"Cynamon, chłopaki i ja" Dagmar Bach

     Cynamon i chłopaki...prawda, że brzmi słodko? Nawet nie wiem co bardziej, przyprawa czy szkolne łobuzy? Z pewnością gdy byłam młodsza, nie traktowałam kolegów z klasy jako obiektów westchnień a raczej, osobników, którzy są nudni, brzydcy i przeszkadzają. Nadchodzi jednak w życiu taki czas, kiedy zaczynamy się interesować płcią przeciwną. Stajemy się nieśmiali, wstydliwi i często zupełnie nie wiemy jak się zachować. Dagmar Bach przekonała mnie swoją historię. Byłam w stanie uwierzyć w jego bohaterkę i jej przygody. Podobała mi się lekkość pisania i słodka otoczka otulająca fabułę. Zahipnotyzowała mnie okładka i notka wydawnicza. Jednym słowem marketingowo i wizualnie było jak najbardziej na tak. Autorka udowadnia, że ​​z poczuciem humoru i lekkim ,łatwym stylem nawet motyw, wykorzystywany w literaturze dość często, a mianowicie światy równoległe, wciąż może być oryginalny. Jeśli szukasz łatwej lektury w stylu Sonji Kaiblinger lub Kerstin Gier, to jest to rzecz dla Ciebie.


Piętnastoletnia Vicky ma pewną kłopotliwą przypadłość – zdarza jej się przeskakiwać do równoległego świata. W jednej chwili czuje zapach cynamonu, a w następnej trafia zupełnie gdzieś indziej, i do tego zamienia się miejscami z pewną złośliwą zołzą, która wygląda tak jak ona! I kiedy jako Tori musi sobie poradzić w obcym otoczeniu, jej drugie ja sieje spustoszenie w prawdziwym życiu dziewczyny, wtykając nos w nie swoje sprawy, zwłaszcza miłosne…

Autorzy fantastycznych powieści młodzieżowych przyzwyczaili nas do schematu, w którym bohaterowie dopiero poznają swoje ukryte moce i to co się z nimi wiąże. Tym razem było jednak inaczej. Vicky doskonale wie, co się będzie działo, kiedy poczuje zapach cynamonu. Przeniesie się wtedy do równoległej rzeczywistości, gdzie wcieli się w rolę Tori. Tym, co niewiadome, jest fakt dlaczego tak się dzieje. Podróżując między "światami" i zbierając wskazówki, nasza bohaterka stara się odpowiedzieć na to pytanie. I właśnie te poszukiwania będą głównym motywem cyklu Bacha. 
Choć znamy główny "talent" bądź też przekleństwo (zależy jak na to patrzeć), głównej bohaterki, to stworzony przez autorkę świat, jego bohaterowie, zarówno Ci pierwszo jak i drugoplanowi, są dla nas czymś niewiadomym. Dlatego nie dziwi, że Bach poświęca dużo czasu na zapoznanie nas z nowymi realiami i wykreowanymi przez siebie postaciami. 
Vicky jest słodka, mądra, dobra,  zakręcona i zabawna. Te nacechowane pozytywnie przymiotniki można mnożyć w nieskończoność i założę się, że każdy będzie pasował do jej charakterystyki. Przeciwnością dziewczynki jest jej "alter ego", złośliwa i bezczelna Tori. Poznajemy tutaj również postaci drugoplanowe. Jedną z najważniejszych z nich jest mamy Vicky, ciekawa kobieta prowadząca pensjonat w stylu angielskiego Bed & Breakfast, oraz dziadkowie dziewczynki, którzy non stop mnie rozśmieszali. Mamy tutaj również najlepszą przyjaciółkę, która jest do rany przyłóż oraz grono tytułowych chłopaków. Dużą rolę odgrywa też dziennik, w którym Vicky wraz ze swoją "bestie" zapisują wszystkie wskazówki zebrane podczas skoków w inną rzeczywistość. Choć nie dzieje się tutaj zbyt wiele, a powieść przypomina typową "obyczajówkę", tak nie da się ukryć że książka ta ma swój niepowtarzalny, słodki klimat. Zresztą "Cynamon, chłopaki i ja" jest dopiero pierwszym tomem, początkiem większej całości a jednocześnie wstępem do niej. Przypuszczam, że w kolejnych tomach będzie się działo więcej i bardziej intensywnie. 

