niedziela, 26 października 2014

"Pomiędzy"
autor : Tara Hudson
wydawnictwo : Jaguar
liczba stron : 404
rok wydania : 2011






Nazywa się Amelia I ma 18 lat. I już zawsze tyle będzie mieć, ponieważ jest martwa. W postaci ducha przemierza brzegi rzeki w okolicy mostu High Bridge. Nie pamięta swojej przeszłości, tego, kim była, jak żyła ani nawet, dlaczego umarła. Patrząc na swój strój ogarnia ją zdziwienie, w głębi duszy wie, że nie założyłaby czegoś podobnego z własnej woli.
Monotonię przerywa jej wypadek samochodowy. Rozpędzony samochód taranuje barierki mostu I wpada do rzeki. Za kierownicą siedzi nieprzytomny młody chłopak. Amelia wskakuje do wody, pragnie pomóc tonącemu, jednak zdaje sobie sprawę, że w jej obecnej postaci nie może nic zrobić. Jednak zdarza się cud. Chłopak otwiera oczy I ją dostrzega. Nawiązuje się pomiędzy nimi więź, która daje mu siłę do wali z żywiołem. Udaje mu się przeżyć. Tak oto poznajemy Joshuę. Pierwszego śmiertelnika, który dostrzegł I “poczuł” Amelię.
           
Po książkę tę sięgnęłam z niejaką obawą. Jest to kolejna powieść z gatunku paranormal romance, więc nie spodziewałam się niczego specjalnego, tylko płytkiej opowiastki o dwójce młodych ludzi, zakazanej miłości pomiędzy śmiertelnikiem I nieśmiertelnym. Pierwszym zaskoczeniem było odwrócenie ról. Tym razem mamy do czynienia z nieśmiertelną bohaterką I zwyczajnym nastolatkiem. I tutaj odetchnęłam z ulgą, ponieważ śmiertelniczki w książkach YA są zazwyczaj nudne jak flaki z olejem, naiwne, roztargnione I dziecinne. Amelia może nie jest heroiną jednak jej postać jest bardzo dobrze wykreowana. Na początku odnosimy wrażenie, że mamy do czynienia z pustą kartkę, która wraz z rozwojem powieści zapełnia się słowami. Kiedy wracają wspomnienia, obraz głównej bohaterki jest uzupełniany. Jest to wspaniały zabieg, ponieważ nie wszystko mamy od razu podane na tacy, możemy sami odkrywać I poznawać bohaterkę, jej pragnienia, charakter.
Również postać Joshui jest wspaniale wyważona I nie drażni, chociaż nie brak jej swoistej szablonowości.

Po wypadku w rzece bohaterowie łączy przyjaźń, która z biegiem czasu przemienia się w głębsze uczucie. Dzięki Joshui Amelia zaczyna odzyskiwać pamięć, jednak wszystko wraca do niej fragmentarycznie. Najważniejsze jest to, że w obecności chłopaka może się znowu poczuć jak śmiertelniczka. Na nowo odkrywa, czym jest dotyk, bicie serca, zapach I uczucia. Co mi się bardzo w książce podobało to retrospekcje. Wspaniale opisane fragmenty z życia bohaterki. Jest tutaj troszkę powtórzeń, jednak nie na tyle dużo by drażniły czytelnika.

Jednak fabułą książki nie jest tylko rozkwitająca przyjaźń dwójki młodych ludzi. Amelia jest w niebezpieczeństwie. Zagraża jej duch Eli, który pragnie dziewczynę związać ze sobą na wieki. Zsyła jej wizje o braku przyszłości. Wmawia, że nigdy nie będzie człowiekiem, że wszystkie jej wysiłki idą na marne a jej związek I miłość w obecnych realiach nie mają sensu. Eli nie jest jedynym zagrożeniem. Ktoś z bliskiego otoczenia Joshui również nie ma najlepszych zamiarów względem dziewczyny I pragnie ją egzorcyzmować.


“Pomiędzy” to napisana przystępnym, potocznym językiem historia miłości. Jednak sam wątek uczuciowy nie jest tutaj dominujący. Co często się zdarza w powieściach tego typu nie ma tutaj powodującej mdłości słodyczy oraz naiwności. Również wątek paranormalny nie jest nadmiernie rozbudowany, przez co często mamy wrażenie, że bohaterami jest zwykła dwójka młodych ludzi. Właśnie tej paranormalności mi tutaj zabrakło. Jest to opowieść o duchu jednak jego nadprzyrodzone atrybuty zostały mocno ograniczone. Wiadomo jest on niewidzialny dla śmiertelników, jednak oprócz umiejętności podróżowania w czasie nie odznacza się niczym nadnaturalnym. Z jednej strony to dobrze, ponieważ książka nie zrazi tych, co niekoniecznie są fanami gatunku, z drugiej czasami mamy wrażenie niepełności.

Nie jest to książka dla ludzi, którzy nastawieni są na lekturę pełną zwrotów akcji. Fabuła jest raczej prosta a czas w książce płynie powoli. Nie oznacza to jednak, że książka jest nudna. Jest to swoiste studium nad samotnością I sposobami sobie z nią radzenia. Zarówno Amelia jak I Eli przez lata po śmierci musieli radzić sobie z wyobcowaniem. I tutaj widzimy, że sposobów radzenia sobie z samotnością jest tyle ile jednostek ludzkich. Dziewczynę przepełniała tęsknota za bliskością drugiego człowieka, za człowieczeństwem w ogóle. Eli jeszcze bardziej zamknął się w sobie. Poczucie wyobcowania zamieniło się w pragnienie władzy, stąd chęć zniewolenia dziewczyny.
Troszkę w książce zabrakło mi odcieni szarości. Kiedy poznajemy Eliego od razu wiemy, że jest postacią na wskroś złą, nie mamy dla niego żadnego usprawiedliwienia I wiemy, że niczym nas nie zaskoczy. A szkoda, ponieważ odrobina wątpliwości dodałaby fabule jeszcze więcej kolorytu.

Podsumowując książka mi się podobała. Podobał mi się jej wolny rytm I melancholijny wydźwięk. Nie mamy tutaj natłoku postaci, oprócz czterech głównych reszta jest tylko nakreślona tworząc tło rozgrywających się zdarzeń. Nie ma tutaj nieoczekiwanych twistów, za to mamy historię rozkwitającej miłości, o której się czyta z wypiekami na twarzach. Zakończenie nie jest przewidujące I doskonale komponuje się z fabułą, nie było, jak to w niektórych książkach tego gatunku, wymyślone na siłę, tylko wyważone I przemyślane.


Moja ocena to 4/5 I bardzo żałuję, że reszta części trylogii nie została przetłumaczona na język polski. Mam nadzieję, że to się szybko zmieni. Jednym słowem debiut Hudson polecam wszystkim niezależnie czy są miłośnikami gatunku czy nie.