czwartek, 13 października 2016

"Puste niebo" Radek Rak

Tytuł: „Puste niebo”
Autor: Radek Rak
Wydawnictwo : Powergraph (Kontrapunkty)
Rok wydania : 2016
Liczba stron : 448







Księżyce dwa



Właśnie taki książki sprawiają, że jestem dumna z naszych rodzimych pisarzy. To wspaniałe połączenie gatunków trafiło jak strzała amora prosto w moje serce. Młody autor nie dość, że ma ogromną wyobraźnię to jeszcze znakomity warsztat i lekkość pióra, która w dzisiejszych czasach jest rzadkością. Moim zdaniem jest to jedna z lepszych powieści tego roku i polecam ją wszystkim, niekoniecznie tylko fanom gatunku.

Tołpi, przygłupi nastolatek z małej podlubelskiej wsi znajduje w rzece złapany w sieć księżyc. Postanawia zabrać ze sobą znalezisko i podarować córce piekarza licząc na to, że spojrzy na niego
przychylniejszym okiem i przemieni się w jej oczach z wioskowego głupka w bohatera. Idąc drogą do domu spotyka diabła wierzbowego, pokraczną maszkarę żyjącą w dziupli na drzewie. Czort zwany zapaliczką pragnie zdobyć księżyc dla siebie. W wyniku przepychanki księżyc ląduje na ziemi, pęka i zamienia się w kupkę srebrnego pyłu. Zrozpaczony chłopiec udaje się po poradę do wioskowej znachorki. Opowiada jej o tym co się wydarzyło. Staruszka uświadamia chłopca o konsekwencjach : bez księżyca kobietom miną „Humory” i przestaną zachodzić w ciążę a co za tym idzie zbliża się koniec ludzkości. Chłopiec musi temu zaradzić. Udaje się w podróż do Lublina, gdzie jego głównym celem jest znalezienie rabina, który wie jak stworzyć nowy księżyc. W mieście trwa właśnie komunistyczna rewolucja.

Czytając powyższy akapit pewnie złapiecie się za głowę. A cóż to za pomieszanie z poplątaniem? Księżyc w sieci? Diabły? Komuniści? I właśnie to jest w tej książce najpiękniejsze. Książka rozpoczyna się jak legenda lub baśń. Czytając miałam wrażenie, że znalazłam się w głowie wymyślającego swoje własne światy szaleńca, jak bym wskoczyła do króliczej nory i wyszła po drugiej stronie. Przyrównanie do „Alicji w krainie czarów” jest tutaj jak najbardziej zamierzone. Spotykamy tu tak nieprawdopodobne postacie, jest tak magicznie i kolorowo , że sam Carroll by się tego dzieła nie powstydził.

I to właśnie postacie są najmocniejszą stroną tej książki. Naszego głównego bohatera, Tołpiego, nie sposób jest nie pokochać. Jest tak rozkoszny i dobroduszny a jednocześnie słodko naiwny. Może troszkę głupszy od swoich rówieśników jednak uparcie dąży do celu. Widać jak dorasta, jak zmienia się w mężczyznę.
Diabeł zapaliczka, jest podupadłym czortem, co znaczy, że diabelskiej mocy w nim jak na lekarstwo. Jak to diabeł boi się święconego. To taki mały tchórzliwy chochlik z poczuciem humoru. Na pewno jedna z najbarwniejszych postaci.
Potem mamy rabina, przechrztę, który zna się na wszystkim a jedyną jego słabą stroną są kontakty z kobietami. Dla równowagi wprowadzona została postać wąsatego Tyfona – bumelanta i właściciela burdelu, którego jedynym zajęciem jest picie koniaku i zabawa z kobietami.
Nie zapominajmy również o kobietach. Dobrotliwej pani Marii, typowej matki polki – strażniczki ogniska domowego. Adeli – przepięknej służącej i mrocznej madame – osoby która ze swoich wiszących ogrodów rządzi całym Lublinem. Postaci drugoplanowych jest jeszcze co niemiara. Pojawiają się skrzydlaci łowcy snów, Pani Łuna Marcowa – co przerabia ćmy na pył, martwy dominikanin, któremu śmierć nie przeszkodziła w pełnieniu swojej kościelnej funkcji, oraz plejada przeróżnych stworów, duchów a nawet golemów. Prawda, że piękni?

Kilkakrotnie byłam w Lublinie i nigdy nie widziałam miasta od tej strony, ba nawet nie wyobrażałam sobie, że to położone na siedmiu wzgórzach miasto może być tłem powieści na poły fantasy. Ten nowy Lublin, który poznałam dzięki Rakowi mnie totalnie oczarował. Wyobraźcie sobie, że przenosicie się w mroki średniowiecza a tam w najlepsze trwa rewolucja komunistyczna. Lublin jest mroczny, w jego podziemiach żyją stwory, które karmią się jasnością. Kontrastem dla tej ciemności są piękne wiszące ogrody madame rozłożone nad cudnym jeziorem. Lublin to również miasto kościołów, far i synagog. To miasto wielu, typowy tygiel narodowościowy. Miasto pełne brudu jak i wewnętrznego piękna.

Dodatkowym atutem książki, jest humor z którym została napisana. Niektóre dialogi po prostu zwalają z nóg a brzuch aż mnie bolał ze śmiechu. Co prawda może razić to, że niektóre teksty są na wskroś nowoczesne, co troszkę nie pasuje do stylu w którym książka jest napisana, jednak jest to tylko detal.

Moim zdaniem Kontrapunkty dały plamę. Opis z okładki książki wcale nie zachęcił mnie do jej przeczytania. Nie oddał jej prawdziwej treści, jego lakoniczność sprawia, że pewnie wielu czytelników nie sięgnie po tę pozycję. A szkoda bo naprawdę warto. To słodko gorzka, czasami metaforyczna opowieść o Polsce i polskości. Powieść,która w jednym rozdziale wyciska nam łzy z oczy by w następnym powalić ze śmiechu. Pełna erotyzmu, z elementami horroru byłaby ciekawym tematem sztuki scenicznej.


Gorąco polecam.