Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny. Pokaż wszystkie posty
[PRZEDPREMIEROWO]"Piorun kulisty" Cixin Liu

[PRZEDPREMIEROWO]"Piorun kulisty" Cixin Liu

     Cixin Liu pokochałam za fenomenalny "Cykl o przeszłości Ziemi", które okazały się jednymi z najlepszych przeczytanych przeze mnie książek science fiction. Żeby zdobyć sobie moje uwielbienie trzeba udowodnić, że umie się pisać i robi się to z pasją. Cenię autorów, którzy lubią eksplorować nowe gatunki, nie boją się wyzwań. Właśnie takie były powieści Liu, innowacyjne i oryginalne. Dlatego jak tylko się dowiedziałam, że Dom Wydawniczy Rebis przymierza się do wydania "Pioruna kulistego", jednej ze starszych powieści autora, wprost nie mogłam się doczekać kiedy wpadnie ona w moje ręce. Jednak tym razem niestety nie zaiskrzyło. Choć nie mam problemu z książkami, których autorzy skupiają się na nauce, to kiedy fascynacja ta przyćmiewa samą fabułę, to powieść jest dla mnie stracona. "Piorun kulisty" to książka, której bliżej do encyklopedii z rysem filozoficznym niż do hard science fiction. Z pewnością znajdzie swoich zwolenników, jednak nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że została skierowana do konkretnych odbiorców, małej grupy pasjonatów a nie szerszej publiczności. 

Gdy Chen był młody, oboje jego rodziców, zostało zabitych przez piorun kulisty. To tragiczne wydarzenie sprawiło, że młody mężczyzna postanowił przyjrzeć się bliżej zjawisku, które odebrało mu najbliższych. Całe swoje życie poświęcił studiowaniu i wynajdywaniu błyskawic i wyładowań atmosferycznych. Jako naukowiec obsesyjnie poszukuje prawdy w stacjach meteorologicznych, w laboratoriach wojskowych, a nawet w opustoszałej radzieckiej bazie ukrytej na Syberii.Pewnego dnia poznaje piękną panią major ,Lin Yun, która również bada pioruny kuliste, wierząc że możliwe jest wykorzystanie ich do stworzenia broni nowej generacji. Z czasem Chen odkrywa, że rozszyfrowanie sekretu pioruna kulistego może wywołać katastrofalne wręcz skutki. 

Choć uważam się za osobę inteligentną i oczytaną, choć miałam szóstkę z fizyki i nawet skończyłam jeden z kierunków na politechnice, to tym razem autor okazał się być górą. Zastanawiam się czy wiedza, którą posiada została nabyta na potrzeby książki czy może pioruny są prawdziwą miłością i pasją Cixin. A może książka pisana była w duecie z jakimś znakomitym znawcą tematu, którego nazwisko nie zostało ujawnione? Jedno jest pewne : jeśli chcecie dowiedzieć się czym jest piorun kulisty, jak działa i jak da się wykorzystać jego energię to musicie sięgnąć po tę książkę. Nie łudźcie się jednak, że jest to powieść prosta, łatwa i przyjemna. Przeczytałam w swoim życiu sporo podręczników i muszę przyznać, że większość z nich, nawet na te najbardziej skomplikowane tematy, jak fizyka kwantowa, było napisanych przejrzyściej i bardziej zrozumiale. Tutaj bez pomocy kogoś kto dogłębnie zna temat błyskawic, możemy sobie nie poradzić. Język autora jest techniczny, skomplikowany, momentami filozoficzny, często aż do bólu naukowy. Odnosiłam wrażenie że Liu chciał się pochwalić swoją wiedzą, udowodnić że zwykli zjadacze chleba też mogą być znawcami tematu. Jej celem było wręcz zaimponowanie czytelnikowi a nie dostarczenie mu rozrywki. Wręcz zastanawiam się czy książka jeszcze mieści się w kanonie hard science fiction czy już podchodzi pod literaturę naukową. Niby mamy tutaj fabułę, jednak meandruje ona pomiędzy kolejnymi ciekawostkami i odkryciami. Również wątek miłosny jest jedynie tłem dla dramatu, który rozgrywa się w umyśle naszego bohatera, dramatu który przybrał formę pioruna kulistego i całkowicie zawładnął jego myślami. Jak się okazuje nie jest on jedynym fanatykiem tego zjawiska. Pasjonatów w tej książce jest wielu, różnią ich czynniki motywacyjne. Jedni pragną poznać pioruny dla samej ich istoty, drudzy wierzą że da się je wykorzystać do złych lub dobrych celów. 

Czy wiecie, że to właśnie chińskim naukowcom jako pierwszym udało się nagrać piorun kulisty? Z pomocą przyszedł im przypadek. Filmowali zwykłe wyładowania atmosferyczne i spektrografami analizowali ich błyski, gdy w polu widzenia kamery pokazała się jasna kula o średnicy 5 metrów. Uniosła się i popłynęła w powietrzu...to był właśnie piorun kulisty. Kolejnym osiągnięciem chińskich naukowców było zbadanie składu chemicznego błyskawicy. Jednak pomimo przeprowadzonych badań, badacze nadal nie są do końca przekonani czym tak naprawdę jest ta kula energii oraz jak i z czego powstaje. Być może to właśnie te badania zainspirowały Liu do napisania tej powieści. Większość krytyków zarzuca autorowi brak rozbudowanej charakterystyki bohaterów, drewniane dialogi i tworzenie fabuły w oderwaniu od warstwy obyczajowej. I tutaj muszę się z nimi zgodzić. Wszystkie postaci, z którymi się spotykamy w powieści są jednowymiarowe i wycięte z jednego szablonu. Różni ich jedynie imię, płeć oraz wykonywana praca. Niestety takie przedmiotowe traktowanie protagonistów jest typowe dla wschodnich autorów. "Piorun kulisty" jest książką w której nie liczy się fabuła czy bohaterowie. Jest to powieść tez i idei, stawianych przez autora i analizowanych. Jako, że nie wiemy z czym mamy do czynienia Liu wymyśla możliwe scenariusze. Dialogi pomiędzy postaciami często przypominają przekomarzania naukowców i jedynym co działa na ich korzyść jest fakt, że krążą wokół naprawdę interesującego tematu. Na dobrą sprawę w książce jest zaledwie jeden rozdział z którego dowiadujemy się więcej o życiu naszych bohaterów. Ten brak zakorzenienia w przeszłości sprawia, że czytelnikowi trudno jest nawiązać więź z protagonistami. Wydają się nam nudni, zafiksowani na jednym temacie i zbyt sztywni. 

"Piorun kulisty" jest książką, która porusza ważny temat jakim jest rola nauki i technologii w przemyśle zbrojeniowym. Robert Oppenheimer, jeden z wynalazców bomby atomowej, po ataku na Hiroszhimę powiedział : "Stałem się śmiercią; niszczycielem światów". Wynalezienie atomu z początku miało działać w służbie ludzkości, niestety stało się odwrotnie. Powstała broń, do której użycia wystarczy naciśnięcie jednego guzika, by w następnej chwili zginęły tysiące czy nawet miliony ludzi. Również bohaterowie Liu, próbują stworzyć broń masowej zagłady. Pragną wykorzystać do tego energię piorunów kulistych i innych zjawisk atmosferycznych. Przerażające jest to, że rodzaj ludzki nie tworzy z myślą o poprawieniu naszego bytu. To agencje militarne, armia i rządowe laboratoria mają największe budżety. Setki miliardów dolarów pompowane są w nowe technologie, które w rezultacie posłużą do stworzenia nowego karabinu, lasera, pojazdu, trucizny, bomby. Książka chińskiego autora skłania nas do myślenia. Czasem zapominamy o tym, szczególnie kiedy panuje pokój, że wyścig zbrojeń dalej trwa, arsenały się powiększają, pieniądze zamiast na szczepionki i leki przeznaczane są na maszyny do zabijania. Wizja świata przedstawiona przez Liu jest przerażająca.

"Piorun kulisty" to książka, która wymaga od czytelnika zaangażowania, skupienia i dość szerokiej wiedzy z zakresu fizyki. Jeśli nie macie pojęcia czym są równania Schroedingera i nie znacie podstaw fizyki kwantowej, chociażby tych teoretycznych, to lektura może okazać się dla was nie lada wyzwaniem. Jest to powieść, której akcja rozgrywa się powoli, brak tu dramatyzmu. Przez pierwsze 40 procent tekstu poznajemy głównych bohaterów i ich fiksacje. Zgłębiamy temat piorunów, prowadzimy naukowe dyskusje. Choć dalej jest nieco lepiej to akcja pojawia się i znika, meandruje. Postaci pojawiają się tylko po to by popchnąć fabułę do przodu. Nawet wybuch wojny jest tutaj dokładnie wykalkulowany. "Piorun kulisty"jest ciężkim w odbiorze, przegadanym i niezwykle naukowym przykładem literatury science fiction. Zdecydowanie będę podziwiać tych, którym uda się doczytać do końca. Jeśli ma być to wasze pierwsze spotkanie z autorem to odradzam. Jest to książka dla weteranów gatunku i pasjonatów wyładowań elektrycznych.



Tytuł : "Piorun kulisty"
Autor : Cixin Liu
Wydawnictwo : Rebis
Data wydania : 15 stycznia 2019
Liczba stron : 424
Tytuł oryginału : 球状闪电



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 



Kings of the Wyld



Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html
 






"Droga smoczych źródeł" Janie Chang

"Droga smoczych źródeł" Janie Chang

     Siła duchowa, zwierzęcy duch pod postacią Lisicy.. osoby, które nie przepadają za elementami fantasy w powieściach obyczajowych z pewnością się nie skuszą. A wierzcie mi nie dając szansy "Drodze smoczych źródeł" pozbawiacie się kilku godzin wzruszeń. Bo w końcu nie taki diabeł straszny jak go malują a Lisica tak naprawdę nie należy do sfery fantastycznej tylko jest częścią realizmu magicznego, który cechuje tę książkę. Możemy ją potraktować jako wewnętrzny dialog naszej bohaterki. Książka Janie Chang to opowieść o tolerancji, uprzedzeniach oraz podziałach kulturowych i rasowych.To powieść obyczajowa, która ma nam do przekazania dużo więcej niż historię odważnej kobiety. Dajcie się poprowadzić lisicy.

Jest rok 1908, mała miejscowość pod Szanghajem. Siedmioletnia Jialing zostaje porzucona przez matkę na dziedzińcu niegdyś wspaniałej posiadłości. Kobieta prosi dziewczynkę by pod żadnym pozorem nie opuszczała tego miejsca. Kilka dni później pojawiają się nowi właściciele nieruchomości. Dzięki litości najstarszej kobiety z rodu Yangów, która liczy że zaskarbi sobie tym szacunek i łaskę Bogów, dziewczynka zostaje przyjęta na służbę.Szybko zaprzyjaźnia się z najstarszą córką Yangów, która zostaje jej najbliższą powierniczką. Cały czas nie traci wiary, że kiedyś uda jej się odszukać matkę.

Czy kiedykolwiek czuliście, że jesteście inni od swoich rówieśników? Ludzi ze swojego otoczenia? za grubi, za chudzi, za wysocy czy za niscy a może po prostu zbyt wrażliwi? Czy kiedykolwiek
czuliście się odrzuceni, wyalienowani? Jeśli tak to będzie wam łatwiej zrozumieć naszą główną bohaterkę, która poprzez swoją "inność" zmuszona była do życia na marginesie społeczeństwa. Chiny na początku XX wieku były krajem jednolitym etnicznie, bardzo konserwatywnym i z wielkimi tradycjami. Obcokrajowcy, przybysze z Zachodu byli akceptowani pod warunkiem, że wraz z nimi przychodziły wielkie pieniądze i władza. Pozostawiali oni po sobie nie tylko wspomnienia, wyśmienite cygara czy stylowe ubrania. Chiny stały się domem zazhong, niechcianych "mieszańców", Euroazjatów, ludzi skazanych przez własnych rodziców na życie w pogardzie. Jialing była zazhong. Wychowana została przez matkę prostytutkę, a mężczyzna którego nazywała wujkiem, okazał się zwykłym stręczycielem. Całe swoje siedmioletnie życie trzymana była w klatce, nigdy nie wyszła poza mury posiadłości. Nie poznała świata, nie zdawała sobie sprawy z tego że jest inna i jakie będzie mieć to konsekwencje w przyszłości. Zazhong miały tylko jedną przeszłość : zostać prostytutkami lub niewolnicami, które prędzej czy później trafiały do łóżek swoich panów. Często największym zmartwieniem matek ich matek było znalezienie swoim córkom bogatych mężczyzn, którzy wezmą je na utrzymanie, co sprawi, że nie skończą w burdelu. Jialing dopisało szczęście i trafiła do rodziny, która zajęła się jej wychowaniem i dołożyła starań by dziewczyna otrzymała wykształcenie. Jednak nawet po ukończeniu szkoły, jej status społeczny nadal pozostał taki sam. O wszystko musiała walczyć, nawet o własne dobre imię. Ta walka wzruszyła mnie do głębi. Współczułam Jialing, żałowałam że nie urodziła się sto lat później, klęłam na ludzką znieczulicę i obłudę i dziękowałam że świat się zmienił.

Chińczycy, dumni ze swojej kultury, od wieków niechętni byli do kontaktów z innymi cywilizacjami o czym może świadczyć chociażby Wielki Mur, budowla będąca uzewnętrznieniem polityki izolacji służącej oddzieleniu Chin od reszty świata. Początek XX wieku był okresem zawirowań politycznych i toczącej się wojny domowej. W 1908 roku, po śmierci cesarzowej Cixi, Chiny ogłoszono republiką. Na ulicach wybuchły walki pomiędzy rojalistami a armią państwową. Poszczególne prowincje przeszły pod nadzór wojskowych gubernatorów i niebezpiecznych lokalnych watażków. Klęski żywiołowe i marne zbiory stały się przyczyną epidemii głodu. Pozostali przy życiu chłopi żywili się chwastami, korą, robakami a nawet kamieniami.Właśnie w takich realiach osadzona jest fabuła naszej powieści. Muszę przyznać, że autorka zadała sobie trud i zapoznała się z historią geopolityczną Państwa Środka na początku XX wieku. Polityka stanowi tło całej powieści a nawet w pewnych momentach splata się z fabułą. Jednak czegoś mi tutaj zabrakło. Z jednej strony zostaje nam sprzedana wizja kraju nękanego klęskami żywiołowymi, gdzie głodni ludzie zmuszeni są do wyprzedawania własnego majątku za miskę ryżu, a z drugiej wydawało mi się, że autorka zamknęła mnie w enklawie dobrobytu i całkowicie skupiła się na osobie Jialing. Za mało było tutaj Chin. Tradycja, obyczaje, legendy i obrzędy owszem pojawiały się w powieści, jednak miałam wrażenie, że są bardziej ozdobnikami niż próbą narysowania spójnego tła. Paradoksalnie najbardziej "chińska" była tutaj postać lisicy, magicznego stworzenia szukającego oświecenia i bramy do nieśmiertelności. Zabrakło mi innych duchów, palonych kadzidełek, latających smoków i latawców. Dostałam Chiny bez egzotycznego kolorytu. Tak naprawdę fabuła tej powieści mogłaby się toczyć gdziekolwiek indziej na świecie i nadal byłoby wiarygodnie. Wydawnictwo Prószyński i S-ka uratowało całość piękną okładkę, na którą od czasu do czasu zerkałam, i mówiłam sobie : tak, Karolina czytamy o Szanghaju nie Koziej Wólce. 

Janie Chang, kanadyjska autorka, wychowała się w rodzinie gawędziarzy. Jak podaje portal lubimyczytać.pl dorastała słuchając opowieści o smokach, duchach i nieśmiertelnych. Tę pasję do świata duchowego, fantastycznego możemy znaleźć w jej powieściach. "Droga smoczych źródeł" jest pierwszą książką przetłumaczoną na język polski i mam nadzieję, że nie ostatnią. Choć zawiedziona jestem brakiem typowego chińskiego folkloru w powieści, to muszę przyznać że sam styl i język, którym posługuje się autorka zdecydowanie trafił w moje gusta. Jest z jednej strony prosty a z drugiej liryczny, opisowy i zwarty, magiczny i brutalnie naturalistyczny. Były tu momenty iście Baśniowe chociażby wzmianka o Święcie Srok, kiedy setki ptaków wzbijają się nad gwiazdy by zbudować most dla zakochanych. Były też momenty rodem z horroru, kiedy matki rodziły dzieci za płotami fabryk, martwe ciałka wkładały do jutowych worków i grzebały w piachu, by po kilkudziesięciu minutach wrócić do pracy. Właśnie takie momenty wyciskały łzy z moich oczu. Ostatnio czytałąm reportaż gdzie autorka podała dowody na to, że również dziś, w XXI wieku, w zamkniętych chińskich fabrykach, zdarza się kobietom rodzić dzieci na linii produkcyjnej. Fakt ten skłania nas ku przemyśleniom czy faktycznie tak wiele się zmieniło na przestrzeni ostatnich stu lat?

"Droga smoczych źródeł" to książka, której potencjał został wykorzystany do granic możliwości. Mamy tutaj miłość i nienawiść, morderstwo, zdradę, hańbę i oczyszczenie. Pokochałam ją za sporą dawkę mistycyzmu, którego mi dostarczyła, za wspaniałych bohaterów i niepokorną Lisicę. Książka Chang to wspaniała opowieść o dorastaniu młodej, wyalienowanej dziewczyny, która pragnie zrobić wszystko by odmienić swój z góry przesądzony los. To opowieść o miłości, obowiązku i dyskryminacji. Ważna i bardzo współczesna lektura. Polecam.


Tytuł : "Droga smoczych źródeł"
Autor : Janie Chang
Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
Data wydania : 7 czerwca 2018
Liczba stron : 424
Tytuł oryginału : Dragon Spring Roads


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :
https://www.proszynski.pl/



"Diamentowa góra" Cecily Wong

"Diamentowa góra" Cecily Wong

 Tytuł : "Diamentowa góra"
 Autor : Cecily Wong
 Wydawnictwo : Wydawnictwo Kobiece
 Data wydania : 18 maja 2017
 Liczba stron : 384
 Tytuł oryginału : Diamond Head


 Wejść w obraz

Wprost uwielbiam sagi rodzinne, dlatego nie mogłam się powstrzymać przed sięgnięciem po "Diamentową górę". Praktycznie od samego początku zakochałam się w samej historii i jej bohaterach. Razem z nimi przepłynęłam ocean, by znaleźć dom na Hawajach. Razem z nimi przeżywałam zawody miłosne, bolesne rozczarowania, cierpiałam w biedzie i nurzałam się w bogactwie. Jest to książka która porusza do głębi, jedna z tych które trącają najczulsze struny naszej duszy. Pomimo powolnej narracji i mnogości opisów czytało się bardzo szybko a pod sam koniec pozostał niedosyt. Koniecznie chcę więcej Cecily Wong. 

Na początku XX w. Frank Leong wraz ze swoją rodziną opuszcza Chiny bojąc się nadchodzącej wojny. Zamożny armator postanawia osiąść na Hawajach, miejscu które wydaje się być bezpieczne.
Właśnie tam będzie mógł wychować swojego syna, potomka zmarłej konkubiny, na prawdziwego mężczyznę. Jednak chłopiec nie spełnia jego oczekiwań. Nieśmiały i zamknięty w sobie Bohai woli przesiadywać w swoim pokoju i czytać książki. Nieoczekiwanie żona Franka- Lin zachodzi w ciążę. Rodzi się kolejny chłopiec, Kaipo, diametralnie różny od swojego brata. To właśnie on od dnia narodzin staje się nowym oczkiem w głowie ojca. Lin jednak nie spisuje Bohaia na straty. Postanawia znaleźć mu żonę wierząc że tym odmieni zły los. Jej wybór pada na Amy- córkę zrujnowanego i ledwo wiążącego koniec z końcem fotografa. Dziewczyna zgadza się na ślub. Kilka dni później Frank umiera i dla rodziny nastają ciężkie czasy. Na jaw wychodzą sekrety i tajemnice, ukrywane przez dziesiątki lat.

Wprost uwielbiam książki osadzone w egzotycznej scenerii. Uwielbiam poznawać nowe kultury, ich tradycję i obyczaje, historię i ludzi. Pod tym względem niemal w stu procentach książka spełniła moje oczekiwania. Poznajemy starą chińską rodzinę z tradycjami. Autorka w doskonały sposób zobrazowała nam codzienne obyczaje, świąteczne rytuały, wierzenia i przesądy. I na tym nie poprzestała. Wprost z Chin przenosimy się na wyspę Oahu, jedną z piękniejszych w archipelagu Hawajów. Chińczycy są narodem tradycyjnym. Nawet na obczyźnie kultywują własne obyczaje, często zamykają się w gettach. Brak w nich chęci asymilacji. Rodzina Franka była inna. Po dotarciu na Hawaje przestali korzystać z chińskich imion i wybrali amerykańskie, nawiązali przyjaźnie z rdzennymi mieszkańcami, ich dom był przykładem nowoczesnego zachodniego stylu, nawet w kuchni widać było hawajskie inspiracje. Jednak pomimo tego wszystkiego zdajemy sobie sprawę, że są tak naprawdę inni. Z Chin zabrali ze sobą nie tylko meble lecz i folklor. I to jest właśnie piękne. 
Powieść rozciąga się na kilka pokoleń, jednak dopiero w przypadku Theresy- ostatniej z rodu, miałam wrażenie że mam do czynienia z czystej krwi amerykanką. 
Troszkę zabrakło mi szerszego rysu historycznego. Autorka opowiada nam o rewolucji bokserów i o II Wojnie Światowej jednak wszystko to tworzy tło. Ja jednak chciałabym więcej. Troszkę mi szkoda, że postać Hong, opiekunki Bohaia i przyjaciółki rodziny, nie została w pełni rozwinięta. Była ona żoną Shena, brata Franka, jednego z uczestników rewolucji. Za jej pomocą można było nieco rozwinąć wątek samego powstania. Dodać więcej szczegółów. Ja akurat znam historię i rozumiem, że jest to saga rodzinna a nie powieść historyczna. Jednak ciut więcej szczegółów mogłoby skłonić czytelników do zainteresowania się tym tematem. 

Cała historia zbudowana jest wokół mitu czerwonej nitki. To właśnie ona łączy miłością życie dwójki ludzi. Trzeba tylko być cierpliwym i wyczekiwać znaków. Każdy zły krok tworzy na niej supeł, który bardzo trudno rozwiązać. Piękne prawda? I bardzo tragiczne. Znaleźć w życiu osobę, która jest Ci przeznaczona jest zadaniem bardzo trudnym i udaje się tylko nielicznym. Właśnie o tym opowiada ta książka. Jest to powieść o złych wyborach, które kształtują całe nasze przyszłe życie. Jedna podjęta decyzja może wszystko zmienić. Naszych bohaterów spotykamy po latach, to oni opowiadają o swoim życiu, w ten sposób rozliczają się z przeszłością i zastanawiają czy dałoby się ją zmienić jeśli w odpowiednim czasie postąpiliby inaczej. Wbrew pozorom nie jest to książka o miłości, bo jest jej tutaj mało. Jest to książka o stosunkach rodzinnych. Każda rodzina ma swoje sekrety i tajemnice, jednak to co zdarzyło się tutaj wprost złamało moje serce. Kolejny raz zdałam sobie sprawę jacy ludzie mogą być okrutni i bezduszni. Jakimi małostkowymi kryteriami mogą się kierować we własnych wyborach, jak egoistyczni są i nieprzewidywalni.

Teraz parę słów o naszych głównych bohaterach. Czy ich polubiłam? Ja ich wprost pokochałam. A dlaczego? Ponieważ, chociaż na papierze, byli po prostu ludzcy. Bardziej realni od niektórych osób które znam. Niektórzy czytelnicy zapewne ich znienawidzą. Znienawidzą Lin za to że wynajęła konkubinę by urodziła jej dziecko, znienawidzą Amy za to że wyszła za mąż dla pieniędzy, znienawidzą Theresę za to że obrazuje dzisiejszą młodzież. Ja ich pokochałam za ich prawdziwość i szczerość swoich wyborów. W końcu kto z nas nie marzy o lepszej przyszłości? Kto by nie chciał, zamiast spać z 7 siostrami w łóżku, wylegiwać się na wygodnym hamaku? Oczywiście łatwo jest krytykować dopóki nie znajdziemy się w tej samej sytuacji. Jedynym bohaterem na którym się troszkę zawiodłam jest Frank. Jednak nie przez to czego się dopuścił tylko przez to że nie przewidział konsekwencji co doprowadziło do katastrofy i zmieniło życie każdego z członków rodziny.

Cecily Wong ma świetne pióro. Zazwyczaj nadmierna ilość opisów mnie męczy, męczy mnie ich drobiazgowość. W końcu nie muszę wiedzieć, że ktoś akurat obiera banana ze skórki. Tym razem mnie to nie raziło. Oczywiście, jakby się pozbyć zbyt drobiazgowych opisów, to książka nie straciłaby nic więcej jak kilka kartek, jednak nie były one zbyt przytłaczające. A wiecie dlaczego? Bo cały czas czekałam na rozwiązanie zagadki, cały czas błagałam autorkę by w końcu zdradziła tę rodzinną tajemnicę. Jednak kiedy przyszło co do czego to mnie zamurowało. Nie takiego obrotu spraw się spodziewałam. Na chwilkę odłożyłam książkę by to wszystko przemyśleć. A kiedy przeczytałam ostatnią stronę to czułam niedosyt.
Chcę wiedzieć jak potoczyły się dalsze losy Theresy, Hong i Amy. Zazwyczaj jestem zwolenniczką otwartych zakończeń jednak tym razem czuję, że opowieść nie została skończona.

"Diamentowa góra" to piękna opowieść. To książka o trudnych relacjach międzyludzkich. Jest jak cebula. Z każdą nową narracją odkrywa rąbek tajemnicy. Czytelnik nurkuje głęboko w przeszłość aż sama nie wiem kiedy staje się członkiem tej rodziny. Autorka nie pisze, ona maluje nam przed oczami obraz w który jesteśmy w stanie wejść i całkowicie się w nim zatracić. Polecam. 



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki gorąco dziękuję wydawnictwu :








Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger