"Zimowe nawiedzenie" Dan Simmons

     Jakiś czas temu przeczytałam rewelacyjną książkę Dana Simmonsa pod tytułem "Terror". Jako doświadczona czytelniczka i fanka thrillerów, osoba która przeczytała wszystko co wyszło spod pióra Stephena Kinga, Grahama Mastertona czy Ursuli Le Guin myślałam, że już nic w horrorach mnie nie zaskoczy a tym bardziej nie przestraszy. Wiecie jak to jest, jak ktoś chuchnie wam niespodziewanie w kark lub też wbije paznokcie pod żebra to za pierwszym czy drugim razem podskoczycie, ale za którymś kolejnym przejdziecie nad tym do porządku dziennego. Ale wracając do tematu. "Terror" był tak dobrą książką, że teraz to już naprawdę będzie bardzo ciężko z nią rywalizować. Pierwszą część "Zimowego nawiedzenia" czyli "Letnią noc" czytałam z zainteresowaniem i z pewnym sentymentem bowiem kojarzyła mi się z powieściami wspomnianego już Kinga czy też serialem "Stranger things", który był wprost rewelacyjny. Dlatego też jak tylko się dowiedziałam, że na rynku pojawił się tom drugi, to od razu wiedziałam, że żadna siła mnie nie odciągnie od tego, by po niego sięgnąć. Teraz, świeżo po skończonej lekturze siedzę w fotelu i dumam a na usta ciśnie mi się jedno jedyne pytanie, panie Simmons cożeś Ty uczynił?

W ostatnich godzinach Halloween wrócił do wymierającego miasteczka Elm Haven, w którym się wychował. Dzięki odosobnieniu ma nadzieję znaleźć tutaj spokój. Ale przeprowadzka do od dawna opuszczonej posiadłości na obrzeżach miasta – niegdyś będącej domem dziwnego i błyskotliwego przyjaciela Dale’a, który stracił swoje młode życie w przerażającym „wypadku” podczas strasznego lata 1960 roku – stanowi tylko ostatni z długiej serii popełnionych przez Stewarta błędów. Ponieważ wcale nie jest tutaj sam. Prywatne demony śledzą go w tym domu cieni, który zaczyna przekształcać rzeczywistość w przerażające, nowe formy. W dodatku wszystko pokrywa ciężki, wczesny śnieg, który właśnie zaczął padać…

Pytanie ze wstępniaka powinno w sumie brzmieć "Panie Simmons czegóż żeś nie uczynił?" . Sięgając po ten tom spodziewałam się powrotu do przeszłości, spotkania z dawnymi przyjaciółmi, sporej dawki grozy oraz tego czegoś w czym Dan Simmons jest najlepszy czyli wyrazistej narracji i worldbuildingu.  Wszystkie książki tego autora jakie do tej pory przeczytałam liczyły ponad sześćset, a nawet tysiąc stron, były opasłe, rozbudowane, momentami przegadane a na pewno bardzo detaliczne i dopracowane w najmniejszych szczególikach. Simmons jest mistrzem budowania atmosfery grozy ponieważ dużą uwagę zwraca na rzeczy które dla innych autorów są mało istotne. Z przesadną dokładnością opisuje poszczególne lokacje, wkłada dużo pracy w tworzenie charakterystyk swoich bohaterów, po prostu stara się by po przeczytania jego książek czytelnik nie miał żadnych pytań ponad te natury egzystencjalnej. Tym razem tego zabrakło. Momentami miałam wrażenie, że to wydawca zmusił autora do napisania tej książki nie jego literacka wena. Podczas studiów zdarzało mi się pisać eseje czy różnego rodzaju prace na zaliczenie. Zazwyczaj dotyczyły one interesujących tematów jednak zdarzały się i takie do których bardzo ciężko było mi się zabrać. Odkładałam to w czasie, wymyślałam wymówki by wreszcie obudzić się w przeddzień daty zaliczenia i musiałam szybko stworzyć "coś" co dałoby mi magiczne "zal"  w indeksie. Wydaje mi się, iż "Zimowe nawiedzenie" jest właśnie takim niechcianym dzieckiem, powieścią stworzoną w bólach, zupełnie niepotrzebną i niechcianą przez autora. Może zabrzmi to brutalnie  lecz przypomina "efekt gwałtu na wyobraźni autora". "Zimowe nawiedzenie" liczy zaledwie 350 stron, co sprawia że jest "najskromniejsza" w dorobku autora. Choć nie jest to bezpośrednia kontynuacja, jej akcja toczy się 40 lat po tragicznych wydarzeniach w Elm Haven, to nie radziłabym jej czytać w oderwaniu od swojej poprzedniczki. Autor praktycznie na każdej stronie wspomina znanych nam z "Letniej nocy" bohaterów, miejsca i wydarzenia, które musimy znać by całość była dla nas logiczna. W książce na przykład pojawia się duch Dueana, chłopca który zginął wciągnięty przez kombajn, jednak wiedza co było przyczyną jego śmierci jest niewystarczająca by zrozumieć przeszłe wydarzenia a tym samym ich konsekwencje. Człowiek, który nie przeczytał tomu pierwszego nigdy nie zrozumie, dlaczego Dale wrócił do miasta swojej młodości, a wiedza ta jest kluczowa do zrozumienia całej książki. Więc tak "Zimowe nawiedzenie" jest zdecydowanie kontynuacją i tak należy je traktować. Dlatego tym bardziej mnie dziwi dlaczego po tak rewelacyjnym i dopracowanym tomie dostaliśmy książkę, która nawet nie próbuje naśladować poprzedniczki. Choć Dan Simmons zadał sobie trud zbudowania "dobrych", wyrazistych postaci tak całe tło wydarzeń zdaje się blade i efemeryczne. Autor potrafi się skupić i na kilku stronach opisać pościg samochodowy, jednak nie zadaje sobie trudu dodania szczegółów do opisu poszczególnych lokacji. Elm Haven z "Zimowego nawiedzenia" czy farma Duena hgdzie rozgrywa się większa część powieści, nie są miejscami mrocznymi i tajemniczymi, za jakie je uważałam wcześniej. Są zwykłe i choć nawiedzone to nawiedzenie to nie oddziałuje na czytelnika. Ani razu nie poczułam strachu czy nawet niepokoju o naszego głównego bohatera. Tak jak kochałam Dala z pierwszej części, kiedy był małym chłopcem, tak jako dorosły był mi zupełnie obojętny. 

Czytając "Zimowe nawiedzenie" cały czas towarzyszyło mi wrażenie, że już to kiedyś czytałam. W pewnym momencie odłożyłam książkę i zaczęłam się zastanawiać. W końcu "to" do mnie przyszło. Czytaliście znakomitą książkę Stephena Kinga "Worek kości"? ( jeśli nie to koniecznie musicie to nadrobić). Powieść Simmonsa tak bardzo przypomina dzieło jego kolegi po fachu, że można się pokusić o uszczypliwość i nazwać ją kopią, może nie wierną ale jednak. W obu powieściach fabuła skupiona jest na mężczyźnie,  którego małżeństwo się rozpadło ( w mniej lub bardziej brutalny sposób) i który postanowił powrócić do ważnego dla niego miejsca z przeszłości by tam się zaszyć i w spokoju leczyć rany. "Zimowe nawiedzenie" zostało wydane w cztery lata po publikacji powieści Stephena Kinga. Ponieważ nie jestem jednym z tych recenzentów, którzy szukają sensacji oraz bardzo szanuję Dana Simmonsa, autora wielu świetnych książek, uważam iż zbieżność nie wynikała z chęci skopiowania lecz wynikała z inspiracji. Chociaż obie książki opierają się na tym samym założeniu to powieść Kinga opowiada o skończonym romansie i tym jak sobie poradzić z pustką po utracie drugiej osoby, a dzieło Simmonsa skupia się na straconym dzieciństwie i niewinności. Zaczyna się podobnie jednak obie książki "ewoluują" w coś zupełnie innego. 

Tak sobie czytam to co napisałam i zastanawiam się czy moja gorycz nie wynika z tego, że Dan Simmons w tej oto książce określił blogerów jako "mniej inteligentnych kuzynów krytyków literackich" :) Oczywiście jest to żart jednak ślad po ukąszeniu w dumę pozostał. Teraz kiedy wszystkie emocje związane z lekturą zaczynają powoli do mnie napływać zastanawiał się, jak bardzo metaforyczny wymiar miała ta książka. Otóż "Zimowe nawiedzenie" nie jest typowym horrorem o nawiedzonym domu, jakich pełno na sklepowych półkach. Ba, właśnie w tej chwili zaczęłam się zastanawiać czy jest to w ogóle powieść o duchach, czy też wszystko było jedynie wymysłem chorego psychicznie, wyczerpanego bohatera? Dale ma pięćdziesiąt lat i jest osobą, która dotarła w swoim życiu do takiego etapu, gdzie pomaga jedynie terapia za sto dolarów za godzinę i garść tabletek. Nasz bohater stracił w swoim życiu wszystko, żonę, dom, córki, szacunek współpracowników, wenę a nawet kochankę. Czy nie stracił również zmysłów? Czy wszystko to o czym czytamy : czarne psy, światła, głosy, pojawiające się na ekranie wyłączonego komputera, nie są jedynie wymysłem jego wyobraźni? Muszę przyznać, że taka interpretacja również miała by sens, szczególnie biorąc pod uwagę wydarzenia z przeszłości, które mogły katastrofalnie wpłynąć na Dala i wywołać opóźniony stres pourazowy. 

Nie da się ukryć, iż pomimo wymienionych przeze mnie rzeczy, które niezbyt przypadły mi do gustu, "Zimowe nawiedzenie" nadal jest książką, która świetnie się czyta i która działa na wyobraźnię. Choć nie jest to typowy horror, a bardziej powieść psychologiczno-obyczajowa, tak trafiają się tutaj momenty podczas których co delikatniejszym czytelnikom podniosą się włoski na rękach. Ci, którzy znają twórczość Dana Simmonsa wiedzą, że autor ten dba o to by jego czytelnicy się nie nudzili. Akcja jest wartka od samego początku do samiutkiego końca. Atmosfera budowana jest stopniowo i w kulminacyjnym momencie dochodzi do erupcji. I choć lawa nie jest tak gorąca jak w przypadku "Terroru" tak nadal może poparzyć. Polecam.

Tytuł : "Zimowe nawiedzenie"
Autor : Dan Simmons
Data wydania : 10 września 2019
Wydawnictwo : Zysk i S-ka
Liczba stron : 352
                                                   Tytuł oryginału : A Winter Haunting




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :  




 
 
 

2 komentarze:

  1. Horrory to nie dla mnie ale wiem, że mają wielu zwolenników :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam za przeczytanie wszystkich książek Kinga :O Ja niestety horrorów nie lubię, bo nie lubię się bać :D

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger