czwartek, 29 września 2016

"Dynastia" Graham Masterton

Tytuł : „Dynastia”
Autor : Graham Masterton
Rok wydania : 2015
Wydawnictwo : Albatros
Liczna stron : 768
Tytuł oryginału : Rich











Ziemia obiecana



Grahama Mastertona znam głównie jako autora najwyższej klasy horrorów. Wiem jednak, że kilkadziesiąt lat temu próbował zaistnieć również w innych gatunkach. Pisał między innymi opasłe powieści historyczne. Ludzie, którzy śledzą mojego bloga zapewne pamiętają moją niekoniecznie pochlebną recenzję książki „Imperium”. Wtedy się zawiodłam jednak jeszcze raz postanowiłam dać autorowi szansę. Tym razem wyszło lepiej, nie wiem czy za sprawą autora czy może ja dorosłam do tego typu powieści. 

Johann Cornelius , młody Holender, w początkach XX wieku przypływa do Stanów Zjednoczonych.
Jego specjalnością jest naprawa wszelkich urządzeń mechanicznych jednak jego ambicje sięgają daleko poza zakład naprawczy. Pragnie zostać bajecznie bogaty, marzy mu się bycie milionerem , kariera od pucybuta do milionera. Za pierwsze zarobione pieniądze kupuje bilet na pociąg i jedzie do Texasu gdzie jak grzyby po deszczu wyrastają szyby naftowe. Dzięki brawurze, niezaproszony dostaje się na prywatne przyjęcie gdzie bawi śmietanka towarzyska Broughton. Po zawarciu korzystnych znajomości z najmożniejszymi tutejszej społeczności prosi ich o pomoc w otwarciu własnego biznesu. Niestety nikt nie chce podżyrować pożyczki nieznajomemu. Z pomocą przychodzi mu Beatrice Mulliner, żona bogatego adwokata. Dzięki niej Johann zdobywa upragnione pieniądze jednak zmuszony jest do opuszczenia miasta. Swoją karierę rozpoczyna w Edgar, innym naftowym miasteczku, gdzie otwiera swoje pierwsze zakłady naprawcze. Już po kilku latach staje się milionerem. Jednak pogoń za pieniądzem przysłoniła mu cały świat. W 1903 roku doszło do tragedii w której stracił dwie osoby najbliższe jego sercu : ukochaną i wykupioną z burdelu przyjaciółkę. Jak potoczą się dalsze losy ambitnego Holendra?

Na wstępie powiem, że na pewno nie jest to książka dla każdego. Ponad 700 stron , do tego małym drukiem – to jest wyzwanie samo w sobie. Do tego jak przystało na książkę historyczną pełno tutaj detali i opisów. Książka ma swoisty rytm. Każdy rozdział czy nawet akapit, zaczyna się od długiego opisowego wstępu, by pod koniec przejść do części zdominowanej przez dialogi. Mniej wytrwałym czytelnikom mogę obiecać, że jeśli pominą sceny opisowe i skupią się na samych dialogach to i tak niczego nie stracą. Z drugiej strony fani powieści historycznych będą wniebowzięci. Autor doskonale oddał ducha epoki. Poznajemy Amerykę XX wieku w najdrobniejszych szczegółach. Począwszy od popularnych w tamtym czasie nazw zastaw stołowych a na nowinkach technicznych skończywszy. W tekście widać fascynację autora wszelkiego rodzaju pojazdami począwszy od samochodów a na pociągach skończywszy.
Mnie osobiście ciut przydługie i zbyt szczegółowe opisy każdej wykonywanej przez bohaterów czynności nieco nużyły. Niekoniecznie muszę znać szczegóły ubiory, zawartości walizki czy lodówki. Książka jest wręcz przesycona detalami. A najbardziej denerwujące były opisy prostych ludzkich zachowań w stylu : podniósł rękę, wygładził serwetkę. Czułam się troszkę jak na filmie z dubbingiem dla ślepych, gdzie lektor dokładnie opisuje co się dzieje na ekranie. I przyznam wam się szczerze, że gdzieś w połowie książki opisy czytałam tylko pobieżnie co pewnie zaoszczędziło mi kilku dodatkowych godzin czytania.

Fabuła książki jak w większości sag jest mało zaskakująca. Są setki powieści o życiu bogatych, wielopokoleniowych rodzin. Więc co tę akurat wyróżnia? Otóż proszę państwa : postacie. Uwielbiam Grahama Mastertona właśnie za to, że tak pięknie potrafi zróżnicować ich charaktery. Każdy jest tutaj niepowtarzalny, owszem duża część powieściowych charakterów jest przerysowana jednak nie można powiedzieć żeby nie byli unikatowi. Nie każdy autor pozwala nam zżyć się z osobami, o których losie opowiada. Tutaj poznajemy ich dogłębnie, niekoniecznie musimy pałać do nich sympatią jednak doskonale możemy postawić się w ich pozycji. Znamy ich charaktery, poznajemy namiętności, które nimi targają, jesteśmy za pan brat z ich bolączkami i chwilami szczęscia.

Jak doskonale wiemy, Ameryka XX wieku dla wielu była rajem obiecanym. To właśnie tutaj z pustego i Salomon nalewał, dla wielu była ziemią obiecaną. Autor obrazuje nam proces jak w większości przebiegały kariery ówczesnych milionerów, a wierzcie mi pójście drogą wielkich pieniędzy było tylko dla odważnych i przebojowych ludzi. Trzeba było zapomnieć o moralności i litości, twardo stąpać po ziemi i mieć oczy z czterech stron głowy by wiedzieć z której strony nadchodzi atak. Nie można się było bać działalności na skraju szarej strefy a czasem nawet i w czarnej, korupcja była chlebem powszednim , często jedyną drogą do sukcesu.

Po przeczytaniu tej powieści wiem troszkę więcej o mechanizmach rządzących Ameryką tamtych lat. Mam troszkę za złe autorowi, że praktycznie pominął kryzys 1929 roku i inne wielkie wydarzenia, które wstrząsnęły amerykańskim przemysłem. Z drugiej strony dowiadujemy się jednak innych ciekawych rzeczy. Pomimo abolicji w XX wieku nadal można było handlować ludźmi. Dowiadujemy się jak działał Ku Klux Klan. W tej książce jest absolutnie wszystko co wpłynęło na obraz dzisiejszych Stanów Zjednoczonych. Autor pięknie pokazał jak zmieniała się rola i pozycja kobiet w społeczeństwie. Od typowych kur domowych do wyzwolonych sufrażystek następnego pokolenia.

Oczywiście w powieści było parę pomyłek i jednak z nich utkwiła mi w pamięci. Pewnego razu Johann wychodząc z restauracji nie zostawił napiwku. Kelner wybiegł za nim dopominając się o zapłatę. Nasz bohater odpowiedział mu , że żebrząc nie dorobi się majątku. A co sam zrobił jak przebywał w Broughton i prosił elitę tamtejszego miasteczka o pieniądze? Czy gdyby nie jego prośby i ich dobra wola pożyczenia 10 000 dolarów to stałby się tym kim był?


Pomimo minusów jakimi były : zbyt rozwlekłe i detaliczne opisy, czasem mizerne dialogi i mało innowacyjna fabuła książka sprawiła na mnie dobre wrażenie. Nie wiem czy powodem tego jest sam autor czy moje zamiłowanie do książek historycznych. Jestem zdecydowanie na tak. Jednak od razu zastrzegam, mniej wytrwałych czytelników powieść może po prostu znudzić.