Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filia. Pokaż wszystkie posty
"Dom jętki" James Hazel

"Dom jętki" James Hazel

     Jętki, jedne z najprymitywniejszych owadów latających, które liczą dziś około 3000 gatunków, żyją bardzo krótko. Czasem jest to zaledwie kilka godzin, zazwyczaj parę dni. Ich śmierć jest gwałtowna, bezbolesna, przewidywalna...zupełnie taka, jak zaplanowała ją matka natura. W książce "Dom jętki" bohaterowie również umierają, jednak ich przejście na drugą stronę w niczym nie przypomina śmierci owada. Trucizna, nabicie na pal, rozszarpanie własnych wnętrzności kojarzą się bardziej z horrorem niż powieścią kryminalną. James Hazel napisał , brutalną i pełną przemocy książkę, która zdecydowanie spodobała się mojej mrocznej stronie. Jest ona znakomitym wstępem do cyklu o Charliem Priescie, kiedyś policjancie , dziś bogatym adwokacie, oraz jego przybocznych. Wcale się nie dziwię, że powieść ta doczekała się wielkiego rozgłosu medialnego. Sama bym chętnie wyszła na ulicę z banerem, by zachęcić czytelników do lektury.

W lesie zostaje znalezione ciało mężczyzny z rozszarpaną klatką piersiową.Wszystkie dowody wskazują, że ofiara sama się okaleczyła, żeby uśmierzyć niewiarygodne cierpienia.
Były detektyw Charlie Priest zostaje napadnięty we własnym domu przez mężczyznę, który twierdzi, że posiada poufne informacje na temat tajnego stowarzyszenia. Kiedy następnego dnia napastnik zostaje brutalnie zamordowany, Priest staje się głównym podejrzanym.

Z pewnością najbarwniejszą postacią w tej książce jest Charlie Priest. Z jednej strony jest on typem bohatera głównodowodzącego, jaki znamy z innych cyklów kryminalnych, jednak z drugiej ma to "coś" co wniosło powiew świeżości, jest tym nietypowa kondycja protagonisty zwana rozszczepieniem osobowości. Muszę przyznać, że jeszcze nie spotkałam się z bohaterem cierpiącym na tę przypadłość. Osobowość mnoga charakteryzuje się dezintegracją ego. Objawami, które wskazują na możliwość wystąpienia tego schorzenia, najczęściej są gwałtowne zmiany nastroju, epizody psychotyczne, bóle głowy, ataki paniki, zaburzenia snu oraz amnezja.U Priesta ataki przebiegały niemalże książkowo. Przychodziły nagle i były niezwykle intensywne. Mężczyzna miał wrażenie że opuszcza własne ciało, patrzy z boku na wydarzenia. Obserwując własną rękę miał wrażenie, że należy ona do kogoś innego. Ataki te stawały się coraz częstsze i dłuższe. Na początku myślałam, że zamiarem autora, było stworzenie nowego doktora Jackrylla i Mr Hyde. Okazało się jednak, że Hazel, nie do końca skorzystał z potencjału własnego pomysłu. Mógł pójść chociazby w kierunku fantastycznym i sprowadzić na bohatera wizje. Mógł stworzyć alter ego bohatera, które przeszkadzałoby mu w pracy. Mógł napisać krwawy horror psychologiczny. Opcji było naprawdę wiele, jednak szansa pozostała niewykorzystana. Jeśli byście mnie spytali dlaczego autor zdecydował się naznaczyć Preista chorobą, to moją odpowiedzią byłoby jedynie wzruszenie ramion. Owszem przyjemnie się czytało niemalże liryczne opisy przemian naszego bohatera, jednak powroty do rzeczywistości były zbyt szybkie. Priest i jego otoczenie traktowało rozdwojenie jaźni jak zwykłą chrypkę, coś co samo przyszło i samo przejdzie. 
Jednak Charlie miał jeszcze jedną rzecz, która czyniła go wyjątkowym - brata seryjnego mordercę, o imieniu William. Czad prawda? Dacie wiarę, że najbliższa osoba byłego policjanta zabijała ludzi ? Co prawda teraz mężczyzna znajduje się w szpitalu psychiatrycznym, jednak jego historia nadal jest żywa w świadomości rodziny i znajomych, a tym bardziej bliskich ofiar. Priest parokrotnie odwiedza swojego brata, rozmawia z nim, i za każdym razem miałam gęsią skórkę na rękach. Autorowi udało się stworzyć profil prawdziwego psychopaty. Mam wielką nadzieję, że kolejny tom przybliży nam jeszcze bardziej postać Wiliama, opowie jego historię. Od zawsze Fascynowały mnie umysły morderców i psychopatów. Lubię odkrywać ich pobudki, poznawać ich chore sekrety i pasje. Tutaj dostałam jedynie szkic, zarys tego co się wydarzyło. A William naprawdę zasługuje na to by jego historia została opowiedziana. 
Oprócz inteligentnego adwokata, spotkamy tutaj również jego niezastąpionych partnerów i pomocników. Poznajcie więc wielkiego,czarnoskórego Viktora Okoro, który jest drugim z filarów kancelarii, pannę Someday- ambitną  i zaangażowaną stażystkę, oraz Solomona- typowego geeka cierpiącego na autyzm, którego domeną są komputery. Zapowiada się ciekawie, prawda? I tak właśnie było.
Wraz z rozwojem fabuły pojawiają się sylwetki kolejnych postaci. Przypuszczam, że niektóre z nich spotkamy w kolejnych tomach, jak chociażby nowo poznaną kochankę Priesta. Niektórych z nich zdążyłam polubić, niektórych znienawidzić, jak chociażby byłą żonę adwokata, jednak nie da się ukryć, że całe to gremium wprowadziło nieco kolorytu do tej mrocznej powieści. 

 Mamy tutaj do czynienia z dwoma liniami fabularnymi : jedną rozgrywającą się w teraźniejszości oraz drugą datowaną na lata, tuż po zakończeniu II Wojny Światowej. Choć nie jestem fanką takich rozwiązań, gdyż zazwyczaj wiążą się one z chaotycznością, tak muszę przyznać że Jamesowi Hazelowi udało się sprawnie i gładko połączyć oba wątki. Wydarzenia z przeszłości doprowadziły nas do tego co dzieje się teraz. Wprost z obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie przenosimy się na londyńskie salony, do domów bogatych potentatów, ich perfekcyjnych żon i atrakcyjnych córek. Świat tortur, komór gazowych i Holokaustu zamieniamy na świat wielkich koncernów farmaceutycznych. Czy jedno z drugim może mieć ze sobą coś wspólnego? Okazuje się, że tak. Tak jak mnie fascynują umysły psychopatów, tak niektórych interesują odkrycia nazistowskich lekarzy. Z pewnością znacie postać doktora Mengele, zbrodniarza wojennego, zwanego Aniołem Śmierci? Był oficerem SS i lekarzem w obozie koncentracyjnym Auschwitz, gdzie dokonywał bestialskich, pseudomedycznych eksperymentów na więźniach. Odpowiadał on za cierpienie i śmierć wielu tysięcy ludzi. Takich jak on było wielu i to właśnie oni stali się inspiracją dla autora. Postanowił napisać powieść, która cofa się w czasie do czasów II Wojny Światowej i eksperymentów na jeńcach z obozów koncentracyjnych. Choć upłynęło już tyle lat od podpisania pokoju, tak rany po Holokauście są nadal otwarte. Jeszcze długo będziemy chłonąć wiadomości i fakty związane z tamtym okresem. Literatura, nawet ta fikcyjna, opowiadająca o nazistach, jeszcze długo będzie się dobrze sprzedawać. A dlaczego? Ponieważ w głębi serca nadal się dziwimy jak mogło dojść do tego ludobójstwa. Czytamy, bo boimy się powtórki i wierzymy, że poznając temat, poznając swojego wroga, będziemy mogli się skutecznie obronić. 

 Kolejnym ważnym tematem, który porusza autor jest Bóg i wiara. Wielu ludzi, by usprawiedliwić swoje (zazwyczaj niecne) czyny odwołuje się do pojęcia Boga. Często możemy usłyszeć, że ktoś coś zrobił bo "Bóg tak chciał", bo "poczułem siłę nadprzyrodzoną", "dokonałem tego by być bliżej niego". Od dawien dawna nasza wiara była często używaną wymówką i sposobem na manipulowanie innymi. U Hazela Bóg pełni bardzo ważną rolę, jest istotną częścią fabuły. Muszę przyznać, iż nie spodziewałam się, że książka kryminalna zmusi mnie do myślenia na tak poważne tematy, do roztrząsania zagadnień natury egzystencjalnej. Jednym z powodów dlaczego ludzie "wierzą" jest lęk. Boimy się tego co stanie się z nami po śmierci więc wymyśliliśmy Boga i raj, do którego trafimy. To lepsze niż niebyt czy zawieszenie w próżni. Jednak wraz z wiarą, pojawili się na tym świecie ludzie, którzy pragną ją wykorzystać do własnych celów. Tak było i będzie. Ci "bojaźliwi" zrobią wszystko by zasłużyć sobie na miejsce w niebiańskim orszaku, by nie daj boże nie trafić do piekła. Prowadzi to do nadużyć, przestępstw i manipulacji. To właśnie o tym opowiada nam Hazel. O tym, do czego są zdolni ludzi, którzy chcą "poznać" Boga.

James Hazel napisał rewelacyjny, mroczny i oryginalny, debiut który jest wspaniałym otwarciem nowego cyklu kryminalnego. Autor zapoznał nas ze swoimi bohaterami, jednocześnie nie zdradzając nam wszystkich ich sekretów, co sprawia że mamy wielką ochotę na kolejne spotkanie. "Dom jętki" to trzymająca w napięciu książka, którą warto jest przeczytać na jednym posiedzeniu. Wierzcie mi jeśli zdecydujecie inaczej, to cały dzień będzie was męczyć co było dalej. Zdecydowanie polecam, a sama czekam na kolejny tom. 

Tytuł : "Dom jętki"
Autor : James Hazel
Wydawnictwo : Filia
Data wydania : 6 lutego 2019
Liczba stron : 404
Tytuł oryginału : Mayfly



Za możliwość przeczytania książki i jej zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu :  




Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html
 
 






"Tylko niewinni" Rachel Abbott

"Tylko niewinni" Rachel Abbott

Niestety należę do tych osób, które bardzo często, rozpoczynają przygodę z cyklami od środka. Tak właśnie było z serią o Tomie Douglasie. A to mnie skusił opis, a to okładka lub czyjaś pochwała. Często zdarza się również tak, że wydawcy rezygnują z tłumaczenia pierwszych tomów.  Ponieważ znam twórczość Rachel Abbott wiedziałam, że i tym razem mnie nie zawiedzie. W końcu gdyby początek serii nie spełnił oczekiwań czytelników to jej kontynuacja nie miałaby sensu. I nie myliłam się. Teraz, świeżo po lekturze, czuję się jak kot po wylizaniu spodka ze słodką śmietanką. Tom odkrył przede mną swoje karty, wszystkie luźne elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce, a fabuła spełniła moje oczekiwania. Teraz nie zostało mi nic innego, jak poklepać się po pełnym brzuszku i położyć spać.I śnić o kolejnych spotkaniach z interesującym detektywem. 

Hugo Fletcher, znany milioner i prezes fundacji charytatywnej, zostaje znaleziony martwy w swoim mieszkaniu. Z relacji świadków wynika, że mordercą była najprawdopodobniej kobieta, o oględziny miejsca zbrodni ujawniają, że przestępstwo zostało zaplanowane. To była egzekucja. Na miejscu zdarzenia zjawia się detektyw Tom Douglas. Kiedy kilka dni później znika jedna z podopiecznych fundacji Fletchera, śledztwo nabiera tempa. Douglas jest przekonany, że obie sprawy się ze sobą łączą. Kiedy na jaw wychodzi przerażający sekret, detektyw uświadamia sobie, że to coś więcej niż zwykła sprawa morderstwa. 

Bogaci ludzie, im bogatsi tym lepiej, mają to do siebie że są interesujący. Jedni pomnażają swój kapitał,jeszcze inni go trwonią. Ci o dobrym sercu pomagają innymi,Ci o złym wikłają się w szemrane interesy. Jedno jest pewne : nawet jak leżą i pachną to setki ludzi pragną o tym usłyszeć. Mnie osobiście dziwi sukces programów w stylu "Meet the Kardashians",gdzie możemy podglądać Kim i jej siostry, jednak wiem że setki tysięcy widzów, tylko czeka na kolejny odcinek. Jak się dowiedziałam, że pierwszą ofiarą u Pani Abbott jest wysoko postawiony filantrop od razu poczułam, że będzie się działo. Jak doszedł do tego temat prostytucji, handlu ludźmi i niewolnictwa to aż podskoczyłam na krześle ciesząc się niczym mała dziewczynka.  Otóż nie ma ciekawszego tematu jak malwersacje i nadużycia w organizacjach, które z założenia mają pomagać potrzebującym.Im bardziej śliski temat, tym lepszy na fabułę książki kryminalnej. Hugo Fletcher to bohater, którego nie da się polubić. Oczywiście wiem, że o zmarłych powinno się mówić dobrze albo wcale, jednak milioner to jedna z tych postaci, od których nas odrzuca. Kiedy ginie nie zadałam sobie pytania dlaczego tylko kto go zabił. Bo to, że na to zasłużył wydawało mi się oczywiste. Motywów, powodów, potencjalnych morderców było tutaj całe mnóstwo. I muszę przyznać, że większość osób, które z zimną krwią mogłyby (i miały powód) zabić Fletchera, przypadło mi do gustu. Tak :polubiłam ich na tyle, by wybaczyć im tę  zbrodnię. Na pierwszy strzał idzie obecna żona mężczyzny Laura. To kobieta o wielu twarzach, jednak najbardziej rzuca się w oczy to, że jest nieszczęśliwa...i coś ukrywa. Podejrzana, wydaje się również Imogen, była bratowa Laury, która przyjeżdża z Kanady by pocieszyć swoją dawną przyjaciółkę. Nie możemy również zapomnieć o Jessice, sekretarce w fundacji, która żyje ponad stan, a na jej konto trafiają pieniądze od samego Fletchera. Tych postaci kobiecych jest tutaj więcej. Od czasu do czasu pojawia się  była żona ofiary, jego córka wraz ze swoją opiekunką oraz jego siostra. Jest również defilada prostytutek oraz ofiar handlu ludźmi, którymi opiekuje się fundacja. Możemy więc śmiało powiedzieć, że jest to książka w której prym wiodą kobiety. I zapewne jedna z nich jest morderczynią. Muszę przyznać, że autorka do samego końca trzymała mnie w niepewności. Kiedy już myślałam, że udało mi się rozwiązać zagadkę, pojawiały się nowe wątki i nowe tropy, piętrzyły się rodzinne sekrety a atmosfera gęstniała. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że (cytując Sokratesa) "wiem,że nic nie wiem". I bardzo mi się to podobało, lubię bowiem kiedy powieść meandruje, zaskakuje i ma więcej niż jedno dno.

Jedno musicie wiedzieć o książkach Abbott: choć są zaliczane do gatunku kryminałów, to tak naprawdę są czymś więcej. Sekrety, kłamstwa, zawiłe relacje pomiędzy członkami rodziny nadają powieści sznyt obyczajowości, rozbudowane portrety psychologiczne i analiza osobowości dodają elementu thrillera psychologicznego a drobiazgowe śledztwo idealnie pasuje do typowego kryminału proceduralnego. Dzięki połączeniu tych wszystkich elementów dostaliśmy znakomitą powieść z pogranicza gatunków, która zadowoli nawet najbardziej wybrednych. Jednak by wyciągnąć z tej historii jak najwięcej i należycie się nią cieszyć musimy być cierpliwi. Autorka lubi bowiem opowiadać. Z początku nie dzieje się zbyt wiele. Jest ofiara i jest jego rodzina. Każdy z naszych bohaterów dostał swoje 5 minut, czas na wypowiedzenie się. Nawet  epizodyczne postaci nie zostały pominięte. Autorka dba o to byśmy poznali wszystkie strony konfliktu lecz nie zdradza nam szczegółów,które do niego doprowadziły. Uważam, że interesującym zagraniem było wprowadzenie narracji w formie listów Laury do swojej najbliższej przyjaciółki Imogen. To właśnie z nich dowiadujemy się większej części historii i jednocześnie poznajemy skalę uczuć naszej głównej bohaterki. Przyjemnie się je czytało. Kiedy atmosfera już została nakręcona, ziarno niepokoju zasadzone a wszystkie sekrety tylko czekają na odkrycie, zaczyna się ta właściwa część książki, część gdzie to Tom Douglas wychodzi na prowadzenie. Na początku sylwetka detektywa wydawała mi się rozmyta. Zresztą nie ma się co dziwić, że zniknął w tłumie pięknych i czarujących kobiet. Jednak im dalej tym postać ta nabierała kształtów i charakteru. Co prawda z kolejnych tomów już wiedziałam jakie były losy detektywa, jednak nadal przyjemnie się czytało o podstawach jego konfliktu z byłą żoną oraz przymusowym "rozstaniu" z córką. W końcu Tom Douglas stał się dla mnie kompletny. I pokochałam go jeszcze bardziej. 

Książka ta porusza ważny temat jakim jest nielegalna prostytucja oraz handel żywym towarem. Wydawać by się mogło, że w XXI wieku niewolnictwo nie istnieje, jednak nie jest to prawdą. Istnieje i ma się dobrze, przyjęło tylko inną formę. Codziennie, w krajach Europy Wschodniej czy Centralnej porywane są młode dziewczyny, które wywożone są na Zachód i umieszczane w domach publicznych. Często same decydują się na wyjazd, skuszone propozycją dobrej pracy jako pomoc domowa czy kelnerka w restauracji. Są to naiwne, młode często doświadczone przez los kobiety, które chcą się wyrwać z biedy i patologii. Nie wiedzą, lub nie chcą wiedzieć,że ładują się w jeszcze większe piekło. Książka ta zwraca uwagę, że problem ten nadal istnieje i póki są kraje bogatsze i biedniejsze, istnieć będzie.Smutne ale prawdziwe. 

"Tylko niewinni"to rzecz z pogranicza suspensu, kryminału i powieści obyczajowej, która trzymała mnie w napięciu do samego końca. Autorka jest mistrzynią w tworzeniu atmosfery. Z jednej strony mamy piękno, miłość i dobroć a z drugiej zbrodnię, nienawiść, pogardę i zemstę.Wisienką na torcie jest piękna posiadłość, w której toczy się istotna część fabuły. Jest to książka, której tytuł jest wprost idealnie dopasowany,lecz by w pełni go zrozumieć należy doczytać do końca. Rachel Abbott jest mistrzynią w tkaniu gobelinu historii. Jej powieści są przemyślane, akcja podawana w odpowiednich dawkach, proza jest czyta. Schemat morderstwa jest intrygujący i na plus działa to, że sprawcę i to, jak dokonał zbrodni, poznajemy dopiero na samym końcu. Chociaż za wszelką cenę starałam się znaleźć jakiś punkt zaczepienia dla krytyki, to niestety tym razem poległam. Ta powieść jest po prostu dobra sama w sobie. Zdecydowanie polecam. 


Tytuł : "Tylko niewinni"
Autor : Rachel Abbott
Wydawnictwo : Filia
Data wydania : 13 lutego 2019
Liczba stron : 540
Tytuł oryginału : Only The Innocent 



Za możliwość przeczytania książki i jej zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu :  




Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html

 
Liczba stron :
"Pokuta" Max Czornyj

"Pokuta" Max Czornyj

Czy Max Czornyj, stosunkowo nowa postać na polskim rynku wydawniczym, jest naprawdę wart tych wszystkich zachwytów?Czy adwokat jest w stanie napisać wciągający i trzymający w napięciu thriller? Odpowiedź na to pytanie jest tylko jedna : tak, jest to jak najbardziej możliwe. "Pokuta" to już trzeci tom cyklu o komisarzu Eryku Deryło i jest on zdecydowanie najmroczniejszy, najbardziej brutalny a autor z początkującego gracza zmienił się w prawdziwego adwokata diabła. Tym razem nie są to tylko puste słowa. Seryjny morderca, z którym mamy do czynienia w książce, nie jest zwykłym psychopatą, to ktoś więcej, sam diabeł. Czornyj dał nam możliwość zajrzenia w chory, skrzywiony umysł osoby ogarniętej szaleństwem mnogich osobowości. Muszę przyznać, że nawet teraz, już kilka godzin po odłożeniu książki na półkę, moje ramiona nadal pokryte są gęsią skórką a jak przymykam oczy to widzę makabryczne obrazy. A w końcu o to chodzi prawda? Żeby książka została w nas jak najdłużej.

Seryjny morderca Cztery Iks, wpada w ręce policji i zostaje zamknięty w szpitalu psychiatrycznym. Okazuje się jednak, że to nie koniec. Odnalezione zostają zmasakrowane zwłoki młodej kobiety. Mimo iż schwytany psychopata nie mógł popełnić tej zbrodni, zna jej szczegóły. W sprawę kolejny raz angażuje się komisarz Eryk Deryło. Podejmuje on grę z mordercą, której stawką będzie życie wielu ludzi. Wychodzi bowiem na jaw, że niektóre z porwanych kobiet, mogą nadal żyć. Jednak czy nie jest już za późno na ratunek?

Już na wstępie mojej recenzji muszę zaznaczyć, że "Pokuta" jest kontynuacją serii i próba czytania jej jako dzieło samodzielne będzie czystą ekwilibrystyką i raczej śmiałek, który się tego podejmie, nie doświadczy żadnej przyjemności z lektury. Jest to książka dla tych, którzy mieli wątpliwą przyjemność poznać Cztery Iks i jego ofiary czyli naszego seryjnego mordercę, którego głowa pełna jest różnych osobowości. Co prawda Pan Iks siedzi już w areszcie, jednak okazuje się, że terror nadal trwa i ulice Lublina nadal nie są bezpieczne. Od samego początku zastanawiałam się kim jest kolejny psychopata. Czy to typowy naśladowca czy wspólnik? A może autor postanowił pójść o krok dalej i wprowadził element fantastyczny tworząc postać, która może znajdować się w dwóch miejscach naraz? Nachodziły mnie również myśli o wielkim spisku, zawiązanym już na początku pierwszego tomu. Choć nie zamierzam zdradzać wam fabuły to jedno powiedzieć muszę : któraś z powyższych opcji jest prawdziwa, lecz do samego końca autor trzymał mnie w niepewności. Choć imię psychopaty wyszło gdzieś w połowie książki, to jego motywy i okoliczności poznajemy dopiero na ostatnich stronach. Samo zakończenie było dla mnie nie lada zaskoczeniem.
"Pokuta" jest z pewnością książką akcji. W jednym z wywiadów Czornyj przyznaje, że jednym z jego głównych zadań jest tworzenie scen. Muszę przyznać, że są to obrazy bardzo mroczne, drastyczne wręcz krwiste. Autor nie stosuje tutaj półśrodków. Z pewnością jest to książka dla ludzi o mocnych nerwach, wielbicieli thrillerów psychologicznych w stylu "Milczenia owiec". Cieszę się, że oprócz Wojciecha Chmielarza mamy kolejnego autora, który nie boi się pisać dosadnie, przerażać czytelnika, poruszać kontrowersyjne, szczególnie religijne, tematy. Myślę, że autor znalazł swoją nisze na polskim rynku wydawniczym.

Dwa długie tomy czekaliśmy na to by złapać mordercę. I po co? Po to by odkryć drugie dno, kolejną zagadkę i kolejnego psychopatę. Tym razem jednego z naszych głównych bohaterów (nie chcąc zdradzać fabuły nie powiem, którego)autor obdarzył dysocjacyjnym zaburzeniem świadomości objawiającym się obecnością u  człowieka, jednej lub wielu osobowości. Choroba ta w języku potocznym nazywana jest rozdwojeniem jaźni. Nasz bohater, należy do tych kilku procent ludzi, którzy zdają sobie sprawę z podziału własnego "ja", nie ma jednak wpływu na zachowanie czy myśli swoich "osobowości". Poznajemy : Ciula, Dzieciaka, De Sade, Świętojebliwego i Borgię. Wszyscy oni mieszczą się w ciele jednego człowieka i sieją zamęt w jego umyśle. Muszę przyznać, że było to niepokojące, nawet bardzo. Wyobraźcie sobie, że w waszej głowie mieszka kilka innych osób i każda z nich jest psychopatą. Wasze myśli to mieszanka wszelkiego rodzaju zboczeń, chorych popędów i nienawiści do świata. Normalny człowiek by zwariował lub? Lub poszedł za głosem umysłu i zaprzyjaźnił się z lokatorami. Wiecie, że aż 4 procent populacji cierpi na syndrom mnogiej osobowości? Aż 4 na 100 osób na koncercie na który pójdziecie. Przerażające prawda? Ta książka sprawi, że poczujecie się jeszcze bardziej niekomfortowo, zaczniecie wypatrywać oznak szaleństwa w otaczającym was tłumie. "Pokuta" to książka, która nie zna litości czy poczucia dobrego smaku. Jest jeszcze drastyczniej niż w poprzednich tomach. Autor zapytany, czy nie śnią mu się wymyślone przez niego sceny rodem z horroru powiedział : "Znacznie bardziej przerażająca wydaje mi się nuda lub nijakość". Zdecydowanie trzecia część cyklu do nijakich nie należy. 

Max Czornyj ma wyobraźnię i choć przyznaje, że sam nie czytuje zbyt wielu kryminałów czy thrillerów, tak wie czego oczekują wielbiciele gatunku : ma być realistycznie, mocno i szybko. I taka właśnie jest ta książka. Jedną z najważniejszych cech dobrego thrillera jest wywołanie w czytelniku poczucia realnego zagrożenia i zdecydowanie zabieg ten się powiódł. Najstraszniejsze jest to, że Cztery Iks mógł gdzieś istnieć, lub nawet istnieje. Po ulicach miast chodzą seryjni mordercy i nie jesteśmy w stanie przewidzieć ich ruchów. Wiem, że powieść jest jedynie fikcją literacką jednak zdołała wywołać we mnie zdecydowanie skrajne emocje i strach. 

Mamy akcję, która nawet na chwilkę nie ustaje, krótkie rozdziały z których większość (jeśli nie każdy) zakończonych jest cliffhangerami oraz ciekawych bohaterów, którzy obojętne czy dobrzy Ci źli, są doskonale skrojeni, czegóż chcieć więcej? Ja wam powiem...tylko i wyłącznie kolejnego tomu. Polecam wszystkim wielbicielom gatunku, którzy nie boją się mocnych scen, klimatu gore oraz dużej dozy surrealizmu. 


Tytuł : "Pokuta"
Autor : Max Czornyj
Wydawnictwo : Filia
Data wydania : 17 października 2018
Liczba stron : 448



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 


http://www.wydawnictwofilia.pl/
 
"Podejdź bliżej" Rachel Abbott

"Podejdź bliżej" Rachel Abbott

     Aż ciężko uwierzyć, że to już siódmy tom serii o Tomie Douglasie. Swoją drogą, zastanawialiście się może kiedyś dlaczego część pierwsza w ogóle nie została przetłumaczona na język polski? Dziwne, prawda? Za każdym razem, przed premierą, jak widzę te charakterystyczne okładki, czy to w internetowych reklamach czy na portalach literackich, wprost nie mogę się doczekać kiedy dostanę książkę w swoje ręce. Ból jest prawie, że fizyczny. Rachell Abbott jeszcze nigdy mnie nie zawiodła, wręcz mam wrażenie że z tomu na tom jest coraz lepiej. Mroczny klimat, ciekawi, inteligentni bohaterowie, manipulacja, przemoc domowa wszystko to znajdziecie i w tym tomie, podane jak zwykle w najlepszym wydaniu. A Ci, którzy jeszcze nie mieli okazji poznać Toma, niech się nie przejmują, książka sprawdza się również jako samodzielna powieść.

W parku znalezione zostaje ciało martwej dziewczyny. Do końca nie wiadomo co było przyczyną śmierci, jednak wszystko wskazuje na samobójstwo wspomagane. Mimo zimowej aury, ofiara nie ma na sobie butów, a nic nie wskazuje na to, by przyszła tu na boso wśród hałd śniegu.Również tożsamość dziewczyny pozostaje nieznana.
Callie, pragnąć spełnić marzenie zmarłego dziadka, wykupuje egzotyczną wycieczkę po Azji. Przed wyjazdem rozstaje się ze swoim długoletnim partnerem i nakazuje mu opuszczenie wspólnego mieszkania. Kiedy po jej powrocie mężczyzna nadal okupuje wspólną kanapę, Callie przeprowadza się, do poznanej na wakacjach, starszej pary. Już po kilku dniach okazuje się, że nie są oni tym za kogo się podają.
Sharon, na tydzień przed ślubem, postanawia zrobić coś szalonego. Wymyka się z wieczoru panieńskiego na schadzkę z obcym mężczyzną. Kiedy dociera na miejsce jest świadkiem dziwnego wydarzenia. Od tej pory zaczyna żyć w strachu.

Jak dla mnie, była to najlepsza książka z całej serii, jednak jestem w stanie zrozumieć czytelników, którym nie przypadła do gustu. W przeciwieństwie do swoich poprzedniczek cyklu o Tomie Douglasie, samego Toma oraz jego przyjaciół z posterunku (chociażby mojego ulubionego Jumbo) było tutaj jak na lekarstwo. Córka Toma pojawiła się jedynie w kilku zdaniach, Louise w jednym rozdziale, zresztą podobnie jak Becky, ale jej możemy wybaczyć gdyż jest w zaawansowanej ciąży. Co prawda spotkamy kogoś, kogo się nie spodziewałam i poznamy całkowicie nowych bohaterów jednak jedno jest pewne, to nie policjanci i ich dochodzenie, grają tutaj pierwsze skrzypce. Prawdziwymi bohaterkami tego thrillera są kobiety, które łączył fakt popełnienia jednego błędu w przeszłości, podjęcia jednej złej decyzji, która miała tragiczne konsekwencje. Na początku panował chaos. Historia goniła historię. Przeskakując z rozdziału na rozdział, trudno mi było się połapać o kim w danej chwili czytam. A wystarczyło ponadawać im odpowiednie tytuły : Callie, Thea, Hannah..i wiele innych. Jest to tak kompleksowe dzieło, że na początku obawiałam się (niech autorka wybaczy mi tę chwilę zwątpienia) czy uda się to wszystko połączyć w sensowną całość. Gdzieś w połowie książki zrozumiałam, że Abbott miała wszystko doskonale zaplanowane. Z fabułą było jak z zaplataniem warkocza. Wystarczyło złapać za wszystkie luźne pasma i artystycznie je ze sobą połączyć. A zakończenie? Było jednym z lepszych jakie przeczytałam w całym moim życiu. Z początku nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Potem, już po skończonej lekturze, zdałam sobie sprawę, że było to jedno z tych zakończeń, które mają ogromny wpływ na naszą ocenę całej książki. Z trzech gwiazdek robią pięć. Ze średniej książki, naprawdę dobrą. W moim przypadku było to po prostu zaskakujące, zupełnie niespodziewane dopełnienie równie rewelacyjnej całości.

By czerpać przyjemność z lektury, musicie nauczyć się czytać z przymrużeniem oka. Dla niektórych z was, zachowanie naszych bohaterek, może wydawać się nierzeczywiste, naciągane i naiwne. Pamiętajcie jednak, że każda z tych kobiet znalazła się na życiowym zakręcie. Każda z nich była samotna, nawet jeśli pozostawały w związkach. Nie miały rodziny, bliskich osób, które by o nich dbały i interesowały się ich losem. Bo to, że ktoś z nami mieszka, dzieli łóżko i je przy jednym stole, jeszcze nie znaczy że jest nami prawdziwie zainteresowany. Często boi się lub po prostu nie chce odjeść, przyzwyczaił się do wygody i rutyny. Osoby, które nie są szczęśliwe automatycznie stają się podatne na manipulację. W głębi serca pragną by ktoś je pokochał, zaopiekował się nimi, spełniał zachcianki. A psychopaci tylko na to czekają. Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że możemy stać się obiektem zainteresowania, potencjalną ofiarą.Właśnie to najbardziej mi się w tej książce podobało, że scenariusz jaki spotkał nasze bohaterki był jak najbardziej prawdopodobny. Szczególnie w dzisiejszych czasach. Czasami miałam ochotę krzyczeć, potrząsnąć nimi, sprawić żeby się opamiętały. Innym razem pragnęłam tchnąć w nie odwagę, która umożliwiłaby im podjęcie odpowiednich kroków. Jednak byłam całkowicie bezsilna. Jedyne co mogłam zrobić to czytać i dać się wchłonąć przez tą misternie skleconą fabułę.

 Mniej więcej od połowy książki wiemy "kto" , jednak pozostaje nam odpowiedź na pytanie dlaczego. Pomimo, że poznaliśmy sprawcę to nadal udziela nam się mroczna atmosfera książki. Nie przesadzę jak powiem, że przez cały czas miałam gęsią skórkę. Książka jest pełna niespodzianek. Najgorsze jest to, że pomimo faktu nasycenia akcją, ciężko jest o tej powieści cokolwiek opowiedzieć tak, by nie zdradzić zbyt dużo fabuły. Wszystko jest tu ze sobą tak doskonale połączone, że zdradzenie choćby kilku szczegółów może skończyć się zespojlerowaniem. Książka jest pełna intryg i tajemnic, a jej zakończenie po prostu zwala z nóg.

Jeśli lubicie thrillery psychologiczne, nie straszna wam policyjna robota i nie przeszkadza wam gęsia skórka, to jest to książka dla was. To nie tylko historia "pewnego morderstwa", to również wspaniała opowieść o kobietach, które padły ofiarą manipulacji i przemocy. Jest do zdecydowanie jedna z lepszych części serii o Tomie Douglasie. Gorąco polecam, a przy okazji bytności w księgarni zaopatrzcie się również w pozostałe tomy. Naprawdę warto.

Tytuł : "Podejdź bliżej"
Autor : Rachel Abbott
Wydawnictwo : Filia
Data wydania : 19 września 2018
Liczba stron : 460
Tytuł oryginału : Come A Little Closer

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 


http://www.wydawnictwofilia.pl/
 


"Sędzia w Auschwitz" Kevin Prenger

"Sędzia w Auschwitz" Kevin Prenger

     Uważam, że należy przeczytać każdą książkę, każdy dziennik czy sprawozdanie na temat Holokaustu i II Wojny Światowej. Należy wysłuchać wszystkich relacji naocznych świadków, których z roku na rok jest coraz mniej. Obejrzeć wszystkie filmy dokumentalne i reportaże. Jedyne czego wymaga od nas historia. to pamięci o ludziach, którzy oddali życie za naszą wolność. Bohaterach, którzy śnią w masowych grobach rozsianych po całej Europie. "Sędzia w Auschwitz" to kolejna dołożona przeze mnie cegiełka, z której powoli buduję obraz horroru. Kolejna poznana przeze mnie osoba, działająca jako trybik w wojennej maszynie. Czy Konrad Morgen był zbrodniarzem czy wybawicielem? Czy udało mu się ocalić choć jedno ludzkie życie? Autor książki, Kevin Prenger, stara się odpowiedzieć na te, oraz wiele innych pytań, które się pojawią podczas czytania. 

Konrad Morgen był sędzią SS, do którego głównych zadań należała walka z korupcją oraz "nielegalnymi" morderstwami w obozach koncentracyjnych. W ramach swoich obowiązków odwiedził takie miejsca jak Buchenwald, Auschwitz czy Płaszów. Z ośmiuset prowadzonych przez niego spraw ponad 200 zakończyło się wyrokami skazującymi. Już po wojnie, oczyszczony z zarzutów o popełnieniu zbrodni wojennych, brał udział w procesach norymberskich oraz oświęcimskich ,w charakterze światka. Pracował jako adwokat. 

Muszę przyznać , że nie spodziewałam się, że komendanci czy strażnicy w obozach koncentracyjnych, podlegali jakiemuś prawu. Miejsca te kojarzyły mi się z terrorem, samowolką, okrucieństwem i nieludzkimi praktykami, które były usankcjonowane odgórnie. Wszak więźniowie nie byli traktowani jak ludzie lecz zwierzęta, które można bezkarnie poprowadzić na rzeź.  I mało się w tej kwestii pomyliłam. Bo choć okazało się, że prawo istnieje, to niestety było ono związane ze sferą ekonomiczną a nie praw człowieka. Konrad Morgen, nie wizytował obozów, by skazywać brutalnych strażników, człowiek ten zajmował się korupcją i działaniami na które nie było przyzwolenia Hitlera. Choć większość komendantów, dostawała zgodę na egzekucje i eksterminację więźniów, tak zdarzały się przypadki, że mordowano z zimną krwią, nie ze względów ideologicznych a z własnych psychotycznych pobudek, dla sportu lub w odwecie za doznane krzywdy. Na to przyzwolenia nie było, a przynajmniej tak zeznaje nasz bohater. Zastanawiamy się jedynie czy kłamie by ocalić skórę, czy jednak jest w nim ziarenko człowieczeństwa?
Konrad Morgen wizytował Buchenwald, Auschwitz oraz wiele innych niemieckich obozów koncentracyjnych. W każdym z nich spotykał się z łamaniem praw ludzkich, wyzyskiem, śmiercią. Sam mówił, że choć nie walczył z wolą Hitlera, którego celem była czystość rasowa, to  działał metodą małych kroczków. Skazując za nadużycia i korupcję, wsadzał do więzienia ludzi, którzy byli bezpośrednio odpowiedzialni za Holokaust. Swoją przynależność do SS tłumaczył faktem, że po prostu nie było innego wyboru, każdy kto chciał coś osiągnąć, czy chociażby móc kontynuować studia, musiał zapisać się do partii. Mówił, że wypełniał jedynie swoje obowiązki, nie biorąc udziału w życiu publicznym, nie był aktywny partyjnie. Autor dzieła, choć wydaje się być bezstronny, za wszelką cenę szuka haków. Na początku myślałam, że głównym założeniem tej książki, było przedstawienie sylwetki sędziego SS. Jak na książkę naukową, jednak zbyt dużo tutaj piętnowania,  i udowadniania (często na siłę) winy, która wcale nie jest tak oczywista. 

Podążając śladami Morgena, poznajemy życie obozowe, które było horrorem w czystej postaci. Zdarzały się jednak miejsca, o zmniejszonym rygorze, większej wolności. To właśnie tam, kwitł czarny rynek między strażnikami, więźniami i lokalną społecznością. Osadzeni pracujący w magazynach kradli żywność, uprzednio skonfiskowaną nowym "transportom", zabierali ubrania tych co poszli do gazu. Cenioną walutą był alkohol i papierosy. Za karton cygaretek można sobie było kupić "wyjście" do części kobiecej czy dodatkową rację żywnościową. Choć nie było tak jak sądził Morgen "że obozy były jak sanatoria" jednak w niektórych dało się żyć, a nawet mieć na tyle siły by zdołać uciec. Autor przytacza również przykład więźnia, który nie chciał wracać do domu, gdyż tam byłoby mu gorzej, w obozie przynajmniej ma jedzenie. Jednak odwiedziliśmy również miejsca , gdzie stosowano tortury zarówno te fizyczne i psychiczne, gdzie piece krematoryjne dymiły dzień i noc, a stosy trupów leżały pod ścianami czekając na pochówek. Hass w Auschwitz, który wielokrotnie gwałcił jedną z więźniarek, okrutny Goth z Płaszowa, strzelający do kobiet i dzieci, Ilse z Buchenwaldu, której więźniowie zbudowali halę do jazdy konnej, a ona mimo to ćwiczyła ich szpicrutą, wszyscy oni to bohaterowie tej książki. Republika Weimarska była państwem normatywnym, gdzie obowiązywały narzucone obywatelom prawa i kodeksy. Wraz z pojawieniem się Hitlera pojawił się również system prerogatyw, to słowo najwyższego wodza stawało się prawem. Stan ten stworzył dobry klimat dla wszelkiej maści psychopatów i dewiantów, którzy mordując innych mogli zaspokajać swoje chore fantazje. 

Oprócz śledztw i procesów sądowych prowadzonych w obozach koncentracyjnych, książka opowiada również o czasach powojennych. Czasach denazyfikacji. Był to okres kiedy wszystkim się śpieszyło. Świat domagał się ukarania winnych. Już wtedy, podobnie jak to było w czasach Guantanamo, armia Stanów Zjednoczonych stosowała nie do końca legalne praktyki podczas przesłuchań. Trzymali więźniów w przegrzanych celach, zmuszali do picia benzyny. Świadków nakłaniali do zmuszania fałszywych zeznań. Ofiarą tego pośpiechu padł również Konrad Morgen i choć działałoby to na jego korzyść, nie podpisał podsuniętych mu dokumentów. 

Trzeba przyznać, że Kevin Prenger, zadał sobie dużo trudu by zebrać materiał na książkę. Tekst jest doskonale opisany, źródła wyszczególnione i jest ich naprawdę dużo. W dzisiejszych czasach, kiedy większość pisarzy bazuje na tym co wyczyta w internecie, jest to naprawdę rzadkie. Autor lubi swoje literki i statystyki. Wystarczy spojrzeć na którąkolwiek stronę a zobaczycie, że roi się na niej od nazw własnych, imion i dat. Jak na mój gust było troszkę zbyt naukowo, encyklopedycznie. Zazwyczaj sięgając po książki o tematyce Holokaustu, wiem czego się spodziewać, i odpowiednio wcześniej wkładam zbroję. Teraz nie poczułam większych emocji. Nadal była to tragedia milionów , jednak zmieniona w matematykę. Wciąż uważam , że warto przeczytać, chociażby ze względu na prawdę, którą przekazuje. Polecam.


Tytuł : "Sędzia w Auschwitz"
Autor : Kevin Prenger
Wydawnictwo : Replika
Data wydania : 7 sierpnia 2018
Tytuł oryginału : Een Rechter In Auschwitz


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 

https://replika.eu/


"Szukam właśnie Ciebie" Agnieszka Olejnik

"Szukam właśnie Ciebie" Agnieszka Olejnik

Są wakacje, mam urlop więc postanowiłam sięgnąć po literaturę lekką, łatwą i przyjemną. Zachęcona dobrymi opiniami czytelniczek odnośnie książek Agnieszki Olejnik, mój wybór padł na"Szukam właśnie Ciebie". Byłam bardzo zaskoczona, kiedy okazało się, że w moje ręce trafiło coś więcej niż romans obyczajowy. Najnowsza powieść autorki to istny miks gatunków. Do ciekawej warstwy obyczajowej dodano szczyptę kryminału, powieści psychologicznej, suspensu. Spodziewałam się cukierkowej historii o młodej dziewczynie szukającej prawdziwej miłości a dostałam a dostałam mądrą opowieść, poruszającą, ważne i często kontrowersyjne tematy. Moje pierwsze spotkanie z autorką z pewnością nie mogę zaliczyć do lekkich i łatwych, jednak zdecydowanie było ono przyjemne. 

Olga Borecka, 25 latka wychowana w domu dziecka, mieszka wraz z nastoletnim bratem. Pewnego dnia chłopak znika. Policja jest bezradna. Młoda kobieta postanawia na własną rękę odszukać Kubę. Kilka tygodni później w miasteczku pojawia się Oskar. Nikt nie wie kim jest ten tajemniczy mężczyzna oraz dlaczego postanowił tutaj zamieszkać. Olga od samego początku czuje pociąg do przystojnego nieznajomego. Z dnia na dzień zaczynają spędzać ze sobą coraz więcej czasu. Choć pomiędzy dwójką młodych ludzi zaczyna kiełkować uczucie, Olga ma wrażenie, że Oskar coś przed nią ukrywa. 

Tym razem, przed sięgnięciem po tę książkę, nie zdążyłam przeczytać żadnych opinii na jej temat. Jednak mogę się założyć, że czytelniczki (i czytelnicy) używają takich słów jak : życiowa, wzruszająca, porywająca czy intrygująca. Zapewne spotkam się z opiniami, że nasi bohaterowie są jak ja czy Ty, mogliby być praktycznie każdym kogo mijamy na ulicy. Nie zgadzam się z tym. Choć znam wielu ludzi, z różnych środowisk i warstw społecznych, to jeszcze nie spotkałam się z kimś tak poszkodowanym przez los jak Olga. Zaczęło się od ucieczki ojca, który wyjechał do Hiszpanii i tam słuch po nim zaginął. Wydarzenie to sprawiło, że matka dziewczyny poznała smak alkoholu, który to nałóg doprowadził ją do samobójstwa. Olga wraz z bratem umieszczona została w domu dziecka gdzie padła ofiarą molestowania przez rówieśników. Już jako pełnoletnia kobieta nie mogła trafić na prawdziwą miłość, pokochała mężczyznę czułego i inteligentnego, jednak żonatego. A na domiar złego młodszy brak, którego zabrała z sierocińca, sprawia problemy wychowawcze. To oczywiście nie koniec pasma nieszczęść, które dotknęły dziewczynę jednak nic więcej nie zdradzę, gdyż boję się że wiedząc zbyt wiele nie sięgniecie po tę powieść. Zgadzacie się ze mną, że ogrom tragedii, które spadły na jednego bohatera jest przerażający? Dodam, że osób, które zostały dotknięte przez los jest tutaj kilka. Nawet postaci drugoplanowe żyją w swoim małym rodzinnym piekiełku. Patrząc po okładce miało być słodko i miło, a jest mrocznie i dziwnie. Śmierć jednego z bohaterów jest opisana w taki sposób, że przeszły mnie ciarki a tematy poruszane w książce sprawiły, że poczułam prawdziwą złość. Czy nadal uważacie, że Olga, Oskar czy Kuba mogliby być waszymi sąsiadami? Ta przesada w biografii naszych bohaterów sprawiła, że cały czas wiedziała, że mam do czynienia z fikcją literacką. Jednak nie jest to minusem, po prostu sprawiło, że nie podchodziłam do powieści zbyt emocjonalnie, nie poczułam więzi z bohaterami. Mogłam skupić się na problemach poruszonych przez autorkę, o których później dyskutowałam wraz z mężem. A było tego sporo.

