Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Radom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Radom. Pokaż wszystkie posty
"Dom, którego nie było. Powroty ocalałych do powojennego miasta" Łukasz Krzyżanowski

"Dom, którego nie było. Powroty ocalałych do powojennego miasta" Łukasz Krzyżanowski

     Łukasz Krzyżanowski, w nagrodzonej książce "Dom, którego nie było" opowiada o losach społeczności żydowskiej przed i powojennego Radomia. Ta obszerna praca doktorska, to doskonałe studium polskiej mentalności, na przykładzie zamkniętej i dość hermetycznej społeczności. Radom to miasto gdzie przed wojną ludność żydowska stanowiła jedną trzecią populacji. W wyniku działań wojennych ponad 30 000 ludzi zmuszonych było do opuszczenia własnych domów. Część z nich została zamordowana, części udało się przeżyć i wrócić do powojennego miasta. Jednak to już nie był ich dom, to nie byli ich sąsiedzi. Miasto i jego mieszkańcy stali się obcy, a nazwa "dom" straciła swoje symboliczne znaczenie. 

Czytelnicy szybko się zorientują, że mają do czynienia z pracą naukową. Jest ona co prawda wspaniale i szczegółowo udokumentowana, zawiera spisane historie prawdziwych ludzi oraz piękne zdjęcia i ilustracje, jednak nadal jest zbiorem faktów, danych i statystyk. Z jednej strony czuć, że autor (pomimo swojego młodego wieku) jest zafascynowany tematem społeczności Żydowskiej, z drugiej choć skupia się na jednostce ludzkiej, ma ciągoty do podpierania się liczbami. Zwykły
czytelnik, nawet ten najbardziej zainteresowany tematem, nie będzie w stanie sprostać przyswojeniu takiej ilości danych na raz.  Dlatego uważam, że książka jest raczej lekturą uzupełniającą dla studentów historii niż literaturą faktu dla amatorów . Choć w sumie, może warto się skusić chociażby dla tych pięknych zdjęć i wzruszających historii?

Z książki tej jasno wynika, że Polacy (z góry przepraszam za generalizowanie) są narodem nie dość, że antysemitów to jeszcze rasistów. W Radomiu przed wojną żyło kilkadziesiąt tysięcy Żydów, jednak tylko mały procent z nich zajmował stanowiska publiczne lub zaliczał się do tak zwanej "inteligencji". W rękach ludności żydowskiej znajdowały się za to : handel, adwokatura i zawody związane z medycyną. Czy uważacie, że człowiek który był zdolny skończyć prawo i założyć własną kancelarię, nie nadawał się do pełnienia funkcji publicznych? Oczywiście, że nie. To jego sąsiedzi, bogobojni chrześcijanie, utrudniali mu karierę polityczną. I tak już było przed wojną. Kiedy na teren Radomia wkroczyły wojska niemieckie sytuacja uległa znacznemu pogorszeniu i na jaw wyszły wszystkie nasze wady. A dlaczego? Gdyż teraz urąganie, poniżanie, zastraszanie a często i przemoc wobec żydów był usankcjonowane prawnie. Zmieniły się normy społeczne i tym samym mogliśmy ukazać nasze prawdziwe oblicze.  Nie lubiliśmy Żydów ani "Żydokomuny", baliśmy się wszystkiego co niechrześcijańskie a zarazem obce, a z drugiej strony zazdrościliśmy wyznawcom judaizmu łatwości z jaką przyswajali wiedzę, ambicji oraz wytrwałości w dążeniu do celu. 

Już w pierwszych tygodniach po zakończeniu II Wojny Światowej, Żydzi, szczególnie Ci umieszczeni w okolicznych obozach pracy, zaczęli wracać do domów. Jednak domów tych już nie było. Co prawda miasto nie zostało zniszczone w wyniku działań wojennych jednak opuszczone przez izraelitów kamienice i domy, znalazły nowych lokatorów . Często zdarzało się, że w oknach powiewały te same firanki, w pokojach stały te same meble a na stołach błyszczała porcelanowa zastawa, tylko właściciel był teraz inny, polski, chrześcijański.
Z początku powracający z niewoli czy (w późniejszych latach) z emigracji próbowali za wszelką cenę odzyskać dawne życie, wrócić do wspólnoty w której się wychowali by razem ze swoimi bliskimi leczyć rany. Jednak z braku miejsca zamieszkania i w wyniku doświadczania przykrości a często i brutalnej siły od swoich niegdysiejszych najbliższych sąsiadów, decydowali się na ucieczkę. 
Część z nich kierowała swoje kroki do niemieckich obozów tymczasowych, gdzie czekali na możliwość wyjazdu na Zachód czy do Stanów Zjednoczonych. Część wybrała drogę na Wschód, do nowo powstałego państwa Izrael. Tylko nieliczni z ocalałych Żydów zdecydowali się pozostać w Radomiu. Potworzyły się skupiska semickiej ludności, które połączyła wspólna przeszłość. Jednak nigdy nie udało im się odrodzić przedwojennej społeczności. Wpływ na to miało wiele czynników. Po pierwsze, ocalałych Żydów w Radomiu była zaledwie garstka, po drugie dawni liderzy i inteligencja nie przeżyli wojny lub skompromitowali się pracą w judenracie. Po trzecie, przebywający w powojennym mieście Żydzi, działali w trudnych, antysemickich warunkach, gdzie człowiek człowiekowi wilkiem. Niedaleko Radomia, w Ostrowie Mazowieckim, władze miasta wpadły na pomysł, znakowania obywateli wyznania mojżeszowego, choć nigdy nie doszło to do skutku sama idea była przejawem skrajnego antysemityzmu. Żydzi mieli również ograniczony dostęp do szkolnictwa wyższego, a w okresie powojennym w niektórych miastach organizowane były pogromy. To wszystko sprawiało, że społeczność Żydowska żyła w własnych, zamkniętych "gettach" i powoli się kurczyła. 

"Dom, którego nie było" to brutalna książka, która ukazuje czytelnikowi suche fakty jednak nie pozbawiona jest komentarzy i swojego rodzaju oceny. Widać, że autor piętnuje zachowanie Polaków w stosunku do obywateli żydowskich. Choć nie jest to powiedziane wprost, ze stron bije smutek i rozczarowanie. To książka nie tylko pełna dat i nazwisk. To również podsumowanie historii narodu i jednostki, którym przyszło żyć w niesprzyjających czasach. Smutna choć niestety prawdziwa. Polecam przeczytać. Ku przestrodze. 

Tytuł : "Dom, którego nie było. Powroty ocalałych do powojennego miasta"
Autor : Łukasz Krzyżanowski
Wydawnictwo : Czarne
Data wydania : 21 lutego 2018
Liczba stron : 376


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 

 
"Zaczęło się w Radomiu" Konrad Mazur

"Zaczęło się w Radomiu" Konrad Mazur

 Tytuł : "Zaczęło się w Radomiu"
 Autor : Konrad Mazur
 Wydawnictwo : Novae Res
 Data wydania : 8 czerwca 2017
 Liczba stron : 300



 Potencjał na przyszłość


Z reguły nie jestem fanką krótkich form. Wolę rozbudowane powieści, które pozwalają zżyć się z bohaterami. Jednak od czasu do czasu daję szansę i opowiadaniom szczególnie jeśli są z pogranicza fantasy czy science fiction. Tym razem zainteresował mnie sam tytuł. Mój mąż pochodzi z Radomia i nazwać go lokalnym patriotą to było by niedociągnięcie. Dla mnie to miasto jakich wiele jednak sięgając po tę książkę liczyłam na to, że wyłowię z niej parę faktów czy mitów którymi podzielę się z wybrankiem mojego serca. Muszę przyznać, że czytało się całkiem przyjemnie. Autor ma lekkie pióro i niesamowitą wyobraźnię, co wpłynęło na to, że dostałam w swoje ręce niesamowity miszmasz gatunków.

Wycieczki w nieznane razem z grupą turystów? Piramidy pod Radomiem? Atak kosmitów? A może chcecie poznać nie do końca biblijnego Mojrzesza? A może Jarosława Melancholika? Pozwiedzać Radom czy Egipt? Podróżować w czasie? Wziąć w ręce figurkę ciężarnej kobiety, w której tkwi wielka moc? Wszystko to i jeszcze więcej znajdziecie w tej niewielkich rozmiarów książce. 

Zastanawiałam się jak podejść do tej recenzji. Czy opisywać każde opowiadanie, czy tylko wybrane?
Czy były jakieś lepsze, które zwróciły moją uwagę lub może takie, które bardzo chciałam skrytykować. Postanowiłam jednak potraktować tę książkę jako całość, gdyż mamy tutaj coś co jest jakoby motywem wiążącym poszczególne fragmenty. A elementem tym jest starożytna figurka, która pojawia się w kilku opowiadaniach i zazwyczaj zwiastuje nadchodzące nieszczęścia. Figurka ciężarnej kobiety, mały, mieszczący się w dłoniach posążek, dla którego czas i przestrzeń są pojęciami względnymi. Znajdziemy ją zarówno w Radomiu jak i w Egipcie, w czasach nam współczesnych i tych pamiętających towarzysza Bieruta. 
Wplecenie motywu figurki było ciekawym zabiegiem gdyż poniekąd nadało opowiadaniom ciągłość i swoistą linię fabularną. To spoiwo sprawiło, że po zakończeniu lektury nabrałam ochoty na więcej.

Autor ma talent i wyobraźnię a to w tej sztuce jest najważniejsze, warsztatu można się w końcu nauczyć, choć tu obyło się bez większych potknięć. Napisane lekkim, często frywolnym, a czasami wulgarnym i mocnym stylem opowiadania to gratka dla szerokiego grona czytelników. Mazur nie skupia się na jednym gatunku. Odkrywa, eksploruje i bawi się formami. Czasem mamy do czynienia z anegdotą, czasem ze zwykłym podwórkowym żartem, któremu dodano obyczajowe tło a niekiedy z pełnokrwistymi, wielostronicowymi opowiadaniami, które mogły by służyć za kanwę powieści. Jednak po głębszej analizie książki doszłam do wniosku, że autor skłania się ku literaturze fantastycznej. I to właśnie opowiadania tego gatunku wyszły mu najlepiej, choć nawet one były satyryczne i napisane z przymrużeniem oka. 
Bardzo bym chciała kiedyś przeczytać pełnowymiarową powieść autora. Z początkiem, ciekawą i rozbudowaną fabułą, i wierzę, że z zaskakującym zakończeniem. Może prawdziwą opowieść o wojnie ludzkości z kosmitami? Lub opowieść o młody skacowanym podróżniku w czasie, któremu udało się zmienić bieg historii? Czytając te krótkie opowiadania widzę potencjał. Wierzę, że Mazur jest w stanie napisać powieść na miarę światowych twórców gatunku science fiction. Widzę pasję, wyobraźnię, wiedzę i pomysły. Należy do tego dodać troszkę więcej zaangażowania, wiary we własne możliwości i motywacji, żeby powstało monumentalne dzieło. 

Ubodła mnie tylko jedna rzecz: obraz Polaków i polskości, który wyłania się z kart książki. Z informacji znalezionych o autorze dowiedziałam się, że obecnie (podobnie jak ja) mieszka na terenie Irlandii. Obraz przedstawiony w książce jest niestety typowy dla emigrantów, którzy opuścili kraj z konkretnych powodów. Konrad Mazur nie jest w takim sposobie postrzegania Rodaków i ojczyzny odosobniony. Jeśli książka przetłumaczona by została na język obcy zagraniczny czytelnik by pomyślał, że Polacy to alkoholicy, nędzni alkoholicy, pomysłowi alkoholicy a i zapomniałam jeszcze dodać...czego? Że to alkoholicy wszelkiego sortu. Polska z kart książki wydaje się przestarzała a obraz społeczeństwa spóźniony o kilkanaście lat. Już nie widać koczujących pod budką z piwem pijaków, gdyż nawet oni weszli na wyższy level konsumpcjonizmu. Część z opowiadań, nie ma co się tu oszukiwać, opowiada praktycznie o samym piciu, brak im głębi, przekazu a jeśli miały piętnować to wyszło to dość groteskowo. Jest to raczej forma wyrzutu, szkalowanie czegoś co już dawno zostało naznaczone. Po czasie, Panie Konradzie, po czasie.

Odniosłam wrażenie, że najlepiej autorowi wychodzą początki. A wiadomo po czym się poznaje mężczyznę? Po tym jak kończy. Oczywiście kwestia zrozumienia dzieła leży po obu stronach : czytelnika i autora. W dowolnej kolejności. Często zawodzą interpretacje, co jest szczególnie częste w przypadku krótkich form. Wiesława Szymborska nie zdała by matury jeśli dostałaby do analizy swój własny wiersz. Każde opowiadanie zaczyna się przystawką w postaci zaskakującego prologu (często dialogu), toczy się ciekawą fabułą by często urwać zakończeniem, które zostawiało mnie z niczym. Odnosiłam wrażenie, że autor miał pomysł jednak nie do końca zdążył go dopracować by wszystko perfekcyjnie się zgrało. Często zakończenie było po prostu urwaniem wątku, kilka razy zdarzyło się, że zupełnie go nie zrozumiałam a w kilku przypadkach było wypadkową zdarzeń poddaną analizie czytelnika. Autora stać na więcej. Stać go na zakończenie, które wbije w fotel, otworzy szeroko oczy i wyciśnie z czytelnika wow. Wiem, że nie jest to proste w przypadku prostych, krótkich form dlatego gorąco zachęcam do napisania powieści.

Jednak muszę przyznać, że miło spędziłam czas z tą książką. Pomimo dość mrocznego obrazu naszej ojczyzny i ziomków, bije z niej miłość i tęsknota do kraju pochodzenia. Autor jest na pewno utalentowanym i nie bojącym się nowatorskich pomysłów człowiekiem, którego czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem. Potrafi zaskoczyć i zszokować (wątek kanibalistyczny jest tu obecny w pełnej krasie), rozbawić i dać do myślenia. Gatunkowo dla każdego, gdyż przy tej książce po prostu nie da się nudzić. Zachęcam wszystkich do dania szansy temu niezwykłemu debiutowi a sama czekam na więcej. 


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :



 






Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger