"Dziecko w śniegu" Włodek Goldkorn

     Nadchodzi taki okres w życiu każdego czytelnika, że beletrystyka zaczyna nudzić a klasyka nadal napawa lękiem. Poszukujemy nowych wyzwań, odkryć, wtedy też sięgamy po książki historyczne, biografie czy różnego rodzaju reportaże. Temat Holokaustu nie jest mi obcy, jednak zamiast wzmianek encyklopedycznych czy podręczników do historii, wolę czytać o historiach prawdziwych, nawet jeśli nie dotyczyły bezpośrednio autora. Kiedy wydawnictwo Czarne postanowiło wydać książkę Włodka Goldkorna, znanego polskiego publicysty, który całe swoje dorosłe życie mieszkał we Włoszech, wiedziałam że koniecznie muszę ją przeczytać. Oto świadectwo zamierza dać człowiek, którego duża część rodziny zniknęła w komorach gazowych, a Ci którzy przeżyli do końca życia toczyli walkę z koszmarami. "Dziecko w śniegu" to kolaż wspomnień autora i jednoczesna próba zrozumienia niewytłumaczalnego.

Tuż po zakończeniu II Wojny Światowej, rodzice Włodka postanowili wrócić do Polski z Rosji, gdzie
udało im się przetrwać okres Holokaustu. Osiedli w Katowicach. To właśnie tu młody Goldkorn chodził do szkoły podstawowej i liceum. Po wydarzeniach w 1968 roku rodzina zdecydowała się na opuszczenie kraju, ze względu na nękające diasporę żydowską szykany i prześladowania. Wyemigrowali do Włoch gdzie Włodek zdobył wyższe wykształcenie i zajął się pracą dziennikarską. Przez długi okres czasu był redaktorem działu kultury L'Espresso. 

Szoa- z hebrajskiego całkowita zagłada, zniszczenie. Pojęcie bardziej znane pod terminem Holokaust. Rok 1942 kiedy powstają, na terenie Polski, pierwsze obozy koncentracyjne, obozy pracy które szybko zamienią się w obozy śmierci. Miliony polskich Żydów, którym w porę nie udało się opuścić granic kraju, w bydlęcych wagonach niczym "owce prowadzone na rzeź" (słowa samego autora) jadą do Birkenau, Treblinki czy Bełżca, miejsc które staną się ich grobem. Autor sam tego nie przeżył, jednak będąc następnym pokoleniem po Szoa, żyje pomiędzy pamięcią, a tym "co po". 
W książce poznajemy losy jego najbliższej rodziny, krewnych którym nie udało się, nie zdążyli lub po prostu nie chcieli uciec z kraju ogarniętego wojną. Krewnych, którzy z małymi dziećmi na rękach szli do komory gazowej a ich ostatnimi słowami było : "To nie jest świat godzien tego, żeby na nim żyć". Poznajemy tych, którzy w śniegu zostawiali własne dzieci, uciekając przed pogonią, ratując własne życie. Poznajemy ludzi, którzy żyli w czasach bez miłości, godności i nadziei, w czasach w których, parafrazując Fryderyka Nitzschego, "Bóg umarł".  Wszystko to nadal funkcjonuje w pamięci zbiorowej jednostki, którą są ocalali. Autor przekonuje nas, że należy pamiętać, jednak nie należy podejmować prób interpretacji , gdyż nie jesteśmy w stanie zrozumieć czystego zła. Również pamięć nie jest doskonała, gdyż brakuje nam świadectw, brakuje ocalałych, którzy mogliby zeznawać. 

Ta książka to nie tylko podróż w czasy zagłady. To również próba zrozumienia tego czym stał się świat, czym stała się Polska i Europa po II Wojnie Światowej. Wojnie, która zabiła miliony ludzi, wymordowała miliony Żydów (gdyż to w większości o tym narodzie jest mowa), praktycznie całe pokolenie. Czy po takiej stracie możliwa jest całkowita rekonstrukcja Narodu? Czy tak skrzywdzone społeczeństwo będzie w stanie budować zdrowe więzi? Czy już zawsze będą żyli przeszłością i w jej imię? Właśnie na te pytania stara się odpowiedzieć autor. Polska po wojnie nie była miejscem przyjaznym Żydom. Jako satelita Związku Radzieckiego, w którym Stalin ze wszelką cenę starał się zwalczyć każdą religię, dotyczyło to również judaizmu. Żydzi w Polsce, ze strachu o swoje zdrowie, pracę a często i życie, deklarowali się polakami. W większości stawali się zagorzałymi komunistami, co było na rękę ówczesnej władzy. Dopiero w połowie lat 50, wraz z nadejściem Władysława Gomułki nastąpiła odwilż. Zaczęły powstawać żydowskie komitety, zelżała cenzura. Jednak nawet wtedy rząd polski nie chciał wziąć na siebie odpowiedzialności za żydowską diasporę. W swoich przemówieniach pierwszy sekretarz partii namawiał ich do wyjazdu do Izraela. Eskalacja kryzysu nastąpiła w 1968 roku, kiedy doszło do zaostrzenia nastrojów antysemickich nie tylko w warstwach partyjnych ale też wśród robotników i ludzi z tzw. "nizin społecznych". Żydów usuwano z pracy i z Uniwersytetów, by prowadzić w miarę normalne życie musieli opuścić Polskę, kolejny raz przyszło im tułać się po świecie. 

Autor opowiada nam, jak zmieniały się okoliczności i klimat, w komunistycznej Polsce, jak wyglądało jego życie jako małego chłopca. Opowiada o swoich sąsiadach i ich własnych sposobach na przetrwanie. Jedni uciekali do Izraela, drudzy deklarowali się Żydami, mówili w jidysz i liczyli z poważnymi konsekwencjami, jeszcze inni zmieniali nazwiska i stawali się bardziej polscy niż Polacy. Dużo czasu poświęca swoim własnym przemyśleniom na temat życiu "po Szoa". Analizuje obraz żydów widzianych oczami ludów Europy oraz mieszkańców Izraela, w tej analizie możemy dopatrzyć się wielu kontrowersji. Goldkorn w "Dziecku w śniegu" nie ukrywa swoich poglądów odnośnie powstania państwa Izrael. Dziwi się, jak tuż po wojnie, kiedy zginęły miliony Żydów, Ci sami ludzie mogli zgodzić się najechać inne państwo i rozpętać kolejną wojnę, z kolejnymi ofiarami.

Ostatnia część książki to podróż pamięci, szlakiem obozów koncentracyjnych : Auschwitz, Treblinki i Bełżca. Widoczna jest tu krytyka Auschwitz, które Goldkorn uważa za muzeum horroru, w którym straszą stosy ściętych włosów czy pędzelków do golenia. Do miejsce które zamiast objawić straszną prawdę historyczną, stało się areną politycznych przepychanek, gdzie każdy może ugrać coś dla siebie.
Miejsca takie jak Bełżec czy Treblinka, miejsca w środku lasu, gdzie turyści zjawiają się o wiele rzadziej, rozległe połacie ziemi z kamieniami jako symbolami pomordowanych, o wiele lepiej oddają duch Szoa. Dają czas na zadumę i zastanowienie. Na zmierzenie się z własnymi wspomnieniami i przeszłością, której pomimo usilnych prób nie będziemy w stanie zrozumieć. 

Choć widać, że autor kocha Polskę i Polaków (wiele z osób, które stało się jego najbliższymi przyjaciółmi było polskimi żydami) to jednocześnie czuje do nich niewysłowiony żal. Boli go swoiste skomercjalizowanie Holokaustu, używanie go instrumentalnie do osiągnięcia własnych korzyści. Nadal boli wspomnienie ludności z miejscowości bliskich obozom śmierci, która odkopywała ciała pomordowanych w poszukiwaniu kosztowności. Boli wspomnienie manifestacji rządowych i szykan, sloganów namawiających do wyjazdu z Polski, wypominania obcości.  Pomimo tego wszystkiego Włodek Goldkorn pozostał Żydem i pozostał Polakiem, a jego książka "Dziecko w śniegu" to ważny głos w literaturze na temat Holokaustu. Choć nie dotyka problemu bezpośrednio, to pokazuje jaki wpływ Szoa ma na kolejne pokolenia. Ale czy odpowiada na pytanie "jak żyć"? To już musicie przeczytać sami. Polecam


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :


Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger