czwartek, 17 listopada 2016

Autor : Emma Cline
Tytuł : "Dziewczyny"
Wydawnictwo : Sonia Draga
Rok wydania : 2016
Liczba stron : 360
Tytuł oryginału : The Girls





Smutna sekta 


Kiedyś bym dała po prostu jedną lub pół gwiazdki, napisała parę niepochlebnych akapitów i na tym skończyłabym spotkanie z twórczością Pani Cline. Jednak po zrecenzowaniu kilkudziesięciu książek na blogu i jeszcze większej ilości w głowie tym razem obiorę inny kierunek. Wielu moim znajomym książka przypadła do gustu i było nią oczarowanych. Na swój sposób rozumiem dlaczego i nie będę z nimi polemizować na temat jej dobrych i złych stron. Do mnie osobiście proza autorki nie przemówiła, w żaden sposób nie potrafiłam przekonać się do tej książki i pomimo najszczerszych chęci nie udało mi się w nią wciągnąć. Jednak jak wiadomo są gusta i Gustawy więc może akurat wam się spodoba.
Evie Boyd , czternastolatka z północnej Kalifornii czuje się inna od swoich rówieśników. Bardziej
niezależna i dorosła w porównaniu do jej koleżanek z klasy. Pewnego dnia spotyka w parku trzy dziewczyny i jest nimi wprost zafascynowana ich wolnością i sposobem bycia. Kilka tygodni później jest świadkiem kiedy jedna z dziewcząt Suzanne zostaje wyproszona ze sklepu spożywczego- sklepikarz obawia się, że dziewczyna przyszła coś ukraść. Evie postanawia jej pomóc i kupuje sprawunki. W ten sposób rozpoczyna się ich znajomość. Evie trafia na farmę , miejsce zamieszkania sekty pod przywództwem charyzmatycznego Russela. Evie zaczyna spędzać z nowymi znajomymi coraz więcej czasu. Całe dnie zajmuje jej praca na rzecz sekty, pijaństwo, narkotyki i wolna miłość. Coraz bardziej oddala się od matki i przyjaciół wpadając w sidła szaleństwa.

Jak dobrze wiemy książka byłą inspirowana prawdziwymi zdarzeniami. Kanwą opowieści jest sylwetka Charlsa Mansona , przywódcy sekty i wielbiciela młodych ciał. Był on również założycielem grupy religijnej "Rodzina" , wierzącej w nadchodzący Armaggeddon. Oczywiście ze względu na prawa autorskie, wszystkie imiona i nazwiska w książce pozostały zmienione, jednak fakty odzwierciedlono tak jak podają źródła historyczne. Dostajemy tutaj sfabularyzowaną wersję historyczną i nic ponad to. Sięgając po książkę miałam nadzieję, że dowiem się czegoś więcej o samej sekcie, ich obrządkach, filozofii, motywach i wreszcie samych członkach. Jednak po przeczytaniu powieści wiem mnij niż mogę przeczytać na stronach Wikipedii. Nie dowiedziałam się absolutnie nic o założeniach samej sekty, o ich postulatach ani nawet o tym jak żyli. Autorka bardziej skupiła się na tym by pokazać biedę, brud i ubóstwo niż na charakterystyce postaci. Oprócz tych kilku pierwszoplanowych bohaterów, nie poznajemy praktycznie nikogo innego, nie dowiadujemy się na jakich zasadach funkcjonowała ich społeczność. W mojej wyobraźni wygląda to mniej więcej tak : jest sobie starszy gość, niezwykle charyzmatyczny, do którego ciągną młode kobiety z całej Ameryki. Zostawiają swoje dotychczasowe życie i rodziny by co noc oddawać mu swoje ciało, a w dzień czekają jak wierne psy czy następnej nocy też je wybierze. Jako, że sekta musi się jakoś utrzymać dziewczyny w dzień wypuszczają się do miasta by grzebać w koszach na śmieci lub kraść z okolicznych sklepów. Wszędzie panuje brud i ubóstwo i totalny brak jakiejkolwiek organizacji. Czy to naprawdę tak wyglądało? Czy ludzie lgnęliby do człowieka , który nie daje im żadnej strawy moralnej? Czy autorka zamiast ciężkich przemyśleń czternastolatki nie mogła dopisać paru zdań o funkcjonowaniu wspólnoty?

Książka jest podzielona na dwie części. W jednej z nich spotykamy Evie jako czternastolatkę, w drugiej jako dorosłą kobietę. Prywatnie uważam, że część o Evie "dorosłej" jest zupełnie niepotrzebna. Myślę , że jedynym powodem dla którego autorka napisała te kilka rozdziałów jest ukazanie nam jak destrukcyjny wpływ miała przeszłość na kobietę. Jednak pójdźmy dalej tym tropem. Czy to naprawdę Russel i jego dziewczyny miały wpływ na to jaka stałą się Evie w życiu dorosłym? Czy taka po prostu była jej karma? Na dobrą sprawę dziewczyna z życia w sekcie powinna wyciągnąć nauczkę. Nie doszło tam do niczego co wywołałoby traumę niemożliwą do zaleczenia nawet po latach. Evie nie brała udziału w zbrodni więc nie czuja się współodpowiedzialna, ba nawet nie wiedziała co się szykuje. Wybór właśnie jej na naszą postać pierwszoplanową był zupełnie nietrafiony. Dlaczego autorka nie opisała historii z perspektywy kogoś kto bezpośrednio uczestniczył w wydarzeniach? Kogoś kto był w sekcie latami? kogoś kto potrafił wytłumaczyć na czym polegała charyzma przywódcy i co popchnęło ich do popełnienia zbrodni? Zamiast być w centrum zdarzeń autorka każe nam obserwować z boku, a z tej strony perspektywa jest naprawdę kiepska.


Kiedyś byłam fanką Beverly Hills 90210 jednak ciągle zastanawiała się : jejku czemu ludzie w amerykańskich szkołach średnich wyglądają tak staro? Podobne odczucia miałam w przypadku tej książki. Po pierwsze nasza bohaterka jako czternastolatka byłą swoistą starą malutką i z tak rozbudowaną filozofią życiową niczym mandaryński uczony. Niektóre jej przemyślenia był tak nieprawdopodobne jak na nastolatkę, że aż chciało mi się śmiać. Z drugiej strony Evie jako dorosła kobieta to strasznie płytkie zakompleksione naczynie w którym woda tylko lekko chlupocze. Czy człowiek aż tak się może zmienić? Czy wakacyjny pobyt na obozie, bo nie oszukujmy się czas Evie w sekcie był niczym innym niż wakacjami, mógł z niej zrobić zakompleksioną istotę, która boi się świata? 

Niestety książka do mnie nie przemówiła, przez 300 stron czekałam na to co się wydarzy, choć doskonale wiedziałam do czego zmierza autorka. Książka byłą nudna, przefilozofowana , napisana językiem wprost nie pasującym do bohaterów. Myślałam, że dowiem się czegoś nowego o kolorowych latach 60 jednak się zawiodłam. A najbardziej się zawiodłam tym jak autorka przedstawiła odpowiednik Mansona. Jako zakompleksionego, mściwego i nudnego starego erotomana. Czy właśnie tym naprawdę był? Polecam poczytać inne pozycje na temat jego sylwetki dla uzupełnienia obrazu.