środa, 6 września 2017

"Stacja centralna" Lavie Tidhar

 Tytuł : "Stacja centralna"
 Autor : Lavie Tidhar
 Wydawnictwo : Zysk i S-ka
 Data wydania : 24 lipca 2017
 Liczba stron : 320
 Tytuł oryginału : Central Station 
 
 

 Fabula rasa


"Stacja centralna" to jedna z najbardziej zapierających dech w piersiach, zaskakujących i wyimaginowanych historii jakie dane mi było przeczytać. Styl autora przypomina mi prozę Hannu Rajaniemi choć jest bardziej liryczny i działający na wyobraźnię. Tidhar w swojej najnowszej powieści połączył w jedną całość opublikowane wcześniej opowiadania. To powrót do złotego wieku SF z wyraźną nutą retro, która czyni wymyślony świat niezwykle barwnym i bogatym. Łączy przeszłość z przyszłością i sprawia, że czytelnik czuje tęsknotę za innymi dziełami tego gatunku. Ba, nawet za tymi nieprzeczytanymi. 

Daleka przyszłość. Miejsce akcji : Tel Awiw, gdzie na miejscu starego dworca kolejowego zbudowano gigantyczny kosmoport- miejsce lądowania statków z najodleglejszych zakątków galaktyki. To miejsce zderzenia kultur zarówno w świecie realnych jak i wirtualnym.
Boris Chong po latach eksploracji kosmosu wraca na ziemię gdy dowiaduje się o złym stanie zdrowia ojca. Wraz z nim na Stację Centralną przylatuje jego kochanka, wampirzyca, która czerpie moc z wysysania wspomnień i energii innych ludzi. 
Już na miejscu Borys spotyka swoją dawną miłość. Kobieta mieszka wraz z cudownym dzieckiem, które poprzez dotyk potrafi podłączyć się do strumienia danych z umysłu. 
Poznajemy również kuzynkę Borisa, młodą kobietę zakochaną w żołnierzu cyborgu, który poszukuje części zamiennych do swojego zamienionego w pancerz bojowy ciała.
A nad tym wszystkim góruje moloch Stacji Centralnej.

Świat wykreowany przez autora jest tak surrealistyczny, tak trudny do wizualizacji, że książka będzie
zrozumiała tylko dla fanów gatunku, dla ludzi z wybujałą wyobraźnią, którzy nie boją się nowych światów, których elementy często są sprzeczne ze znaną nam logiką i prawami fizyki. Proza autora to suma detali i drobiazgów, które składają się na obraz całego wszechświata. Człowiek bowiem spełnił swoje odwieczne marzenie i podbił kosmos. Udało mu się stworzyć sztuczną inteligencję i ją wyzwolić, jednak odwrotnie niż w większości filmów czy książek SF, tutaj panuje symbioza i pełna asymilacja. Świat Tidhara to świat tolerancji gdzie nowe żyje w zgodzie ze starym, wirtualne z rzeczywistym. Autor skutecznie pozacierał granice pomiędzy tym co realne a wymyślone. 
Mamy tutaj Robotników, utracone dusze zapomnianych wojen, którzy wędrują po ulicach i błagają o części zamienne. Ci wskrzeszeni żołnierze, kiedy zapanował pokój zostali odstawieni na boczny tor, stając się wyrzutkami społeczeństwa o których nikt nie pamięta. Sprzedają narkotyk "Ukrzyżowanie" dzięki któremu byli w stanie w euforycznym amoku walczyć za ojczyznę. 
Mamy tutaj dzieci z błękitnymi oczami kodu Armaniego, którzy wznoszą modlitwy do Świętego Cohena od innych. 
W specjalnie przygotowanych kapsułach człowiek może się przenieść w świat Gildii Aszkelońskich, gry komputerowej, w której celem jest odnalezienie pradawnych artefaktów. 
Wampiry danych żerują na nieostrożności ludzi i wysysają z nich egzopamięć. A wokół tego wszystkiego znajduje się wszechobecna Konwersacja- nieustający szum danych i rozmów całej ludzkości oraz sztuczna inteligencja Innych połączonych siecią wirtualnej rzeczywistości, tak gęstej, że przenika rzeczywistość.
Prawda, że to wszystko brzmi fantastycznie? A to dopiero początek bo przecież Stacja Centralna to tygiel kulturowy całej galaktyki. Spotkamy tu Marsjan, Muszlaki i innych pasjonatów kosmicznej turystyki. A wierzcie mi jest ich naprawdę sporo.

"Stacja centralna" to naprawdę wspaniała książka, jednak nie można podchodzić do niej z założeniem, że trafiliśmy na dzieło sztuki, gdyż jest to powieść w istocie szczególna, która zyska sobie również szerokie grono krytyków. Wydaje mi się, że pomysłem na książkę była idea wykreowania innego, nowego i futurystycznego świata, a sama fabuła została zmarginalizowana. Powieść ta powstała z fragmentów gotowych opowiadań, które autor postanowił luźno ze sobą połączyć. Każda z opowiadanych historii jest ciekawa, jednak nie ma głównego motywu, który by pchał narrację do przodu. Na siłę można się tu dopatrzyć struktury jednak wnikając aż tak głęboko stracimy całą przyjemność z czytania. Bo to nie bohaterowie, nie wydarzenia są najważniejsze tylko rzeczywistość w jakiej się rozgrywają. Historie te są opowiadane w oderwaniu od opisywanych wydarzeń, z dystansu, co w praktyce ogranicza, a często nawet wyklucza, zaangażowanie bohaterów. Często niedokończone, wyrwane z kontekstu są tylko częścią większej układanki- obrazu świata przyszłości. Jednak dodam, że również narracja pełni ważną rolę w tej książce, jest dodatkowym czynnikiem światopoznawczym.

Tidhar wchłonął i przetrawił tyle gatunków science fiction by na koniec oddać nam coś nowego i innowacyjnego, coś z czym się do tej pory nie spotkałam, książkę w której słychać echa lektur z przeszłości. Spektakularna, często wręcz poetycka, proza sprawiła, że wprost nie mogłam się od niej oderwać. Byłam tak pochłonięta szczegółami odsłanianego przeze mnie świata, że praktycznie do ostatniej strony nie zauważyłam braku fabuły. Dla mnie była rewelacyjna i bez niej. Must read. 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :