wtorek, 11 kwietnia 2017

"Masakra" Krzysztof Varga


 Tytuł : "Masakra"
 Autor : Krzysztof Varga
 Wydawnictwo : Wielka Litera
 Rok wydania : 2015
 Liczba stron : 544


Jak śliwka w kompot


Jak wiecie nie przepadam za polską literaturą. Na półkach w księgarniach pełno słodko-gorzkich powiastek miłosnych bądź obyczajowych napisanych na kolanie przez sfrustrowane kury domowe. Dlatego jakże się zdziwiłam, jak w moje ręce wpadła taka perełka- diametralnie różna od miałkiej prozy, którą się otaczam. Już od pierwszej strony wpadłam jak śliwka w kompot. Brawo dla autora, brawo dla wydawcy za niesamowitą okładkę i brawo dla mojej przyjaciółki, która mnie zmusiła do sięgnięcia po tę rewelacyjną książkę. Dziękuję.

Stefan Kołtun budzi się po kilkudniowym melanżu. Żona z dziećmi zniknęła, podobnie jak karty
kredytowe, portfel, pieniądze oraz telefon. Jednak wszystko to jest nie ważne. Naszego bohatera męczy kac, którego zabić da się klinem. Mieszkając w Warszawie, i będąc znanym kiedyś muzykiem na pewno trafi na osoby, które zlitują się nad umęczoną duszą. Stefan wyrusza w podróż przez Warszawę w poszukiwaniu ratunku. Na swojej drodze spotyka znajomych z przeszłości : atrakcyjną wiedźmę, kochankę sprzed lat, niedocenionego Poetę, Docenta, magistra Wątrobę oraz tajemniczego Pana Lucjana. 

Przymierzałam się do napisania tej recenzji już po przeczytaniu pierwszych kilkudziesięciu stron książki. Tak rzadko zdarza mi się trafić na coś tak wyjątkowego, że będą tu tylko same ochy i achy ( wiem wiem, ale to w końcu moja subiektywna ocena). Nie jestem typową matką Polką, mam dziecko, jednak mam też swoje życie, które nie zakończyło się jak miała kilkanaście lat. Doskonale wiem jak to jest się obudzić z kacem, doskonale wiem jak to jest zbierać pieniądze na piwo i doskonale wiem jak samotni możemy czuć się w życiu. Może przez te wszystkie "Wiem" udało mi się w stu procentach utożsamić z naszym głównym bohaterem.
Wydawca pisze, że książka jest powieścią drogi, ja jednak aż tak daleko bym się nie zapędzała w opisie. W końcu droga naszego bohatera to zwykły spacer, choć z drugiej strony jest to prawdziwa droga przez mękę. Wyobraźcie sobie spacer w upale, bez grosza przy duszy, kiedy każda komórka waszego ciała woła o wodę o umysł woła o zwykłe zimne piwo by zaleczyć kaca. Jest to owszem powieść drogi jednak w metafizycznym tej drogi rozumieniu. 
Mamy tu do czynienia ze znaną postacią, kiedyś sławnym muzykiem, który odrywa kupony. Oczywiście młodość przemija, gusta się zmieniają i kiedyś popularni odchodzą w niepamięć. Jednak czy tak się dzieje naprawdę?
Nasz bohater wędrując spotyka postacie z przeszłości, osadzone w teraźniejszych realiach. Książka można by powiedzieć jest konfrontacją tego co przeminęło z teraźniejszością. Nie potrzeba tu się zbytnio wyznawać na polityce, czy znać historię polskiej sceny muzycznej. To jest tylko i wyłącznie wędrówka naszego bohatera i to on musi się zmierzyć z nowoczesnym światem, dopiero teraz otwiera sobie na niego oczy. A to co nam przedstawia jest niestety niezwykle smutne.

Oczami naszego bohatera widzimy społeczeństwo, które goni za pieniądzem. W którym ideały, bohaterowie, wieszczowie zeszli na dalszy plan. Liczy się tylko to co jest tu i teraz. Bardzo zasmuciła mnie scena dialogu między Stefanem a pomnikiem Prusa- przeczytajcie a będziecie wiedzieć dlaczego. Również nasza muzyka, kiedyś tak piękna i podziwiania została sprowadzona do minimum- ważne jest tylko to by był bit i by się dobrze przy tym tańczyło.

Podobało mi się to, że nasz bohater, choć na kacu a potem zawiany , zachował pełnię władz umysłowych, która bądź co bądź cechuje prawie wszystkich alkoholików. Ludzie, którzy opowiadają się za prawą stroną sceny politycznej raczej tą książką zachwyceni nie będę, ludzie którzy obchodzą miesięcznice, pewnie ją zbojkotują, ale dlaczego po prostu nie podejść do niej jak do majaczeń chorego człowieka? Czy nie taki był zamysł?

Jestem rodowitą warszawianką i dziękuję autorowi za tę książkę. Dzięki niemu mogłam poznać Warszawę z zupełnie innej strony. Warszawę zarówno współczesną jak i tę dawno z lat kiedy byłam totalną gówniarą co zbierała karteczki i żuła gumę turbo. Warszawa w powieści Vargi jest piękna i słoneczna, pomimo tego, że przesycona alkoholem.

Dziękuję autorowi za tę powieść, było to niesamowite przeżycie, pełne wrażeń i kolorów. Czy autor odnalazł swoją rodzinę? Czy jej w ogóle szukał? Czy się martwił? A może właśnie nie o to chodzi? Może czas nas samych postawić na pierwszym planie zanim zaczniemy troszczyć się o innych?

POLECAM KAŻDEMU