czwartek, 30 kwietnia 2015

Tytul : Najdroższa
Autor : Wanda Zolcinska
Wydawnictwo : Proszynski i Ska
Rok wydania : 2015




Spowiedz Golluma



Zupelnie nie wiem skad tak dobre noty, mnie osobiscie ksiazka nie zachwycila, powiem wiecej momentami mialam wrazenie, ze czytam pamietnik uposledzonego umyslowo Golluma, tylko ze w zenskim

wydaniu. Po przeczytaniu pierwszych kilkunastu stron bylam przekonana, ze "Najdrozsza" to pamietnik kobiety cierpiacej na powazna chorobe umyslowa, jakiez bylo moje zaskoczenie kiedy dowiedzialam sie, ze z glowna bohaterka jest wszystko w porzadku. Jezyk powiesci jest tak irytujacy, tak sztuczny jakby ksiazke pisal symulator glosu - Iwona. Dlatego nie dajcie zwiesc sie pieknej okladce, ta pozycja was przytloczy i rozczaruje. 




Dobrnawszy do ostatniej strony w koncu dowiedzialam sie jak nazywa sie bohaterka. Jako ze wredna ze mnie osoba, nie zdradze wam tej tajemnicy, i bede nazywac ja Ona. Jednak halo, juz jedna Ona jest w tej powiesci - jeszcze chwilke a zrobi nam sie galimatias. Ale do rzeczy. Ona mieszka z Ona czyli swoja matka, starsza kobieta chorujaca na  Alzheimera - oczywiscie nazwa choroby , podobnie jak miliony innych detali nie jest nigdzie przytoczona, i pozostaje nam sie jej domyslic. Z Nia ( w wersji starszej ) z dnia na dzien jest coraz gorzej, wymaga coraz wiecej opieki . Dobra corka, by zrzucic z siebie ciezar odpowiedzialnosci wynajmuje opiekunke, ktora ja wyreczy. Zwolniona z obowiazkow ma czas na wlasne zycie , ktore jest zamkniete w swoistego rodzaju czworokacie - dwoch Panow i praca. 
O pracy dowiadujemy sie niewiele - korporacja jakich wiele, praca od 8 do 17 ( czasem trzeba zostac po godzinach). Ze strzepkow informacji mozemy sie dowiedziec, ze chodzi o jakas forme doradztwa branzowego - jak unowoczesnic firme by przynosila jeszcze wieksze zyski, gdzie uciac koszty , co zmodernizowac. 
O Panach wiemy znacznie wiecej. August jest doradca finansowym ( tego tez trzeba sie bylo domyslic), facetem ktory skrywa mroczna tajemnice, facetem po przejsciach, ktory swoja dobracia chce odkupic winy. Ale wiadomo dobrzy faceci sa nudni jak flaki z olejem, dlatego nasza bohaterka ma na boku drugiego kochanka - Macieja. Maciej jest lekarzem , w szpitalu gdzie leczona jest Ona ( starsza ). Ma zone dziecko , drugie dziecko w drodze i Ona - kochanke. Maciej nie chce sie angazowac, nie chce zostawiac dzieci - jednak w malzenstwie czuje sie niespelniony. Stad ten skok w bok. 

Gdzies przeczytalam, ze "Najdrozasza" to ksiazka o poszukiwaniu milosci. Moim zdaniem milosci jest w niej jak na lekarstwo. A tlumaczenia, ze bohaterka nie trafila na tego jedynego do mnie nie trafiaja. Powiedzmy sobie szczerze, Ona ( mlodsza ) jest typem nimfomanki, ktora sama nie wie czego chce. Sztuke flirtu i manipulacji ma opanowana do perfekcji , jest nieczula, nie zwraca uwage na innych , po trupach dazy do celu. Czy Ci mezczyzni byli miloscia jej zycia? Czy kiedykolwiek zastanawiala sie czy ich kocha? Czy tylko zapatrzona w siebie, wiecznie chwalaca swoj wyglad, szukala potwierdzenia swojej atrakcyjnosci? Kazdy z tych Panow mial inny powod by sie za nia uganiac- ale napewno nie byla to milosc. 
Trudno tez doszukac sie uczuc i milosci w stosunkach miedzy Ona starsza i Ona mlodsza. Matka jest ciezarem , ktorego trudno jest sie pozbyc, dlatego wszelka odpowiedzialnosc trzeba przerzucic na innych. Czytajac mamy przeczucie, ze matka odpowiada za jakas tragedie , ktora zdarzyla sie w przeszlosci , jednak wytlumaczenie tego jest tak trywialne i tak niepasujace do calej ksiazki, ze pozal sie boze. 

Mialam niedawno okazje przeczytac fascynujaca ksiazkie Emmy Healey " Ani sladu Elizabeth" . Z niej dowiedzialam sie jak straszne moze byc mieszkanie pod jednym dachem z osoba dotknieta Alzheimerem. Po " Najdrozszej" opieka ta wydaje sie bulka z maslem. Mialam wrazenie , ze autorka niezbyt dokladnie zglebila temat Alzheimera i potraktowala go troszke po macoszemu. Choroba ograniczyla sie do braku wspomnien i ograniczaniu kotaktu z otoczeniem. A gdzie codzienne zmagania z toaleta, gdzie chowanie kurczakow pod poduszke? Wydzwanianie do obcych ludzi? Zlosc, agresja? Tutaj potencjal ksiazki nie zostal wykorzystany.

Rowniez zakonczenie jest rozczarowujace. A moze po prostu ja go nie zrozumialam? Nic nie zostalo rozwiazane, nieby dostalismy pole do przemyslen, tylko myslec za bardzo nie ma nad czym. Ksiazka jest tak gleboka jak kaluza po ulewie.

Podsumowujac. Powiesc doczytalam do konca, jednak w wiekszej mierze byla to dla mnie podroz przez meke. Spowiedz , niedojrzalej, nieprzystosowanej do zycia kobiety, ktora w moim mniemamiu cierpiala na swoiste rozdwojenie jazni. Musialam sie wiecej domyslac niz zostalo mi powiedziane. Do kazdej informacji musialam sie dokopywac niczym gornik do zloza srebra. Czytalam o rozpuszczonej, uzaleznionej od seksu dziewczynie, ktora sama nie wie co chce. Jak mozemy przeczytac na okladce jest to ksiazka o nowoczesnych mlodych kobietach. I mam nadzieje, ze byl to tylko zabieg marketingowy, bo jesli mlode kobiety sa faktycznie takie jak bohaterka "Najdrozszej" to ja sie wypisuje i zmieniam plec. 

Moja ocena to 4/10. Moje gwiazdki daje na wyrost i licze , ze po tym nie udanym debiucie doczekamy sie powiesci z prawdziwego zdarzenia, bo pisarka ma talent tylko nie udalo jej sie wykorzystac drzemiacego w niej potencjalu. I oczywiscie plus za okladke - to wlasnie ona sklonila mnie do siegniecia po te ksiazke. 

środa, 29 kwietnia 2015

Autor : Christina Baker-Kline
Tytul : Sieroce pociagi
Wydawnictwo : Czarna Owca
Rok wydania : 2014






Pociag do nikad







Prawda wyzierajaca z kart powiesci jest wstrzasajaca. W latach 1854-1929, dzieki fundacji Childrens Aid ponad 200.000 bezdomych, osieroconych dzieci zostalo wyslanych w glab amerykanskiego interioru. Zapakowani do pociagu, wyruszali w swiat w poszukiwaniu rodzin adopcyjnych. Cel

zbozny, jednak rzeczywistosc okazywala sie tragiczna. Ludzie przychodzacy na perony, by obejrzec wystawione na pokaz publiczny dzieci, czesto zamiast potomka poszukiwali taniej sily roboczej. W takich rodzinach dzieci traktowane byly gorzej niz sluzba. Zagonieni do najgorszej pracy, molestowani,bez dostepu do edukacji, bici i ponizani, nie mieli szans na odmiane swojego losu. Czesto jedynym wyjsciem byla ucieczka.  Wynikiem takiego stanu rzeczy byl brak odpowiedniej kontroli nad tym co sie dzieje w rodzinach adopcyjnych. Dzieci byly tak rozsiane po swiecie, ze takowa kontrola byla fizycznie niemozliwa. Doprowadzilo to do zaniedban i tragedii, ktorej ofiara stawaly sie niczego nieswiadome dzieci. 

"Sieroce pociagi" to malo znany fakt z historii Ameryki. Uwielbiam, kiedy autor poprzez swoje ksiazki zacheca mnie do zglebienia tematu. Tak wlasnie bylo w przypadku ksiazki Christiny Baker-Kline. Po skonczeniu lektury dlugie godziny spedzilam na wertowaniu google archives w poszukiwaniu dokumentow zwiazanych z sierocymi pociagami, poszukiwalam reportazy, pamietnikow, wszystkiego co mogloby mi przyblizyc ten temat. 


Jest rok 2011. Molly Adams skazana zostaje na 50 godzin prac spolecznych za probe kradziezy ksiazki. Szczesliwym zbiegiem okolicznosci trafia na poddasze 91 letniej Vivian, gdzie przez nastepne dni bedzie porzadkowac pudla ze starymi rzeczami. Obie kobiety zaczyna laczyc cos na ksztal przyjazni. Z braku innych bliskich jej osob Molly prosi Vivian o pomoc w szkolnym projekcie, ktorego tematem sa "przenoski- co bysmy zabrali ze soba w podroz zycia". W ten oto sposob mloda kobieta poznaje tragiczna historie staruszki - jednej z wielu pasazerek sierocych pociagow. 
Vivian i jej rodzina przyplyneli do Ameryki z Irlandii. W pozarze , ktorych wybuchl w wynajetym mieszkaniu rodzice Vivian stracili zycie i skazana zostala na dom opieki pod patronatem fundacji Children's Aid. Jako pasazerka sierocego pociagu, dotarla do Minnesoty gdzie, po dwoch nieudanych probach adopcji, w koncu znalazla dom. 

Historia 17-letniej Molly, pol Indianki z plemienia Penobscot, rozpoczyna sie w 2011 roku. Po smierci ojca, jej matka wpadla w narkotykowy ciag i Molly znalazla sie na koncowym miejscu na liscie jej zainteresowan. Odrzucona przez wlasna matke jak i swiat zewnetrzny , wyrobila sobie nowa tozsamosc, samodzielnej, rozwydrzonej Gotki, do ktorej inni ludzie nie maja dostepu. Traktuje ich z rezerwa , pilnie strzezac dostepu do wlasnej osobowosci. Podobnie jak Vivian tak i Molly , wedruje z jednej rodziny adopcyjnej do drugiej i nigdzie nie moze zagrzac miejsca na stale. Molly odkrywa, ze razem z Vivian maja wiele wspolnego co daje podwaliny pod rozwijajaca sie przyjazc. Obie musza opowiedziec swoje historie, zrzucic z barkow ciezar, kwestia jest tylko dobrania odpowiedniej publiki. 

Nazwa "Towarzysto Pomocy dla dzieci" jest dla mnie niezwykle mylaca. Nigdzie nie podano statystyk jaka rzeczywista liczba podopiecznych znalazla dobra kochajaca rodzine. Intencje byly dobre jednak dzieci mogly wiecej stracic nic zyskac w tym przedsiewzieciu. Przyszli potencjalni rodzice zachowywali sie czesto jak wlasciciele plantacji na targu niewolnikow. Zagladli sierotom w oczy, usta, sprawdzali stan uzebienia i konczyn. Bardziej brzmi to jak kontrola bydla. 

Autorka bardzo sprawnie przeplata historie obu kobiet. Jezyk powiesci nie jest nadmiernie emocjonalny, co pozostawia nam pole do wyrobienia wlasnych uczuc, ktore momentami wyciskaja nam lzy z oczu. Czytajac, czasem mialam wrazenie, ze jezyk powiesci jest zbyt zdystansowany, zbyt zimny jak na temat o ktorym opowiada. Jak bysmy czytali o suchych faktach bez zadnego ladunku emocjonalnego. Co oczywiscie nie zmienia faktu , ze ksiazka na dlugo pozostanie w mojej pamieci, bo obraz ktory wykreowala jest gorszy niz niejeden obejrzany przeze mnie horror. 

Ksiazka jest swoistym studium nad osobowoscia dzieci z patologicznych rodzin, bezdomych sierot dla ktorych adopcja byla jedyna szansa na lepsza przyszlosc. Obraz jaki wylania sie z kart powiesci jest niezwykle niepokojacy. Osierocone dzieci sa bezbronne, trudno z nimi nawiazac kontakt , sa bojazliwe i latwo zamykaja sie w skorupie , jak zolw -chowaja wszystkie wrazliwe czesci zostawiajac tylko twardy pancerz przez ktory niezwykle trudno sie przebic. Sa wycofane i czesto konfliktowe, maja silne poczucie braku przynaleznosci , wszedzie doszukuja sie swojej winy. Dorastaja szybciej niz ich rowniesnicy. Do takich dzieci trzeba miec wiecej cierpliwosci dlatego proces adopcyjny powienien byc bardziej przemyslany a rodziny adopcyjne wybierane z wieksza starannoscia, by zapobiec nieszczesciu jakim jest ponowne opuszczenie. Tak bylo kiedys i jest dzis, niewiele sie w tej materii zmienilo. A my nadal nie potrafimy wyciagnac z tego daleko idacych wnioskow.

Genialnym zabiegiem bylo zamieszczenie krotkiej notki faktograficzno- biograficznej na tylach powiesci. Zdjecia Nowego Jorku z lat 30, fragmety pamietnikow, opis dzialalnosci Children's Aid w zepelnosci dopelnia te piekna powiesc. 

Z pewnoscia zdajecie sobie sprawe , ze to wlasnie starsze osoby maja do opowiedzenia najpiekniejsze historie. Dlatego czasami warto przystanac i posluchac, napewno nie bedziecie zawiedzeni. 
Moja ocena to 8/10 punktow. Z pewnosci ksiazke moge polecic kazdemu czytelnikowi, nawet tym najbardziej wymagajacym. Trzeba naprawde nie miec serca by nie uronic lezki nad losami Molly i Vivian. 


poniedziałek, 27 kwietnia 2015


Tytul : Butik na Astor Place
Autor : Stephanie Lehmann
Wydawnictwo : Muza
Rok wydania : 2015




Feminizm w wydaniu vintage 




Zapytani z czym kojarza nam sie Stany Zjednoczone wiekszosc z nas odpowie: z wolnoscia, demokracja, prawami czlowieka. Dzielni amerykanscy zolnierze rozsypani po swiecie bronia praw czlowieka do wolnosci i godnego zycia. To jest teraz . A sto lat temu? Wspaniala Ameryka byla

niczym wiecej jak zbitkiem narodowosci, krajem konwenansow i nierownosci. Ci ktorzy teraz krzycza najglosniej, wiek temu odmawiali kobietom prawa do decydowania o wlasnym zyciu. Wolnosc owszem byla , jednak niemozliwoscia bylo z niej skorzystac, nie narazajac sie na wykluczenie z kregow spolecznych.


"Butik na Astor Place" w duzej mierze opowiada o drodze kobiet do wolnosci, rownouprawnienia i wyzwolenia sie spod kontroli mezczyzn. Czy jestescie sobie w stanie wyobrazic, ze jeszcze sto lat temu zdobycie pokoju w dobrym hotelu, jesli bylo sie samotnie podrozujaca kobieta, bylo praktycznie niemozliwoscia? Kobiet sie nie przyjmowalo, jesli nie towarzyszyl im mezczyzna. W saloonach, domach towarowych, domach rozrywki, restauracjach, byly specjalnie wyznaczone miejsca dla pan, a palenie papierosow w miejsach publicznych bylo kategorycznie zabronione - oczywiscie tylko dla przedstawicielek plci pieknej. Ladna mi demokracja.

Amanda Rosenbloom, wlascicielka Astor Place Vintage, sklepiku z odzieza na nowojorskim Manhattanie, jest bardzo zaintrygowana, kiedy odnajduje stary, zniszczony dziennik zaszyty w futrzanej mufce, odkupionej od starszej kobiety,  Pani Kelly. W miare czytania pamietnika Olive Westcott, ktorego akcja rozgrywa sie w Nowym Jorku , 1907 odkrywa, ze ona i autorka maja ze soba wiele wspolnego. Dwudzistoletnia Olive jest dystyngowana corka kierownika flagowego sklepu Woolwortha na Manhattanie. Wychowana przez najlepsze szkoly dla przyszlych gospodyn domowych, Olive wchodzi w dorosle zycie z przeswiadczeniem, ze "bylaby lepszym managerem przedsiebiorstwa niz gospodarstwa domowego". Zycie kury domowej nie jest dla niej. W ukryciu przed ojcem, ktory niczego bardziej nie pragnie jak znalezc jej dobrego, bogatego meza, postanawia na wlasna reke znalezc prace i wziac zycie we wlasne rece.
Kiedy rodzinna tragedia diametralnie odmienia jej zycie, Olive jest zdeterminowana by odnalezc szczescie i spelnienie na wlasna reke, a nie liczyc na opieke i pomoc innych.Zdobywszy posade ekspedientki w domu handlowym, poznaje piekna corke imigrantow z Wloch, Angeline Spinelli,jej nieziemsko przystojnego brata Joe oraz inne mlode kobiety, ktore zeby przy niskich zarobkach mogly powiazac koniec z koncem zmuszone sa do korzystania z pomocy finansowej od zamoznych mezczyzn, ktorych nazywaja "przyjaciolmi".

Tymczasem w XXI wieku, Amanda przezywa kryzys. Od 7 lat zaangazowana jest w romans z zonatym mezczyzna. W dniu jej urodzin, mezczyzna odwoluje zaplanowana kolacje, by zajac sie zona, ktora ulegla wypadkowi. Rozdrazniona Amanda postanawia skorzystac z rady przyjaciolki i zapisuje sie na wizyte u hipnotyzera doktora Markoffa, ktory ma jej pomoc wyleczyc sie z bezsennosi. Z poczatku niechetna, zaczyna sie zwiezac lekarzowi ze swojej sytuacji uczuciowej. Terapia hipnoza wydaje sie nie dzialac. Amanda slyszy glosy, nadal nie moze spac, widzi duchy. Caly czas jest pod wplywem dziennika Olive, i to wlasnie dzieki niemu odnajduje w sobie sile by wyciagnac swoje zycie na prosta.  

Olive i Amanda opowiadaja swoje historie w narracji pierwszoosobowej , w nastepujacych po sobie rozdzialach. Dobrze, ze kazdy jest podpisany z imienia , gdyz czasem mozna sie bylo pogubic - tak podobne byly ich koleje zyciowe , zupelnie jakby sie nic nie zmienilo przez ponad 100 lat. Te same rozterki, te same dylematy moralne. Mozna by pomyslec ze mentalnosc kobiet i mezczyzn jest niezmienna od setek lat, zmienia sie tylko otaczajacy nas swiat ze wzgledu na postep technologiczny.

Czytajac opis ksiazki, troszke sie obawialam ze bedzie to rzecz w duzej mierze o modzie, a tego bym nie zniosla. Czytanie o sukienkach czy blyskotkach od Tiffaniego byloby dla mnie tak meczace jak zjedzenie golonki na sniadanie. Jednak mody tutaj jak na lekarstwo. Za to duzo mozna sie dowiedziec o Nowym Jorku XX wieku. Autorka zadala sobie wiele trudu by dokladnie odwzorowac miasto. Jej opisy sa tak plastyczne ze z latwoscia mozemy sobie wyobrazic mknace alejami dorozki, ociekajace zlotem galerie handlowe, marmurowe wiezowce. Jednak najbardziej fascynujace sa realia w jakich przyszlo zyc owczesnym mieszkancow. Fascynujace a zarazem przerazajace. Ameryka z tamtych czasow europejczykom jawila sie jako ziemia obiecana, a czasto konczylo sie na tym, ze upodleni, wykonujacy najmniej oplacane prace imigranci gniezdzili sie w biednych, zarobaczonych ruderach, bez wystarczajacej opieki medycznej czy socjalnej, bez szans na lepsze zycie. Moze nie zdajemy sobie sprawy, ale to wlasnie oni zbudowali te jedna z najwiekszych metropolii swiata.

Na kartach powiesci widzimy duzy dysonans pomiedzy wychowaniem w "tradycyjnych" rodzinach katolickich a w rodzinach imigrantow. Mlode kobiety z zamoznych partii spoleczenstwa byly nieprzygotowane do zycia. Czestym zjawiskiem byla postawa roszczeniowa i swojego rodzaju przeswiadczenie, ze osoba ktora ma zarobic na rodzine jest maz. Poczatek XX wieku to dopiero
pierwsze proby emancypacji kobiet. Do tego czasu nie mialy praw wyborczych, czesto bylo im trudno znalezc prace , wiele drzwi bylo dla nich zamknietych.


W polskim wydaniu ksiazki brakowalo mi pieknych ilustracji i zdjec, jakie zamieszczone sa w oryginalnym wydaniu. Flat Iron, Hotel Plaza - mysle ze ten akcent idealnie by wypelnil luki w naszej wyobrazni .


Stephanie Lehmann z pewnoscia ma dryg do pisania. Wie jak tworzyc zwroty akcji , jak zachecic czytelnika by zmiast przylozyc glowe do poduszki, gnal po kolejna kawe. Jej postaci wydaja sie bardziej realne niz niektorzy nasi sasiedzi, a powiew magii tylko dodaje ksiazce pikanterii. Glownym motywem ksiazki, jak pisalam wyzej sa prawa kobiet, dlatego jest to cos wiecej niz lekka wakacyjna lektura. Nie mamy tutaj jednak politykowania. Autorka dala nam okazje do poznania dwoch wybitnie silnych kobiet, ktorym udalo sie odnalezc w swiecie, kobiet ktore same bysmy chcialy za najblizsze przyjaciolki.

Moja ocena to 7/10. Jedyne minusy to zbyt dlugie opisy - niekoniecznie musze znac szczegoly codziennej toalety oraz dosc irytujacy charakter glownej bohaterki - pociesze ze z kartki na kartke nasza bohaterka sie wyrabia tak, ze na koncu nie mamy wrazenia spolkowania z wioskowym przyglupem .

Polecam

czwartek, 23 kwietnia 2015


Tytul : Zrządzenie losu
Autor : Allie Larkin 
Data wydania : 2015
Wydawnictwo : Prószyński i S-ka






"WHY CAN'T I BE YOU" - oh why?



"Zrzadzenie losu" powiesc amerykanskiej autorki Allie Larkin, opowiada o losach Jenny Shaw, zwyklej amerykanskiej dziewczyny, ktora zupelnie nieoczekiwanie dostaje szanse by stac sie kims innym - doslownie otrzymuje nowa tozsamosc. Fantastyka? Niekoniecznie - po prostu przypadek. Oryginalny tytul powiesci "WHY CAN'T I BE YOU", zaczerpniety zostal z jednej z piosenek angielskiej

grupy rockowej " The Cure".

Jenny Show to typowa mloda kobieta. Po skonczeniu szkoly sredniej, opuszcza rodzinne miasto by studiowac w collegu Ithacka. Po studiach dostaje zatrudnienie w korporacji, poznaje mezczyzne swojego zycia a wieczorami planuje budowe domu i wymysla imiona przyszlych potomkow. Przez cale zycie, nastawiona na "sluzenie" innym, nie zdaje sobie sprawy, ze wszystko toczy sie nie do konca zgodnie z planem. Budzi sie z przyslowiowa reka w nocniku, kiedy tuz przed wylotem w delegacje wymarzony mezczyzna mowi "Bye, Bye" by jak na skrzydlach poleciec w ramiona nowej milosci swojego zycia. 

Po przylocie do Seattle i dotarciu do hotelu w ktorym ma sie odbyc koferencja, na ktorej jest prelegentka, nieoczekiwanie podbiega do niej  dziewczyna, zamyka w niedzwiedzim uscisku i nie daje dojsc do slowa , ze zaszla pomylka. Myra- bo tak nazywa sie owa niewiasta - jest przekonana , ze Jenny to Jessie Morgan - kolezanka z liceum. Oszolomiona slowotokiem Myry, zagubiona we wlasnej rozpaczy postanawia zaryzykowac i wcielic sie w role wystrzalowej Jessie "Qurde" Morgan, szalonej, lubianej przez kazdego nastolatki, ktorej zyciowym mottem bylo " jedyne czego nalezy sie bac to pajaki". 

W hotelu, rownolegle do konferencji odbywa sie zjazd absolwentow liceum. Myra jest wniebowzieta ze Jessie przybyla, gdyz spotkanie po 13 latach bylo wlasnie jej pomyslem, a tuz po ukonczeniu szkoly oposcila rodzinne miasto i nie dala znaku zycia. Nawet wszystkowiedzacy wujek Google nie byl w stanie jej namierzyc. 
W tych oto okolicznosciach Jenny zyskuje nowych, oddanych przyjaciol, wkreca sie w ich zycie jak sruba w drewno, nie zdajac sobie sprawy ze z godziny na godzine komplikuje zycie zarowno swoje jak i najblizszych jej osob. 
Na samym poczatku chcialam rzucic ksiazka o sciane i rozesmiac sie w glos " ha ha ha " - jakie to wszystko jest naciagane. Owszem mozna byc do kogos podobnym, nawet mi sie zdarzylo, ze zostalam z kims pomylona, jednak nie rozpoznac kogos z kim sie przyjaznilo przez dobrych kilka lat? I do tego ta swoista odwrotna amnezja ogarnela dosc spora grupe ludzi - niedowiary.Jak mogli pomylic nudna dziewczyne z poludnia, przyslowiowa szara myszke z "wampem" szkoly sredniej, wygadana smarkula dla ktorej nie bylo rzeczy strasznych? Jak mogli nie wpasc na to, ze brakuje tutaj wspomnien? I przede wszystkim jak mogli prowadzic rozmowy? Przeciez wiadomo, ze jak sie kogos spotyka po latach to mimowolnie tematy schodza na wspomnienia z przeszlosci. Czy autorka chciala nam wmowic , ze sylabizowanie i polslowka naszej bohaterki wystarczaly za cala rozmowe? Czy moze byla az tak charyzmatyczna , ze sam jej wyglad wystarczal za wszystko? Jednak styl pisania autorki tak mnie wciagnal, ze postanowilam dac jej szanse ( dla mnie to byl debiut z ta Pania ).  I sie nie zawiodlam. 

Autorka musi miec fenomenalna pamiec ( lub fenomenalny system katalogowania ) poniewaz w powiesci absolutnie nie bylo nic co mogloby sie chociazby kojarzyc z wodolejstwem. Jedno wynikalo z drugiego. Nie bylo tutaj rzucania slow po proznicy. Kazdy dialog czy mysl znajdowala swoje rozwiniecie, nawet jesli mialo to nastapic dobrych kilkadzisiat stron pozniej. 

"Zrzadzenie losu" to rowniez opowiesc o wieziach rodzinnych. O tym jaki wplyw na dziecko ma sytuacja w domu rodzinnym, jak go ksztaltuje. Rozwod rodzicow, patologie , ktorych doswiadcza mlody czlowiek maja decydujacy wplyw na pozniejsze zycie. Czasem potrafia je zniszczyc i zostawic mniej odpornych psychicznie z urazami do konca zycia. 


Glownych bhaterow powiesci nie sposob jest nie polubic. Myra, Heather, Robbie, Rybol to pelnokrwiste postacie, doskonale mozemy sobie wyobrazic z jakiego typu ludzmi mamy do czynienia. Wracajac pamiecia do czasow szkolnych, przypominamy sobie, ze rowniez w naszych szkolach  uczyly sie podobne indywiduua ( typ artystki sportowca, lidera ). Jedyne co moglabym im zarzucic to dosc stereotypowe poczucie poczucie humoru, nie dosc charakterystyczne dla kazdej postaci. Jednak moze juz tak jest , ze jak grupa ludzi spedza ze soba duzo czasu to i poczucie humoru sie ujednolica? Byc moze.  

Powiesc Allie Larkin pochlonelam w jeden wieczor. I z czystym sumieniem moge powiedziec, ze jest to jedna z lepszych ksiazek jakie dane bylo mi ostatnio przeczytac. Fabula jest prosta, mozna nawet nazwac ja laicka i naiwna , jednak ksiazka niesie glebsze przeslanie. Dla mnie byl o traktat o przyjazni, o tym jak wiele wnosi do naszego zycia. Czytajac ksiazke zaczelam sie zastanawiac nad sama istota przyjazni. Czy jak wychodzimy z kims na piwo czy do kina kilka razy w tygodniu to wystarczy by nasze relacje byly wystarczajaco glebokie? Czy wyplakanie sie na ramieniu i poglaskanie po wlosach przez drugiego czlowieka to wlasnie przyjazn? Ksiazka ta uczy , ze nie wystarczy dodac kogos do znajomych na fb i pogadac kilka razy przez telefon by szumnie nazywac go przyjacielem. Takie wiezi buduje sie przez dlugie lata, przyjazn to suma naszych historii splecionych razem, suma wspomnien. W dzisiejszych czasach kiedy 48 procent malzenstw konczy sie rozwodem , czesto to wlasnie przyjaciele sa prawdziwa rodzina. 
Ksiazka pozostawila we mnie pewnego rodzaju smutek i pustke. Poczulam sie zazdrosna o tych wszystkich ludzi blizszych sobie niz najblizszy z moich przyjaciol. Wiele bym dala za grupe tak wiernych osobnikow u swego boku.

Moja ocena to 10/10 i polecam ja kazdemu z calego serca.