sobota, 8 października 2016

"Sukienka w kolorze nocnego nieba" Karen Foxlee

Tytuł: “Sukienka w kolorze nocnego nieba”
Autor : Karen Foxlee
Rok wydania : 2016
Wydawnictwo : Dobra Literatura
Liczba stron : 304
Tytuł oryginału : The midnight dress





Wampir energetyczny




Moje pierwsze spotkanie z autorką, mówię tutaj o powieści “Kruchość skrzydeł” skończyło się po pięciu stronach. W tym przypadku udało mi się dobrnąć do końca, na co zapewne wpływ miało tempo akcji. W “Sukience w kolorze nocnego nieba” była ona zdecydowanie szybsza. Całość była również mniej przefilozofowana. Ot taki lekki thriller dla grzecznych dziewczynek, a poniekąd książka obyczajowa. Mnie osobiście takie pozycje ani ziębią ani grzeją. Nie uważam, żeby to była literatura wysokich lotów, choć za taką chce zapewne uchodzić. Zwykłe czytadło do poduszki, nic ponad to.


Nastoletnia Rose Lovell, od lat przemierza wraz z ojcem alkoholikiem Australię śpiąc po kempingach w przyczepie. Pewnego dnia ze względu na brak paliwa , zmuszeni są do zatrzymania się w miejscu o nazwie Paradise na skraju małego miasteczka. Ojciec postanawia tu osiąść na dłużej z tego względu Rose zmuszona jest podjąć naukę w pobliskiej szkole. Tam zaprzyjaźnia się z Pearl Kelly, która namawia ją do wzięcia udziału w dożynkowej paradzie. Warunkiem koniecznym jest posiadanie odpowiedniej sukienki. Rose z braku pieniędzy, za namową przyjaciółki, odwiedza ekscentryczną krawcową Edith Baker , która postanawia uszyć jej suknię jeśli dziewczyna będzie jej w tym pomagać. Rose się zgadza.

Kiedy podczas imprezy dożynkowej ginie dziewczyna, całe miasteczko aż wrze od plotek. Wszyscy biorą udział w poszukiwaniach bojąc się, że jest już za późno.

Fabuła książki prowadzona jest dwutorowo. W teraźniejszości i w przeszłości. Naprzemienne rozdziały opowiadają nam o prowadzonym przez policję śledztwie w sprawie zaginionej dziewczyny, oraz opowiadają o przejściach Rose w małym miasteczku. W całość wpleciona jest również historia Edith Baker. Wychodzi z tego niezły miszmasz. Wątek Eddie, choć dość ciekawy, jest jakby oderwany od całości, zupełnie książce niepotrzebny. Na domiar złego autorka na siłę próbuje dodać do powieści wątek magiczny. Sama sukienka ma w sobie coś metafizycznego, jednak nie do końca wiadomo o co w tym wszystkim chodziło. Przynajmniej do mnie osobiście to nie przemówiło.

Kolejną słabą stroną powieści są główni bohaterowie. Mamy tutaj Rose, skrytą I zamkniętą w sobie nastolatkę. Wydawało mi się, że autorka próbowała ukazać jej przemianę jednak dla mnie nasza bohaterka do końca pozostała taka sama . Jest jedna z najbardziej odpychających postaci, z którymi się spotkałam w literaturze, totalnym wampirem energetycznym. Na wstępie jak poszła do szkoły to ktoś powiedział “nikt jej tu nie polubi”, co prawda okazało się inaczej, jednak bym się nie zdziwiła gdyby były to słowa prorocze. Rose się po prostu nie dało polubić. Była agresywna, trzymała się na dystans, dawała innym wyraźny sygnał, żeby się do niej nie zbliżać.
Z kolei Pearl jest wulkanem tryskającym radością I entuzjazmem. Ona jest z kolei najbardziej naiwną osobą z jaką się spotkałam, a wątek jej mieszkającego w Rosji ojca, którego pragnie odnaleźć po prostu mnie rozśmieszył, był tak naciągnięty, że w końcu się rozlazł jak guma w gaciach.
Obie dziewczyny były tak różne, że nie sposób połączyć razem ich osobowości. W normalnym świecie by ktoś z kimś nawiązał przyjaźni musi być jakaś wspólna platforma zainteresowań. Tutaj nie było nic.
Idźmy dalej. O koleżankach ze szkoły praktycznie nie dowiadujemy się nic, oprócz tego że nie są zbyt zadowolone z faktu pojawienia się w klasie nowej uczennicy. Opis ich postaci sprowadził się do : piękne młode dziewczyny, których jedynym celem życiowym jest posiadanie najpiękniejszej sukni na balu dożynkowym I zostanie jego królową.
Jedyna postacią, choć nieco zdziwaczałą, jednak jedyną pozytywną jest dla mnie Eddie. Ta przynajmniej ma coś ciekawego do opowiedzenia.

Sama fabuła książki jest dość przewidywalna, ja już po 50 stronie dowiedziałam się jaki będzie tego wszystkiego finał. Uważam, że dało się to zrobić lepiej niż podawać wszystko na talerzu, odarło to książkę z całej tajemniczości. A najgorsze, było zakończenie. Nagle Rose jaką poznałam, choć nadal niedostępna I sarkastyczna zmienia się w postać całkowicie żałosną. Zamiast dojrzeć I w pewien sposób ewoluować, przybiera zupełnie nową skórę, co do niej zupełnie nie pasuje. Do tego sporo spraw nie zostało zakończonych.

Jak wiecie nie jestem fanką zbyt długich opisów w książce, jednak jeśli są dobre, jak na przykład w przypadku Kena Folleta to przeczytam je z przyjemnością. Tutaj niestety musiałam przewracać kartki. Jest to pierwsza pisarka z którą się spotkałam która nie potrafiła przemówić do mojej wyobraźni. Zazwyczaj z opisów jestem wstanie wyświetlić sobie obraz akcji. Tutaj było to niemożliwe. Opis wycieczki Rose w góry na poszukiwania zagubionej w lesie chaty, był dla mnie po prostu nie do przejścia. Z drugiej strony dodam , że książka będzie gratką dla miłośników botaniki. Pełno tutaj opisów przyrody I nazw australijskich roślin, które po zgooglowaniu wyglądają całkiem ciekawie.

Podchodziłam do tej książki tak jak sugerował wydawca, czyli jak do lektury młodzieżowej, dlatego też spodziewałam się jakiegoś wypływającego z niej morału. Nic takiego tutaj nie było. Owszem jest to dość ciekawe studium więzi między rodzicem a dzieckiem , jednak wątek ten praktycznie zniknął pod natłokiem innych zdarzeń I opowieści.


Książka jest ani dobra ani zła. A to chyba najgorzej. Jak nie macie nic ciekawszego na pólce to możecie po nią sięgnąć jednak ostrzegam jest to lektura dla dość wytrwałych.