"Śreżoga" Katarzyna Puzyńska

 Wiecie co zwróciło moją uwagę na tę książkę? Napis u góry okładki mówiący o tym, że już sprzedano milion egzemplarzy z serii o Lipowie. Wiecie co to znaczy? Że mnie więcej w co pięćdziesiątym warszawskim mieszkaniu (oczywiście jest to duże uśrednienie) znajduje się przynajmniej jedna książka tej autorki. Wow.... ciekawi mnie ilu naszych rodaków posiada choć jeden tom Krzyżaków. Dlatego też, podobnie jak milion moich rodaków, w końcu się skusiłam i sięgnęłam po moją pierwszą książkę Katarzyny Puzyńskiej.  Wydawać by się mogło, przynajmniej patrząc na rozmiary tego woluminu, oraz na recenzje na portalach literackich, że wprost nie mogłam trafić lepiej. W końcu za moje pieniądze dostałam coś prawdziwie materialnego, 900 stron lektury, której nie połknie się w jeden dzień. No dobrze, to już wiecie, że objętościowo "Śreżoga" spełniła moje oczekiwania. A jak było z treścią? Zapraszam więc na recenzję. 

Ktoś czai się z siekierą w ciemności. Sierżant sztabowy Radosław Trawiński boi się, że to aspirant Daniel Podgórski, który odkrył, że śmierć jego partnerki nie była samobójstwem. Czyżby przyszedł się zemścić? Tymczasem w okolicy giną jeszcze trzy osoby. Właściciel zajazdu wygląda wprawdzie, jakby spokojnie zasnął, ale jego pracownica nie ma tyle szczęścia. Jej ciało zostaje brutalnie zmasakrowane. Kilkanaście kilometrów dalej, na cichej leśnej polanie, ktoś ustawił aparat fotograficzny. Jego obiektyw skierowany jest na porąbane ciało młodego mężczyzny. Tylko twarz pozostaje nienaruszona. Zamiast dłoni i stóp sterczą za to groteskowe ptasie nóżki. Ale to nie pierwszy raz, kiedy sprawca zabiera ze sobą trofeum. Dwa lata wcześniej ginie pewna młoda dziewczyna. Ona również zostaje w ten sposób okaleczona. Kim jest i dlaczego wygląda, jakby przybyła z przeszłości? Co oznacza dziwny znak, który rysuje pewna pisarka? I czy prawdą jest, że kto usłyszy dźwięk wrzeciona kikimory, ten umrze? 


Muszę się przyznać, że jeszcze nigdy nie zaczynałam przygody z daną serią od tomu numer dwanaście. Zdarzało się od drugiego, nawet piątego, jednak zdecydowanie nie dwucyfrowego. Jeśli podobnie jak ja nie czytaliście do tej pory żadnej z książek Puzyńskiej (z tej serii) , to wam to zdecydowanie odradzam, przynajmniej jeśli chodzi o warstwę obyczajową. Jest to książka dla czytelników, którzy znają Lipowo, znają bohaterów i brodnickich policjantów. Momentami czułam się jak piąte koło u wozu, jak ten zbłąkany wędrowiec, na którego czekamy przy wigilijnym stole. Owszem był dla mnie talerz i mnóstwo jedzenia, jednak nie mogłam się poczuć jak członek rodziny, choć bardzo ale to bardzo się starałam.  Być może wpływ na to miał fakt iż jednym z głównych bohaterów, była osoba już nieżywa. Ciężko jest czytać o losach kogoś, kto wiemy jak skończył. Owszem zastanawiało mnie dlaczego tak potoczył się losy Emilii (Ci, którzy czytali poprzednie tomy, pewnie to już wiedzieli), jednak i tak czułam doskwierający mi dyskomfort. Zresztą w całej książce było bardzo dużo tak zwanego dramatyzmu obyczajowego, czego za bardzo nie lubię jeśli chodzi o książki kryminalne. Moim zdaniem sfera prywatna powinna być zdecydowanie oddzielona od sfery służbowej. Problemy rodzinne zostawia się za drzwiami zakładu pracy. Komisariatu również. Jednak tutaj, z tego co się mogłam domyślić, każdy był ze sobą jakoś powiązany. Mieliśmy komisarza (choć było go mało), który kręcił ze swoją byłą dziewczyną (nota bene mieli dorosłego już syna). Jego żona siedziała zaś w domu, czekając na wynik testu ciążowego (wątek ten pojawiał się co kilka stron). Jeśli byłby negatywny mężczyzna nie miał by już żadnych oporów przed tym by spakować walizki. Cały ten melodramat był dla mnie nieco naciągany, a postawa kochanki żałosna. No, ale jak wyżej napisała, nie znałam całej historii i jej kontekstu, więc nie chcę nikogo osądzać. Oprócz Emilii i Daniela była tutaj również emerytowana policjantka (bardzo ciekawa osoba), dość dziwny szef komisariatu, sporo techników i mnóstwo ale to mnóstwo bohaterów pobocznych, świadków czy statystów. Zdecydowanie można było się w tym wszystkim pogubić. 

Główny wątek fabularny kręci się wokół zabójstwa młodej, pięknej dziewczyny. Ofiarę znaleziono w lesie. Miała odrąbane dłonie i kostki a na ich miejsce ktoś wsadził kurze łapki. Podejrzany o morderstwo nocny stróż, został wsadzony do więzienia a Emilia poproszona dostaje o domknięcie śledztwa, na co naciska sam prokurator. Jednak, jak to często się dzieje w kryminałach, pojawiają się nowe okoliczności, które mogą okazać się uniewinniające dla naszego osadzonego. Podążając za młodszą podkomisarz Emilią zaczęłam się zastanawiać, czy ktoś wcześniej w ogóle prowadził to śledztwo. Policjantka już na samym początku wpadła na tyle nowych tropów, przesłuchała tylu nowych światków, że jej poprzednicy zamiast zbierać dowody musieli objadać się pączkami. Muszę przyznać, że "Śreżoga" była jedną z tych książek, które ja nazywam "dochodzeniowymi". Autorka od samego początku idzie po nitce do kłębka i wiadomo, że na końcu znajdziemy mordercę. Nie wcześniej. Tutaj niestety jest to nieco bardziej skomplikowane ponieważ mamy nieskończoną liczbę ludzi, którzy mieli motyw. Jedni lepszy , drudzy gorszy. Moim zdaniem morderca miał jeden z tych bardziej naciąganych. Chodzi o to, że do tego małego miasteczka , jakim jest Lipowo, Puzyńskiej udało się wcisnąć trzy rodziny, które działały w tej samej branży i do tego bardzo mało popularnej, a mianowicie zajmowały się budową domów z drewna. No domiar złego każda z tych rodzin miała trupa w szafie. Byli tutaj wyzyskiwacze, mordercy, zdrajcy, złodzieje a nawet wiedźmy i pedofile. Tych koneksji rodzinnych i wszelakich dramatów było tak wiele, że momentami nie mogłam się połapać. Jak dla mnie wersja obyczajowa były zbyt rozbudowana, choć gdzieś przeczytałam że w poprzednich tomach było jej jeszcze więcej. Ja zdecydowanie bardziej wolę kryminały. 

A jak z samym stylem i warsztatem? Nie da się ukryć , że Puzyńska umie pisać, zresztą świadczą o tym miliony sprzedanych książek. Czyta się szybko, dialogi są wyważone, teksty pomimo mrocznej atmosfery bywają zabawne. Jednak czegoś mi tutaj zabrakło. A może wprost przeciwnie....czegoś było tutaj za dużo. Moim zdaniem ta książka wypadłaby o niebo lepiej gdyby okroić ją z kilkuset stron, pozbawić wątków romansowo-obyczajowych, skupić się na śledztwie i łapaniu mordercy a nie na zgłębianiu psychiki małomiasteczkowych filantropów czy drag queen. Zresztą sam fakt, że w Lipowie mieszka tak kolorowa społeczność sprawił, że włożyłam tę historię pomiędzy bajki. No chyba , że coś się zmieniło na polskiej wsi przez  10 lat, kiedy to ostatni raz tam byłam. 

"Śreżoga", jak widać po recenzjach, ma swoich wielbicieli . Krytyków za to znalazłam bardzo niewielu i zdecydowanie nie chcę się zaliczać do ich grona. Ja to tłumaczę sobie tak : Karolina zacznij jak człowiek, od początku. Poznaj bohaterów, poznaj ich historie i to małe miasteczko i dopiero wtedy feruj wyroki. I tak właśnie zrobię. W moim koszyku jest już pierwszy tom serii lipowskich kryminałów i mam nadzieję, że nie ostatni. I co mi pozostaje zrobić? Fanom Puzyńskiej, wzorując się na opiniach innych blogerów, to chyba polecić, a nowicjuszom? A nowicjuszom polecam zacząć od początku. Wraz ze mną. 

 

Tytuł : "Śreżoga"

Autor : Katarzyna Puzyńska

Wydawnictwo : Prószyński i S-ka

Data wydania : 24 listopad 2020

Liczba stron : 864

 

Ten oraz wiele innych kryminałów i książek sensacyjnych znajdziecie na półce księgarni internetowej :
https://www.taniaksiazka.pl/
 

 

 

5 komentarzy:

  1. Twórczość autorki jeszcze przede mną.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham Puzyńską i Lipowo. Faktycznie najlepiej czytać od początku i poznawać bohaterów po kolei. Mam nadzieję, że cały cykl Ci się spodoba

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również polecam czytać od początku:D Całą serię bardzo lubię

    OdpowiedzUsuń
  4. 864 strony? Straszne tomiszcze :) Na pewno ciekawe ale dla mnie to za dużo :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger