poniedziałek, 28 września 2015

Tytul : "Maybe Someday"
Autor : Colleen Hoover
Wydawnictwo : Otwarte
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 440
Tytul oryginalu : "Maybe Someday"






Niewinne trojkaty



Sama nie wiem dlaczego wogole siegnelam po te pozycje. Po zalosnym, dziecinnym "Hopeless" powiedzialam sobie : stop NA !! Moze skusila mnie okladka? Moze po postu lubie dawac drugie szanse? Moze lubie pisac niepochlebne recenzje? Tego nie wiem. Jednak jedno wiem napewno. Jedynym plusem tej ksiazki bylo to, ze udalo mi sie ja skonczyc w jeden dzien , pewnie spowodowane bylo to tym , ze wystarczylo przeczytac dialogi a pominac szczeniackie opisy, i juz czlowiek byl zorientowany w calej fabule, niczym w brazylijskiej telenoweli lub ostatnim odcinku Eastenders. Jesli nie nalezycie do fanow gatunku, nie lubicie romansow ( bo ksiazka nie byla niczym innym niz marnym Harlequinem ) i wkurzaja was opisy w stylu lat 50 to omijajcie te ksiazke z daleka. Wszyscy inni moga dac jej szanse, ale na wlasna odpowiedzialnosc.

22 letnia Sydney zmuszona jest do wyprowadzki z wynajmowanego wspolnie z przyjaciolka Tori apartamentu, kiedy dowiaduje sie , ze ta sypia z jej facetem Hunterem. Zrozpaczona pakuje sie i w biegu zamawiajac taksowke, opuszcza mieszkanie. Kiedy dociera na dziedziniec odkrywa, ze zostawila torebke ze wszystkimi pieniedzmi. Zrozpaczona odmawia taksowkarza i siada na murku zastanawiajac sie co ze soba poczac. Kiedy juz jest zdecydowana spedzic noc pod mostem podchodzi do niej atrakcyjna dziewczyna i zaprasza do apartamentu, ktory dzieli z muzykiem Ridgem. Sydney nie jest w pelni przekonana do tego pomyslu jednak daje sie namowic i zamieszkuja razem. Ridge zafascynowany talentem Sydney prosi ja o pisanie tekstow do jego wygrywanych na gitarze utworow. Z dnia na dzien pomiedzy para zaczyna rodzic sie uczucie. 


Ogolnie rzecz biorac "Maybe someday" jest 440 stronicowym przewodnikiem "jak zracjonalizowac niewiernosc". Uwaga spojler. No bo jak inaczej okreslic to co robil Ridge? Z jednej strony kochal swoja dziewczyne ( ktora, podobnie jak w innych ksiazkach autorki byla smiertelnie chora i i tak by umarla przed skonczeniem 30 roku zycia ) by jednoczesnie na jej oczach zakochiwac sie w kolezance ktora pisala mu romantyczne kawalki? Ja rozumiem, ze przebywanie ze smiertelnie chora osoba moze byc przygnebiajace jednak Ridge nie dosc , ze nie mial taktu to jeszcze byl zwyklym... ( wpisac odpowiednie ). 
I tak przerzucalam te kartki na ktorych na przemian pojawiala sie wina, konflikt emocji, zazdrosc i nawet wina z racji tego, ze ktos jest zazdrosny. Zmeczyly mnie przydlugie introspekcje dotyczace istoty milosci, zlamanych serc a najbardziej rozzloscila mnie proba wytlumaczenia mozliwosci kochania dwoch osob naraz. Totalna bzdura. Ostatnio mam szczescie do trafiania na egoistyczne meskie postaci w ksiazkach. Ridge bardzo dobrze sie wpisal w ten kanon. Byl samolubny, i pomimo pieknych slow jakimi opisywal milosc na dobra sprawe nie wiedzial co to znaczy kochac. Kobiety byly dla niego jak przedmioty a on sam jak piecioletni chlopczyk nie mogacy sie zdecydowac , jaka zabawke chce dostac pod choinke. Biorac pod uwage , ze byl gluchy myslalam, ze autorka wyposazy go w inne przymioty : wieksza wrazliwosc, zdolnosc glebszego zrozumienia, zdolnosc do wpolczucia. co prawda bylo troszke lepiej niz w przypadku Deana Holdera z Hopeless ( obrzydliwy stalker ) jednak nadal, w ogolnym rozliczeniu, okazal sie dupkiem. 

Kolejna rzecza , ktora mnie zrazila w ksiazce jest jezyk. Juz na pierwszej stronie glowna bohaterka nazywa swoja przyjaciolke "zdzira" a po kilku kolejnych spotyka sexowne dziewcze zgadnijcie w czym ? W koszulce Hooters. Niestety wulgarny jezyk i faworyzowanie glownych postaci ( te oczywiscie nigdy nie sa dziwkami nawet jesli podrywaja cudzych chlopakow) jest zmora wiekszosci powiesci New Adult. W przypadku tej ksiazki autorka posunela sie nawet do tego, by z doslownie kazdej zenskiej postaci uczynic wroga Sydney. Nic tylko "dziwki", "krowy" , "szmaty" w porownaniu do ktorych nasza glowna bohaterka wypadala niczym nowa dziewica orleanska. I czy tylko ja mialam chec podjesc do niej, potrzasnac i powiedziec by sie ogarnela?


Jest jedna rzecz ktora zmuszala mnie do przewracania kartek. A jest nia Maggie - dziewczyna Ridga. Dziekuje CoHo za stworzenie tak cudownej, pieknej i pelnej zrozumienia istoty. W porownaniu do Sidney, ktorej glowa mialam ochote pare razy uderzyc o mur, Maggie byla kobieta z klasa. No i oczywiscie Warren. O moj boze. Kocham go. Jego uzaleznienie od sexu. Jego odpaly. I praktycznie kazde slowo, ktore wychodzilo z jego ust. Wogole uwazam, ze watki poboczne w ksiazce byly o niebo lepsze od samej fabuly. Nawet jesli wiele z zartow, ktore robil Warren, znalam juz wczesniej i nie zaskakiwaly mnie tak jak powinny, nadal wywolywaly usmiech na mojej twarzy.

Jesli mam byc szczera "Maybe someday" wycisnela lzy z moich oczu, jednak byly to lzy frustracji. Dawno nie poznalam bohaterow, ktorzy nie mieli zadnych celow w zyciu. Jedyne o czym myslala Sydney to Ridge i jak bardzo go pragnie. Jedyne o czym myslal Ridge to jak bardzo jest niewinny, i nie robi nic zlego. W takim razie ja sie pytam : dlaczego czul sie winny?
Rozczarowalo mnie rowniez zakonczenie. Przyzwyczailam sie do finalow w ktorych wygrywa milosc i wszyscy zyja dobrze i szczesliwie. W tym wypadku czulam sie oszukana przez autorke. Zrobila z Ridga takiego zyciowego loosera , ze nie sposob mu uwierzyc czy naprawde wybral te ktora kocha? A moze szykuje sie druga czesc? Oby nie...

Ksiazki nie polecam, totalna strata czasu i nerwow. Jesli szukacie lzawych, nudnych historii, z brakiem fabuly i naiwnymi bohaterami to polecam dramaty na Hallmarku. Szybciej, taniej i mozna wylaczyc dzwiek. 

Moja ocena to 2/10. Brawo Warren i Maggie to wasze dwa punkty. 

niedziela, 27 września 2015

Autor : John Green
Tytul : "Papierowe miasta"
Wydawnictwo : Bukowy Las
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 400
Tytul oryginalu : "Paper Towns"






wQurzajace




Zastanawiam sie co spowodowalo ze powiesc "Papierowe miasta" dostala tyle pozytywnych recenzji. Nie byloby wielkim naduzyciem jesli John Green swoja ksiazke zatytulowal by "Szukajac Margo" lub "Papierowa Alaska", poniewaz fabularnie sa identyczne, za kazdym razem ten sam schemat. Ile mozna napisac ksiazek o jednym fascynujacym nastolatku kochajacym drugiego fascynujacego nastolatka? 
Kiedys przeczytalam, ze pisarz "jest zakochany we wlasnym umysle" , niestety moim zdaniem obral sobie zly obiekt do milosci. Metafory, jak ta przytoczona przez detektywa poszukujacego Margo, o balonach, byly tak kiepskie, za zaslugiwaly na miano zartu. Tego nie dalo sie okreslic mianem poetyckiego ( za jakie przypuszczam mialo uchodzic ), we mnie wzbudzily tylko politowanie i glosny smiech. Oj ciezko bylo skonczyc te ksiazke, byla po prostu "so so bad".

Q ( dla rodzicow Quentin Jacobsen ) jest spokojnym 18 latkiem mieszkajacym w Orlando na Florydzie. Bedac dzieckiem wraz z przyjaciolka z sasiedztwa Margo Roth Spiegelman, w parku niedaleko domu znalazl cialo martwego mezczyzny. Widok ten na zawsze pozostal w ich glowach, kojarzony z koncem przyjazni, gdyz od tamtego dnia ich drogi sie rozeszly. Co prawda nadal uczeszczali do jednej szkoly, jednak przebojowa Margo bylo dziewczyna z "innej ligi",buntowniczka, liderka i guru dla innych dzieciakow. Q nigdy nie byl dusza towarzystwa. Zamiast spedzac czas na imprezach wolal swoje male grono najblizszych przyjaciol i granie w gry komputerowe. 
Pewnej nocy, kiedy Q kladl sie spac, w okno zapukala , przebrana w stroj Ninja Margo, i zaproponowala mu wziecie udzialu w calonocnej przygodzie. Porzucona i zdradzona przez chlopaka dziewczyna postanowila sie zemscic i wprowadzic w zycie 12 punktowy plan po ktorym odzyska spokoj duszy. Zakochany w dziewczynie Q , bez wzgledu na konsekwencje postanawia jej pomoc. Ta noc polaczy ich na cale zycie  dajac chlopakowi nadzieje na zdobycie obiektu swoich westchnien. Jednak przychodzac nastepnego dnia do szkoly z nadzieja na zobaczenie Margo dowiaduje sie ze dziewczyna zniknela. Zdesperowany Q natyka sie na szereg wzkazowek, ktore maja go doprowadzic do miejsca jej pobytu. Nie informujac ani wladz ani rodzicow, postanawia z pomoca najblizszych przyjaciol Bena i Radara odnalezc Margo.


Tym co najbardziej mnie denerwowalo w powiesci byl jezyk narracji. Co prawda 18 latka bylam dobre 14 lat temu jednak mysle ze przez ten czas nie nastapily jakies wielkie zmiany w mozgach mlodych ludzi. Wiem ze mlode pokolenie, jest wychowywane na zyciowe kaleki, obyte z komputerami a nie potrafiace prowadzic dialogow z innymi ludzmi i wchodzic z nimi w zaawansowane interakcje spoleczne, jednak osoby ktore wkraczaja w doroslosc chyba nie powinny zachowywac sie jak 5 latki? a na takim poziomie byly praktycznie wszystkie dialogi w ksiazce. Pod tym wzgledem prym wiodl Ben, na okraglo chwalacy sie swoimi wielkimi jajami, wiadomo im glosniej krowa ryczy tym mniej mleka daje, jednak takiego przechwalania spodziewalabym sie po kims z pierwszych klas podstawowki a nie od osoby , ktora wybiera sie na swoj bal maturalny. Zalosc. 
Mojej sympatii nie zaskarbil sobie rowniez glowny bohater. Wszyscy wiemy jak bardzo byl zakochany ( jego milosc razila go jak grom z jasnego nieba, i zdal sobie z niej sprawe na dwa tyg przed koncem szkoly ) jednak na Boga, tak groteskowo wykreowanej postaci to juz dawno nie spotkalam. To jeden z najbardziej egoistycznych i denerwujacych charakterow ostatnich lat. Zamiast cieszyc sie szczesciem przyjaciela, ktoremu po latach udalo sie pocalowac pierwsza dziewczyne, obraza sie na niego ze ten nie jest na kazde jego zawolanie. Naprawde zachowuje sie jak male dziewczynka. I mial szczescie, ze jakims psim swedem udalo mu sie poznac takich wspanialych ludzi, ktorzy zdeklarowali sie jego przyjaciolmi, bo po prostu na nich nie zaslugiwal. 

Kolejna rzecza ktora miala wplyw na moja recenzje byla sama fabula, ktora w skrocie mozna nazwac po prostu nudna. Poczatek ksiazki, w ktorej poznalismy Margo i razem z nia realizowalismy jej plan, chociaz dziecinny byl w miare dobry. Jednak im dalej w las tym gorzej. Niezrozumiale odnosniki do jeszcze mniej zrozumialych wierszy, podroze w ciagle jedno i to samo miejsce ( zmienial sie tylko sklad ludzi bioracych udzial w ekspedycji ), nudnawe przemyslenia glownego bohatera ( ktory z jednej strony byl zakochany a z drugiej dopiero odkrywal co to jest milosc ;/ ) i naciagany, nic nie wnoszacy koniec powiesci to wszystko zlozylo sie na jeden wielki minus. 

Probowalam potraktowac te powiesc jako ksiazke dla mlodziezy ( zreszta do tego gatunku aspiruje ) jednak juz bardziej przemawiala do mnie rozbuchana atmosfera Beverly Hills 90210  ( czy jakos podobnie ) niz florydzkie przedszkole Johna Greena. Jesli jest to ksiazka o dorastaniu to z przykroscia musze stwierdzic, ze potrzebnych jest kolejnych kilka tomow by nasi bohaterowie choc troszke zblizyli sie do wieku doroslosci. Moglam rowniez potraktowac te ksiazke bardziej metaforycznie : jak z chlopaka zrobic mezczyzne nie dobierajac mu sie do rozporka. Teraz juz wiem : potrzebny jest tomik wierszow ( zakladajac ze trafimy na jakiegos ogarnietego dzieciaka ), samochod rodzicow , mnostwo wolnego czasu i superlaska gadajaca o papierowych domach. Caly czas zastanawiam sie cos to sa te papierowe miasta i niestety nadal nie wiem. Autor tak to wytlumaczyl ze mniej rozumiem niz przed rozpoczeciem czytania. A do tego wszystkiego ten potworny brak jakiegokolwiek realizmu. Bo albo mielismy do czynienia z superbohaterem , ktory zamiast uczyc sie do egzaminow latal po Stanach w poszukiwaniu kolezanki, albo egzaminy w stanach sa tak proste ,ze byle wioskowy glupek moze je zdac ( nawet nie musi, gdyz dziwnym trafem Margo moglaby odebrac dyplom nie pojawiajac sie na egzaminach wogole ).


Nadal uwazam Johna Greena za dobrego pisarza jednak moja cierpliwosc jest juz na wyczerpaniu. Jesli nie wyjdzie poza wybrany kanon, postawie mu krzyzyk na droge. Paradoksalnie w "Gwiazd naszych wina" kolejny raz mielismy do czynienia z tymi samymi postaciami, wiec jesli to juz trzy ksiazki to czemu po prostu nie napisac sagi? O wiele latwiej i bez bulwersowania czytelnikow, ktorzy wydaja pieniadze liczac na cos nowego by dostac odgrzewane kotlety. Zaczynam myslec, ze autora o wiele lepiej sie oglada i slucha na kanalach YT niz czyta jego powiesci. 

Moja ocena 2/10. 

wtorek, 25 sierpnia 2015


Tytul : "Gora bezprawia"
Autor : John Grisham
Wydawnictwo : Albatros
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 480
Tytul oryginalu : Gray Mountain






Gora tandety



Uwielbiam proze Johna Grishama i z niecierpliwoscia czekam na kazda kolejna jego ksiazke. Tak bylo rowniez w przypadku "Gory bezprawia", wprost nie moglam sie doczekac przesylki kurierskiej. Jednak po przeczytaniu, a raczej dowleczeniu sie w mekach do konca opowiesci, stwierdzam, ze jest to najgorsza do tej pory przelozona na jezyk polski powiesc autora. Wprost nie moglam uwierzyc, ze tak uwielbiany przeze mnie pisarz, splodzil takiego gniota. Nie ma tutaj ani jednego bohatera, ktorego daloby sie polubic, akcja wlecze sie jak kolej transsyberyjska, a brak jakiejkolwiek fabuly sprawil, ze zamiast obiecywanego w notce redakcyjnej thrillera dostalam nudna powiesc na pograniczu obyczajowki i dramatu.

Samantha Kofer, mloda adwokat, tuz po wybuchu kryzysku bankowego, spowodowanego upadkiem braci Lehman, zostaje wyslana na bezplatny urlop pracowniczy. Trafia do malej miejscowosci Brady w Wirginii, gdzie w ramach stazu ma sluzyc pomoca prawna w Gorskiej Klinice Pomocy Prawnej. Miejscowosc w Appalachach jest okregiem wydobywczym wegla kamiennego a glownymi klientami poradni sa gornicy i ich rodziny poszkodowane przez firmy zajmujace sie odkrywkowym wydobyciem. Przemoc, patologia, uklady i zwiazane z pylem weglowym choroby sa tutaj na porzadku dziennym. 
Samantha poznaje Donovana, adwokata specjalizujacego sie w pozywaniu kompanii weglowych. W centrum Brady prowadzi jednoosobowa kancelarie prawna. Zawalony obowiazkami zwiazanymi z praca prosi Samanthe o pomoc z pracami biurowymi. Dziewczyna zgadza sie zajac tym po godzinych. Oboje szykuja sie na wielki proces w obronie gornika, chorujacego na pylice, ktoremu odmowiono prawa do zasilku. Jednak walka z potentatem weglowym to nie tylko batalia sadowa, to rowniez walka ze zwolennikami firm dajacych gornikom zatrudnienie, ktorzy uciekaja sie do czynow gorszych niz zwykle pogrozki.

Wydaje mi sie, ze Grisham za bardzo skupil sie na samym problemie kopalni odkrywkowych i zapomnial przypisac do niego historii. Cala ksiazka jest swoistym sposobem na uswiadomienie czytelnika w kwestii niegodziwosci dokonywanych przez wielkie weglowe konglomeraty. Temat co prawda ciekawy ( dowiedzialam sie sporo rzeczy, o ktorych nie mialam wczesniej pojecia ) jednak wykonanie bardzo srednie. Zamiast ciekawej powiesci dostalam wylacznie szkic fabularny z plytkimi postaciami, szybko rozwiazywanymi kwestiami prawnymi, nieprzekonujacymi zlymi charakterami. Pierwsze sto stron ksiazki bylo opisem przezyc Samanthy od czasu zwolnienia jej z pracy do momentu kiedy trafila do Brady. Nudy , nudy i jeszcze raz nudy. Bo coz mozna powiedziec o mlodym, niedoswiadczonym korpoludku , ktory pracowal po 100 godzin tygodniowo i nie mial wogole zycia osobistego? Tutaj ksiazke ratowaly postacie rodzicow Samanthy, ktorych zycie bylo napewno bardziej interesujace niz glownej bohaterki. Samantha byla tak plytka i zadufana w sobie, ze po pierwszych 20 stronach przestalo mnie obchodzic co sie z nia stanie. Jak oni mogli zwolnic takiego pieknego i madrego pracownika i zeslac na daleka prowincje, gdzie nie robi nic innego jak teskni za wyrafinowanym loftem w Nowym Yorku? Grisham lepiej by zrobil jesli zamiast usmiercac Donovana juz na poczatku ksiazki, zabil by ja. Mlody prawnik mial przynajmniej jakas pasje a ona tylko wiecznie narzekala.

Byly takie momenty w ksiazce, ze az mi sie chcialo smiac ( a moze plakac ). Czy wierzycie, ze w Stanach Zjednoczonych obywatel nie w pelni wladz umyslowych, moze biegac ze strzelba po drodze stanowej, lapac kierowcow i zabierac ich do swojego prywatnego aresztu? I to tylko dlatego, ze jest rodzina szeryfa. W duzo moge uwierzyc, jednak na takie bzdury nie dam sie nabrac. Nawet jesy USA to stan umyslu, to z pewnoscia i tam dziala jakies prawo.

Cala ksiazka byla droga przez meke, jednak zakonczenie przybilo ostatni gwozdz do trumny. Wydawalo mi sie, ze autorowi w pewnym momencie po prostu znudzilo sie pisanie, zreszta wcale mu sie nie dziwie, bo kontynuowanie tej historii musialo byc niezwykle bolesne. Jednak miloby bylo gdyby ostatnim wysilkiem  Grisham polaczyl luzne konce rozpoczetych historii w jedna calosc. 

Komu polecam? Nikomu, nawet fanom Johna Grishama radze omijac ja szerokim lukiem i udawac ze nigdy o niej nie slyszeli.
Moja ocena 2/10 i to tylko z szacunku dla autora.


piątek, 21 sierpnia 2015

Tytul : "Uwieziona"
Autor : Drusilla Campbell
Wydawnictwo : Media Rodzina, seria "Gorzka Czekolada"
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 272
Tytul oryginalu : Little Girl Gone





Ograniczona



Temat podjety przez Drusille campbell zawsze wzbudzal moje zainteresowanie. Niezbyt czesto mamy mozliwosc wnikniecia w umysly wspolnikow porywaczy. w tym przypadku mamy do czynienia z mloda dziewczyna, ktorej partner w przyczepie wiezi ciezarna kobiete. Zawsze mnie zastanawialo jakie motywy kieruja ludzmi, ktorzy swiadomie zgadzaja sie na wziecie udzialu w porwaniu. W przypadku samotnych mezczyzn porywajacych kobiety zazwyczaj na pierwszy plan wysuwa sie motyw sexualny. Jednak jak to jest w przypadku kobiet? Co sklania je do tego by byc czescia przerazajacego planu? Co z tego maja? Czy do konca zycia nie drecza je wyrzuty sumienia? 
Ksiazka "Uwieziona" po czesci odpowiedziala na moje pytania. Pomimo trudnej tematyki, autorka poradzila sobie doskonale. Lekkosc stylu, ciekawe dialogi, ciekawa historia wszystko to sprawilo, ze powiesc przeczytalam w jeden wieczor. 

Madora po smierci ojca, ktory wyszedl "na pustynie" by sie zastrzelic, mieszka razem z matka w malej miejscowosci Yuma. 17-letnia dziewczyna przezywa okres buntu wywolany niemoznoscia pogodzenia sie ze smiercia ojca, ktorej matka nie jest w stanie w zaden sposob wyjasnic. Pijanstwo, imprezy, narkotyki sa u niej na porzadku dziennym. Pewnego dnia wraz z przyjaciolka Kay-Kay ida na impreze do baru dla motocyklistow. Zachecona przez kolezanke postanawia wyprobowac jeden z twardszych narkotykow. Po wzieciu pierwszego "bucha" dostaje zapasci. Anonimowi ludzie wynosza ja przed bar by zaczerpnela swiezego powietrza, co ma jej pomoc w dojsciu do siebie. Siedzac na lawce, widzi podchodzacego do niej mezczyzne. Willis obiecuje jej pomoc. Od tego czasu sa praktycznie nierozlaczni. Wydaje sie, ze polaczyla ich milosc od pierwszego wejrzenia. Kiedy matka Madory, wraz z nowym partnerem postanawia wyprowadzic sie do Sacramento, dziewczyna sie buntuje, gdyz wie ze wyjazd z miasta doprowadzi do rozlaki z jej ukochanym. Udaje jej sie przekonac matke, by mogla zamieszkac u Kay-Kay. Jednak i tam nie udaje jej sie dluzej zagrzac miejsca. Po ukonczeniu 18 urodzin wraz z Willisem wyjezdzaja w podroz na Zachod. Po latach udaje im sie w koncu osiasc na obrzezach malej miejscowosci Arroyo niedaleko San Diego. Ich nowy dom znajduje sie na koncu drugi, z dala od sasiadow. W ogrodzie znajduje sie naczepa. Z poczatku miejsce z widokiem na kanion Evers wydaje sie Madorze rajem na ziemi. Willis pracuje jako opiekun medyczny, dziewczyna jako kelnerka w kasynie niedaleko drogi stanowej. Pewnego dnia mezczyzna przyprowadza do domu ciezarna nastolatke, ktora spotkal jak zebrala na skrzyzowaniu ulic w Arroyo. Dziewczyna uwieziona zostaje w naczepie. Jej rece skrepowane sa metalowym lancuchem a drzwi naczepy zamkniete sa na metalowa klodke. Willis tlumaczy Madorze , ze tylko w ten sposob moga jej pomoc. Madora , na ktora spadl obowiazek opieki nad Linda , rezygnuje z pracy. Od teraz jej dnie wypelnia robienie posilkow dla dziewczyny, sprzatanie jej naczepy i pilnowanie by nikt z sasiadow sie nimi zbytnio nie interesowal.

Django w wypadku samochodowym stracil oboje rodzicow. Jego ojciec byl jednym z najbardziej utalentowanych wspolczesnych gitarzystow. Chlopiec trafia pod opieke swojej ciotki, do miejscowosci Arroyo. Juz po pierwszym dniu w szkole wie, ze nie uda mu sie polubic tego miejsca. Postanawia zrezygnowac z nauki i calymi dniami kreci sie po okolicy na rowerze. Pewnego dnia trafia na wyprowadzajaca psa Madore. Widzac jak traktowana jest przez swojego partnera, ktorego zdarzylo mu sie poznac , postanawia skorzystac z otrzymanej w spadku fortuny i jej pomoc. Po pewnym czasie odkrywa rowniez tajemnice naczepy w ogrodzie.

Wlasnie takie ksiazki powinny byc okreslane mianem horrorow. Bo to nie duchy czy potwory sa straszne tylko ludzie. Chodzacy miedzy nami socjopaci. Willis , pragnacy zostac lekarzem, z pozoru wydawal sie normalnym czlowiekiem, ktorego tylko taki empata jak Django byl w stanie przejrzec. Jednak poznajac Willisa z kazdej strony doskonale wiemy , z jakim psychopata mamy do czynienia. 
Wlasnie sylwetki bohaterow byly najwiekszym plusem tej ksiazki. Zazwyczaj to glowni bohaterowie sa tymi najmadrzejrzymi i najwspanialszymi. To oni znajduja w sobie sile, rozum czy wole do walki. Tym razem glowna bohaterka do najbystrzejszych nie nalezala. Dobrze ja okreslila przetrzymywana w naczepie kobieta, jako "opozniona", bo taka wlasnie byla. Czy jakakolwiek normalna osoba bylaby w stanie pomagac psychopacie, nie zdajac sobie sprawy z tego co robi? Nie zdajac sobie sprawy, ze czyn ktorego sie dopuszczaja jest zly? Nie mozemy tutaj zwalac winy na milosc, czy na to , ze zostala poddana praniu mozgu. Nasza bohaterka jest po prostu ograniczona, a jej poziom inteligencji ( co zreszta widac w rozmowie z 12-letnim chlopcem ) jest niezwykle niski. Za to Willis?  w niego jestem w stanie uwierzyc i to jest przerazajace. Ten czlowiek doskonale wiedzial czego chcial od zycia i byl w stanie dotrzec do tego po trupach. Z zewnatrz slodki jak cukierek w srodku gorzki jak piolun. Socjopata, psychopata, po czesci pedofil i sadysta. Postac, ktora wydaje sie odrazajaca i sliska. Podczas czytania pomimo srodka lata cos mnie w srodku zmrozilo.
Jedyna postacia, ktora wydawala mi sie niewiarygodna byla postac uwiezionej Lindy. Co byscie zrobili jesli zamkneli by was w przyczepie? Nie probowalibyscie sie wydostac i walczyc o wlasna wolnosc? Linda byla bierna , przyjmowala swoj los z zacisnietymi ustami, buntujac sie przed nim glodujac czy wyprozniajac sie na dywan. Linda wiedziala, ze kilka metrow od niej Madora rozmawia z chlopcem, kims z zewnatrz, kto moglby wezwac pomoc. Jesli slyszala ich glosy dlaczego sama nie zaczela krzyczec? Skoro byla przekonana , ze tak czy siak umrze co ja przed tym powstrzymywalo? 

Powiesc byla rewelacyjnie napisana. Autorka dala nam wglad w mape ludzkiej duszy. Dostep do umyslu psychopaty i to w formie calkowicie przystepnej dla kazdego. Moglabym sie przyczepic do tego, ze koniec ksiazki byl nieco przewidywalny jednak nie ma to wplywu na moja ocene. Uwazam, ze nadal warto ja bylo przeczytac.
To bylo moje pierwsze spotkanie z Drusilla Campbell i mam nadzieje ze nie ostatnie. Latwosc z jaka autorka pisze, trafne spostrzerzenia dotyczace ludzkiej natury, ciekawa fabula i umiejetnosc wywolania gesiej skorki na skorze to cos za co chcialam Drusilli podziekowac. Kolejny raz seria "Gorzka Czekolada" zaserwowala mi prawdziwa uczte zmyslow.

Moja ocena 8/10.

poniedziałek, 17 sierpnia 2015


Tytul : "Wyscig z czasem"
Autor : Justin Go
Wydawnictwo : Muza
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 512
Tytul oryginalu : The Steady Running of the hour





Niedokonczone opowiesci z frontu


Nie jest to ksiazka z gatunku tych po ktore siegnelabym w pierwszej kolejnosci, jednak zachecona pozytywnymi recenzjami postanowilam dac Justinowi Go szanse. I po czesci jestem zadowolona a po czesci nieco rozczarowana. Czytajac caly czas mialam wrazenie, ze cos mi umknelo, ze czegos zabraklo. Jakiegos waznego polaczenia pomiedzy wydarzeniami. Albo po prostu je przegapilam. Natlok postaci, wydarzen, zmianiajace sie formy narracji, sporo obcojecycznych wstawek, wszystko to wprowadzalo swojego rodzaju zamet. Moze wina lezala rowniez po mojej stronie, poniewaz nie mialam zbytnio czasu by przysiac przy ksiazce. Czytalam na przerwie w pracy lub tuz przez snem , kiedy czlowiek jest najbardziej zmeczony, wiec nie do konca bylam skupiona na fabule. Jednak nie zawsze przeciez da sie przeczytac 500 stron "jednym haustem". Lubie ksiazki w ktorych autorzy zostawiaja nas z domyslami i sami pozwalaja rozwiazac zagadke. Jednak w przypadku tej ksiazki tych niedopowiedzen bylo zbyt wiele.
Jednak pomimo tego, ze gdzies po drodze zgubilam watek, nadal uwazam , ze jest to dosc dobra powiesc. Ciekawa, wciagajaca, pieknie napisana, napewno bedzie gratka dla fanow powiesci historyczno-obyczajowych.

Tristan, mieszkajacy na Florydzie 23-letni student historii dostaje list, w ktorym angielska kancelaria prawna informuje go, ze byc moze to wlasnie on jest jedynym spadkobierca wielkiej fortuny. Jednak by testament mogl zostac wykonany mlody mezczyzna musi udowodnic, ze jest wnukiem Ashleya Walsinghama, angielskiego alpinisty, weterana I Wojny Swiatowej. Ashley tuz przed wyjazdem na front poznal piekna mloda angielke o szwedzkich korzeniach Imogen Soames- Andersson. To byla milosc od pierwszego wejrzenia, jednak mlodzi mieli dla siebie tylko piec dni przed rozstaniem. Zakochana Imogen czekala az Ashley wroci z frontu kiedy dowodztwo armii popelnilo kardynalny blad. Kobieta zostala poinformowana , ze jej ukochany nie zyje. Kiedy dowiaduje sie, ze zaszla pomylka jedzie do Francji gdzie ranny w glowe Ashley trafil do szpitala. Pomiedzy dwojgiem mlodych ludzi dochodzi do klotni. Imogen znika a jej slad sie urywa. Kilka lat pozniej Ashley ginie w wyprawie na Mount Everest, jednak caly majatek zostawia Imogen. Przez dziesiatki lat londynska kancelaria prawna probowala dowiedziec sie czegokolwiek o dziejach kobiety lub jej potomkow. Slad doprowadzil ich do Tristana, i to wlasnie on musi rozwiazac zagadke z przeszlosci i dowiedziec sie czy to wlasnie on jest zaginionym wnukiem alpinisty. Ma tylko 5 tygodni do czasu, az caly spadek przypadnie w udziela panstwu i roznym organizacjom charytatywnym. Testament zostal oznaczony klazula tajnosci dlatego Tristan jest zupelnie sam w drodze do poznania prawdy. 

Z poczatku cala fabula wydaje sie bardzo naciagana. Niby jak mlody chlopak, bez odpowiedniego wyksztalcenia, bez pomocy z zewnatrz bedzie w stanie rozwiklac zagadke zaginiecia kobiety sprzed prawie 80 lat? Jednak nasz glowny bohater jest chyba superbohaterem rodem z komiksow Marwela gdyz w niespelna tydzien udalo mu sie dokonac tego z czym nie potrafila sobie poradzic armia doswiadczonych prawnikow. W jego rece wpada list, ktory jak po nitce do klebka prowadzi go do rozwiazania zagadki. Tristan odwiedza Szwecje , gdzie znajduje kolejny element ukladanki, jakim sa listy Ashleya. Te z kolei prowadza go do Francji, potem Niemiec i Islandii. I wyobrazcie sobie panstwo, ta europejska wycieczka byla tak tania, ze wystarczylo mu na nia 1800 dolarow. Autor chyba nigdy w Europie nie byl i nie zdaje sobie sprawy z kosztow podrozy i zakwaterowania na Starym Kontynencie. Same pociagi we Francji ( nie mowiac o Angilii ) pochlonelyby polowe budzetu bohatera. A on nie dosc , ze podruzuje samolotami to jeszcze noc w noc raczy sie alkoholem i calkiem niezle odzywia. Moim zdaniem to wlasnie Tristan jest najslabszym elementem calej powiesci. Na domiar zlego, przez pierwsze 150 stron mialam wrazenie, ze jest on duzo starszy, na co wskazywalo chociazby zachowanie szwedzkich studentow, ktorzy traktowali go niemalze jak dziadka choc byl niemalze w tym samym co oni wieku. No coz moze amerykanska mlodziez starzeje sie szybciej.
Rowniez postac Mireille doprowadzala mnie do szewskiej pasji. Tristan poznal dziewczyne w jednym z paryskich pubow. Znudzona studiami, pewnie zauroczona mlodym amerykaninem postanowila z nim pojechac na polnoc Francji. Ich zwiazek od poczatku mial charakter platoniczny . Dlatego zastanawia mnie dlaczego dziewczyna kazala Tristanowi wybierac ? Wrecz blagala go by pozostawil rodzinne sekrety i z nia zostal? Moim zdaniem te zadania byly wrecz smieczne i zarazem absurdalne. Dlaczego ktos mialby rezygnowac z mozliwosci zdobycia fortuny lub odpowiedzi na nurtujace go pytania dotyczace wlasnej rodziny dla nieznajomego? Dla znajomego, ktory nic nie jest w stanie obiecac?

O wiele ciekawsze czescia ksiazki, niz nieudolne poszukiwania Tristana, jest historia zycia Ashleya i Imogen. Rozdzialy sa naprzemienne, wiec wraz z rozwojem sytuacji w czasie wspolczesnym jednoczesnie odkrywamy zagadke z perspektywy kochankow. Opowiesci przeplataja sie ze soba. Bardzo zaluje, ze autor po prostu nie darowal sobie watku Tristana i nie ograniczyl do historii Ashleya i Imogen. Z pelna odpowiedzialnoscia moge powiedziec, ze wtedy po prostu zakochalabym sie w tej ksiazce. Wojenne losy Ashleya sa przerazajace a decyzje, ktore musiala podejmowac Imogen bolesne. 

Czytelnicy powinni byc przygotowani, ze po skonczeniu lektury niekoniecznie dostana to czego sie spodziewali. Bo paradoksalnie koniec wszystkiego nie wyjasnia a autor pozostawia nas sam na sam z setkami pytan. Ja jestem w stanie to wybaczyc , biorac pod uwage, ze jest to powiesciowy debiut Justina Go. Z pewnoscia dam mu jeszcze szanse, poniewaz sam styl powiesci byl swietny a i fabula do najgorszych nie nalezala. Wierze , ze kolejne ksiazki beda lepsze. 

Moja ocena to 5/10.

piątek, 14 sierpnia 2015

Tytul: "Tron z czaszek. Ksiega I"
Autor : Peter V. Brett
Wydawnictwo : Fabryka Slow
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 460
Tytul oryginalu : The Scull Throne






Ludzkie demony


Oj dlugo dlugo musialam czekac na kolejna czesc mojego ulubionego cyklu o Malowanym Czlowieku. Oatatnia czesc urwala sie takim "Cliffhangerem" ze wprost umieralam z niecierpliwosci jak potoczyly sie losy Arlena i Jardira po tym jak rzucili sie w przepasc? Zastanawialam sie czy autor jest na tyle odwazny by pozbawic nas obu glownych bohaterow? Troszke jest w tym prawdy jednak to nie smierc zabrala nam obu wojownikow. W nowej czesci cyklu na pierwszy plan wychodza postaci w poprzenich czesciach marginalizowane a te, ktore udalo nam sie dobrze poznac wystepuja zaledwie w kilku akapitach. Przez pierwszych 400 stron, nie ma nic o Rojerze - moim nomen omen ulubionym bohaterze. W tym momencie pewnie czesc osob czytajacych moja recenzje, tych ktorzy nie mieli do czynienia z poprzednimi tomami zamknie strone w wyszukiwarce. I beda miec racje. Ta czesc jest stricte kontynuacja swoich poprzedniczek i nie radze czytac jej bez uprzedniego zapoznania sie z cyklem demonicznym. Sama, po ponad roku, jaki trwalo rozstanie mialam trudnosci z przypomnieniem sobie glownych bohaterow, co czasami wywolywalo frustracje , wiec jak poczuje sie  osoba , ktora nigdy nie miala okazji ich poznac? Totalnie zagubiona w fabule. Co prawda autor czesto uzywa retrospekcji, by przypomniec nam minione wydarzenia, jednak to nie wystarcza. 

Po tym jak Jardir i Arlen runeli w przepasc Krasja i podbite przez nia ziemie Cin traca przywodce. Rzucone przez Damajah Inevere kosci nie wraza jego rychlego powrotu. Rozpoczyna sie walka o wladze miedzy synami Ahmanna , jayanem i Asome. Jednak przebieglej Ineverze udaje sie umiescic na Tronie z Czaszek, Ashana, przyjaciela Jardira. Tuz przed pojedynkiem Jardir poprosil Ashana, by w przypadku jego smierci objal urzad, gdyz zdawal sobie sprawe, ze jego synowie nie sa jeszcze gotowi by sprawowac wladze. 
Tymczasem w innej czesci Krasji, Arlen wiezi Jardira w magicznie zabezpieczonej wiezy. Obiecuje przyjacielowi odzyskanie wolnosci w zamian za pomoc w uwiezieniu jednego z Ksiazat Nie, ktory zniewolony bedzie w stanie zaprowadzic ich wprost do Otchlani na spotkanie z matka demonow. Pomaga mu w tym zona Renna. Jardir, umiejacy czytac ludzka aure zgadza sie pomoc. Wyruszaja do miasta Slonce Anocha gdzie demony umyslu zaatakuja grobowiec Kajiego. To wlasnie tutaj postanawiaja wpedzic demony w zasadzke. Walczac o zycie i pokoj dla ludzkosci nie zdaja sobie sprawy ze Krasja stanela na krawdzi wojny domowej. Zbuntowani Chin podpalaja domostwa i porywaja dzieci. Czy uda im sie wrocic na czas by zaprowadzic pokoj i nie doprowadzic do kolejnej wojny w blasku dnia?


Z poczatku mialam wielkie trudnosci z przypomnieniem sobie kto jest kim. Natlok imion i towarzyszacych im tytulow wprowadzaly chaos. Dlatego wdzieczna jestem autorowi za liczne retrospekcje .Jednak wiem , ze jesli ktos dopiero zacznie swoja przygode z cyklem i przeczyta wszystkie czesci od deski do deski , powtrzenia beda go irytowac. 
Balam sie rowniez tego , ze do czytania zniecheca mnie nuzace opisy walk, gdyz jest to cos czego w literaturze fantasy nie lubie. Myslalam , ze autor popelni blad jak R.R Salvatore  w cyklu o Drizzcie Do Urdenie. Zapelni strony ksiazki opisami wymierzania kopniakow i tniec mieczem kosztem waznych i ciekawych dialogow. Jednak Brettowi w pelni udalo sie utrzymac balans pomiedzy opisami i narracja. Owszem te pierwsze sa obecne, jednak nie przytlaczaja, a wspaniale dialogi rekompensuja je po tysiackroc. 

Jak pisalam wyzej watek Jardira i Arlena w tej czesci cyklu jest nieco okrojony jednak to wlasnie on nadal stanowil dla mnie kanwe calej powiesci. Na to wlasnie czekalam. Wspaniale bylo patrzec jak mezczyzni w koncu zachowuja sie jak dorosli a nie jak mali chlopcy. Jak probuja budowac swoje wzajemne relacje, zakopuja topor wojenny, wybaczaja zdrady i okropne czyny popelnione w przeszlosci. Sa prawdziwymi ajin pal. 
Jednak oprocz paru scen rozwiazujacych Cliffhanger z poprzedniej czesci, pierwsza czesc powiesci podzielona jest pomiedzy wydarzenia rozgrywajace sie w Krasji i w Lakton. Brett wykorzystal okazje i zpaoznaje nas z postaciami drugoplanowymi, ktore maja wielki wplyw na rozgrywajace sie wydarzenia ,jak Abban czy Inevera. Jak zwykle draznila mnie postac Leeshy i jej romantyczne rozterki jednak tym razem bylam w stanie to wybaczyc. Rewelacyjny, zreszta jak zawsze, byl Rojer i jego zony. 

Druga czesc powiesci bazuje na upadku kultury ludzi polnocy, upadku idealow, wiary i idei. To bylo po prostu epickie, wypelnione tyloma zdradami i podstepami , ze nie bylam w stanie zliczyc, istna gra o tron. To wlasnie w drugiej czesci dzieja sie rzeczy istotne. Do tej pory myslalam, ze losy ludzkosci lezaly w rekach Arlena czy Jardira jednak autor przedstawil zupelnie nowy scenariusz. Niestety musze poczekac na kolejny tom by dowiedziec sie jak potocza sie losy ludzkosci, jednak swiat ktory pozostawiamy za soba po przeczytaniu ksiazki, nie jest tym za ktory walczyli bohaterowie w poprzednich czesciach. Zreszta , co bardzo mnie zasmucilo, bohaterow tych pozostalo niewielu. Jednak ich smierc nie byla tania. Kiedy gineli bylismy tuz przy nich , co w przypadku niektorych lamalo mi serce. 

Ironicznie, w przypadku tej ksiazki to ludzie ustepuja miejsca swoim okrucienstwem demonom. Niestety, nie da sie nic przyspieszyc i musze poczekac do kolejnej czesci by dowiedziec sie jak autor poprowadzi rozpoczete przez siebie nowe watki. A doczekac sie nie moge.

Komu polecam? Oczywiscie wszystkim fanom cyklu demonicznego i niestety nikomu wiecej. Jesli ktos zacznie czytac od srodka szybko sie znudzi i podda , a byloby szkoda gdyz Peter W Brett ma naprawde wspaniala wyobraznie i niezwykle lekkie pioro. Nalezy do tych autorow na ktorych dziela czeka sie z niecierpliwoscia i stoi  przed ksiegarnia w dniu premiery.

Moja ocena 9/10. 

wtorek, 11 sierpnia 2015


Tytul : "Esesman i Zydowka"
Autor : Justyna Wydra
Wydawnictwo : Zysk i S-ka
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 280



Gimnazjalna wojna


Ksiazke "Esesman i Zydowka" dostalam w prezencie i mowiac szczerze mialam opory przed jej
przeczytaniem. Sam tytul wydaje mi sie tak plytki, ze tej samej plytkosci spodziewalam sie po calej powiesci. I niestety, przynajmniej sadzac po poczatkowych rozdzialach ksiazki, niewiele sie pomylilam. Moj maz zainteresowany tematyka II Wojny Swiatowej, zwrocil uwage na tytul i sam chcial ja przeczytac. Teraz wiem, ze po pierwszych stronach, ba juz po pierwszym akapicie rzucil by ja w kat. A dlaczego? Osobiscie jestem bardzo tolerancyjna, i wiele potrafie wybaczyc, czy to fatalne zakonczenie czy ciagnaca sie jak krowka ciagutka fabule jednak jest cos czego po prostu nie trawie. A mianowicie szkolny styl pisania. Czytajac pierwsze rozdzialy mialam wrazenie, ze powiesc zostala napisana przez ucznia pierwszej klasy gimnazjalnej. Suchosc opisow, kiepska gramatyka i styl sugerowaly zwykle szkolne opowiadanie. Opis ludzi wywozonych w bydlecych wagonach byl tak pozbawiony emocji, ze mialam wrazenie, ze jada na wycieczke krajoznawcza a nie na spotkanie ze smiecia. I niestety to uczucie towarzyszylo mi przez cala ksiazke. Zabraklo tutaj glebi, zabraklo uczuc, powiesc jest plaska jak dno od garnka i nawet dosc dobre zakonczenie jej nie ratuje. Fabula jest naciagana i nieprawdopodobna a sama glowna bohaterka tak denerwujaca i pelna skrajnosci, ze nie idzie jej polubic. Ciesze sie, ze powiesc miala niecale 300 stron poniewaz nie wiem czy przetrwalabym wiecej.

Deborze Singer cudem udaje sie uciec z bydlecego wagonu, transportujacego wysiedlonych z Krakowa zydow do obozow zaglady. Biegnac przez las, oslabiona potyka sie i skreca kostke. Nie znajdujac schronienia w lesnym poszyciu staje sie latwym lupem dla scigajacych uciekinierow esesmanow. Na drodze pojawia sie wojskowy motocykl i wysiada z niego mlody esesmam. Dosc dlugo przyglada sie dziewczynie by w koncu ja rozpoznac. Kilka miesiecy wczesniej Debora uratowala zolnierzowi zycie, kiedy zostal ranny podczas zorganizowanej przez polskich partyzantow zasadzki.Esesman Bruno postanawia odwdzieczyc sie i uratowac jej zycie. Ryzykujac zabiera ja spowrotem do Krakowa gdzie dziewczyna znajduje schronienie u polskiej rodziny, malzenstwa lekarzy panstwa Olszanskich. Jednak nie byl to ostatni raz kiedy drogi dwojki mlodych ludzi sie skrzyzuja. 

Pierwsze co nie spodobalo mi sie w powiesci to sama jej forma a dokladniej jej wielorakosc i zmiennosc. Czasem mamy do czynienia z wszystkowiedzacym narratorem, czasem postaci opowiadaja o swoich losach w pierwszej osobie, a jeszcze gdzie indziej autorka daje nam do przeczytania listy. Celem tej mnogosci narracji bylo zapewne przedstawienie wszystkich punktow widzenia i wszystkich uczuc glownych bohaterow. Jednak paradoksalnie to wlasnie tych uczuc tutaj zabraklo, zabraklo jakiejkolwiek namietnosci, pomimo tego, ze ksiazka byla w duzej mierze o milosci. Bohaterowie tutaj sa szablonowi, wrecz sztuczni. Dialogi sa nierealne, chociaz na plus jest to, ze jest ich sporo. Gdyby autorka natchnela swoich bohaterow choc odrobina ludzkich uczuc, gdyby poswiecila wiecej czasu ich kreacji, napisala 200 stron wiecej to naprawde bylaby to swietna powiesc, poniewaz sama fabula nie byla zla. Jednak jak mozemy pisac o wojnie, o ludobojstwie, a w tym wszystkim o milosci dwojga ludzi z przeciwnych obozow, ktorym nie jest pisana wspolna przyszlosc, tak jak bysmy pisali o przepisie na biszkopt?

Ta ksiazka to na poly powiesc obyczajowa, na poly reportaz a tak naprawde to zwykly misz masz. Po czesci mamy tutaj do czynienia z rozliczeniem historii, jednak autorka czyni to w taki sposob jakby chciala zebysmy zbrodniarzom wspolczuli. Czasem mialam wrazenie, ze nie mogla sie zdecydowac czy byli oni z natury zli czy po prostu urodzili sie w zlym miejscu i w zlym czasie. Sam glowny bohater , Bruno wydaje sie miec dwie natury, z jednej strony urodzony, dumny esesman a z drugiej wspolczujacy, dobry kochanek, ktory jednak nie moze przestac zabijac ludzi, gdyz takie dostal rozkazy a duma jest u niego na pierwszym miejscu. To samo Debora. Kobieta doskonale wiedziala, jak nazisci traktuja ludnosc zydowska jednak nie przeszkadzalo jej to zakochac sie w zbrodniarzu wojennym i jeszcze go usprawiedliwiac, a tym bardziej mu wybaczyc. Rozumiem ze milosc jest slepa , jednak czy az tak bardzo? Autorka pokazala , ze w II Wojnie Swiatowej nie bylo ani wygranych ani przegranych. Tak naprawde jedyna postacia, ktora polubilam i szanowalam, byl Dawid , narzeczony Debory. Jedynie on byl do konca soba. 

Komu polecilabym te ksiazke? Moze uczniom gimnazjum i liceum majacym opory przed czytaniem podrecznikow? Zawsze lepsze jest przeczytanie choc takiego opowiadania i wchloniecie malej bo malej ale zawsze jakiejs dawki historii. Moze kobietom spragnionym wojennych romansow? Napewno nie jest to ksazka dla osob oczekujacych od powiesci czegos wiecej, jakiejs glebi osiagniecia wyzszego pulapu. Niczego takiego tutaj nie znadziecie. 


Moja ocena to 3/10

sobota, 8 sierpnia 2015


Tytul : " PS Nie szukajcie mnie"
Autor : Leena Parkkinen
Wydawnictwo : Swiat Ksiazki
Rok wydanie : 2015
Liczba stron : 336
Tytul oryginalu : Galtbysta lanteen



Wyspa tozsamosci




Wydawcy przyzwyczaili nas, ze mowiac o literaturze skandynawskiej mamy na mysli wysmienite kryminaly w stylu Henninga Mankella. Rowniez i tym razem w opisie ksiazki pojawia sie slowo morderstwo, jednak tutaj nie sugeruje ono ksiazki kryminalnej a bardzo dobra powiesc obyczajowa z suspensem. Takie wlasnie ksiazki lubie najbardziej. Jest to moje pierwsze spotkanie z literatura finska, a co za tym idzie rowniez z sama autorka. Jednak pierwsze wrazenie jest nad wyraz pozytywne, dlatego z pewnoscia siegne po kolejne ksiazki Leeny Parkkinen. Ciekawa fabula, bogaty jezyk, wyraziste, kontrowersyjne postaci ( watek homoseksualny, ktory moze razic co wrazliwszych poprzez dosc smiale sceny erotyczne) sprawily , ze czytanie bylo prawdziwa przyjemnoscia. Rozczarowalo mnie nieco zakonczenie ksiazki jednak w ogolnym rozrachunku jestem jak najbardziej na tak.

83-letnia Karen moze powiedziec, ze w zyciu jej sie poszczescilo. Ma rodzine, pieniadze , piekny klasyczny samochod i garstke przyjaciol. Jednak pewnego dnia postanawia rzucic wszystko i wyruszyc na spotkanie z przeszloscia. Zostawia synowi kartke o tresci "Nie szukajcie mnie", wsiada w samochod i jedzie na Fetknoppen, wyspe na ktorej sie urodzila. Postanawia jeszcze raz sprobowac rozwiklac zagadke morderstwa z przeszlosci. Na wyspie zamordowana zostala jej kolezanka, Kersti, a o dokonanie zbrodni oskarzony zostal brat Karen, Sebastian. Mlody mezczyzna, nie wytrzymawszy presji napietnowania jako morderca, popelnil samobojstwo w wiezieniu, tez przed ogloszeniem wyroku. W drodze na wyspe Karen, zajezdza na stacje benzynowa gdzie jest swiadkiem napadu. Rabusiami sa mloda ciezarna kobieta, Azar i mezczyzna o imieniu Tromppa. Dzieki ukrytemu w torebce pistoletowi staruszce udaje sie udaremnic napad. Nekana wyrzutami sumienia i litoscia nam mloda, niepelnoletnia Azar postanawia jej pomoc, i zabiera ja ze soba. Obie kobiety ruszaja na wyspe, jedna by rozliczyc sie z przeszloscia druga uciekajac przez przyszloscia i zemsta jaka szykuje jest Tromppa. 

Co w ksiazce podobalo mi sie najbardziej to bohaterowie. Rzadko sie zdarza , ze sa tak wyrazisci, opisani w najmniejszych detalach, rzadko sie zdarza ze osoby w duzej mierze robiace za postaci negatwne a wrecz czarne charaktery, mozemy az tak polubic. Narracja w powiesci prowadzona jest dwutorowo. Poznajemy koleje losow Karen i Azar. Ze wzgledu na roznice wieku miedzy bohaterami oczywistym jest ze czesc dotyczaca Karen jest zdecydowanie bardziej rozwinieta, co jednak nie oznacza ze watek Azar potraktowany zostal po macoszemu. Obie postaci, z pozoru wydaje sie nic nie laczyc. Dzieli je praktycznie wszystko poczawszy od roznicy wieku a na pochodzeniu etnicznym skonczywszy. Jednak przez cala ksiazke odnosilam wrazenie, ze rownoczesnie tak samo duzo je leczy. Obie bohaterki odczuwaja potrzebe zmiany w swoim zyciu.  Rodzice Azar pochodza z Iranu, i pomimo faktu , ze dziewczyna urodzila sie w Findlanii, nigdy nie czula sie tutaj jak w domu. Podobnie rzecz sie ma z Karen. Przez cale dziecinstwo marzyla o tym by wyrwac sie z malenkiej wyspy i ruszyc na podboj swiata. Na stare lata poczula, ze wielki swiat nie jest jej domem i postanowila wrocic do korzeni. 
Ksiazka ta w duzej mierze dotyczy zagadnienia tolerancji. Czasem wprost opowiada o rasizmie z ktorym spotykamy sie w nowoczesnej Europie. Pewne podzialy nie zostaly jeszcze zasypane. Dowodzi tego np. fragment o tym, ze fajnie miec egzotyczna kolezanke, jest to trendy jednak dopuszczanie jej do tajemnic jest juz fou pax. Czasem zalowalam Azar, ktora na dobra sprawe nie potrafila odkryc swojej tozsamosci. Urodzila sie w Findlanii, cale zycie tutaj spedzily=a, tradycje jak rowniez wiara muzulmanska byly dla niej obce. Jednak , ze wzgledu na jezyk i kolor skory nigdy do konca zycia nie poczula sie w pelni Finka, nigdy nie bedzie miala wielkich migdalowych oczu i blond wlosow. Zawsze bedzie ta egzotyczna przygoda. 
Podobnie Karen , cale dziecinstwo spedzila na malutkiej wyspie gdzie kazdy sie znal. Ojciec weterynarz byl postacia , ktora nalezalo szanowac. Matka byla traktowana zgola odmiennie. Paniusia spoza wyspy, lubiaca drogie kosmetyki i dywany nigdy nie poczula ze nalezy do wyspiarskiej spolecznosci. sasiedzi nigdy jej nie zaakceptowali. Karen od najmlodszych lat patrzac na matke, sluchajac jej wiedziala ze nie pasuje do tej wyspy i jej mieszkancow. I postanowila uciec w poszukiwaniu wlasnej tozsamosci.

Jedynym minusem dla mnie bylo zakonczenie. Chcialabym dowiedziec sie jak dalej potoczyly sie losy Azar jednak autorka jakby o niej zapomniala. Ot odwalila swoja role i moze zejsc na dalszy plan. Po czesci zakonczenie bylo rowniez przewidywalne ( osobiscie juz od polowy ksiazki wiedzialam, kto stal za morderstwem Kersti ). 
Jednak w ogolnym rozliczeniu mamy wiecej plusow niz minusow. A zeby jeszcze bardziej przechylic szale dodam, ze autorce udalo sie dokonac tego co potrafia tylko nieliczni autorzy. Dzieki barwnym i niezwykle dosadnym opisom zostalam wprost przeniesiona na malenka finska wysepke i potafilam wcielic sie w bohaterow. Myslec ich myslami i odczuwac prawdziwy fizyczny bol. Malo tego nawet wrazenie chlodu bylo obecne. oj bedzie duzy rachunek za prad ;)

Moja ocena to 7/10. 

wtorek, 4 sierpnia 2015

Tytul : "Mow do niej"
Autor : Francisco Goldman
Wydawnictwo : AGORA S.A
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 400
Tytul oryginalu : "Say her name"







Kochaj zone moja jak siebie samego


Po "Mow do niej" siegnelam na pol godziny przed wyjsciem do pracy i powiem szczerze z poczatku
myslalam, ze to jedna z tych ksiazek od ktorych sie nie da rady oderwac. Jednak kiedy wrocilam do domu i przeczytalam kolejnych kilkanascie stron , cos sie zmienilo, i lektura zamiast dostarczyc mi rozrywki stala sie droga przez meke. Cenie Francisco Goldmana za jego reportarze dlatego jak tylko zobaczylam "Mow do niej" na polce w ksiegarni to ja z miejsca kupilam. Teraz wiem, ze byly to stracone pieniadze. Zamiast powiesci biograficzno-obyczajowej dostalam swoista spowiedz zalamanego smiercia zony mezyczyzny. Nigdy nie interesowaly mnie powiesci w stylu "Pisane przez zycie" jak chciazby lzawe ksiazki Cathy Glass czy sagi o uciemiezonych arabskich rodzinach, nomen omen pisane przez polskie autorki jak Tanya Valko. Jednak w opowiesciach o malzenstwach, ktore rozlaczyla smierc jest cos co mnie przyciaga. Moze to strach przed tym, ze mnie sama moze to spotkac?  Zazwyczaj autorzy takich powiesci maja dwa wyjscia . Albo wyznac wlasna milosc do zmarlego albo przekonac czytelnika do tego by pokochal jego zmarlego malzonka tak samo jak on. Goldman wybral to drugie wyjscie, i niestety mnie nie przekonal a wrecz odwrotnie. Ze swojej zmarlej malzonki uczunil groteskowa kukielke, ktorej nie idzie polubic , a co za tym idzie wykrzesac z siebie chociaz minimum wspolczucia dla cierpiacego autora.


Ksiazka opowiada o losach malzenstwa Goldmanow. Francisco Goldman jest znanym amerykanskim pisarzem. Na poczatku XX wieku poznaje Aure Estrade, studentke i pisarke z Meksyku, ktora przyjechala do Stanow Zjednoczonych pisac doktorat. Para, pomimo roznicy wieku zakochuje sie w sobie. W 2005 roku biora slub. Jak przyznaje sam autor Aura byla i bedzie jedyna miloscia jego zycia. W 2007 roku, w wypadku na Pacyfiku Aura ginie, pozostawiajac Francisco w glebokiej zalobie. Dodatkowym gwozdziem do trumy jest postawa rodziny Aury , ktora oskarza mezczyzne o spowodowanie jej smierci. Ksiazka napisana jest w formie pamietnika, swoistej spowiedzi autora. Opowiada on o swojej zonie i ich zwiazku, tym samym oddajac jej czesc. 

Co mozemy wyczytac juz z pierwszych stron ksiazki to to jak bardzo autor kochal swoja zone. I praktycznie tylko o tym jest ta powiesc. To swoiste epitafium. Jesli powiesc bylaby krotsza o przynajmniej 200 stron, wtedy moglaby byc dzielem doskonalym. Niestety wydaje mi sie, ze autorowi nie zalezalo na tym by pokazac swoja milosc tylko by wskrzesic zmarla malzonke w umyslach czytelnikow. Wprost nakazuje nam ja kochac tak jak on to robi czym czyni powiesci niewypowiedziana krzywde, poniewaz z obrazu jaki autor namalowal mi przed oczami wylania sie postac , ktorej po prostu nie da sie polubic. 
Aura wyszla za maz za prawie dwukrotnie od niej starszego mezczyzne i byla to jej swiadoma decyzja. Czemu w takim razie na kazdym kroku wypomina mu jaki jest stary i brzydki dlatego musi sie poddac chirurgii plastycznej? Byla tak prozna, ze na ich wesele kazala mu pofarbowac wlosy na czarno. No i jej ekscentryzm. Toster z Hello Kitty? Sam autor wszystko to uwaza za slodkie i urocze a we mnie ze strony na strone rosla niechec do mlodej dziewczyny. Nie moglam pojac jak ktokolwiek, mogl byc na tyle glupi, by nie dostrzegac zwyklego braku szacunku i oznak pogardy, i zaczelam sie zastanawiac czy z autorem jest mentalnie wszystko w porzadku. Gdyby mnie ktos traktowal az tak przedmiotowo to szybko by znalazl sie na wycieraczce. 

Po okolo stu stronach zaczelam po prostu przerzucac kartki, poniewaz fabula absolutnie nie posuwala sie do przodu. Jedyne co mnie trzymalo przy tej ksiazce to chec dowiedzenia sie jak zginela Aura. I niestety by poznac prawde musialam bardzo dlugo czekac. 


Na plus musze dodac, ze autor bardzo pieknie potrafi pisac o uczuciach. Oferuje poruszajacy obraz
smutku i trudnosci na jakie napotkal w walce ze swoja tesciowa, poczynajac od wyrzucenia z mieszkania w Mexyku a na odebraniu mu prochow zony konczac. osobiscie bylam bardzo wzruszona czytajac o uczuciach jakie w autorze buzowaly , podczas uzywania kosmetykow zmarlej zony, na przyklad niecheci do uzywania jej szamponu czy opisu odciskow jej palcow w kremie. To wszystko bylo bardzo wzruszajace. Ale ostatecznie to nie wystarczy by napisac dobra ksiazke. "Mow do niej" moglby byc niesamowicie poteznym esejem jednak nie jest to wystarczajacy temat na ksiazke. 400 stron druku zostalo moim zdaniem zmarnowane.

Nie wiem jak bym sie czula po stracie tak bliskiej osoby jednak uwazam, ze Goldman powinien zachowac choc czesc Aury dla siebie, a nie dzieli sie nia z calym swiatem. Byla to naprawde trudna ksiazka, a druga polowa byla wrecz nie do zniesienia. Wstyd sie przyznac ale z jednej strony czekalam na to by Aura wreszcie umarla a z drugiej wstydzialam sie za swoje uczucia. 

Komu polecam te powiesc? Czytelnikom o bardzo mocnych nerwach, odpornych na dlugasne opisy i totalny brak dialogow. Zreszta sama edycja tekstu pozostawia duzo do zyczenia, bo czesto nie mozemy sie polapac kto co mowi, wszystko jest jednym ciagiem. 

Moja ocena to 1/10

piątek, 31 lipca 2015




Tytul : "Kazdego dnia"
Autor : David Levithan
Wydawnictwo : Wydawnictwo Dolnoslaskie
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 264
Tytul oryginalu : Every Day



Samolubny byt


Ksiazka "Kazdego dnia" bylaby niezlym wyzwaniem dla literackich klubw dyskusyjnych. Jak mozna
zauwazyc po recenzjach. chociazby na amrykanskim portalu goodreads.com, dostaje albo bardzo dobre recenzja albo skrajnie negatywne. Zwolennicy prostych, liniowych i zdetalizowanych fabul napewno beda zawiedzeni, gdyz autor nie daje nam zadnych odpowiedzi na nasuwajace nam sie w trakcie czytania pytania. Za to Ci, ktorzy skupiaja sie na psychologicznej stronie bohaterow, lubia ksiazki z moralem i wszedzie doszukuja sie glebszej tresci, beda zadowoleni. Jednak zaloze sie, ze pomimo wielu negatywnych opinii, nie ma czytelnika , ktory odlozyl ksiazke na polke nie doczytawszy jej do konca. Jest cos w stylu pisarskim Levithana, co nas przyciaga jak cme do swiatla. Osobiscie, czytajac ksiazke doswiadczylam dziwnego uczucia , w ktorym moj rozum klocil sie z sercem. Analityczny umysl staral sie wychwycic choc czesc odpowiedzi na moje pytania, kiedy serce skupialo sie na emocjach glownych bohaterow i na beznadziejnosci sytuacji, w ktorej sie znalezli. Im blizej bylam konca tym bardziej sie go obawialam, a sama koncowka doprowadzila mnie do lez. I wlasnie za te emocje autorowi dziekuje.

A ma 16 lat i sklada sie wylacznie z samej swiadomosci, ktora kazdego dnia znajduje sie w innym ciele. Sytuacja ta trwa od jego "narodzin" i nic nie wskazuje na to by cokolwiek w tej materii mialo sie zmienic, gdyz A nigdy sie nie natknal na kogos podobnego do niego. Kazdego dnia w innym ciele, z inna rodzina, z innymi przyjaciolmi, od poranku do 24 kiedy to jakas sila wyrywa go z zamieszkiwanego ciala i ciska w nastepne. Pewnego dnia, kiedy przechodzenie z jednego ciala do drugiego stalo sie dla naszego glownego bohatera rutyna, A budzi sie w ciele 16-letniego Jestina i poznaje jego dziewczyne Rhiannon. Znajac mysli Justina zauwaza, ze chlopak nie kocha Rhiannon a jest z nia tylko ze wzgledu na przyzwyczajenie i udany sex. W tym zwiazku nie ma miejsca na szacunek. A zauwaza, ze Rhiannon kocha chlopaka i jest w stanie zrobic wszystko byle tylko uratowac ten zwiazek, stad jej sluzalcza wobec Justina postawa i rezygnacja z wlasnych marzen i planow. A postanawia ofiarowac zakochanej dziewczynie jeden dzien z odmienionym Justinem i pokazac jak powinien wygladac prawdziwy zwiazek. Jest szarmancki i przyjacielski, spelnia zachcianki Rhiannon, a zamiast chamstwa okazuje jej czulosc i zrozumienie. Podczas pobytu na plazy zdaje sobie sprawe, ze Rhiannon wyzwolila w nim uczucia, ktore od dlugiego czasu pozostawaly uspione. Zakochuje sie w dziewczynie i postanawia zrobic wszystko by i ona sie w nim zakochala. W tym celu kazdego kolejnego dnia wykorzystuje ciala swoich gospodarzy  i jedzie na poszukiwania Rhiannon.W koncu zmuszony sytuacja wyjawia jej swoja tajemnice.


Autor w swojej powesci zdradza nam bardzo malo faktow, ktore w skrocie mozemy podsumowac :

- A przeskakuje tylko z ciala do ciala osob o podobnym wieku. W ksiazce poznajemy go jako 16 latka
- Przeskoki sa w pewnym sensie ograniczone geograficznie. Wiekszosc akcji ksiazki dzieje sie w stanie Montana. Chociaz jesli gospodarz wybierze sie w podroz , gdzie spedzi noc, w nastepnym dniu A rowniez obudzi sie gdzies niedaleko ( powiedzmy ze w promieniu 4 godzin jazdy )
- Przeskoki nastepuja codziennie o tych samych godzinach
- Gospodarzem nigdy nie jest dwa razy ta sama osoba
- A ma dostep do wspomnien swoich gospodarzy, jednak nie do konca rozumie ich uczucia.

W ksiazce niestety jest bardzo duzo niescislosci, dotyczacych punktow powyzej. Same nasuwaja sie pytania, poczawszy od tych oczywistych w stylu : czym jest ta sila, ktora przenosi A z ciala do ciala ( diabel, blad genetyczny ), czy to, ze A zmienia dawce dokladnie o godzinie 12 w nocy, jest zalezne od stref czasowych ( w takim wypadku jak by posuwal sie stala , szybka predkoscia to czy by zostal w jednym ciele ) czy po prostu musi byc w ciele jednego gospodarza 24 godziny? Po tych oczywistych pytaniach przychodzi kolej na szcegolowe . Jesli o godzinie 12 jakas sila wyrywa bohatera z ciala dawcy i nastepne jego wspomnienie jest dopiero z ranka nastepnego dnia to co sie dzieje z cialem przez okres snu? Czy i dawca i biorca w danym czasie spia ( co jesli trafi na impreze? czy zapada w letarg? ). Kim tak naprawde byl nasz glowny bohater pod wzgledem kulturowym? Wiemy, ze znal jezyk angielski, a jak sie znajdowal w ciele emigrantow to byl zaznajomiony rowniez z ich jezykiem , jednak plynne wypowiadanie sie sprawialo mu trudnosci. Czy z tego wynika, ze byl samouczacym sie bytem znikad? Jak doszlo do tego, ze niektorych umyslow mial wiekszy dostep , kiedy inne sie przed nim zamykaly? Na te i wiele innych pytan niestety nie dostajemy odpowiedzi.

Ale zamiast skupiac sie na tym co jest dla nas niewiadome skupmy sie na tym co dostajemy podane na tacy. I tutaj niestety rowniez nie jest za rozowo. Poniekad mozemy powiedziec , ze " Kazdego dnia " jest opowiscia o milosci. A zakochuje sie w Rhiannon i stara sie zrobic wszystko by ich milosc mogla byc mozliwa. Jednak czy to naprawde jest milosc? Dla mnie to byla raczej forma Stalkingu. Glowny bohater, przywlaszczal sobie ciala dawcow ( nie zwazal na to na co mieli ochote i ignorowal ich plany chociaz doskonale je znal ) by kazdego dnia jezdzic do odleglego miasta i przesladowac mloda dziewczyne. Wrecz narzucal jej swoje uczucia, co poniekad upodabnialo go do jej chlopaka Justina - ktory rowniez mowil jej jak ma sie zachowywac. Indoktrynowal ja i wmawial co jest dla niej dobre. na domiar zlego autor kaze nam mu wspolczuc, uzalac sie nad tym bytem , przed ktorym nie ma zadnej przyszlosci, bytem bez bliskich i rodziny, ktory nie ma miejsca , ktore nalezaloby wylacznie do niego , nie ma domu. Jednak z kartki na kartke bylo we mnie tego wspolczucia coraz mniej. A byl egoistycznym typkiem, ktory po trupach dazyl do celu. Milosc, ktora czul do Rhiannon byla w stanie usprawiedliwic wszystko. Uzywal cial swoich dawcow jak publicznego transportu totalnie zagluszajac ich wolanie. Ingerowal w ich zycie, nie zwazajac na konsekwencji. I do tego wmawial im, ze tak naprawde nie zostali opetani. To tak jak by Edward ze Zmierzchu po opiciu sie ludzkiej krwi wyszedl z cienia , rozblysl w sloncu i powiedzial , ze wampiry nie istnieja. Totalna hipokryzja.

Troszeczke lepiej w mojej ocenie wyszla psychologiczno-dydaktyczna strona ksiazki, choc juz po pierwszych paru akapitach wszystko zdawalo sie bardzo przewidywalne. Autor nakreslil nam ciekawy obraz amerykanskiego spoleczenstwa, skupil sie jednak za bardzo na jego extremach. Mamy tutaj cpunow, imprezowiczow, sekty, samobojcow, homoseksualistow ( czesty temat w dzielach tego autora ) a to wszystko kosztem zwyklych szarakow, ktorych jest wiekszosc. Wydaje mi sie, ze Levithanowi chodzilo o to, ze pod nasza fizyczna otoczka kazdy z nas jest ludzkim bytem, ktory jest okreslony poprzez swoja seksualnosc, a jesli ja odrzucimy wtedy wszyscy bedziemy rozni. A kaze Rhiannon pokochac siebie takim jaki jest, a zapytany czy jest mezczyzna czy kobieta, nie potrafi jej odpowiedziec na pytanie, wrecz stwierdza ze jest to niewazne. W ten sposob krytykuje ja za jej heteroseksualnosc. Twiedzi ze to jest cos zlego. Niestety czlowiek jest tak stworzony, ze atrakcyjnosc fizyczna ma duze znaczenie w zwiazku, generuje rowniez chemie. Dlatego na miejscu Rhiannon nigdy bym nawet nie rozwazala zwiazku z A, bo kupilabym tak zwanego kota w worku. Tym bardziej, ze A jest niezwykle samolubny, czy kiedykolwiek pomyslal o przyszlosci na dluzsza mete? O posiadaniu domu czy dzieci? Mowi, ze kocha Rhiannon a chcialby ja pozbawic tak waznych w zyciu rzeczy.

Niewatpliwie najciekawsza i najbardziej wzruszajaca czescia ksiazki jest jej zakonczenie. Na kartach powiesci poznalam dziesiatki nowych postaci, z ich, czesto przerazajacymi problemami, jednak to wlasnie koncowka byla czyms co wycisnela mi lzy z oczu. Poczatkowo sie ludzilam, ze "Kazdego dnia" bedzie poczatkiem wiekszej serii, dlatego autor jest taki tajemniczy i tylko stawia pytania i nie daje odpowiedzi. Zakonczenie jednak polozylo definitywny kres calej powiesci.

Ciezko mi jest oceniac te ksiazke. Z jednej strony wiem, ze nie jest doskonala. Fabula jest dosc przewidywalna, za duzo tutaj moralizatorstwa. Jednak z drugiej strony tak wciaga, ze ciezko jest choc na chwile sie od niej oderwac. Zreszta podobnie mialam w przypadku poprzedniej czytanej przeze mnie ksiazki autora. Widac musze sobie powiedziec do trzech razy sztuka i siegne po kolejna powiesc Levithana. Moze wtedy bede mogla wyrobic sobie lepsze zdanie. Jesli szukacie ksiazki, ktora wciagnie nas na dlugie godziny to polecam .


Moja ocena to 6/10

niedziela, 26 lipca 2015

Tytul : "Lucynka, Macoszka i Ja"
Autor : Martin Reiner
Wydawnictwo : Stara Szkola
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 232
Tytul oryginalu : Lucka, Maceska a ja






Metaforyczny chaos

My Polacy zawsze mielismy sentyment do czeskiej prozy i literatury wogole. Obydwa kraje laczy wiez doswiadczen wynikajacych miedzy innymi z bliskosci geograficznej. Wspolne jest na przyklad doswiadczenie dziesiecioleci komunizmu . Dzieki temu natychmiast wzajemnie "lapiemy" wiele rzeczy : aluzji, skojarzen , zartow. Wszytsko to jest powodem dla ktorego wiersze czy powiesci czeskich autorow sa u nas wydawane w duzym nakladzie. Osobiscie nigdy nie mialam do czynienia z czeskim dramatem , a jedyna ksiazka jaka czytalam byly "Przygody Wojaka Szwejka". Po siegniecie po tytul "Lucynka, Macoszka i ja" siegnelam tylko i wylacznie ze wzgledu na pozytywne opinie na temat tej ksiazki. Leszczek Engelking, poeta i nowelista kiedys powiedzial " Znaczaca sila i wartoscia czeskiego pismiennictwa jest tez umiejetnosc opisu codziennosci, dnia powszedniego, zwyklych zdarzen. I nadawanie zwyczajnosci wymiaru niomal sakralnego. Ta "nadzwyczajna zwyczajnosc" to tez specyfika czeskiej literatury". W stu procentach zgadzam sie ze slowami znanego krytyka. Obyczajowy wymiar ksiazki rzeczywiscie zasluguje na pochwale a lirycznosc opisow jest wprost poetycka. Jednak to wlasnie tej poezji bylo tutaj za duzo. Z opisu ksiazki wywnioskowalam, ze fabula bedzie osnuta na misternej intrydze i tajemnicy, a dostalam introspekcyjna podroz w glab "wlasnego ja" glownego bohatera.


24-letni Tomasz Mroz pracuje na Brnenskiej Poczcie. Pewnego dnia zaproszony przez przyjaciela Dana, odwiedza mieszkanie znanego czeskiego poety by wziac udzial w spotkaniu waznych osobistosci ze swiatka literackiej Bohemy. Juz od najmlodszych lat poezja i literatura byla jego konikiem, jednak to nie pomaga w tym by umial sie odnalezc wsrod tak zasluzonych osobistosci swiata literatury. Juz mial wychodzic, kiedy niespodzianie podszedl do niego poeta Paulkner i zaczal opowiadac o znanym jeszcze z czasow przedwojennych poecie Macoszce. W rece literata wpadl bowiem list do Macoszki, podpisany inicjalem J., z prosba o oddanie zdjecia. Paulkner jest zywo zainteresowany tym kto jest adresatem listu i prosi mlodego listonosza o pomoc w rozwiklaniu tej zagadki. Zafascynowany postacia poety, Tomasz sie zgadza. Za pozyczone pieniadze podaza tropem literata do Anglii, do szpitala dla psychicznie chorych. 
Praca dla Paulknera nie jest jedyna z rzeczy, majacych wplyw na zycie Tomasza. Tuz przed wyjazdem do Wielkiej Brytanii, poznaje Marte. Marta ma corke Lucynke, i wbre pozorom to wlasnie ona a nie jej rodzicielka staje sie punktem centralnym calego zycia Tomasza. 
Pewnego dnia tuz po powrocie z Anglii, Tomasz odnajduje Marte w stanie glebokiej depresji. Zostaje zabrana do szpitala psychiatrycznego gdzie ma spedzic najblizsze pare miesiecy. Przez ten czas Lucynka trafia pod opieke Tomasza, i miedzy dwojgiem ludzie tworzy sie nieomal rodzicielska wiez. 

Chcialam podziekowac autorowi, ze udalo mu sie zamiescic fabule w 232 stronach i to duzym drukiem. Przypuszczam, ze jesli ksiazka mialaby chociazby 50 stron wiecej to nie doczytalabym jej do konca. Nie jestem fanka poezji, dlatego przebrniecie przez liczne niezrozumiale dla mnie metafory i rozwlekle porownania bylo niezwykle meczace. Czasem odnosilam wrazenie, ze mam do czynienia z interpreatcja wiersza, by w kolejnej linijce przeczytac na wskros wspolczesna proze. Ten miks gatunkowy sprawil, ze czytalo mi sie niezwykle trudno, a niektorych akapitow wrecz nie rozumialam. Denerwujace byly rowniez naglowki podrozdzialow. Jedne zawieraly w sobie calosc zdarzen, inne byly czescia zdania rozpoczynajacego nastepny akapit. To rowniez wprowadzalo niepotrzebny zamet. Z pewnoscia ksiazka ta bedzie gratka dla milosnikow czeskiej poezji i prozy. Pelno tutaj odnosnikow do znanych postaci czeskiego swiata literackiego, pojawiaja sie rowniez wiersze. Zaskakujaca jest rowniez narracja. Autor opowiada w przyszlosci o tym co ma sie zdarzyc w przeszosci, jakby to sie mialo zdarzyc za 5 min. 
Sama fabula wydaje mi sie naciagana. Dlaczego znany literat mialby prosic o pomoc zwyklego listonosza? I z drugiej strony dlaczego ten listonosz sie na to zgodzil? Praktycznie rzecz mowiac, w postaci samego Macoszki nie bylo nic ( oprocz tego ze komuna go usmiercila ) co mogloby zafascynowac mlodego czlowieka. I wlasnie tego mi w tej ksiazce zabraklo. Suspensu. Jesli kogos szukamy to liczymy na to , ze skrywa on w sobie wielka historia , ktora poruszy naszym swiatem. Macoszka owszem sekret skrywal, jednak nie az taki, ktory bylby wart wieloletnich poszukiwan. Zreszta o samym poecie nie dowiadujemy sie zbyt wiele, jest on tylko tlem dla rozgrywajacych sie wydarzen. 

Po wykresleniu z tytulu "Macoszki" zostaloby "Lucynka i ja". Osobiscie mysle, ze ten okrojony tutyl bylby odpowiedniejszy dla calej powiesci. Ksiazka ta w duzej mierze jest o rodzacym sie uczuciu pomiedzy  Tomaszem a mala dziewczynka. Nieczesto zdarzalo mi sie czytac o milosci opiekuna do dziecka, a tutaj autor wspial sie na wyzyny swojej wrazliwosci. Wprost widzimy jak Lucynka z dnia na dzien potrafi zmienic caly swiat mlodego czlowieka. Jak budza sie w nim uczucia, z ktorych istnienia do tej pory nie zdawal sobie sprawy. Najbardziej uderzyla mnie zazdrosc o uczucia do matki, to przeczucie , ze nie wiadomo jak by sie staral i tak nigdy nie osiagnie z dzieckiem takich relacji jak jego biologiczna matka. 
Jest to ksiazka o poswieceniu i odkrywaniu samego siebie. Zaskoczyl mnie troszke przeskok od przeszlosci do terazniejszosci, w ktorym poznajemy nowe fakty z zycia bohatera. Jesli ksiazka bylaby napisana przez kogos innego pokusilabym sie o stwierdzenie, ze wybieg ten byl zastosowany w celu otwarcia drogi dla kolejnej czesci powiesci.Jednak tutaj calosc zostala domknieta i nie ma miejsca na jakiekolwiek rozwiniecie. Dlatego uwazam, ze akurat ten jeden rozdzial byl zupelnie zbedny.

Ciezko mi jest oceniac te powiesc. Mnie ona nie przypadla do gustu jednak patrzac po recenzjach wielu wrazliwszych czytelnikow, moze urzec swoja innoscia. Dla mnie za duzo tutaj poetyckiego jezyka a za malo akcji, za duzo codziennosci a za malo tajemniczosci. Za duzo slow zbyt malo fabuly. Rozpoczynajac przygode z "Lucynka, Macoszka i ja " mialam nadzieje na zagadke i tajemnice a dostalam powiestke intr-filozoficzna, co prawda piekna w swojej prostocie fabularnej jednak zagmatwana w formie. Polecam tylko wytrwalym czytelnikom, lubujacym sie w poetyckich metaforach i glebokich introspekcjach.

Moja ocena to 5/10.  



piątek, 24 lipca 2015

Tytul : " House of cards. Bezwzgledna gra o wladze"
Autor : Michael Dobbs
Wydawnictwo : Znak Literanova
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 416
Tytul oryginalu : House of cards




House of crime



Na wstepie mojej recenzji chcialam zaznaczyc, ze oprocz wyrywkowych zwiastunow nie ogladalam serialu producji BBC pod tym samym tytulem co ksiazka. Oczywiscie nieraz mnie kusilo, szczegolnie ze od wielu osob uslyszalam bardzo pozytywne recenzje, jednak najpierw postanowilam przeczytac ksiazke. Recenzja ta bedzie wiec czysto subiektywna opinia na temat samej ksiazki a nie jej porownaniem z serialem. Bardzo mnie zdziwilo, ze wydawcy podciagneli ten tytul pod kategorie suspens/thriller. Mi osobiscie nie podchodzi pod zaden z tych gatunkow . Jest to typowe political fiction, troszke kojarzace sie z proza Jeffreya Archera i Johna Grishama. Dla ludzi, ktorzy nie znaja sie na polityce i na angielskim systemie parlamentarnym czytanie tej ksiazki bedzie jak toczenie kamienia pod gore. Jednak dla tych, ktorzy posiadaja szeroka wiedze na temat sceny politycznej Anglii lat posttchatherowskich i znaja niuanse systemu parlamentarnego bedzie ciekawym wyzwaniem literackim. 


Akcja ksiazki rozgrywa sie w dziesiec lat po obaleniu rzadow Margaret Thatcher w Wielkiej Brytanii. Partia liberalna z trudem wygrala nastepne wybory na swoja trzecia kadencje, premierem ponownie zostaje wybrany Collingridge.  Sondaze wyborcze mowia, ze poparcie dla partii spada a co za tym idzie stracila kilkadziesiat mandatow w porownaniu z wyborami cztery lata wczesniej. Ten brak zaufania do partii rzadzacej odbija sie na jej czlonkach. Francis Urquhart, rzecznik dyscyplinarny partii, liczyl na to ze po wygranych wyborach dostanie mienisterialna teke. Jednak premier postanawia nie wprowadzac zadnych zmian w gabinetach, w obawie ze opinia publiczna oskarzy go o brak wyraznej linii politycznej i chwytanie sie jak tonacy brzytwy. Urquhart wpada we wscieklosc i postanawia za wszelka cene sam zajac stolek premiera. By osiagnac swoj cel szantazuje specjaliste od public relations Patricka O'Neilla , ze ujawni jego sekret jesli mu nie pomoze, zniszczyc premiera. 
Na drodze do wladzy stanie mu mloda dziennikarka pracujaca dla jednego z najwiekszych dziennikow w kraju, Mattie Storin. Ta mloda dziewczyna nie cofnie sie przed niczym by udowodnic , ze jest najlepszym korespondentem politycznym w Wielkiej Brytanii, a byc moze i na calym swiecie.


Co mnie zdziwilo to tempo w jakim prowadzona jest narracja. Wszystko wydawalo mi sie strasznie powolne, praktycznie brakowalo tutaj jakiejkolwiek akcji. Autor wprowadzil taka mnogosc postaci, ze musialam wlozyc sporo wysilku by sie w tym wszystkim polapac. Dobrze ze nazwiska byly chwytliwe, to po pewnym czasie szlo sie domyslic o kogo chodzi. Rowniez zageszczenie politycznej terminologii spowalnialo czytanie. Wychowana bylam w Polsce i po skonczonych studiach dziennikarskich moge powiedziec, ze polska scene polityczna mam w jednym paluszku. System angielski jest jednak zupelnie odmienny od naszego, wiec czesto musialam siegac do wikipedii by nadrobic braki w mojej wiedzy. 
Zabraklo mi rowniez jakichkolwiek opisow dotyczacych otoczenia i srodowiska, tzw. tla fabularnego. Autor uzywa tak wyrafinowanego i rzeczowgo slownictwa, za czesto mialam wrazenie obcowania z literatura naukowa a nie z literacka fikcja.

W "House of cards" Dobbs skupil sie na interakcjach miedzy bohaterami bardziej niz na nich samych. Zabraklo mi tutaj tla obyczajowego i wyrazistych sylwetek. Owszem znamy nazwiska postaci, znamy ich polityczne gole jednak ich przeszlosc, rodzina, osiagniecia i marzenia pozostaja dla nas niedostepne. Tak ksiazka jest tylko i wylacznie o wladzy i sposobach do niej dazenia. Bardziej pokazuje mechanizmy kierujace zakulisowa polityka niz realne postaci biorace udzial w tym wyscigu. Historie bohaterow poznajemy tylko i wylacznie wtedy kiedy kryje w sobie rzeczy magace zagrozic karierze lub mogace sluzyc szantazowi politycznemu. To wszystko sprawia, ze bardzo trudno znalezc tutaj choc jedna postac, ktora nie mialaby brudu za paznokciami, kazdy ma jakies grzeszki na sumieniu, a duza wiekszosc z pretendentow do "tronu" to zwykli kryminalisci. Kazdy z bohaterow gral swoja role w niezwykle powierzchowny i falszywy sposob co sprawialo , ze ciezko bylo sie z nimi utozsamic ani co najmniej im uwierzyc. 

Jednak dla mnie nie wazna byla sama fabula ani nawet sylwetki glownych bohaterow. Tym co sprawialo, ze przerzucalam strony jak szalona, byl sam przekaz ksiazki ujawniajcy przekrety jakich dopuszczaja sie ludzie dla ktorych odpowiednio wysokie stolki sa wazniejsze niz wszystko inne. Szantaze polityczne, morderstwa, spiski tak wlasnie wygladaja kulisy wladzy. Rowniez tak zwane "wolne media" maja w tym swoj udzial, bo czyz znajdzie sie chociaz jedna gazeta, ktora nie bylaby nakierowana politycznie? Z kart ksiazki wylania sie przerazajacy obraz swiatowej polityki, ktory przemawia do mnie i niestety wydaje sie prawdziwy. W ksiazce ukazane zostaly najprymitywniejsze z ludzkich rzadz i instynktow a bohaterowie pod maskami usmiechnietych politykow ukrywaja unurzane we krwi politycznych oponentow zeby. Z jednej strony czekam na drugi tom a z drugiej sie go boje, boje sie tego co jeszcze ludzie moga wymyslic by wspiac sie wyzej po szczeblach kariery.

Moja ocena to 7/10 punktow. Powiesc dostaje ode mnie duzy dodatkowy punkt za zakonczenie, ktore totalnie mnie zaskoczylo, za co jestem autorowi ogromnie wdzieczna. 

wtorek, 21 lipca 2015


Tytul : "Stulecie Winnych. Ci ktorzy walczyli"
Autor : Albena Grabowska
Wydawnictwo : Zwierciadlo
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 296



Winny jest chaos


Kolejny raz Albena Grabowska mnie nie zawiodla i dostarczyla wspanialej rozrywki. Na wstepie mojej recenzji pragne uprzedzic, skuszonych moja pozytywna opinia czytelnikow, ze jest to pozycja tylko i wylacznie dla osob zaznajomionych z poprzednim tomem. Czesto zdarzalo mi sie trafiac na sagi rodzinne, w ktorych nie wazne ktory tom bym wziela do reki, zawsze szlo sie domyslec co bylo w poprzednich, glownie dzieki retrospekcjom samych autorow. Tym razem jest inaczej. Grabowska stawia na to, ze rodzina Winnych oraz jej losy jest nam znana. Brak tutaj powtorzen, a nawiazania do poprzednich czesci sa bardzo rzadkie, podobnie jak w serialach obyczajowych, w ktorych sami musimy domyslac sie co sie dzialo w poprzednich odcinkach. Dlatego osoby, ktore rozpoczna swoja przygode z saga Winnych od tego tomu moga poczuc sie zagubione i rozczarowane.

Drugi tom rozpoczyna sie wraz z poczatkiem II Wojny Swiatowej. 1 wrzesnia jedna z blizniaczek Winnych, ktore poznalismy w poprzedniej czesci, Mania, wydaje na swiat kolejne blizniaczki - Kasie i Basie. Tego samego dnia jej maz Pawel znika, i nikt nie jest w stanie dowiedziec sie co sie z nim stalo. Rowniez druga blizniaczka, Anna, ktora wyszla za maz za znajomego Jaroslawa Iwaszkiewicza - Kazimierza , zachodzi w ciaze. Podczas ulicznej lapanki Kazimierz umiera a Anna oskarzona zostaje o pomoc Zydom. Cudem udaje jej sie uciec i ocalic mala zydowska dziewczynke Chawe. Dzieki pomocy kuzyna zmienia akt urodzenia dziecka i wpisy w koscielnych ksiegach tak by dziewczynka zostala uznana za jej wlasna corke. W Warszawie dzieje sie coraz gorzej. Brak pracy, glod, policyjne patrole i wszechobecne kontrole nie sa bezpiecznym miejscem na wychowywanie dzieci. Anna wraca do Brwinowa by po latach znowu polaczyc sie z rodzina. Jednak klan Winnych sie rozpierzchl. Jedni walcza w okopach drugiej wojny swiatowej, jeszcze inni przeprowadzili sie w inne rejony Polski a nawet swiata. Na miejscu pozostali praktycznie tylko najblizsi : babcia Bronislawa oraz zamkniety w sobie ojciec blizniaczek Stanislaw. 
Kiedy wojna dobiega konca Kasia i Basia maja po 6 lat i  w duzej mierze to one staja sie nowymi glownymi bohaterkami ksiazki. Poznajemy ich pasje, zainteresowania i namietnosci. Jestesmy niemymi swiadkami ich wedrowki przez zycie. Razem z nimi zakochujemy sie, przezywamy zawody milosne, bardzo podobne do tych ktorych doswiadczyly ich matki, wychodzimy za maz. Ich historia urywa sie w roku 1968. Roku niepokojow i zaognienia cenzury, roku w ktorym wojsko spacyfikowalo i zamordowalo wielu protestujacych studentow. 


Ciezko mi jest porownac te czesc do swojej poprzedniczki, gdyz w mojej opini roznia sie od siebie jak ogien i woda. Pierwsza czesc byla prawie sielankowa, napisana spokojnym rytmem, prawdziwa powiesc obyczajowa, swoiste preludium do tego co wydarzylo sie w czesci drugiej. Tutaj autorka narzucila wprost zawrotne tempo, za ktorym czesto ciezko jest nadazyc. Skaczemy z roku na rok, z miejsca na miejsce, czasem mialam wrazenie, ze niektore historie traktowane sa po lebkach a niektorzy glowni bohaterowie wrecz faworyzowani. Wrecz moge powiedziec, ze natlok zdarzen byl przytlaczajacy. Wiem, ze historia rozgrywa sie w dramatycznych czasach II Wojny Swiatowej, jednak ogrom nieszczesc i zbiegow okolicznosci oraz liczba odkrytych sekretow rodzinnych wydaje sie byc za duza jak na jedna rodzine. Gdzies w innej recenzji przeczytalam, ze plusem powiesci jest brak rozbudowanego tla historycznego. Mi akurat to przeszkadzalo. Czynilo z bohaterow powiesci laikow, ktorzy nie wiedza co sie dookola nich dzieje i nie sa swiadomi tego w ktorym kierunku zdaza swiat. A tak przeciez nie bylo. Duza czesc rodziny Winnych mieszkala w Warszawie, czyli w samym centrum zdarzen. Podam przyklad : Jak kobieta, ktora mieszkala w stolicy, dla ktorej codziennym widokiem byly uliczne lapanki i brutalnosc milicji mogla nie zatrzymac sie na wezwanie patrolu? Przeciez wiedziala jakie sa tego konsekwencje. Owszem z poczatku moglam to zrzucic na stres, wywolany informacja ktora wczesniej otrzymala, jednak jej pozniejsze tlumaczenia na komisariacie jeszcze bardziej ja pograzyly w moich oczach. 

Kolejna rzecza za ktora odejme pol punkcika byly dialogi. Czesto mialam wrazenie, ze nie wiem kto sie w danym momencie wypowiada - szczegolnie dokuczliwe bylo to podczas zjazdow rodzinnych. Winnych jest po prostu zbyt wielu, a to ze glownymi bohaterkami i bohaterami byly tylko wybrane osoby z rodu czynilo z reszty dosc niewyrazne tlo. Kiedy wiemy praktycznie wszystko o losach dwoch pokolen blizniaczek inni Winni, nawet ich bliskie kuzynostwo pozostaja dla nas zagadka. Owszem wiemy jak potoczyly sie ich losy, jednak samych sylwetek bohaterow nie jestesmy w stanie doglebnie poznac, poniewaz sa tylko naszkicowane. A szkoda, poniewaz losy wiekszosci z nich byly tak samo lub nawet bardziej interesujace od losow glownych bohaterek. Szkoda, ze nie poznalam pelnej historii Jaska czy kuzynowstwa spod Poznania. Ludze sie tylko tym, ze na polce czeka na mnie kolejny tom i to wlasnie w nim znajde odpowiedzi na klebiace sie w mojej glowie pytania o losy innych Winnych.
Ale dosc juz narzekania. Pora troszke poslodzic. Pomimo wyzej przytoczonych mankamentow ksiazka wciaga jak bagno. Jak juz zacznie sie czytac ciezko sie oderwac. Co z tego, ze nie wiemy o kogo chodzi w danym momencie, wazne jest to czego doswiadcza, a doswiadczyc wojny i okresu komunizmu to znaczy doswiadczyc najpotezniejszego zla na wlasnej skorze. Ta ksiazka pozwolila mi docenic czasy w jakich przyszlo mi zyc, niestety inni nie mieli tyle szczescia. Nedza, bombardowania, niepewnosc dnia jutrzejszego to byla codziennosc obywateli okupowanej Polski. Czytelnikow o slabszych nerwach ksiazka moze poruszyc az do glebi. Autorka nie boi sie smialych opisow kazni, morderstw, doskonale pokazuje oblude i nienawisc. Dzieki sadze Winnych bylam w stanie doswiadczyc tego jak ludzie sie czuli w tak dramatycznych czasach i to napewno odcisnelo na mnie pietno. Autorka posluguje sie barwnym jezykiem, ktory idealnie wpasowany jest w owczesne realia. Dialogi sa prawdziwe, nie przerysowane i naturalne a bohaterowie wielowymiarowi i witalni. Nie ma tutaj podzialu na dobrych i zlych, kazdy na cos za paznokciami. 

Zaluje tylko, ze powiesc byla tak krotka. Prawie 300 stron przeczytalam w nieco ponad 4 godziny i czulam potem wielki niedosyt. Nawet teraz piszac te recenzje juz sie nie moge doczekac az zabiore sie za kolejny tom. 

Winnych nie da sie nie polubic, poniewaz to ludzie tacy jak my. Z wlasnymi sekretami i problemami, namietnosciami i pasjami. Ksiazke polecam wszystkim fanom powiesci historyczno-obyczajowych, napewno sie nie zawiedziecie. Moja ocena to 8/10 punktow.