czwartek, 29 czerwca 2017

"Labirynt strachu" Beata Nowosielska

 Tytuł : "Labirynt strachu"
 Autor : Beata Nowosielska
 Wydawnictwo : Novae Res
 Data wydania : 16 czerwca 2017
 Liczba stron : 382



 Anty-obyczajowy rollercoaster

Pomysł na książkę był bardzo udany. Grupka przyjaciół, mroczne siedlisko, duchy z przeszłości i demony teraźniejszości, wszystko to zapowiadało niezwykle ciekawą opowieść z pogranicza horroru i baśni. Zawiódł niestety dość kiepski styl autorki. Oczywiście jest to debiut literacki, i szczerze wierzę że ucząc się na błędach autorka poprawi swój warsztat. Pomimo dość sporej objętości książki jest to lektura na jeden bądź dwa wieczory. Jest to typowy "przewracacz" stron, akcja jest szybka, mnóstwo dialogów ułatwia odbiór a historia jest na tyle ciekawa by wciągnąć czytelnika. Na pewno jest to coś nowego. Niby zaliczana do gatunku thriller jest to bardzo mocna pozycja dla czytelników o stalowych nerwach. Bardziej dla miłośników powieści grozy niż fanów kryminałów.

Grupa przyjaciół ze studiów marzy o wakacjach. Z braku funduszy ochoczo przystają na propozycję
Marka, który zdobył klucze do domu swojego wujka. Dom okazuje się starym choć odremontowanym siedliskiem w małej miejscowości. W zamian za klucze mają opiekować się domem i przylegającym do niego ogrodem. Atmosfera wydaje się sielankowa do momentu kiedy na dworze zapada ciemność. Sara schodząc do kuchni po szklankę wody natyka się na kobietę-ducha, która przestrzega ją przed tym miejscem i każe uciekać. Następnego dnia studenci słyszą dziwne odgłosy, lustro zmienia miejsce położenia a do drzwi puka nieznany mężczyzna, który podaje się za wujka Marka. Młodzi postanawiają opuścić dom i wrócić do miasta, jednak jest to niemożliwe. Rozpętuje się burza, która niszczy ich samochód, wszystkie drogi prowadzą do tego samego miejsca. Sytuacja zaczyna się komplikować kiedy znika Sebastian, a Monika zostaje znaleziona powieszona na drzewie. Czy za to wszystko odpowiedzialna jest sekta Strażników Ognia, mających swoją siedzibę w pobliskim lesie? Czy studentom uda się odkryć tajemnicę domu i ocalić życie?

Myślicie, że tym krótkim wstępem zdradziłam wam całą fabułę? Otóż nie! Streściłam dopiero pierwsze 80 stron książki. Jak sami widzicie wiele się tutaj dzieje a im dalej w las tym więcej drzew. Na tych 382 stronach mamy praktycznie wszystko: stary nawiedzony dom, tajemniczą sektę, ucieczkę z domu wariatów, bitwy z mocarnymi czarodziejami, labirynty do łapania demonów, szary świat i wiele wiele innych rzeczy. Ta książka mogłaby być prawdziwym bestsellerem gdyby dołożyć jej kolejne 500 stron. Autorka zafundowała nam rollercoaster niestety kosztem jakiejkolwiek warstwy obyczajowej. Opisywane są tu zdarzenia jednak brak im głębszej analizy czy odnośników do przeszłości. Część opisowa została okrojona do minimum. Sięgając po tę książkę spodziewałam się, że wkroczę w świat magii, w świat starych słowiańskich wierzeń a tak naprawdę dostałam chaotyczną mieszankę gatunkową gdzie często nic się nie trzymało kupy. W książce tej widać fascynację autorki zjawiskami paranormalnymi jednak zamiast korzystać ze starych i utartych wzorców postanowiła zbudować swój własny świat. Ja oczywiście pochwalam wszelką innowacyjność jeśli nie stoi w zbyt oczywistej sprzeczności z utartymi stereotypami, a jak już ktoś stara się poza nie wykroczyć to oczekuję, że będzie znał się na rzeczy a wszystko będzie sprawiało wrażenie dobrze obmyślonego i w miarę realnego.  Tutaj niestety z realizmem było bardzo krucho. Naszym bohaterom wszystko szło jak bułeczka z masłem. Jeśli czegoś nie umieli to wystarczyło pstryknąć palcami by się tego nauczyli. Owszem sprawiało to, że akcja pędziła na łeb na szyję jednak w pewnym momencie wszystko stało się jakby groteskowe.

Kolejnym słabym fragmentem naszej powieści są bohaterowie. Oprócz ich imion, przybliżonego wieku oraz faktu, że kieszenie świeciły im pustkami, niczego się o nich nie dowiedziałam. Stój! Gdzieś na pierwszej stronie jest napisane, że nasza Sara ma ciemne włosy i dość egzotyczną urodę. Jeśli autor nie daje nam możliwości na poznanie głównych postaci to niech nie oczekuje, że czytelnik się z nimi zżyje. Faktem jest, że większość z nich znika w pierwszej połowie książki jednak ja osobiście nawet nie byłam zainteresowana ich odnalezieniem. Istnym kuriozum nie z tej ziemi była nasza główna bohaterka, kobieta skromna i raczej mało interesująca do czasu jak okoliczności wyzwoliły w niej ukryte moce w tym skłonność do szybkiego uczenia się. Z przeciętnej studentki w parę godzin stała się potężnym medium zdolnym podróżować pomiędzy światami, słuchać mowy kamieni i walczyć z demonami. To co innym zabrałoby pół życia jej się udało wyszkolić siedząc na krześle w kuchni? Że co? Może ja też mam w sobie ukryte magiczne moce? Za chwilkę sięgnę po różdżkę i to sprawdzę.
Kolejną postacią jest Tom. Zastanawia mnie skąd to imię? Może zdrobnienie od Tomasza? A może to imigrant? W każdym bądź razie do końca książki nie udało mi się dowiedzieć kimże on był. Mało tego..nie potrafię nawet powiedzieć czy jest on dobrym czy złym bohaterem. A może tak miało być? Zrobić z niego taką chimerę? 
Witka za to pokochałam. Była to chyba najciekawsza postać w całej książce. Taka dobra dusza, człowiek do rany przyłóż. Niesamowicie inteligentny pasjonat z ogromną wiedzą. 
O innych bohaterach nie jestem w stanie nic więcej powiedzieć, ponieważ autorka nie uznała za słuszne rozwinąć ich postaci. 

Chociaż nie mogę narzekać na samą fabułę, gdyż sporo się działo i autorce całkiem nieźle udało się oddać klimat powieści grozy, tak nie do końca zrozumiałam całego sensu tej książki. Mamy tutaj Strażników Ognia, którzy czerpią moc z zabijanych przez siebie ofiar. Wszystko ładnie i pięknie. Ale ja chcę więcej. Kim oni byli? jakim cudem udało im się przetrwać w lesie przez nikogo niezauważonym? Czemu policja nie zainteresowała się masowym ginięciem małych dzieci? Nawet nie wiem czy wioska do której trafili studenci była wytworem ich wyobraźni, taką bańką mydlaną z której nie można się wydostać, czy istniała naprawdę. Za dużo w tej książce jest znaków zapytania by uczynić z niej dobrą powieść. A szkoda bo widzę tu potencjał. 

"Labirynt strachu"  nie jest powieścią najwyższych lotów jednak doskonale nadaje się na scenariusz filmu. Ekranizacja byłaby zapewne gratką dla miłośników filmów grozy. Na plus dodam, że czyta się naprawdę szybko. Zdania są krótkie, autorka nie boi się używania równoważników zdań, często też posiłkuje się dialogami. Jest to na pewno powieść która spodoba się czytelnikom z ukończonymi kursami szybkiego czytania. Idealnie skacze się z punktu do punktu nie tracąc z oczu całej fabuły. Jest to również pozycja dla ludzi o mocnych nerwach bo nie obyło się tutaj bez krwawych i drastycznych scen. Szczerze wierzę w tę autorkę i na pewno dam jej kolejną szansę. Ma to co u pisarzy jest najważniejsze : wyobraźnię.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :