wtorek, 30 czerwca 2015


Tytul : "Pandemia"
Autor : Jana Wagner
Wydawnictwo : Zysk i Ska
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 432
Tytul oryginalu : Vongozero



Podroz we mgle




W 2012 roku mial nastapic koniec swiata. Pewnie wielu z nas siedzialo przed telewizorami w oczekiwaniu na poczatek katastrofy. Spodziewalismy sie uderzenia komety, poczatku przebiegunowania ziemi, odwiedzin kosmitow a zakonczylo sie na morlanym kacu o poranku. Jednak co wydawaloby sie niemozliwe w dzisiejszych czasach globalizacji staje sie jak najbardziej realne. Jednak nie sklanialabym sie ku temu ze czeka nas zaglada ze strony zblizajacego sie do ziemi
meteorytu. Wiekszym, i bardziej wspolczesnym zagrozeniem sa wszelkiego rodzaju wirusy, ktorym rozwoj technologiczny ulatwia rozsprzestrzenianie. Wystarczy zmutowany wirus zwyklej grypy, na ktorego w pore nie uda sie znalezc lekarstwa czy szczepionki a w mgnieniu oka miliardy ludzi na swiecie zachoruja. I o tym wlasnie opowiada ksiazka Jany Wagner. Ten thriller a zarazem powiesc drogi doskonale obrazuje jak moglby wygladac postapokaliptyczny swiat. Co prawda powiesc ta nie wyroznia sie niczym szczegolnym w swoim gatunku jednak walorem dla mnie bylo to ze autorka skupila sie na psychice ludzi, ktorych dotknal koszmar bardziej niz na wydarzeniach, ktore prowadza ich do celu, ktorym jest przetrwanie.


Anna z mezem Sierioza i synem z poprzedniego zwiazku Misza, mieszka w malej podmoskiewskiej miejscowosci. Nowoczesne osiedle jak z bajki, z dala od wielkomiejskiego pospiechu i halasu jest azylem o ktorym zawsze marzyla ponad trzydziestoletnia bohaterka. Jednak w jej zycie wkrada sie niepokoj kiedy z telewizji dowiaduje sie o szybko rozprzestrzeniajacym sie smiertelnym wirusie grypy. Moskwa zostala objeta kwarantanna a wjazdu do miasta pilnuja uzbrojone wojskowe kordony. Uwieziona w miescie matka Anny umiera . Z gory wiadomo ze odseparowane od reszty kraju miasto dlugo sie nie utrzyma, kiedy mieszkancom uda sie uciec z dotknietej choroba stolicy beda szukac schronienia i zywnosci w okolicznych miejscowosciach. Pewnej nocy do drzwi domu dobija sie ojciec Sieriozy. Ten pelen zycia, szescdziesiecioletni mezczyzna zmusza ich do ucieczki, gdyz pozostajac na miejscu  staja sie zbyt latwymi ofiarami dla zblizajacych sie zarowno zarazonych jak i szabrujacych bandytow. Sierioza w pospiechu odnajduje byla zona i syna i wraz z sasiadami postanawiaja uciec do polozonego na wyspie domku mysliwskiego daleko na polnocy kraju, w rozciagajacej sie tajdze. 

Narratorem jest Anna co jest swoista nowoscia w tego rodzaju powiesciach, zazwyczaj sa prowadzone przez wszystkowiedzacego obserwatora. Zabieg ten  pozwala nam patrzec na pograzajacy sie w chaosie swiat z perspektywy matki, zony i kochanki. Jednak z drugiej strony narracja pierwszoosobowa zaweza nam perspektywne i nie jestesmy w stanie do konca poznac reszty bohaterow, ich uczuc i osobowosci. W konsekwencji postac Anny wydaje nam sie byc przerysowana i wraz z rozwojem powiesci staje sie po prostu denerwujaca a nawet dwubiegunowa. Z jednej strony na oslep wyskakuje z samochodu, by stanac na srodku drogi i rozkazac odwrot by kilkadziesiat stron dalej wykazac sie hipokryzja i za taki sam atak histerii skrytykowac kolezanke podrozy. Introspekcje pokazuja nam prawdziwe oblicze Anny, ktore wydaje sie byc nadmiernie nacechowane naiwnoscia. W czasach "konca swiata" kiedy jedynym zmartwieniem powinna byc kwestia przetrwania, Anna wydaje sie nie zwracac uwagi na apokalipse. Wiekszosc jej mysli zajmuje byla zona jej meza. Anna zamiast planowac przyszlosc i warianty ucieczki bardziej martwi sie tym jak by tu utrzymac meza, zlapac go za reke czy przytulic. Ten melodramatyzm odbiera ksiazce autentycznosc. 

Druga sprawa jest sama fabula w moim odczuciu potraktowana nieco polowicznie. Epidemia pojawia sie jakby znikad, zadnych relacji telewizyjnych, zadnych przeslanek o zblizajacej sie apokalipsie. Jednego dnia mamy ogloszona kwarantanne, drugiego dnia bohaterowie pakuja sie i uciekaja by po trzech tygodniach cala Rosja sie wyludnila. Nie jest to zbyt wiarygodne, podobnie jak to, ze zamiast sie szykowac, biec do supermarketu, robic zapasy, zaopatrzyc sie w paliwo bohaterowie siedza przed ekranem telewizora i wgapiaja sie w pasek u dolu kanalu BBC. 
Rowniez sam obraz kraju dotknietego epidemia wydaje sie nad wyraz spokojny a momentami nawet sielankowy. Oprocz paru spalonych domow i rozgrabionych miast na drodze bohaterow nie spotykamy praktycznie nikogo. Zadnych uciekajacych, zadnych samochodow na drodze. Mamy tylko mgle i snieg jakby grypa zabila wszystkich w piec minut. 

Jednak pomimo tych niedociagniec ksiazka byla dobra. Mamy tutaj wszystko co typowe dla tego gatunku. Wirus, blokada miast, ucieczka przed apokalipsa, smierc, rabunek i poszukiwanie azylu. Dokladnie wszystko to co znajdziemy chociazby w World War Z za wyjatkiem zombie. Dlatego waznym elementem powiesci, czyms co ja wyroznia dla tle innych jest jej psychologiczny kontekst. Autorka w niezwykle plastyczny a jednoczesnie przystepny sposob przedstawila nam zmiany zachodzace w ludziach w obliczu katastrofy. W ludziach wyzwalaja sie zwierzece instynkty i doskonale sprawdza sie powiedzenie "czlowiek czlowiekowi wilkiem". Nie ma tutaj miesca na przyjazn czy milosc, na wspolczucie czy milosierdzie. Liczy sie tylko wola przetrwania. Bronimy swojego zycia wszelkimi dostepnymi metodami, czy jest to zabojstwo za kawalek chleba, czy opuszczenie w przydroznym rowie jesli sytuacja jeszcze nie zmusila nas do popelnienia zbrodni. 

Jest to rowniez ksiazka o niezwykle trudnych stosunkach rodzinnych i dorastaniu. Anna nie moze poradzic sobie z obecnoscia Iriny, bylej zony Sieriozy, a jej syn Misza w zaistnialej sytuacji musi szybko dorosnac i stac sie mezczyzna, dla niego dziecinstwo juz sie skonczylo.

Co do zakonczenia to spodziewalam sie czegos zupelnie innego a tymczasem dostalam cos co moglabym nazwac zakonczeniem otwartym. Mysle , ze autorka moglaby sie pokusic o napisanie kontynuacji jednak obawiam sie, ze jak w przypadku "The Walking Dead", kazda kolejna czesc bylaby znacznie gorsza. W tej powiesci wszystku juz zostalo wykorzystane i napisane, kazda kolejna bylaby tylko kalka. 

Ksiazke polecam milosnikom ksiazek o zagladzie ludzkosci, jak i tym ktorzy chca sie dowiedziec wiecej o kondycji psychicznej czlowieka w stanie zagrozenia. Jesli ktos sie spodziewa makabrycznych opisow i scen rodem z najmroczniejszych horrorow niech nawet po nia nie siega bo sie zawiedzie. Jednak wlasnie brak lejacej sie strumieniami krwi, cisza i spokoj rosyjskiej drogi sa najbardziej przerazajace bo nie wiesz co sie czai za najblizszym zakretem. 

Moja ocena to 5/10

sobota, 27 czerwca 2015


Tytul : "Jej wszystkie zycia"
Autor : Kate Atkinson
Wydawnictwo : Czarna Owca
Rok wydania : 2014
Liczba stron : 568



Swistak na wojnie


Motyw tzw. "petli czasowej" czyli powtarzalnosci fabularnej, czy to jednego dnia czy calego zycia
jest dosc popularny i siegneli po niego nawet najwieksi mistrzowie miedzy innymi Stephen King w powiesci "Dallas 63". Wyprodukowano rowniez sporo filmow, ktorych glownym motywem jest przezywanie od nowa albo jednego dnia jak w przypadku "Dnia swistaka" czy "Na krawedzi jutra", czy calego zycia jak w "Efekcie motyla". Pomysl na powiesc sam w sobie byl bardzo ciekawy. Gorzej poszlo z wykonaniem. Na te ksiazke czekalam z takim wytesknieniem, ze tym wieksze bylo moje rozczarowanie, kiedy ( az wstyd sie przyznac ) po prostu jej nie zrozumialam. Jestem wielka fanka Kate Atkinson i uwazam ja za jedna z najbardziej tworczych autorow, ktorych dziela mialam okazje czytac. Pod wzgledem stylu bylo to dokladnie to czego oczekiwalam, tym razem zawiodla mnie sama tresc. Jest ona mylaca, chaotyczna, bez zycia i wydawaloby sie : pusta. Krotsza forma, wyrazistsze postaci drugoplanowe i ciekawsze zakonczenie wyszlyby ksiazce na plus. Niestety. Jesli masz ochote na dobra ksiazke, oparta na motywie multi-zycia zamiast po "Jej wszystkie zycia" drogi czytelniku siegnij po ksiazke Kena Grimwooda "Powtorka", gdyz pomimo znacznie miejszej objetosci zawiera w sobie tresc , ktora normalnie zwala z nog, czego o powiesci Atkinson powiedziec sie nie da. 

 


Akcja powiesci ( oraz wszystkie kolejne zycia, ktora przezywa glowna bohaterka ) rozpoczyna sie w 1910 roku w podlondynskiej posiadlosci Fox Corner. Podczas ciezkiego porodu, kiedy matka z corka przezyly tylko dzieki natychmiastowej pomocy lekarskiej, przychodzi na swiat Ursula , trzecie w kolejnosci dziecko panstwa Toddow. Moze to wina okreconej wokol szyi pempowiny jednak dziewczyna zdaje sie byc zupelnie rozna od innych dzieci a mianowicie widzi przeblyski przyszlosci, cos na ksztalt deja vu jednak duzo potezniejsze. Bohaterka nie zdaje sobie sprawy, ze obdarowana zostala niezwyklym darem, jakim ktorym jest niesmiertelnosc. W momencie kiedy umrze rodzi sie ponownie w tym samym miejscu i w tym samym czasie, w wielkim lozku w rodzinnej posiadlosci, jednak przepelniona silnymi przeczuciami ( zapamietanymi fragmentami starego zycia ) jest w stanie calkiem inaczej pokierowac swoim losem. Jednak zadne z jej zyc nie jest sielankowe. Aborcja, przemoc domowa, alkoholizm to tylko maly ulamek tego co spotkalo Ursule w drodze do wypelnienia swojego losu.


Slowo , ktore najtrafniej okresli te powiesc to : przemadrzala. Dokladnie tak. Autorka stworzyla dzielo, ktore w swojej tresci znacznie przewyzsza forme. Wydawaloby sie, ze jest to ksiazka na poly obyczajowa, na poly fantasy a czesto mialam wrazenie, ze obcuje z podrecznikiem do filozofii. Zreszta tego filozofowania bylo tutaj zbyt duzo. W powiesci widac fascynacje autorki klasyczna literatura i poezja angielska. Najwiekszym sentymentem darzy Donne, ktorego wiersze czesto pojawiaja sie na kartach ksiazki. Kolejnym denerwujacym elementem bylo wprowadzenie obcojezycznych zwrotow i cytatow, francuskich czy lacinskich, czesto nieprzetlumaczonych, jak by kazdy z nas musial znac te jezyki. To filozofowanie, rozprawki o literaturze i zawilosci jezykowe czynily z ksiazki dosc nudna lekture. Jako, ze jestem osoba cierpliwa udalo mi sie dobrnoac do konca jednak znam pare osob, ktore poddaly sie po pierwszych kilkuset stronach. 


Z jednej strony mamy niezwykle "madry jezyk" a z drugiej strasznie naciagana tresc. Nasza bohaterka umiera i ozywa zdawaloby sie zupelnie bez sensu i w najmniej oczekiwanych momentach. Zastanawialam sie co bylo katalizatorem jej smierci gdyz to w ksiazce nie zostalo wyjasnione. Uderzylo mnie rowniez to, ze w pierwszych rozdzialach Ursula pamieta fragmenty z przeszlych zyc by w pozniejszych jakby o tym zapomniala, a jej daja vu staly sie slabsze. Praktycznie od poczatku ksiazki wiemy o czym ona bedzie. I uwaga SPOILER : glownym celem naszej bohaterki bedzie wyeliminowanie Adolfa Hitlera co mialaby niedopuscic do rozpetania II Wojny Swiatowej. Temat troszeczke oklepany. Jednak same opisy wojennych przezyc Ursuli zapieraja dech w piersiach. Autorka w bardzo plastyczny sposob opisuje nam tragedie II WS, naloty na Londyn, pozoge, strach i smierc, ktore byly stalym elementem w zyciu obywateli. Co niesamowicie mnie dotknelo to przemiana , ktora zaszla w naszej bohaterce. Kiedy na poczatku wojny widok zmasakrowanych cial napawal ja strachem i obrzydzeniem tak pod koniec wojny cechowala ja obojetnosc i uodpornienie. Jesli czlowiek napatrzyl sie na zlo to po pewnym czasie nie jest ono niczym specjalnym a czescia naszej codziennosci, czyms co juz nie zaskakuje ani nie dziwi. Pomimo sarkazmu i humoru, ktore mozemy znalezc na kartach ksiazki jest ona utrzymana w niezwykle melancholijnym i smutnym stylu, co jeszcze bardziej utrudnia czytanie.

W powiesci brakowalo mi wyrazistych postaci drugoplanowych. Oczywiscie mamy tutaj sporo bohaterow jest sa niewyrazisci i papierowi, jakbysmy sie nie starali nie jest dane nam ich poznac. Jedynym wyjatkiem jest postac Izzie, ciotki Ursuli, zbuntowanej mlodej kobiety, artystki z londynskiej Bohemy. To wlasnie dla niej udalo mi sie doczytac ksiazke do konca. Izzie jest niezwykle barwna, niezalezna i posiada wszystkie cechy charakteru, ktore cenie w ludziach. Szkoda, ze jej losy zostaly potraktowane troszke po macoszemu, i na dobra sprawe jej zycie jest tylko tlem dla reszty opowiesci. 
No i oczywiscie sa jeszcze psy. Wydaje mi sie , ze to wlasnie one mialy jakis wplyw na inkarnacje Ursuli, gdyz zawsze znajdowaly sie tam gdzie bohaterka umierala.. Czy tylko ja tak to odebralam? Czasem w powiesci psy wydawaly mi sie wazniejsze niz ludzie. 


Podsumowujac ksiazke polecilabym tym, ktorzy maja duzo czasu i lubia wymagajaca i trudna lekture, oraz nie boja sie przobszernych opisow zarowno przyrody jak i uczuc. Ludziom, ktorym bliska jest filozofia Nietzshego i angielska poezja. Reszte czytelnikow powiesc moze znudzic. Osobiscie bardzo staralam sie polubic te ksiazke i wyniesc z niej jak najwiecej jednak nie do konca mi sie to udalo. Z pewnoscie siegne po kolejne powiesci autorki gdyz naprawde uwazam, ze posiada ona fenomenalny styl i latwosc pisania. Po prostu tak sie zlozylo , ze "Jej wszystkie zycia" nie jest powiescia dla mnie. Wiem, ze sa tacy ktorzy te ksiazke kochaja i beda gotowi mnie zlinczowac za te recenzje, jednak w moim odczuciu byla to nieudana proba przelania kwestii z "Dnia Swistaka" na papier. 

Moja ocena to 5/10. 

środa, 24 czerwca 2015


Tytul : " Ostatnie piec dni "
Autor : Julie Lawson Timmer
Wydawnictwo : Proszynski i Ska
Rok wydania : 2015




Choroby z kiosku ruchu





Czy tylko ja odnosze wrazenie, ze 3/4 ksiazek z cyklu "Kobiety to czytaja" to schematyczne i przewidywalne powiesci obyczajowe lub lzawe Harlequiny, rozniace sie od tych z kiosku na rogu tylko wyzsza cena? Wydawaloby sie, ze najprostsza metoda na przyciagniecie uwagi czytelniczek jest otworzenie atlasu medycznego i randomowe wybranie smiertelnej choroby. Niestety wszystko to juz bylo ( chociazby w powiesciach Jodi Picoult), dlatego by znalezc cos egzotycznego, co a nuz znudzone czytelniczki zaskoczy trzeba zadac sobie troszke trudu. AIDS juz jest oklepane, rak tez juz sie nam przejadl wiec czas na cos mniej znanego, w tym przypadku wybor padl na chorobe Huntingtona. Autorka jakby sobie zdwala sprawe , ze o bolu, cierpieniu i upokorzeniu nie napisze wiecej niz 200 stron ( i dzieki Bogu ) to do powiesci wplotla druga, rownie lzawa i przewidywalna historie dziecka, ktore na rok trafilo do adopcji. Zakonczenia obu watkow mozemy sie domyslic juz na starcie, dlatego zamiast wydawac 40 zlotych na to "dzielo" polecam wlaczyc pierwszy lepszy kanal w telewizji, chociazby "Uwage" i dostaniemy dokladnie to samo i to za darmo.
Mara, hinduska z pochodzenia, trafila do rodziny adopcyjnej jako mala dziewczynka. Wiadomo, ze historia kolem sie toczy, dlatego po latach nieudanych staran o dziecko, rowniez i do jej rodziny trafia dziewczynka z Indii, Lakshmii. Wszystko wydawaloby sie piekne do czasu kiedy Mara, wzieta prawniczka, dowiaduje sie ze cierpi na dziedziczna chorobe Huntingtona, ktora objawila sie u niej dopieru w wieku 40 lat. Choroba zwana inaczej Plasawica objawia sie niekontrolowanymi ruchami koczyn oraz postepujacym otepieniem co w rezultacie prowadzi do zaburzen mowy oraz polykania a chory staje sie calkowicie uzalezniony od pomocy innych ludzi. Z Plasawica da sie przezyc do 15 lat jednak w koncowym stadium czlowiek staje sie warzywem. Mara nie chce byc ciezarem dla najblizszych i postanawia polknac tabletki nasenne by odejsc z tego swiata. Na date popelnienia samobojstwa wybiera dzien kiedy objawy choroby ( jak nietrzymanie moczu ) sie nasila. Zostaje jej piec dni na pozegnanie sie z rodzina i rozliczenie ze swoim dotychczasowym zyciem. 

W drugiej historii poznajemy Scotta nauczyciela i trenera druzyny koszykowki w Liceum Franklina. Zona Scotta Laurie po latach staran w koncu zachodzi w ciaze. Malzenstwo w ciagu ostatniego roku pelnilo funkcje rodziny zastepczej dla 8 letniego Curtisa, ktorego matka osadzona zostala w wiezieniu. Nadchodzi dzien kiedy kobieta wychodzi i chlopiec  musi do niej wrocic. Scott nie potrafi sie pogodzic z utrata swojego podopiecznego, z ktorym przez rok czasu zdazyl sie zzyc. I wtedy dochodzi do tragedii, matka chlopca tuz po wyjsciu z wiezienia przedawkowuje narkotyki i umiera a opieka nad Curtisem przechodzi na jego wchodzacego w dorosle zycie brata. Jednak czy 18 letni chlopak bedzie w stanie zrezygnowac ze swoich marzen o studiach by zajmowac sie mlodszym bratem?

Autorka starala sie polaczyc obie historie jednak nie do konca jej to wyszlo. Oboje glownych bohaterow, Mara i Scott oprocz zycia w realu prowadza rowniez zycie w sieci. Poznali sie na forum dla rodzicow adopcyjnych, ktore wraz z rozwojem przeksztalcilo sie w portal sluzacy pomoca ludziom z roznymi problemami. Forum oparte jest na zasadzie calkowitej anonimowosci gdzie ludzie rozpoznaja sie tylko po nickach a nic konkretnego o sobie nie wiedza. Mara i Scott wymieniaja sie prywatnymi wiadomosciami i dziela wrazeniami ze swojego zycia ( oboje sa rodzicami adpocyjnymi ). Z poczatku liczylam na to, ze znajomosc online bedzie miala wiekszy wplyw na zycie naszych bohaterow, jednak sie zawiodlam. Ani Mara ani Scott nie mieli wplywu na swoje wzajemne poczynania, a szkoda bo moze rozsadnemu nauczycielowi udaloby sie przemowic do rozsadku Marze, ktorej postac mnie niesamowicie irytowala.
Jednak mysle, ze rozumiem dlaczego autorka wogole wprowadzila watek portalu internetowego czy postac taksowkarza Harrego. Sama czesto mam tak, ze trudno mi jest rozmawiac z najblizszymi o wlasnych problemach. sa to osoby, ktore mnie znaja, razem przezywalismy swoje zycie dlatego ich ocena nigdy do konca nie bedzie obiektywna. Co innego gdy dane jest nam wygadac sie przed kims obcym. Kims kto nas nie zna a swoja ocene moze zbudowac tylko z faktow, ktore mu przedstawimy i nie patrzy na okolicznosci. Jak dla Scotta wazna byla opinia i wsparcie uzytkownikow forum tak dla Mary postac Harrego spelnila role powiernika i przyjaciela. 

Co mnie niesamowicie draznilo w ksiazce to jej przewidywalnosc. Praktycznie od poczatku do samego konca wiedzialam jak sie skonczy. Rowniez postaci glownych bohaterow byly przerysowane a niektore z nich bardzo denerwujace. Na przyklad postac Laurie. Czesto mialam ochote wykrzyczec do Scotta : "Rzuc to babsko w diably" bo sama to bym od niej wiala gdzie pieprz rosnie. Cale szczescie , ze na koncu powiesci udalo jej sie troszke zrehabilitowac. Rowniez dialogi wydawaly sie byc zbyt uproszczone i naciagane. Mialam ochote krzyczec, ze przeciez tak sie nie mowi. A okreslanie Curtisa, w ustach jego adopcyjnego ojca " Maly czlowieku" po prostu doprwadzalo mnie do szalu. 


Rowniez samo wydanie ksiazki pozostawia duzo do zyczenia. Okladka jest bardzo kiepskiej jakosci, latwo sie odgina i niszczy, wydawca mogl sie nieco bardziej postarac. 


Jesli mam byc szczera nie byla to ksiazka, ktora w mojej pamieci zostanie dluzej niz pare dni. Sama fabula jest bardzo smutna jednak nie w ten sposob by wywolac we mnie jakiekolwiek glebsze uczucia, nie wydaje sie tez specjalnie autentyczna. Co wiecej sam sposob narracji byl niezwykle depresyjny. Pomimo wielkiego wysilku ktory wlozylam nie udalo mi sie znalezc zadnego polaczenia pomiedzy dwoma opowiesciami. Zastanawialam sie czy nie byloby lepiej dla autorki napisanie dwoch oddzielnych ksiazek - jedej na temat kobiety z HD i drugiej o rodzinach adopcyjnych. 
Wiekszosc recenzentow dalo ksiazce bardzo dobre noty i zastanawiam sie  czym bylo to spowodowane. Czy tym, ze ksiazke sie bardzo szybko i latwo czyta? Przyjemna lektura wprost do recenzji gdyz nie zajmuje duzo czasu i za chwilke mozna sie zlapac za cos ambitniejszego? 
Lawson Timmer jest prawniczka i zastanawiam sie czy z pisarstwem jej do twarzy. Wydaje mi sie, ze znalazla dobry temat jednak nie do konca wiedziala co z nim zrobic. Nikomu tej ksiazki nie polece, gdyz w moim mniemaniu byla gorsza od wiekszosci lzawych filmow na Hallmarku.

Moja ocena to 2/10 . 2 punkciki daje za zamieszczone na koncu ksiazki pytania zachecajace do dyskusji. 

poniedziałek, 22 czerwca 2015


Tytul : "Stulecie winnych"
Autor : "Albena Grabowska"
Rok wydania : 2014
Wydawnictwo : Zwierciadlo
Liczba stron : 356




Winni zawsze sa winni


Czesto zdarza mi sie tak, ze czytajac ksiazke mimowolnie szukam w niej plusow i minusow, ktore
moglabym umiescic w recenzji. Tym razem ksiazka mnie tak zafascynowala, ze zauroczona fabula zupelnie zapomnialam o notowaniu niescislosci w fabule, bledow merytorycznych czy po prostu zwyklych literowek. Powiem szczerze, dawno nie czytalam tak dobrej powiesci, powiesci w ktorej zdazylam sie zzyc z bohaterami i ktora ani na chwilke mnie nie znudzila pomimo naprawde dosc duzej ilosci opisow, ktorych po prostu nie lubie. Po przeczytaniu "Chlopow" powiedzialam sobie dosc . Dosc powiesciom w naturaistyczny sposob obrazujacych polska wies, a jednak sie skusilam i nie zaluje. Albena Grabowska uraczyla mnie dzielem na miare wybitnego. Od razu zamowilam kolejne czesci i inne ksiazki autorki gdyz wiem, ze od tej pory znajdzie sie w mojej scislej dziesiatce ulubionych autorow.

Lato 1914 roku, na swiat przychodza dwie dziewczynki : Maria i Anna. Ich matka zmeczona porodem i komplikacjami z nim zwiazanymi umiera a ojciec, Stanieslaw, pograza sie w zalobie. Na cale dnie zamyka sie w swoim zakladzie ciesielskim gdzie tworzy kofesjonaly w podziece dla Boga, ktory zabierajac zone podarowal mu dwie corki. Stanislaw odbiera to jako swojego rodzaju zart.  Podczas trudnego porodu prosil o dwa zycia : zony i dziecka. Bog owszem podarowal mu dwa zycia jednak pod postacia blizniakow, zabierajac ukochana mezczyzny do siebie. Dziewczynkami opiekuje sie Andzia oraz rodzice Stanislawa, ktorzy czuli sie w obowiazku zostawic swoj dom rodzinny by pomoc synowi. 
Tego samego roku wybucha pierwsza wojna swiatowa. Wydawaloby sie, ze Brwinow znajduje sie na koncu swiata jednak i tutaj odczuwane sa skutki dzialan wojennych. Grabieze, gwalty, porywanie mlodych mezczyzn do obozow pracy.
Rodzinie Winnych udaje sie przezyc lata wojny jednak na zawsze zostanie ona w ich sercach.  Kiedy grozba rozstrzelnia czy zaklucia bagnetem sie oddalila przychodzi kolejny wrog. Hiszpanka. Grozna choroba dziesiatkujaca spoleczenstwo owczesnej Europy. Kolejny raz trzeba walczyc , jednak tym razem z wrogiem ktorego nie znamy.... a za kilka lat? Spadna kolejne bomby..


Z pocztaku sceptycznie podchodzilam do lektury ze wzgledu na sama postac autorki. Z wyksztlcenia neurolog epileptolog, osoba ktora postrzeglam jako umysl scisly nie za bardzo kojarzyla mi sie z pisarstwem. Jednak juz po pierwszych zdaniach wiedzialam, ze Grabowska posiada wyobraznie o jakiej nie moglabym nawet marzyc. Dodatkowym plusem dla mnie bylo osadzenie powiesci w miejscach , ktore dla mnie osobiscie sa bardzo bliskie. Warszawa, Pruszkow, Brwinow. Sa to miejsca, ktore pamietam z wlasnej mlodosci a jednak wydaja sie zupelnie odmienne. Nie wyobrazam sobie zycia bez pradu czy biezacej wody, bez autobusow czy internetu. Autorce udalo sie cofnac czas i przeniesc mnie w miejsce jakze inne od tego ktore znam. Kiedy w Ameryce pierwszy pociag metra toczyl sie po torach u nas w Polsce zupelnym nowum bylo radio. Kolej byla czyms fenomenalnym. Na wsi wierzono w gusla. I to wlasnie bylo piekne. Autorka zabiera nas w niezwykla podroz w poczatek XX wieku. Pokazuje jak wielki wplyw na ludzi mial postep technologiczny.

Z poczatku balam sie, ze ze wzgledu na tak duza ilosc bohaterow  do powiesci zostanie wprowadzony chaos. Jednak postacie byly tak wyraziste ze nie sposob bylo ich nie zapamietac. Nie znaczy to ze kazda z nich charakteryzowala sie czyms niezywklym lub kontrowersyjnym Wrecz przeciwnie. Zostaly doskonale odmalowane w swojej nijakosci. Bo czegoz mozemy spodziewac sie po mazowieckich chlopach. Balam sie, ze kazdemu zostanie domalowana niesamowita historia jednak na kartach powiesci dostalam "samo zycie", ktore niekoniecznie musialo byc literacka fikcja. Szczegolnie w czasach wojny.

Doskonalym zabiegiem bylo wprowadzenie do fabuly postaci historycznych. Ludzi, ktorzy zyli naprawde. Iwaszkiewicz, Korczak , Lilpop wydaja nam sie teraz blizsi niz nigdy wczesniej. Czy wiedzieliscie, ze Iwaszkiewicz byl homoseksualista? czy wiedzieliscie , ze Lilpop mial wielki wpyw na rozwoj Grodziska Mazowieckiego? Sa to postacie, ktore zrobily duzo dobrego w czasach kiedy wszelka nadzieja zostala pogrzebana. 
Jednak nie tylko postacie autentyczne zasluguja na uwage. Mamy tutaj caly garnitur bohaterow. Zadna  tych postaci nie jest z natury dobra. Kazdy ma cos za kolnierzem i to czyni je prawdziwymi. Antoni, ktory nie moze poradzic sobie ze zbrodniami wojennymi, Anna ktora ma dar przewidywania przyszlosci, Stanislaw ( wydawal mi sie autystyczny ) dla ktorego najwieksza namietnoscia jest praca czy zostawiona w klasztorze sierota, ktora po adopcji zamienila sie w wielka pania. Kazda z tych postaci ma swoje problemy, i sposoby na radzenie sobie z rzeczywistoscia.


Polecam te ksiazke kazdemu, komu bliskie sa sagi rodzinne. Owszem znajdziemy tutaj typowo slowianskie gusla czy opisy codziennego zycia na wsi jednak w tym przypadku to nie nudzi. Bilans miedzy opisami i dialogami zostal zachowany. Sama nie moge sie doczekac kiedy dotra mnie do mnie kolejne czesci powiesci.

Moja ocena to 9/10 punktow.

piątek, 19 czerwca 2015


Tytul : " Kiedys bylismy bracmi"
Autor : Ronald H. Balson
Wydawnictwo : Swiat Ksiazki
Rok wydania : 2014
Liczba stron : 796





Opowiesc o zemscie




Czesto zdarza sie tak, ze zle doswiadczenia i zdarzenia, zostaja nam w pamieci dluzej niz te dobre.
 Czy czasem mieliscie tak, ze pomimo wielkich staran nie mogliscie sobie przypomniec twarzy kogos bliskiego? Za to przesladowca z przeszlosci juz na zawsze pozostanie w pamieci. Ksiazka Ronalda H. Balsona to w duzej mierze ksiazka o zemscie.
Utwor byla dla mnie wielka niespodzianka, przekonujaco napisana opowiescia, ktorej pomimo poznej pory i zmeczenia nie dalo sie odlozyc na polke. To wlasnie jedna z tych ksiazek, ktore pozostawiaja w czlowieku slad i pozostana z nami do konca zycia. Zdaje sobie sprawe, ze fabula ksiazki to tylko fikcja literacka jednak zdarzenia i osoby opisane w powiesci byly bardzo realne co musialo kosztowac autora wiele wysilku i pracy wlozonej w zglebienie tematu II Wojny Swiatowej.  Poniekad powiesc historyczna, jednak znajdziemy tu rowniez elementy romansu i dobrego thrillera. To nie jest ksiazka, ktora ma nam pomoc zabic nude, czytajac powiesc tak naprawde jej "doswiadczamy". Jesli komus spodobala sie "Zlodziejka ksiazek" to mysle,ze "Kiedys bylismy bracmi" roweniz spelni jego oczekiwania.


Podczas publicznego eventu Ben Solomon, 83-letni ocalony z obozu koncentracyjnego w Polsce, atakuje mieszkajacego w Chicago, znanego filantropa Elliota Rosenzweiga. Oskarza go o ukrywanie sie pod falszywym nazwiskiem, kiedy jego prawdziwe to Otto Piatek. W przeszlosci Otto byl nazistowskim zbrodniarzem wojennym, ktory okradl rodzine Solomona z rodzinnych bogactw, a kiedy Trzecia Rzesza przegrala wojne udalo mu sie zbiec do USA. Sprawe komplikuje fakt, ze obaj mezczyzni byli przybranymi pracmi. Zydowska rodzina Solomonow adoptowala Otta po smierci jego rodzicow. Pomimo setek swiadkow Rosenzweig odmawia oskarzenia Bena o znieslawienie w wyniku czego mezczyzna zostaje wypuszczony na wolnosc. 
Atak Bena byl jednak tyko podstepem , ktory mial doprowadzic obu mezczyzn na sale sadowa. Kiedy pomysl nie wypalil Ben postanawia pozwac Elliota za kradziez mienia . W tym celu spotyka sie ze znana korporacyjna prawniczka Catherine Lockhart. Dziewczyna z poczatku pelna jest sceptycyzmu, jednak kiedy poznaje opowiesc zycia z ust starego czlowieka to postanawia mu pomoc. Jednak caly czas jest pelna obaw : Czy Ben ma wlasciwego czlowieka? Czy uda mu sie to udowodnic? Czy ona jets wystarczajaco dobrym prawnikiem by sobie z tym poradzic?


Zaczne moze od minusow. Przeczytalam sporo ksiazek, zarowno fikcyjnych jak i opartych na faktach, o Holokauscie i II Wojnie Swiatowej wogole. Zalozenie i historia na ktorej powiesc zostala oparta oraz wydarzenia, ktore moglyby sie zdarzyc to napewno plus calej powiesci. Jednak wielkim minusem sa postaci, ktore w moim odczuciu byly zbyt jednowymiarowe. Pomimo wielkich checi nie udalo mi sie z zadna z nich utozsamic ani nawet polubic, co jest do niefortunne szczegolnie w przypadku historii o Holokauscie. Byc moze powodem tego braku relacji miedzy mna a bohaterami byla sama struktura powiesci. Autor zdecydowal sie na wprowadzenie retrospekcji, w ktorych glowny bohater opowiada swoje dzieje. Co mnie osobiscie denerwowalo najbardziej to mnogosc cytatow. Co zdanie co cudzyslow.Byly doslownie wszedzie. 
Ponadto same dialogi pozostawialy duzo do zyczenia. Duza czesc z nich byla po prostu niewiarygodna i do granic naciagana. Autor stara sie nauczyc nas historii jednak jego bohaterom brakuje podstawowej wiedzy historycznej dotyczacej podstawowych szczegolow. Czasem mamy wrazenie, ze czytamy relacje natolatka a nie doroslego mezczyzny a fakty historyczne zamiast wspomnien dotknietego koszmarem wojny czlowieka, sa skopiowane z Wikipedii. Moim zdaniem lepiej by bylo rozpoczac historie od wydarzen w ogarnietej wojna Europie i chronologicznie doprowadzic calosc do konca, ktorym byl sam proces.Wybrany styl po prostu "splaszczyl" cala opowiesc a szkoda poniewaz sam koncept przypadl mi do gustu. 

Jednak abstrachujac od stylu, w ktorym zostala napisana "Kiedys bylismy bracmi" to naprawde dobra powiesc. Ksiazka, ktora nalezy przyczytac. Mamy tutaj wszystko. Tajemnice, opowiesc o Holokauscie, historie milosna, bol i zlamane serca. W tej ksiazce kazdy znajdzie cos dla siebie. Musimy poznac Historie Bena, tego jak jego zycie wygladalo przed wojna, jak razem z Otto bydowali swoja nie tyle przyjazn co braterstwo. Przerazajace jest to jak Otto z oddanego czlonka rodziny przerodzil sie w potwora. A najbardziej fascynujace jest to, ze do konca nie wiemy czy oskarzenie padlo na wlasciwa osobe. I wlasnie ten element tajemniczosci jest w tej ksiazce najpiekniejszy.

Jesli ktos sie spodziewa rozliczenia z przeszlosci i ksiazki w duzej mierze faktograficznej to sie zawiedzie. Nie jest to podrecznik do historii tylko historia ktora mogla sie wydarzyc a nie musiala.Historia milosci i oddania, zdrady i zemsty. 
Moja ocena to 7/10. 

środa, 17 czerwca 2015

Tytul : "Pekniete odbicie"
Autor : Dawn Barker
Wydawnictwo : Proszynski i Ska
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 504



Depresja o twarzy dziecka


"Pekniete odbicie" nalezy do tego rodzaju ksiazek, w ktorych cala fabule poznajemy juz w pierwszym rozdziale, a pozostale kilkaset stron to opis okolicznosci i zdarzen, ktore doprowadzily glownych bohaterow do tragicznego finalu. Ksiazka, pomimo tego, ze bardzo dobrze napisana  raczej nie trafil na moja prywatna polke bestsellerow, jednak ze wzgledu na problem, ktory porusza warto poswiecic czas na jej przeczytanie. W dzisiejszych czasach, kiedy naszym zyciem rzadzi pospiech i wieczna pogon za marzeniami, kiedy nie mamy czasu by po prostu usiasc i wziac gleboki oddech coraz wiecej kobiet choruje na depresje poporodowa. Dla niektorych z nas choroba ta moze wydawac sie smieszna, niektorzy nawet powiedza, ze jest zalosna. Kobiety od setek tysiecy lat rodzily dzieci i doskonale sobie dawaly rade to dlaczego teraz mialoby byc inaczej. Wydaje nam sie ze problem depresji to nic innego jak niemoznosc odnalezienia sie w zupelnie nowej sytuacji jaka jest przyjscie na swiat dziecka. Czesto myslac o tym problemie nie dostrzegamy w nim dziecka a to wlasnie ono jest ofiara. Nieleczona depresja wraz z brakiem wsparcia i pomocy z zewnatrz moga skonczyc sie tragicznie a na naprawienie bledow jest juz po prostu za pozno.

Anna wraz z mezem Tonym dlugo starali sie o dziecko. Kiedy wreszcie nadeszla wymarzona chwila i na tescie ciazowym pojawily sie dwie kreseczki oboje byli wniebowzieci. Nic nie wskazywalo na to, ze niedlugo wielka radosc przemieni sie w smutek oraz zwatpienie. Tuz po porodzenie Anna  zauwaza pewne zmiany w swoim zachowaniu. Wyczekiwane dziecko zamiast szczescia przynosi jej mase obowiazkow. Brak snu, frustracja spowodowana problemami z karmieniem, zmeczenie opieka nad wymagajacym noworodkiem prowadza do tego, ze Anna wpada w chorobe. Przepisane przez lekarza tabletki nie pomagaja. Anna slyszy w glowie glosy, ktorych nie moze zagluszyc. Na zewnatrz przyobleczona w maske szczesliwej tylko zmeczonej mamusi nie daje po sobie poznac, ze cos jest nie tak. Pewnego dnia doprowadzona do ostatecznosci zabiera malego Johna i wychodzi z domu. Kiedy przybyla do pomocy tesciowa Ursula, informuje Tonego, ze nie zastala nikogo w domu jest juz za pozno. Kobiete znaleziono poobijana u szczyty klifu a poszukiwania dziecka nadal trwaja jednak nikt juz nie wierzy w cuda. 

Pomimo tego, ze ksiazka wzrusza do lez brakowalo mi tutaj glownych bohaterow i emocji zwiazanych z przezywaniem tragedii. Co prawda mamy tutaj grupe postaci jednak sa one malo zywe, malo spersonalizowane. Jedyna realna postacia i zarazem najbardziej odrzucajaca byla matka Tonego Ursula, jedynie po niej dalo sie zauwazyc , ze wydarzylo sie tragenia. Calkowicie zaskoczylo mnie zachowanie ojca dziecka. Po tragedii, ktora sie wydarzyla zamiast kontemplowac ja w ciszy i skupieniu poszedl pic wodke. Rozumiem kazdy ma inny sposob na walke ze stresem jednak nie tylko ten jeden raz postac Tonego byla niewiarygodna. Wyobrazcie sobie sytuacje, ze wasz malzonek laduje w szpitalu. Czy jako najblizsza mu osoba byscie ani razu go nie odwiedzili? Wogole przez cala ksiazke mialam wrazenie iz pomimo, ze sa rodzina nic ich nie laczy. Kazdy ma swoje poletko do obrobienia i na nim pozostaje. 



Autorka ,z zawodu psychiatra dzieciecy, oferuje czytelnikowi wglad w  niszczace skutki depresji poporodowej, czerpiac z wiedzy i doswiadczenia pracownika sluzby zdrowia, ktory wielokrotnie mial do czynienia z choroba. Kreacja Anny, jej droga kiedy przechodzac przez rozne etapy probuje dostosowac sie do bycia matka jest zarowno wzruszajaca jak i szokujaca.a historia przekazuje czytelnikowi bardzo wazna wiadomosc. Depresja poporodowa jest choroba jak kazda inna a nie kondycja psychiczna, na ktora chory mogl miec jakis wplyw. Mozemy na nia zapasc podobnie jak zachorowac na raka. Dzialania Anny moga nas odpychac, jednak to wlasnie przez nie mamy wglad w swiat w ktorym logika i rozum nie maja juz zadnego znaczenia, w swiat w ktorym moralne kotwice zostaly zerwane a normy etyczne nie istnieja. W wielu przypadkach choroba moze zmusic czlowieka do dzialania w sposob irracjonalny, zupelnie niezgodny z jego charakterem. Sceny w ktorych Anna probuje poradzic sobie z narastajacym zmeczeniem i rozczarowaniem wynikajacymi z rosnacych wymagan dziecka oraz uczucie bezsilnosci i wyobcowania zostaly tutaj dokladnie opisane. Kazdna mloda matka z pewnoscia znajdzie cos co bedzie ja laczylo z glowna bohaterka. 
Zdradzenie calej fabuly na poczatku ksiazki odarlo ja z tajemniczosci. To wrazenie, ze nic juz nas nie zaskoczy i doskonale zdajemy sobie sprawe jaki bedzie final historii ( bo mozliwy jest tylko jeden ) sprawilo ze nie udalo mi sie nawiazac zadnych relacji z glownymi bohaterami. Byli tylko kamieniami milowymi wyznaczajacymi wazne etapy powiesci. Troszke zabraklo mi tutaj opisu reakcji ludzi na czyn popelniony przez Anne. Wydaje nam sie, ze cala akcja powiesci toczy sie w zamknietym swiecie gdzie nie ma miejsca na publike. 

Pomimo tych wad ksiazka ksiazke warto przeczytac. Fabula z pewnoscia jest interesujaca i jak juz sie zacznie czytac to ciazko jest sie oderwac. Brakowalo mi wiekszego wgladu w psychike Anny. Jakie glosy slyszala? Co mowily? Zdajemy sobie sprawe, ze cala fabula opiera sie na chorobie psychicznej Anny, jednak sam problem  zostal potraktowany po lebkach co bylo rozczarowujace.

Ksiazka ta z pewnoscia otworzy oczy wszystkim tym, ktorzy mysla, ze opieka na nowonarodzonym dzieckiem to przyslowiowa bulka z maslem. Polecam ja wszystkim ( szczegolnie tym, ktorzy chca zostac rodzicami )  bo chociaz nie przepadam za tego rodzaju lzawymi historiami to ksiazka jest waznym glosem, ktory zwraca nasza uwage na ten problem psychiczny, ktory z roku na rok dotyka coraz wieksza liczbe kobiet. 

niedziela, 14 czerwca 2015


Tytul: "Dwie kochanki"
Autor : Marek Harny
Wydawnictwo : Proszynski i Ska
Rok wydania : 2014
Liczba stron : 632




Milosne rozliczenie z historia

Jesli jakis obcokrajowiec by mnie poprosil o opisanie narodu polskiego, jego wad i zalet, lekow i nadziei polecilabym mu przeczytanie "Dwoch kochanek". Chociaz jest mala szansa na to by powiesc doczekala sie tlumaczenia na jezyki obce gdyz pomimo swoich aspiracji nie jest to literatura najwyzszych lotow. Co mnie osobiscie w tej pozycji zafascynowalo to idealne odzwierciedlenie kondycji narodu polskiego, ktora od lat nie ewoluowala. Jacy jestesmy sami wiemi. Pod maska europejskosci skrywamy gnusnosc, rozpasanie i niemoznosc rozliczenia sie z przeszloscia. Negatywne recenzje ksiazki wyplywaja pewnie z tego, ze jest ona tak samo szara i nudna jak Polska, ktora nas otacza. Polska historii, Polska martyrologii, ot taka Polska droga krzyzowa.


Akcja powiesci toczy sie pod koniec XX wieku. Pisarz Marcin Cichy poznaje druga milosc swojego zycia reporterke i dziennikarke Agate. Tym co ich laczy to nie tylko milosc do literatury. Oboje rozpoczynaja prace nad serialem o kontrowersyjnej polskiej artystce : piosenkarce i performerce Maryli Podgorskiej. Kobieta, ktora dwa lata wczesniej zginela w wypadku samochodowym na poludniu Francji ponad dwadziescia lat temu kiedy Marcin byl nie znajacym zycia chlopcem byla
jego kochanka. Agata rowniez poznala ja osobiscie i zafascynowana jej postacia postanowila zglebic cala przeszlosc artystki, zbadac najczarniejsze zakamarki i dowiedziec sie co spowodowalo, ze utalentowana Zydowka nie mogla znalezc swojego miejsca na tym swiecie.

Musze to przyznac bez bicia : ksiazka jest cholernie ciezka. I to nie tylko ze wzgledu na kontrowersyjny temat , rowniez sam styl pisarski Marka Harnego nie zacheca do lektury. Kilkukrotnie chcialam odlozyc ksiazke na polke " niedoczytanych do konca" i juz prawie to zrobilam, kiedy natknelam sie na pamietniki Chany Berg. To wlasnie nimi autor uratowal cala powiesc. Pierwsze 200 stron bylo zupelnie niepotrzebnym wstepem do prawdziwej fabuly. Rowniez sam format powiesci pozostawia wiele do zyczenia. Akcja toczy sie dwutorowo. Z jednej strony fabula osadzona jest w latac 80 XX wieku by w naprzemiennych akapitach powracac do poczatku lat 60. Czasem mozna sie w tym wszystkim niezle pogubic, dlatego lektura wymagala ode mnie skupienia. Rowniez namnozenie watkow pobocznych i postaci, oraz samo zapetlenie fabuly wprowadzaja niepotrzebny chaos.

Od samego poczatku zastanawialam sie jak to sie stalo, ze Marcin i Agata zostali para. Czytajac tekst nie ma tutaj mowy o zadnych uczuciach jest tylko magnetyzm i pozadanie na ktorych glowni bohaterowie opieraja swoj zwiazek. No i oczywiscie motyw Maryli ( Maszenki, Miriam). Kazda rozmowa, klotnia, sex koncza sie slowami o niej. Wydawalo mi sie to troszke naciagane. Z powiesci dowiadujemy sie, ze Marcin, dla ktorego Maryla pozostala miloscia zycia spotykal sie z nia tylko przez tydzien ( a reszte zycia o niej myslal). Czy osoba , ktora widzimy dzien w dzien przez 7 dni, kiedy tak naprawde nie uda nam sie jej dokladnie poznac jest w stanie calkowicie przewartosciowac nasze zycie? Agata uwazala , ze Marcin byl skarbnica wiedzy o Maryli, jedna z najwazniejszych osob w jej zyciu, swoistym guru , ktory wiedzial o niej wszystko. Moim zdaniem to bylo bardzo naiwne. Czy 17 latek jest w stanie przejrzec psychike starszej kobiety? czy po prostu kieruje nim pozadanie zakazanego owocu?

Z tekstu wylania sie smutny obraz naszego kraju i Polakow wogole. I tutaj nic sie przez lata nie zmienilo. Do tej pory nie mozemy uporac sie z nasza tragiczna historia. I osobiscie uwazam , ze prawda o zbrodniach wojennych nigdy nie wyjdzie na jaw. Ta ksiazka uczy nas, ze czlowiek w stanie zagrozenia przejawia dotychczas nieznane mu instynkty. Jeden moze wziac bron i zostac partyzantem, drugi sie totalnie rozsypie i zacznie kolaborowac, trzeci pod plaszczykiem nieugietosci bedzie mial piwnice pelna zydow, ktorych wyda za kilo cukru. Jedno jest pewne. W czasie wojny nikomu nie mozna ufac, nawet wlasnej rodzinie gdyz kazdy moze nam wlozyc noz pod zebra. I wlasnie to mnie ubodlo najbardziej. Ten totalny brak jakichkolwiek emocji oprocz czysto zwierzecych instynktow. Poniekad powiesc jest saga rodzina, w ktorej poznajemy kilka pokolen jednak gdyby nie wspolne nazwisko nigdy bym nie powiedziala, ze bohaterowie sa ze soba pokrewnieni. Czy to wojna tak odczlowiecza ludzi? Czy po prostu autor stwierdzil ze uczucia nie sa wazne, a wazny jest indywidualizm jednostki?

Moim zdaniem autor tylko polizal problem , ktory chcial zglebic. Spdziewalam sie analizy i weryfikacji naszej trudnej historii a dostalam poniekad powiesc erotyczno-obyczajowo-milosna. Wazne tematy wydawaly mi sie pominiete a koniec nie do konca zrozumialy. Postaci, pomimo bagazu doswiadczen i lat na karku wydawaly sie naiwne i rozpieszczone. Dorosli zachowywali sie jak nastolatki. Uwazam , ze napisanie tej powiesci bylo swoistym faux pas, szyderczym usmiechem w strone bolesnej historii. Nic nie wytlumaczylo tylko pozostawilo niesmak.

Moja ocena to 4/10. 

piątek, 12 czerwca 2015


Tytul : "Obietnica gwiezdnego pylu"
Autor : Priscille Sibley
Wydawnictwo : Swiat Ksiazki
Rok wydania : 2013
Liczba stron : 416



Polewka z Jodi Picoult na delikatnym Grishamowym ciescie


Pewnie niejednokrotnie zdarzylo wam sie trafic na ksiazke kiedy jakas sila pcha was do przerzucenia
pozostalych do przeczytania kartek i przeczytania ostatniej strony. Nie mozecie sie doczekac jakie bedzie zakonczenie. Czytajac "Obietnice gwiezdnego pylu" wlasnie tak mialam i zastanawialam sie dlczego. Czyzby ksiazka byla az tak fascynujaca, ze sama chcialam przyspieszyc bieg wydarzen i dowiedziec sie jak sie potocza losy glownych bohaterow? Czy do przeczytania ostatniej kartki zachecal mnie nudnawy styl autorki, ktorym opowiedziana byla naprawde rewelacyjna historia? Na te pytania nie znalazlam odpowiedzi. 
Ksiazka Priscilli Sibley to prawdziwa gratka dla fanow powiesci obyczajowych, a wielbicieli Jodi Picoult z pewnoscia wciagnie bez pamieci.Mnie osobiscie troszke przytloczyla.

Elle McClure, znana astronautka po wypadku samochodowym zapada w spiaczke. Neurochirurdzy orzekaja, ze mozg Elle ulegl tak powaznym uszkodzeniom, ze kobieta juz nigdy sie nie wybudzi. Prawdziwa Elle odeszla a w szpitalnym lozku pozostalo tylko nie odczuwajace bolu cialo. Maz Elle, Matt Beaulieu jest bliski odlaczenia zony od aparaturatury podtrzymujacej zycie kiedy dowiaduje sie, ze kobieta jest w ciazy. Przez lata malzenstwo staralo sie o dziecko i byla to droga przez meke. Kilka poronien i narodziny martwego dziecka - Dylana ciezko doswiadczyly niedoszlych rodziow. Matt wierzy, ze pomimo testamentu , w ktorym Elle oswiadczyla, ze nie wyraza zgody na  sztuczne utrzymywanie jej przy zyciu, chcialaby zeby dziecko sie urodzilo. Posiadanie potomka bylo dla niej najwazniejsza rzecza w zyciu. Rozpoczyna sie walka sadowa gdyz czesc rodziny, w tym matka Matta wyznaczona przez Elle na wykonawce testmentu, pragna odlaczyc kobiete od aparatury, gdyz w ich mniemaniu tego by wlasnie sobie zyczyla. Elle czula bezgraniczny strach przed stanem wegetatywnym, ktory pozostal jej po doswiadczeniach z umierajaca na raka matka. 

Ksiazka porusza bardzo wazny problem eutanazji, prawa do godnej smierci. W Stanie Maine, w ktorym toczy sie akcja powiesci eutanazja jest dozwolona jednak nigdy wczesniej nie bylo precedensu co zrobic jest chora osoba jest w ciazy. Jest to temat trudny i niezwykle kontrowersyjny i odnioslam wrazenie, ze autorka nie do konca sobie z nim poradzila. Jeszcze na poczatku ksiazki wartosciowanie nie bylo zauwazalne jednak wraz z rozwojem fabuly szala zdecydowanie przechylila sie na jedna strona. Spodziewalam sie zazartej sadowej batalii rodem z powiesci Grishama a dostalam dosc smetna, przewidywalna powiesc, bardziej romans nawet niz powiesc obyczajowa. Wogole pierwsza czesc ksiazki , kiedy dowiadujemy sie o prawie, precedensach, normach spolecznych jest zdecydowanie ciekawsza. W drugiej czesci czegos mi zabraklo, jeszcze tlila sie we mnie iskierka nadziei , ze to dopiero pierwszy tom, bo przeciez zostalo mi tylko 100 stron a batalia w sadzie na dobra sprawe sie jeszcze nie zaczela.

Fabula ksiazki sklada sie z dwoch plaszczyzn. Czasy wspolczesne poprzedzielane sa rozdzialami opowiadajacymi o przeszlosci. Skojarzylo mi sie to z podobna ksiazka, ktora niedawno czytalam "Czastka Ciebie " Harper. Po glebszym zastanowieniu doszlam do winosku, ze sa one praktycznie identyczne. W obu powiesciach wiemy, ze nie bedzie tutaj happy endu. Smutek, przrazenie, melancholia te uczucia towarzysza nam podczas czytania. Czasem az czujemy przesyt i groteskowosc.

Kolejnym problemem sa bohaterowie. Z jednej strony nie sposob ich nie polubic a z drugiej jesli im sie dokladnie przyjrzymy to cos jest z nimi nie tak. Sa jakby za bardzo "prawdziwi". Najbardziej draznila mnie postac Matta. Facet jakich wielu, chodzi na mecze, oglada sie za kobietami, pije piwo . Po wypadku zmienia sie w kogos zupelnie innego. Z tryskajacego testosteronem mezczyzny przeksztalca sie w rozhisteryzowana, przewrazliwiona kobiete. Dokladnie tak: ta postac jest az za bardzo kobieca co odbiera jej wrazenie realnosci. Zreszta z realizmem cala powiesc ma niewiele wspolnego, bo czyz czesto mamy do czynienia z takim zbiegiem okolicznosci : zona astronautka, maz neurochirurg, matka polozna, tesc biznesmann, kolega prawnik. Do wyboru do koloru. Potrzeba lekarza? Sa koledzy po fachu, potrzeba pieniazkow na sadowe batalie? Jest bogaty tesciu. A moze potrzeba najlepszego prawnika w Stanie? Jak najbardziej , szynko odnajduje sie kolega ze studiow, ktory od razu staje sie najwierniejszym przyjacielem. No i oczywiscie na strazy tego wszystkiego stoi rodzicielka w bialym kitlu, sluzaca pomoca w razie sytuacji kryzysowych. Jak dla mnie zbyt wiele zbiegow okolicznosci. 

Jak na debiut autorski, ksiazka nie byla zla. Moja ocena moze sie wydawac krytyczna poniewaz nie jest to gatunek powiesci za ktorym jakos szczegolnie przepadam. Nie ma tutaj pedzacej na leb na szyje akcji, z drugiej strony nie ma jakiejs wyrafinowanej rozrywki intelektualnej. Dostalam nasaczony emocjami tekst obok ktorego nie da sie przejsc obojetnie, jednak mialam wrazenie, ze gdzies juz to wszystko bylo. Historia ta tak naprawde nic nie odkrywa. Polecam ja milosnikom ckliwych romansow i ksiazek wyciskajacych lzy z oczu a tym ktorzy wola ambitniejsza literature radze omijac ja z daleka. Mam nadzieje, ze nastepna ksiazka autorki bedzie lepsza , gdyz jedno wiem napewno Priscilla Sibley napewno pisac umie. 

środa, 10 czerwca 2015

Tytul : "Carnivia, Bluznierstwo"
Autor : Jonathan Holt
Wydawnictwo : AKURAT
Rok wydania : 2013
Liczba stron : 400




Cyfrowa Wenecja 



Nie wiem co sklonilo wydawce do zamieszczenia na okladce porownania do powiesci Dana Browna. Moim zdaniem jest to krzywdzace dla debiutujacego, ale z pewnoscia utalentowanego autora jakim jest Johnatan Holt. Kiedy proza Browna wywolywala we mnie odruch wymiotny swoja przewidywalnoscia, naiwniactwem i do bolu nagietymi faktami tak tutaj mamy do czynienia z interesujacym thrillerem, ktory wciaga od pierwszej do ostatniej strony. Owszem mnogosc watkow moze stworzyc wrazenie chaosu i czasem zdarzylo mi sie pogubic w fabule, jednak jak na debiut ksiazka jest bardzo udana. Wiem, ze to dopiero wstep do calej trylogii jednak wierze, ze kolejne czesci rowniez mnie nie rozczaruja a Jonathan Holt znajdzie sie w czolowce moich ulubionych pisarzy.

Katarina Tapo, mloda oficer jednej z wloskich sil porzadkowych tak zwanych carabinieri, dostaje przydzial do swojej pierwszej wiekszej sprawy kryminalnej. Na schodach jednego z weneckich kanalow, znalezione zostalo cialo mlodej kobiety. Doswiadczony porucznik Piola wraz ze swoja asystenka maja za zadanie rozwiazac zagadke, kto zastrzelil mloda kobiete. Na domiar zlego denatka przebrana jest w szaty ksiedza, co w swiecie katolickim jest uwazane za bliznierstwo. W toku dochodzenia, w jednym z weneckich hoteli odnalezione zostaja kolejne zwloki. Policjanci dowiaduja sie , ze obie kobiety znaly sie i prowadzily wspolne poszukiwania zaginionej chorwackiej dziewczyny.
W tym samym czasie do amerykanskiej bazy wojskowej na terenie Wenecji, dostaje przydzial urodzona we wloszech Holly Boland, podporucznik ameykanskiej armii. Jedna z zastrzelonych kobiet probowala sie z nia wczesniej skontaktowac w zwiazku z chorwackim zbrodniarzem wojennym i udzialem USA w wojnych na terenie bylej Jugoslawii. Obie zbrodnie nabieraja kontekstu politycznego a wszystkie drogie kieruja sledztwo na wyspe Poviglia gdzie w dawnych czasach znajdowal sie szpital psychiatryczny. 
Obu kobietom w sledztwie pomaga mlody czlowiek z rozpoznanym spectrum autyzmu genialny informatyk, tworca portalu spolecznosciowego, Carnivii. Carnivia to w 100 procentach wiernie odwzorowana Wenecja , swojego rodzaju miasto w sieci gdzie zalogowani uzytkownicy moga sie wymieniac informacjami bez obaw , ze zostana ona przez kogos przechwycone. Wszystko w Carnivii jest szyfrowane, a tworca odmawia policji dostepu do danych z serwerow. Przez te nieustepliwosc pakuje sie w klopoty, ktore moga go zaprowadzic do wiezienia. 


Ciesze sie, ze akcja powiesci osadzona zostala w Wenecji. Do tej pory miasto to kojarzylo mi sie wylacznie z powiesciami o milosci, przeciez to wlasnie tutaj tragicznie potoczyly sie losy Romeo i Julii i setek ich nastepcow. Jednak Wenecja po zmroku jest inna. Waskie uliczki stwarzaja klaustrofobiczne wrazenie. Mgla, wszedobylska woda, szczegolnie w czasie przyplywu zwanego alta aqua tworza niezapomniane tlo zdarzen. Mialam wrazenie, ze cos sie czai w ciemnosciach gotowe by zaatakowac. Dla mnie Wenecja juz nie jest miastem zakochanych tylko miejscem pelnym zagadek i tajemnic. Zarowno ta prawdziwa, jak i Wenecja w Carnivii. 
Daniele, wybitny informatyk, stworzyl swoje wirtualne miasto na zasadzie lustrzanego odbicia. Wszystko tu jest identyczne jak w rzeczywistosci nawet rysy na frontach budynkow. Czasem mialam ochote wlaczyc komputer i sprawdzic czy cos takiego naprawde istnieje, choc zdawalam sobie sprawe, ze niestety jest to tylko literacka fikcja. A szkoda. Czy nie chcielibyscie znalezc sie w wirtualnym swiecie, gdzie macie do wszystkiego dostep. Wszystkie budynki, kina, muzea, spotkania i zgromadzenia stoja przed wami otworem. Mozecie znalezc sie w dowolnym zakatku miasta bez opuszczania swojego pokoju. Marzenie. Do Carnivii ma dostep kazdy kto sie wczesniej zarejestruje. Poczatkowo dzialala jako plotkarski portal gdzie mozna bylo znalezc informacje o praktycznie kazdym obywatelu Wenecji jednak wraz z rozwojem poralu stala sie rowniez miejscem spotkan weneckiego polswiatka. 

Fabula powiesci nie jest liniowa. Owszem mamy tutaj dosc wyrazny watek glowny, jednak oprocz tego mnostwo rownie waznych watkow pobocznych. Czasem powoduje to zamieszanie. Niektorych watkow nie zrozumialam: na przyklad czego szukal Daniele w Carnivii, kogos sie bal ? Po co kontaktowal sie ze swoimi administratorami? Niektore wydawaly sie byc urwane w polowie, lub byl na nie polozony zbyt duzy nacisk na poczatku by potem od nich odejsc lub potraktowac po macoszemu. Jednak wiekszosc poruszonych w ksiazce tematow bylo niezwykle aktulanych i waznych. Nielegalna prostytucja, prywatne armie, zbrodnie wojenne a nawet problem kobiet w kosciele. I wiele , wiele innych. Watek ktory mnie osobiscie niezwykle poruszyl to handel kobietami. Wiele lat po wojnie na terenie bylej Jugoslawii na terenach Chorwacji, Bosnii, Serbii nadal panuje anarchia. Brak pracy, bieda, technologiczne zacofanie zmuszaja mlode kobiety do emigracji za chlebem. Skuszone wizja wiekszych pieniedzy lapia sie w sieci handlarzy ludzi. Zwiedzione wizja opieki nad dziecmi we Wloszech sama wchodza w rece mafii. Przemycone statkiem do innego kraju zmuszane sa do prostytucji by w ten sposob oddac przewoznikom dlug, jaki u nich zaciagnely. Odrazajace , ze w XXI wieku to swoistego rodzaju niewolnictwo jest nadal praktykowane.

Dosc dlugo zastanawialam sie, po co zostal wprowadzony watek romansu pomiedzy Kat a komisarzem Piola. Rownie szybko sie zaczal co skonczyl i w gruncie rzeczy nic nowego do powiesci nie wniosl. Wrecz przeciwnie. Kiedy zwiazek sie rozpada, doswiadczony detektyw znika nam z pola widzenia, chociaz przez ponad polowe ksiazki gral w powiesci pierwsze skzypce. A szkoda poniewaz zdazylam Piole bardzo polubic. Wydaje mi sie, ze jak wielu poczatkujacych autorow, Jonathan Holt popelnil jeden blad. W "Carnivii" uczen przerosl mistrza. Praktycznie od poczatku sledztwa to Kat przejmuje inicjatywe. Odnioslam wrazenie, ze to dzieki mlodej policjantce udaje sie pchac dochodzenie do przodu. Czy tak jest w rzeczywistosci? Czy mlodosc goruje nad doswiadczeniem? 

Pomimo tych drobnych mankamentow, ksiazka jest naprawde dobra. Pelno zwrotow akcji, zywe postaci i tajemnicza Wenecja gwarantuja nam dobra zabawe przez pare dlugich godzin. A na deserek mamy nastepne tomy po ktore napewno siegne. 

Moja ocena to 7/10 punktow. 

niedziela, 7 czerwca 2015


Tytul : "Fraulein France"
Autor : Romain Sardou
Wydawnictwo : Rebis
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 304





Zemsta ukryta w walizce kurtyzany



Nas Polakow, narod dla ktorego historia jest swietoscia, moze dziwic z jaka latwoscia Francuzi
poddali swoj kraj w 1940 roku. Wtedy kiedy w Polsce tysiace ludzi walczylo z najezdzca, w lasach partyzantka sabotowala dzialania niemieckich wojsk a ludnosc cywilna robila wszystko by Polska nie stala sie prowincja III Rzeszy, Francuzi karnie i z niejaka pokora, wlasnorecznie pozbawili sie

suwerennosci. Winikalo to z bezsilnosci i zwatpienia w demokracje, ktora mial przyniesc traktat wersalski. Ludnosc Francji otworzyla bramy nazistom wierzac, ze przynoszac nowy porzadek zbuduja nowa i silna Francje, odbudowana zostanie duma narodowa podminowana po I Wojnie Swiatowej. Ruchy norodowowyzwolencze w Paryzu zrzeszaly zaledwie kilkuset czlonkow, bojowki praktycznie nie istnialy. Nie bylo srodkow na walke z okupantem, broni a przede wszystkim checi do walki. Ten marazm, w ktory popadlo spoleczenstwo uczynil z Francji prowincje III Rzeszy, zalezna od niej pod wzgledem politycznym jak i ekonomicznym. W duzej mierze to francuskie fabryki produkowaly bron dla Hitera a partia nazistowska byla finansowana z ich funduszy. Jednak dzieki temu udalo im sie przetrwac burzliwy okres wojny bez wiekszych strat w ludziach. Paryz nie zostal zniszczony jak to bylo w przypadku Warszawy czy innych miast bioracych czynny udzial w wojnie, i do dzis Francja jest jednym z najbardziej liczacych sie panstw europejskich. Jednak czy w sercach ludzi zostala odbudowana duma narodowa? Czy wrecz przeciwnie mecza ich wyrzuty sumienia za biernosc kiedy Hitler podbijal Europe. 



Bohaterzy wojenni z bitwy o fort Eben-Emael Friedrich Grimm i Peter Bohm w drodze do Paryza zatrzymuja sie w domostwie Alfreda Riquiera. Tragicznym zrzadzeniem losu cala rodzina wlascicieli ziemskich zostaje zamordowana, a generalowie SS by nie narazic sie na powazne konsekwencje podpalaja dworek tym samym pozorujac wypadek domowy. 
Juz w Paryzu, znudzeni obowiazkami i brakiem kobiet odwiedzaja klubokawiarnie, restauracje i domy uciech. W jednym z nich, Sfinksie, pojawia sie nowa dziewczyna o wielce mowiacym imieniu : France. Dlugonoga, wyrafinowana pieknosc podbija serca stalych bywalcow, jednak jest to "towar nie dla kazego". Kobieta postanowila sprzedac swoje piekne cialo tylko najwyzej postawionym oficerom SS, ktorzy sa w stanie dobrze zaplacic za jej uslugi. Friedrich Grimm pomimo majatku, ktorego dorobil sie na wspolpracy z zydowskim kolaborantem sprzedajacym tkanieny dla Kriegsmarine, Schkolnikoffem nie otrzymuje dostepu do alkowy kurtyzany. Zafascynowany France za wszelka cene pragnie ja zdobyc i nie cofnie sie przed niczym. Szantazowana dziewczyna ulega. Mlodzi spotykaja sie kilka razy w tygodniu w specjalnie do tych celow przysposobionym mieszkaniu. Pomiedzy kochankami rodzi sie uczucie. Jednak Friedrich nie wie jaka tajemnice kryje walizka jego kochanki, jedyna rzecz ktore przywiozla ze soba do Paryza. A tym czyms jest zemsta. 


Ksiazka nalezy do gatunku powiesci historycznych i jak dla mnie autor az za bardzo wzial to sobie do serca. Z jednaj strony czytamy o uczuciach, namietnosciach ktorymi targani sa bohaterowie, by kilka stron dalej dostac czysto akademicka proze na temat przebiegu drugiej wojny swiatowej. Te tendencje szczegolnie mozemy zauwazyc w drugiej czesci ksiazki. Mamy tutaj duza dat i nazwisk. Calosc napisana jest stylem znanym znam z podrecznikow do historii. Pomimo, ze postaci zarowno generala SS jak i France sa fikcyjne, odnioslam wrazenie czytania fragmentu biografii i to napisanego w formie streszczenia. 
Autor w ksiazce skupil sie na sytuacji politycznej i ekonomicznej Francji i zupelnie zapomnial o zyjacych w niej ludziach. Malo tutaj znajdziemy odniesien do nastrojow panujacych w spoleczenstwie. Poczatkowo mialam wrazenie, ze Paryz wogole nie odczul tego, ze dookola toczy sie wojna. Wszystkie restauracje, kina , muzea, opery sa otwarte. Szampan leje sie strumieniami a ludzie chodza z usmiechami na twarzach. Czy naprawde bylo tak, ze ludzie sie cieszyli z okupacji? Nie probowali podejmowac walki?

Jednak z drugiej strony w ksiazce znalazlam duzo informacji na temat II Wojny Swiatowej, ktore mnie zaciekawily. Na przyklad wspaniale odnalowany atak na twierdze Eben-Emael, jestem ciekawa ( a nigdzie nie moglam znalezc informacji ) czy trawiasty dach fortu naprawde nie zostal zaminowany poniewaz zolnierze lubili na nim grac w pilke nozna. Takich ciekawych fragmentow jest wiecej. Duzym plusem sa przypisy i uscislenia, zamieszczone na koncu powiesci. Z nich mozemy dowiedziec sie, ktore postaci i zdarzenia byly rzeczywiste.
Co mnie poruszylo w ksiazce to brak podzialu na dobrych i zlych. Mamy tutaj podbijajacych Europe nazistow i atakujacych cywilow Amerykanow. Sklonilo mnie to do przemyslen czemu USA nigdy nie zostalo rozliczone ze swoich zbrodni wojennych? Naloty na niemieckie miasta czy zrzut bomb atomowych na Japonie byly wystarczajacymi przeslankami do postawienia ich w stan oskarzenia. Ta ksiazka jako jedna z nielicznych nikogo nie gloryfikuje tylko przedstawia suche fakty.

Jednym z minusow jest niestety przewidywalnosc. Co uwazniejszy czytelnik domysli sie kim naprawde byla France, wiec fabula nie bedzie w stanie go zaskoczyc. Z gory wiemy, ze ksiazka nie zakonczy sie happy endem. Jest to powiesc o zemscie, o tym jak silne jest to uczucie i do jakiej desperacji potrafi doprowadzic.  Jest to tez powiesc o tym jak wielki wplyw na mlodego czlowieka ma srodowisko, w ktorym dorasta :szkola, rodzina, przyjaciele. Tutaj przychodzi mi do glowy powiedzenie : czym skorupka nasiaknie za mlodu tym traci na starosc. 

Trudno jest mi ocenic te ksiazke. O wiele lepiej bym sie czula gdybym czytala prawdziwa biografie a nie tylko fikcje literacka osadzona w historycznych realiach. Zabraklo mi tutaj autentycznosci. Postac France byla jednowymiarowa, szablonowa i moge to powiedziec z czystym sercem : po prostu nudna. Czasem sie zastanawialam czy autor do konca przemyslal cala fabule gdyz poczynania tytulowej bohaterki czasem sa sprzeczne. Calosc sie ciagnie i mozolnie zmierza do finalu, ktory i tak juz wszyscy znaja. Z drugiej strony autor zachecil mnie do ponownego zainteresowania sie tematyka II Wojny Swiatowej. No i ta okladka : po prostu wspaniala, niewinnosc okraszona swastykami. Cudo.

Finalna ocena to 6/10 punktow. Polecam fanom powiesci historycznych, ktorzy nie szukaja w ksiazce spektakularnych zwrotow akcji ani wielkich wzruszen ( choc przeznam raz zakrecila mi sie lezka w oku ). 

piątek, 5 czerwca 2015


Tytul : "Dziewczyna z porcelany"
Autor : Agnieszka Olejnik
Wydawnictwo : Czwarta Strona
Rok wydania : 2015




Sex, sexem pogania



Siegnelam po te ksiazke zachecona przez piekna okladka i pozytywne opinie czytelnikow. I tutaj
zrobilam blad. Powinnam przeczytac rowniez te mniej przychylne komentarze i juz wtedy wiedzialabym, ze nie jest to ksiazka dla mnie. "Dziewczyna z porcelany" jest tak przewidywalna jak mgly w Wielkiej Brytani, i tak jednowymiarowa i plaska jak holenderskie niziny. Nie dopatrzylam sie tutaj absolutnie niczego pieknego i odkrywczego, wrecz przeciwie momentami targal mna odruch wymiotny. Dla mnie bylo to pierwsze spotkanie z Agnieszka Olejnik i mysle, ze na tym sie skonczy. Autorka swoim stylem nie podbila mojego serca a opowiedziana historia bardzo szybko ulotni sie z mojej pamieci.

Michal pierwszy zawod milosny przezyl w wieku 15 lat. Wykorzystany przez kandydatke do samorzadu szkolnego, Natalie stal sie posmiewiskiem calej szkoly. Wtedy tez obiecal sobie, ze nigdy wiecej sie nie zakocha a kobiety bedzie traktowal instrumentalnie. 
Michala poznajemy na przedostatnim roku studiow. Wysportowany, w okularach, ktore nadaja mu inteligentny wyraz twarzy, modnie ubrany jest obiektem pozadania wszystkich kobiet. Prywatnie zaangazowany w zwiazek z Paula, nie stroni od bliskosci innych kobiet. W wolnych chwilach pozuje dla magazynu Modny.pl i zajmuje sie fotografia artystyczna, szczegolnie robieniem aktow. 
Beztroskie zycie Michala konczy sie, kiedy oboje jego rodzicow ginie w wypadku samochodowym. Chlopak zmuszony jest wrocic do rodzinnego domu by z braku bliskiej rodziny, zajac sie wychowaniem 4 letniego braciszka. Nie chcac rezygnowac ze studiow zmuszony jest znalezc dla malego opiekunke. Zostaje nia Zuzanna, sasiadka z domu obok. Michal dowiaduje sie, ze juz wczesniej zajmowala sie jego bratem. Pomimo siedmioletniej roznicy wieku dwojka mlodych ludzi zakochuje sie w sobie. Wszystko wydaje sie dazyc do happy endu, kiedy na jaw wychodzi skrywana przez Zuzanne tajemnica, dotycznaca jej zwiazkow z rodzina chlopaka.

Zeby wiedziec o czym jest ta ksiazka wystarczy przeczytac na okladce, niczym wiecej nas nie zaskoczy. Dawno nie czytalam powiesci, kiedy autor zdradzil mi wszystko na poczatku. Naprawde : praktycznie cala fabula zawarta jest na pierwszych 50 stronach, reszta to po prostu mozolna droga ku koncowi. Gdzies przeczytalam, ze "Dziewczyna z porcelany" to powiesc psychologiczna. Zupelnie sie z ta opinia nie zgadzam. Wszystkie postaci byly jednowymiarowe, jak wyjete spod matrycy. Jezyk byl prosty, ksiazka byly wypruta z jakichkolwiek emocji. Owszem mielismy tutaj do czynienia ze zdradami , z miloscia, przyjaznia jednak wszystko to utrzymane bylo w podobnym tonie : cos jak zjedzenie cytryny bez skrzywienia ust. Niby wiemy, ze bohaterowie kochaja, smuca sie , rozpaczaja jednak z drugiej strony zbyt szybko sie pocieszaja , zapominaja, odwracaja. I to ma byc ta milosc? Jednego dnia kocham by nastepnego pojsc do lozka z kims innym? Troszke to plytkie i naiwne.

Przez cala ksiazke mialam wrazenie, ze jest ona tak naprawde o sexie. Co prawda autorka mowi o milosci jednak w wiekszosci sprowadzona jest ona do aktu plciowego. Wydawalo mi sie, ze bohaterowie nie potrafili ze soba rozmawiac, ani na blahe ani na powazne tematy. Kazde spotkanie konczylo sie sexem. Nie bylo tutaj tesknoty za dlugimy rozmowami, obecnoscia . Byla tylko tesknota za fizycznym aspektem zwiazku.

Kolejna rzecza ktora mi sie nie spodobala byl "meski punkt widzenia" wykreowany przez autorke. Mysle, ze jesli kiedykolwiek jakis pan siegnie po te pozycje to wzdrygnie sie z niesmakiem i pokreci glowa z politowaniem. Postac Michala byla tak przerysowana, ze ciezko bylo czasami powstrzymac smiech. Moim zdaniem bohater byl kalka wyobrazen autorki a nie pierwowzorem kogos kto moglby istniec w realnym swiecie. Wszyscy zapytani przeze mnie mezczyzni, co by zrobili beda w sytuacji Michala, odpowiedzieli , ze wszystko inne tylko nie to co glowny bohater powiesci. Juz samo to mowi przez sie. 

W ksiazce zwrocilam uwage na motyw samotnosci. Mamy tutaj odtraconego przez zapracowanych rodziow Michala, Zuzanne ktora jest po rozwodzie, malego Tomka, ktory jedego dnia stracil oboje rodzicow. Powiesc ta traktuje o tym jak wazne w naszym zyciu sa inne osoby. Nie istotne czy sa to przyjaciele, kochankowie rodzina. Wszyscy oni ksztaltuja nasza osobowosc i sprawiaja ,ze zycie nabiera sensu. Jednak ten jeden moral to za malo bym dala tej powiesci wysoka note. 
Nie wiem komu moglabym polecic te ksiazke. MOja kolezanka uzywa okreslenia "stare kokosze" i mysle , ze to wlasnie one sa targetem. Starsze panie majace ochote na pikantne historie z odrobina zakazanej milosci. Cos niezbyt mocnego, zeby zle wplynelo na serce. Ja osobiscie jestem za mloda na te tchnaca melancholia ksiazke.

Moja ocena to 3/10 punktow. 

czwartek, 4 czerwca 2015


Tytul : "Kolekcjoner skor"
Autor : Jeffery Deaver
Wydawnictwo : Proszynski i Ska
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 496






Jego wysokosc Lincoln Rhyme 



"Kolekcjoner skor" to juz 11 czesc cyklu o sparalizowanym policyjnym konsultancie Lincolnie
 Rhyme i jego partnerce,  agentce Amelii Sachs. Niewiarygodne, ze ten wspanialy duet towarzyszy nam juz bez mala od dziesieciu lat. Poczatkowym ksiazkom cyklu, nie zawahalabym sie wystawic wysokiej noty. Tytuly takie jak "Kamienna malpa" czy "Mag" dostalyby u mnie z pewnoscia 10 na 10 gwiazdek. Jednak wraz z uplywem czasu zaczynam dostrzegac schematycznosc i powtarzalnosc w fabulach ksiazek Deavera. Owszem nadal sa bardzo dobrze napisane, fabula obfituje w mnostwo zwrotow akcji a klimat nic nie stracil ze swojej mrocznosci jednak odnioslam wrazenie, ze bohaterowie sie postarzeli, wiem czego sie po nich spodziewac. Kazda kolejna ksiazka nie wnosi nic nowego. Nawet tytul " Kolekcjoner skor" zostal sciagniety z tytulu pierwszej czesci cyklu. Czy wlasnie tego mamy sie spodziewac? Powielanych tematow, wracania do poczatkow? Czy nastepnym razem autor zaserwuje nam "Kolekcjonera paznokci badz uszu"? Jesli tak ma byc to lepiej by para kryminalistow odeszla na zasluzona emeryture.
Akcja powiesci rozpoczyna sie w nowojorskich kanalach gdzie znalezione zostalo cialo martwej dziewczyny. Przyczyna smierci byl tatuaz do ktorego zrobienia morderca zamiast tuszu uzyl trucizny. Na miejsce zdarzenia dociera byla modelka, agentka Amelia Sachs z wiecznie jej towarzyszacym, za posrednictwem kamery i zestawu glosnomowiacego konsultantem Lincolnem Rhyme. Wybaluszone oczy, wygiete cialo i piana na ustach swiatcza o meczarnich przez jakie przechodzila dziewczyna, kiedy trucizna zaczela dzialac. Wytatuowany na jej ciele liczebnik "drugim" sugeruje, ze policjanci maja do czynienia z seryjnym morderca. Brak jakichkolwiek dowodow oraz czasu dziala na niekorzysc detektywow. Smierc pierwszych ofiar jest wstepem do zakrojonego na szeroka skale planu .

Co mnie wprawia w niepomierne zdziwienie praktycznie od poczatku serii to sama postac Lincolna Rhyma. Wydawaloby sie , ze jest tylko konsultantem jednak w rzeczywistosci to on pociaga za wszystkie sznurki. Owszem mamy tutaj grupe czynnych detektywow : Amelie, Rona, Toma czy grupe technikow jedenak to wlasnie Licoln jest tak zwana gora. To on wydaje polecenia bez zadnych konsultacji z przelozonymi. Pominieta zostaje wszelka hierarchia policyjna, ktora w realnym swiecie ma wielkie znaczenie. Lincoln Rhyme zajmuje sie wszystkimi wiekszymi przestepstwami w Nowym Jorku co nomen omen czyni aparat policyjny bezuzyteczny. Nie ma tutaj nakazow sadowych, zadnej papierologi jest tylko czysta praca policyjna dowodzona przez czlowieka siedzacego na wozku inwalidzkim. 
Lincol Rhyme jest postacia pelna sprzecznosci. Doglebny racjonalista, ktory ma za nic zeznania swiadkow, dla niego licza sie tylko dowody zebrane na miejscu zdarzenia. Doglebnie przeanalizowane, przepuszczone przez maszyny najdrobniejsze pylki ktore maja naprowadzic na trop sprawcy. Jednak tym razem mamy wrazenie, ze calosc fabuly oparta jest na przeczuciach konsultanta. Przeczuciach ktore on sam wysmiewa przez cala ksiazke. Czyzby Lincoln na starosc stal sie bipolarny? Co innego mowi a co innego robi? 

Kazdy rodzial, opowiadany przez wszystkowiedzacego narratora, konczy sie swoistym podsumowaniem. Jest to tabela, zrzut z tablicy w centrum dowodzenia, gdzie wypisane sa wszystkie dowody, poszlaki i przemyslenia, ktory wyplynely w trakcie sledztwa. Za pierwszym razem jest to pomocne, daje nam mozliwosc podsumowania tego co juz wiemy. Jednak na dluzsza mete zabieg ten byl zupenie niepotrzebny. Nawet mniej zaangazowany w lekture czytelnik bedzie w stanie zapamietac co sie wydarzylo na poprzednich kilkunastu stronach. Podsumowywanie fabuly jest tutaj niepotrzebne, ja osobiscie przeskakiwalam te pare kartek. 

Kolejna rzecza, ktora mnie znuzyla byla schematycznosc i powtarzalnosc. Z poprzednich ksiazek Deavera moglismy sie dowiedziec jak wyglada praca policji: zbieranie dowodow i ich analiza. czytajac "Kolekcjonera skor" odnioslam wrazenie, ze juz to kiedys czytalam, dokladnie te same slowa, odnosniki, powtorzenia. W pewnym momencie zaczelam przewidywac jakie beda nastepne kroki detektywow. Mam juz dosc czytania o chodzeniu po siatce, wyodrebnianiu materialu dowodowego. Nawet zarty i sarkazm Lincolna przestaly mnie smieszyc.

W ksiazce mamy do czynienia z tak zwana dwuwatkowoscia. Mamy tutaj watek glowny, ktorym jest tatuazysta- morderca i watek poboczny nawiazujacy do postaci z poprzedniej ksiazki Deavera "Zegarmistrz": Richarda Logana. Oba watki nie maja ze soba nic wspolnego co najwyzej wprowadzaja zamieszanie . Czy autor specjalnie przewolal "Zegarnistrza" by otworzyc sobie furtke do nastepnej czesci? Otwarte zakonczenie wydawaloby sie wlasnie to sugerowac. 

Jednak znalazlam rowniez pare plusow. Z ksiazki dowiedzialam sie bardzo duzo o tatuazach, ich symbolice i historii. Te znamiona na ciele z poczatku pelnily funkcje religijne, wyznaczaly przynaleznosc do kast. Ich zrobienie okupione bolem nie bylo tylko ozdoba, jak to jest w dzisiejszych czasach tylko symbolem czegos wiekszego. Autor zadal sobie wiele trudu by dokladnie zglebic temat. Zreszta nie tylko w przypadku tatuazy odnioslam wrazenie, ze przed napisaniem ksiazki pisarz bardzo dokladnie zapoznaje sie z calym tlem. cala wiedza o toksykologii, nowojorskich podziemiach , wszystko to bylo tak pieknie opisane, ze sklonilo mnie do szukania informacji na wlasna reke, koniecznie chcialam dowiedziec sie jeszcze wiecej.
Rowniez fabula, pomimo schematycznosci obfitowala w zwroty akcji a dialogi byly wciagajace i czesto zabawne. 

"Kolekcjoner skor" to ksiazka przy ktorej nie mozna sie nudzic. Owszem czasem zdarzylo mi sie przeskoczyc kilka stron, jednak jak juz bylam pewna ze znam zakonczenie nastepowal nagly zwrot akcji ( ktorego w sumie moglam sie spodziewac bo nie bylam nawet w polowie powiesci ) i od poczatku musialam sie domyslac jak potocza sie losy bohaterow. Jednak uwazam , ze temat powoli zostal wyczerpany, detektywi juz niczym nas nie zaskocza. Moze poczatek nowej serii bylby najlepszym wyjsciem dla w koncu bardzo dobrego pisarza jakim jest Jeffery Deaver?

Moja ocena to 6/10.