martin Reiner
Wydawnictwo : Stara Szkola
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 232
Tytul oryginalu : Lucka, Maceska a ja






Metaforyczny chaos

My Polacy zawsze mielismy sentyment do czeskiej prozy i literatury wogole. Obydwa kraje laczy wiez doswiadczen wynikajacych miedzy innymi z bliskosci geograficznej. Wspolne jest na przyklad doswiadczenie dziesiecioleci komunizmu . Dzieki temu natychmiast wzajemnie "lapiemy" wiele rzeczy : aluzji, skojarzen , zartow. Wszytsko to jest powodem dla ktorego wiersze czy powiesci czeskich autorow sa u nas wydawane w duzym nakladzie. Osobiscie nigdy nie mialam do czynienia z czeskim dramatem , a jedyna ksiazka jaka czytalam byly "Przygody Wojaka Szwejka". Po siegniecie po tytul "Lucynka, Macoszka i ja" siegnelam tylko i wylacznie ze wzgledu na pozytywne opinie na temat tej ksiazki. Leszczek Engelking, poeta i nowelista kiedys powiedzial " Znaczaca sila i wartoscia czeskiego pismiennictwa jest tez umiejetnosc opisu codziennosci, dnia powszedniego, zwyklych zdarzen. I nadawanie zwyczajnosci wymiaru niomal sakralnego. Ta "nadzwyczajna zwyczajnosc" to tez specyfika czeskiej literatury". W stu procentach zgadzam sie ze slowami znanego krytyka. Obyczajowy wymiar ksiazki rzeczywiscie zasluguje na pochwale a lirycznosc opisow jest wprost poetycka. Jednak to wlasnie tej poezji bylo tutaj za duzo. Z opisu ksiazki wywnioskowalam, ze fabula bedzie osnuta na misternej intrydze i tajemnicy, a dostalam introspekcyjna podroz w glab "wlasnego ja" glownego bohatera.


24-letni Tomasz Mroz pracuje na Brnenskiej Poczcie. Pewnego dnia zaproszony przez przyjaciela Dana, odwiedza mieszkanie znanego czeskiego poety by wziac udzial w spotkaniu waznych osobistosci ze swiatka literackiej Bohemy. Juz od najmlodszych lat poezja i literatura byla jego konikiem, jednak to nie pomaga w tym by umial sie odnalezc wsrod tak zasluzonych osobistosci swiata literatury. Juz mial wychodzic, kiedy niespodzianie podszedl do niego poeta Paulkner i zaczal opowiadac o znanym jeszcze z czasow przedwojennych poecie Macoszce. W rece literata wpadl bowiem list do Macoszki, podpisany inicjalem J., z prosba o oddanie zdjecia. Paulkner jest zywo zainteresowany tym kto jest adresatem listu i prosi mlodego listonosza o pomoc w rozwiklaniu tej zagadki. Zafascynowany postacia poety, Tomasz sie zgadza. Za pozyczone pieniadze podaza tropem literata do Anglii, do szpitala dla psychicznie chorych. 
Praca dla Paulknera nie jest jedyna z rzeczy, majacych wplyw na zycie Tomasza. Tuz przed wyjazdem do Wielkiej Brytanii, poznaje Marte. Marta ma corke Lucynke, i wbre pozorom to wlasnie ona a nie jej rodzicielka staje sie punktem centralnym calego zycia Tomasza. 
Pewnego dnia tuz po powrocie z Anglii, Tomasz odnajduje Marte w stanie glebokiej depresji. Zostaje zabrana do szpitala psychiatrycznego gdzie ma spedzic najblizsze pare miesiecy. Przez ten czas Lucynka trafia pod opieke Tomasza, i miedzy dwojgiem ludzie tworzy sie nieomal rodzicielska wiez. 

Chcialam podziekowac autorowi, ze udalo mu sie zamiescic fabule w 232 stronach i to duzym drukiem. Przypuszczam, ze jesli ksiazka mialaby chociazby 50 stron wiecej to nie doczytalabym jej do konca. Nie jestem fanka poezji, dlatego przebrniecie przez liczne niezrozumiale dla mnie metafory i rozwlekle porownania bylo niezwykle meczace. Czasem odnosilam wrazenie, ze mam do czynienia z interpreatcja wiersza, by w kolejnej linijce przeczytac na wskros wspolczesna proze. Ten miks gatunkowy sprawil, ze czytalo mi sie niezwykle trudno, a niektorych akapitow wrecz nie rozumialam. Denerwujace byly rowniez naglowki podrozdzialow. Jedne zawieraly w sobie calosc zdarzen, inne byly czescia zdania rozpoczynajacego nastepny akapit. To rowniez wprowadzalo niepotrzebny zamet. Z pewnoscia ksiazka ta bedzie gratka dla milosnikow czeskiej poezji i prozy. Pelno tutaj odnosnikow do znanych postaci czeskiego swiata literackiego, pojawiaja sie rowniez wiersze. Zaskakujaca jest rowniez narracja. Autor opowiada w przyszlosci o tym co ma sie zdarzyc w przeszosci, jakby to sie mialo zdarzyc za 5 min. 
Sama fabula wydaje mi sie naciagana. Dlaczego znany literat mialby prosic o pomoc zwyklego listonosza? I z drugiej strony dlaczego ten listonosz sie na to zgodzil? Praktycznie rzecz mowiac, w postaci samego Macoszki nie bylo nic ( oprocz tego ze komuna go usmiercila ) co mogloby zafascynowac mlodego czlowieka. I wlasnie tego mi w tej ksiazce zabraklo. Suspensu. Jesli kogos szukamy to liczymy na to , ze skrywa on w sobie wielka historia , ktora poruszy naszym swiatem. Macoszka owszem sekret skrywal, jednak nie az taki, ktory bylby wart wieloletnich poszukiwan. Zreszta o samym poecie nie dowiadujemy sie zbyt wiele, jest on tylko tlem dla rozgrywajacych sie wydarzen. 

Po wykresleniu z tytulu "Macoszki" zostaloby "Lucynka i ja". Osobiscie mysle, ze ten okrojony tutyl bylby odpowiedniejszy dla calej powiesci. Ksiazka ta w duzej mierze jest o rodzacym sie uczuciu pomiedzy  Tomaszem a mala dziewczynka. Nieczesto zdarzalo mi sie czytac o milosci opiekuna do dziecka, a tutaj autor wspial sie na wyzyny swojej wrazliwosci. Wprost widzimy jak Lucynka z dnia na dzien potrafi zmienic caly swiat mlodego czlowieka. Jak budza sie w nim uczucia, z ktorych istnienia do tej pory nie zdawal sobie sprawy. Najbardziej uderzyla mnie zazdrosc o uczucia do matki, to przeczucie , ze nie wiadomo jak by sie staral i tak nigdy nie osiagnie z dzieckiem takich relacji jak jego biologiczna matka. 
Jest to ksiazka o poswieceniu i odkrywaniu samego siebie. Zaskoczyl mnie troszke przeskok od przeszlosci do terazniejszosci, w ktorym poznajemy nowe fakty z zycia bohatera. Jesli ksiazka bylaby napisana przez kogos innego pokusilabym sie o stwierdzenie, ze wybieg ten byl zastosowany w celu otwarcia drogi dla kolejnej czesci powiesci.Jednak tutaj calosc zostala domknieta i nie ma miejsca na jakiekolwiek rozwiniecie. Dlatego uwazam, ze akurat ten jeden rozdzial byl zupelnie zbedny.

Ciezko mi jest oceniac te powiesc. Mnie ona nie przypadla do gustu jednak patrzac po recenzjach wielu wrazliwszych czytelnikow, moze urzec swoja innoscia. Dla mnie za duzo tutaj poetyckiego jezyka a za malo akcji, za duzo codziennosci a za malo tajemniczosci. Za duzo slow zbyt malo fabuly. Rozpoczynajac przygode z "Lucynka, Macoszka i ja " mialam nadzieje na zagadke i tajemnice a dostalam powiestke intr-filozoficzna, co prawda piekna w swojej prostocie fabularnej jednak zagmatwana w formie. Polecam tylko wytrwalym czytelnikom, lubujacym sie w poetyckich metaforach i glebokich introspekcjach.

Moja ocena to 5/10.