Jednak nie martwcie się, to że fabuła nie leci na łeb na szyję, a autorka nie serwuje nam spektakularnych zwrotów akcji nie znaczy, że książka jest nudna jak flaki z olejem. Nic bardziej mylnego. W końcu ciągle mamy tutaj do czynienia z zagadką, którą należy rozwiązać. Vicky, odwiedzając inny świat, zbiera kawałki układanki, by wraz z bliskimi je złożyć w całość. Najpiękniejsze, a jednocześnie najbardziej przerażające jest to, że dziewczyna odwiedzając realm Victorii King 2.0, tak naprawdę nie wie co tam zastanie. Niewiadomą jest również to, na jak długo się tam przeniesie. Jedno jest jednak pewne : cykle te, zdają się trwać coraz dłużej. Okazuje się, że Tori wie zdecydowanie więcej na temat chłopaków niż nasza główna bohaterka, i w momencie kiedy to Vicky ląduje na jej miejscu,musi sobie radzić z tematami,które są dla niej nowością. Pierwsze podrywy, pocałunki, historie miłosne, wszystko to stanie się udziałem niczego nieświadomej Vicky. Muszę przyznać, że czytając tę książkę, nie raz wspominałam własne dzieciństwo i etap dojrzewania. Pamiętam, że bardzo podobał mi się kolega ze starszej klasy. Pewnego dnia poprosiłam koleżankę by zaniosła mu karteczkę, na której napisałam że ma bardzo ładne oczy. Niestety, obiekt moich marzeń, po przeczytaniu wyrzucił ją do kosza i poszedł grać w siatkówkę. Czy uwierzycie jak powiem, że potem, przez dobrych kilka lat, bałam się chłopaków? Doskonale rozumiem jak czuła się nasza główna bohaterka podczas swoich pierwszych kontaktów z płcią przeciwną. Jej zażenowanie, gafy i intrygi, wszystko to było słodkie i wprowadziło mnie w nostalgiczny klimat. Ta książka, jest niczym miękki, puszysty koc, którym człowiek chce się otulić i przenieść w czasy beztroskiego dzieciństwa, kiedy problemy które mieliśmy, dziś wydają się nam jedynie błahostkami. 

Troszeczkę obawiałam się zaproponowanej przez autorkę historii miłosnej. Zazwyczaj autorzy korzystają z gotowego szablonu na instalove, które są przewidywalne, pełne płaczu, zdrad, dramatów i kłamstw. Tym razem dostałam coś nowego i świeżego. Być może powodem tej inności był wiek książkowych bohaterów. Vicky i Konstantin cieszyli moje oczy swoją niewinnością. Byli pełni uroku. Na pewno nie raz widzieliście wymalowane na filiżankach czy obrazkach trzymające się za ręce dzieci? Właśnie taki widok miałam przed oczami jak myślałam o naszych protagonistach.


Najpiękniejsze w tej książce jest to, że jest ona nieskomplikowana i urocza. Czasem, dla odmiany, warto jest przeczytać coś pozytywnego, optymistycznego. Jeśli podobała wam się trylogia Kerstin Gier,  jesteście fanami Holly Elizabeth Hills z "Dzienników Cwaniaczka", no i oczywiście jeśli lubicie brokatowo-różowo-puchate rzeczy, tak książka ta jest dla was. Łagodny styl autorki, inteligentne żarty oraz zabawny język sprawiają, że mamy do czynienia z debiutem, który dostarczy nam bardzo wiele przyjemności z lektury. Jest to powieść, w której nie ma niepotrzebnych dramatów, zła czy agresji. Moim zdaniem jest to idealna książka dla młodych nastolatków, a nawet starszych dzieci. Serdecznie polecam. 


Tytuł : "Cynamon, chłopaki i ja"
Autor : Dagmar Bach
Wydawnictwo : Media Rodzina
Data wydania : 13 lutego 2019
Liczba stron : 320
Tytuł oryginału : Zimt und weg



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 
https://mediarodzina.pl/index.php




Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html

3 komentarze:

  1. Przepiękna i przeurocza jest też twoja recenzja. Dawno nie czytałam z taką przyjemnością żadnej recenzji. I aż dziw, że można było aż tyle napisać o takiej nieskomplikowanej książeczce :) Książka pewnie nie dla mnie, ale kojarzy mi się bardzo urokliwie :) Budzi nostalgię. Okładka jest słodka.
    PS Miałam podobną sytuację z chłopakiem jak ta, o której wspominasz. Koleżanka przekazała mu wiadomość ode mnie. Ponieważ powtórzona przez nią jego odpowiedź była bardzo niegrzeczna, zraziłam się i też bałam się chłopaków przez kilka następnych lat :) Tak że jak najbardziej wierzę i rozumiem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Może kiedyś się na nią skuszę. Książki Kerstin Gier lubię właśnie za to, że są ,,nieskomplikowane i urocze''. Do tego czyta się je błyskawicznie. Po prostu nie trzeba mieć wobec nich wysokich wymagań, tylko się odprężyć. Jak uporam się z tym co mam wrócę do tej pozycji :)

    mrs-cholera.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna recenzja. Naprawdę zachęcająca! Dziękuję za zachęcenie i za anegdotki!

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger