Pokazywanie postów oznaczonych etykietą las. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą las. Pokaż wszystkie posty
"Polowanie" Bernard Minier

"Polowanie" Bernard Minier

 Szukasz powieści, która nieustannie balansuje na pograniczu rzeczywistości i fikcji literackiej? Książki, której fabuła toczy się zaledwie na przestrzeni jednego tygodnia, rzucając światło na nasze obecne społeczeństwo, jednocześnie oferując wciągającą, dobrze skonstruowaną fabułę z kultowymi i ujmującymi postaciami? Jeśli tak to zachęcam Cię do sięgnięcia po „Polowanie” Bernarda Miniera, najnowszej części  cyklu o  Martinie Servazie i jego zespole. 

Martin Servaz staje do walki o własną skórę... i honor.

Departament Ariège, jesienna pełnia księżyca. Z pogrążonego w ciemnościach lasu nagle na szosę wybiega jeleń. Jeleń o ludzkich oczach. Odbywa się polowanie, ale celem nie jest dzikie zwierzę. W czasie skomplikowanego śledztwa Servazowi przyjdzie stawić czoło potwornościom rodem z najgorszych koszmarów. Czy walka o słuszną sprawę może usprawiedliwiać czynienie zła?


Czy thriller powinien być tylko rozrywką? Czy złem jest kiedy autor zaoferuje nam coś więcej : książkę w której codzienne problemy i patologie, dręczące nasze społeczeństwo, uderzą nas prosto w pierś, kiedy siedzimy wygodnie na własnej sofie, z (wydawałoby się ) dala od świata zewnętrznego?  Postanowiłam poruszyć ten problem , ponieważ zafrasowały mnie recenzje na które trafiłam i z którymi nie potrafię się zgodzić. Jeden z blogerów pisze : " Proza Miniera to uproszczone refleksje ,czasami wręcz karykaturalne, skromna fabuła wypełniona postaciami z kreskówek, nieprawdopodobnymi sytuacjami. Autor wszędzie przypomina o konieczności noszenia masek, abyśmy tylko nie zapomnieli , że żyjemy w okresie COVIDa. "Polowanie" cechuje lenistwo w piśmie, samozadowolenie, brak finezji, a przede wszystkim powtarzające się uwagi na temat społeczeństwa francuskiego". Koniec cytatu. Oczywiście szanuję uczucia wszystkich, nawet jeśli jestem zaskoczona, widząc, że ci, którzy czytają Miniera, nie są tak naprawdę świadomi, że pisarz zawsze przywołuje w swoich powieściach kwestie społeczne i że thriller jest pretekstem do zgłębienia ważnych, współczesnych problemów. Czy naprawdę możemy winić autora za dzielenie się swoją opinią i światopoglądem?  Literatura od zawsze starała się wyrazić wszystko, od całkowicie wymyślonej historii po najbrudniejsze realia.  Kiedy wybieram czytanie Miniera, Norka, Collette to wiem czego się mogę spodziewać. 

Podobał mi się sposób, w jaki Bernard Minier mieszał fakty i fikcję. Fikcyjna fabuła jest moim zdaniem udana i godna prawdziwego thrillera. Postać Servaza z tomu na tom staje się coraz bardziej realistyczna. Jest on świadkiem epoki, której realia się zmieniają, ewoluują (albo degradują) co sprawia, że ​​zmienia się również jego światopogląd i wiara. Servaz zaczyna wątpić co czyni  go jeszcze bardziej cynicznym i rozczarowanym. Servaz myślał, że życie jest jak te migające światła: blask między dwiema wiecznościami nocy. Świeci się przez chwilę, a następnie gaśnie. A jedyne, co pozostaje, to wspomnienie tego blasku. Które w końcu też wymarło. Policjant, podobnie jak czytelnicy, się starzeje a co za tym idzie traci złudzenia . Fragmenty poświęcone rzeczywistości są odzwierciedleniem naszego obecnego świata. Cieszę się, że autorzy nie zabawiają się w strusie i nie chowają głowy w piasek nie dostrzegając tego, jak zmieniły się współczesne realia (w porównaniu do tych sprzed trzech lat).  Znajdujemy się w okresie kryzysu i nie ma sensu tego ukrywać. XXI wiek to wiek wirusów, którego symbolem stała się maska (jako znak  społeczeństwa z nałożonym kagańcem, higienizowanego, a także zagubionego i zdystansowanego)… W powieści mamy również do czynienia  z powracającymi problemami, o których warto pamiętać, jak np. "nienawiść do policji” . Na francuskich ulicach codziennie toczy się wojna, który będzie przegrana tak długo, jak długo policjanci będą pozostawieni samym sobie, pogardzani, niedostatecznie wyposażeni i znienawidzeni przez niektórych z tych, których mieli chronić.

Polowanie wymaga prześladowania, pogoni ...Szybko okazuje się że nie jest jasne, kim jest łowca a kim ofiara. Minier zadbał o to by role się odwracały. Dobrze skonstruowana fabuła, w której pojawia się postać przekonana do czynienia dobra oraz taka , która uwielbia zło i przemoc. Modne śledztwo, które zawiera wiele zwrotów akcji i podkreśla niepokój policjantów w obliczu „ubożenia” społeczeństwa. W ten sposób nieustannie oscylujemy między fikcją a rzeczywistością i w tej grze nie zawsze zwycięża fikcja. Autor posługuje się swoimi postaciami jako nosicielami przesłań, które chce przekazać, a które, trzeba przyznać, nie należą do najszczęśliwszych, maluje nam tym samym portret policji jako ostatniego bastionu przed siłami zła. Oś czasu powieści jest ważna, ponieważ wszystko rozgrywa się w ciągu tygodnia co sprawia, że tempo jest szybkie i bez  przestojów. Więc daj się ponieść intrydze. 

Od początkowej sceny , do ostatniej kawalkady, erupcja zwykłej przemocy uderza w czytelnika niczym lawina.  Zanurz się w rewelacyjnym thrillerze autora, który w zeszłym roku znalazł się w pierwszej dziesiątce najpoczytniejszych  powieściopisarzy we Francji. Natychmiast rozpoznasz atmosferę światła i ciemności, strach w nieskończoności rejestrów.  Zdecydowanie polecam, poprzednie tomy również . 

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 



Kings of the Wyld

 
 


A dostępna jest w salonach lub sklepie internetowym sieci :  
https://www.empik.com/zbyt-blisko-daniels-natalie,p1227335289,ksiazka-p
 
 

 

"Siła natury" Jane Harper

"Siła natury" Jane Harper

Jednym z moich marzeń jest podróż do Australii, póki jeszcze nie zmieniła się w spaloną słońcem wyludnioną, pustynię. Jednak w przeciwieństwie do innych turystów, podróżników czy urlopowiczów nie zamierzam zwiedzać opery w Sidney czy opalać się na sławnej Bondai Beach. Mnie fascynuje australijski interior, niezmierzone stepy i wielohektarowe lasy, pełne zwierząt, niebezpiecznych gadów i wolne od cywilizacji. Zawsze się zastanawiałam jak ludzie mogą żyć na tak nieprzyjaznym kontynencie. Na lądzie pełzają najjadowitsze węże świata, w powietrzu latają groźne dla człowieka owady, z gałęzi spadają pająki wielkości dłoni, a w wodzie leniwie krążą rekiny, oczywiście ludojady. Jane Harper zabrała mnie na wycieczkę po tej prawdziwej Australii, znanej z podań aborygenów. Kraj ten w powieści "Siła natury" to mroczne, deszczowe miejsce, pełne wilgoci i wiatru. Miejsce gdzie szumią drzewa a dźwięk ten przeraża. Jednak okazuje się, że to nie zwierzęta czy natura jest dla człowieka największym zagrożeniem, lecz drugi człowiek, a wycieczka do lasu na zwykły wyjazd integracyjny, może zakończyć się tragedią. I to nie jedną.

Korporacyjne wyjazdy integracyjne rzadko należą do przyjemnych rzeczy. Ten szybko zamienia się w koszmar, kiedy okazuje się, że z grupy pięciu współpracowniczek wróciły tylko cztery…
Agent Aaron Falk powraca, by rozwikłać sprawę zaginięcia w australijskim buszu. W noc swojego zniknięcia Alice Russel wykonała tylko dwa telefony – jeden alarmowy i jeden do Aarona. Bardzo szybko okazuje się, że każda z uczestniczek wyprawy przedstawia nieco odmienną wersję wydarzeń. Podczas śledztwa, które prowadzi go w głąb mrocznego lasu, agent Falk odkrywa tajemnice kryjące się w cieniu gór. 

Zanim przejdę do chwalenia tej powieści, a jestem nią naprawdę zachwycona, to muszę wspomnieć o rzeczy, która prawiła, że książkę tę potraktowałam z przymrużeniem oka. Tym czymś jest stworzona przez autorkę firma Executive Adventures. Jestem osobą, która kocha wyzwania. Za małolata służyłam w harcerstwie, kiedy dorosłam wakacyjne obozy ze sprawnościami zmieniłam na wypady survivalowe. Sama również parę z nich zorganizowałam więc wiem, jak to wszystko wygląda od strony kuchni. Executive Adventures, jako firma zajmująca się organizacją obozów przetrwania, nie miałaby prawa istnieć. Choć nie znam się na australijskiej legislacji, to jestem przekonana iż nawet tam, na końcu świata są przepisy dotyczące bezpieczeństwa i zdrowie. Firmy biorą pełną odpowiedzialność za swoich klientów i tym samym, muszą być przygotowane na każdą ewentualność. Potrzebna jest logistyka, sprzęt, zaplecze medyczne, wyszkoleni przewodnicy i plan awaryjny. Executive Adventures posiada jedynie mapy i ostrzeżenia. Uczestnicy obozu zostają dowiezieni na miejsce, poinformowani na czym ma polegać zabawa, a następnie pozostawieni samym sobie w skraju wielkiego lasu. W tym czasie kiedy ósemka ludzi błąka się po "puszczy" organizatorzy wypadu, zamiast monitorować ich postępy i sprawdzać, czy nie potrzebują pomocy, siedzi sobie w domach i gra w karty. Ten scenariusz niestety nie wydaje mi się prawdopodobny. Przypuszczam iż nasi bohaterowie zapłacili mnóstwo pieniędzy za ten wyjazd i ja się pytam za co te opłaty? Za transport i kawałek mapy? Za przechowanie telefonu? Czy poukrywane w obozach kanapki? Oczywiście rozumiem, że autorce chodziło o zbudowanie odpowiedniej, klaustrofobicznej atmosfery, a fakt że za naszymi "obozowiczami" musiała wyruszyć ekipa poszukiwawcza służyło niczemu innemu jak spowolnieniu fabuły, by  wszystko znalazło swoje wytłumaczenie. Paradoksalnie zabieg ten przyniósł odwrotny skutek. Atmosfera choć faktycznie była gęsta i mroczna, tak zabrakło jej realizmu i wiarygodności. Cały czas wiedziałam, że to jedynie fikcja literacka, co sprawiło że nie udało mi się nawiązać więzi z bohaterami. 

Dobrze, koniec narzekania, pora na pochwały. Po pierwsze chciałam podziękować autorce za pokazanie mi Giralang Ranges. Specjalnie użyłam tutaj wyrazu "pokazanie" a nie opisanie, gdyż styl Harper, jest tak plastyczny że miałam wrażenie iż naprawdę znalazłam się w wielkim, australijskim lesie eukaliptusowym. Wpiszcie sobie w Google, Grampians National Park, i waszym oczom ukarze się tło tej niesamowitej powieści. Zapewne każdy z was, choć raz wybrał się na wycieczkę po lesie. Ja uwielbiam chodzić na grzyby i bardzo, często wraz z rodziną, wypuszczam się na piesze wędrówki. Niestety okoliczne lasy są tak przechodzone, że łatwiej tutaj znaleźć drugiego człowieka niż jagodę czy grzyba. Miejsca te odarte zostały z aury tajemniczości. Owszem są jeszcze prastare puszcze, jak Białowieska, jednak i tam coraz wyraźniej widać działalność człowieka. U Jane Harper jest zgoła inaczej. Giralang to sama siła natury, gdzie człowiek nie jest zbyt miło widziany. To miejsce piękne lecz jednocześnie surowe i niebezpieczne. Z każdej strony otaczają nas drzewa, obraz już po kilku godzinach staje się monotonny, coraz trudniej trzymać się szlaku, jak podąża się w jednym wielkim deja vu. Giraland to wprost idealna lokacja na zorganizowanie obozu survivalowego. Choć bardzo chętnie czytałam opisy przyrody i zachwycałam się stworzoną przez autorkę atmosferą, tak nie da się ukryć iż najważniejsi w tej powieści są bohaterowie i przemiany jakie się w nich dokonują, pod wpływem czynników stresogennych. Już na wstępie książki autorka zdradza nam, że jedna z uczestniczek wyprawy, nie wróciła na miejsce zbiórki. Teraz należy się tylko dowiedzieć co się z nią stało. Czy błąka się gdzieś nie mogąc odnaleźć drogi? Jest ranna i czeka na pomoc? A może nie żyje? Autorka zastosowała bardzo ciekawy sposób narracji. Z jednej strony towarzyszymy detektywom, którzy zajmują się poszukiwaniami Alice, a z drugiej jeszcze raz przeżywamy to czego świadkiem były przemierzające puszczę uczestniczki obozu. Było ich pięć i każda z nich skrywała mniej lub bardziej mroczne tajemnice. Napięcie, które towarzyszy lekturze, wzrasta z każdą przewróconą stroną. Praktycznie od samego początku wszystko idzie nie tak jak powinno : pomylona droga, zgubiona latarka, przemoczona zapalniczka, padający deszcz, wypadki oraz dziwne odgłosy dobiegające z lasu. Czytelnik czuje paranoją, której doświadczają bohaterki powieści. Dochodzi do kłótni i rękoczynów. Padają ostre słowa, toczy się walka o przywództwo. Kobiety są głodne, zmarźnięte i przestraszone, a wiadomo człowiek ze strachu robi dziwne rzeczy. Okazuje się, że  łączy je o wiele więcej niż myśleliśmy. Im bliżej punktu kulminacyjnego, tym bardziej zagęszcza się atmosfera. Rozdziały stają się coraz krótsze a ich zakończenia pełne są cliffhangerów. Nie ma szans na to, żebyśmy mogli odłożyć książkę na półkę i spokojnie poszli spać. Jakaś dziwna siła zmusza nas jednak do kontynuowania lektury i dowiedzenia się co się stało z Alice, co takiego wydarzyło się w przeszłości?

 Książka ta porusza bardzo ważny temat, jakim są przestępstwa internetowe. W czasach mojej młodości zagrożeń takich nie było, gdyż "sieć" dopiero się rozwijała. Dziś, by kogoś zniszczyć, wystarczy oczernić go na fb, opublikować nieprzyzwoite fotki czy wyrwane z kontekstu zdania. Dorośli ludzie, doświadczeni i bardziej odporni, są w stanie zachowania takie lekceważyć i się przed nimi bronić, młodzi, szczególnie nastolatkowie, nie mają takich możliwości i często utrata szacunku rówieśników, jest dla nich ciosem po którym nie mogą się podnieść. Choć z początku ciężko mi było w to uwierzyć, tak teraz widzę, iż internetowy hejt stał się bardzo niebezpieczną rozrywką i sięga po niego coraz więcej młodych ludzi. Książka ta uświadamia czytelnikom jak łatwo jest zniszczyć drugiego człowieka, można to zrobić dosłownie w ułamku sekundy. Nie ważne jest wtedy czy jesteśmy popularni czy nie, lubiani czy nienawidzeni, jeśli raz stracimy reputację, to bardzo trudno jest ją z powrotem odzyskać. Internet jest bezlitosny. I pamiętliwy. 

Pewnie sporo z was się zastanawia czy by w pełni cieszyć się lekturą "Siły natury" należy wpierw zapoznać się z tomem pierwszym. Moim zdaniem nie jest to absolutnie konieczne. Sama nawet nie wiedziałam, iż jest to kontynuacja, dopóki nie natrafiłam w tekście na jedno z nielicznych nawiązań do części pierwszej. Ja po "Suszę" sięgnę ponieważ czuję niedosyt prozy Jane Harper i już tęsknię za detektywem Aaronem Falkiem. Jeśli lubicie thrillery, powieści drogi z wątkiem kryminalnym i rozbudowaną wersją obyczajową, to jest to książka dla was. Mało tutaj procedur kryminalistycznych i całej otoczki związanej z pracą policji, dużo jest zatem sekretów, problemów rodzinnych, trudnych relacji i ogólnie "czynnika ludzkiego". "Siła natury" to zdecydowanie jedna z lepszych powieści, które przeczytałam w tym roku. Trzyma w napięciu, intryguje, zachwyca i przeraża jednocześnie. A co najważniejsze czytelnik za przeczytanie jej na jednym posiedzeniu, zostaje nagrodzony rewelacyjnym zakończeniem. Zdecydowanie polecam. 


Tytuł : "Siła natury"
Autor : Jane Harper
Wydawnictwo : Czarna Owca
Data wydania : 24 kwietnia 2019
Liczba stron : 384
                                                      Tytuł oryginału : Force Of Nature



Za możliwość przeczytania książki i jej zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu :  

https://www.czarnaowca.pl/



Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html
 
"Las" Sharon Gosling

"Las" Sharon Gosling

"Fir", tak właśnie brzmi oryginalny tytuł książki, oznacza jodłę. W mitologii celtyckiej jest to jedno z dziewięciu świętych drzew, a zarazem symbol uczciwości, prawdy i siły. Jego wiecznie zielone pokrycie, ma nam przypominać o tym, że nawet podczas mroku i zimy, "życie" trwa nadal. W kulturze rdzennych amerykanów jodła związana jest z ochroną i duchowością. A w Europie? Bardzo często możemy ją spotkać udekorowaną na Boże Narodzenie. Zastanawiam się, dlaczego polski wydawca, mając pod ręką tak symboliczny i adekwatny tytuł, postanowił wymyślić coś nowego? Oczywiście "las" nadal kojarzy się z czymś mrocznym, pradawnym i złowieszczym, pomyślcie chociażby o lasie samobójców w Japonii, jednak jodła jest bardziej mistyczna, bajkowa. Zresztą nie ważna jak będziemy tę książkę nazywać, czy w oryginale czy w tłumaczeniu,jest to naprawdę kawałek dobrej literatury z dreszczykiem dla młodych czytelników, który opowiada o pewnym "lesie", w którym między "jodłami", żyje coś złowieszczego. 

Przeprowadzka ze Sztokholmu na plantację choinek na północy Szwecji jest beznadziejna sama w sobie, ale kiedy śnieg zaczyna padać wcześniej niż zwykle i odcina dostęp do reszty świata, robi się jeszcze gorzej.
W starym lesie czają się postacie, które zbliżają się do odciętego od cywilizacji domku. Jedynym co oddziela mieszkającą w nim rodzinę Stombergów od złowrogich istot są ściany. W obliczu niebezpieczeństwa, które w każdej chwili może uderzyć, coraz trudniej jest odróżnić rzeczywistość od iluzji. Przed Stombergami naprawdę stoi trudne zadanie – pozostać przy zdrowych zmysłach i przetrwać tę pełną mroku zimę. 

Padający śnieg, wielki, pusty dom i trójka ludzi...sceneria niczym z horroru, prawda? Zapewne wielu z was szybko się domyśli jaki horror mam konkretnie na myśli. Już wiecie? Otóż to, jest nim rewelacyjne "Lśnienie" Stephena Kinga. Domyślam się, że wielbiciele tego autora, będą święcie oburzeni faktem, iż ośmieliłam się przyrównać książkę mało znanej angielskiej autorki i dziennikarki, do bestsellera króla horrorów. Już się usprawiedliwiam. Powieści te, nie są tak do końca różne, mają ze sobą wiele wspólnego, chociażby klaustrofobiczną, mroźną i psychodeliczną atmosferę. Fabuła "Lśnienia" rozgrywa się w pensjonacie. Burze śnieżne blokują familię Torrance'ów w hotelu. Jack, dzieciak o nadprzyrodzonych, telepatycznych zdolnościach odkrywa, że pensjonat jest nawiedzony i duchy powoli doprowadzają jego ojca do obłędu. 
Również u Gosling nieprzerwanie pada śnieg, a tym kto słyszy głosy i pieśni, widzi "potwory" i cienie, jest nastolatek, syn właścicieli tartaku. 
Tym co różni obie powieści, jest fakt, że u Kinga zło czai się w głowach naszych bohaterów, a u Gosling jest ono czymś pradawnym, mieszkającym wśród drzew. To właśnie tam, żyją istoty z dawnych skandynawskich legend, żywiące się krwią i strachem. Potwory z dwoma rzędami zębów, niby ludzie, niby wilki. I tylko czekają na to, aż wyjdziemy na zewnątrz. 
Ponieważ wydawcą tej książki jest Zielona Sowa, można było się spodziewać iż będzie to lektura skierowana do nieco młodszych czytelników. Według wielu recenzentów, właśnie to, że "Las" jest horrorem w wersji "light" było najsłabszą stroną książki. Moje zdanie jest zgoła odmienne. Już jako mała dziewczynka lubiłam się bać, a oglądając i czytając horrory, oswajałam strach i ujarzmiałam dręczące mnie "demony". Brzmi strasznie i niepokojąco? Nie obawiajcie się. Dzieci mają wielką wyobraźnię a pod łóżkiem często żyją potwory. Wierzę w to do dziś. Słuchanie strasznych legend, czytanie thrillerów i oglądanie filmów dla dorosłych, choć stanowi tabu, jest potrzebne. Uświadamia młodym ludziom, że jest to jedynie fikcja literacka, pozwala oswoić się z uczuciem strachu i uczy panować nad emocjami. Dlatego zawsze jak trafiam na "horror" dla młodzieży to moje serce się raduje. I zbieram takie perełki dla moich córek. Tym razem, wydawca nie bez powodu zaznaczył, że jest to lektura dla dzieciaków powyżej 15 roku życia. Muszę przyznać, że nawet ja, znawczyni gatunku, i poszukiwaczka mocnych wrażeń, momentami łapałam się na nieświadomym obgryzaniu paznokci. Jeśli chcecie by lektura tej książki, zrobiła na was jeszcze większe wrażenie polecam wam, czytanie wieczorem przy jednej, jedynej lampce, w ciszy i samotności. Czy drzewa za oknem nie wyglądają jakoś inaczej? Bardziej złowieszczo? Czy nie wydaje wam się, że są jakoś...bliżej? Gosling umie wzbudzić w czytelniku niepokój. Nic nas tak bardzo nie przeraża jak stare wierzenia czy legendy, gdyż to właśnie w nich kryje się ziarenko prawdy. Jeszcze kilkaset lat płonęły stosy, nawet dziś Kościół nadal wierzy w demony. 

Głównym bohaterem książki jest las. Las przedstawiony jako prastara, żywa, odwieczna istota, która czuje i myśli. Muszę przyznać, iż opisy przyrody, były tak plastyczne i realistyczne, iż miałam wrażenie przeniesienia w czasie i miejscu. Jak padał śnieg czułam zimno na policzkach, podczas zamieci moimi włosami targał wiatr, spacerując po pierwotnym lesie czułam jego tętno. Porosty wybuchały zielenią przed moimi oczami, a śmierć drzewa odczułam niemalże osobiście. Gosling kocha las, naturę, i była w stanie przelać tę miłość na papier. Choć nie przepadam za agitacją nieletnich i nakłanianiem ich do konkretnych przekonań, nie ważne czy religijnych czy ekologicznych, tak było w tej książce coś mądrego, coś co kazało mi się zastanowić, nad działaniami człowieka. Autorka nie próbuje zmienić naszego sposobu myślenia, tylko zwraca uwagę na to, iż czasami zapominamy o rozsądku na rzecz korzyści materialnych. Gosling wie, że w dzisiejszych czasach, ciężko jest nam obyć się bez zdobyczy technologicznych, do których działania potrzebne są zasoby naturalne. Wie, że wycinka lasów jest konieczna do prawidłowego działania przemysłu. Swoją książką, pisarka stara się nas jednak przekonać, do tego byśmy z dobrodziejstw natury korzystali z umiarem, gdyż grabieżcza eksploatacja może się na nas zemścić. Istoty, które pojawiają się w książce, są personifikacją duszy lasu. Za ich pomocą widzimy cierpienie natury, pozbawionej integralnej części siebie. Cierpiącej. Choć na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to kolejny eko-horror, to tak naprawdę, jest tutaj coś więcej, jakaś ukryta magia, ponadczasowe przesłanie. Autorka zmusza nas do zastanowienia się nad rolą legend i wierzeń, nad tym jaki wpływ mają na ludzką psychikę. Jak wiele złego może się wydarzyć jeśli w coś zbyt głęboko wierzymy.

Gosling zajmuje się również tematem rodziny. Ojciec, matka i syn. Typowa mała komórka rodzinna. Wszyscy wykształceni, majętni, inteligentni. Zero patologii. Ale czy na pewno? Bo w końcu czym jest patologia, czy zawsze musi być kojarzona z alkoholizmem czy przemocą domową? Czy zanik więzi i brak komunikacji pomiędzy członkami rodziny to już "to" czy jeszcze nie? Nasza mała rodzina, postanawia diametralnie zmienić swoje życie i w związku z tym kupują plantację lasów na Północy Szwecji. Jednak czy każdy z nich chce opuścić Sztokholm i wyjechać tam, gdzie nawet wrony zawracają? Muszę przyznać iż współczułam naszemu głównemu bohaterowi, a jednocześnie narratorowi książki. Był doskonałym przykładem na to, jak często dzieci, nastolatkowie, stają się przedmiotem manipulacji w rękach rodziców. Nikt ich nie pyta o zdanie, wyrywa z korzeniami z miejsc gdzie dorastali i mają przyjaciół. Zastanawiałam się jakie to musi być straszne, kiedy właśni rodzice nas nie słuchają, nie biorą pod uwagę naszych argumentów. I do tego są nieszczerzy, nie zdradzają prawdziwych powodów wyjazdu. Czy to już patologia czy jeszcze nie? Jeśli dodać do tego totalną niefrasobliwość, odrobinę paranoi i brak rozwagi to zdecydowanie wszystko jest na dobrej drodze do tragedii i dramatu.

Wiecie co było najmocniejszą stroną tej książki? Dorotea. Pokochałam ją i atmosferę którą stworzyła dzięki swojej opryskliwości, napastliwości, brutalności i wrogości. Ta starsza kobieta była kluczem do poznania wszystkich sekretów, znała ten wielki dom lepiej niż samą siebie, znała również jego tajemnice. Uwielbiałam to jak się pojawiała znikąd, ceniłam jej cięte riposty i fakt, że się niczego nie bała. Nawet to co wydarzyło się na końcu książki nie zmieniło mojego stosunku do niej. To fenomenalna, świetnie wyreżyserowana i wyrazista postać. Taka z charakterem.

"Las" to niezły, wciągający i świetnie napisany horror dla młodzieży, który zdecydowanie polecam. Uwielbiałam atmosferę plantacji i otoczenia. Jest coś fascynującego, pierwotnego w starych lasach, kto wie co tam jeszcze pozostało? Drzewa szepczą między sobą, grożą i czekają na śmiałków, zbliżają się cienie. Jestem totalnie usatysfakcjonowana. "Las" to książka dla wszystkich tych, którzy lubią atmosferę nawiedzonych domów, mroczną mitologię lub przytłaczającą ciemność skandynawskiej zimy. Polecam. 

Tytuł : "Las"
Autor : Sharon Gosling
Wydawnictwo : Zielona Sowa
Data wydania : 13 lutego 2019
Liczba stron : 376
Tytuł oryginału : Fir



Za możliwość przeczytania książki i jej zrecenzowania serdecznie dziękuję księgarni :  

https://www.gandalf.com.pl/



Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html


Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger