czwartek, 29 czerwca 2017

 Tytuł : "Labirynt strachu"
 Autor : Beata Nowosielska
 Wydawnictwo : Novae Res
 Data wydania : 16 czerwca 2017
 Liczba stron : 382



 Anty-obyczajowy rollercoaster

Pomysł na książkę był bardzo udany. Grupka przyjaciół, mroczne siedlisko, duchy z przeszłości i demony teraźniejszości, wszystko to zapowiadało niezwykle ciekawą opowieść z pogranicza horroru i baśni. Zawiódł niestety dość kiepski styl autorki. Oczywiście jest to debiut literacki, i szczerze wierzę że ucząc się na błędach autorka poprawi swój warsztat. Pomimo dość sporej objętości książki jest to lektura na jeden bądź dwa wieczory. Jest to typowy "przewracacz" stron, akcja jest szybka, mnóstwo dialogów ułatwia odbiór a historia jest na tyle ciekawa by wciągnąć czytelnika. Na pewno jest to coś nowego. Niby zaliczana do gatunku thriller jest to bardzo mocna pozycja dla czytelników o stalowych nerwach. Bardziej dla miłośników powieści grozy niż fanów kryminałów.

Grupa przyjaciół ze studiów marzy o wakacjach. Z braku funduszy ochoczo przystają na propozycję
Marka, który zdobył klucze do domu swojego wujka. Dom okazuje się starym choć odremontowanym siedliskiem w małej miejscowości. W zamian za klucze mają opiekować się domem i przylegającym do niego ogrodem. Atmosfera wydaje się sielankowa do momentu kiedy na dworze zapada ciemność. Sara schodząc do kuchni po szklankę wody natyka się na kobietę-ducha, która przestrzega ją przed tym miejscem i każe uciekać. Następnego dnia studenci słyszą dziwne odgłosy, lustro zmienia miejsce położenia a do drzwi puka nieznany mężczyzna, który podaje się za wujka Marka. Młodzi postanawiają opuścić dom i wrócić do miasta, jednak jest to niemożliwe. Rozpętuje się burza, która niszczy ich samochód, wszystkie drogi prowadzą do tego samego miejsca. Sytuacja zaczyna się komplikować kiedy znika Sebastian, a Monika zostaje znaleziona powieszona na drzewie. Czy za to wszystko odpowiedzialna jest sekta Strażników Ognia, mających swoją siedzibę w pobliskim lesie? Czy studentom uda się odkryć tajemnicę domu i ocalić życie?

Myślicie, że tym krótkim wstępem zdradziłam wam całą fabułę? Otóż nie! Streściłam dopiero pierwsze 80 stron książki. Jak sami widzicie wiele się tutaj dzieje a im dalej w las tym więcej drzew. Na tych 382 stronach mamy praktycznie wszystko: stary nawiedzony dom, tajemniczą sektę, ucieczkę z domu wariatów, bitwy z mocarnymi czarodziejami, labirynty do łapania demonów, szary świat i wiele wiele innych rzeczy. Ta książka mogłaby być prawdziwym bestsellerem gdyby dołożyć jej kolejne 500 stron. Autorka zafundowała nam rollercoaster niestety kosztem jakiejkolwiek warstwy obyczajowej. Opisywane są tu zdarzenia jednak brak im głębszej analizy czy odnośników do przeszłości. Część opisowa została okrojona do minimum. Sięgając po tę książkę spodziewałam się, że wkroczę w świat magii, w świat starych słowiańskich wierzeń a tak naprawdę dostałam chaotyczną mieszankę gatunkową gdzie często nic się nie trzymało kupy. W książce tej widać fascynację autorki zjawiskami paranormalnymi jednak zamiast korzystać ze starych i utartych wzorców postanowiła zbudować swój własny świat. Ja oczywiście pochwalam wszelką innowacyjność jeśli nie stoi w zbyt oczywistej sprzeczności z utartymi stereotypami, a jak już ktoś stara się poza nie wykroczyć to oczekuję, że będzie znał się na rzeczy a wszystko będzie sprawiało wrażenie dobrze obmyślonego i w miarę realnego.  Tutaj niestety z realizmem było bardzo krucho. Naszym bohaterom wszystko szło jak bułeczka z masłem. Jeśli czegoś nie umieli to wystarczyło pstryknąć palcami by się tego nauczyli. Owszem sprawiało to, że akcja pędziła na łeb na szyję jednak w pewnym momencie wszystko stało się jakby groteskowe.

Kolejnym słabym fragmentem naszej powieści są bohaterowie. Oprócz ich imion, przybliżonego wieku oraz faktu, że kieszenie świeciły im pustkami, niczego się o nich nie dowiedziałam. Stój! Gdzieś na pierwszej stronie jest napisane, że nasza Sara ma ciemne włosy i dość egzotyczną urodę. Jeśli autor nie daje nam możliwości na poznanie głównych postaci to niech nie oczekuje, że czytelnik się z nimi zżyje. Faktem jest, że większość z nich znika w pierwszej połowie książki jednak ja osobiście nawet nie byłam zainteresowana ich odnalezieniem. Istnym kuriozum nie z tej ziemi była nasza główna bohaterka, kobieta skromna i raczej mało interesująca do czasu jak okoliczności wyzwoliły w niej ukryte moce w tym skłonność do szybkiego uczenia się. Z przeciętnej studentki w parę godzin stała się potężnym medium zdolnym podróżować pomiędzy światami, słuchać mowy kamieni i walczyć z demonami. To co innym zabrałoby pół życia jej się udało wyszkolić siedząc na krześle w kuchni? Że co? Może ja też mam w sobie ukryte magiczne moce? Za chwilkę sięgnę po różdżkę i to sprawdzę.
Kolejną postacią jest Tom. Zastanawia mnie skąd to imię? Może zdrobnienie od Tomasza? A może to imigrant? W każdym bądź razie do końca książki nie udało mi się dowiedzieć kimże on był. Mało tego..nie potrafię nawet powiedzieć czy jest on dobrym czy złym bohaterem. A może tak miało być? Zrobić z niego taką chimerę? 
Witka za to pokochałam. Była to chyba najciekawsza postać w całej książce. Taka dobra dusza, człowiek do rany przyłóż. Niesamowicie inteligentny pasjonat z ogromną wiedzą. 
O innych bohaterach nie jestem w stanie nic więcej powiedzieć, ponieważ autorka nie uznała za słuszne rozwinąć ich postaci. 

Chociaż nie mogę narzekać na samą fabułę, gdyż sporo się działo i autorce całkiem nieźle udało się oddać klimat powieści grozy, tak nie do końca zrozumiałam całego sensu tej książki. Mamy tutaj Strażników Ognia, którzy czerpią moc z zabijanych przez siebie ofiar. Wszystko ładnie i pięknie. Ale ja chcę więcej. Kim oni byli? jakim cudem udało im się przetrwać w lesie przez nikogo niezauważonym? Czemu policja nie zainteresowała się masowym ginięciem małych dzieci? Nawet nie wiem czy wioska do której trafili studenci była wytworem ich wyobraźni, taką bańką mydlaną z której nie można się wydostać, czy istniała naprawdę. Za dużo w tej książce jest znaków zapytania by uczynić z niej dobrą powieść. A szkoda bo widzę tu potencjał. 

"Labirynt strachu"  nie jest powieścią najwyższych lotów jednak doskonale nadaje się na scenariusz filmu. Ekranizacja byłaby zapewne gratką dla miłośników filmów grozy. Na plus dodam, że czyta się naprawdę szybko. Zdania są krótkie, autorka nie boi się używania równoważników zdań, często też posiłkuje się dialogami. Jest to na pewno powieść która spodoba się czytelnikom z ukończonymi kursami szybkiego czytania. Idealnie skacze się z punktu do punktu nie tracąc z oczu całej fabuły. Jest to również pozycja dla ludzi o mocnych nerwach bo nie obyło się tutaj bez krwawych i drastycznych scen. Szczerze wierzę w tę autorkę i na pewno dam jej kolejną szansę. Ma to co u pisarzy jest najważniejsze : wyobraźnię.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 





wtorek, 27 czerwca 2017

 Tytuł : "Uwikłana, królowa narkotyków, tajna agentka, zakładniczka"
 Autor : Bruce Porter
 Wydawnictwo : Wydawnictwo Kobiece
 Data wydania : 6 czerwca 2017
 Liczba stron : 472
 Tytuł oryginału : Snatched: How A Drug Queen Went Undercover for the DEA and Was Kidnapped By Colombian Guerillas



 Narkofakty

Sięgnęłam po tę książkę z dwóch powodów. Po pierwsze postać Pilar mnie fascynowała (niestety do teraz, kiedy wiem nieco więcej niż dowiedziałam się z wycinków prasowych), a po drugie ze względu na samego autora. Co prawda nie czytałam książki jednak ekranizacja, film "Blow", jest jednym z lepszych obrazów jakie zdarzyło mi się obejrzeć. Jestem tą pozycją troszkę zawiedziona. Nie wiem czy wynika to z faktu, że beletryzowane biografie nie są gatunkiem w którym czuję się dobrze, czy po prostu sam styl autora do mnie nie przemówił. Dostałam porządną dawkę faktów, sporo się nauczyłam, jednak czegoś mi zabrakło. Może analizy? Podsumowania? A może po prostu ludzkiego spojrzenia a nie tylko uszeregowania zdarzeń. 

Wywodząca się z dobrego domu Pilar jako młoda dziewczyna miała wszystko czego mogła zapragnąć. Pieniądze, kochających rodziców, wolność. Wychowana w Kolumbii, wykształcona w Europie, zawsze lubiła chodzić własnymi ścieżkami.Kiedy postanowiła zostać stewardessą nikt ani nic nie mogło ją odwieść od tego pomysłu. I to właśnie na pokładzie samolotu poznała swojego męża- Ernesta, narkotykowego bossa, który trudnił się szmuglowaniem kokainy z Kolumbii do Stanów Zjednoczonych. Pilar zaślepiona miłością bardzo szybko poślubiła niebezpiecznego mężczyznę i razem z nim zaangażowała się w przemyt narkotyków. Jednak Ernesto nie okazał się tym jedynym.
Po dwóch nieudanych małżeństwach wyprowadziła się wraz z dziećmi na Florydę, gdzie postanowiła zacząć nowe życie, tym razem w zgodzie z prawem. Jednak przeszłość nie dała jej o sobie zapomnieć. Jej były mąż, skuszony propozycją wcześniejszego zwolnienia z więzienia, zeznał że również i ona była zaangażowana w narkotykowy biznes. W ramach współpracy z policją, która miała oczyścić ją z zarzutów, kobieta zmuszona została do infiltracji kolumbijskiego kartelu na zlecenie amerykańskiego rządu. Operację tę nazwano 'Księżniczka". Niestety nie wszystko poszło zgodnie z planem. Pilar została porwana przez partyzantów i rozpoczęła się walka o jej życie.

Duża część czytelników, szczególnie tych amerykańskich, przyrównuje tę książkę do trzymających w napięciu powieści sensacyjnych. Ja się niestety nie mogę pod tym podpisać. Faktycznie tempo akcji było zaskakujące jednak nie ze względu na jej zwroty tylko natłok postaci i wydarzeń, skakanie z roku na rok i z postaci na postać. Czasem łapałam się na tym, że gdzieś gubiłam Pilar co mi się wydawało dziwne gdyż myślałam, że to właśnie ona jest główną bohaterką naszej książki. Niestety często zdarzało się tak, że przez kilkadziesiąt stron nie natknęliśmy się na żadną o niej wzmiankę. Co prawda dostaliśmy Toma, naszego zapasowego bohatera, którego życie było równie interesujące, jednak moim zdaniem powinien on stanowić tło a wydarzeń a nie brać w nich czynny udział. Odebrało to naszej "księżniczce" troszkę z przynależnej jej chwały i wielkości. No bo czyż jakiś policjant, nawet z renomowanej jednostki do walki z narkotykami, może się równać z królową kartelu?
Lubię literaturą faktu pod warunkiem, że jest dobrze napisana. Tutaj niestety troszkę się zawiodłam. Miałam wrażenie, że autor troszeczkę się pośpieszył. Zdaję sobie sprawę, że nie był w stanie opisać wszystkich faktów z życia naszych bohaterów jednak przez ten pośpiech powstały wielkie luki, które czytelnik sam sobie musi wypełnić. Z jednej strony książka nie jest typowym reportażem a z drugiej jej beletrystyczna część wprowadzona jest jak by na siłę. A szkoda bo to właśnie na te fragmenty czekałam z niecierpliwością. Nie na wymienianie nazwisk i dat, których i tak nie zapamiętam a na opisywanie życia naszej bohaterki, które z sielanki zamieniło się w piekło. Czasem odnosiłam wrażenie, że czytam szkolny podręcznik, o dość zaskakującej tematyce. 

Sama postać Pilar bardzo mnie rozczarowała. Oczywiście nie jest to winą autora, i nawet jestem mu wdzięczna za to że pokazał jej prawdziwe oblicze. Oblicze, które miało mnie poruszyć a doprowadziło do irytacji. Nasza Pilar dostała od rodziców wszystko to co najlepsze, pławiła się jak rybka w stawie a niestety nie potrafiła tego docenić. Zawsze chciała więcej. Więcej pieniędzy, więcej mężczyzn, więcej wszystkiego. Podobno narodziny dzieci kobiety zmieniają. Niestety nie w jej przypadku. Tutaj nic się nie zmieniło a życie Pilar nadal było jednym wielkim pasmem imprez. Dlatego niestety ale nie potrafiłam jej żałować i współczuć. Mało tego. Myślałam, że dobrze się stało, że dostała to na co zasłużyła. 

Chciałam podziękować autorowi za czas jaki poświęcił na przygotowanie tej książki. Dostanie się do wszystkich świadków i głównych zainteresowanych, przeprowadzenie wywiadów, a do tego zaznajomienie się z narkotykowym biznesem od podszewki z pewnością zajęło wiele długich miesięcy jeśli nie lat. Jednak muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Ta książka pokazuje nam jak zmieniał się narkobiznes na przełomie lat, od boomu w latach 80,90 do stagnacji lat 90. Wiadomo, gusta konsumenckie się zmieniają ja również policja i inne służby mają większe możliwości i więcej środków na tropienie dealerów. 
W tej książce pojawiło się sporo faktów o których nie wiedziałam. Ciągle mnie zastanawiało co policja robi z pieniędzmi czy narkotykami przejętymi w wyniku akcji? Jak przemyt wyglądał w praktyce? Jakie haki narkotykowi bossowie mieli na lokalne władze? Jakie podejście do produkcji kokainy miała lokalna ludność? Na te i jeszcze wiele innych pytań dostałam odpowiedź za co jestem bardzo wdzięczna. 

Nie żałuję, że przeczytałam tę powieść choć żałuję, że musiałam się przemęczyć z jej formą. Postać Pilar jest na pewno fascynująca, a jeszcze bardziej fascynujące jest to jaki użytek zrobiły z jej osoby amerykańskie władze. Jak szantażem zmusiły ją do współpracy. Czytając tę książkę zdałam sobie sprawę, że takie rzeczy się dzieją codziennie choć może na mniejszą skalę. Jedni sprzedają drugich, jest instytucja świadka koronnego tylko po to by walczyć w imię dobra. W takich przypadkach często zapomina się o ofiarach. Taką ofiarą systemu była Pilar. 
Nie jest to jednak kryminał, nie jest to biografia. Jest to literatura faktu o narkobiznesie. Myślę, że jak ktoś się interesował tematem to nic nowego nie odkryje, jednak dla początkujących będzie to niezła gratka.

Za możliwość przeczytania książki i napisania recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu : 



niedziela, 25 czerwca 2017

 Tytuł : "Making Faces"
 Autor : Amy Harmon
 Wydawnictwo : Editio
 Data wydania : 5 stycznia 2017
 Liczba stron : 344
 Tytuł oryginału : Making Faces


 Płytki świat

Mam wielki problem z tą książką. Na wstępie zaznaczę, że na wszystkich portalach, większości blogów i stronach księgarni internetowych zbiera same pozytywne noty. Ponad 4 gwiazdki na Goodreads.com- to się rzadko zdarza nawet w przypadku klasyków. Samo to zmusza czytelnika do napisania pozytywnej opinii. Z jednej strony mamy tutaj wszystko to co cechuje dobrą książkę obyczajową : powolną jednak ciekawą fabułę, prawdziwych bohaterów i wulkan emocji. Przyznam się, że niejednokrotnie zakręciła mi się łezka w oku. Jednak zawsze musi być to ale. Czym było ono tym razem? Pomimo ładunku emocjonalnego, który ze sobą niesie, książka ta jest po prostu płytka. Z jednej strony porusza ważne tematy, jednak odnosiłam wrażenie, że zostały one potraktowane po macoszemu. Na pewno nie jest to zła lektura jednak zabrakło tu tła, które jest dla mnie równie ważne co zdarzenia.

Fern od najmłodszych lat jest zakochana w Ambrose- młodym zapaśniku, niezwykle przystojnym
chłopcu, który jest obiektem westchnień większości dziewczyn w szkole. Dziewczyna wie, że jej miłość nigdy nie zostanie odwzajemniona. No bo czy jest możliwe by najprzystojniejszy chłopak w szkole zwrócił uwagę na małą, rudowłosą, piegowatą dziewczynę, która na domiar złego nosi okulary i aparat ortodontyczny? 
Po ukończeniu szkoły Ambrose wraz z przyjaciółmi z maty zapaśniczej decyduje  wyjechać na wojnę do Iraku. Wydarzenia z 11 września sprawiły, że poczuli się w obowiązku walczyć za własny kraj. W wyniku zasadzki na drodze czwórka z nich ginie. Do domu wraca tylko Ambrose. Jednak nie jest już tym przystojnym, młodym mężczyzną. Pocisk wycelowany w ich pojazd zmasakrował mu prawą stronę twarzy. Policzki przecinają mu blizny, stracił widoczność w jednym oku i ogłuchł na jedno ucho.
Czy Fern jest w stanie nadal kochać bestię?

Od razu zaznaczę, że nie jest to gatunek książek po który sięgam w pierwszej kolejności. Mało tego zazwyczaj omijam je szerokim łukiem. Zrobiłam wyjątek ze względu na samą autorkę. Miałam okazję czytać jej wcześniejsze powieści (przegrana w zakładzie) i głęboko zapadły mi w pamięć. Jestem przyzwyczajona do thrillerów i kryminałów gdzie akcja pędzi na łeb na szyję a człowiek nie robi nic innego jak tylko czeka na rozwiązanie zagadki. W przypadku powieści obyczajowych zwracam uwagę na coś innego : na bohaterów i to co mają nam do przekazania. Tym razem było tego sporo. Od samego początku wiedziałam, że ta powieść niesie ze sobą duży ładunek emocjonalny. Wystarczyło mi tylko poznać naszych głównych bohaterów. Mamy tu do czynienia z walką ze śmiertelną chorobą, która z góry skazana jest na niepowodzenie. Razem z bohaterami wyjeżdżamy na wojnę, która pochłonie mnóstwo ludzkich istnień.Jesteśmy bici i poniżani przez własnego męża. Z przystojnego mężczyzny zmieniamy się w potwora. Leżymy twarzą w rowie pełnym błota walcząc o oddech. To po prostu nie ma prawa nie poruszyć czytelnika. Na pewno fabuła jest najmocniejszą stroną tej powieści. Szczególnie biorąc pod uwagę, że jej targetem są młodsi czytelnicy. 
Wiem jakie było zmierzenie autorki. Ta książka miała wzruszać a jednocześnie uczyć. Uczyć tego, że należy się cieszyć każdą chwilą. Dziękować za te wszystkie małe rzeczy, które dostajemy od losu każdego dnia. Nie patrzeć na urodę człowieka tylko zaglądać we wnętrze drugiej osoby. Wszystko to piękne przesłania ale jednocześnie puste frazesy. W tej książce bohaterom wszystko przychodziło za łatwo. Każdy był pogodzony z własnym losem. Ba, autorce po prostu udało się ujarzmić śmierć i nadać jej ludzkie oblicze. Zaśmiać się jej w twarz. Dla mnie to wszystko było za proste. Tak dużo przeżyłam z naszymi bohaterami, że po prostu nie mogłam się z pewnymi faktami pogodzić i przejść nad nimi do porządku dziennego. Może za mało we mnie wiary? Bo to właśnie ona pełni dużą rolę w tej książce. 

Pomimo faktu, że pokochałam głównych bohaterów nie byli oni postaciami wiarygodnymi. Fern, którą poznajemy jako wkraczającą w dorosłość osobę, praktycznie się nie zmieniła od momentu kiedy miała 10 lat. Jest tak samo infantylna i naiwna jak kiedyś. Ambrose myśli, że wyjazd do Iraku na wojnę jest tym samym co pojechanie na szkolną wycieczkę i w jednej minucie namawia do tego swoich najbliższych znajomych. Rita, kobitka raczej swobodnych obyczajów, jak się budzi z ręką w nocniku to przypomina sobie że był ktoś taki jak Bailey i że żałuje, że nie ma tyle siły by z nim być. A sam Bailey? On był najwspanialszą postacią w tej książce. Sarkastyczny, inteligentny, zabawny. Wprost go uwielbiam. Tylko on ratuje ten cały panteon. Jednak jak widzimy można pokochać nawet niewiarygodnych superbohaterów.

W książce tej poruszono sporo niezwykle ważnych wątków. Motyw zamachu terrorystycznego na World Trade Centre, wojna w Iraku, Zespół Szoku Pourazowego, przemoc w rodzinie. Niestety żaden z nich nie został rozwinięty. Książka zaczyna się w momencie jak cała klasa ogląda w telewizji walące się wieże w Nowym Yorku. Ja jako zainteresowany czytelnik spodziewałam się tego, że przeczytam jak to wpłynęło na umysły młodych ludzi... niestety. Kolejny etap : wojna w Iraku. Oprócz taplania się w basenie i żartów w bazie nie dostałam praktycznie nic....oprócz aktu końcowego. A co się działo w domu Rity? Też nic. Co się działo w głowie Ambrosa? Tu dostajemy troszkę więcej, jednak temat i tak nie został wyczerpany. 
Doskonale zdaję sobie sprawę, że książka obyczajowa nie może być zbyt długa, bo na litość boską, jak długo możemy czytać o losach zwykłych ludzi. W tym tkwi problem. W tym przypadku nie mamy do czynienia ze zwykłymi ludźmi. To chodzące kłębki emocji i problemów, dla których wypadało by poświęcić parę dodatkowych stron by uczynić ich bardziej realnymi. Wtedy i przesłanie książki by było bardziej dosadne. 

Ciężko mi ocenić tę pozycję. Uważam, że niesie ważne przesłanie jednak podane w zbyt prozaicznej formie. Pokochałam bohaterów jednak tylko na papierze bo pomimo usilnych starań nie potrafiłam przenieść ich do rzeczywistości. Jednak to pewnie ja się mylę patrząc na recenzje. Może to ja nie jestem targetem tej powieści a młodym ludziom jest ona potrzebna. Z pewnością zachowam egzemplarz dla mojej córki, za kilka lat zobaczymy co mi powie i napiszę recenzję okiem nastolatki.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję :





piątek, 23 czerwca 2017

 Tytuł : "Zombie"
 Autor : Wojciech Chmielarz
 Wydawnictwo : Czarne
 Data wydania : 24 maja 2017
 Liczba stron : 520

 Kryminalne zombie

Możecie wierzyć albo nie ale jak tylko zobaczyłam tytuł i okładkę tej książki to byłam święcie przekonana, że opowiada o apokalipsie zombie. Pewnie do tej pory się ze mnie śmieją w wydawnictwie, gdyż swoją prośbę o udostępnienie egzemplarza recenzenckiego umotywowałam pasją do tej tematyki. Jakież było moje zdziwienie kiedy powieść ta trafiła w moje ręce i okazała się czym? Kryminałem. Całe szczęście jestem fanką i tego gatunku więc szybko zabrałam się do lektury. Żałuję, że wcześniej nie doceniałam polskich pisarzy i rzadko sięgałam po ich książki. Już od pierwszych stron wiedziałam, że "to jest to". Pomimo faktu, że książka jest spora objętościowo to udało mi się ją przeczytać w jeden dzień, oczywiście kosztem wszystkiego innego. Jedno wam powiem mam sporo do nadrobienia bo jeśli się nie mylę Wojciech Chmielarz napisał kilka książek po które koniecznie muszę sięgnąć. Ta powieść to po prostu majstersztyk.

Młody prokurator z Gliwic, Adam Górnik, w wieku piętnastu lat zamordował swojego kolegę ze szkoły- Korsarza. Ciała nigdy nie odnaleziono. 
Z Adamem spotykamy się 20 lat później. Jest u progu błyskotliwej kariery, ma piękną, kochającą
żonę i dwójkę małych dzieci. Pewnego dnia Adam dostaje telefon, że w miejscu gdzie  zakopał zwłoki znalezione zostało ciało. Kiedy dociera na miejsce okazuje się, że w miejscu gdzie powinien spoczywać Korsarski zakopana została mała dziewczynka. Górnik odbiera telefon od mordercy, który przedstawia się jako Korsarz. Prokurator postanawia na własną rękę odnaleźć potwora z przeszłości. Wynajmuje prywatnego detektywa Dawida Wolskiego, który ma mu w tym pomóc. Czy Korsarz wstał z grobu i teraz się mści? Czy może prawda wyszła na jaw i ktoś inny bawi się w morderczą grę z prokuratorem?

Najważniejsza w kryminałach jest zagadka. Im bardziej jest skomplikowana i trudna do rozwiązania tym lepiej. W tym przypadku bawiłam się wyśmienicie. W końcu bardzo rzadko się zdarza, że dostajemy telefon zza grobu i to od człowieka, który został zamordowany 20 lat wcześniej. Żeby było ciekawiej nasz "zombie" nie bierze pistoletu i nie wpada do prokuratury by się zemścić, tylko porywa dziewczynkę i ją morduje. Ostatnio często wpadają mi w ręce książki gdzie ofiarami są małoletni. Jak już wielokrotnie pisałam porusza to moje najwrażliwsze struny i przykuwa do książki. Nie ważne co się dzieje po prostu muszę przeczytać ją do końca. Tym razem czytało mi się bardzo przyjemnie gdyż nasz autor ma tak znakomity styl i warsztat, że po prostu nie ma się do czego przyczepić. Rzadko się zdarza żeby kryminał miał tak wyrównane tempo. Zazwyczaj w książkach tego gatunku akcja rozkręca się stopniowo by wystrzelić jak z procy w punkcie kulminacyjnym. W przypadku "Zombie" praktycznie od pierwszej strony coś się dzieje. Mordercę poznajemy krok po kroku, jednak  towarzyszy nam cały czas. Nie siedzi spokojnie z boku i czeka na nasz krok tylko bawi się z nami w kotka i myszkę. Cały czas jesteśmy krok za nim a on śmieje nam się w twarz. 
Forma w jakiej została napisana to powieść jest wprost rewelacyjna. Mamy tutaj czas nam współczesny i retrospekcje ukazujące wydarzenia sprzed 20 lat. Tym sposobem autor pokazuje nam tło wydarzeń i krok po kroku zdradza tajemnice przeszłości. Dzięki tym przenosinom w czasie jesteśmy w stanie lepiej poznać naszych bohaterów i motywy które nimi powodowały. 
I do tego ten wspaniały balans pomiędzy częścią opisową a dialogami. Myślę, że nie będzie to zbyt dużym nadużyciem kiedy powiem, że proza Chmielarza skojarzyła mi się z twórczością Stephena Kinga. Kiedy już już była bliska zmęczeniu opisami to pojawiały się dialogi, które nie dość że świetnie prowadzone to często były dość zabawne. Lubię kiedy książka pisana jest mocnym językiem, lubię kryminały którym nie brak wigoru i brutalności, bo właśnie tego powinniśmy się spodziewać w przypadku tego gatunku. W tej kwestii autor spisał się doskonale.

Teraz przejdźmy do naszych bohaterów, których pokochałam z całego serca. Powieść ta była moim pierwszym spotkaniem z autorem, a co za tym idzie nie miałam wcześniej okazji poznać Dawida Wolskiego, czego teraz bardzo żałuję. Jest to postać tak groteskowa, że nie sposób jej nie polubić. No można ją jeszcze znienawidzić ale na pewno nie będzie osoby która przejdzie koło niej obojętnie. Z jednej strony odważny i nie mający nic do stracenia a z drugiej tchórz, oportunista i egocentryk. Taka zwyczajna łajza dla której pieniądze są najważniejsze i jest w stanie zrobić dla nich wszystko, nawet sprzedać swoich najbliższych. No czasem mu się zdarza miewać chwile uległości jednak wtedy odzywa się u niego zdrowy rozsądek i znowu zaczyna być sobą. 
Kolejna postać : Adam Górnik. Zastanawiałam się jak to jest możliwe, że darzę sympatią osobę, która zamordowała swojego kolegę ze szkoły. Ale jego po prostu nie da się nie lubić bo uosabia wszystko to co jest mi drogie : przywiązanie do rodziny, ambicje, poczucie humoru, odwagę, konsekwencję w działaniu i zdrowy rozsądek. Niejeden człowiek by się rozsypał gdyby zadzwonił do niego "zmarły". Ale nie Górnik. On nie dość, że nie wpadł w panikę to jeszcze chciał doprowadzić sprawę do końca.
Marta. Młoda, była prostytutka, wyrzucona przez rodziców, która mieszka kątem u Dawida. Dość ciekawa postać, która również jest mi bliska. Bardzo pomocna, mająca otwarte serce, inteligentna kobieta. Nie bojąca się wyzwań. Jest to osoba, która pod pozorami twardości ukrywa dobre serce.
Cezary. Najbardziej zabawna postać w całej książce. Do końca nie udało mi się odkryć kim tak naprawdę był, jednak wydaje mi się że ta tajemniczość była zamierzona. Osobnik niebezpieczny, który nie boi się wziąć spraw w swoje ręce. Przed niczym się nie cofa. Równie dobry we władaniu słowem jak i pistoletem. Ot typowy przedstawiciel półświatku. Jednak z drugiej strony jest to osoba, która dla rodziny zrobi wszystko, nawet ucieknie z kraju jak grunt zacznie się palić pod nogami.
Czy z takimi bohaterami da się nudzić? Nie ma na to najmniejszych szans. A jak jeszcze zaczną działać razem tropiąc groźnego mordercę to dostaniemy mieszankę wybuchową.

Książka ta ukazuje ciekawy obraz dzisiejszej polski. Dzięki niej wiem, że mało się w naszym kraju zmieniło na przestrzeni lat. I niestety jest to obraz smutny i skłaniający do refleksji. Nasi bohaterowie obracają się w środowiskach patologicznych. Burdy, pijaństwo, kradzieże, gwałty- wszystko to jest na porządku dziennym. Mało tego nikogo już to nie dziwi, władze często nie reagują na taki stan rzeczy a policja jest zniechęcona i często bezsilna. Polska w "Zombie" ukazana jest z tej mrocznej strony, kiedy już przepadła ostatnia nadzieja na lepsze jutro. Ale paradoksalnie ludzie nauczyli się z tym żyć. Patologia stała się elementem krajobrazu akceptowanym przez społeczeństwo.

Jestem totalnie zauroczona tą książka. Nawet jestem w stanie wybaczyć autorowi to, że w wielu fragmentach odnosił się do poprzedniej części nie tłumacząc czytelnikowi co się w niej wydarzyło. Jednych może to drażnić jednak mnie ciekawi. Kim była Alicja? Co się z nią stało? Czemu jej morderstwo miało taki wpływ na naszych bohaterów? Koniecznie muszę sięgnąć po poprzednią książkę byle tylko poznać odpowiedzi na te pytania. 
Książka Chmielarza jest przykładem na to jak powinien wyglądać dobry kryminał. Oczywiście można się przyczepić że cała intryga zbudowana została na zbyt wątłym fundamencie (bo jak ktoś może nie pamiętać ważnych wydarzeń z przeszłości?) jednak dla niedowiarków autor zamieścił specjalny epilog, który wiele tłumaczy. Radzę go jednak przeczytać na samym końcu. 

Jest to jedna z lepszych pozycji po jaką sięgnęłam w tym roku. Ciekawi, fascynuje, przykuwa do fotela. Można przy niej nawet schudnąć bo wprost nie ma czasu pójść sobie zrobić kanapki. Dzięki "Zombie" odzyskałam wiarę w polskich autorów. Na pewno sięgnę po następne jak i poprzednie powieści. Polecam fanom gatunku jak i tym którzy dopiero z nim zaczynają. Naprawdę warto. 

Za możliwość przeczytania książki i jej zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu :







czwartek, 22 czerwca 2017

 Tytuł : "Tożsamość zbrodni"
 Autor : Damian Jackowiak
 Wydawnictwo : Novae Res
 Data wydania : 2017
 Liczba stron : 236


 Chaos w małym mieście

Większość czytelników boi się debiutów. Wiadomo wolimy sięgać po to co znane i sprawdzone. Ja mam na odwrót. Lubię sięgać po powieści początkujących pisarzy, odkrywać nowe talenty choć często po takiej lekturze nie czuję nic więcej jak tylko rozczarowanie. Jednak nie w tym przypadku. Książka Damiana Jackowiaka jest typowym przykładem debiutu osoby która ma świetne pomysły jednak jeszcze nie do końca dopracowany warsztat literacki. Było tutaj wszystko co dobry kryminał mieć musi : morderstwo, zwroty akcji, zaskakujące zakończenie, twardzi bohaterowie ale... No właśnie czego zabrakło? Książka jest niewielkich rozmiarów i myślę, że to jest jej najsłabsza strona. Brakuje tu "korpusu" wokół którego powinna się kręcić fabuła. Autor ewidentnie miał świetny pomysł jednak odnoszę wrażenie że pisząc zbytnio się śpieszył. Chciał jak najszybciej spiąć wszystkie wątki kosztem tła. A to właśnie ono jest smakiem każdej powieści.

Policjanci odnajdują zwłoki młodej kobiety. Została ona zamordowana. Jej ciało umieszczono na
wypalonym w ziemi pentagramie. Sprawca nie zostawił po sobie żadnych śladów. Śledztwo w sprawie zabójstwa prowadzi para detektywów, doświadczony Robert Juszcz i jego młodszy partner Bartek Parela. Kiedy śledztwo utyka w martwym punkcie dochodzi do kolejnego morderstwa. Znaleziona zostaje kolejna martwa kobieta. Tym razem morderca zostawił policjantom wskazówki. Rozpoczyna się gra w kotka i myszkę. Czy detektywom uda się złapać seryjnego mordercę? Wszystkie tropy prowadzą do szpitala psychiatrycznego, znanego w mieście ze względu na osobliwe rzeczy dziejące się w jego murach.

Książki kryminalne oceniam głównie pod kątem fabuły. Nie lubię gdy się zbyt obyczajowe, lub naładowane zbyt dużą dawką romansów. Dobra sensacja musi mieć trudną do rozwiązania zagadkę, nad którą czytelnik musi się troszkę pogłowić, odpowiednie tempo, niezbyt szybkie by dać czytelnikowi odetchnąć oraz w miarę wiarygodne zakończenie. Muszę przyznać, że pod względem fabularnym 'Tożsamość zbrodni" wypada naprawdę świetnie. Akcja powieści toczy się w małym miasteczku, gdzie do tej pory największą zbrodnią była kradzież piwa za sklepu monopolowego. Jest to enklawa spokoju gdzie mieszkańcy pobliskiego dużego miasta przyjeżdżają by się zrelaksować nad jednym z czterech okolicznych jezior. Właśnie w takiej scenerii popełniona zostaje zbrodnia. Ginie młoda dziewczyna, piękna i mądra studentka, mająca przed sobą całe życie. Potem ginie kolejna i kolejna. Morderca posługuje się znakiem pentagramu co sugeruje, że mamy do czynienia z fanatykiem religijnym. Ale czy tak jest naprawdę? Czy cała ta otoczka nie jest tylko po to by zmylić detektywów? Na dokładkę dostajemy szpital psychiatryczny, w którym ginęli ludzie, żołnierza cierpiącego na zespół stresu pourazowego oraz starą miłość, która nie rdzewieje. Czy to wszystko nie brzmi fantastycznie?  

Ze względu na to, że książka jest debiutem literackim potraktuję pisarza ulgowo jednak muszę zwrócić uwagę na warsztat literacki. Najsłabszą stroną tej książki jest właśnie styl jakim została napisana. Dialogi są sztywne, wymyślane na kolanie i często zupełnie nie pasujące do charakteru bohaterów oraz do sytuacji w jakich się znajdują. Nie potrafię sobie wyobrazić policjantów rozmawiających w ten sposób : "proszę się ogarnąć"- do osoby, która właśnie straciła kogoś bliskiego, lub "już możecie zabrać się za organizowanie pogrzebu". Ja rozumiem, że zawód detektywa to nie bułka z masłem ale żeby od razu taka znieczulica? 
Z drugiej strony części opisowe i retrospekcje były naprawdę udane. To właśnie z nich mogliśmy się dowiedzieć kim naprawdę byli nasi bohaterowie. Czytało się to naprawdę dobrze i z zainteresowaniem, szkoda tylko że takich fragmentów było naprawdę mało. 

Jak pisałam wyżej fabuła jest naprawdę dobra tylko wydaje mi się, że autor zbyt się rozpędził. Tak jak by się bał, że zaraz wszystko zapomni dlatego pisał szybko i często bez zastanowienia. Wyszło to nieco chaotycznie. Mamy tutaj naprawdę dużą liczbę bohaterów a zbyt mało stron. W pewnym momencie zaczęłam się gubić w tych wszystkich kobiecych imionach, szczególnie że praktycznie nic o tych dziewczynach nie wiedziałam. Opisy, opisy i jeszcze raz opisy. Co z tego, że wiem kto zginął jak nie wiem jak żył? Bez tego czytelnik nie poczuje połączenia z ofiarami, nie będzie im współczuł. A jak do tego dojdzie to lektura stanie się tylko bezsensownym przewracaniem stron. Ja chcę więcej. Chciałam się dowiedzieć jak zbrodnia wpłynęła na życie miasteczka, co mówiono w mediach, chciałam więcej szczegółów, opisów pracy policji. Tego wszystkiego mi zabrakło.Zwrócę uwagę na jeszcze jedną rzecz. Z obserwacji wiem, że jak pojawia się seryjny morderca to w centrali policji włącza się czerwony alert. Angażowane są wszystkie służby, detektywi, policjanci, prokuratorzy, prasa. Tutaj było cicho. Garstka ludzi próbowała złapać groźnego mordercę. Nie mieliśmy tu nacisków z góry, spadających głów. Wszystko to było oderwane od rzeczywistości.

Końcówka powieści i tym samym rozwiązanie zagadki mnie zaskoczyła. Nie tego się spodziewałam i za to dziękuję autorowi. Jest to jedno z lepszych zakończeń jakie miałam okazję przeczytać i wskazuje na to, że wyobraźnia Jackowiaka pracowała na najwyższych obrotach. Brawo. 

Cieszę się, że sięgnęłam po tę książkę. Dostarczyła mi sporo rozrywki. Czyta się szybko nie tylko ze względu na małą objętość lecz na bardzo wciągającą fabułę. Chaos da się ogarnąć w miarę szybko, a mimo braku więzi z bohaterami nadal jesteśmy ciekawi jak potoczą się ich losy. Jak na debiut wypadło całkiem nieźle. Wierzę, że autor weźmie pod uwagę opinie czytelników aby następnym razem było jeszcze lepiej. Ja z pewnością sięgnę po następne książki. 

Za możliwość przeczytania książki i napisania recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu :





niedziela, 18 czerwca 2017

 Tytuł : "Leon"
 Autor : Mons Kallentoft, Markus Lutteman
 Wydawnictwo : Rebis
 Data wydania : 13 czerwca 2017
 Tytuł oryginału : Leon


Sztokholm has fallen 

Było to moje pierwsze spotkanie z autorem i nie powiem żebym była zaskoczona. Przywykłam do tego, że od szwedzkich pisarzy dostaję świetne, mroczne kryminały. Tak było i tym razem. Smaczku książce dodał fakt, że główny motyw fabularny opiera się na brutalnym morderstwie nastoletniego chłopca. A jest to dopiero początek. Zazwyczaj nie przemawiają do mnie książki napisane przez więcej niż jednego autora. Również i tym razem nie obyło się bez zgrzytów jednak nie miały one większego wpływu na odbiór książki.


Na kilkudziesięciu metrowym kominie opuszczonej fabryki policja odnajduje zwłoki dziecka. Na jego ciele policjanci znajdują ślady ugryzień i pazurów. Chłopiec był przed śmiercią torturowany.
Kilka dni później do gazet trafia link do strony internetowej. Obraz transmitowany jest na żywo. Na filmie widać przerażonego chłopca a nad nim wielki zegar odliczający czas do egzekucji. Czy Zackowi i pozostałym  policjantom z jednostki specjalnej uda się w porę dotrzeć do chłopca?

Na pewno największym plusem tej książki jest fakt, że już od pierwszej strony akcja pędzi na łeb na szyję i ani na chwilkę nie odpuszcza. To sprawia, że nie jesteśmy w stanie przerwać lektury. Na dodatek do samego końca autorzy trzymają nas w niepewności co do faktu kto jest zabójcą. Jestem fanką kryminałów, i przyznam że całkiem nieźle sobie radzę z rozwiązywaniem zagadek jednak tym razem miałam trudny orzech do zgryzienia. Ponadto w książce pojawiają się wątki poboczne, które tym bardziej urozmaicają lekturę. Pomimo że nie czytałam poprzednich książek doskonale się odnalazłam w świecie Zacka i jego przyjaciół z jednostki specjalnej. Oczywiście poruszane są tutaj wątki z poprzednich książek, jednak nie przeszkadza to w orientowaniu się w faktach. Autorzy jeszcze raz nam tłumaczą przeszłość naszych bohaterów. Wszystko to wyszło bardzo sprawnie. Po przeczytaniu tego tomu nie dość że mam ochotę sięgnąć po kolejne to jeszcze przeczytać poprzednie. 
Jak parę razy wspomniałam, przy okazji poprzednich recenzji, motyw morderstwa dziecka jest chwytem coraz częściej stosowanym przez autorów. Ma to zapewne związek z tym, że kiedy zamordowana zostaje niewinna istota porusza to nasze najczulsze struny. Kiedy ginie ktoś w porachunkach mafijnych to co najwyżej chcemy wiedzieć kto go odstrzelił ale jak ginie dziecko to nie dość że chcemy poznać tego zwyrodnialca to jeszcze to co siedzi w jego głowie. Boimy się że to samo może spotkać nasze dziecko. Na jego drodze może stanąć psychopata, który je skrzywdzi. Dlatego zawsze jak dostajemy w ręce taką książkę to chcemy wyłapać jak najwięcej informacji o profilu mordercy. Książka ta o samym mordercy mówi nam niewiele. Oczywiście poznajemy motyw, jednak autorzy w większości skupiają się nie na sylwetce tego psychopaty lecz na samym policyjnym śledztwie. Krok po kroku poznajemy nowe fakty, idziemy po nitce do kłębka. Czasem jednak miałam wrażenie że było tutaj zbyt dużo zbiegów okoliczności. Tak jakby naszym śledczym pomagała sama opatrzność. A to telefon z informacją, a to podsłuchana rozmowa. Za każdym razem jak trafiali na ślepy zaułek to znikąd pojawiały się nowe informacje i tropy. Za pierwszym razem to zlekceważyłam, jednak w przypadku kolejnych zaczęło mnie to troszkę irytować. Sama wpadłam na parę innych pomysłów, które jeszcze bardziej mogłyby uwiarygodnić fabułę bez uciekania się do zbiegów okoliczności. 

Przejdźmy teraz do języka jakim jest napisana powieść. Jak w przypadku większości kryminałów jest on zwięzły, często lakoniczny bez zbędnych opisów. W przeciwieństwie do thrillerów nie wnikamy tu nadmiernie w psychikę naszych bohaterów. Ich czyny nie są analizowane a opisywane co pozwala nam się wczuć w akcję. A tej akcji jest naprawdę wiele. Praktycznie na każdej stronie coś się dzieje. Właśnie to tempo było dla mnie czymś czego wymagam od książek tego gatunku. 
Zaskakuje również schemat budowy powieści. Mamy tutaj rozdziały bardziej opisowe z rozbudowaną narracją i takie które składają się z równoważników zdań, często jednowyrazowych. Ciekawe czy to właśnie tutaj widać podział na autorów? Mi osobiście to nie przeszkadzało jednak znam osoby które może to denerwować. 
Do jednej rzeczy muszę się przyznać a akurat teraz nadarza się doskonała okazja. Oczywiście nie jest to moje pierwsze spotkanie z literaturą skandynawską, nawet nie któreś z kolei. Przeczytałam około stu powieści norweskich czy szwedzkich autorów i zauważyłam że wszystkie mają jedną cechę wspólną. Autorzy Ci mają zamiłowanie do używania nazw własnych. Oczywiście wiem gdzie leży Sztokholm jednak nie posiadam wiedzy odnośnie jego dzielnic więc zaznaczenie, że nasz bohater wszedł do domu tam a tam albo poszedł na spacer do parku takiego a takiego zupełnie nic mi nie mówi. Chyba pisarze nie spodziewają się, że będę czytać książkę z mapą miasta w ręku?
W moich wyobrażenia Szwecja jawiła się jako kraina mlekiem i miodem płynąca. Kraj w którym studenci dostają własne socjalne mieszkania a system społeczny dba o swoich obywateli. Szwecja w "Leonie" bardziej przypominała polski Śląsk lat 90 niż nowoczesny kraj europejski. Myślałam, że Europa północna wolna jest od nadużyć w systemie społecznym, ulice wolne od bezdomnych. Myliłam się. W Szwecji są ludzie którzy zamarzają na ulicach, giną dzieci, system azylancki jest w powijakach a przestępczość rośnie z dnia na dzień. Autorzy przedstawiają nam smutną wizję kraju, który dla wielu jest oazą spokoju. Dobre lata tego opiekuńczego i dbającego o obywateli systemu już dawno minęły.

Muszę przyznać, że polubiłam naszych głównych bohaterów choć zdziwiło mnie, że takie indywidua mogą pracować w policji, często na wysokich stanowiskach. Praktycznie nikt tutaj nie był wolny od problemów osobistych : narkotyki, tragiczna przeszłość, skłonność do przesady, lekkomyślność a nawet ślepota. To są atrybuty naszych oficerów śledczych. Brzmi jak komedia prawda? Jednak taka jest rzeczywistość. Czy właśnie to doprowadziło ten kraj w miejsce gdzie się znajduje?

Książka jest doskonałym przykładem jak napisać dobry kryminał. Pomimo kilku mankamentów czyta się ją szybko a wraz z rozwojem akcji rośnie nasze zainteresowanie i ciekawość. Koniec jest nieprzewidywalny a prosty język i grono dość osobliwych bohaterów sprawiają, że czytelnik ma ochotę na więcej. Polecam fanom gatunku. Tym którzy nie boją się mocnych scen i brutalnego języka.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki gorąco dziękuję wydawnictwu :



piątek, 16 czerwca 2017

 Tytuł : "Diamentowa góra"
 Autor : Cecily Wong
 Wydawnictwo : Wydawnictwo Kobiece
 Data wydania : 18 maja 2017
 Liczba stron : 384
 Tytuł oryginału : Diamond Head


 Wejść w obraz

Wprost uwielbiam sagi rodzinne, dlatego nie mogłam się powstrzymać przed sięgnięciem po "Diamentową górę". Praktycznie od samego początku zakochałam się w samej historii i jej bohaterach. Razem z nimi przepłynęłam ocean, by znaleźć dom na Hawajach. Razem z nimi przeżywałam zawody miłosne, bolesne rozczarowania, cierpiałam w biedzie i nurzałam się w bogactwie. Jest to książka która porusza do głębi, jedna z tych które trącają najczulsze struny naszej duszy. Pomimo powolnej narracji i mnogości opisów czytało się bardzo szybko a pod sam koniec pozostał niedosyt. Koniecznie chcę więcej Cecily Wong. 

Na początku XX w. Frank Leong wraz ze swoją rodziną opuszcza Chiny bojąc się nadchodzącej wojny. Zamożny armator postanawia osiąść na Hawajach, miejscu które wydaje się być bezpieczne.
Właśnie tam będzie mógł wychować swojego syna, potomka zmarłej konkubiny, na prawdziwego mężczyznę. Jednak chłopiec nie spełnia jego oczekiwań. Nieśmiały i zamknięty w sobie Bohai woli przesiadywać w swoim pokoju i czytać książki. Nieoczekiwanie żona Franka- Lin zachodzi w ciążę. Rodzi się kolejny chłopiec, Kaipo, diametralnie różny od swojego brata. To właśnie on od dnia narodzin staje się nowym oczkiem w głowie ojca. Lin jednak nie spisuje Bohaia na straty. Postanawia znaleźć mu żonę wierząc że tym odmieni zły los. Jej wybór pada na Amy- córkę zrujnowanego i ledwo wiążącego koniec z końcem fotografa. Dziewczyna zgadza się na ślub. Kilka dni później Frank umiera i dla rodziny nastają ciężkie czasy. Na jaw wychodzą sekrety i tajemnice, ukrywane przez dziesiątki lat.

Wprost uwielbiam książki osadzone w egzotycznej scenerii. Uwielbiam poznawać nowe kultury, ich tradycję i obyczaje, historię i ludzi. Pod tym względem niemal w stu procentach książka spełniła moje oczekiwania. Poznajemy starą chińską rodzinę z tradycjami. Autorka w doskonały sposób zobrazowała nam codzienne obyczaje, świąteczne rytuały, wierzenia i przesądy. I na tym nie poprzestała. Wprost z Chin przenosimy się na wyspę Oahu, jedną z piękniejszych w archipelagu Hawajów. Chińczycy są narodem tradycyjnym. Nawet na obczyźnie kultywują własne obyczaje, często zamykają się w gettach. Brak w nich chęci asymilacji. Rodzina Franka była inna. Po dotarciu na Hawaje przestali korzystać z chińskich imion i wybrali amerykańskie, nawiązali przyjaźnie z rdzennymi mieszkańcami, ich dom był przykładem nowoczesnego zachodniego stylu, nawet w kuchni widać było hawajskie inspiracje. Jednak pomimo tego wszystkiego zdajemy sobie sprawę, że są tak naprawdę inni. Z Chin zabrali ze sobą nie tylko meble lecz i folklor. I to jest właśnie piękne. 
Powieść rozciąga się na kilka pokoleń, jednak dopiero w przypadku Theresy- ostatniej z rodu, miałam wrażenie że mam do czynienia z czystej krwi amerykanką. 
Troszkę zabrakło mi szerszego rysu historycznego. Autorka opowiada nam o rewolucji bokserów i o II Wojnie Światowej jednak wszystko to tworzy tło. Ja jednak chciałabym więcej. Troszkę mi szkoda, że postać Hong, opiekunki Bohaia i przyjaciółki rodziny, nie została w pełni rozwinięta. Była ona żoną Shena, brata Franka, jednego z uczestników rewolucji. Za jej pomocą można było nieco rozwinąć wątek samego powstania. Dodać więcej szczegółów. Ja akurat znam historię i rozumiem, że jest to saga rodzinna a nie powieść historyczna. Jednak ciut więcej szczegółów mogłoby skłonić czytelników do zainteresowania się tym tematem. 

Cała historia zbudowana jest wokół mitu czerwonej nitki. To właśnie ona łączy miłością życie dwójki ludzi. Trzeba tylko być cierpliwym i wyczekiwać znaków. Każdy zły krok tworzy na niej supeł, który bardzo trudno rozwiązać. Piękne prawda? I bardzo tragiczne. Znaleźć w życiu osobę, która jest Ci przeznaczona jest zadaniem bardzo trudnym i udaje się tylko nielicznym. Właśnie o tym opowiada ta książka. Jest to powieść o złych wyborach, które kształtują całe nasze przyszłe życie. Jedna podjęta decyzja może wszystko zmienić. Naszych bohaterów spotykamy po latach, to oni opowiadają o swoim życiu, w ten sposób rozliczają się z przeszłością i zastanawiają czy dałoby się ją zmienić jeśli w odpowiednim czasie postąpiliby inaczej. Wbrew pozorom nie jest to książka o miłości, bo jest jej tutaj mało. Jest to książka o stosunkach rodzinnych. Każda rodzina ma swoje sekrety i tajemnice, jednak to co zdarzyło się tutaj wprost złamało moje serce. Kolejny raz zdałam sobie sprawę jacy ludzie mogą być okrutni i bezduszni. Jakimi małostkowymi kryteriami mogą się kierować we własnych wyborach, jak egoistyczni są i nieprzewidywalni.

Teraz parę słów o naszych głównych bohaterach. Czy ich polubiłam? Ja ich wprost pokochałam. A dlaczego? Ponieważ, chociaż na papierze, byli po prostu ludzcy. Bardziej realni od niektórych osób które znam. Niektórzy czytelnicy zapewne ich znienawidzą. Znienawidzą Lin za to że wynajęła konkubinę by urodziła jej dziecko, znienawidzą Amy za to że wyszła za mąż dla pieniędzy, znienawidzą Theresę za to że obrazuje dzisiejszą młodzież. Ja ich pokochałam za ich prawdziwość i szczerość swoich wyborów. W końcu kto z nas nie marzy o lepszej przyszłości? Kto by nie chciał, zamiast spać z 7 siostrami w łóżku, wylegiwać się na wygodnym hamaku? Oczywiście łatwo jest krytykować dopóki nie znajdziemy się w tej samej sytuacji. Jedynym bohaterem na którym się troszkę zawiodłam jest Frank. Jednak nie przez to czego się dopuścił tylko przez to że nie przewidział konsekwencji co doprowadziło do katastrofy i zmieniło życie każdego z członków rodziny.

Cecily Wong ma świetne pióro. Zazwyczaj nadmierna ilość opisów mnie męczy, męczy mnie ich drobiazgowość. W końcu nie muszę wiedzieć, że ktoś akurat obiera banana ze skórki. Tym razem mnie to nie raziło. Oczywiście, jakby się pozbyć zbyt drobiazgowych opisów, to książka nie straciłaby nic więcej jak kilka kartek, jednak nie były one zbyt przytłaczające. A wiecie dlaczego? Bo cały czas czekałam na rozwiązanie zagadki, cały czas błagałam autorkę by w końcu zdradziła tę rodzinną tajemnicę. Jednak kiedy przyszło co do czego to mnie zamurowało. Nie takiego obrotu spraw się spodziewałam. Na chwilkę odłożyłam książkę by to wszystko przemyśleć. A kiedy przeczytałam ostatnią stronę to czułam niedosyt.
Chcę wiedzieć jak potoczyły się dalsze losy Theresy, Hong i Amy. Zazwyczaj jestem zwolenniczką otwartych zakończeń jednak tym razem czuję, że opowieść nie została skończona.

"Diamentowa góra" to piękna opowieść. To książka o trudnych relacjach międzyludzkich. Jest jak cebula. Z każdą nową narracją odkrywa rąbek tajemnicy. Czytelnik nurkuje głęboko w przeszłość aż sama nie wiem kiedy staje się członkiem tej rodziny. Autorka nie pisze, ona maluje nam przed oczami obraz w który jesteśmy w stanie wejść i całkowicie się w nim zatracić. Polecam. 



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki gorąco dziękuję wydawnictwu :








poniedziałek, 12 czerwca 2017





Z okazji dzisiejszej premiery nowej książki Niny Majewskiej-Brown pod tytułem "Nina", wraz z wydawnictwem Rebis chciałabym zaprosić państwa do wzięciu udziału w konkursie gdzie główną nagrodą jest czterotomowy cykl o Ninie. Zapraszam do wspólnej zabawy.

Życie Niny nie jest usłane różami. Starcia z teściami, utrata męża, wychowywanie dziecka kochanki, wszystko to miało duży wpływ na życie naszej bohaterki i jej rodziny. Podejmując decyzje kierowała się zarówno emocjami jak i rozumem, nierzadko rzucała się na głęboka wodę nie bacząc na konsekwencje.

A czym wy kierujecie się w życiu? Ze stoickim spokojem rozważacie każde za i przeciw przed podjęciem decyzji, działacie impulsywnie kierując się głosem serca a może jest to zależne od sytuacji?


Szczegóły i regulamin konkursu :

1. By wziąć udział w konkursie należy być obserwatorem bloga czytankanadobranoc.blogspot.ie oraz fanem Domu Wydawniczego Rebis na FB

2. Odpowiedzi na pytanie konkursowe zamieszczamy TYLKO w komentarzach do postu. Prace wysyłane na e-mail nie bedą brane pod uwagę.

3. Wszystkie prace muszą być napisane samodzielnie. 

4. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga, nagroda sponsorowana jest przez Dom Wydawniczy Rebis.

5. Konkurs trwa od 13 czerwca 2017 do 26 czerwca 2017.

6. W konkursie mogą brać wszystkie osoby posiadające adres korespondencyjny na terenie polski. Organizator konkursu ponosi koszt wysyłki.
7. Teksty nie mogą przekraczać 2000 znaków ze spacjami.

8. Autor najlepszej pracy zostanie wyłoniony przez organizatora konkursu.

9. Wzięcie udziału w konkursie jest równoznaczne z akceptacją niniejszego regulaminu.

10. Wyniki konkursu zostaną opublikowane na blogu w przeciągu trzech dni od daty zakończenia konkursu


Wszystkim życzę powodzenia.

niedziela, 11 czerwca 2017

 Tytuł : "13 powodów"
 Autor : Jay Asher
 Wydawnictwo : Rebis
 Rok wydania : 2017
 Liczba stron : 272
 Tytuł oryginału : Thirteen Reasons Why



 Powód by otworzyć oczy


"13 powodów" książka napisana już kilka lat temu o której znów zrobiło się głośno za sprawą serialu telewizyjnego. Jestem fanką produkcji platformy Netflix, jednak z reguły nie zajmują mnie seriale wyprodukowane z myślą o młodzieży. By zaoszczędzić sobie rozczarowania postanowiłam najpierw sięgnąć po książkę. Lektura to rozwiała moje wszelkie wątpliwości i już jestem po kilku odcinkach serialu. Przeglądając komentarze w internecie zwróciłam uwagę, że książka albo jest obiektem nienawiści albo bezwarunkowej miłości. Ja plasuje się gdzieś powyżej środka. Na pewno jest to typowy page-turner od którego nie da się oderwać, jednak temat samobójstwa został niestety nieco zbagatelizowany i potraktowany po macoszemu co może okazać się niebezpieczne szczególnie, że po książkę sięgną w większości młodzi czytelnicy.

Clay po powrocie do domu w skrzynce na listy znajduje paczkę pełną kaset magnetofonowych. Są to
nagrania jego koleżanki ze szkoły, która kilka tygodni wcześniej popełniła samobójstwo. Clay postanawia przesłuchać je wszystkie i dowiedzieć się jakie były motywy dziewczyny. Kradnie swojemu przyjacielowi walkmana i wyrusza w miasto. Chodzi opuszczonymi ulicami i odwiedza miejsca zaznaczone na mapie wyrysowanej przez nastolatkę. Dopiero teraz odkrywa kim była Hannah i dlaczego odebrała sobie życie.

Pomysł na książkę jest z pewnością rewelacyjny i dodam, że innowacyjny, ja przynajmniej nie spotkałam się z czymś podobnym. Ważne jest również to, że książka porusza temat samobójstwa, które w dzisiejszych czasach nie dotyczy jednostek a dość sporego odsetka społeczeństwa. Jak do tej pory przeczytałam dwie książki tego autora i mogę powiedzieć, że ma on niesamowity dar do analizowania postaw i wcielania się w postaci młodych ludzi. Kolejny raz dostałam bohaterów z krwi i kości, takich wprost ze szkolnej ławy. Oczywiście nie powiem, że wszystkich polubiłam, jednak wynika to nie z faktu, że proces ich stworzenia był niedoskonały tylko z tego, że taka jest właśnie dzisiejsza młodzież, często bezmyślna, egocentryczna i samolubna. Jedyne co mnie denerwowało forma narracji. Na początku się zastanawiałam : o co tutaj chodzi? Prowadzone są tutaj dwa monologi wewnętrzne jednocześnie. Przemyślenia Claya przemieszane są z głosem Hannah sączącym się ze słuchawek. Jedyne co ich odróżnia to użycie kursywy. Wprowadza to zamieszanie do którego człowiek musi się stopniowo przyzwyczaić. Mi się to udało już w okolicach 50 strony.

Czytając tę książkę zastanawiałam się dlaczego Hannah popełniła samobójstwo, bo oczywiście rozwiązanie tej zagadki jest głównym tematem książki. Gdzieś w połowie zdałam sobie sprawę, że to nie o to w tym wszystkim chodzi. Nie chodzi o sam czyn, którego dopuściła się ta dziewczyna. Autor w swojej książce pokazuje nam realia amerykańskich szkół i profil młodzieży. To właśnie na tym powinniśmy się skupić. Od dawien dawna wiadomo, że dzieci są okrutne, prędzej mówią niż myślą. Potrafią ranić jak mało kto. Sami dobrze wiecie jakie rzeczy działy się w gimnazjach, przemoc wobec nauczycieli czy zabawy w słoneczko. Widać również Ameryka nie jest od tego wolna. Młodzież dorasta teraz zdecydowanie szybciej, chociażby dlatego Anglia i Irlandia zdecydowały się na obniżenie progu szkolnego do lat 5 a czasem 4. Możemy się spodziewać, że w szkołach ponadpodstawowych gdzie na małej powierzchni zgromadzonych są setki młodych ludzi znajdziemy wszystkie typy psychologiczne. Dlatego tak ważne jest żeby szkoła zatrudniała dobrych psychologów, którzy są świadomymi ludźmi z szeroko otwartymi oczami. Powinni oni reagować na nietypowe zachowania uczniów. Autor popełnił błąd (moim zdaniem kardynalny) pokazując szkolnych psychologów w negatywnym świetle. Książka ta jest skierowana do młodych ludzi, z których duża część ma problemy emocjonalne. Przynajmniej w szkole powinni się czuć bezpiecznie, powinni wiedzieć że tam otrzymają niezbędną pomoc. Tutaj autor pedagogów krytykuje a co zrobi czytelnik na granicy depresji? Zaufa znanemu i poczytnemu twórcy książek dla młodzieży. Zdecyduje się nie iść do pedagoga bo ta wizyta i tak w niczym nie pomoże. To jest bzdura. Wszystkie placówki oświatowe dbają o to by zwerbować doświadczoną kadrę, która wyczulona jest na problemy młodzieży. Więc jeśli macie jakieś problemy walcie do nich jak w dym.

Hannah bez wątpienia była nastolatką z problemami. Część osób zasugeruje, że większość z nich sama sobie wymyśliła lub po prostu wyolbrzymiła. Wiadomo z igły widły. Bo czyż problemem jest jak ktoś klepnie nastolatkę po tyłku by sprawdzić czy zasłużenie wygrała konkurs na najlepsze pośladki? Czy problemem jest, że wyolbrzymiane są plotki, od niewinnego pocałunku dzięki głuchemu telefonu doszło aż do dzikiej orgii? Moim zdaniem tak, jest to problemem. Nie każdy jest taki sam, jedne dziewczyny o bardziej odpornej psychice się uśmiechną i pójdą dalej, inne walecznie dadzą w nos broniąc swoich racji ale niestety jeszcze inne skończą tak jak Hannah. Powiedzmy to wprost, wydarzenia do których doszło w szkole doprowadziły do tego że dziewczyna wpadła w depresję. Szkoda tylko, że autor tego nie nazywa po imieniu. Depresja to poważna choroba dotykająca duży odsetek nastolatków. Niestety bardzo trudną ją zdiagnozować, a brak właściwej diagnozy może, jak w tym przypadku doprowadzić do nieszczęścia. Właśnie dlatego, że autor totalnie pominął wątek tej choroby nie udało mi się polubić Hannah. Z jednej strony ją zrozumiałam. Była bardzo delikatną młodą kobietą ze słabą psychiką dlatego też rówieśnicy doprowadzili ją do stanu w którym nie mogła ze sobą wytrzymać. Jednak czy samobójca jest aż tak wyrachowany, czy planuje wszystko z takim wyprzedzeniem, krok po kroku? Czy może był to jednak objaw choroby psychicznej dziewczyny. Jakim prawem Hannah zrzuciła winę na innych i jakim prawem ich upokorzyła w oczach znajomych? Trzynaście osób dostało taśmy, trzynastu osobom wmówiła, że są winne jej śmierci. To było okrutne i nieuzasadnione. Dlaczego Ci młodzi ludzie mieli się obwiniać do końca życia? Czy to była zemsta? Bo na pewno nie próba zwrócenia na siebie uwagi skoro dziewczyna już nie żyła. Zgoda, niektóre osoby powinny ponieść odpowiedzialność, nawet karną, za to co zrobiły, ale czemu wszystkich stawiać w jednym szeregu? Czy osoba która złapie kogoś za pośladki jest przestępcą równym mordercy? Właśnie ten brak balansu i rozróżnień mnie troszkę raził.

Moim zdaniem książę powinien przeczytać każdy młody człowiek tuż po ukończeniu szkoły podstawowej. Już od młodych lat powinniśmy się uczyć jak nasze czyny i zachowania mogą wpłynąć na innych ludzi. Coś co dla jednych może być zabawne innych zaboli. Młodzi ludzie nie mają takiego doświadczenia i wyczucia jak dorośli dlatego powinni kierować się rozwagą. Pomimo wad jest to mądra książka, która uczy empatii i otwiera oczy. Uczy by czasem przystanąć i się rozejrzeć, sprawdzić czy ktoś nie potrzebuje naszej pomocy. Ważną rzeczą jest również fakt, że książka zawiera wskazówki jak rozpoznać początki depresji. Czytajcie i otwórzcie oczy. Polecam


czwartek, 8 czerwca 2017

 Tytuł : "Ty, ja i fejs"
 Autor : Jay Asher, Carolyn Mackler
 Wydawnictwo : Rebis
 Rok wydania : 2012
 Liczba stron : 370
 Tytuł oryginału : The Future Of Us


 Back to 90s


I kolejna książka młodzieżowa trafiła do mojej kolekcji. Jakiś czas temu przeczytałam "13 powodów" (recenzja już wkrótce na blogu) i powiem szczerze, była to jedna z lepszych młodzieżówek na jakie natrafiłam. Dlatego bardzo się ucieszyłam z możliwości zrecenzowania kolejnej książki tego autora, tym razem w tandemie. I tym razem się nie zawiodłam. Autorzy w cudowny sposób przenieśli mnie w czasy mojej młodości czyli lata 90. Uwielbiam książki z elementami fantasy, a jak są to podróże w czasie to dosłownie jestem wniebowzięta. Nastolatką już nie jestem jednak uważam, że nawet dorosły czytelnik może się doskonale bawić przy tej lekturze.

Jest rok 1996. Rodzice Emmy są rozwiedzeni, a dziewczyna mieszka pod jednym dachem z matką i
jej nowym partnerem. Pewnego dnia dostaje od ojca prezent : nowoczesny komputer. Jej przyjaciel Josh przynosi jej płytę z programem AOL, z darmowymi minutami dostępu do Internetu. Kiedy pierwszy raz loguje się do programu, po wpisaniu swojego imienia i nazwiska na ekranie pojawia się ikonka Facebooka. Dziewczyna nic nie wie o tym programie społecznościowym. Jej konto w rzeczywistości okazuje się kontem z przyszłości. Na monitorze wyświetlają się zdjęcia jej samej tylko 15 lat później. Dowiaduje się za kogo wyjdzie za mąż i jak będzie wyglądać jej przyszłość. Po krótkim czasie zdaje sobie sprawę, że jej uczynki w teraźniejszości mają na tę przyszłość wielki wpływ. Robi wszystko by wybrać dla siebie jak najlepszą opcję. Swoim odkryciem dzieli się ze swoim przyjacielem Joshem, który również jest zainteresowany tym by poznać kim się stanie.

Pomysł na książkę jest wprost rewelacyjny. Siadamy do komputera, logujemy się i widzimy jak będzie wyglądało nasze życie za kilkanaście lat. Smaczku dodaje również fakt, że w 1996 roku Internet dopiero raczkował a o Facebooku to nikt jeszcze nie śnił. Czy wy byście się oparli pokusie sprawdzenia co was czeka? Czy nie zrobilibyście wszystkiego co w waszej mocy by w końcu na ekranie zobaczyć samą sielankę? Nasi bohaterowie nie mogli się powstrzymać. Z początku traktowali to jak zabawę. Dopiero potem zdali sobie sprawę ze wszystkich konsekwencji i można powiedzieć, że to ich przerosło. Nie mamy tutaj do czynienia z prawdziwymi podróżami w czasie, ba nawet się nie ruszamy sprzed ekranu komputera. Nasza przyszłość rozgrywa się tuż przed naszymi oczami. Prawda, że fascynujące? Owszem ale i niebezpieczne. Ja odebrałam tę książkę jako swoistą przestrogę, przez uzależnieniem jakim może się okazać Internet. Ich zabawa wciągnęła bo była czymś nowym, do tej pory nieznanym. Teraz ludzie przed komputerem spędzają całe swoje życie często sobie nie zdając z tego sprawy. Podobnie jak nasi bohaterowie zapominają o teraźniejszości i własnym realnym życiu skupiając się na tym wirtualnym. A to może doprowadzić do katastrofy. 

Moje dzieciństwo przypadało właśnie na lata 90. Pamiętam jak tata przyniósł do domu nasz pierwszy komputer. Pamiętam długi kabel ciągnący się od gniazdka w przedpokoju i ten niezapomniany dźwięk wybierania numeru by połączyć się z Internetem, nawet sam numer pamiętam. Wtedy można było czekać godzinami. Człowiek patrzył w ekran aż zaświeciły się ikonki komputerków. A te rachunki telefoniczne? Walkmany, discmany i muzykę na krążkach audio? Czytając tę książkę zastanawiałam się czy trafi ona do dzisiejszej młodzieży. Ludzie urodzeni po 2000 roku mogą już takich rzeczy nie pamiętać, no chyba że z wycieczki do muzeum starych technologii. Tak samo jak mi ciężko jest sobie wyobrazić komputery które zajmowały cały pokój. Wydaje mi się, że był to ostatni dzwonek na wydanie tej powieści, jeśli nastąpiłoby to kilka czy  kilkanaście lat potem ciężko by było znaleźć jej odbiorców. Dla mnie jednak był to wspaniały powrót do przeszłości, za którym autorom gorąco dziękuję.

Choć notka wydawnicza tego nie sugeruje, tytuł ten jest wspaniałą opowieścią o przyjaźni. Nie wiem czemu ale jak czytam książki, których fabuła jest osadzona w stanach zjednoczonych to wszystko wydaje się jakieś prawdziwsze, bardziej realne. Może to dlatego, że jestem przyzwyczajona do amerykańskiego stylu życia, tak opiewanego w naszej rodzimej telewizji. Wychowana zostałam na serialu Beverly Hills (teraz są pewnie inne odpowiedniki) i to właśnie z niego uczyłam się definicji przyjaźni. W tej książce poznajemy czwórkę przyjaciół, którzy oddaliby za siebie życie. Bardziej uważny czytelnik może się czepiać, że pomimo wszystkiego cechuje ich egoizm, są zazdrośni i kłótliwi jednak nie powinniśmy zapominać, że mamy do czynienia z bądź co bądź ale nastolatkami. Czy my sami w tym wieku wykazywaliśmy się nadmiernym altruizmem? Czy nie zazdrościliśmy kolegom lepszego roweru czy zegarka? Takie są prawa młodości. Ja tę czwórkę pokochałam z całego serca i w duchu życzyłam im wszystkiego dobrego, szczególnie że koniec końców okazali się naprawdę mądrymi, rozważnymi i sympatycznymi ludźmi. 

Książka nie porusza tak poważnego tematu jak "13 powodów", jest napisana również innym językiem, różni się również gatunkowo dlatego uważam, że nie powinno się porównywać tych dwóch tytułów. "Ty, ja i fejs" to słodko gorzka powieść, która pomimo dość ckliwej okładki i klasyfikacji
gatunkowej nadaje się dla czytelników w każdym wieku. Uświadamia nas, że czasem nie warto znać przyszłości. Lepiej skupić się na tym co jest tu i teraz bo bardzo łatwo jest to wszystko stracić. Gorąco polecam.


Za możliwość przeczytania książki i napisania recenzji gorąco dziękuję wydawnictwu : 





środa, 7 czerwca 2017

 Tytuł : "Dziewczyna z lustra"
 Autor : Romek Pawlak
 Wydawnictwo : Akapit Press
 Data wydania : 2 czerwiec 2017
 Liczba stron : 184


 Mądrość bohaterów

Ostatnio coraz częściej wpada mi w ręce literatura młodzieżowa. Zazwyczaj do tych powieści podchodzę z dystansem. Tym razem mój sceptycyzm był bezpodstawny. Romek Pawlak zaserwował nam wzruszającą i mądrą opowieść, z bohaterami których można pokochać, jednocześnie ich podziwiając i bolejąc nad ich losem. Rzadko zdarza mi się płakać podczas czytania książki jednak tym razem parokrotnie miałam łzy w oczach. Jedynym minusem powieści była jej niewielka objętość, te prawie 200 stron to stanowczo za mało. "Dziewczyna z lustra" to bardzo udany debiut literacki a od autora oczekuję, że następnym razem da mi możliwość spędzenia z bohaterami nieco więcej czasu.

Ojciec Faustyny ucieka z młodą kochanką. Zrozpaczona matka dziewczyny nie może się pogodzić z
jego wyborem. Pewnego dnia powoduje wypadek samochodowy, w konsekwencji którego umiera. Dziewczyna błąka się po mieszkaniach krewnych jednak nikt nie chce wziąć jej pod opiekę. W końcu lituje się nad nią sześćdziesięcioletnia ciotka, stara panna, która postanawia wziąć Fusię pod swoje skrzydła. Dziewczyna rozpoczyna gimnazjum. Nauka idzie jej dobrze jednak po traumatycznych przeżyciach izoluje się od swoich rówieśników. Ciężko jej wyrażać swoje uczucia i angażować się w przyjaźnie. W głębi serca jednak czuje, że czegoś jej brak. Kogoś kto wraz z nią dzielił by smutki i radości. Burzy mur, który wokół siebie wybudowała i wyrusza na poszukiwanie przyjaźni a może i miłości.

"Dziewczyna z lustra" jest nie tylko książką dla młodzieży, mało tego myślę że współczesne nastolatki będą zawiedzione tą pozycją, część z nich określi ją jako zbyt "dorosłą". Bo czego się spodziewamy sięgając po literaturę dla nastolatków? Miłości, sekretów, szaleństw, ot przeniesionego na karty książki serialu "Pretty Little Liars". Tego tutaj nie dostaniemy i bardzo dobrze. Ta książka to typowa odskocznia od przesłodzonego amerykańskiego stylu życia, gdzie nastolatków cechuje brak szacunku, nierozważność i sztuczna dorosłość. Mi ta książka dała nadzieję. Sama jestem mamą trzyletniej córeczki i przeraża mnie obraz dzisiejszej młodzieży. Ta książka sprawiła, że powróciła do mnie wiara w możliwości wychowawcze opiekunów. Mam nadzieję, że moja córka będzie choć troszkę podobna do Fusi. Powieść ta zasili domową biblioteczkę a w odpowiednim czasie podsunę ją mojemu dziecku.

A czemu Faustyna była taka wyjątkowa? Bo była mądra. I to mądrością emocjonalną a nie podręcznikową. Właśnie głupota bohaterów jest główną cechą większości książek typu new adult. Często mnie zastanawiało dlaczego autorzy robią z nastolatków bezmózgie marionetki? Czy wynika to z niezrozumienia młodych ludzi i wrzucenia wszystkich do jednego worka? Czy może tego właśnie oczekują czytelnicy? A może to po prostu utarty schemat? "Dziewczyna z lustra", sama nazywająca siebie "wybrakowaną" jest przeciwnością większości głównych bohaterek. Owszem lubi być ładnie ubrana, uważa że jej życie jest niepełne bez chłopaka i jak każda nastolatka przebywa w "sieci". Jak dużo młodych dziewczyn postanawia znaleźć miłość życia za wszelką cenę. Kiedy jej koleżankom zaimponowałoby zainteresowanie ponad 20 lat starszego mężczyzny ona grozi mu policją. Nie szuka też szczęścia w Internecie bo wie jakie zagrożenia tam czyhają. Pomimo, że nie jest piątkową uczennicą zdaje sobie sprawę, że nauka jest kluczem do przyszłości. Jest sumienna i pracowita. Czasem nie chciało mi się wierzyć, że ta niezwykle inteligentna osoba ma dopiero 13 lat. Tak odstawała od swoich rówieśników, że spokojnie mogłaby mieć i 20 lat. Jednak wiem, że takie osoby się zdarzają. Teraz dzieci szybciej dojrzewają, a jak mają za sobą traumatyczne przeżycia to muszą szybciej dorosnąć. Fusie pokochałam z całego serca. Podobnie jak innych bohaterów powieści. Jej ciotka, choć sprawia wrażenie nieprzystępnej i zdystansowanej, tak naprawdę jest czułą i kochającą kobietą, która rozumie sprawy nastolatków, nie krytykuje tylko daje dobre rady. Jest troskliwa, opiekuńcza i naprawdę kocha swoją podopieczną. Choć w domu się nie przelewa stara się zrobić wszystko by Faustyna nie pozostawała w tyle za swoimi koleżankami. Pomaga również wnuczkowi przyjaciółki, chłopcu z patologicznej rodziny, który często chodzi głodny. To właśnie w ich mieszkaniu znajduje drugi prawdziwy dom.

Książka pomimo braku zwrotów akcji i pędzącej na łeb na szyję akcji, jest tak napchana emocjami, że wprost trudno się od niej oderwać. Jest to książka o przyjaźni i miłości- uczuciach bez których życie człowieka jest puste i bezwartościowe. Jednak nie warto szukać przyjaźni na siłę bo można trafić na ludzi, którzy okażą się fałszywi. To właśnie spotkało naszą główną bohaterkę. Ta jednak się nie poddała. I odniosła sukces. Spotkała Wandę, kolejną bohaterkę którą pokochałam całym sercem, mądrą, ambitną i zabawną nastolatkę, która pomimo choroby i problemów osobistych okazała się niezastąpionym kompanem i doradcą. 
Książka ta opowiada również o trudnych relacjach pomiędzy nastolatkami i ich opiekunami. Dużo młodych ludzi uważa, że dorośli ich nie rozumieją dlatego nie dzielą się z nimi swoimi problemami czy sekretami. A przecież rodzice czy opiekunowie są po to by doradzać i zapewniać ochronę. Nasza główna bohaterka bała się zaangażowania. Opuścił ją ojciec, matka umarła. Wszyscy na których jej w życiu zależało ją opuścili. Powieść opowiada o rozkwitającym uczuciu pomiędzy Fusią i jej krewną. Dziewczyna zaczyna zdawać sobie sprawę jak bardzo kocha ciotkę i jak bardzo się boi że ją straci.

Ostatnich 30 stron książki sprawiło, że w moich oczach pojawiły się łzy. Autor tak zagrał na moich emocjach, że odkryłam w sobie pokłady empatii z których nawet nie zdawałam sobie sprawy. Po przeczytaniu ostatnich rozdziałów zobaczyłam co tak naprawdę znaczy przyjaźń i zaczęłam się zastanawiać czy ja w życiu przeżyję coś takiego. 

"Dziewczyna z lustra" to naprawdę piękna i mądra powieść. Powinna ją przeczytać każda młoda osoba. Może ta książka sprawi, że usiądą i zastanowią się nad swoim życiem, nad tym co jest w nim ważne. To naprawdę piękny debiut, który przekonał mnie do autora w stu procentach. Nie dość, że ma wiedzę o nastolatkach, która nie jest książkowa to jeszcze pokłada w nich wiarę. Polecam również dorosłym czytelnikom, i rodzicom. Może zmienią oni nastawienie do swoich dzieci i zaczną z nimi rozmawiać. To pomaga. Polecam wszystkim.  

Za możliwość przeczytania książki i napisania recenzji gorąco dziękuję wydawnictwu :



poniedziałek, 5 czerwca 2017

 Tytuł : "Grzech"
 Autor : Nina Majewska-Brown
 Wydawnictwo : Rebis
 Rok wydania : 2017
 Liczba stron : 384

 Wieś stereotypów

Uwielbiam Camillę Lackberg, i to między innymi dzięki notce wydawniczej, a mianowicie jej fragmentowi " Styl autorki, pełen humoru i odniesień do prowincjonalnej codzienności, przywodzi na myśl pisarstwo Camilli Läckberg." postanowiłam dać polskiej autorce szansę. Dodatkowo zaszeregowana do gatunku kryminał, thriller a nawet sensacja - zwiastowała dobrą rozrywkę. Muszę wam powiedzieć, że czuję się oszukana. Gdzie ta sensacja? Gdzie ten thriller? Czy tak właśnie
określamy życie szarych ludzi polskiej prowincji? Bo ta książka była niczym innym jak powieścią obyczajową (z dreszczykiem).

Aleksandra samotnie wychowuje szesnastoletnią córkę. Pięć lat po odejściu męża nadal ma mu za złe, że porzucił ją dla młodej sąsiadki mieszkającej dwie klatki obok. Pewnego dnia oglądając telewizję Ola widzi dziewczynę wyglądająca jak ona sama kilkadziesiąt lat wcześniej. Podobieństwo zwala ją z nóg. Czyżby w końcu udało jej się odnaleźć córkę, której szukała tyle lat? Dziewczynkę, którą jej odebrano tuż po porodzie? Niewiele myśląc postanawia ją odszukać. Wynajmuje domek nad jeziorem w miejscowości z której pochodził materiał telewizyjny. Niezrażona jest nawet tym, że w okolicy dzieją się różne dziwne rzeczy. Ktoś podpala stogi siana, a na płocie sołtysa znaleziono trzy martwe koty. 
Razem z córką wybierają się na wakacje. Czy kobiecie uda się odnaleźć córkę? Czy te poszukiwania nie narażą na niebezpieczeństwo jej rodzinę?

Na pewno wielkim plusem tej książki jest jej okładka. Tutaj wydawnictwo spisało się na medal. Patrząc na ten piękny obrazek naprawdę możemy przypuszczać, że będziemy mieć do czynienia ze znakomitym thrillerem lub powieścią kryminalną. Sam początek książki wróży równie dobrze. Przedzieramy się przez las wraz z samotną kobietą, razem z nią patrzymy w oczy śmierci. Również opis książki i wszystkie chwyty marketingowe zwiastowały zupełnie co innego. Więc co serwuje nam autorka?
"Grzech" jest niczym więcej niż powieścią obyczajową. Przez trzy czwarte książki poznajemy naszych głównych bohaterów. Autorka lubi zagłębiać się w detale. Takie bzdety jak kolor filiżanek czy chociażby ciągłe przypominania, że bohaterka nosiła sandały z koralikami niestety bardzo męczą, szczególnie czytelnika, który spodziewał się obiecywanej wartkiej akcji. 
Powiem szczerze, nie mam nic przeciwko warstwie obyczajowej jeśli jest wiarygodna. Niestety największą wadą tej książki jest właśnie brak autentyczności. 
Nie ma tu ani jednego bohatera, który wydawał by się realny, również relacje pomiędzy ludźmi są nierzeczywiste i zdystansowane, nawet w przypadku najbliższej rodziny. Gdybym popatrzyła z boku na Olę i jej córkę Monikę nigdy bym nie powiedziała, że są ze sobą spowinowacone. Monika jest w trudnym wieku, buntuje się jak każda nastolatka, ucieka z domu, przeklina, nie uczy się. Pewnego dnia postanawia zamieszkać wraz ze swoim chłopakiem na squacie. A co na to jej matka? Zamiast zabrać kieszonkowe i przetrzepać przez tyłek to jeszcze pyta córkę na ile pieniędzy liczy..O co kaman?
Córka wyprowadza się do ojca, a ta daje jej wolne światło. Dlaczego? Otóż nie dlatego, żeby dziewczyna odebrała życiową nauczkę, tylko ona będzie mieć więcej czasu na swoje poszukiwania. Nawet jak już wyjechały razem to zachowywały się bardziej jak koleżanki. Czy kochająca matka chciałaby się pozbyć córki by przemierzać wioskowe sklepy w poszukiwaniu porzuconego dzieciaka? Czy raczej zwierzyła by się, tej w końcu najbliższej osobie, i poprosiła o pomoc?
Przejdźmy teraz do Laury, ekspedientki w sklepie. Ta 26-letnia dziewczyna nie ma przed sobą przyszłości. Rodzice prowadzą gospodarstwo, które kiedyś przejdzie na nią, ale do tego czasu musi im pomagać, gdyż wraz z wiekiem nie są w stanie podołać wszystkim obowiązkom. Laura to jeden z największych literackich wampirów energetycznych jakie spotkałam w mojej czytelniczej karierze. Jest tak depresyjną i pesymistyczną postacią, że ze stron książki naprawdę wieje chłodem. Również jej relacja z rodzicami to nic innego jak fałsz. Nie ma tutaj ani miłości, ani zaangażowania. Po prostu kilka bytów żyjących obok siebie. Słabe.
Powiem szczerze. "Grzech" jest pierwszą książkę, w której nie spodobała mi się ani jedna postać. ANI JEDNA, wszystkie są przerysowane, fałszywe i po prostu nie da się im zaufać.

Drażnił mnie również język. Nie czytałam wcześniejszych powieści autorki, jednak troszkę pogooglowałam i wiem, że dobrze czuje się w konwencji obyczajowo-komediowej. I niestety to widać. Czytamy o morderstwach, czynach przestępczych, uprowadzeniu, mafijnych porachunkach i to wszystko napisane jest tak lekkim, wręcz żartobliwym stylem. Autorka serwuje nam porównania na zasadzie : rozwaliła się jak żaba na liściu, używa przestarzałego języka młodzieżowego wzmacniając go przekleństwami, używa zbyt licznych metafor, w ten sposób, że czytelnik w końcu przestaje zwracać uwagę na to, że fabuła toczy się wokół zdarzeń które były tragiczne. To kolejny czynnik, który odbiera książce wiarygodność. Kolejnym jest szafowanie stereotypami. 

Obraz polskiej wsi w powieści jest wprost groteskowy. Jeszcze tak naszpikowanej stereotypami powieści nie czytałam. Nie wiem czy tu wychodzą własne kompleksy czy po prostu niewiedza, jednak mieszkańcy małych miejscowości powinni poczuć się obrażeni. Polska prowincja w "Grzechu" to kartoflisko rodem z "Kronik Jakuba Wędrowycza"- Pilipiuka. Gorzała się leje na potęgę, dokoła ciemnogród i zacofanie, chusty na głowach i bieganie do kościoła. Wszędzie pety i ugory, ciemniaki i gumiaki, brak postępu, brak wiedzy.. czyżby autorka próbowała osadzić fabułę powieści kilkadziesiąt lat wstecz? Córka sołtysa jest zwykła (...) , jej chłopak to napakowany przygłup, który szczerzy zęby do laski ze stolicy, Laura pracuje w blaszaku, jej matka biega na zdrowaśki do Kościoła, ojciec siedzi na kanapie, baby stoją przy płotach i plotkują, wszędzie bida z nędzą i marazm. Wiem jak wygląda polska wieś, stanie na miedzy by obgadać sąsiada dawno się skończyło, ba nawet dotarła tam moda z miast. Ludzie są wykształceni a gospodarstw z jedną krową jest naprawdę niewiele. Teraz być rolnikiem to niezły zarobek- wystarczy popatrzeć na sprzęt gospodarski. 

Oh koniec już tego narzekania. Napiszę teraz o mocnych stronach. A konkretnie o jednej. O zakończeniu. Przyznam, że nie tego się spodziewałam i byłam bardzo zaskoczona. Zdecydowanie jest najmocniejszym punktem tej powieści. 
Jak chcecie spróbować to przeczytajcie pierwsze 80 stron a potem akapit zakończenia ;) Resztę można sobie darować, no chyba że lubicie marnować czas. 

Za możliwość recenzji gorąco dziękuję wydawnictwu Rebis