"Między falami" Sarah Moss

     "Między falami" to jedna z tych książek, które skłaniają do dyskusji. Jeśli jesteście samotnikami to koniecznie na dzień ukończenia książki zaproście kogoś bliskiego na kolację, gdyż ilość pytań, które sprowokuje lektura będzie niewystarczająca by odpowiedzieć na nie w samotności. Nowa pozycja Sarah Moss jest niezwykle współczesną, i wzruszającą książką, która otwiera czytelnikowi oczy na drobne przyjemności życia codziennego. Sprawia, że chcemy żyć pełną piersią, gdyż wszystko co nas otacza jest niezwykle kruche a nasze losy nieprzewidywalne. To niesamowite z jaką sprawnością autorka w jednej książce poruszyła tak wiele ważnych tematów. Mowa tu o rodzicielstwie, rolach społecznych, nietolerancji, imigrantach czy dziedzictwie. A to zaledwie ułamek z całości. Zdecydowanie jest to jedna z lepszych książek przeczytanych przeze mnie w tym roku i zasługuje na moją rekomendację.

Adam, bezrobotny, zajmujący się dorastającymi córkami ojciec, poświęcił się pisaniu książki na
temat renowacji i odbudowy katedry w Coventry. Pewnego dnia jego spokój zostaje zburzony kiedy odbiera telefon ze szkoły starszej córki- Miriam. Okazało się, że dziewczyna nagle upadła i przestała oddychać. Życie, zabranej do szpitala dziewczyny, udaje się uratować jednak od tego czasu Adam zaczyna żyć w ciągłym strachu przed niepewną przyszłością. Próbuje się dowiedzieć co wywołało ten nieoczekiwany zawał serca u młodej, zdrowej dziewczyny i czy jest to związane ze śmiercią jego matki, kiedy miał zaledwie dziewięć lat.

Powiem wam szczerze, że jestem totalnie zaskoczona. Książka o takiej tematyce jest dla mnie nierozerwalnie związana z gatunkiem powieści kobiecej, gdzie usłyszeć męski głos jest niezwykle trudno. Sarah Moss dokonała czegoś spektakularnego a mianowicie odwróciła, uwarunkowane społecznie role.Tym razem nie mamy do czynienia z typowym, znanym nam modelem rodziny, gdzie to kobieta zajmuje się domem i dziećmi. Historię poznajemy z perspektywy Adama, bezrobotnego wykładowcy akademickiego, który poświęcił się całkowicie podtrzymywaniu ogniska domowego. To on czyta metki na ubraniach by wiedzieć w ilu stopniach należy je prać, to on czyta skład batoników zbożowych w poszukiwaniu zawartości cukru. Jest jednocześnie sprzątaczką, kucharką, taksówkarzem i nauczycielem. I choć w powietrzu wisi widmo frustracji i niewypowiedzianych pytań, choć mężczyzna przegląda ogłoszenia o pracę poszukując nowych wyzwań, to w głębi serca kocha to co robi. Kocha zajmować się domem, a jego córki, 15-letnia Miriam i 8-letnia Rose, są sensem jego życia. 
Dla odmiany ojciec Adama, jedna z ważniejszych postaci w książce, w młodości był hippisem, przemierzającym Stany Zjednoczone w poszukiwaniu coraz to nowych komun, coraz to nowych wyznań. Jego opowieść przedstawia również niecodzienny model życia, nieodpowiedni do dzisiejszych czasów.
Żona Adama  jest pracoholiczką. Zamiast zajmować się rodziną i dziećmi, większość czasu spędza z pacjentami. Obowiązki domowe scedowała na barki męża. To ona jest tą, która zasila domowy budżet sprawiając, że ma dużo do powiedzenia choć nauczyła się milczeć. Emma jest dla mnie postacią wycofaną, drugoplanową. W przeciwieństwie do swojego męża jej uczucia są na pokaz i często zastanawiałam się czy potrafi kochać czy po prostu stwarza pozory. Kiedy zachowanie i paranoja Adama, dotycząca zdrowia jego córki, wydawały się nieco przesadzone, Emma plasowała się na drugim biegunie. Jej troskę można był wyczuć w słowach jednak zabrakło tutaj poparcia czynami. 
A dziewczynki? Choć to w dużej mierze właśnie o nich opowiada Sarah Moss, są postaciami, którym zabrano głos. A szkoda bo chciałabym się dowiedzieć co siedzi w głowie nastolatki, która dowiaduje się, że cierpi na tajemniczą chorobę na którą nie ma lekarstwa, lub co się czai w umyśle Rose, kiedy nagle staje się tą drugą, zapomnianą siostrą? Niestety narracja z perspektywy ich ojca sprawiła, że zostałam pozbawiona innych punktów widzenia. I to moim zdaniem jest najsłabszą stroną tej powieści. 

"Między falami" to książka opowiadająca o współczesnej Europie, Anglii XXI wieku i problemach z którymi muszą się borykać zwykli ludzie. Opowiada o kryzysie angielskiej służby zdrowia gdzie w przepełnionych szpitalach czeka się na miejsce na OIOMIE. Gdzie pielęgniarki i lekarze pracują po 36 godzin bez ustanku a ich zarobki co prawda wystarczają na godne życie, jednak nadal są stanowczo za niskie. To Anglia ludzi po studiach wyższych, którzy nie mogą znaleźć pracy, gdyż mają za wysokie kwalifikacje, gdzie nie warto się doszkalać czy robić doktorat gdyż zdobywając dyplom będziemy już za starzy, nieatrakcyjni dla potencjalnych pracodawców. Anglia to kraj emigrantów, zamkniętych w enklawach ludzi z Europy Wschodniej i Azji, którzy nie chcą się asymilować. Książka Sarah Moss jest przenikliwym i jednocześnie barwnym kolażem ludzkich postaw i wglądem w ich psychikę. Rozmowy między ojcem a córką, nad wyraz inteligentną piętnastolatką, ukazywały świat oczami młodych, wkraczających w dorosłe życie ludzi, ludzi którzy muszą szybko dorosnąć gdyż dziś nie ma czasu na dzieciństwo. To właśnie te dialogi były dla mnie clue całej powieści. 

Jednak najważniejszym tematem książki jest miłość rodzicielska, miłość ojca do córki, która przeradza się w paranoję. Wiadomym jest, że najbardziej boimy się tego czego nie znamy. Taka właśnie była choroba Miriam. Choć dawała wcześniejsze sygnały, które łatwo było zlekceważyć, to zaatakowała z całą mocą i równie szybko się wycofała pozostawiając po sobie zniszczenie, które najbardziej dotknęło ojca dziewczyny. Od kiedy dowiedział się, że jego córeczka straciła przytomność na szkolnym boisku, zaczął żyć w strachu. Obawiał się, że choroba powróci i tym razem zabije Miriam. I właśnie tutaj pojawia się motyw katedry z Coventry, moim zdaniem jedna z bardziej udanych metafor współczesnej literatury. To właśnie zniszczeniem i odbudową kościoła interesował się Adam przygotowując się do stworzenia audioprzewodnika dla zwiedzających. Dla
wielu czytelników historia katedry była nudna, dla mnie była symboliczna a wątki poboczne tylko dodawały jej smaczku. Autor na przykładzie tej budowli pokazuje jak łatwo coś zniszczyć jednak dużo wysiłku i czasu trzeba włożyć by coś zbudować. Tyle samo wysiłku i wiary musi znaleźć w sobie rodzina by odnaleźć się w nowej rzeczywistości, w rzeczywistości "z chorobą". 

Muszę przyznać, że Sarah Moss dokonała czegoś fenomenalnego, sprawiła że po raz pierwszy w życiu przestałam zwracać uwagę na szczegółowe i długie opisy życia codziennego, tylko cały czas cieszyłam się powieścią i chłonęłam plastyczność stylu. Te opisy były potrzebne by wyzwolić w nas radość z codzienności, z drobnych rytuałów jak mycie naczyń czy spacer z psem. Dziś kiedy żyjemy w ciągłym biegu często zapominamy o tych drobnych przyjemnościach i obowiązkach, z których składa się nasze życie, ale przecież bez nich nie bylibyśmy sobą a nasza egzystencja straciła by sens. Jest tylko jedno słowo, które w pełni odda charakter tej książki : "piękna" i polecam wam się w tym pięknie zanurzyć i chłonąć każdym porem ciała.


Tytuł : "Między falami"
Autor : Sarah Moss
Wydawnictwo : Wydawnictwo Poznańskie
Data wydania : 18 kwietnia 2018
Liczba stron : 383
Tytuł oryginału : The Tidal Zone

 Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 


http://www.wydawnictwopoznanskie.com/




Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger