wtorek, 25 sierpnia 2015


Tytul : "Gora bezprawia"
Autor : John Grisham
Wydawnictwo : Albatros
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 480
Tytul oryginalu : Gray Mountain






Gora tandety



Uwielbiam proze Johna Grishama i z niecierpliwoscia czekam na kazda kolejna jego ksiazke. Tak bylo rowniez w przypadku "Gory bezprawia", wprost nie moglam sie doczekac przesylki kurierskiej. Jednak po przeczytaniu, a raczej dowleczeniu sie w mekach do konca opowiesci, stwierdzam, ze jest to najgorsza do tej pory przelozona na jezyk polski powiesc autora. Wprost nie moglam uwierzyc, ze tak uwielbiany przeze mnie pisarz, splodzil takiego gniota. Nie ma tutaj ani jednego bohatera, ktorego daloby sie polubic, akcja wlecze sie jak kolej transsyberyjska, a brak jakiejkolwiek fabuly sprawil, ze zamiast obiecywanego w notce redakcyjnej thrillera dostalam nudna powiesc na pograniczu obyczajowki i dramatu.

Samantha Kofer, mloda adwokat, tuz po wybuchu kryzysku bankowego, spowodowanego upadkiem braci Lehman, zostaje wyslana na bezplatny urlop pracowniczy. Trafia do malej miejscowosci Brady w Wirginii, gdzie w ramach stazu ma sluzyc pomoca prawna w Gorskiej Klinice Pomocy Prawnej. Miejscowosc w Appalachach jest okregiem wydobywczym wegla kamiennego a glownymi klientami poradni sa gornicy i ich rodziny poszkodowane przez firmy zajmujace sie odkrywkowym wydobyciem. Przemoc, patologia, uklady i zwiazane z pylem weglowym choroby sa tutaj na porzadku dziennym. 
Samantha poznaje Donovana, adwokata specjalizujacego sie w pozywaniu kompanii weglowych. W centrum Brady prowadzi jednoosobowa kancelarie prawna. Zawalony obowiazkami zwiazanymi z praca prosi Samanthe o pomoc z pracami biurowymi. Dziewczyna zgadza sie zajac tym po godzinych. Oboje szykuja sie na wielki proces w obronie gornika, chorujacego na pylice, ktoremu odmowiono prawa do zasilku. Jednak walka z potentatem weglowym to nie tylko batalia sadowa, to rowniez walka ze zwolennikami firm dajacych gornikom zatrudnienie, ktorzy uciekaja sie do czynow gorszych niz zwykle pogrozki.

Wydaje mi sie, ze Grisham za bardzo skupil sie na samym problemie kopalni odkrywkowych i zapomnial przypisac do niego historii. Cala ksiazka jest swoistym sposobem na uswiadomienie czytelnika w kwestii niegodziwosci dokonywanych przez wielkie weglowe konglomeraty. Temat co prawda ciekawy ( dowiedzialam sie sporo rzeczy, o ktorych nie mialam wczesniej pojecia ) jednak wykonanie bardzo srednie. Zamiast ciekawej powiesci dostalam wylacznie szkic fabularny z plytkimi postaciami, szybko rozwiazywanymi kwestiami prawnymi, nieprzekonujacymi zlymi charakterami. Pierwsze sto stron ksiazki bylo opisem przezyc Samanthy od czasu zwolnienia jej z pracy do momentu kiedy trafila do Brady. Nudy , nudy i jeszcze raz nudy. Bo coz mozna powiedziec o mlodym, niedoswiadczonym korpoludku , ktory pracowal po 100 godzin tygodniowo i nie mial wogole zycia osobistego? Tutaj ksiazke ratowaly postacie rodzicow Samanthy, ktorych zycie bylo napewno bardziej interesujace niz glownej bohaterki. Samantha byla tak plytka i zadufana w sobie, ze po pierwszych 20 stronach przestalo mnie obchodzic co sie z nia stanie. Jak oni mogli zwolnic takiego pieknego i madrego pracownika i zeslac na daleka prowincje, gdzie nie robi nic innego jak teskni za wyrafinowanym loftem w Nowym Yorku? Grisham lepiej by zrobil jesli zamiast usmiercac Donovana juz na poczatku ksiazki, zabil by ja. Mlody prawnik mial przynajmniej jakas pasje a ona tylko wiecznie narzekala.

Byly takie momenty w ksiazce, ze az mi sie chcialo smiac ( a moze plakac ). Czy wierzycie, ze w Stanach Zjednoczonych obywatel nie w pelni wladz umyslowych, moze biegac ze strzelba po drodze stanowej, lapac kierowcow i zabierac ich do swojego prywatnego aresztu? I to tylko dlatego, ze jest rodzina szeryfa. W duzo moge uwierzyc, jednak na takie bzdury nie dam sie nabrac. Nawet jesy USA to stan umyslu, to z pewnoscia i tam dziala jakies prawo.

Cala ksiazka byla droga przez meke, jednak zakonczenie przybilo ostatni gwozdz do trumny. Wydawalo mi sie, ze autorowi w pewnym momencie po prostu znudzilo sie pisanie, zreszta wcale mu sie nie dziwie, bo kontynuowanie tej historii musialo byc niezwykle bolesne. Jednak miloby bylo gdyby ostatnim wysilkiem  Grisham polaczyl luzne konce rozpoczetych historii w jedna calosc. 

Komu polecam? Nikomu, nawet fanom Johna Grishama radze omijac ja szerokim lukiem i udawac ze nigdy o niej nie slyszeli.
Moja ocena 2/10 i to tylko z szacunku dla autora.


piątek, 21 sierpnia 2015

Tytul : "Uwieziona"
Autor : Drusilla Campbell
Wydawnictwo : Media Rodzina, seria "Gorzka Czekolada"
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 272
Tytul oryginalu : Little Girl Gone





Ograniczona



Temat podjety przez Drusille campbell zawsze wzbudzal moje zainteresowanie. Niezbyt czesto mamy mozliwosc wnikniecia w umysly wspolnikow porywaczy. w tym przypadku mamy do czynienia z mloda dziewczyna, ktorej partner w przyczepie wiezi ciezarna kobiete. Zawsze mnie zastanawialo jakie motywy kieruja ludzmi, ktorzy swiadomie zgadzaja sie na wziecie udzialu w porwaniu. W przypadku samotnych mezczyzn porywajacych kobiety zazwyczaj na pierwszy plan wysuwa sie motyw sexualny. Jednak jak to jest w przypadku kobiet? Co sklania je do tego by byc czescia przerazajacego planu? Co z tego maja? Czy do konca zycia nie drecza je wyrzuty sumienia? 
Ksiazka "Uwieziona" po czesci odpowiedziala na moje pytania. Pomimo trudnej tematyki, autorka poradzila sobie doskonale. Lekkosc stylu, ciekawe dialogi, ciekawa historia wszystko to sprawilo, ze powiesc przeczytalam w jeden wieczor. 

Madora po smierci ojca, ktory wyszedl "na pustynie" by sie zastrzelic, mieszka razem z matka w malej miejscowosci Yuma. 17-letnia dziewczyna przezywa okres buntu wywolany niemoznoscia pogodzenia sie ze smiercia ojca, ktorej matka nie jest w stanie w zaden sposob wyjasnic. Pijanstwo, imprezy, narkotyki sa u niej na porzadku dziennym. Pewnego dnia wraz z przyjaciolka Kay-Kay ida na impreze do baru dla motocyklistow. Zachecona przez kolezanke postanawia wyprobowac jeden z twardszych narkotykow. Po wzieciu pierwszego "bucha" dostaje zapasci. Anonimowi ludzie wynosza ja przed bar by zaczerpnela swiezego powietrza, co ma jej pomoc w dojsciu do siebie. Siedzac na lawce, widzi podchodzacego do niej mezczyzne. Willis obiecuje jej pomoc. Od tego czasu sa praktycznie nierozlaczni. Wydaje sie, ze polaczyla ich milosc od pierwszego wejrzenia. Kiedy matka Madory, wraz z nowym partnerem postanawia wyprowadzic sie do Sacramento, dziewczyna sie buntuje, gdyz wie ze wyjazd z miasta doprowadzi do rozlaki z jej ukochanym. Udaje jej sie przekonac matke, by mogla zamieszkac u Kay-Kay. Jednak i tam nie udaje jej sie dluzej zagrzac miejsca. Po ukonczeniu 18 urodzin wraz z Willisem wyjezdzaja w podroz na Zachod. Po latach udaje im sie w koncu osiasc na obrzezach malej miejscowosci Arroyo niedaleko San Diego. Ich nowy dom znajduje sie na koncu drugi, z dala od sasiadow. W ogrodzie znajduje sie naczepa. Z poczatku miejsce z widokiem na kanion Evers wydaje sie Madorze rajem na ziemi. Willis pracuje jako opiekun medyczny, dziewczyna jako kelnerka w kasynie niedaleko drogi stanowej. Pewnego dnia mezczyzna przyprowadza do domu ciezarna nastolatke, ktora spotkal jak zebrala na skrzyzowaniu ulic w Arroyo. Dziewczyna uwieziona zostaje w naczepie. Jej rece skrepowane sa metalowym lancuchem a drzwi naczepy zamkniete sa na metalowa klodke. Willis tlumaczy Madorze , ze tylko w ten sposob moga jej pomoc. Madora , na ktora spadl obowiazek opieki nad Linda , rezygnuje z pracy. Od teraz jej dnie wypelnia robienie posilkow dla dziewczyny, sprzatanie jej naczepy i pilnowanie by nikt z sasiadow sie nimi zbytnio nie interesowal.

Django w wypadku samochodowym stracil oboje rodzicow. Jego ojciec byl jednym z najbardziej utalentowanych wspolczesnych gitarzystow. Chlopiec trafia pod opieke swojej ciotki, do miejscowosci Arroyo. Juz po pierwszym dniu w szkole wie, ze nie uda mu sie polubic tego miejsca. Postanawia zrezygnowac z nauki i calymi dniami kreci sie po okolicy na rowerze. Pewnego dnia trafia na wyprowadzajaca psa Madore. Widzac jak traktowana jest przez swojego partnera, ktorego zdarzylo mu sie poznac , postanawia skorzystac z otrzymanej w spadku fortuny i jej pomoc. Po pewnym czasie odkrywa rowniez tajemnice naczepy w ogrodzie.

Wlasnie takie ksiazki powinny byc okreslane mianem horrorow. Bo to nie duchy czy potwory sa straszne tylko ludzie. Chodzacy miedzy nami socjopaci. Willis , pragnacy zostac lekarzem, z pozoru wydawal sie normalnym czlowiekiem, ktorego tylko taki empata jak Django byl w stanie przejrzec. Jednak poznajac Willisa z kazdej strony doskonale wiemy , z jakim psychopata mamy do czynienia. 
Wlasnie sylwetki bohaterow byly najwiekszym plusem tej ksiazki. Zazwyczaj to glowni bohaterowie sa tymi najmadrzejrzymi i najwspanialszymi. To oni znajduja w sobie sile, rozum czy wole do walki. Tym razem glowna bohaterka do najbystrzejszych nie nalezala. Dobrze ja okreslila przetrzymywana w naczepie kobieta, jako "opozniona", bo taka wlasnie byla. Czy jakakolwiek normalna osoba bylaby w stanie pomagac psychopacie, nie zdajac sobie sprawy z tego co robi? Nie zdajac sobie sprawy, ze czyn ktorego sie dopuszczaja jest zly? Nie mozemy tutaj zwalac winy na milosc, czy na to , ze zostala poddana praniu mozgu. Nasza bohaterka jest po prostu ograniczona, a jej poziom inteligencji ( co zreszta widac w rozmowie z 12-letnim chlopcem ) jest niezwykle niski. Za to Willis?  w niego jestem w stanie uwierzyc i to jest przerazajace. Ten czlowiek doskonale wiedzial czego chcial od zycia i byl w stanie dotrzec do tego po trupach. Z zewnatrz slodki jak cukierek w srodku gorzki jak piolun. Socjopata, psychopata, po czesci pedofil i sadysta. Postac, ktora wydaje sie odrazajaca i sliska. Podczas czytania pomimo srodka lata cos mnie w srodku zmrozilo.
Jedyna postacia, ktora wydawala mi sie niewiarygodna byla postac uwiezionej Lindy. Co byscie zrobili jesli zamkneli by was w przyczepie? Nie probowalibyscie sie wydostac i walczyc o wlasna wolnosc? Linda byla bierna , przyjmowala swoj los z zacisnietymi ustami, buntujac sie przed nim glodujac czy wyprozniajac sie na dywan. Linda wiedziala, ze kilka metrow od niej Madora rozmawia z chlopcem, kims z zewnatrz, kto moglby wezwac pomoc. Jesli slyszala ich glosy dlaczego sama nie zaczela krzyczec? Skoro byla przekonana , ze tak czy siak umrze co ja przed tym powstrzymywalo? 

Powiesc byla rewelacyjnie napisana. Autorka dala nam wglad w mape ludzkiej duszy. Dostep do umyslu psychopaty i to w formie calkowicie przystepnej dla kazdego. Moglabym sie przyczepic do tego, ze koniec ksiazki byl nieco przewidywalny jednak nie ma to wplywu na moja ocene. Uwazam, ze nadal warto ja bylo przeczytac.
To bylo moje pierwsze spotkanie z Drusilla Campbell i mam nadzieje ze nie ostatnie. Latwosc z jaka autorka pisze, trafne spostrzerzenia dotyczace ludzkiej natury, ciekawa fabula i umiejetnosc wywolania gesiej skorki na skorze to cos za co chcialam Drusilli podziekowac. Kolejny raz seria "Gorzka Czekolada" zaserwowala mi prawdziwa uczte zmyslow.

Moja ocena 8/10.

poniedziałek, 17 sierpnia 2015


Tytul : "Wyscig z czasem"
Autor : Justin Go
Wydawnictwo : Muza
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 512
Tytul oryginalu : The Steady Running of the hour





Niedokonczone opowiesci z frontu


Nie jest to ksiazka z gatunku tych po ktore siegnelabym w pierwszej kolejnosci, jednak zachecona pozytywnymi recenzjami postanowilam dac Justinowi Go szanse. I po czesci jestem zadowolona a po czesci nieco rozczarowana. Czytajac caly czas mialam wrazenie, ze cos mi umknelo, ze czegos zabraklo. Jakiegos waznego polaczenia pomiedzy wydarzeniami. Albo po prostu je przegapilam. Natlok postaci, wydarzen, zmianiajace sie formy narracji, sporo obcojecycznych wstawek, wszystko to wprowadzalo swojego rodzaju zamet. Moze wina lezala rowniez po mojej stronie, poniewaz nie mialam zbytnio czasu by przysiac przy ksiazce. Czytalam na przerwie w pracy lub tuz przez snem , kiedy czlowiek jest najbardziej zmeczony, wiec nie do konca bylam skupiona na fabule. Jednak nie zawsze przeciez da sie przeczytac 500 stron "jednym haustem". Lubie ksiazki w ktorych autorzy zostawiaja nas z domyslami i sami pozwalaja rozwiazac zagadke. Jednak w przypadku tej ksiazki tych niedopowiedzen bylo zbyt wiele.
Jednak pomimo tego, ze gdzies po drodze zgubilam watek, nadal uwazam , ze jest to dosc dobra powiesc. Ciekawa, wciagajaca, pieknie napisana, napewno bedzie gratka dla fanow powiesci historyczno-obyczajowych.

Tristan, mieszkajacy na Florydzie 23-letni student historii dostaje list, w ktorym angielska kancelaria prawna informuje go, ze byc moze to wlasnie on jest jedynym spadkobierca wielkiej fortuny. Jednak by testament mogl zostac wykonany mlody mezczyzna musi udowodnic, ze jest wnukiem Ashleya Walsinghama, angielskiego alpinisty, weterana I Wojny Swiatowej. Ashley tuz przed wyjazdem na front poznal piekna mloda angielke o szwedzkich korzeniach Imogen Soames- Andersson. To byla milosc od pierwszego wejrzenia, jednak mlodzi mieli dla siebie tylko piec dni przed rozstaniem. Zakochana Imogen czekala az Ashley wroci z frontu kiedy dowodztwo armii popelnilo kardynalny blad. Kobieta zostala poinformowana , ze jej ukochany nie zyje. Kiedy dowiaduje sie, ze zaszla pomylka jedzie do Francji gdzie ranny w glowe Ashley trafil do szpitala. Pomiedzy dwojgiem mlodych ludzi dochodzi do klotni. Imogen znika a jej slad sie urywa. Kilka lat pozniej Ashley ginie w wyprawie na Mount Everest, jednak caly majatek zostawia Imogen. Przez dziesiatki lat londynska kancelaria prawna probowala dowiedziec sie czegokolwiek o dziejach kobiety lub jej potomkow. Slad doprowadzil ich do Tristana, i to wlasnie on musi rozwiazac zagadke z przeszlosci i dowiedziec sie czy to wlasnie on jest zaginionym wnukiem alpinisty. Ma tylko 5 tygodni do czasu, az caly spadek przypadnie w udziela panstwu i roznym organizacjom charytatywnym. Testament zostal oznaczony klazula tajnosci dlatego Tristan jest zupelnie sam w drodze do poznania prawdy. 

Z poczatku cala fabula wydaje sie bardzo naciagana. Niby jak mlody chlopak, bez odpowiedniego wyksztalcenia, bez pomocy z zewnatrz bedzie w stanie rozwiklac zagadke zaginiecia kobiety sprzed prawie 80 lat? Jednak nasz glowny bohater jest chyba superbohaterem rodem z komiksow Marwela gdyz w niespelna tydzien udalo mu sie dokonac tego z czym nie potrafila sobie poradzic armia doswiadczonych prawnikow. W jego rece wpada list, ktory jak po nitce do klebka prowadzi go do rozwiazania zagadki. Tristan odwiedza Szwecje , gdzie znajduje kolejny element ukladanki, jakim sa listy Ashleya. Te z kolei prowadza go do Francji, potem Niemiec i Islandii. I wyobrazcie sobie panstwo, ta europejska wycieczka byla tak tania, ze wystarczylo mu na nia 1800 dolarow. Autor chyba nigdy w Europie nie byl i nie zdaje sobie sprawy z kosztow podrozy i zakwaterowania na Starym Kontynencie. Same pociagi we Francji ( nie mowiac o Angilii ) pochlonelyby polowe budzetu bohatera. A on nie dosc , ze podruzuje samolotami to jeszcze noc w noc raczy sie alkoholem i calkiem niezle odzywia. Moim zdaniem to wlasnie Tristan jest najslabszym elementem calej powiesci. Na domiar zlego, przez pierwsze 150 stron mialam wrazenie, ze jest on duzo starszy, na co wskazywalo chociazby zachowanie szwedzkich studentow, ktorzy traktowali go niemalze jak dziadka choc byl niemalze w tym samym co oni wieku. No coz moze amerykanska mlodziez starzeje sie szybciej.
Rowniez postac Mireille doprowadzala mnie do szewskiej pasji. Tristan poznal dziewczyne w jednym z paryskich pubow. Znudzona studiami, pewnie zauroczona mlodym amerykaninem postanowila z nim pojechac na polnoc Francji. Ich zwiazek od poczatku mial charakter platoniczny . Dlatego zastanawia mnie dlaczego dziewczyna kazala Tristanowi wybierac ? Wrecz blagala go by pozostawil rodzinne sekrety i z nia zostal? Moim zdaniem te zadania byly wrecz smieczne i zarazem absurdalne. Dlaczego ktos mialby rezygnowac z mozliwosci zdobycia fortuny lub odpowiedzi na nurtujace go pytania dotyczace wlasnej rodziny dla nieznajomego? Dla znajomego, ktory nic nie jest w stanie obiecac?

O wiele ciekawsze czescia ksiazki, niz nieudolne poszukiwania Tristana, jest historia zycia Ashleya i Imogen. Rozdzialy sa naprzemienne, wiec wraz z rozwojem sytuacji w czasie wspolczesnym jednoczesnie odkrywamy zagadke z perspektywy kochankow. Opowiesci przeplataja sie ze soba. Bardzo zaluje, ze autor po prostu nie darowal sobie watku Tristana i nie ograniczyl do historii Ashleya i Imogen. Z pelna odpowiedzialnoscia moge powiedziec, ze wtedy po prostu zakochalabym sie w tej ksiazce. Wojenne losy Ashleya sa przerazajace a decyzje, ktore musiala podejmowac Imogen bolesne. 

Czytelnicy powinni byc przygotowani, ze po skonczeniu lektury niekoniecznie dostana to czego sie spodziewali. Bo paradoksalnie koniec wszystkiego nie wyjasnia a autor pozostawia nas sam na sam z setkami pytan. Ja jestem w stanie to wybaczyc , biorac pod uwage, ze jest to powiesciowy debiut Justina Go. Z pewnoscia dam mu jeszcze szanse, poniewaz sam styl powiesci byl swietny a i fabula do najgorszych nie nalezala. Wierze , ze kolejne ksiazki beda lepsze. 

Moja ocena to 5/10.

piątek, 14 sierpnia 2015

Tytul: "Tron z czaszek. Ksiega I"
Autor : Peter V. Brett
Wydawnictwo : Fabryka Slow
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 460
Tytul oryginalu : The Scull Throne






Ludzkie demony


Oj dlugo dlugo musialam czekac na kolejna czesc mojego ulubionego cyklu o Malowanym Czlowieku. Oatatnia czesc urwala sie takim "Cliffhangerem" ze wprost umieralam z niecierpliwosci jak potoczyly sie losy Arlena i Jardira po tym jak rzucili sie w przepasc? Zastanawialam sie czy autor jest na tyle odwazny by pozbawic nas obu glownych bohaterow? Troszke jest w tym prawdy jednak to nie smierc zabrala nam obu wojownikow. W nowej czesci cyklu na pierwszy plan wychodza postaci w poprzenich czesciach marginalizowane a te, ktore udalo nam sie dobrze poznac wystepuja zaledwie w kilku akapitach. Przez pierwszych 400 stron, nie ma nic o Rojerze - moim nomen omen ulubionym bohaterze. W tym momencie pewnie czesc osob czytajacych moja recenzje, tych ktorzy nie mieli do czynienia z poprzednimi tomami zamknie strone w wyszukiwarce. I beda miec racje. Ta czesc jest stricte kontynuacja swoich poprzedniczek i nie radze czytac jej bez uprzedniego zapoznania sie z cyklem demonicznym. Sama, po ponad roku, jaki trwalo rozstanie mialam trudnosci z przypomnieniem sobie glownych bohaterow, co czasami wywolywalo frustracje , wiec jak poczuje sie  osoba , ktora nigdy nie miala okazji ich poznac? Totalnie zagubiona w fabule. Co prawda autor czesto uzywa retrospekcji, by przypomniec nam minione wydarzenia, jednak to nie wystarcza. 

Po tym jak Jardir i Arlen runeli w przepasc Krasja i podbite przez nia ziemie Cin traca przywodce. Rzucone przez Damajah Inevere kosci nie wraza jego rychlego powrotu. Rozpoczyna sie walka o wladze miedzy synami Ahmanna , jayanem i Asome. Jednak przebieglej Ineverze udaje sie umiescic na Tronie z Czaszek, Ashana, przyjaciela Jardira. Tuz przed pojedynkiem Jardir poprosil Ashana, by w przypadku jego smierci objal urzad, gdyz zdawal sobie sprawe, ze jego synowie nie sa jeszcze gotowi by sprawowac wladze. 
Tymczasem w innej czesci Krasji, Arlen wiezi Jardira w magicznie zabezpieczonej wiezy. Obiecuje przyjacielowi odzyskanie wolnosci w zamian za pomoc w uwiezieniu jednego z Ksiazat Nie, ktory zniewolony bedzie w stanie zaprowadzic ich wprost do Otchlani na spotkanie z matka demonow. Pomaga mu w tym zona Renna. Jardir, umiejacy czytac ludzka aure zgadza sie pomoc. Wyruszaja do miasta Slonce Anocha gdzie demony umyslu zaatakuja grobowiec Kajiego. To wlasnie tutaj postanawiaja wpedzic demony w zasadzke. Walczac o zycie i pokoj dla ludzkosci nie zdaja sobie sprawy ze Krasja stanela na krawdzi wojny domowej. Zbuntowani Chin podpalaja domostwa i porywaja dzieci. Czy uda im sie wrocic na czas by zaprowadzic pokoj i nie doprowadzic do kolejnej wojny w blasku dnia?


Z poczatku mialam wielkie trudnosci z przypomnieniem sobie kto jest kim. Natlok imion i towarzyszacych im tytulow wprowadzaly chaos. Dlatego wdzieczna jestem autorowi za liczne retrospekcje .Jednak wiem , ze jesli ktos dopiero zacznie swoja przygode z cyklem i przeczyta wszystkie czesci od deski do deski , powtrzenia beda go irytowac. 
Balam sie rowniez tego , ze do czytania zniecheca mnie nuzace opisy walk, gdyz jest to cos czego w literaturze fantasy nie lubie. Myslalam , ze autor popelni blad jak R.R Salvatore  w cyklu o Drizzcie Do Urdenie. Zapelni strony ksiazki opisami wymierzania kopniakow i tniec mieczem kosztem waznych i ciekawych dialogow. Jednak Brettowi w pelni udalo sie utrzymac balans pomiedzy opisami i narracja. Owszem te pierwsze sa obecne, jednak nie przytlaczaja, a wspaniale dialogi rekompensuja je po tysiackroc. 

Jak pisalam wyzej watek Jardira i Arlena w tej czesci cyklu jest nieco okrojony jednak to wlasnie on nadal stanowil dla mnie kanwe calej powiesci. Na to wlasnie czekalam. Wspaniale bylo patrzec jak mezczyzni w koncu zachowuja sie jak dorosli a nie jak mali chlopcy. Jak probuja budowac swoje wzajemne relacje, zakopuja topor wojenny, wybaczaja zdrady i okropne czyny popelnione w przeszlosci. Sa prawdziwymi ajin pal. 
Jednak oprocz paru scen rozwiazujacych Cliffhanger z poprzedniej czesci, pierwsza czesc powiesci podzielona jest pomiedzy wydarzenia rozgrywajace sie w Krasji i w Lakton. Brett wykorzystal okazje i zpaoznaje nas z postaciami drugoplanowymi, ktore maja wielki wplyw na rozgrywajace sie wydarzenia ,jak Abban czy Inevera. Jak zwykle draznila mnie postac Leeshy i jej romantyczne rozterki jednak tym razem bylam w stanie to wybaczyc. Rewelacyjny, zreszta jak zawsze, byl Rojer i jego zony. 

Druga czesc powiesci bazuje na upadku kultury ludzi polnocy, upadku idealow, wiary i idei. To bylo po prostu epickie, wypelnione tyloma zdradami i podstepami , ze nie bylam w stanie zliczyc, istna gra o tron. To wlasnie w drugiej czesci dzieja sie rzeczy istotne. Do tej pory myslalam, ze losy ludzkosci lezaly w rekach Arlena czy Jardira jednak autor przedstawil zupelnie nowy scenariusz. Niestety musze poczekac na kolejny tom by dowiedziec sie jak potocza sie losy ludzkosci, jednak swiat ktory pozostawiamy za soba po przeczytaniu ksiazki, nie jest tym za ktory walczyli bohaterowie w poprzednich czesciach. Zreszta , co bardzo mnie zasmucilo, bohaterow tych pozostalo niewielu. Jednak ich smierc nie byla tania. Kiedy gineli bylismy tuz przy nich , co w przypadku niektorych lamalo mi serce. 

Ironicznie, w przypadku tej ksiazki to ludzie ustepuja miejsca swoim okrucienstwem demonom. Niestety, nie da sie nic przyspieszyc i musze poczekac do kolejnej czesci by dowiedziec sie jak autor poprowadzi rozpoczete przez siebie nowe watki. A doczekac sie nie moge.

Komu polecam? Oczywiscie wszystkim fanom cyklu demonicznego i niestety nikomu wiecej. Jesli ktos zacznie czytac od srodka szybko sie znudzi i podda , a byloby szkoda gdyz Peter W Brett ma naprawde wspaniala wyobraznie i niezwykle lekkie pioro. Nalezy do tych autorow na ktorych dziela czeka sie z niecierpliwoscia i stoi  przed ksiegarnia w dniu premiery.

Moja ocena 9/10. 

wtorek, 11 sierpnia 2015


Tytul : "Esesman i Zydowka"
Autor : Justyna Wydra
Wydawnictwo : Zysk i S-ka
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 280



Gimnazjalna wojna


Ksiazke "Esesman i Zydowka" dostalam w prezencie i mowiac szczerze mialam opory przed jej
przeczytaniem. Sam tytul wydaje mi sie tak plytki, ze tej samej plytkosci spodziewalam sie po calej powiesci. I niestety, przynajmniej sadzac po poczatkowych rozdzialach ksiazki, niewiele sie pomylilam. Moj maz zainteresowany tematyka II Wojny Swiatowej, zwrocil uwage na tytul i sam chcial ja przeczytac. Teraz wiem, ze po pierwszych stronach, ba juz po pierwszym akapicie rzucil by ja w kat. A dlaczego? Osobiscie jestem bardzo tolerancyjna, i wiele potrafie wybaczyc, czy to fatalne zakonczenie czy ciagnaca sie jak krowka ciagutka fabule jednak jest cos czego po prostu nie trawie. A mianowicie szkolny styl pisania. Czytajac pierwsze rozdzialy mialam wrazenie, ze powiesc zostala napisana przez ucznia pierwszej klasy gimnazjalnej. Suchosc opisow, kiepska gramatyka i styl sugerowaly zwykle szkolne opowiadanie. Opis ludzi wywozonych w bydlecych wagonach byl tak pozbawiony emocji, ze mialam wrazenie, ze jada na wycieczke krajoznawcza a nie na spotkanie ze smiecia. I niestety to uczucie towarzyszylo mi przez cala ksiazke. Zabraklo tutaj glebi, zabraklo uczuc, powiesc jest plaska jak dno od garnka i nawet dosc dobre zakonczenie jej nie ratuje. Fabula jest naciagana i nieprawdopodobna a sama glowna bohaterka tak denerwujaca i pelna skrajnosci, ze nie idzie jej polubic. Ciesze sie, ze powiesc miala niecale 300 stron poniewaz nie wiem czy przetrwalabym wiecej.

Deborze Singer cudem udaje sie uciec z bydlecego wagonu, transportujacego wysiedlonych z Krakowa zydow do obozow zaglady. Biegnac przez las, oslabiona potyka sie i skreca kostke. Nie znajdujac schronienia w lesnym poszyciu staje sie latwym lupem dla scigajacych uciekinierow esesmanow. Na drodze pojawia sie wojskowy motocykl i wysiada z niego mlody esesmam. Dosc dlugo przyglada sie dziewczynie by w koncu ja rozpoznac. Kilka miesiecy wczesniej Debora uratowala zolnierzowi zycie, kiedy zostal ranny podczas zorganizowanej przez polskich partyzantow zasadzki.Esesman Bruno postanawia odwdzieczyc sie i uratowac jej zycie. Ryzykujac zabiera ja spowrotem do Krakowa gdzie dziewczyna znajduje schronienie u polskiej rodziny, malzenstwa lekarzy panstwa Olszanskich. Jednak nie byl to ostatni raz kiedy drogi dwojki mlodych ludzi sie skrzyzuja. 

Pierwsze co nie spodobalo mi sie w powiesci to sama jej forma a dokladniej jej wielorakosc i zmiennosc. Czasem mamy do czynienia z wszystkowiedzacym narratorem, czasem postaci opowiadaja o swoich losach w pierwszej osobie, a jeszcze gdzie indziej autorka daje nam do przeczytania listy. Celem tej mnogosci narracji bylo zapewne przedstawienie wszystkich punktow widzenia i wszystkich uczuc glownych bohaterow. Jednak paradoksalnie to wlasnie tych uczuc tutaj zabraklo, zabraklo jakiejkolwiek namietnosci, pomimo tego, ze ksiazka byla w duzej mierze o milosci. Bohaterowie tutaj sa szablonowi, wrecz sztuczni. Dialogi sa nierealne, chociaz na plus jest to, ze jest ich sporo. Gdyby autorka natchnela swoich bohaterow choc odrobina ludzkich uczuc, gdyby poswiecila wiecej czasu ich kreacji, napisala 200 stron wiecej to naprawde bylaby to swietna powiesc, poniewaz sama fabula nie byla zla. Jednak jak mozemy pisac o wojnie, o ludobojstwie, a w tym wszystkim o milosci dwojga ludzi z przeciwnych obozow, ktorym nie jest pisana wspolna przyszlosc, tak jak bysmy pisali o przepisie na biszkopt?

Ta ksiazka to na poly powiesc obyczajowa, na poly reportaz a tak naprawde to zwykly misz masz. Po czesci mamy tutaj do czynienia z rozliczeniem historii, jednak autorka czyni to w taki sposob jakby chciala zebysmy zbrodniarzom wspolczuli. Czasem mialam wrazenie, ze nie mogla sie zdecydowac czy byli oni z natury zli czy po prostu urodzili sie w zlym miejscu i w zlym czasie. Sam glowny bohater , Bruno wydaje sie miec dwie natury, z jednej strony urodzony, dumny esesman a z drugiej wspolczujacy, dobry kochanek, ktory jednak nie moze przestac zabijac ludzi, gdyz takie dostal rozkazy a duma jest u niego na pierwszym miejscu. To samo Debora. Kobieta doskonale wiedziala, jak nazisci traktuja ludnosc zydowska jednak nie przeszkadzalo jej to zakochac sie w zbrodniarzu wojennym i jeszcze go usprawiedliwiac, a tym bardziej mu wybaczyc. Rozumiem ze milosc jest slepa , jednak czy az tak bardzo? Autorka pokazala , ze w II Wojnie Swiatowej nie bylo ani wygranych ani przegranych. Tak naprawde jedyna postacia, ktora polubilam i szanowalam, byl Dawid , narzeczony Debory. Jedynie on byl do konca soba. 

Komu polecilabym te ksiazke? Moze uczniom gimnazjum i liceum majacym opory przed czytaniem podrecznikow? Zawsze lepsze jest przeczytanie choc takiego opowiadania i wchloniecie malej bo malej ale zawsze jakiejs dawki historii. Moze kobietom spragnionym wojennych romansow? Napewno nie jest to ksazka dla osob oczekujacych od powiesci czegos wiecej, jakiejs glebi osiagniecia wyzszego pulapu. Niczego takiego tutaj nie znadziecie. 


Moja ocena to 3/10

sobota, 8 sierpnia 2015


Tytul : " PS Nie szukajcie mnie"
Autor : Leena Parkkinen
Wydawnictwo : Swiat Ksiazki
Rok wydanie : 2015
Liczba stron : 336
Tytul oryginalu : Galtbysta lanteen



Wyspa tozsamosci




Wydawcy przyzwyczaili nas, ze mowiac o literaturze skandynawskiej mamy na mysli wysmienite kryminaly w stylu Henninga Mankella. Rowniez i tym razem w opisie ksiazki pojawia sie slowo morderstwo, jednak tutaj nie sugeruje ono ksiazki kryminalnej a bardzo dobra powiesc obyczajowa z suspensem. Takie wlasnie ksiazki lubie najbardziej. Jest to moje pierwsze spotkanie z literatura finska, a co za tym idzie rowniez z sama autorka. Jednak pierwsze wrazenie jest nad wyraz pozytywne, dlatego z pewnoscia siegne po kolejne ksiazki Leeny Parkkinen. Ciekawa fabula, bogaty jezyk, wyraziste, kontrowersyjne postaci ( watek homoseksualny, ktory moze razic co wrazliwszych poprzez dosc smiale sceny erotyczne) sprawily , ze czytanie bylo prawdziwa przyjemnoscia. Rozczarowalo mnie nieco zakonczenie ksiazki jednak w ogolnym rozrachunku jestem jak najbardziej na tak.

83-letnia Karen moze powiedziec, ze w zyciu jej sie poszczescilo. Ma rodzine, pieniadze , piekny klasyczny samochod i garstke przyjaciol. Jednak pewnego dnia postanawia rzucic wszystko i wyruszyc na spotkanie z przeszloscia. Zostawia synowi kartke o tresci "Nie szukajcie mnie", wsiada w samochod i jedzie na Fetknoppen, wyspe na ktorej sie urodzila. Postanawia jeszcze raz sprobowac rozwiklac zagadke morderstwa z przeszlosci. Na wyspie zamordowana zostala jej kolezanka, Kersti, a o dokonanie zbrodni oskarzony zostal brat Karen, Sebastian. Mlody mezczyzna, nie wytrzymawszy presji napietnowania jako morderca, popelnil samobojstwo w wiezieniu, tez przed ogloszeniem wyroku. W drodze na wyspe Karen, zajezdza na stacje benzynowa gdzie jest swiadkiem napadu. Rabusiami sa mloda ciezarna kobieta, Azar i mezczyzna o imieniu Tromppa. Dzieki ukrytemu w torebce pistoletowi staruszce udaje sie udaremnic napad. Nekana wyrzutami sumienia i litoscia nam mloda, niepelnoletnia Azar postanawia jej pomoc, i zabiera ja ze soba. Obie kobiety ruszaja na wyspe, jedna by rozliczyc sie z przeszloscia druga uciekajac przez przyszloscia i zemsta jaka szykuje jest Tromppa. 

Co w ksiazce podobalo mi sie najbardziej to bohaterowie. Rzadko sie zdarza , ze sa tak wyrazisci, opisani w najmniejszych detalach, rzadko sie zdarza ze osoby w duzej mierze robiace za postaci negatwne a wrecz czarne charaktery, mozemy az tak polubic. Narracja w powiesci prowadzona jest dwutorowo. Poznajemy koleje losow Karen i Azar. Ze wzgledu na roznice wieku miedzy bohaterami oczywistym jest ze czesc dotyczaca Karen jest zdecydowanie bardziej rozwinieta, co jednak nie oznacza ze watek Azar potraktowany zostal po macoszemu. Obie postaci, z pozoru wydaje sie nic nie laczyc. Dzieli je praktycznie wszystko poczawszy od roznicy wieku a na pochodzeniu etnicznym skonczywszy. Jednak przez cala ksiazke odnosilam wrazenie, ze rownoczesnie tak samo duzo je leczy. Obie bohaterki odczuwaja potrzebe zmiany w swoim zyciu.  Rodzice Azar pochodza z Iranu, i pomimo faktu , ze dziewczyna urodzila sie w Findlanii, nigdy nie czula sie tutaj jak w domu. Podobnie rzecz sie ma z Karen. Przez cale dziecinstwo marzyla o tym by wyrwac sie z malenkiej wyspy i ruszyc na podboj swiata. Na stare lata poczula, ze wielki swiat nie jest jej domem i postanowila wrocic do korzeni. 
Ksiazka ta w duzej mierze dotyczy zagadnienia tolerancji. Czasem wprost opowiada o rasizmie z ktorym spotykamy sie w nowoczesnej Europie. Pewne podzialy nie zostaly jeszcze zasypane. Dowodzi tego np. fragment o tym, ze fajnie miec egzotyczna kolezanke, jest to trendy jednak dopuszczanie jej do tajemnic jest juz fou pax. Czasem zalowalam Azar, ktora na dobra sprawe nie potrafila odkryc swojej tozsamosci. Urodzila sie w Findlanii, cale zycie tutaj spedzily=a, tradycje jak rowniez wiara muzulmanska byly dla niej obce. Jednak , ze wzgledu na jezyk i kolor skory nigdy do konca zycia nie poczula sie w pelni Finka, nigdy nie bedzie miala wielkich migdalowych oczu i blond wlosow. Zawsze bedzie ta egzotyczna przygoda. 
Podobnie Karen , cale dziecinstwo spedzila na malutkiej wyspie gdzie kazdy sie znal. Ojciec weterynarz byl postacia , ktora nalezalo szanowac. Matka byla traktowana zgola odmiennie. Paniusia spoza wyspy, lubiaca drogie kosmetyki i dywany nigdy nie poczula ze nalezy do wyspiarskiej spolecznosci. sasiedzi nigdy jej nie zaakceptowali. Karen od najmlodszych lat patrzac na matke, sluchajac jej wiedziala ze nie pasuje do tej wyspy i jej mieszkancow. I postanowila uciec w poszukiwaniu wlasnej tozsamosci.

Jedynym minusem dla mnie bylo zakonczenie. Chcialabym dowiedziec sie jak dalej potoczyly sie losy Azar jednak autorka jakby o niej zapomniala. Ot odwalila swoja role i moze zejsc na dalszy plan. Po czesci zakonczenie bylo rowniez przewidywalne ( osobiscie juz od polowy ksiazki wiedzialam, kto stal za morderstwem Kersti ). 
Jednak w ogolnym rozliczeniu mamy wiecej plusow niz minusow. A zeby jeszcze bardziej przechylic szale dodam, ze autorce udalo sie dokonac tego co potrafia tylko nieliczni autorzy. Dzieki barwnym i niezwykle dosadnym opisom zostalam wprost przeniesiona na malenka finska wysepke i potafilam wcielic sie w bohaterow. Myslec ich myslami i odczuwac prawdziwy fizyczny bol. Malo tego nawet wrazenie chlodu bylo obecne. oj bedzie duzy rachunek za prad ;)

Moja ocena to 7/10. 

wtorek, 4 sierpnia 2015

Tytul : "Mow do niej"
Autor : Francisco Goldman
Wydawnictwo : AGORA S.A
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 400
Tytul oryginalu : "Say her name"







Kochaj zone moja jak siebie samego


Po "Mow do niej" siegnelam na pol godziny przed wyjsciem do pracy i powiem szczerze z poczatku
myslalam, ze to jedna z tych ksiazek od ktorych sie nie da rady oderwac. Jednak kiedy wrocilam do domu i przeczytalam kolejnych kilkanascie stron , cos sie zmienilo, i lektura zamiast dostarczyc mi rozrywki stala sie droga przez meke. Cenie Francisco Goldmana za jego reportarze dlatego jak tylko zobaczylam "Mow do niej" na polce w ksiegarni to ja z miejsca kupilam. Teraz wiem, ze byly to stracone pieniadze. Zamiast powiesci biograficzno-obyczajowej dostalam swoista spowiedz zalamanego smiercia zony mezyczyzny. Nigdy nie interesowaly mnie powiesci w stylu "Pisane przez zycie" jak chciazby lzawe ksiazki Cathy Glass czy sagi o uciemiezonych arabskich rodzinach, nomen omen pisane przez polskie autorki jak Tanya Valko. Jednak w opowiesciach o malzenstwach, ktore rozlaczyla smierc jest cos co mnie przyciaga. Moze to strach przed tym, ze mnie sama moze to spotkac?  Zazwyczaj autorzy takich powiesci maja dwa wyjscia . Albo wyznac wlasna milosc do zmarlego albo przekonac czytelnika do tego by pokochal jego zmarlego malzonka tak samo jak on. Goldman wybral to drugie wyjscie, i niestety mnie nie przekonal a wrecz odwrotnie. Ze swojej zmarlej malzonki uczunil groteskowa kukielke, ktorej nie idzie polubic , a co za tym idzie wykrzesac z siebie chociaz minimum wspolczucia dla cierpiacego autora.


Ksiazka opowiada o losach malzenstwa Goldmanow. Francisco Goldman jest znanym amerykanskim pisarzem. Na poczatku XX wieku poznaje Aure Estrade, studentke i pisarke z Meksyku, ktora przyjechala do Stanow Zjednoczonych pisac doktorat. Para, pomimo roznicy wieku zakochuje sie w sobie. W 2005 roku biora slub. Jak przyznaje sam autor Aura byla i bedzie jedyna miloscia jego zycia. W 2007 roku, w wypadku na Pacyfiku Aura ginie, pozostawiajac Francisco w glebokiej zalobie. Dodatkowym gwozdziem do trumy jest postawa rodziny Aury , ktora oskarza mezczyzne o spowodowanie jej smierci. Ksiazka napisana jest w formie pamietnika, swoistej spowiedzi autora. Opowiada on o swojej zonie i ich zwiazku, tym samym oddajac jej czesc. 

Co mozemy wyczytac juz z pierwszych stron ksiazki to to jak bardzo autor kochal swoja zone. I praktycznie tylko o tym jest ta powiesc. To swoiste epitafium. Jesli powiesc bylaby krotsza o przynajmniej 200 stron, wtedy moglaby byc dzielem doskonalym. Niestety wydaje mi sie, ze autorowi nie zalezalo na tym by pokazac swoja milosc tylko by wskrzesic zmarla malzonke w umyslach czytelnikow. Wprost nakazuje nam ja kochac tak jak on to robi czym czyni powiesci niewypowiedziana krzywde, poniewaz z obrazu jaki autor namalowal mi przed oczami wylania sie postac , ktorej po prostu nie da sie polubic. 
Aura wyszla za maz za prawie dwukrotnie od niej starszego mezczyzne i byla to jej swiadoma decyzja. Czemu w takim razie na kazdym kroku wypomina mu jaki jest stary i brzydki dlatego musi sie poddac chirurgii plastycznej? Byla tak prozna, ze na ich wesele kazala mu pofarbowac wlosy na czarno. No i jej ekscentryzm. Toster z Hello Kitty? Sam autor wszystko to uwaza za slodkie i urocze a we mnie ze strony na strone rosla niechec do mlodej dziewczyny. Nie moglam pojac jak ktokolwiek, mogl byc na tyle glupi, by nie dostrzegac zwyklego braku szacunku i oznak pogardy, i zaczelam sie zastanawiac czy z autorem jest mentalnie wszystko w porzadku. Gdyby mnie ktos traktowal az tak przedmiotowo to szybko by znalazl sie na wycieraczce. 

Po okolo stu stronach zaczelam po prostu przerzucac kartki, poniewaz fabula absolutnie nie posuwala sie do przodu. Jedyne co mnie trzymalo przy tej ksiazce to chec dowiedzenia sie jak zginela Aura. I niestety by poznac prawde musialam bardzo dlugo czekac. 


Na plus musze dodac, ze autor bardzo pieknie potrafi pisac o uczuciach. Oferuje poruszajacy obraz
smutku i trudnosci na jakie napotkal w walce ze swoja tesciowa, poczynajac od wyrzucenia z mieszkania w Mexyku a na odebraniu mu prochow zony konczac. osobiscie bylam bardzo wzruszona czytajac o uczuciach jakie w autorze buzowaly , podczas uzywania kosmetykow zmarlej zony, na przyklad niecheci do uzywania jej szamponu czy opisu odciskow jej palcow w kremie. To wszystko bylo bardzo wzruszajace. Ale ostatecznie to nie wystarczy by napisac dobra ksiazke. "Mow do niej" moglby byc niesamowicie poteznym esejem jednak nie jest to wystarczajacy temat na ksiazke. 400 stron druku zostalo moim zdaniem zmarnowane.

Nie wiem jak bym sie czula po stracie tak bliskiej osoby jednak uwazam, ze Goldman powinien zachowac choc czesc Aury dla siebie, a nie dzieli sie nia z calym swiatem. Byla to naprawde trudna ksiazka, a druga polowa byla wrecz nie do zniesienia. Wstyd sie przyznac ale z jednej strony czekalam na to by Aura wreszcie umarla a z drugiej wstydzialam sie za swoje uczucia. 

Komu polecam te powiesc? Czytelnikom o bardzo mocnych nerwach, odpornych na dlugasne opisy i totalny brak dialogow. Zreszta sama edycja tekstu pozostawia duzo do zyczenia, bo czesto nie mozemy sie polapac kto co mowi, wszystko jest jednym ciagiem. 

Moja ocena to 1/10