Czy wiecie czym jest "pamięć tkankowa"? Claire Sylvia,  której przeszczepiono serce młodego motocyklisty, po operacji nabiera niezwykłej ochoty na nielubiane wcześniej piwo. Chora na mukowiscydozę Dottie O’Connor, cierpiąca niegdyś na lęk wysokości, pozbywa się go całkowicie, gdy jej życie ratuje transplantacja płuc pobranych od alpinisty. Badacze zjawiska nazwanego pamięcią komórkową czy pamięcią narządów odnotowali nawet przypadek zmiany orientacji seksualnej – u 27-letniej lesbijki, która po zabiegu postanowiła związać się z mężczyzną. Przyczyną miało być jej nowe, oczywiście heteroseksualne serce.Czy jest możliwe, że w przeszczepionych organach znajduje się, część "duszy" dawcy? Choć jest to temat ciekawy i skłaniający do dyskusji to obawiam się, że pomimo naukowych "dowodów", nigdy nie będziemy w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Większość lekarzy uważa, że "pamięć narządów" to bzdura, osobiście jestem podobnego zdania. Moja wątroba może pamiętać studenckie czasy i zdecydowanie ma to wpływ na jej funkcjonowanie, jednak nie uważam by organy przenosiły wspomnienia. Agnieszka Olejnik porusza temat "pamięci tkankowej" jednak mogę powiedzieć, że zaledwie go dotyka a nie analizuje. Przyznam, że autorka mnie zainteresowała, sprawiła że zaczęłam szukać, googlować, chciałam dowiedzieć się jak najwięcej bo temat ten, sami przyznacie, jest niezwykle fascynujący. Jest to coś nowego, co nie często pojawia się w literaturze beletrystycznej. 

Kolejnym kontrowersyjnym tematem poruszonym w książce jest pedofilia. Jest to grząski, niesmaczny, przerażający i niezwykle trudny teren, na który większość autorów albo boi albo po prostu nie chce się zapuszczać. Autorka nie dość, że podjęła wyzwanie to jeszcze nie bała się zamieszczenia opisów aktów seksualnych, w których jedną ze stron był młody mężczyzna. Czytając to dziękowałam Bogu, że mam do czynienia tylko z fikcją literacką, lecz jednocześnie poczułam smutek na myśl o tym, że gdzieś teraz na świecie gwałcone są dzieci, nastolatkowie dokonują złych wyborów, trwa handel ludźmi. I choć powstają różnego rodzaje organizacje i programy, choć działa policja i straż obywatelska, to proceder ten nadal trwa i trwać będzie. 

Choć autorka znana jest z pisania książek o miłości,w "Szukam właśnie Ciebie", jest jej jak na lekarstwo. W rzeczywistości jest to powieść o stracie, rozczarowaniu i poszukiwaniach uczucia, które być może wcale nie istnieje. Spodziewałam się tego, że książka mnie wzruszy. Przygotowałam sobie zawczasu chusteczki higieniczne, na "tak w razie czego". Muszę przyznać, że owszem zostałam poruszona jednak nie w nostalgiczny sposób typowy dla powieści o miłości. Jestem zła. Jestem zła na to, że świat jest pełen zwyrodnialców, którzy żyją wśród nas. To właśnie oni mogą być naszymi sąsiadami, współpasażerami w windzie wiozącej nas do  biur w wieżowcach korporacji. Tacy ludzie nie musieli mieć trudnego dzieciństwa, większość z nich nie dotknęła żadna tragedia. Choć na nich patrzymy, rozmawiamy z nimi, to nie jesteśmy w stanie zauważyć przesłanek, że dzieje się coś niedobrego. 

"Szukam właśnie Ciebie" to książka, która była dla mnie wielkim zaskoczeniem. Autorka zna się na tym co robi. Pierwszoosobowa narracja prowadzona z perspektywy trójki głównych bohaterów pozwala nam na pełen ogląd sytuacji. "Spowiedź" Oskara była prawdziwym majstersztykiem a środowisko, z którego się wywodził odwzorowane w tak rzeczywisty a jednocześnie karykaturalny sposób, że nie pozostawało mi nic innego jak czytać z zachwytem. Nie jest to typowa książka dla kobiet. Mamy tutaj morderstwo, śmiertelny wypadek, porwanie, pedofilię. mamy nawet 23-letnią dziewicę, a to jest bardziej niespotykane w dzisiejszych czasach niż smoki. Jest zagadka, tajemnica, zbrodnia i choć to wszystko podane jest w wersji soft to nadal wciąga bez reszty. Przeczytałam za jednym posiedzeniem. Polecam.


Tytuł : "Szukam właśnie Ciebie"
Autor : Agnieszka Olejnik
Wydawnictwo : Filia
Data wydania : 20 czerwca 2018
Liczba stron : 400


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :



http://www.wydawnictwofilia.pl/
 




"Złodziej kości" Luca Veste

"Złodziej kości" Luca Veste

Choć Luca Veste jest dość znanym angielskim pisarzem, dopiero "Złodziej kości" doczekał się swojego polskiego tłumaczenia. Jest to również moje pierwsze spotkanie z autorem, jednak zachęcona opiniami  kolegów, którzy czytali książki w oryginale, postanowiłam dać mu duży kredyt zaufania. Szczególnie, że akcja najnowszej powieści dzieje się w Liverpoolu, mieście które darzę ogromnym sentymentem (drużynę piłkarską również). Dodatkowym wabikiem była informacja, że bohaterami książki jest czwórka chłopców, którzy postanawiają odwiedzić opuszczony tunel w poszukiwaniu Kościucha. Moje pierwsze skojarzenie : "To" Stephena Kinga, kanały, przyjaciele, tajemnica i niebezpieczeństwo. Choć nie spodziewałam się, że ktoś napisze lepszą powieść od mojego literackiego idola to nastawiłam się na prawdziwą jazdę bez trzymanki.

Czwórka nastolatków wyruszyła do lasu w poszukiwaniu Kościucha, potwora z dziecięcej rymowanki. Wróciło ich tylko troje. Dwadzieścia lat później policja znajduje błąkającą się kobietę, która twierdzi, że uciekła potworowi z "lasu". Detektyw Henderson jest przekonana, że te dwie sprawy coś łączy. Kiedy odnalezione zostaje kolejne ciało jest już przekonana, że tajemnicze monstrum z lasu jest człowiekiem z krwi i kości. 

Jak mówią "każda legenda ma w sobie ziarno prawdy". Psychopaci również znają bajki, byli kiedyś dziećmi, którym mama czytała do poduszki. Przyznam, że pomysł napisania książki o seryjnym mordercy, dla którego wzorem i inspiracją była postać z bajki jest przerażający. Takie historie mają straszyć naszych podopiecznych, grać na ich uczuciach, zmuszać do posłuszeństwa. Ich celem nie jest przerażanie. Zarówno my rodzice, jak i dzieci, choć zdadzą sobie z tego sprawę dopiero w pewnym wieku, wiedzą, że jest to tylko urban legend. Umyjemy zęby czy posprzątamy pokój i już Kościuch nie przyjdzie, A nawet jak będziemy troszkę niegrzeczni to i tak mama nas obroni. A co jeśli Kościuch jest prawdziwy? Co jeśli to nasza mama stanie się jego ofiarą? Jeśli zwykły straszak na drobne nieposłuszeństwa okaże się prawdziwym horrorem? Swoja drogą długo się zastanawiałam czy ta książka w wersji typowej powieści grozy miałaby inny, może nieco głębszy wymiar? Zastanawia mnie dlaczego autor powołał Kościucha do życia, ożywił legendę, pozbawił go mityczności zamiast postawić na przenikanie się dwóch światów : tego rzeczywistego, który znamy, z tym mrocznym światem naszych koszmarów. Do właśnie takich książek przyzwyczaił mnie Stephen King. Na tym samym pomyśle bazowała świetna produkcja Netflixa, "Stranger Things". Oczywiście thriller również jest gatunkiem, po który sięgam chętnie, jednak przez cały czas lektury czekałam na coś, co wiedziałam, że nie nastąpi, na prawdziwego Kościucha.

Już zdążyłam się przyzwyczaić, że detektywi w powieściach wszystkich gatunków, to zazwyczaj osoby pokrzywdzone przez los, nękane przez demony lub po prostu tacy którym nie wyszło (w życiu, miłości, kartach, wpisz odpowiednie). Również Louise Henderson to osoba, która ma przeszłość przez duże P. To typowy samotnik. Jej jedynym przyjacielem jest partner (oczywiście ten w pracy) Paul Shipley. Często zadawałam sobie pytanie czy Louise jest odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu. Pomimo całego współczucia, którym ją obdarzyłam, niestety nie udało mi się wzbudzić do niej sympatii. Mało tego. Zaczęłam się zastanawiać, co jest prawdą a co wymysłem detektyw Henderson. Oczywiście, przekonanie kogoś, że Kościuch nabrał ludzkich kształtów i pałęta się po lesie, kiedy za jedyny dowód mamy zbrodnię sprzed lat, może być zadaniem karkołomnym, jednak momentami mi się zdawało, że nasza pani detektyw posuwa się za daleko. I niestety spełnił się smutny scenariusz : jeśli nie zaskoczyło pomiędzy czytelnikiem a głównym bohaterem, to jest jedynie mały procent szans na to, że książka mi się spodoba. Co prawda czytałam z zainteresowaniem jednak bardziej było to skakanie z wątku na wątek niż prawdziwe zaangażowanie. Najbardziej jednak boli fakt, że "Złodziej kości" miał jeden z najbardziej mrocznych, przerażających i wywołujących dreszcze na karku, początków. Z ręką na sercu mogę przyznać, że pierwsze kilka stron wywołało u mnie głęboki niepokój. Niestety potem to uczucie stopniowo odpuszczało. Przy zakończeniu adrenalina delikatnie podskoczyła jednak nie był to skok spektakularny. Niestety książka ta była przegadana i nudnawa. Zabrakło tej iskry, która powinna cechować dobre kryminały. Było dziwnie, ale nic ponad to. Jest jedno angielskie słowo, które doskonale odda klimat tej powieści : creepy, co znaczy jednocześnie powolny i przyprawiający o gęsią skórkę. 

Luca Veste, zanim napisał tę samodzielną powieść, był autorem cyklu kryminalnego. Choć nie czytałam poprzednich książek to z przykrością muszę stwierdzić, że stworzenie dzieła pełnego i zwartego, niestety przewyższyło jego możliwości. Chociażby postać detektyw Henderson. Przez cały czas trwania powieści coś ukrywała, jakiś mroczny sekret, który do końca nie został odkryty. Wydawała się zimna i antypatyczna. Do tej pory nie wiem kim była nasza główna bohaterka i wiedząc że nie będzie kontynuacji, nigdy się tego nie dowiem. Na plus dodam, że osoby które znają Liverpool będą zachwycone. Widać, że jest to miasto, które autor kocha miłością szczerą i wielką (a szczególnie jego południową stronę). Przypomniał mi o miejscach, które odwiedziłam, anegdotkach, które usłyszałam i ludziach, którzy stamtąd pochodzą. Właśnie za  te parę przywołanych wspomnień ocena książki pójdzie o stopień wyżej. 

Zaczęło się z siłą wodospadu a skończyło ciurkaniem z kranu. Autor powieści wie co robi, ma świetny warsztat, słownictwo i potrafi oddać klimat powieści. Środek lasu był naprawdę środkiem prawdziwego, mrocznego, przerażającego lasu, niby blisko od cywilizacji a w rzeczywistości bardzo od niej daleko. Jednak zabrakło tutaj wigoru, wiarygodności, całość wydawała się rozlazła. Zabójstwa były przypadkowe, wręcz losowe, trudno było znaleźć jakiekolwiek połączenie pomiędzy ofiarami. I właśnie chyba tylko to, to poszukiwanie wspólnego środka, zmuszało mnie do przewracania stron. Polecam wytrwałym.


Tytuł : "Złodziej kości"
Autor : Luca Veste
Wydawnictwo : Filia
Data wydania : 25 kwietnia 2018
Liczba stron : 464
Tytuł oryginału : The Bone Keeper


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 


http://www.wydawnictwofilia.pl/


"Uprowadzona" Charlie Donlea

"Uprowadzona" Charlie Donlea

     Przy okazji czytania debiutu Charliego Donlea "Dziewczyna z Summit Lake" (recenzja tutaj "Dziewczyna z summit lake") wypunktowałam parę błędów i liczyłam na to, że przy okazji następnej powieści dostanę coś jeszcze lepszego z mniejszą ilością  niedociągnięć. Autor mnie nie zawiódł i dokonał fenomenalnego progresu zarówno pod względem stylu, motoryki fabuły oraz charakterystyki postaci. Wierzę, że nazwisko Donlea już niedługo stanie się znane wszystkim fanom thrillerów. "Uprowadzona" to kompleksowa, mroczna powieść z zaskakującym finałem, którą czyta się z zapartym tchem. To książka z gatunku tych, które działają lepiej niż najmocniejsza kawa. 

Tuż po ukończeniu szkoły średniej Nicole i Megan wraz z grupą znajomych wybierają się na doroczne ognisko organizowane na brzegiem pobliskiego jeziora.  Następnego dnia okazuje się, że obie dziewczyny nie wróciły do domu. Policja wszczyna poszukiwania, które jednak nie przynoszą rezultatów. Dwa tygodnie później, Megan wraca do domu. Cały Stan się cieszy, że młodej kobiecie
udało się uciec. Rok później Megan wraz ze swoim psychoterapeutą wydaje książkę, w której opisuje czas który spędziła w niewoli oraz ucieczkę. Autorka wierzy, że dzięki swojej pracy da nadzieję na powrót do normalnego życia innym ofiarom porwań, które borykają się ze strasznymi wspomnieniami. Jednak cały czas nie może zapomnieć o Nicole, koleżance z liceum, która nie została odnaleziona. Siostra Nicole, stażystka patologii na Wydziale Medycyny Sądowej, na własną rękę stara się odnaleźć porwaną. Megan zamierza jej pomóc. 

Uwielbiam sposób w jaki autor poprowadził narrację. Otóż biegnie ona dwutorowo, raz w teraźniejszości, raz cofając się do wydarzeń rozegranych ponad rok wcześniej. Wydawnictwo, by ułatwić czytelnikowi przeskoki w czasie, zdecydowało się użyć kursywy dla przeszłych zdarzeń, dzięki temu nie było tutaj niepotrzebnego chaosu i zamieszania.  Akcja zaczyna się na wydziale patologii, gdzie pracuje nasza główna bohaterka Livia. Jedną z przyczyn, dla których wybrała tak niepopularną specjalizację, jest chęć poznania przyczyn uprowadzenia jej siostry. Chce poznać odpowiedzi na nękające ją od roku pytania o to co spotkało nastolatkę. Choć wierzy, że dziewczyna żyje chce być przygotowana na najgorsze. Ta część książki jest wstępem, typową rozgrzewką przed późniejszymi, skomplikowanymi i zaskakującymi zwrotami akcji. Jeszcze w żadnej książce, nie miałam do czynienia z taką ilością ciał, widzianych zarówno od zewnątrz jak i od środka. Do tej pory nie zdawałam sobie sprawę, jak trudna, męcząca i niewdzięczna musi być praca patologa. Są to ludzie, którzy kroją, mierzą, robią badania toksykologiczne na ludziach, których ciała są często w stanie zaawansowanego rozkładu, ciałach rozczłonkowanych, gnijących topielcach. I Ci lekarze, przez cały czas muszą pamiętać, że to nadal człowiek, osoba która ma rodzinę czekającą na odpowiedzi na nękające ją pytania. Jeśli nie macie mocnych nerwów, widok ludzkich wnętrzności budzi w was odruch wymiotny lub sprawia, że mdlejecie, to radzę odpuścić sobie tę pozycję. Jest to książka dla wielbicieli mocnych wrażeń. 
Pomiędzy obrazki z autopsji autor zręcznie wplótł retrospekcje, dzięki którym możemy się dowiedzieć jak doszło do porwania obu młodych kobiet i co było jego przyczyną. Jest to równocześnie próba spojrzenia na wydarzenia z perspektywy nastolatek, zabieg niezwykle udany, pozwalający na dogłębne poznanie naszych bohaterów. 

Rzadko się zdarza, że praktycznie od samego początku, porwana osoba wzbudza we mnie irytację i pomimo najszczerszych chęci nie potrafię wzbudzić w sobie do niej sympatii. A taka właśnie była Nicole : zadufana w sobie, arogancka, nie licząca się ze zdaniem innych i nawet fakt, że była inteligentna nie miał wpływu na mój odbiór jej osoby. Dlatego nie dziwi mnie , że o jej porwaniu świat szybko zapomniał. Wiem, że to brzmi okrutnie jednak Nicole po prostu nie dało się lubić. Jej przeciwieństwem jest Livia, osoba ambitna, z aspiracjami, która zrobi wszystko by dowiedzieć się co spotkało jej siostrę. Czas z nią spędzony jest czasem dobrze wypełnionym, gdzie nie ma chwili na nudę. W przeciwieństwie do Nicole, której życie wypełnione było piciem kolorowych drinków i podrywaniem szkolnych kolegów, Livia zajmowała się konkretnymi działaniami i to sprawiało, że akcja książki utrzymywała stałe tempo. To właśnie ona była katalizatorem całej powieści.
Jednak cieszę się, że poznałam obie kobiety. Autor pokazał mi, że da się wyjść poza utarty schemat : ofiary jako osoby pełnej zalet wszelakich. Przecież przypadki i nieszczęścia chodzą po wszystkich ludziach bez względu na ich charakter. I o tym musimy pamiętać. 


Choć, jak napisałam, fragmenty gdzie towarzyszyłam Livii, zdecydowanie należą do moich ulubionych, to również sesje terapeutyczne Megan i zastosowana wobec dziewczyny metoda hipnozy, wzbudziły moje szczere zainteresowanie. Jak patrzyłam na leżącą na kozetce młodą kobietę to poniekąd czułam się jak podglądacz, obcy podczas sesji ofiary z psychologiem. Chłonęłam każdy moment nie mogąc się doczekać co Megan nam wyjawi, jakie fakty zostaną odsłonięte. Czy dziewczyna przypomni sobie co wydarzyło się rok temu? I właśnie tutaj doszłam do małego niedociągnięcia, które miało wpływ na mój odbiór książki, a mianowicie okres pomiędzy porwaniem a teraźniejszością wydawał się zbyt krótki na liczbę zdarzeń, które się w jego trakcie wydarzyły. Przez te 12 miesięcy Megan zdążyła wyleczyć się z traumy i napisać książkę, Livia dostała się na patologię i dostała staż dokładnie tam gdzie chciała, wszyscy przyjaciele zapomnieli o zaginionej dziewczynie i odniosłam wrażenie jakby cała sprawa została już dawno pogrzebana w archiwum. A przecież to tylko rok, wspomnienia i uczucia powinny być świeże jak pomidory na targu. 

Od jakiegoś czasu, ze względu na złe wspomnienia, boję się sięgać po książki ze słowem "dziewczyna" w nazwie, a przecież oryginalny tytuł powieści Donlea to : "The girl who was taken". Całe szczęście tym razem obyło się bez zgrzytania zębami gdyż w moje ręce trafił naprawdę dobry thriller. Kiedy już mi się wydawało, że wiem kto stoi za wszystkimi porwaniami, kiedy myślałam że już, już udało mi się złapać koniec sznurka, to fabuła robiła zwrot o 180 stopni, a ja wracałam do punktu wyjścia. No powiedzcie, któż z nas tego nie uwielbia? No i ten mroczny, piwniczny klimat starych rozsypujących się budynków ze smutną lecz jednocześnie fascynującą historią. Polecam. 

Tytuł : "Uprowadzona"
Autor : Charlie Donlea
Wydawnictwo : Filia
Data wydania : 23 maja 2018
Liczba stron : 500
Tytuł oryginału : The Girl Who Was Taken


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :
http://www.wydawnictwofilia.pl/

"Dawna znajoma" Laura Marshall

"Dawna znajoma" Laura Marshall

     Na pewno nie raz dostaliście zaproszenie do grona znajomych na facebooku od osoby z którą nie kontaktowaliście się od lat. Sama ostatnio takie dostałam i muszę powiedzieć, że byłam zaskoczona, że ktoś z kim mój kontakt ograniczył się do kilku spotkań kilkanaście lat temu, nadal o mnie pamięta. Jednak jak byście zareagowali jeśli w waszej skrzynce odbiorczej pojawiłoby się zaproszenie od osoby, która zmarła ponad dwadzieścia lat temu? Zamieszczając właśnie taki opis książki, wydawnictwo Filia skutecznie zachęciło mnie do sięgnięcia po tę powieść i muszę przyznać, że do samego końca moja ciekawość była utrzymywana na najwyższym poziomie.

Pewnego dnia Louise w swojej skrzynce odbiorczej na facebooku znajduje zaproszenie do grona znajomych od Marii Weston. Kilkadziesiąt lat wcześniej, jeszcze w szkole średniej, obie kobiety były na najlepszej drodze do zostania najlepszymi przyjaciółkami dopóki na światło dzienne nie wyszedł sekret Marii. Za sprawą szkolnych koleżanek i niepochlebnej opinii o nowej uczennicy, która przywędrowała za Marią z poprzedniej szkoły, Louise rezygnuje z zacieśnienia więzów i odtrąca nową koleżankę. Podczas balu na koniec szkoły dziewczyna wraz z resztą paczki szykuje coś co jeszcze bardziej ośmieszy Marię. Niestety z pozoru błaha zabawa kończy się śmiercią ofiary. Choć
policja nigdy nie odnalazła ciała, dziewczyna została uznana za martwą. Aż do teraz.

Jak dobrze wiecie od zawsze fascynował mnie temat mediów społecznościowych, dlatego koniecznie musiałam sięgnąć po tę książkę (oczywiście było jeszcze parę innych powodów).  Tym razem autorka skupiła się konkretnie na facebooku, którego fenomen trwa już od dobrych paru lat i nic nie wskazuje na to by cokolwiek miało się w tym temacie zmienić. Ba, ludzie z coraz większą niefrasobliwością traktują to medium, dzieląc się swoją prywatnością z całym światem, bo chociaż wymysł Zuckerberga posiada zabezpieczenia, to nie trzeba być światowej klasy hakerem by wyciągnąć stamtąd wszystkie informacje, które nas interesują. Nie zdajemy sobie sprawy, że nie tylko nasi "przyjaciele" przeglądają publikowane przez nas posty. Facebook to również miejsce odwiedzane przez naszych wrogów czy różnego rodzaju psychopatów, kryjących się pod fałszywymi tożsamościami. Choć doskonale zdajemy sobie sprawę z zagrożeń, nadal żyjemy w przeświadczeniu, że akurat nas nic złego nie spotka. Chęć pochwalenia się zagraniczną wycieczką, przystojnym mężem czy utalentowanymi dziećmi góruje nad wszystkim innym. Bo czyż nie po to zakładamy portale na mediach społecznościowych by się pokazać, zaspokoić własną próżność? Móc powiedzieć : patrzcie mi się udało? Każdy kto myśli, że jest bezpieczny w sieci powinien sięgnąć po książkę Laury Marshall. Oczywiście po przeczytaniu nie skasujemy od razu naszego konta i nie wycofamy się z wirtualnego świata, jednak sprawi ona, że dwukrotnie się zastanowimy przed opublikowaniem kolejnego zdjęcia naszego bobasa na golasa , czy informacji o wyjeździe na wakacje (tak złodzieju, zapraszamy).

Kolejnym ważnym tematem, który porusza autorka są relacje pomiędzy nastolatkami. Doskonale pamiętam tę burzę hormonów, która walczyła we mnie ze zdrowym rozsądkiem jak miałam kilkanaście lat. Tak zwany okres buntu, za który chcę przeprosić moich rodziców. Teraz z perspektywy czasu wiem, że to czego wtedy pragnęłam najbardziej w życiu to akceptacja moich rówieśników, bycie takim jak reszta mojej paczki. Bo tym co najbardziej przeraża nastolatka jest pozostanie na uboczu, bycie innym, naznaczonym. By zdobyć szacunek i przyjaźń jest w stanie zrobić naprawdę wiele, nawet stać się zupełnie inną osobą, zmienić swój światopogląd i własne ja. Bycie odtrąconym przez szkolnych kolegów ma wielki wpływ na psychikę młodych ludzi i może mieć przykre konsekwencje w dorosłym życiu. Czas, kiedy chodzimy do szkoły, to okres kiedy rozwija się nasza psychika i cechy osobowościowe. To czy jesteśmy akceptowani przez grupę ma wpływ na naszą pewność siebie i nasze późniejsze wybory życiowe. Mam wrażenie, że autorce udało się zgłębić psychikę młodych ludzi. Nie wiem czy było to możliwe na zasadzie obserwacji otoczenia , własnych dzieci, czy może sama autorka zna ten problem z autopsji. W każdym bądź razie wyszło realistycznie i wiarygodnie. Choć moje córki jeszcze wiele długich lat będą żyły w nieświadomości czy jest ten sławny bunt nastolatków, to ja już na samą myśl o nim zaczynam się bać. I autorka mi ten strach uświadomiła co da mi czas na przygotowanie i podjęcie stosownych kroków, jakimi jest chociażby uświadamianie naszych dzieci i szczera rozmowa.

Z początku myślałam, że "Dawna znajoma" będzie jednym z tych thrillerów, gdzie akcja rozgrywa się w środowisku rozpuszczonej angielskiej młodzieży, klimatach za którymi średnio przepadam. Owszem  część powieści osadzona jest we współczesności, a część opowiada o czasach szkolnych naszej głównej bohaterki, jednak opisy  wygłupów i imprez oraz zachowań typowych dla bogatych nastolatków, nie zdominowały powieści. Duży nacisk został położony na fakt, jak wydarzenia z przeszłości wpłynęły na życie naszych bohaterów i ich rodzin. Troszkę żałuję, że autorka wypowiada się jedynie z perspektywy Louise. Chętnie poznałabym myśli innych postaci wymienionych w książce : Sophie, Matta czy Sama. Jednak zdaję sobie sprawę, że dopuszczenie ich do głosu przekształciłoby książkę ze znakomitego, trzymającego w napięciu thrillera w książkę psychologiczno-obyczajową z dreszczykiem a ja jednak wolę jak napięcie związane z czytaniem książki jest cały czas podsycane. Laura Marshall, choć to jej debiut literacki, sprawiła że poczułam przyjemny dreszczyk na karku, a zwroty akcji doprowadziły do sytuacji, że każdy z bohaterów stał się podejrzanym. W mojej głowie pojawiały się coraz to nowe, często groteskowe scenariusze, lecz
niestety (a może i stety) żaden z nich się nie sprawdził. Zakończenie do samego końca pozostało dla mnie zagadką. 

Cały czas podczas czytania tej powieści na usta cisnęło mi się jedno zdanie: "co za książka!!!". Porywająca, szokująca, typowy "zarywacz nocy" a do tego niezwykle aktualna, na czasie. Na rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej książek, których tematem są media społecznościowe, dlatego znaleźć coś oryginalnego jest rzeczą coraz trudniejszą. Muszę przyznać, że Marshall udało się przebić i napisała książkę inną od reszty. Autorka doskonale poradziła sobie z tematem cyberprzemocy i zastraszania oraz zwróciła uwagę czytelnika na ten stosunkowo nowy problem. W momencie kiedy wszystkie thrillery psychologiczne zaczynają brzmieć jednym głosem "Dawna znajoma" wyróżnia się melodyjnością solówki. Z niecierpliwością czekam na kolejne książki autorki. Polecam.


Tytuł : "Dawna znajoma"
Autorka : Laura Marshall
Wydawnictwo : Filia
Data wydania : 9 maja 2018
Liczba stron : 420
Tytuł oryginału : Friend Request

Za możliwość przeczytania  i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :
http://www.wydawnictwofilia.pl/




Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger