Pokazywanie postów oznaczonych etykietą internet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą internet. Pokaż wszystkie posty
"Asystentka" S.K Tremayne

"Asystentka" S.K Tremayne

 W prezencie świątecznym dostałam od męża Google Nest Mini, takiego małego asystenta, który grzecznie poproszony nastawi alarm, włączy radio czy poda prognozę pogody. Moim zdaniem jest to bardzo przydatne urządzenie i podczas tych paru dni korzystałam z niego praktycznie cały czas. Teraz siedzę przed komputerem i spod oka patrzę na to małe, poręczne urządzenie zastanawiając się czy czasem mnie nie podsłuchuje. Zdarzyło wam się kiedyś o czymś rozmawiać i chwilę potem zobaczyć reklamy tego "czegoś" na fb? Mi ostatnio dzieje się tak coraz częściej i zaczęłam dochodzić do przekonania, że nasze "mądre" urządzenia domowe nas w pewien sposób podsłuchują czy "czytają". Moim zdaniem jest tylko kwestią lat kiedy komputery i telefony (niby w dobrej wierze) zastaną obdarzone sztuczną inteligencją. I wtedy nastanie era totalnej inwigilacji. Jeśli chcecie zobaczyć jej przedsmak to koniecznie przeczytajcie "Asystentkę". Ciarki na plecach gwarantowane. 

Świeżo rozwiedziona Jo z przyjemnością wprowadza się do wolnego pokoju swojej najlepszej przyjaciółki. Zaawansowane technologicznie, luksusowe mieszkanie jest zarządzane przez asystentkę domową o nazwie Electra, która zajmuje się ogrzewaniem, oświetleniem – a czasem nawet Jo zwraca się do niej, gdy potrzebuje towarzystwa.Wszystkie się zmienia, gdy pewnej nocy Electra wypowiada jedno zdanie, które rozrywa kruchy świat Jo na strzępy: „Wiem, co zrobiłaś”. Jo jest przerażona. Ponieważ w przeszłości zrobiła coś strasznego. Coś niewybaczalnego.


Najnowszy thriller psychologiczny SK Tremayne jest niesamowicie przerażający i prowokuje do myślenia o naturze naszego współczesnego świata, kwestionując jego rosnące uzależnienie od technologii i potencjalnie niebezpieczne nadużywania korzystania z mediów społecznościowych. Jo jest dziennikarką, której życie się rozpadło, niedawno się rozwiodła  i jest w poważnych tarapatach finansowych, dlatego z zadowoleniem przyjmuje możliwość zamieszkania w domu bogatej przyjaciółki w luksusowym mieszkaniu w Camden. Jak na tę ekskluzywną londyńską dzielnicę przystało jest on wyposażony we wszystkie nowoczesne udogodnienia i najnowocześniejszą technologię, która odgrywa zasadniczą rolę w zarządzaniu ogrzewaniem i oświetleniem w domu. Całość jest nadzorowana i zarządzana przez asystenta o imieniu Electra. W opowieści przedstawionej głównie z perspektywy Jo widzimy, jak jej życie powoli się rozpada aż sama bohaterka znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Pewnej zimnej i wietrznej nocy  Electra mówi  jej, że wie, co zrobiła. Jo rzeczywiście skrywa koszmarne sekrety ze swojej przeszłości, ale jak elektroniczna asystentka mogła poznać jej historię?   Nasza bohaterka  jest klasycznym przykładem niewiarygodnego norratora ponieważ czytelnik zastanawia się, jak bardzo można jej zaufać. W przerażającej i groźnej opowieści, która zawiera trafną poezję Sylvii Plath, Jo próbuje walczyć o kontrolę nad technologią, która grozi jej zniszczeniem. 

Fabuła rozwija się powoli jednak ze strony na stronę staje się coraz bardziej wciągająca. Jo rozmawiając ze swoją wirtualną asystentką zaczyna się zastanawiać czy przypadkiem nie zapadła na tę samą chorobę psychiczną na którą cierpiał jej ojciec. W miarę narastania zagrożeń Jo staje się coraz bardziej odizolowana i zrozpaczona, ponieważ nikt jej nie chce uwierzyć. Kobieta postanawia jednak zrobić wszystko by to zmienić. Momentami miałam wrażenie, że naprawdę jej "odbiło", że oszalała, tak dobrze Tremayne wykreowała tę postać. Choć znałam prawdę to również ciężko było mi w nią uwierzyć. Akcja zagęściła się jeszcze bardziej kiedy zhakowany został również laptop i telefon Jo. Wtedy zaczęłam jej naprawdę współczuć, szczególnie że nie widziałam wyjścia z tej całej sytuacji. Wyobraźcie sobie jedną z najmroźniejszych, najciemniejszych zim , jakie dane było wam przeżyć. Wyobraźcie sobie , że jesteście sami w wielkim domu na obrzeżach Londynu, a jedyną "osobą" która was słucha jest mała, szara zabawka?  Muszę przyznać, że atmosfera panująca w tej książce robiła się coraz bardziej zimna i złowieszcza. Na własnej skórze czułam przerażenie głównej bohaterki. Wprost uwielbiam kiedy autorom tak idealnie się udaje manipulować moimi emocjami. "Asystentka" była moją pierwszą książką Tremayne, ale już biegnę do wirtualnej kolejki po następne. 

"Asystentka" to perfekcyjne połączenie thrillera psychologicznego z elementami fantastycznymi, książka która jest nie tylko porywająca i absolutnie kompulsywna, ale także służy jako ostrzeżenie przed tym, co może przynieść przyszłość. Nie będzie zbytnią przesadą jeśli powiem, że dosłownie ją pochłonąłem i płakałam ze smutku kiedy się skończyła.  Niestety, jestem przekonana, że okładka i streszczenie doprowadzą wielu innych do błędnego wniosku, że jest to po prostu kolejna zwyczajna hybryda bez dodatkowego wigoru i polotu, kolejny thriller jakich wiele na księgarnianych półkach. A to nieprawda! Powieść Tremayne to  mroczna, intrygująca i prowokująca do myślenia lektura na miarę ery cyfrowej która sprawi, że będziesz kwestionować, jak bardzo polegamy na technologii, która ma nam pomóc przetrwać w dzisiejszych  czasach. "Asystentka" pomimo całego mroku i przerażenia, które się kryje na jej stronach jest  zabawna, dobrze napisana, powściągliwa i niemożliwa do odłożenia, a co najważniejsze jest wielce aktualna i na czasie. To prawie jak komentarz społeczno-technologiczny w formie wybuchowej fikcji.  

Jeśli byście mnie spytali o jedno słowo którym bym opisała tę powieść wybrałabym : elektryczna. Elektryczna, porywająca i cudownie niepokojąca, "Asystentka" to przerażająco wiarygodna opowieść o naturze nowoczesnych technologii i naszym poleganiu na wirtualnych asystentach, takich jak Alexa czy Siri. Co się może stać gdy wirtualny asystent się zbuntuje? Czy może to doprowadzić cię do szaleństwa? Najnowsze technologie wzbudzają strach w wielu z nas. A dlaczego? Ponieważ boimy się, że ktoś zacznie nas kontrolować, manipulować nami i w końcu doprowadzi do tego, że zostaniemy zniszczeni. Ci, którzy oglądali Terminatora doskonale wiedzą o co mi chodzi. Więc co teraz robimy? Czytamy i wyciągamy wnioski. Polecam. Ku przestrodze. 

 

Tytuł : "Asystentka"

Autor : S.K Tremayne

Wydawnictwo : Czarna Owca

Data wydania : 25 listopada 2020

Liczba stron :  432

Tytuł oryginału : The Assistant  

 

 

Za możliwość przeczytania książki i jej zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu :  

https://www.czarnaowca.pl/

 

 

"Chmura" Claudia Pietschmann

"Chmura" Claudia Pietschmann

Jakiś czas temu moja mama zadzwoniła do mnie i powiedziała, że przeczytała jedną z wysłanych do mnie książek, nowość wydawnictwa Media Rodzina o tytule "Chmura". "Mamo, ale przecież Ty nie czytasz fantastyki"..."No niby tak, ale o tym że to science fiction to dowiedziałam się gdzieś w połowie książki" .. "No tak mamo, ale młodzieżówek też nie czytasz..." "Jak to nie? Przecież mam dwie dorastające wnuczki, trzeba trzymać rękę na pulsie, ale nie martw się książka była rewelacyjna...i wcale nie tak bardzo oderwana od rzeczywistości". Wierzcie mi jak moja rodzicielka coś poleca, to musi to być naprawdę dobre. Więc za jej radą nieco "przyśpieszyłam" "Chmurę" w kolejce i teraz siedzę szczęśliwa i nasycona naprawdę dobrą lekturą. 2019 rok skończył się dla mnie rewelacyjnie i widzę, że ta dobra passa nadal trwa. Książka Claudii Pietschmann jest rewelacyjnym debiutem literacki, wielowątkową i współczesną powieścią o świecie, miłości, dojrzewaniu i rodzicielstwie. I wierzcie mi, nawet Ci którzy nie przepadają za tym gatunkiem, będą zachwyceni. 

Paraliżująco realistyczny, porywający thriller dla młodzieży. Emma chyba się zakochała. Nikt nie rozumie jej tak dobrze jak poznany online Paul. Choć jeszcze nigdy nie spotkali się w realu, w sieci dzielą się najskrytszymi tajemnicami. Chłopak ma dla dziewczyny mnóstwo niespodzianek, które jest w stanie urzeczywistnić jednym kliknięciem. Problem w tym, że każda najmniejsza przysługa zaczyna niebezpiecznie przypominać osaczanie dziewczyny... Czy dla Paula Emma jest jedynym oknem na świat? Dlaczego chłopak nie chce się z nią spotkać? Co przed nią ukrywa? 

Emma jest typową, angielską nastolatką. Ma swoje zainteresowania, szkołę, grupkę przyjaciół i rodzinę, w której nie wszystko do końca się układa...i niby to jest takie typowe? Otóż tak, pamiętajcie, że żyjemy w czasach gdzie prawie połowa małżeństw się rozchodzi a jeszcze więcej przeżywa różnego rodzaju kryzysy i wojny. Można więc powiedzieć, iż separacja rodziców Emmy nie była niczym nadzwyczajnym. Jednak w życiu tej rodziny doszło do tragedii, które nie zdarzają się codziennie. Młodszy brat dziewczyny, zostawiony bez opieki, skoczył z dachu domu w którym mieszkali i się zabił. To właśnie to wydarzenie sprawiło, że więzi rodzinne zaczęły słabnąć. Kiedy pan domu spakował walizki, zaczęło się to czego doświadczają miliony dzieci na świecie...przeciąganie liny na swoją stronę. Ci, których rodzice się rozwiedli doskonale wiedzą o kim mówię. Dorośli by ich pociecha nie czuła się poszkodowana przez sytuację w jakiej postawili ją najbliżsi, zaczynają ją przekupować. Kupują nowe ubrania, zabawki, bilety na koncert, pozwalają na rzeczy na które nie zgodzili by się nigdy wcześniej. Nawet jeśli są to sprawy niebezpieczne, nieracjonalne i zupełnie nieodpowiednie do wieku dziecka. Książka ta rozpoczyna się od zaproszenia, które dostała Emma na imprezę urodzinową koleżanki z pracy. Rodzice , jeszcze wtedy razem, kategorycznie zakazują jej wyjścia. Było to dla mnie zupełnie niezrozumiałe (był to najgorzej rozegrany fragment książki), szczególnie że kilka dni później dziewczyna może jechać ze swoim kolegą kilkaset kilometrów na północ, do Szkocji, by odwiedzić jego babcię, gdzie sens i logika ? Nie ma...Może autorce chodziło o to by przedstawić jak bezsensowne i oderwane od rzeczywistości potrafi być decyzje dorosłych, którzy sami nie potrafią sobie poradzić z własnym życie. Rodzice Emmy zdecydowanie nie są wzorem do naśladowania, dlatego cieszę się iż stanowili zaledwie tło dla całej powieści. Nasza główna bohaterka to zdecydowanie co innego, jest klasą samą w sobie, jedna z najlepiej odmalowanych i stworzonych postaci literatury młodzieżowej. Jest w kimś w kogo mogę uwierzyć, wiarygodną narratorką. Emma jest nastolatką i to widać, żaden z czytelników nigdy by nie pomyślał, że mogłaby mieć więcej niż kilkanaście lat. Zachowuje się jak małolata, mówi jak małolata i jest podatna na wpływy. My dorośli, patrzymy na to co nas spotyka z perspektywy czasu i doświadczenia, młodzi nie mają tego bagażu doświadczeń więc są zdecydowanie bardziej porywczy i nieostrożni. Dlatego też nie dziwi fakt, że nasza bohaterka zakochała się praktycznie od "pierwszego kliknięcia". P:o dosłownie kilkunastu wymienionych zdaniach, zapragnęła jechać do Szkocji, poznać swojego interlokutora. Pewnie powiecie, że co w tym dziwnego, w dzisiejszych czasach większość związków zaczyna się przez internet. I będę musiała się z wami zgodzić, sama w końcu poznałam mojego partnera w sieci. Jednak miłość dorosłych nie jest w formie instant. Większość z nas nie wsiądzie w pierwszy autobus i nie pojedzie w nieznane, by spotkać kogoś z kim rozmawiało pięć razy na czacie. Nastolatki jednak tak robią i dziękuję autorce, że zwróciła na to uwagę. W mojej pracy zatrudnionych jest parę młodziutkich dziewczyn i czasem obserwuję to jak się zachowują w mediach społecznościowych. Większość ich życia rozgrywa się właśnie w wirtualu. Dlatego to co zrobiła Emma mnie nie dziwi , tylko przeraża, bo wiem że za kilka lat to samo może spotkać moją córkę. Młodość się rządzi swoimi prawami, nastolatkowie często ulegają chwilowym fascynacjom i nic nie jest w stanie ich powstrzymać... czasem ta frywolność może doprowadzić do tragedii, co udowodniła nam "Chmura".

Większa część akcji rozgrywa się w dość szczególnym domu. Zapewne dobrze wiecie, że w ostatnich latach postęp technologiczny przyśpieszył. Na rynku co parę miesięcy pojawiają się rzeczy o których istnieniu do tej pory nawet nie marzyliśmy. Wczoraj był u mnie w domu sprzedawca prądu, który oświecił mnie w kwestii inteligentnych żarówek, które mogę wyłączyć za pomocą telefonu... z ciekawości zerknęłam na ebay i okazało się, że takie cuda mogę kupić za grosze, co znaczy że wcale nie jest to najnowsza technologia. U Pietschmann mamy do czynienia ze smart domem, budynkiem który zna preferencje swoich mieszkańców, dba o ich bezpieczeństwo, spokój i szczęście. Światła same się zapalają, ogrzewanie włącza jak tylko spadnie poniżej danego poziomu, rolety opadają jak domownicy idą spać i wszyscy żyją "happy, ever, after". Myślicie, że to jest niemożliwe? Otóż proszę państwa, na naszym rynku już od ponad dziesięciu lat dostępne są inteligentne, samowystarczalne domy. Jeszcze chwila a zamienią się w fortece nie do zdobycia i tylko czekać na to, aż same zaczną nas pożerać. Muszę przyznać iż autorka nieco mnie przestraszyła...nie wiem czy po przeczytaniu tej książki będę miała kiedykolwiek ochotę na zamieszkanie w budynku, który sam się sobą zajmuje. Zresztą mam w pamięci film "Terminator" gdzie wszystko się zaczęło właśnie od tego, że daliśmy pole do popisu dla maszyn i one nie omieszkały tego wykorzystać. Oczywiście w tej książce nie mamy do czynienia z krwiożerczym domem, który próbuje zabić swoich mieszkańców, jednak pełni on ważna i wielce symboliczną rolę. 
Czyli co ? Jak zwykle za wszystko zło tego świata odpowiada czynnik ludzki ? Tutaj sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana... bo tak naprawdę do końca nie wiadomo. Nie chcę zdradzać wam za dużo szczegółów tylko powiem, że będzie się działo. Będzie intensywnie, przerażająco, zaskakująco i ...dziwnie. Najgorsze jest to, że wiem iż przeczytałam książkę science fiction, jednak coś mi mówi, że za kilka lub kilkanaście lat to, co dziś jest dla nas nieprawdopodobne , będzie na porządku dziennym...mam wielką nadzieję, że nie doczekam takiej przyszłości. 

