czwartek, 29 grudnia 2016

Tytuł : "Montecristo"
Autor : Martin Suter
Rok wydania : 2016
Liczba stron : 336
Wydawnictwo : Rebis
Tytuł oryginału : Montecristo







 Na stację drezyną



Kiedy zobaczyłam okładkę tej książki od razu wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Mroczna, fascynująca właśnie taka jakie lubię. Nawet nie zadałam sobie trudu by poczytać recenzje innych użytkowników. Teraz może nie żałuję czasu spędzonego z powieścią jednak jestem nieco zawiedziona. Jeśli bym przeczytała opinie innych to wiedziałabym, że powinnam spodziewać się bardziej książki przygodowej, coś w stylu Dana Browna czy Marca Elsberga niż trzymającego w napięciu dreszczowca. Pomimo tego było warto. Dobra, wciągająca lektura na jeden wieczór. Nic wymagającego.

Jonas Brand, wideoreporter programu lifestylowego, nie jest zadowolony ze swojej pracy. Uważa , że stać go na więcej. Marzy mu się wyprodukowanie własnego filmu przygodowego o człowieku, który wrobiony w przewóz kokainy zostaje osadzony w tajlandzkim więzieniu. Swój projekt nazwał "Montecisto" jednak do tej pory nie znalazł nikogo kto byłby zainteresowany sponsorowaniem przedsięwzięcia. 
Pewnego dnia jadąc pociągiem jest świadkiem tragicznego zdarzenia. Ktoś nacisnął hamulec bezpieczeństwa a po chwili rozległo się wołanie "Człowiek na torach". Ofiarą okazał się bankowiec Paolo Contini. Jonas, który nigdy nie rozstawał się z kamerą, nakręcił wywiady z pasażerami pociągu. Jednak taśma trafiła do archiwum, gdyż okazało się, że Paolo popełnił samobójstwo- temat dość częsty w szwajcarskich mediach- więc tym samym mało interesujący.
Po kilku miesiącach od zdarzenia w ręce reportera trafiają dwa banknoty o takich samych numerach seryjnych. Postanawia bliżej się temu przyjrzeć. Czy pieniądze mają coś wspólnego ze śmiecią bankowca.

Nie zdarzyło mi się jeszcze czytać kryminału, którego akcja rozgrywała by się w Szwajcarii. Stany Zjednoczone czy Wielka Brytania, nawet Skandynawia - to właśnie tam dokonuje się najwięcej książkowych przestępstw. Ale Szwajcaria? Kraina mlekiem i miodem płynąca, państwo o największych zarobkach w Europie? Jakoś mi nie pasuje na tło kryminalnych zdarzeń z zabójstwami włącznie. 
Przejdźmy teraz do naszych głównych bohaterów- nie było ich zresztą tak wielu. Jonas Brand- dziennikarz. Jak na reportera ( i późniejszego dziennikarza śledczego ) nie wykazywał się zbytnią bystrością umysłu. Po pierwsze naciągany wydał mi się troszkę fakt tego jak mężczyzna wpadł na trop dwóch takich samych banknotów. Czy wy przeglądacie was portfel i sprawdzacie numery na pieniądzach. czy aż tak wam się nudzi? Przecież nie jest to coś co z daleka rzuca się w oczy. 
Po drugie zdziwiło mnie, że dziennikarz który musi być spostrzegawczy i mieć analityczny umysł , nie powiązał włamania do mieszkania z napaścią na jego osobę na ulicy dzień później. Czy naprawdę miał to być tylko zbieg okoliczności?
Po trzecie jako reporter powinien słuchać ludzi i sprawdzać wszystkie tropy. Niestety nasz bohater miał swój obrany cel i własną drogę, która miała do niego doprowadzić. Nie dopuszczał do siebie wniosków innych ludzi nawet najbliższych przyjaciół. Czy dziennikarze, i to nie Ci najmłodsi bez doświadczenia, mają klapki na oczach?

Przejdźmy teraz do dziewczyny naszego głównego bohatera. Byłą to postać tak nijaka, że aż zapomniałam jej imienia. Biorąc pod uwagę rolę jaką odegrała na końcu książki jestem zaskoczona, że tak mało się o niej dowiedzieliśmy. Jej rola ograniczała się do otwierania butelek wina, szykowania obiadów i leczenia ran naszego bohatera. Nic ponad to. Szkoda, że jej wątek nie został rozwinięty. Również żałuję postaci Maxa- moim zdaniem najbardziej wiarygodniej, realistycznej i sympatycznej postaci w całej książce. Gdyby Jonasa zamienić miejscami z Maxem cała sprawa banknotów została by rozwiązana szybciej i sprawniej, tak mieliśmy niepotrzebne ofiary. To właśnie Max był doskonałym przykładem prawdziwego dziennikarza. Jeśli autorowi udało się stworzyć tak wiarygodną postać, dlaczego nie dodał odpowiednich przymiotów swojemu głównemu bohaterowi? 

Również zawiedziona byłam troszkę samą fabułą książki. Rozpoczęło się rewelacyjnie, wprost nie mogłam się oderwać i tylko przewracałam strony. Później niestety wszystko zwolniło i odniosłam wrażenie, że autor się pogubił. Stracił wątek i nie bardzo wiedział jak doprowadzić wszystko do końca. Sam koniec zresztą był dla mnie wielkim rozczarowaniem. Spodziewałam się rozwiązania zagadki i owszem dostałam je, jednak w formie dla mnie zupełnie niewiarygodnej. Od mniej więcej połowy książki miałam wrażenie, że zmienił się autor. Na samych początku jechałam Pendolino by dojechać do stacji drezyną.

Wydaje mi się, że "Montecristo" to dopiero początek serii o reporterze Jonasie. Choć nie czytało mi się źle i nie żałuję czasu spędzonego z książką to po kolejne tomy raczej nie sięgnę. Szkoda, że autor naprawdę nie napisał scenariusza filmu z marzeń swojego głównego bohatera , wydaje mi się, że mógłby być on o niebo lepszy.

środa, 28 grudnia 2016

Tytuł : "Gdzie jest Mia?"
Autor : Alexandra Burt
Wydawnictwo : Świat Książki
Rok wydania : 2016
Liczba stron : 416
Tytuł oryginału : Remember Mia 







 Zeschizowane zero


Jeśli lubicie dobrze napisane książki, wiarygodnych bohaterów, dobrą fabułę to omijajcie tę książkę z daleka. Te 416 stron to była istna droga przez mękę. Śmieszne wręcz dziecinne dialogi, przerysowani wręcz groteskowi bohaterowie i fabuła tak przewidywalna jak bajka dla dzieci. Zaklasyfikowanie tej powieści jako thriller to pomyłka, a porównywanie jej do "Dziewczyny z pociągu" to wręcz nietakt.



Estelle Paradise poślubia Jacka zaledwie po kilku miesiącach znajomości. Niedługo potem rodzi im się dziecko - dziewczynka Mia. Należy ona do tego typu noworodków, które bez przerwy płaczą i wymagają ciągłego zainteresowania, nie dając rodzicom odpocząć. Estelle przytłoczona nowymi obowiązkami nie radzi sobie z presją. Pewnego dnia Jack oznajmia, że zaoferowano mu pracę w innym mieście. Ze względu na nękające rodzinę kłopoty finansowe postanawia przyjąć ofertę. Estelle wraz z Mią przeprowadzają się do nowej, remontowanej kamienicy. Po kilku tygodniach Estelle budzi się i zauważa brak dziecka. Zniknęło również wszystko co było związane z dziewczynką : zdjęcia, kosmetyki, zabawki. Wydaje się jak by dziecko w ogóle nie istniało. 

Jest to jedna z najbardziej naciąganych historii jakie zdarzyło mi się przeczytać. Na samym początku książki poznajemy Estelle jako ofiarę wypadku samochodowego, która cierpi na amnezję. Wie, że jej córka zniknęła jednak nie jest w stanie sobie przypomnieć co robiła od dnia jej zniknięcia do momentu wypadku. Mąż decyduje się oddać ją do kliniki psychiatrycznej gdzie światowej sławy specjalista postara się wydobyć jej wspomnienia na światło dzienne. Od samego początku wiemy, że Estelle cierpi na ciężką odmianę depresji poporodowej. Jednak nikt oprócz czytelnika wydaje się nie zdawać sobie z tego sprawy. Mąż jest ślepy i macha na wszystko ręką, lekarze przypisują tabletki, a najbliższa rodzina wydaje się jak by nie istnieć - nie są nawet postaciami drugoplanowymi. Estelle nie dość, że cierpi na depresję to do tego jest hipochondryczką. Sama biega po lekarzach bojąc się, że jej córka na coś choruje a nie może wpaść na to, że sama ma obsesję na jej punkcie.

To właśnie postać Estelle jest najsłabszym ogniwem całej powieści. Na pewno znajdzie się na mojej liście Top 10 najbardziej niewiarygodnych i żałosnych bohaterów książkowych. Tyle razy mówi o sobie "to mi się nie udało", "za to przepraszam" "to mi nie wyszło" "do niczego się nie nadaję", że w końcu przyznałam jej rację. Estelle jesteś nieudacznikiem i kompletnym, zeschizowanym zerem. Koniec i kropka. Nasza główna bohaterka ciągle narzeka, że jej biedne maleństwo ciągle płacze. Z tego co przeczytałam to dziecko raczej należało do tych mało wymagających. Albo spało, albo jadło, albo bawiło się z tatą. Czy przy dziecko, które non stop ryczy da się brać prysznic? Obserwować ludzi przez okno? Wychodzić bez problemu do sklepu? Raczej nie bardzo. Przeczytajcie a zobaczycie Mia jest słodkim dzieckiem, tylko matkę troszkę przerosło macierzyństwo. 

Widać było, że autorka odrobiła pracę domową i przeczytała co nieco o depresji poporodowej. Jednak to nie wystarczyło. Książka po prostu ciągnie się jak flaki z olejem. Podczas sesji z psychoterapeutą kobieta powoli zaczyna odzyskiwać pamięć. Jednak jest to proces tak mozolny, że zanim dotrzemy do istoty rzeczy musimy przebrnąć przez samobiczowanie się naszej bohaterki. Dobry edytor mógłby skrócić książkę co najmniej o połowę a kompletnie nic by nie straciła. 

Zabrakło mi w tej książce osób trzecich. Owszem mamy Jacka- męża - jednak trzyma się on dalszego planu i nie mogłam sobie na jego temat wyrobić żadnego zdania. Na temat psychoterapeuty nie wiemy praktycznie nic - to bardziej maszyna do wyciągania zeznań niż żywy człowiek. Aspekt policyjnego śledztwa został praktycznie pominięty. Mamy tutaj tylko matkę zaginionego dziecka i jej problemy a to troszeczkę za mało.

Temat zaginięcia Mia bez śladu w połączeniu z amnezją matki miał potencjał jednak nie został on wykorzystany. Spodziewałam się ciekawej historii, której zakończenie wyrwie mnie z sandałów. Niestety dostałam średniej jakości powieść. Nudną, przewidywalną z zakończeniem, które znamy już od 3/4 książki. Jeśli by przeczytać wycinki prasowe rozpoczynające każdy rozdział wystarczyłoby nam to do złożenia wszystkiego w sensowną całość. 

Nie polecam.

czwartek, 15 grudnia 2016

Tytuł: "Wdowa"
Autor: Fiona Barton
Rok wydania : 2016
Wydawnictwo : Czarna Owca
Liczba stron : 456
Tytuł oryginału : The widow




Pociąg odjechał







"Wdowa" jest z pewnością jedną z lepszych książek jakie przeczytałam w tym roku. Rzadko się zdarza, że trafiam na tak dobre debiuty. Jednak porównywanie książki do "Zaginionej dziewczyny" czy chociażby "Dziewczyny z pociągu " jest troszeczkę na wyrost. Chociaż jest to kawał dobrej literatury to jednak daleko mu do formy psychologicznego suspensu - gatunku dwóch wyżej wymienionych książek. Dla mnie jest to powieść obyczajowa z elementami kryminalnymi i wątkami psychologicznymi, to wszystko połączono w ciekawą całość. Na pewno jest to powieść przy której można zarwać noc. 

Jeanie poznała swojego męża jako nastolatka, na przystanku autobusowym. Przystojny, ambitny
młody człowiek, przed którym rysowała się świetlana przyszłość dobrze sytuowanego bankowca zafascynował nastolatkę. Ślub wzięli szybko. Glen był dla Jeanie, która byłą raczej szarą myszką, losem wygranym na loterii. Glen jak każdy człowiek miał swoje dziwactwa. Stronił od ludzi, był zazdrosny, pedantyczny a od żony wymagał bezwzględnego posłuszeństwa. Jeanie miała być po prostu kurą domową, która czeka na męża w wysprzątanym domu z obiadem na stole. Jeanie przystała na ten układ. Młode małżeństwo bezskutecznie starało się o dziecko. Kiedy Glen dowiedział się, że jest bezpłodny jego zachowanie zmieniło się. Zaczął znikać z domu, a jeśli zdarzyło się że w nim został zamykał się w pokoju i spędzał czas przy komputerze. 
Pewnego dnia do drzwi Taylorów zapukała policja. Glen został zabrany na przesłuchanie w sprawie porwania dwu i pół rocznej Belli. Wszystko wskazywało na to, że w godzinach kiedy dziecko zniknęło z podwórka znajdował się w okolicy. Z braku wystarczającego alibi zatrzymano go w areszcie. W wyniku przeszukania domu i komputera odkryli mnóstwo zdjęć nieletnich. Chociaż Glen zdołał się wybronić, i został uniewinniony, matka zaginionej dziewczynki - Dawn nie poddaje się. W zmowie z mediami dalej zbierają dowody przeciwko mężczyźnie. Kiedy Glen ginie potrącony przez autobus Jeanie zostaje jedynym świadkiem. Czy otworzy drzwi dziennikarzom i podzieli się swoja historią?

Jest to jedna z tych książek, w których pytanie zostaje postawione już na samym początku. Co wie Wdowa. Spotkałam się z opiniami czytelników, że wystarczy przeczytać pierwszy i ostatni rozdział, żeby poznać odpowiedź. Poniekąd jest to racją - jednak tylko dla czytelników, dla których najważniejsze jest rozwiązanie zagadki. Dla mnie osobiście najważniejsze w każdej książce są postacie, uwielbiam kiedy autor daje mi możliwość ich bezwzględnego poznania. W tej książce najbardziej zainteresowała mnie przemiana wewnętrzna Jeanie. To jak potrafiła zbudować sobie drugą tożsamość. Jak z młodej pełnej entuzjazmu dziewczyny przeistoczyła się w sfrustrowaną i złamana wciąż młodą kobietę. Jeanie w domu i dla mediów byłą posłuszną kochającą żoną, która nie miała oporów przed kryciem swojego męża. W głębi ducha nienawidziła tego mężczyzny, miłość którą do niego żywiła została zniszczona przez jego zachowanie. W książce tej autorka skupia się nie na samym fakcie porwania małej dziewczynki, a na tym jaki ono miało wpływ na losy osób bezpośrednio zaangażowanych w śledztwo. 
Jeśli by odrzucić element psychologiczny to zostało by nam samo śledztwo.. sprawa prawie w całości skopiowana z rzeczywistości. Chodzi mi o Madeline zaginioną w Portugalii w 2007 roku. Mamy tutaj do czynienia z tym samym mechanizmem. Ginie dziewczynka, rodzice spuścili ją z oka tylko na chwilkę. Policyjne śledztwo toczy się praktycznie tak samo. Sprawdzany jest monitoring, przesłuchani wszyscy zwolnieni z więzień pedofile. Więc czy wart to element odrzucać? W końcu o sprawach zaginionych dzieci możemy poczytać w gazetach a książka to jednak coś więcej. 

Momentami książka była przerysowana. Chociażby postać detektywa prowadzącego śledztwo. Myślę, że w realnym życiu ( a przynajmniej mam taką nadzieję ) śledztwa tego typu odbywają się w troszeczkę poważniejszej manierze. Tutaj mamy do czynienia z psychopatyczną obsesją policjanta dotyczącą sprawy. Jak się na coś uparł to tak być musiało i koniec. Mieliśmy tu do czynienia z tak wieloma lukami w śledztwie, że aż raziło w oczy. A nasz detektyw z klapkami na oczach parł do przodu.
Z drugiej strony rola mediów w całym  śledztwie została perfekcyjnie odwzorowana. Kolejki dziennikarzy przed domem wdowy, błyski fleszów, nękanie ofiary byle tylko zdobyć komentarz dla gazety - będąc dziennikarzem z wykształcenia sama wiem jak to wszystko się odbywa. I to właśnie Kate - nasza przebojowa dziennikarka - była moja ulubioną postacią w całej książce. Dokładnie tak wyobrażam sobie dziennikarzy śledczych. Troszkę cmentarne hieny, troszkę ambitni śledczy . Jest to postać bardzo realistyczna. 

Problem z takimi książkami jest następujący- w ostatnich dwóch latach troszkę ich dużo na polskim rynku wydawniczym. Ciężko znaleźć coś co naprawdę nas zaskoczy, coś nowego. Tak samo i ta powieść, choć rewelacyjnie napisana, choć przeczytałam ją w jedną noc nie była niczym nowym. Nie poczułam połączenia z zaginioną dziewczynką, wydawała się ona postacią drugoplanową i niestety nie chwyciła mnie za serce.

Jednak nadal skłaniam się ku opinii, że jest to dobra książka. Na pewno nie będą to wydane pieniądze czy nietrafiony prezent świąteczny, plejada bohaterów was zaskoczy a trafne uwagi autorki dadzą do myślenia.

Jednak pociąg z dziewczyną już chyba odjechał..