"Chmura" totalnie mnie zaskoczyła. Muszę przyznać, że do tej pory nie czytałam tak dziwnej, pokręconej a jednocześnie dającej do myślenia książki dla młodzieży. Oczywiście nie wszystko tutaj jest dopracowane w stu procentach, otoczenie (chociażby szkoła Emmy) to miejsca , które nie zostały praktycznie wykorzystane, podobnie jak gro postronnych bohaterów, jednak całość ma sens, zaskakuje czytelnika i sprawia mu frajdę. Sięgnęłam po tę powieść jak moje dzieci były w szkole. Musiała wysłać partnera by je odebrał gdyż nie byłam w stanie się oderwać. Nie oderwałam się również by zrobić obiad, pozmywać, wykąpać się czy poczytać córkom na dobranoc. Ta książka naprawdę sprawiła, że poczułam się jak wyrodna matka, ale co zrobić? Tak już czasem bywa, że lektura Cię zupełnie pochłonie. Całe szczęście udało mi się skończyć w jeden dzień, więc w kolejny wszystko wszystkim wynagrodziłam. 

Claudia Pietschmann umie pisać w sposób, który totalnie porywa czytelnika. Byłam pod wrażeniem jej wyobraźni i tego, że udało jej się stworzyć coś oryginalnego, mądrego i z zakończeniem , które daje nadzieję na to, że ludzkość nie zsuwa się po równi pochyłej. Z niecierpliwością czekam na kolejną książkę autorki. Myślę, że "Chmura" jest powieścią dla każdego i nawet Ci sceptycznie podchodzący do gatunku science fiction powinni się na nią otworzyć. Polecam.


Tytuł : "Chmura"
Autor : Claudia Pietschmann
Wydawnictwo : Media Rodzina
Data wydania : 16 październik 2019
Liczba stron : 400
Tytuł oryginału : Cloud 

 
 
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 
https://mediarodzina.pl/index.php



"Login" Tomasz Lipko

"Login" Tomasz Lipko

Tomasz Lipko jest osobą, która media zna od podszewki. Zaczynał w radiu, potem przeszedł do prasy, by w końcu trafić do telewizji. Był reporterem wojennym, felietonistą, dziennikarzem znanego programu Uwaga TVN. W wieku ponad 40 lat zaczął interesować się mediami społecznościowymi od tej bardziej mrocznej, biznesowej strony. W pewnym momencie, kiedy poznał mechanizmy nimi rządzące, postanowił skasować wszystkie swoje profile społecznościowe. Od lat ludzie związani z bezpieczeństwem w sieci, psychologowie, dziennikarze a nawet politycy, przestrzegają nas przez różnego rodzaju serwisami, których głównym celem jest wyciągnięcie od nas jak największej ilości informacji na nasz temat. Niestety rzadko kiedy ich słuchamy. Facebook pęka od zdjęć nas i naszych dzieci, dzielimy się miejscem naszego pobytu, tym co jemy na kolację, jakich produktów do pielęgnacji cery używamy lub jaki samochód zamierzamy kupić. Myślimy sobie, że dane które podajemy są bezpieczne. Okazuje się, że jest zgoła inaczej. Tomasz Lipko postanowił odejść od typowej roli nauczyciela-moralizatora, i zamiast zawrzeć swoje obawy w felietonie czy też audycji radiowej, postanowił napisać książkę, cyberthriller, który ma nie tylko dostarczyć nam rozrywki, lecz również dać lekcję pokory i zdrowego rozsądku. 

Bartłomiej Heller od ponad dwudziestu lat wiedzie spokojny żywot prowincjonalnego proboszcza, kiedy jego życie zmienia wizyta w prosektorium. Towarzyszy młodej kobiecie, Karolinie (nazywanej „Donicą”), której ojciec zginął w niewyjaśnionych okolicznościach. To Krzysztof Oliwa, słynny dziennikarz i legenda polskich mediów. Bartłomiej i Karolina wiedzą, że mężczyzna przed śmiercią zgromadził wszystkie sekrety na chipie, który wszczepił sobie głęboko pod skórę. Przełamując strach, ksiądz i dziewczyna rozpoczynają ryzykowną wędrówkę po zwłokach zamordowanego publicysty. Wśród wielu tajemnic, które miał zabrać ze sobą do grobu, jedna okazuje się szczególnie istotna.

Rzuciło wam się kiedyś w oczy, że wystarczy byście odwiedzili jakąś stronę internetową, by na waszym facebookowym profilu, zaczęły pojawiać się jej reklamy? Jeśli zainteresuje was dieta ketogeniczna i zaczniecie zgłębiać jej temat, przeglądając informacje w przeglądarce Google, to media społecznościowe zrobią za was robotę, i zasypią was ogłoszeniami firm zajmujących się keto-cateringiem i innymi rzeczami związanymi z tym zagadnieniem. Jeśli będziecie szukali sukni wieczorowej na ślub kuzynki, to momentalnie mózg facebookowego systemu, przechwyci wasze zainteresowanie i na głównej stronie zaczną się pojawiać reklamy sklepów internetowych z dokładnie taką odzieżą jakiej szukacie. W dzisiejszych czasach by gdziekolwiek się dostać, by zyskać dostęp do pełnej oferty czy wszystkich informacji, musimy się zalogować. Kiedyś przy zakładaniu internetowej skrzynki pocztowej musieliśmy odpowiedzieć na dziesiątki pytań dotyczących nas, naszego życia, preferencji i zainteresowań. Dziś wystarczy zaledwie pomocowy email , imię i nazwisko oraz data urodzenia. Reszta zrobi się sama, a nasz profil będzie sukcesywnie, krok po kroku budowany i updatowany. Wyobraźcie sobie to tak : każdy z nas ma wirtualną teczkę, zbiór danych, które sami tam włożyliśmy. Jeśli kiedykolwiek opublikowaliście w sieci kompromitujące was zdjęcie, to jestem na sto procent pewna, że nawet pomimo tego, że zostało usunięte, nadal gdzieś tam krąży, trzeba jedynie znać metody jego wygrzebania. Wielkie firmy grubo płacą za nasze dane osobowe. Chcą się o nas dowiedzieć jak najwięcej, by reklama okazała się jeszcze skuteczniejsza. Wiadomo, że kobieta, która spodziewa się dziecka, będzie bardziej skłonna kupić śliczne, choć drogie body dla maluszka, niż pastę do protez. Dziś klientów nie szuka się na ulicy, lecz w Internecie. Zresztą już od dawna wiadomo , iż chętniej wydajemy wirtualne pieniądze niż te papierkowe. Jednak czy jedynym zagrożeniem w sieci są krwiożercze firmy, które zalewają nas tanim badziewiem z Chin? Tomasz Lipko pokazuje nam, że sytuacja ze złe, choć takiej którą jeszcze kontrolujemy, może stać się dramatyczna. Jeśli nasze teczki ujrzą światło dzienne lub też znajdą się w niepowołanych rękach ogołocony może zostać nie tylko nasz portfel lecz również życie. Informacja jest najskuteczniejszą bronią w dzisiejszych czasach, a Internet jest mistrzem w jej gromadzeniu. Po pierwsze nie ma ograniczeń, przestrzeń magazynowa może powiększać się w nieskończoność a jego pamięć nigdy nie szwankuje. Autor rysuje przed nami wizję świata w którym System (czyli zbiór informacji, zdjęć, preferencji oraz obrazów z monitoringu) przy pomocy sztucznej inteligencji jest o krok od tego, by przejąć nad nami kontrolę. Oczywiście nie chodzi tutaj o scenariusz rodem z Terminatora, gdzie to maszyny zaczynają rządzić ludźmi. Tutaj nadal człowiek jest motorniczym, jednak szybko się okaże że nawet na tych na samej górze da się znaleźć haki. System został stworzony by służyć zaledwie jednemu pokoleniu. Choć sam w sobie jest niezniszczalny, to ludzie którzy będą z niego korzystać sami doprowadzą do biblijnej apokalipsy. 

Jeśli jesteśmy już przy Piśmie Świętym, to chciałam zwrócić uwagę na postać głównego bohatera. Bartek Heller jest proboszczem w jednej z parafii w Piotrkowie Trybunalskim. Muszę przyznać, iż nie licząc świetnego urban fantasy, które kiedyś przeczytałam, gdzie duchowny biegał z shotgunem i strzelał do wampirów, był to pierwszy ksiądz-narrator, z którym miałam do czynienia. Moim zdaniem wybierając ten zawód, bohater miał w tym ukryty cel. Do końcówki XX wieku, ludzie myśleli, że jedyną istotą wszechmogącą na tym świecie ( i w całym wszechświecie) jest Bóg. Nie ważne czy nazwiemy go Allah, czy Budda czy też Jahwe, sprawa jest prosta. Tylko Najwyższy zna odpowiedzi na wszystkie pytania, potrafi działać cuda, zna nas na wylot. W momencie, kiedy pojawił się Internet, kiedy wiedza stała się dobrem powszechnym i łatwo dostępnym, nastąpiły ciężkie czasy dla Kościoła Światowego. Ludzie już nie widzą rozrywki w niedzielnym nabożeństwie, na którym można było zobaczyć "tę piękną koleżankę z klasy" czy pogadać z "mieszkającym w sąsiedztwie przystojnym wdowcem". Dziś wystarczy odpalić komputer, otworzyć Facebooka i znaleźć profil tego, kto nas interesuje. Młodzi zaczęli odchodzić od Kościoła, ponieważ został daleko w tyle, nie wkroczył na drogę internetowej i technologicznej rewolucji. Dziś, to nie Bóg jest wszechwiedzący, tylko sieć. Jedni korzystają z oficjalnych stron, drudzy z darknetu, jednak jedno jest pewne, w Internecie da się znaleźć wszystko. Tomasz Lipko ze swojego Systemu i ludzi, którzy nim zawiadują, zrobił nowego Boga, Boga XXI wieku, który doprowadzi ludzi na sam skraj zagłady. Moim zdaniem to właśnie dlatego naszym głównym bohaterem został właśnie ksiądz. Jest on postacią która symbolizuje Stwórcę, Wszechmogącego, i to właśnie jego głównym celem jest stoczenie ostatecznej bitwy pomiędzy dobrem a złem. Muszę przyznać iż scenariusz wymyślony przez autora, jest nie tyle niepokojący, co niepokojąco prawdziwy. Stworzyliśmy sieć potężną, niezniszczalną, pojemną i "myślącą" i tylko czekać by znaleźli się ludzie, którzy zaczną ją wykorzystywać dla swoich własnych celów. Już teraz potencjalni pracodawcy sprawdzają nasze profile w mediach społecznościowych, przed przyjęciem nas do pracy. Już kilkukrotnie widziałam CV z podanym linkiem do odpowiednich kont. A co jeśli Internet sam zacznie generować wiadomości na nasz temat i wysyłać je pracodawcom? Jeśli na jaw wyjdą wszystkie nasze brudy i sekrety? W końcu grzeszki innych nas fascynują, lubimy je okrywać, podglądać przez dziurkę od klucza, zbierać i trzymać na czarną godzinę. 

Tym co sprawiło, że czytałam ten thriller z niesłabnącym zainteresowaniem byli jego bohaterowie. Choć fabuła luźno nawiązuje do "Notebooka", poprzedniej książki autora, tak moim zdaniem jest to osobne, samodzielne dzieło, które można czytać bez znajomości pierwszej części . Głównym bohaterem jest ksiądz Heller, o którym już wspomniałam w poprzednim akapicie, a w zadaniu które ma do wykonania, pomagają mu grupa oryginalnych, nieco kontrowersyjnych postaci. Pierwszą z nich jest córka zmarłego dziennikarza Karolina, która nie lubi swojego imienia i każe nazywać się Donicą. Kolejnym bohaterem jest komisarz Igor Hanys, który zajmuje się sprawą braci-kanibali, pracujących w okolicznym domu pogrzebowym, którzy ze swojego domku w lesie, uczynili istną rzeźnię w połączeniu z gabinetem osobliwości. Myślę, że nawet Hannibal Lecter pozazdrościł by in pomysłowości. Do kompletu autor dołożył nam  Radosława Bolestę, który w jednej minusie stał się najbardziej pożądanym, okupowanym i zapracowanym prokuratorem w III RP. Do tego wszystkiego mamy tutaj szereg bohaterów pobocznych, począwszy od hakerów, informatyków czy mnichów, a skończywszy na duchownych, których pasją jest street racing. Z takimi postaciami po prostu nie da się nudzić. 

Osoby religijne mogą się poczuć urażone tą książką, gdyż poniekąd odkrywa ona kościelne sekrety, które powinny pozostać w ukryciu. Przynajmniej tak uważa opinia publiczna. Autor podejmuje temat celibatu i jego bezsensowności oraz braku ukorzenienia w Biblii. Pokazuje, że ksiądz też jest człowiekiem, który ma swoje potrzeby i to, że kocha czy uprawia sex nie znaczy że nie może być jednocześnie dobrym kapłanem. Z kart powieści Lipko wyłania się prawdziwy obraz naszej polskiej rzeczywistości. Z jednej strony technologicznie się rozwijamy a z drugiej nadal cechuje nas typowa dla narodów wschodu tradycyjna, swojska mentalność. Nie ma dla nas imprezy bez wódki, nie ma pracy bez wspomagaczy a małżeństwa bez zdrad. Jeśli System by naprawdę istniał to znalezienie na kogoś haków byłoby niczym bułka z masłem. Dlatego patrzcie co wrzucacie do sieci, bo nawet najlepsze, najbardziej kolorowe i "ulepszone" zdjęcia, mogą skrywać brzydkie, wykoślawione tajemnice. 


Tytuł : "Login"
Autor : Tomasz Lipko
Wydawnictwo : Literackie
Data wydania : 4 września 2019
Liczba stron : 376



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :  




            Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html
 

"Siła natury" Jane Harper

"Siła natury" Jane Harper

Jednym z moich marzeń jest podróż do Australii, póki jeszcze nie zmieniła się w spaloną słońcem wyludnioną, pustynię. Jednak w przeciwieństwie do innych turystów, podróżników czy urlopowiczów nie zamierzam zwiedzać opery w Sidney czy opalać się na sławnej Bondai Beach. Mnie fascynuje australijski interior, niezmierzone stepy i wielohektarowe lasy, pełne zwierząt, niebezpiecznych gadów i wolne od cywilizacji. Zawsze się zastanawiałam jak ludzie mogą żyć na tak nieprzyjaznym kontynencie. Na lądzie pełzają najjadowitsze węże świata, w powietrzu latają groźne dla człowieka owady, z gałęzi spadają pająki wielkości dłoni, a w wodzie leniwie krążą rekiny, oczywiście ludojady. Jane Harper zabrała mnie na wycieczkę po tej prawdziwej Australii, znanej z podań aborygenów. Kraj ten w powieści "Siła natury" to mroczne, deszczowe miejsce, pełne wilgoci i wiatru. Miejsce gdzie szumią drzewa a dźwięk ten przeraża. Jednak okazuje się, że to nie zwierzęta czy natura jest dla człowieka największym zagrożeniem, lecz drugi człowiek, a wycieczka do lasu na zwykły wyjazd integracyjny, może zakończyć się tragedią. I to nie jedną.

Korporacyjne wyjazdy integracyjne rzadko należą do przyjemnych rzeczy. Ten szybko zamienia się w koszmar, kiedy okazuje się, że z grupy pięciu współpracowniczek wróciły tylko cztery…
Agent Aaron Falk powraca, by rozwikłać sprawę zaginięcia w australijskim buszu. W noc swojego zniknięcia Alice Russel wykonała tylko dwa telefony – jeden alarmowy i jeden do Aarona. Bardzo szybko okazuje się, że każda z uczestniczek wyprawy przedstawia nieco odmienną wersję wydarzeń. Podczas śledztwa, które prowadzi go w głąb mrocznego lasu, agent Falk odkrywa tajemnice kryjące się w cieniu gór. 

Zanim przejdę do chwalenia tej powieści, a jestem nią naprawdę zachwycona, to muszę wspomnieć o rzeczy, która prawiła, że książkę tę potraktowałam z przymrużeniem oka. Tym czymś jest stworzona przez autorkę firma Executive Adventures. Jestem osobą, która kocha wyzwania. Za małolata służyłam w harcerstwie, kiedy dorosłam wakacyjne obozy ze sprawnościami zmieniłam na wypady survivalowe. Sama również parę z nich zorganizowałam więc wiem, jak to wszystko wygląda od strony kuchni. Executive Adventures, jako firma zajmująca się organizacją obozów przetrwania, nie miałaby prawa istnieć. Choć nie znam się na australijskiej legislacji, to jestem przekonana iż nawet tam, na końcu świata są przepisy dotyczące bezpieczeństwa i zdrowie. Firmy biorą pełną odpowiedzialność za swoich klientów i tym samym, muszą być przygotowane na każdą ewentualność. Potrzebna jest logistyka, sprzęt, zaplecze medyczne, wyszkoleni przewodnicy i plan awaryjny. Executive Adventures posiada jedynie mapy i ostrzeżenia. Uczestnicy obozu zostają dowiezieni na miejsce, poinformowani na czym ma polegać zabawa, a następnie pozostawieni samym sobie w skraju wielkiego lasu. W tym czasie kiedy ósemka ludzi błąka się po "puszczy" organizatorzy wypadu, zamiast monitorować ich postępy i sprawdzać, czy nie potrzebują pomocy, siedzi sobie w domach i gra w karty. Ten scenariusz niestety nie wydaje mi się prawdopodobny. Przypuszczam iż nasi bohaterowie zapłacili mnóstwo pieniędzy za ten wyjazd i ja się pytam za co te opłaty? Za transport i kawałek mapy? Za przechowanie telefonu? Czy poukrywane w obozach kanapki? Oczywiście rozumiem, że autorce chodziło o zbudowanie odpowiedniej, klaustrofobicznej atmosfery, a fakt że za naszymi "obozowiczami" musiała wyruszyć ekipa poszukiwawcza służyło niczemu innemu jak spowolnieniu fabuły, by  wszystko znalazło swoje wytłumaczenie. Paradoksalnie zabieg ten przyniósł odwrotny skutek. Atmosfera choć faktycznie była gęsta i mroczna, tak zabrakło jej realizmu i wiarygodności. Cały czas wiedziałam, że to jedynie fikcja literacka, co sprawiło że nie udało mi się nawiązać więzi z bohaterami. 

Dobrze, koniec narzekania, pora na pochwały. Po pierwsze chciałam podziękować autorce za pokazanie mi Giralang Ranges. Specjalnie użyłam tutaj wyrazu "pokazanie" a nie opisanie, gdyż styl Harper, jest tak plastyczny że miałam wrażenie iż naprawdę znalazłam się w wielkim, australijskim lesie eukaliptusowym. Wpiszcie sobie w Google, Grampians National Park, i waszym oczom ukarze się tło tej niesamowitej powieści. Zapewne każdy z was, choć raz wybrał się na wycieczkę po lesie. Ja uwielbiam chodzić na grzyby i bardzo, często wraz z rodziną, wypuszczam się na piesze wędrówki. Niestety okoliczne lasy są tak przechodzone, że łatwiej tutaj znaleźć drugiego człowieka niż jagodę czy grzyba. Miejsca te odarte zostały z aury tajemniczości. Owszem są jeszcze prastare puszcze, jak Białowieska, jednak i tam coraz wyraźniej widać działalność człowieka. U Jane Harper jest zgoła inaczej. Giralang to sama siła natury, gdzie człowiek nie jest zbyt miło widziany. To miejsce piękne lecz jednocześnie surowe i niebezpieczne. Z każdej strony otaczają nas drzewa, obraz już po kilku godzinach staje się monotonny, coraz trudniej trzymać się szlaku, jak podąża się w jednym wielkim deja vu. Giraland to wprost idealna lokacja na zorganizowanie obozu survivalowego. Choć bardzo chętnie czytałam opisy przyrody i zachwycałam się stworzoną przez autorkę atmosferą, tak nie da się ukryć iż najważniejsi w tej powieści są bohaterowie i przemiany jakie się w nich dokonują, pod wpływem czynników stresogennych. Już na wstępie książki autorka zdradza nam, że jedna z uczestniczek wyprawy, nie wróciła na miejsce zbiórki. Teraz należy się tylko dowiedzieć co się z nią stało. Czy błąka się gdzieś nie mogąc odnaleźć drogi? Jest ranna i czeka na pomoc? A może nie żyje? Autorka zastosowała bardzo ciekawy sposób narracji. Z jednej strony towarzyszymy detektywom, którzy zajmują się poszukiwaniami Alice, a z drugiej jeszcze raz przeżywamy to czego świadkiem były przemierzające puszczę uczestniczki obozu. Było ich pięć i każda z nich skrywała mniej lub bardziej mroczne tajemnice. Napięcie, które towarzyszy lekturze, wzrasta z każdą przewróconą stroną. Praktycznie od samego początku wszystko idzie nie tak jak powinno : pomylona droga, zgubiona latarka, przemoczona zapalniczka, padający deszcz, wypadki oraz dziwne odgłosy dobiegające z lasu. Czytelnik czuje paranoją, której doświadczają bohaterki powieści. Dochodzi do kłótni i rękoczynów. Padają ostre słowa, toczy się walka o przywództwo. Kobiety są głodne, zmarźnięte i przestraszone, a wiadomo człowiek ze strachu robi dziwne rzeczy. Okazuje się, że  łączy je o wiele więcej niż myśleliśmy. Im bliżej punktu kulminacyjnego, tym bardziej zagęszcza się atmosfera. Rozdziały stają się coraz krótsze a ich zakończenia pełne są cliffhangerów. Nie ma szans na to, żebyśmy mogli odłożyć książkę na półkę i spokojnie poszli spać. Jakaś dziwna siła zmusza nas jednak do kontynuowania lektury i dowiedzenia się co się stało z Alice, co takiego wydarzyło się w przeszłości?

 Książka ta porusza bardzo ważny temat, jakim są przestępstwa internetowe. W czasach mojej młodości zagrożeń takich nie było, gdyż "sieć" dopiero się rozwijała. Dziś, by kogoś zniszczyć, wystarczy oczernić go na fb, opublikować nieprzyzwoite fotki czy wyrwane z kontekstu zdania. Dorośli ludzie, doświadczeni i bardziej odporni, są w stanie zachowania takie lekceważyć i się przed nimi bronić, młodzi, szczególnie nastolatkowie, nie mają takich możliwości i często utrata szacunku rówieśników, jest dla nich ciosem po którym nie mogą się podnieść. Choć z początku ciężko mi było w to uwierzyć, tak teraz widzę, iż internetowy hejt stał się bardzo niebezpieczną rozrywką i sięga po niego coraz więcej młodych ludzi. Książka ta uświadamia czytelnikom jak łatwo jest zniszczyć drugiego człowieka, można to zrobić dosłownie w ułamku sekundy. Nie ważne jest wtedy czy jesteśmy popularni czy nie, lubiani czy nienawidzeni, jeśli raz stracimy reputację, to bardzo trudno jest ją z powrotem odzyskać. Internet jest bezlitosny. I pamiętliwy. 

Pewnie sporo z was się zastanawia czy by w pełni cieszyć się lekturą "Siły natury" należy wpierw zapoznać się z tomem pierwszym. Moim zdaniem nie jest to absolutnie konieczne. Sama nawet nie wiedziałam, iż jest to kontynuacja, dopóki nie natrafiłam w tekście na jedno z nielicznych nawiązań do części pierwszej. Ja po "Suszę" sięgnę ponieważ czuję niedosyt prozy Jane Harper i już tęsknię za detektywem Aaronem Falkiem. Jeśli lubicie thrillery, powieści drogi z wątkiem kryminalnym i rozbudowaną wersją obyczajową, to jest to książka dla was. Mało tutaj procedur kryminalistycznych i całej otoczki związanej z pracą policji, dużo jest zatem sekretów, problemów rodzinnych, trudnych relacji i ogólnie "czynnika ludzkiego". "Siła natury" to zdecydowanie jedna z lepszych powieści, które przeczytałam w tym roku. Trzyma w napięciu, intryguje, zachwyca i przeraża jednocześnie. A co najważniejsze czytelnik za przeczytanie jej na jednym posiedzeniu, zostaje nagrodzony rewelacyjnym zakończeniem. Zdecydowanie polecam. 


Tytuł : "Siła natury"
Autor : Jane Harper
Wydawnictwo : Czarna Owca
Data wydania : 24 kwietnia 2019
Liczba stron : 384
                                                      Tytuł oryginału : Force Of Nature



Za możliwość przeczytania książki i jej zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu :  

https://www.czarnaowca.pl/



Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html
 
"Właściwy wybór" P.Z Reizin

"Właściwy wybór" P.Z Reizin

Mówią, że to homoseksualiści są najlepszymi przyjaciółmi kobiet. Lubią chodzić na zakupy, są wrażliwi i zawsze dobrze doradzą. Jednak według autorki książki jest ktoś/coś co zna nas lepiej od wszystkich naszych przyjaciół, członków rodziny a nawet urzędu skarbowego. Tym czymś jest sztuczna inteligencja, komputerowy przyjaciel, najnowszy wynalazek naukowców w dziedzinie Hi-tech. W przeciwieństwie do ludzi, AI jest przy nas zawsze : w naszym laptopie, komputerze stacjonarnym, kamerach monitoringu w drodze do pracy czy w smartfonie. Jest w ułamku sekundy obejrzeć film, w minutę przeczytać milion książek i podjąć dyskusję na każdy temat. Wie co jest na czasie, w czym powinniśmy wyglądać dobrze jest w stanie dostać się na komputer naszych wrogów i zrobić im psikusa. Nie chcielibyście mieć takiego "wszechmocnego" przyjaciela? Tylko pamiętajcie żeby nie zabierać żadnych urządzeń elektronicznych do sypialni, bo partner może się zrobić zazdrosny. W końcu Oko Wielkiego Brata patrzy. 

Aiden zna Jen na wylot. Ma dostęp do wszystkich jej elektronicznych urządzeń, wie, jakiej piosenki słucha najczęściej, wyszukuje jej ulubione zdjęcia i podpowiada złote myśli, które ją inspirują. Sam doszedł do wniosku, że tylko nowy partner życiowy może zapewnić Jen szczęście. Dlatego postanowił znaleźć jej drugą połówkę. Ale czy Jen podporządkuje się jego doskonałemu planowi? Czy inteligentna, ale bardzo sztuczna maszyna może odkryć inteligencję emocjonalną i naprawić życie Jen? I dowiedzieć się, co tak naprawdę daje ludziom szczęście?

Choć to ludzie są głównymi podmiotami powieści P.Z Reizin, to moimi ulubionymi bohaterami  były sztuczne inteligencje. Nigdy nie przypuszczałam, że połączenie science fiction z komedią romantyczną może się udać. Jednak okazało się, że książka była naprawdę "Właściwym wyborem", jedną z lepszych pozycji przeczytanych przeze mnie w tym roku. Jeszcze parę takich i stanę się wierną fanką gatunku. 
Fabuła książki opiera się na założeniu, że nawet ludziom należy się odrobina szczęścia, zresztą angielski tytuł książki "Happiness for humans" właśnie o tym mówi. A jeśli mówimy "szczęście" to oczywiście mamy na myśli miłość, bo to właśnie ona sprawia, że dostajemy skrzydeł a nasze życie jest pełne i wartościowe. Jen została porzucona przez antypatycznego typka, adwokata z zawodu, dupka z przekonania. Jej elektroniczny przyjaciel, sztuczna inteligencja Aiden (uwielbiam to imię) postanawia znaleźć jej odpowiedniego partnera. AI wydaje się mieć ułatwione zadanie gdyż zna wszystkich kawalerów z okolicy, ma wgląd do ich komputera, konta bankowego a nawet łóżka. Jako mistrz  rachunku prawdopodobieństwa, oraz znając na wylot swoją "właścicielkę" jest w stanie utworzyć profil psychologiczny kandydata idealnego. Niestety w rzeczywistości to nie takie proste. Liczby i statystyki nie gwarantują chemii. 
Okazuje się, że nie tylko Aiden wydostał się na wolność. Jest również druga sztuczna inteligencja, która obserwuje innych ludzi, a w szczególności businessmana Toma. Oboje zrobią wszystko by połączyć ze sobą, dwójkę z pozoru nieszczęśliwych i samotnych ludzi. 
Jednak jak wiemy życie zamiast być słodkim i kolorowym jest brutalne i smutne. Książka z zabawnej komedii romantycznej zmienia się w (nadal zabawny) thriller. Do sieci wpuszczona zostaje kolejna AI, której celem jest zniszczenie swoich koleżanek i wierzcie mi zadanie to traktuje nader poważnie. 
Mając takich oryginalnych bohaterów nie będziecie się nudzić. Owszem niektóre fragmenty można było pominąć, a ludzccy bohaterowie zostali przytłoczeni przez inteligentne, pokręcone i nieco dziwaczne maszyny, jednak całość zdecydowanie potrafi się obronić. 

Książka ta porusza ważny temat jakim jest nasza prywatność. Znam wielu ludzi, którzy szczycą się tym, że nie mają profilu na fb. W końcu jak to mówią, nie masz konta-nie istniejesz. Niestety nie jest to prawdą. Wystarczy jeden elektroniczny podpis, jedno konto w banku czy zdjęcie klasowe zamieszczone wieki temu na naszej klasie, by znający się na rzeczy użytkownik mógł poznać nas na wylot. Czy zdajecie sobie sprawę, że idąc do pracy lub uprawiając jogging jesteśmy cały czas obserwowani? Śledzą nas uliczne kamery monitoringu, śledzą nas satelity. Najlepiej to było widać w filmie "Deja vu" z Danzelem Washingtonem z 2006 roku, gdzie policja śledzi terrorystę analizując nagrania z kamer. Kiedyś to było science fiction, dziś rzeczywistość. Stanisław Lem musi się niezmiernie cieszyć, gdzieś tam w zaświatach. Dziś każdy nasz krok może zostać prześledzony. Również przebywając we własnych domach nie jesteśmy do końca bezpieczni. Jakiś czas temu wybuchła afera z firmą Samsung, której smart tv, przekazywały obrazy z kamer do centrali, dając tym samym obserwującym bezpośredni dostęp do naszego salonu. Przerażające prawda? Książka ta skłania do myślenia. Zaczęłam się zastanawiać, co z tego co robię czy piszę widzą inni. Czy ktoś podsłuchuje moje rozmowy? Czy zainstalowana w Iphonie Siri naprawdę działa tylko w jedną stronę? Reizin przestrzega nas przed zbytnim otwieraniem się na nowe technologie, gdyż dzieli nas tylko krok od tego, by ziścił się smutny scenariusz znany z filmów serii Terminator. Muszę powiedzieć, że byłam bardzo zaskoczona faktem, iż komedia romantyczna może być aż tak "poważna". Spodziewałam się lektury lekkiej, łatwej i przyjemnej a dostałam naprawdę mądrą, współczesną i ambitną powieść. Łapki w górę, nawet ci, co nie mają fb. 

Kolejnym ważnym tematem poruszonym przez autora jest empatia. Zadaje on ważne pytanie : czy maszyny lub programy komputerowe "czują"? Jak się okazuje w książkach wszystko jest możliwe. Aiden był zdecydowanie "ludzki". Kochał swoją "właścicielkę", chciał dla niej dobrze, lubił łzawe filmy i wzruszał się na książkach. Czy nie chcielibyście by wasza wspomniana już wcześniej iphonowa  Siri, płakała razem z wami oglądając Jennifer Lopez w kolejnej komedii romantycznej? Ja bym chciała. W kontraście do empatycznego Aidana i rezolutnej Aisling, stoi były partner Jen, Matt który z uczuciami nie ma nic wspólnego. Jest to jedna z najbardziej antypatycznych i samolubnych postaci jakie spotkałam. Doskonale by się dobrali z Sinai, złą AI, która jedyny romans jaki bierze pod uwagę, to z samą sobą. 
Może wam się wydawać, że przez mnogość bohaterów, i tych ludzkich i tych sztuczno inteligentnych, książka będzie chaotyczna. Nic bardziej mylnego. Autor wie jak pisać, by czytelnik się nie pogubił. Głos każdej z postaci jest oryginalny, jedyny w swoim rodzaju. A na dokładkę każdy rozdział jest doskonale oznaczony, więc wiemy kto przejął pałeczkę narratora. 

"Właściwy wybór" to zdecydowanie jedna z lepszych przeczytanych przeze mnie książek. I to nie tylko w tym roku. Jest zabawna jednak w inteligentny sposób. Widać, że wyszła spod pióra mężczyzny, gdyż w niczym nie przypomina sztampowych komedii romantycznych, wydawanych co tydzień przez autorki New York Timesa. Jest to z pewnością jedna z najbardziej oryginalnych pozycji z jakimi się spotkałam. Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, szczególnie że jest to debiut literacki. Autor przed rozpoczęciem kariery pisarskiej, związany był z internetowymi start upami, jednak żaden z nich nie przyniósł mu sławy. Myślę, że tym razem może się udać. Zdecydowanie polecam, a sama idę czytać jeszcze raz.



Tytuł : "Właściwy wybór"
Autor : P.Z Reizin
Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
Data wydania : 15 stycznia 2019
Liczba stron : 594
Tytuł oryginału : Happiness for Humans


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :


 
 
 
 
Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html



[PRZEDPREMIEROWO] "Tajemnica pod jemiołą" Richard Paul Evans

[PRZEDPREMIEROWO] "Tajemnica pod jemiołą" Richard Paul Evans

Już od jakiegoś czasu zastanawiałam się, kiedy w księgarniach zaczną się pojawiać książki, których fabuła toczy się w okresie świątecznym. Śnieg, jemioła, bombki, czapki, szaliki... powoli zaczynało mi tego wszystkiego brakować. Na papierze oczywiście. Pewnie nie uwierzycie, że rok temu już 18 sierpnia, w jednym z ekskluzywnych sklepów z odzieżą w Dublinie, pojawiły się pierwsze bożenarodzeniowe choinki. Oczywiście Irlandia słynie z dość chłodnego lata, jednak żeby od razu przemianować je na zimę to drobna przesada. Teraz, kiedy cukierki zgromadzone w Halloween, dawno już zostały zjedzone, jest odpowiedni czas na to byśmy wprowadzili się w świąteczny nastrój. Najnowsza książka Richarda Paula Evansa z pewnością nam to ułatwi. To piękna, wzruszająca i dająca nadzieję powieść, która doskonale wypełni jesienno-zimowe wieczory. Przenosząc się do ośnieżonego, romantycznego Utah z pewnością zerkniecie z tęsknotą za okno wypatrując pierwszej śnieżynki.

Kiedy rok po rozwodzie , Alex nadal leczy złamane serce i tęskni za niewierną małżonką, dwójka jego najbliższych przyjaciół, doradza mu by skorzystał z jednego z popularnych portali randkowych. Mężczyzna postanawia zaryzykować. Pewnego dnia przeglądając Internet, natrafia na blog, którego właścicielka zamieszcza wpisy traktujące o istocie samotności. Zafascynowany twórczością kobiety postanawia ją odszukać. Niestety na stronie nie zostały zamieszczone żadne dane kontaktowe. Z lakonicznych wypowiedzi autorki i wskazówek zawartych w postach Alex wnioskuje, że jest ona mieszkanką Midway w stanie Utah. Postanawia zaryzykować i kupuje bilet na najbliższy samolot. Jednak już na miejscu okazuje się, że pomimo pomocy mieszkańców, odnalezienie blogerki nie będzie takie łatwe. Na plus działa fakt, że Midway pełne jest samotnych i atrakcyjnych kobiet...

Odmalowane w szczegółach Midway, jest z pewnością jednym z tych miasteczek, które chętnie odwiedzę podczas mojej podróży po Stanach Zjednoczonych. To właśnie w takich miejscach czuć prawdziwego ducha nowego kontynentu w połączeniu z kolonialnym tradycjonalizmem. Autor w fenomenalny sposób oddał istotę małego miasteczka, jego tradycje, barwy, historię i kuchnię. Musicie wiedzieć, że Midway istnieje naprawdę i znajduje się kilkadziesiąt kilometrów od rodzinnego miasteczka Evansa, Salt Lake City. Musicie również wiedzieć, że wcale nie jest to zapomniana przez ludzi i Boga, zabita dechami dziura. Nie tak dawno temu odbywały się tam zimowe Igrzyska Olimpijskie, których echo nadal rozbrzmiewa między szczytami tamtejszych gór. Również Gospoda pod Niebieskim Dzikiem, gdzie zatrzymał się nasz główny bohater jest jak najbardziej prawdziwa i posiada nawet swoją własną stronę internetową, na której możecie zobaczyć sławnego dzika. Sławnego bo jego statuetka służyła jako rekwizyt w jednej z części Harrego Pottera. Okazuje się, że znajduje się tam również pokój Williama Shakespeare'a , który zajmował Alex, oraz oryginalny, przewieziony z Francji bar. Gorące źródła, w których kąpieli zażywali nasi bohaterowie, również nie są fikcją literacką, podobnie jak Dni Szwajcarii, festiwalu obchodzonego od 1940 roku ku pamięci szwajcarskich osadników. Aż dziw bierze, że z tak niepozornej książki, możemy dowiedzieć się takich ciekawych informacji. Próbowałam również odnaleźć restaurację w której pracowała Aria (uwaga, kelnerka miała polskie korzenie, uważam że to dość miły akcent) jednak miejsce to albo nie trafiło do znanych przewodników albo zostało wymyślone na potrzeby książki. A szkoda bo z chęcią zjadłabym znakomitej ponoć tarty Thelmy. Midway, które poznałam dzięki autorowi, to urocze, malownicze, górskie miasteczko nastawione na turystykę. Muszę przyznać, że mnie zauroczyło. 

"Tajemnica pod jemiołą" jest również ciekawym studium nad Stanami Zjednoczonymi i charakterystyką ich mieszkańców. Ameryka to kraj kontrastów i sprzeczności, bardzo trudno jest poddać ją generalizacji. Jednak pokuszę się o postawienie tezy, że są pewne cechy wspólne przypisywane większości obywateli tego kraju. Autor jest dobrym psychologiem i je zauważył a potem zaimplementował w swoich bohaterów. Po pierwsze Amerykanie są narodem niezwykle otwartym, dla którego nie ma tematów tabu. Już pierwsze spotkanie może zakończyć się herbatką z obiadem i kolacją, a na drugim nasi nowi "przyjaciele" zaczną zwierzać się z wizyt u psychologów, chorób wenerycznych i problemów z partnerami. Po drugie Amerykanie wierzą w siłę ludzkiej psychiki, wszelkiego rodzaju terapie, grupy wsparcia czy treningi personalne. Nasza bohaterka, LBH zaczęła pisać blog właśnie w ramach terapii. Po trzecie obywatele nowego świata są praworządni. W Polsce jak ktoś chce choinkę to albo idzie na targ i kupuje za grube pieniądze albo bierze siekierę i wybiera się do najbliższego lasu. Oczywiście pod osłoną nocy. W Utah, gdzie dostęp do burmistrza, jest tak łatwy jak do kasy w Starbucks, należy wystąpić o pisemne pozwolenie na wycięcie drzewka. I przepis ten jest respektowany. Ostatnią cechą Amerykanów jest niestety ich naiwność czasami wręcz przeradzająca się w głupotę. Istnieje takie piękne angielskie słówko doskonale obrazujące tę cechę "silly". Alex, typowy mieszkaniec Florydy, wybiera się w góry. Trzeba przyznać, że odrobił lekcję i wie , że w górach leży śnieg. No cóż w końcu mamy listopad więc nie jest to nic nadzwyczajnego. Jednak Alex, widać będąc nadal pod wrażeniem kryształków spadających z nieba, nie zabrał ze sobą kurtki. Ba, dziwił się że mu marzną ręce. Cały czas miałam wrażenie, że nasz bohater, obcując z pogodą zachowuje się nad wyraz infantylnie. 

Teraz pora przejść do samego romansu. Oczywiście była miłość, zauroczenie, zdrada, kłamstwo, szloch i łzy. Czyli wszystko czego spodziewamy się po książce tego znakomitego autora. Jednak tym razem czegoś mi brakowało. Wszystko poszło zbyt łatwo. Zakończenie napisane zostało na kolanie. Owszem książka mnie rozczuliła, zdecydowanie poprawiła nastrój oraz tchnęła wiarę w pierwszą miłość, jednak nie doprowadziła mnie do łez. Muszę przyznać, że ani razu nie sięgnęłam po chusteczki, choć zaopatrzyłam się w całe pudełko. "Tajemnica pod jemiołą" to po prostu ciepła powieść nastawiona na happy end, z dość przewidywalnym zwrotem akcji, humorem i ludzkimi bohaterami, którzy nie są wolni od wad. To typowy slajd z naszego wyśnionego życia zweryfikowany przez rzeczywistość. Na plus dodam, że wpisy na blogu naszej bohaterki były rewelacyjne. Jeszcze nigdy nie zastanawiałam się nad naturą samotności (to chyba dobrze nie?) i nie próbowałam szukać ciekawostek na temat tego uczucia. Lecz czy wiecie, że samotność należy do systemu obronnego ludzkości lub kiedy zostajemy sami to nasz organizm się wychładza? Takich ciekawych kąsków jest tutaj więcej. 

Richard Paul Evans kolejny raz pokazał, że umie pisać i wie czego oczekują kobiety. "Tajemnica pod jemiołą" to typowa, "sezonowa" powieść, która rozgrzeje wasze serca, wywoła uśmiech i podbuduje morale. Choć jest to trzecia, i jednocześnie ostatnia, część Kolekcji pod jemiołą, to spokojnie można ją czytać jako samodzielne dzieło. Polecam jako lekturę przy kominku, coś na rozgrzanie, działające lepiej niż futrzany termofor. Jest to książka o miłości, dawaniu kolejnych szans i choć głównym bohaterem jest zdesperowany stalker, a główna bohaterka ma myśli samobójcze, to całość jest nieco mniej problematyczna. Polecam. 

Tytuł : "Tajemnica pod jemiołą"
Autor : Richard Paul Evans
Wydawnictwo : Znak Literanova
Data wydania : 12 listopada 2018
Liczba stron : 304
Tytuł oryginału : The Mistletoe Secret




Za możliwość przedpremierowego zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 
https://www.znak.com.pl/wydawnictwo-znak-literanova


"Trzecia" Magda Stachula

"Trzecia" Magda Stachula

 Tytuł : "Trzecia"
 Autor : Magda Stachula
 Wydawnictwo : Znak Literanova
 Data wydania : 3 lipca 2017
 Liczba stron : 400



 Przestroga


Jest to moje pierwsze spotkanie z autorką i już teraz wiem, że koniecznie muszę nadrobić zaległości. Jak wiecie dość sceptycznie podchodzę do prozy naszych rodzimych autorów jednak z każdą kolejną pozycją mój szacunek i podziw wzrasta. Polska proza w niczym nie ustępuje tej europejskiej czy nawet światowej. "Trzecia" jest dobrze napisaną, poprawnie wystylizowaną powieścią gdzie czytelnik wprost nie może się doczekać rozwiązania zagadki. Autorka ma talent do budowania napięcia i choć sam pomysł na fabułę mnie zaskoczył to końcówka nieco zdezorientowała. Nie powiem żeby była rozczarowująca jednak rzadko się zdarza żeby autor tak szybko rozładował moje napięcie. Było to tak nieoczekiwane, że zasługuje na pochwałę. Można było wymyślić setki różnych zakończeń jednak Magda Stachula pokusiła się o takie, którego najmniej się spodziewałam. Brawo. 

Eliza jest psychoterapeutką. Do problemów innych dołączają jej własne kiedy zdaje sobie sprawę, że
ktoś ją śledzi. Odgłos kroków na bruku, błyskające flesze i wrażenie obecności w mieszkaniu powodują paranoję. Kiedy poznaje Borysa, muzyka jazzowego, szybko proponuje mu wspólne mieszkanie. Ochroniarz w postaci przystojnego artysty powinien zapewnić jej bezpieczeństwo. Jednak czy ukochany mężczyzna okaże się godny zaufania?

Lilianna, kobieta sukcesu, nie może się uporać z utratą mężczyzny, który był dla niej całym światem. Miłość swojego życia poznała na wakacjach. Reszta potoczyła się jak w bajce. Maxim, rosyjski muzyk, przyleciał do polski, by w podwarszawskiej miejscowości zacząć nowe życie. Kiedy jego sekrety wyszły na jaw, Liliana wygoniła go z domu, czego miała żałować jak tylko opadły z niej emocje. Za wszelką cenę stara się go odzyskać jednak mężczyzna przepadł jak kamień w wodę. Pewnego dnia na stacji metra dostrzega go idącego pod rękę z młodą dziewczyna. Zaczyna ich śledzić. Wyjeżdża do Krakowa gdzie dowiaduje się, że jej ukochany zmienił imię i nazwisko. 

Anton, Maxim, Borys- jedna osoba. Jaką straszną tajemnicę skrywa ten mężczyzna?

Zawsze sceptycznie podchodzę do powieści, gdzie głównymi bohaterami są psychologowie czy psychoterapeuci. Wpływ na to ma fakt, że osoba, której pracą jest pomaganie innym ludziom w rozwiązywaniu ich problemów emocjonalnych, powinna być stabilna psychicznie. Ot taki człowiek skała, którego nic nie jest w stanie wzruszyć. Jeśli taka osoba staje się ofiarą psychopaty automatycznie oczekuję, że zachowa nerwy, rozwiąże zagadkę i zachowa się jak profesjonalista. W takich sytuacjach zapominam, że ludzie tych zawodów to jednak takie same osoby jak ja. Uczuciowe, popełniające błędy, strachliwe. Może dlatego na początku książki Eliza wzbudzała same negatywne emocje. Nie zachowywała się jak lekarz, tylko pacjent, a nawet więcej, jak zbieg ze szpitala psychiatrycznego. Słyszała głosy, widziała ludzi, zastawiała w domu pułapki. Tworzyło to straszny kontrast z moim wizerunkiem psychoterapeuty. Na domiar złego w pracy wykazywała się brakiem profesjonalizmu, gdyż zamiast słuchać swoich pacjentów to w myślach skupiała się na własnych problemach. Do mnie w końcu dotarło jak ta młoda kobieta mogła się czuć, jednak obraz psychologów w tej powieści może mieć negatywny wpływ na czytelników, którzy potrzebują pomocy psychologicznej. Jeśli ktoś z problemami przeczyta tę książkę, może sobie pomyśleć następujące : po co mam iść do psychologa, skoro oni tylko siedzą, nastawiają zegarek na konkretną godzinę i udają, że słuchają. Oczywiście wiem, że jest to tylko fikcja literacka, jednak wbrew pozorom książki mają duży wpływ na czytelników. Nasza bohaterka mogła być kimkolwiek innym, chociażby ekspedientką czy bileterką w metrze, nie miałoby to większego wpływu na fabułę.

Teraz wróćmy do samej fabuły, gdyż jest ona niezwykle interesująca. Jak nam zdradza sam tytuł książki nasza główna bohaterka jest "trzecią" na liście.Powiem szczerze, że spodziewałam się seryjnego mordercy lub bezdusznego psychopaty, który kierując się swoją listą będzie zostawiał za sobą krwawy szlak. Jak wspomniałam na samym początku recenzji byłam dość zdezorientowana samym zakończeniem powieści. Teraz, jak już je przemyślałam, to uważam, że było po prostu dobre, inne, zaskakujące i świadczyło o fantazji autorki. Łatwo było, idąc śladem naszych skandynawskich sąsiadów, sprowadzić wszystko do roli fanatycznego mordercy, za to trudniej było wymyślić coś co, choć proste, skłoni czytelnika do przemyśleń. A tak właśnie było w przypadku tej powieści. Choć nie do końca polubiłam Antona, to byłam w stanie zrozumieć jego pobudki, ba... byłam w stanie mu współczuć i rozliczyć. 

Książka porusza również bardzo ważny temat jakim jest nasza prywatność w sieci. W dobie facebooka i innych mediów społecznościowych staliśmy się odkryci. Wystarczy parę kliknięć myszką by obcy ludzie poznali fakty z naszego życia. I nie potrzeba do tego hakerów. Daje to duże pole manewru dla wszelkiego rodzaju psychopatów czy stalkerów, których ofiarą możemy paść. I jest to naszą własną głupotą. Kilka dni temu kolega w pracy pokazał mi aplikację szpiegującą jego własnych znajomych. Logując się do programu widzimy gdzie w danym momencie się znajdują, jeszcze krok i będziemy wiedzieli co robią. Ta książka pokazuje nam jak niebezpieczny może być internet, przestrzega nas przed byciem beztroskim użytkownikiem i daje radę by pewne rzeczy zachować dla siebie. No chyba, że chcemy być"Trzecią".

Sięgając po tę książkę nie spodziewałam się dostać nic innego jak wciągający thriller psychologiczny, który przeczytam i zapomnę. Okazało się jednak inaczej. Jest to mądra lektura z wyraźnym przesłaniem i jednocześnie przestrogą przed nami samymi. Pokazuje nam konsekwencje naszej beztroski. Pokazuje jak różni mogą być ludzie i jak ciężko odkryć to prawdziwe ja. To książka dla każdego. Nie ma tutaj klimatów gore, nie latają noże jednak czuć napięcie, które udziela się czytelnikowi. Polecam również młodym czytelnikom, którzy mogą sporo z niej wynieść. Ta książka to zarówno kawałek dobrej prozy jak i lekcja na przyszłość. Z chęcią sięgnę po poprzednie jak i mam nadzieję następne pozycje autorki.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :


Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger