"Mówili, że jest piękna" Michel Bussi

"Mówili, że jest piękna" Michel Bussi

Jak dobrze wiecie, zawsze przed przystąpieniem do lektury, lubię sobie poczytać recenzje innych czytelników. Tym razem byłam dość zdziwiona, kiedy duża część z nich krytykowała autora za obniżenie poziomu. Część z recenzentów narzekała, że fabuła jest przewidywalna i już po jednej trzeciej książki wiemy jakie będzie zakończenie. Stanowczo nie zgadzam się z tymi opiniami. Jeśli ktoś będzie w stanie przewidzieć finał tej powieści to jedynie jasnowidz, a jej wielowątkowość sprawia, że nie mamy tutaj czasu na nudę. Jeśli to ma być jedna z gorszych książek autora to inne muszą być szczytem literackiego geniuszu. Dopiero rozpoczynam moją przygodę z francuskim pisarzem i po pierwszej randce mam wielką ochotę na następne.

W hotelu "Red Corner" znalezione zostaje ciało jednego z działaczy organizacji pozarządowej pomagającej nielegalnym imigrantom. Przywiązanemu do łóżka mężczyźnie podcięto nadgarstki w wyniku czego wykrwawił się na śmierć. Policja zdobywa nagranie z monitoringu, na którym widać piękną, młodą kobietę, która wraz z ofiarą przyszła do hotelu. Czy ta młoda dziewczyna jest w rzeczywistości brutalną morderczynią? 

Jedynie osoba, która spędziła całe swoje życie w wielokulturowym państwie będzie w stanie napisać taką powieść. Dla nas, obywateli kraju jednolitego etnicznie, wielonarodowościowa Francja może się
wydawać egzotyczna. Podobnie jak w Wielkiej Brytanii czy w Stanach Zjednoczonych znajdują się tutaj całe dzielnice mieszkalne, w których możemy nie usłyszeć ani jednego słowa po francusku. Francja należy do państw kolonialnych, które muszą wziąć odpowiedzialność za kraje, które przez wieki były przez nich oblegane. Politycy i dość spora grupa rdzennych Francuzów, czują moralny obowiązek do tego, by zatroszczyć się o obywateli dawnych kolonii, w większości znajdujących się na terenie Afryki. Niestety, nie dla każdego znajdzie się miejsce, praca czy zasiłek, dlatego granice Unii Europejskiej są pilnie strzeżone. Nie przeszkadza to jednak tysiącom ludzi, w próbach dotarcia do wybrzeży Europy. Są to emigranci polityczni i ekonomiczni, osoby dla których nie ma przyszłości w ich własnych krajach. Często te próby kończą się śmiercią. Przewoźnicy i kapitanowie statków w uciekinierach widzą szansę na zarobek. Wydostanie się z Afryki to koszt kilku tysięcy euro za osobę i nigdy nie dostaniemy gwarancji powodzenia. To wielogodzinna wędrówka przez pustynię, przebywanie w obozach gdzie brakuje jedzenia i wody, podróż na statkach, które bardziej przypominają szalupy ratunkowe. I mamy tylko jedną szansę gdyż kolejny raz nie uda nam się uzbierać potrzebnej kwoty. Jeśli możemy sobie pozwolić to zapłacimy więcej by dostać czerwoną opaskę na rękę, dzięki czemu dostaniemy większe racje żywnościowe, lepsze miejsce w łodzi. Będą nas również lepiej traktować, może pomogą uciec w razie niebezpieczeństwa. Jednak nawet czerwona opaska nie gwarantuje, że dotrzemy na miejsce, do Europy, do Azylu.
Problem nielegalnej emigracji jest jednym z ważniejszych tematów poruszanych w tej książce. Dla mnie był bardziej istotny od całej zagadki i  intrygi gdyż skupiał się na problemie współczesnym, który ma również wpływ na nasze życie. Wiecie, że przed 1914 rokiem świat był bez granic? Dopiero Wojna Światowa sprawiła, że zostały one wprowadzone. Miało to być rozwiązanie tymczasowe, jednak pozostało do dziś. Drzwi krajów wysoko rozwiniętych pozostały zamknięte, jeszcze bardziej pogłębiając różnice pomiędzy bogatą północą a biednym południem. Skazało to wielu ludzi na śmierć z głodu lub w wyniku działań wojennych. Autor dostrzega problem wiążący się z nielegalną emigracją jednak nie rozumie jego mechanizmów. Dlaczego ludzie, którym udało się przekroczyć mur Berliński byli traktowani jak bohaterowie a dzisiejsi imigranci uważani są za terrorystów? Dlaczego rządy państw chcą podnosić wiek emerytalny kiedy do ich drzwi puka tania siła robocza z Afryki czy Azji? Może pora zmienić politykę wobec emigrantów i uchodźców? Ocalić tysiące ludzi, którzy toną podczas prób przeprawienia się przez morze. Emigranci to nie tylko ludzie, którzy liczą na zasiłek. Większość z nich to osoby wykształcone, które marzą o lepszym jutrze, pracy za godne pieniądze, które pozwolą im utrzymać rodziny. My marzymy o tym samym, prawda? 

Uwielbiam bohaterów tej książki, a szczególnie postaci kobiece. Są one odważne, łamią stereotypy, pokazują nam, szczęśliwym Europejkom, że one, by móc żyć tak jak my, musiały pokonać długą drogę. Często bardzo wyboistą. Leyli pochodzi z Mali, jako nastolatka straciła wzrok. Za sprawą kochających i przewidujących rodziców udało jej się opuścić rodzinną wioskę i uciec do Europy. To właśnie tutaj trafiła na miłość swojego życia, mężczyzną który okazał się kimś zupełnie innym niż oczekiwała. Przez lata zmuszana była do prostytucji aż wreszcie udało jej się uciec. Wróciła do rodzinnej miejscowości by po kilku latach spróbować jeszcze raz wydostać się z Afryki. Zdobyła pieniądze, przeszła setki kilometrów, znalazła sobie protektora, któremu musiała płacić ciałem za ochronę ale dopięła celu. Udało jej się. Jednak wierzcie mi tak zdeterminowanych ludzi jest zaledwie garstka, jeszcze mniej takich, którym dopisze szczęście. 
Kolejną ciekawą postacią jest Ruben, kierownik jednego z hotelów Ibis. To nieszkodliwy megaloman, którego pasją jest opowiadanie o swoich podróżach. Często są to opowieści zmyślone jednak sprawiają, że nasz bohater jest postacią barwną i interesującą. To właśnie on wdał się w romans członkinią koreańskiej elity politycznej, udzielał azylu indonezyjskiemu separatyście czy organizował tłum słuchaczy dla skrzypka ściganego przez rumuńskie Securitate. Prawda, że ciekawy życiorys? 
Również nasi śledczy są postaciami, które nadają książce kolorytu. Ich dialogi są niezwykle zabawne, co jest dość rzadkie w przypadku powieści kryminalnej, szczególnie gdy głównym wątkiem fabuły jest wielokrotne morderstwo. Jednak ten humor działał na plus, pozwolił oczyścić często gęstą atmosferę. 
Jak widzicie, to właśnie wątki poboczne poruszane przez autora najbardziej mnie poruszyły. Oczywiście sama zagadka również jest dobrze skonstruowana, nie brak tutaj zwrotów akcji i każdy kolejny jest coraz bardziej zaskakujący. Nie słuchajcie innych, nie ma tutaj jakiejkolwiek przewidywalności, a mówi to osoba, która przeczytała w swoim życiu niemało książek sensacyjnych. A samo zakończenie jest rewelacyjne.


"Mówili, że jest piękna" to thriller/kryminał dość szczególny. Czasem miałam wrażenie, że pod przykrywką  śledztwa, autor kieruje naszą uwagę na zupełnie inne, ważniejsze tematy. W moim przypadku się to udało.  Z pewnością jest to książka, która zachęca do dyskusji o kondycji dzisiejszej Europy oraz możliwych kierunkach jej rozwoju w przyszłości. Dokąd to wszystko zmierza? Michel Bussi pozostawił mnie w refleksyjnym i melancholijnym nastroju i jestem mu za to wdzięczna. Ta jedna lektura dała mi większy ogląd na problem emigracji niż wiadomości telewizyjne. No i oczywiście dostarczyła sporo rozrywki. Co prawda jeszcze nie wiem czy Bussi jest jednym z najlepszych francuskich pisarzy, jednak po pierwszym spotkaniu ma u mnie duży kredyt zaufania. 

Tytuł : "Mówili, że jest piękna"
Autor : Michel Bussi
Wydawnictwo : Świat Książki
Data wydania : 20 czerwca 2018
Liczba stron : 480
Tytuł oryginału : On la trouvait plutôt jolie

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :
https://www.swiatksiazki.pl/

"Powiedz, że jestes moja" Elisabeth Noreback

"Powiedz, że jestes moja" Elisabeth Noreback

     Zazwyczaj piszę recenzje rano, jednak tym razem musiałam się porządnie wyspać, gdyż kolejny raz zarwałam noc przy świetnym thrillerze. Tak, mowa oczywiście o "Powiedz, że jesteś moja", książce która działa lepiej niż espresso. Nie przypuszczałam, że ten debiut literacki okaże się strzałem w dziesiątkę. Wcale się nie dziwię, że prawa do tłumaczenia książki sprzedano w aż 27 krajach, co w przypadku początkujących autorów jest rzadkością. Elisabeth Noreback ma niesamowity talent do kreślenia profili psychologicznych swoich bohaterów. Z łatwością przenosi nas w świat powieści, sprawiając, że stajemy się uczestnikami rozgrywających się wydarzeń. Kolejny raz szwedzka autorka udowodniła, że nie bez powodu Skandynawia jest uważana za kolebkę dobrego kryminału.

Stella została matką mając zaledwie 19 lat. Podczas wakacji, na które wybrała się wraz z partnerem i dzieckiem, dziewczynka znika. Na miejscu nie ma żadnych śladów, które mogłyby naprowadzić śledczych na trop dziecka. Po roku mała Alice zostaje uznana za zmarłą. Policja sugeruje, że udało się jej wyjść z wózka i wpadła do jeziora.
Poznajemy Stellę dwadzieścia lat później. Jest już pogodzoną z przeszłością, dojrzałą kobietą, pracującą jako psychoterapeuta w klinice. Pewnego dnia trafia do niej młoda dziewczyna z
wyraźnymi objawami depresji. Stella jest przekonana, że Isabelle to jej zaginiona córka.


"Powiedz, że jesteś moja" to niezwykle udany thriller psychologiczny, w którym główne skrzypce gra miłość. I jest to miłość szczególna, miłość matki do dziecka, które to uczucie może zrozumieć tylko druga matka. Sama mam dwie córki i wiem jak łatwo jest przekroczyć pewne granice wyznaczone przez to niezwykle silne i uzależniające uczucie. Kiedy kończy się troska a zaczyna kontrola? Na jak dużo możemy sobie pozwolić by chronić nasze dziecko a jednocześnie nie ograniczać jego wolności? Już sam tytuł sugeruje, że będziemy mieć tutaj do czynienia z uczuciem, które przekroczyło wszelkie granice i stało się obsesją. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić co znaczy stracić dziecko i to w tak tragicznych okolicznościach, kiedy właściwie nie wiemy co się stało. Nasza główna bohaterka, Stella, odwiedza grób córki, której ciało nigdy nie zostało odnalezione. Przez całe życie ma nadzieję, że Alice żyje. W jej głowie rodzą się setki scenariuszy, podczas spaceru uważnie przygląda się twarzom obcych ludzi licząc na to, że rozpozna znajome rysy. Ta obsesja i pragnienie odnalezienia córki sprawiają, że zostaje zamknięta w szpitalu psychiatrycznym, gdzie udaje jej się pozbierać. Jednak to uczucie, ten mus poszukiwań, nadal w niej tkwią i kiedy Isabelle trafia do jej gabinetu wszystko wraca ze zdwojoną siłą. Jest to moment kiedy nasza bohaterka zaczyna się zastanawiać czy to faktycznie jej córka czy to jej własny umysł płata jej figle? Wtedy w naszych głowach zaczynają lęgnąć się myśli : co my byśmy zrobili w takiej sytuacji? W sytuacji kiedy nikt nam nie ufa, ludzie traktują jak wariatkę a na dodatek mamy zwidy? Choć Stella nie jest idealna, ma irytujący styl bycia, wydaje się nadopiekuńcza i czasem miałam ochotę wykrzyczeć jej w twarz parę przykrych słów, to dzięki autorce byłam w stanie poczuć dokładnie to co ona. Czy  Elisabeth Noreback udało się zrobić ze mnie psychopatkę? Jedno wiem na pewno. Nigdy nie chciałabym znaleźć się w podobnej sytuacji i podziwiam Stellę, że jej się udało wyjść na prostą po tak traumatycznym wydarzeniu z przeszłości. Jest to nadzieja dla innych.

Muszę przyznać, że sama zagadka była tylko dodatkiem do całej fabuły, czymś co sprawiło, że stała się ona spójna i logiczna, jednak nie stanowiła jej meritum. Uważniejszy czytelnik już po stu stronach będzie wiedział, w którym kierunku to wszystko zmierza. Jednak jeśli myślicie, że umniejsza to walory książki to jesteście w błędzie. Prawdziwa akcja rozgrywa się w głowach naszych bohaterów, a tutaj jest bardzo dużo do odkrycia. Narratorkami są trzy  główne bohaterki : Stella, Isabelle i Kerstin, choć najwięcej czasu książkowego, poświęcono właśnie pani psycholog. Wraz z nią przeżywamy ból po utracie dziecka, czujemy lęk na myśl o tym, że nasz jedyny syn, jedyne dziecko które nam zostało, może zaginąć w drodze do szkoły, jednak najwięcej lęków siedzi w naszej własne głowie i to właśnie one mogą przerodzić się w prawdziwą paranoję.
Z drugiej strony mamy Isabelle, studentkę, której dzieciństwo, choć z pozoru normalne, miało duży wpływ na późniejsze życie dziewczyny. Zaborcza matka, Kerstin, trzymała ją pod kloszem, nie dopuszczając do kontaktów z innymi. Nadmierna kontrola i nadopiekuńczość sprawiły, że dziewczyna ma problemy z nawiązywaniem bliższych znajomości. Dopiero wyjazd z rodzinnej miejscowości sprawił, że powoli zaczęła rozwijać skrzydła.
Patrząc na te dwie kobiety Stellę i Kerstin pomyślałam, że żadna z nich nie była dobrą matką. Ich miłość była toksyczna choć stan ten wywołany był innymi czynnikami : Stella bała się utraty kolejnego dziecka a Kerstin była uzależniona od swojej córki i jej miłości. Bała się samotności. W takich momentach wszystkie matki zaczną się zastanawiać nad rodzajem ich miłości. Przeanalizują ją i wprowadzą poprawki by nie doprowadzić do tragedii. Zdałam sobie sprawę, że to właśnie my, rodzice, mamy największy wpływ na nasze dzieci, i to od nas zależy czy będą szczęśliwe. Kontrolę zastąpmy zaufaniem i  pozwólmy dokonywać własnych wyborów.

Jak przystało na skandynawski thriller dostaliśmy dzieło napisane prostym i sugestywnym językiem, gdzie zachowany został balans pomiędzy dialogami a opisami. Z jednej strony styl autorki jest bardzo prosty, wręcz ascetyczny, pełno tutaj równoważników zdań, a z drugiej dość spora liczba powtórzeń sprawia, że książka wydaje się przesycona treścią. Spokojnie dało by się ją odchudzić. Pozostaje pytanie czy warto? Wydaje mi się, że to ciągłe przypominanie o minionych wydarzeniach jeszcze bardziej uwypukla efekt klaustrofobii i paranoi jakiego oczekujemy po tej książce. Pokazuje prawdziwy obraz umysłu szaleńca, który zamiast linearny jest wykadrowany. Narracja jest dynamiczna, fabuła posiada zwroty akcji i choć prowadzi do przewidywalnego zaskończenia to  całość skonstruowana jest poprawnie i logicznie. 

"Powiedz, że jesteś moja" to wciągający thriller, którego główną zaletą jest fakt, że rozgrywa się głównie w umysłach naszych bohaterów. To jedna z tych historii, których zakończenie jest nam znane, jednak cały czas liczymy na to, że będzie inne niż oczekujemy. I wierzcie mi autorka potrafi zaskoczyć. Jest to jedna z tych historii, która potrafi doprowadzić czytelnika do krawędzi, do momentu kiedy poczuje się jak w domu wariatów, zastanawiając się czy sam nie traci zmysłów. Niesamowicie dobry debiut. Czekam na więcej. 

Tytuł : "Powiedz, że jesteś moja"
Autor : Elisabeth Noreback
Wydawnictwo : Zysk i S-ka
Data wydania : 11 czerwca 2018
Liczba stron : 512
Tytuł oryginału : Sag Att Du Ar Min


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 
http://www.zysk.com.pl/




"Historia pewnej dziewczyny" Sara Zarr

"Historia pewnej dziewczyny" Sara Zarr

Niektórzy bohaterowie zostali stworzeni po to byśmy ich pokochali, jeszcze inni by zagrać nam na nerwach. Tymczasem postać Deanny aż się prosi o to by ją po prostu wysłuchać i zrozumieć. Deanna jest przegraną, jest puszczalską, nie potrafi kochać ani nawet lubić, zawiodła wszystkich, rozlała piwo i teraz musi je wypić. Lecz tak naprawdę Deanna jest zagubioną, wykorzystaną nastolatką, która stara się nauczyć żyć w zgodzie ze swoją przeszłością. W dzisiejszych czasach takich nastolatek jest wiele, tylko my dorośli musimy otworzyć oczy i zacząć słuchać. Bo młodzi często wstydzą się prosić o pomoc. 

Mając 13 lat Deanna została nakryta w jednoznacznej sytuacji przez swojego ojca. Chłopakiem z którym uprawiała sex na tylnej kanapie samochodu był starszy od niej o 4 lata Tommy. Już
następnego dnia cała szkoła i okolica dowiedziały się o tym wydarzeniu. Dziewczyna została napiętnowana i musiała zmienić szkołę. Jednak złej sławy ciężko się pozbyć. Deanna postanowiła zrobić wszystko by otoczenie ją zaakceptowało a rodzina wybaczyła błędy.

Po pierwsze ciężko było mi uwierzyć w to, że 13 latka uprawiała sex na tylnym siedzeniu samochodu, i to wielokrotnie, i nikt, nawet jej własna rodzina nie wyciągnął z tego żadnych konsekwencji. Przypuszczam, że nawet w Stanach Zjednoczonych, ojczyźnie wolności obywatelskich i demokracji, jest na to stosowny paragraf. Rozumiem, że dziewczyna nie chciała się tym chwalić ale jej rodzice? Dlaczego jej ojciec zamiast pójść na najbliższy komisariat się od niej odwrócił? Dlaczego  Deanna oczekiwała od niego wybaczenia a nie pomocy? Przecież ewidentnie jej potrzebowała, bo uprawianie sexu w wieku trzynastu last świadczy o poważnych zaburzeniach. Dlaczego szkoła, nauczyciele, znajomi i środowisko w którym się obracała ta młoda dziewczyna nie nie zrobiło nic z faktem, że wśród nich żyje pedofil? I te jego teksty, że Deanna jest "powiewem świeżości", aż mnie od nich mdliło. Przecież to jeszcze dziecko. Czy to świat się zmienia tak szybko? Czy naprawdę trzynastolatkowie uprawiają sex i nikogo to nie dziwi? Jeśli tak to ja się wypisuję, nie chcę żyć w takim świecie. 

Muszę przyznać, że Deanna wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony przez swoje wybryki zniszczyła sobie reputację i pozbawiła swoje dzieciństwo nimbu niewinności, który mogłaby z nostalgią wspominać lata później. Współczułam jej bo poniekąd rozumiem co nią kierowało. Była to chęć przynależności do kogoś, chęci bycia wysłuchaną. Matematyka, którą się kierowała była prosta : coś otrzymuję więc muszę coś dać w zamian. Padło na sex. Dla Deanny było to transakcja wymienna : stosunek za bliskość. Pokochałam ją za to jaki miała stosunek do swojej bratanicy, jak bardzo chciała pomóc bratu i jego dziewczynie, którzy dopiero się odnajdywali w ciężkiej roli rodzica. Oczywiście i tutaj kierowały nią samolubne pobudki jednak zdawałam sobie sprawę, że Deanna naprawdę kocha swoją rodzinę, nawet ojca który ją odrzucił. 
Z drugiej jednak strony Deanna jest zakłamana i zazdrosna.Nie potrafi pogodzić się z tym, że jej najbliższy przyjaciel ma dziewczynę, która na dokładkę jest jej przyjaciółką. Ingeruje w ich związek, pragnie go zniszczyć, choć wie że to złe. Czy tak się zachowując, dziewczyna ma prawo nazywać ich swoimi przyjaciółmi? Wszystko to sprawia, że ciężko mi jest jednoznacznie ocenić naszą bohaterkę. Jest jak kameleon, zmienia swoje zachowanie w zależności od sytuacji, wszystko robi pod siebie i to sprawia, że w pewnym momencie zaczęłam czuć do niej żal. 

Głównym założeniem autorki (a przynajmniej w mojej interpretacji), ideą na której opierała się cała fabuła było ukazanie, że każdy człowiek ma siłę i zdolność do wybaczania wyrządzonych mu krzywd. Jesteśmy ludźmi wychowanymi w kulturze, w której duży wpływ na nasze życie ma religia, z każdej strony mówią nam, że musimy mieć otwarte serce, umieć nadstawiać drugi policzek, umieć właśnie "wybaczać". I to "wybaczanie" w powieści Sary Zarr jest czymś banalnym. Łatwość z jaką nasi bohaterowie potrafią powiedzieć "nic się nie stało" zapaliła czerwoną lampkę w moim umyśle. Chciałam zacząć krzyczeć, że się na to nie zgadzam. Pewnych rzeczy nie da się wybaczyć, nie da się przemilczeć, to wcale nie jest łatwe. Zaczęłam się zastanawiać czy ja również, będąc nastolatką z taką naiwnością i wiarą podchodziłam do poważnych spraw. Bo tutaj nie mamy do czynienia z błahymi sprzeczkami tylko z wydarzeniami, które będą miały poważne konsekwencje w przyszłości. Więc czy naprawdę wystarczy zwykłe "przepraszam"? Zaczęłam interesować się postacią samej autorki. Myślałam, że może to nastolatka, która jeszcze nie zna życia i nie dźwiga bagażu doświadczeń. Jednak w 2007 roku, kiedy opublikowano książkę, Sara Zarr miała 27 lat, to wystarczająco dużo by zdawać sobie sprawę w jakim świecie żyjemy. Więc skąd ta "lekkość bytu"? Powieść, która jest skierowana do nastolatków powinna uczyć, pokazywać pewne wzorce zachowań, których oczekujemy od młodych ludzi. "Historia pewnej dziewczyny" wbrew pozorom nie jest przestrogą tylko powiedzeniem, że "nic się nie stało". Wprost zachęca do złych zachowań pokazując, że nawet najgorsza zbrodnia może zostać wybaczona, a złe uczynki przejdą bez konsekwencji. Nie wiem czy chciałabym aby moja córka czytała tę książkę. To dorośli powinni się z niej uczyć. 

Skłamałabym gdybym powiedziała, że lektura "Historii pewnej dziewczyny" nie pozostawiła w moim umyśle mentalnych siniaków, że nie chciałam usiąść i wykrzyczeć z siebie całej złości na świat. Tak właśnie było. Ta krótka książka sprawiła, że czułam gniew i oburzenie, które narastały wraz z biegiem fabuły, by przerodzić się w ciążący mi do teraz smutek. Czułam, że w moje ręce wpadło coś wyjątkowego i ważnego. Na pewne rzeczy zaczęłam patrzeć z innego punktu widzenia. Otworzyłam oczy. Patrzę i słucham, wierząc że historie innych Deann zostaną dostrzeżone i wysłuchane. Was też o to proszę. 

Tytuł : "Historia pewnej dziewczyny"
Autor : Sara Zarr
Wydawnictwo : YA!
Data wydania : 18 lipca 2018
Liczba stron : 272
Tytuł oryginału : Story Of A Girl 


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :
https://www.gwfoksal.pl/
'Pod szkarłatnym niebem" Mark T Sullivan

'Pod szkarłatnym niebem" Mark T Sullivan

     Często autorzy piszący o wydarzeniach rozgrywających się podczas trwania II Wojny Światowej, popełniają jeden błąd, nie inwestują w powieść całego swojego serca i duszy, tylko wypełniają zobowiązanie wobec wydawcy. Skupiają się na podawaniu suchych faktów, opisywaniu nieszczęść i piętnowaniu morderców. W przypadku nowej powieści Marka Sullivana "Pod szkarłatnym niebem" dostałam nie tylko kawał dobrej prozy. Między wierszami widzę autora, który w powieść tę włożył mnóstwo uczuć i zaangażowania. Podczas opowiadania tej prawdziwej historii, główni bohaterowie cały czas stanowili dla niego inspirację. Dzięki pełnej identyfikacji autora z postaciami powstało dzieło prawdziwe i fascynujące, powieść w której czytelnik może się zanurzyć i czerpać wszystkimi zmysłami.

Rok 1943, Mediolan. Pino Lella ma 17 lat i jedyne czego pragnie od życia to muzyki, śpiewu i kobiet. Kiedy jego dom rodzinny zostaje zbombardowany podczas nocnych nalotów, jego rodzice decydują o wysłaniu Pina wraz z młodszym bratem do jednego z alpejskich klasztorów. Właśnie tam Pino, na prośbę księdza Re, przyłącza się do organizacji pomagającej Żydom w przeprawieniu się
przez góry  na teren Szwajcarii.
Tuż przed 18 urodzinami, rodzice wzywają chłopaka do domu. Zdecydowali, że jedyną szansą na przetrwanie dla młodego człowieka, jest wstąpienie do nazistowskiej armii. Pewnej nocy pełniąc wartę dostaje odłamkiem pocisku i zmuszony zostaje do powrotu do domu.Dzięki zbiegowi okoliczności zostaje kierowcą Hansa Leyera, jednego z dowódców III Rzeszy. Nie mogąc patrzeć na nazistowskie zbrodnie decyduje się działać na dwa fronty i zostać szpiegiem.

 Na sukces tej książki złożyło się wiele czynników jednak najistotniejszym z nich był  fakt, że autor poświęcił się by dotrzeć do zachowanych dokumentów z okresu działalności włoskiej partyzantki, spędził mnóstwo czasu na wywiadach z Pinem Lellą oraz przeczytał wszystkie dostępne książki i reportaże na temat interesującego go rozdziału II Wojny Światowej. To wszystko zajęło mu ponad dziesięć lat lecz zaowocowało powieścią szczególną, która na długo zostanie w pamięci czytelników. Mark T. Sullivan z wykształcenia jest dziennikarzem jednak jego pasją jest pisanie powieści kryminalnych i thrillerów. Jest autorem kilkunastu książek, choć tylko dwie z nich zostały przetłumaczone na język polski. Każdy kto chce zostać dziennikarzem musi umieć słuchać. Po przeczytaniu "Pod szkarłatnym niebem" muszę przyznać, że autor jest słuchaczem znakomitym. Choć z pochodzenia Amerykanin, w swojej powieści udało mu się w taki sposób przedstawić Włochy i naród włoski, jak by sam się stamtąd wywodził. W jednym z wywiadów przyznał, że to Pino Lella wzbudził w nim miłość do Włoch. Z początku książka miała być reportażem, jednak ze względu na luki w pamięci głównego bohatera odnośnie wydarzeń sprzed bez mała 70 lat, współautorzy zgodzili się na zbeletryzowanie powieści. Sullivan przyznaje jednak, że 80, 90 procent fabuły jest prawdą a jedynie część fikcją literacką. Część osób może podchodzić sceptycznie do faktu, że Pino Lella w powieści jest niczym James Bond czasów wojennych, a w rzeczywistości nawet nie ma o nim wzmianki w Wikipedii. Musicie państwo pamiętać, że w wyniku działań wojennych zniszczonych zostało mnóstwo dokumentów a ludzie, którzy przeżyli i pamiętają tamte czasy, często nie chcą do nich wracać. Zdarza się, że jedyną szansą na odkrycie historii są wspomnienia. I właśnie z nimi mamy tutaj do czynienia. "Pod szkarłatnym niebem" jest nie tylko książką na poły biograficzną. Jej założeniem jest uzmysłowienie ludziom, że w kraju nękanym dwoma wojnami, światową i domową, żyły setki ludzi, którzy się nie poddawali i walczyli o wolność. W tym kontekście Pino Lella jest jedynie symbolem tej walki.

Muszę przyznać, że była to pierwsza książka o II Wojnie Światowej, jaką czytałam, której akcja rozgrywała się na terenie jednego z państw Osi. Mowa tutaj o faszystowskich Włochach, pod wodzą marionetkowego wodza, Benito Mussoliniego. Kraj ten, choć był sojusznikiem Hitlera i III Rzeszy znajdował się pod nazistowską okupacją. Oczywiście nie wyglądała ona tak jak w przypadku Polski czy Czechosłowacji, jednak miała znaczący wpływ na życie ludności. Najpierw rozpoczęły się prześladowania Żydów. Jak we wszystkich krajach europejskich odbierano im domy i wywożono w bydlęcych wagonach do obozów koncentracyjnych. Z biegiem czasu zaczęła cierpieć również rdzenna ludność włoska. Kiedy III Rzesza została otoczona przez aliantów w kraju zaczęło brakować pożywienia. Włochy, na zasadzie sojuszniczych traktatów, zobowiązane były do dostarczania zapasów. Wioski grabiono, sklepy plądrowano i często cały dobytek niewinnych ludzi jechał pociągiem za Alpy. Oprócz problemów z żywnością, miasta włoskie były również celem bombardowań. Alianci chcieli zniszczyć cały ciężki przemysł, szczególnie na północy kraju. Większa część Mediolanu zamieniła się w gruzy.
Wszystko to opisane jest w plastyczny sposób. Z przedstawionych nam obrazów bije groza wojny.
Spotykałam się z opiniami, że narracja jest nudna i mnóstwo tutaj powtórzeń.. "Pod szkarłatnym niebem" opowiada o losach włoskiego szpiega i kierowcy jednego z ważniejszych nazistowskich generałów. Oczywiście, że możemy spodziewać się powtórzeń a akcja czasem zwolni tempo, w końcu to jest życie a nie film o Jamesie Bondzie. Na niespełna 500 stronach autor opowiedział nam historię z okresu dwóch lat życia naszych bohaterów i muszę przyznać, że przez ten okres wydarzyło się całkiem sporo. Szczególnie ostatnie 100 stron, w czasie po zakończeniu działań wojennych, jest naładowane akcją.

"Pod szkarłatnym niebem" to książka, która nie boi się prawdy. Przestawia zarówno nazistowskie zbrodnie jak i alianckie. Razem z bohaterami towarzyszymy wywożonym na śmierć Żydom by kilka stron dalej uciekać przed kulami amerykańskich spitfireów. Jest to powieść, która pokazuje nam prawdziwe oblicze wojny gdzie tak naprawdę nie ma ani wygranych ani przegranych, bo ciężko jest tańczyć i świętować, kiedy na zewnątrz, rozłożone na chodnikach gniją ludzkie ciała, ciała naszych przyjaciół i krewnych. Myślę, że warto przeczytać powieść Marka T. Sullivana, zastanowić się nad naszą historią, uronić łzę i pomyśleć o wszystkich bohaterach, którzy jak Pino Lella walczyli o wolność i miłość.

Tytuł : "Pod szkarłatnym niebem"
Autor : Mark T. Sullivan
Wydawnictwo : Edipresse Książki
Data wydania : 20 czerwca 2018
Liczba stron : 490
Tytuł oryginału : Beneath A Scarlet Sky


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 
http://edipresse.pl/portfolio/ksiazki/




'Miłość dla dorosłych" Anna Ekberg

'Miłość dla dorosłych" Anna Ekberg

     Czy zastanawialiście się kiedyś czemu nikt nie oczekuje po thrillerach, że będą "ambitne" lub z tak zwanej "wysokiej półki"? Po tym gatunku spodziewamy się, że dostarczy nam rozrywki, wywoła gęsią skórkę i da o sobie szybko zapomnieć. Tym razem dostajemy coś więcej. Jak sam tytuł wskazuje jest to książka dla dorosłych, dla ludzi z bagażem doświadczeń, którzy swoje "pierwsze razy" mają już za sobą. Dopiero będąc osobą po przejściach będziesz w stanie w pełni zrozumieć tę powieść i to jak fenomenalnie autorzy wykorzystali potencjał swojego pomysłu. Nie znaczy to jednak, że młodsi czytelnicy powinni zrezygnować z lektury, absolutnie nie! Dla nich  "Miłość dla dorosłych" będzie nadal doskonałą rozrywką choć na innym poziomie.

W środku nocy Leonora słyszy jak na komórkę jej męża przychodzi SMS. Mężczyzna nie chce jej zdradzić kto jest nadawcą wiadomości. Kiedy kobieta nie odpuszcza, rozzłoszczony rzuca aparatem o ścianę.  Kilka dni później, na przyjęciu firmowym w biurze Christiana, Leonore nakrywa go z inną
kobietą. Nie może się pogodzić z myślą, że mężczyzna ma kochankę. Postanawia zrobić wszystko by mężczyzna nie odszedł. Szantażowany Christian decyduje się na krok ostateczny, jakim jest zabójstwo żony.

Czy wiecie, że Anna Ekberg to tak naprawdę pseudonim dla dwójki duńskich pisarzy : Jacoba Weinreicha i Andersa Klarlunda? Gdyby nie mój mały fetysz jakim jest czytanie biografii twórców, to nigdy bym się nie domyśliła, że tak spójna i znakomicie skonstruowana powieść może mieć dwóch ojców. Absolutnie nic tutaj nie zgrzytało a całość czytało się płynnie choć z przystankami. A po co te przystanki? Otóż powieść ta wymaga od czytelnika czasu. Nie jest to zwykły thriller, do jakich zostałam przyzwyczajona. To bardziej głęboka powieść psychologiczna wywołująca u czytelników skrajne emocje. "Miłość dla dorosłych" wymaga od nas pełnego zaangażowania. Jest to książka, którą należy poddać głębokiej analizie aby jak najwięcej z niej wyciągnąć. To dzieło wielopoziomowe, które oprócz warstwy stricte kryminalnej, posiada kilka innych i autorzy liczą na to, że uda nam się je odkryć. By jeszcze bardziej wszystko skomplikować a jednocześnie dodać powieści głębi, pisarze zdecydowali się na użycie dość nietypowej formy narracji. Historia z jednej strony opowiedziana jest z punktu widzenia policjanta prowadzącego śledztwo, Holgera, a z drugiej widzimy wszystko oczami Christiana i Leonore. Znajdujemy się w małym kółeczku wszystkich głównych bohaterów, odpowiedzialnych za tragiczne wydarzenia, w których brali udział.
Głównym narratorem jest Holger, którego poznajemy kiedy spędza czas z córką jedząc kolację. I to właśnie ona jest słuchaczem historii, o której policjant nie może zapomnieć. Podczas snucia opowieści mężczyzna analizuje również własne życie tworząc wzruszający kolaż wspomnień. Tak naprawdę "Miłość dla dorosłych" składa się z dwóch nałożonych na siebie historii. 
Punkty widzenia Christiana i Leonore przedstawione są w tych samych rozdziałach, często nawet dzielą wspólny akapit. Ta naprzemienność wymaga od nas niezwykłego skupienia podczas lektury, gdyż bardzo łatwo jest zgubić wątek lub przegapić ważne detale.

Tym co mnie zaskoczyło był fakt, że praktycznie od pierwszych zdań wiemy co się stało. Autorzy zdradzają nam to co inni zostawiają na sam koniec : główny bohater zabił własną żonę. Najpierw potrącił ją samochodem a potem kilkukrotnie po niej przejechał. Myślicie, że to spojler i wiecie już wszystko? Otóż jest to dopiero początek. Za każdym razem jak już myślałam, że zbliżam się do rozwiązania zagadki, która w tym przypadku brzmiała, dlaczego a nie kto, autorzy nakładali na fabułę kolejną warstwę. Kilkukrotnie też główni bohaterowie zamienili się rolami, nastąpiło ich przewartościowanie. Ktoś kto z początku wydawał mi się postacią negatywną nabrał pozytywnego kolorytu, a postać którą zdążyłam polubić odkryła swoją drugą twarz. Rzadko też się zdarza, żeby morderca, do tego mężczyzna który w brutalny sposób zabił własną żonę, wzbudził we mnie tyle sympatii i współczucia, Christiana po prostu da się lubić, czego niestety nie mogę powiedzieć o jego żonie. 

Pomimo faktu, że książka jest rasowym thrillerem, jest również dogłębną analizą miłości. Autorzy przedstawiają całą drogę jaką przechodzi to silne uczucie od narodzin do śmierci. Na pewno każdy z was był chociaż raz zakochany. Pamiętacie te motylki w brzuchu? Pierwsza fascynacja przeradza się w rutynę i na tym etapie wymaga od nas wiele wysiłku by podtrzymać wygasające uczucie. Ci którzy zdołają zażegnać  kryzys codzienności, mogą liczyć na to że uda im się spędzić lata u boku swojego wybranka lub wybranki. Było jedno zdanie w tej książce, które zwróciło moją uwagę : miłość się kończy wtedy kiedy poznajemy kogoś innego? Czy jest to prawdą i właśnie dlatego związki się rozpadają? Z pewnością dotknęło to naszych bohaterów. 
Christian i Leonore poznali się podczas przebudowy sali koncertowej, on inżynier, ona doradca od spraw akustyki. Była to miłość od pierwszego wejrzenia, która doprowadziła zakochanych na ślubny kobierzec. Potem nastąpiły lata "chude", rutyna dnia codziennego, choroba syna, wszystko to sprawiło że zaczęli się od siebie oddalać. Zamiast romantycznych kolacji spędzali całe doby w szpitalu walcząc z białaczką. Kiedy choroba odpuściła i był czas na to żeby naprawić związek, pojawiła się : ona. Od tej pory zaczyna się dogłębna analiza psychiki naszych bohaterów. Autorzy pokazują nam w jak różny sposób radzimy sobie z odrzuceniem w momencie kiedy uczucie wygasa, co dzieje się w głowach kiedy świat, jaki znamy, wywraca się do góry nogami. Tutaj już nie chodzi o miłość tylko o sam fakt, że zostaliśmy porzuceni, upokorzeni. Zaczynamy sobie zadawać pytania co teraz z nami będzie, kto się nami zaopiekuje. I zdajemy sobie sprawę, że tak naprawdę to najbardziej w życiu boimy się samotności. 

"Miłość dla dorosłych" to znakomity thriller którego autorzy doskonale znają się na psychologii ludzkiej duszy. To historia, która od samego początku wciąga czytelnika i nie skąpi mu niespodzianek z których największą jest samo zakończenie. Moim zdaniem to właśnie ono jest wisienką na torcie. Lubię książki, które wymagają ode mnie myślenia, powieści z których "coś" we mnie zostanie, które skłonią mnie do refleksji. I to wszystko tutaj było. "Miłość dla dorosłych" to kawał solidnej literatury, brak tutaj naiwności, naciągania a wszystko jest zgrane niczym w szwajcarskim zegarku. Gorąco polecam.

Tytuł : "Miłość dla dorosłych"
Autor : Anna Ekberg
Wydawnictwo : Świat Książki
Data wydania : 20 czerwca 2018
Liczba stron : 384
Tytuł oryginału : Kærlighed for voksne


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :  


http://wydawnictwoswiatksiazki.pl/
 



"Czas próby" Wioletta Sawicka

"Czas próby" Wioletta Sawicka

     Nie będę ukrywać, że popełniłam kardynalny błąd nie zaznajamiając się z pierwszym tomem książki. Jednak kiedy rozpoczęłam lekturę "Czasu próby" to po prostu nie mogłam się od niej oderwać. Pomimo że wszędzie natykałam się na nawiązania do poprzedniej części, całość była logiczną kontynuacją, a bohaterów musiałam poznawać na własny rachunek, to czytało się znakomicie. Kolejny raz, dzięki polskiej autorce, zdałam sobie sprawę z wartości jaką jest rodzina i siły jaka w niej drzemie. "Czas próby" jest zastrzykiem optymizmu i nadziei, który powinniście sobie zaaplikować. 

Joanna i Wiktor, na zgliszczach nieudanych związków, próbują zbudować coś nowego, trwałego. Jednak na przeszkodzie ich szczęściu stoi były mąż Joanny, który nie zgadza się na rozwód bez orzekania o winie. Oskarża kobietę o zdradę i nie waha się manipulować ich córką by ugrać jak najwięcej. Pozostawiona z długami kobieta popada w coraz większą depresją. Na horyzoncie pojawia się również Daniel, szaleńczo zakochany w Joannie biznesmen, który nie cofnie się przed niczym byle tylko zdobyć miłość swojego życia. Czy miłość Joanny i Wiktora ma szansę na przetrwanie?

"Czas próby" to jedna z bardziej kompleksowych książek jakie zdarzyło mi się czytać. Nie bez powodu powieść ma kilkaset stron, fizyczną niemożliwością byłoby  opisanie losów tak licznej rodziny i jej przyjaciół, w zaledwie kilku rozdziałach. A wierzcie mi, bohaterowie których spotykamy na kartach powieści są wyjątkowi i każdy z nich ma własną, często smutną a na pewno wzruszającą historię do powiedzenia. Zawsze kiedy czytam sagi  kręci mi się łezka w oku. Sama pochodzę z małej rodziny, która zmieści się przy jednym stole. U nas nie lepiło się kilkuset pierogów na Święta Bożego Narodzenia, a na wesela wystarczała najmniejsza sala. Dlatego zawsze z zazdrością i żalem czytam o wielkich zjazdach rodzinnych, o ludziach którzy, choć poszli inną drogą, rozjechali się po świecie, to nadal pamiętają i kultywują tradycję oraz szanują rodzinne wartości. Ta rodzina jest wyjątkowa. Nie dość, że łączą ich więzy krwi to zjednoczeni są również za sprawą fundacji "Kocham cię życie", którą prowadzą. Dzięki niej nie tylko niosą pomoc chorym dzieciom, lecz dzielą się ciepłem i miłością w której zostali wychowani. Wioletta Sawicka napisała książkę, która tchnie w czytelnika nadzieję. W niektórych momentach wręcz czułam jej przesyt. Siedziałam i zastanawiałam się, jakim trzeba być człowiekiem, jak dobrym i twardym, by pomimo trapiących nas problemów i spadających na nas nieszczęść, zawsze patrzeć na świat przez różowe okulary. Momentami miałam wrażenie, że tego szczęścia jest aż za dużo, że świat "Czasu próby" jest przesłodzony, przerysowany, że tacy ludzie nie istnieją. A co jeśli się mylę? Może po prostu mi nie dane było spotkać na swojej drodze tak czarujących i pełnych optymizmu osób? Ta książka uczy, że trzeba mieć w sobie wiarę na lepsze jutro. Nawet kiedy świat zawali nam się na głowę, to musimy pamiętać, że gdzieś jest ktoś kto tylko czeka by wyciągnąć do nas pomocną dłoń, trzeba tylko go znaleźć. Jest jeszcze jedno przesłanie, które wyczytałam pomiędzy wierszami : karma wraca. 

"Czas próby" jest bezpośrednią kontynuacją poprzedniego tomu. Nawet uparty i uważny czytelnik będzie miał problem się tutaj odnaleźć. Pomimo tego z ciekawością odkrywałam nowych dla mnie bohaterów i panujące pomiędzy nimi zależności, a tych jest naprawdę sporo. Nawet teraz, już po przeczytaniu książki, do końca nie jestem pewna czy dobrze rozszyfrowałam kto jest kim, a ponieważ szczerze ich pokochałam to nie pozostaje mi nic innego jak sięgnąć po część pierwszą. Nadal parę zagadek z przeszłości pozostało dla mnie nie wyjaśnionych, no i chcę jeszcze raz zanurzyć się w pięknej prozie autorki, jej stylu, który porywa, i działających na wyobraźnię opisów. 
Bohaterowie, których tutaj spotykamy to postaci wielowymiarowe, dobrze zaplanowane i wiarygodne. Cieszę się, że autorka stworzyła kompleksową, rozbudowaną powieść, w której nie zabrakło miejsca na dogłębną charakterystykę bohaterów. Każda postać była kompletna i tworzyła odrębną całość, odrębną historię. Poznałam bohaterów, którzy zdobyli moje serce jak i tych, do których zapałałam nienawiścią. I wiecie co? Zdałam sobie sprawę, że "Czas próby" jest tak naprawdę przeniesieniem realiów życia codziennego na papier, doskonałą powieścią obyczajową, a jej bohaterowie znajdują odzwierciedlenie w prawdziwym życiu. Podczas czytania, położyłam się na łóżku, zamknęłam oczy i zaczęłam zabawę. Moim książkowym bohaterom nadałam imiona osób z mojego otoczenia i okazało się, że i ja znam jakąś Joannę, Wiktora czy Daniela. Fascynujące jak wielką inspiracją może być nasze własne życie, trzeba tylko otworzyć oczy i wtedy zobaczycie, że sami jesteście twórcami ciekawych, wzruszających a często tragicznych historii. 

Autorka widzi, że świat nie jest czarno biały, dlatego obdarzyła swoje postacie wieloma odcieniami szarości. Nie ma tutaj stricte dobrych lub złych bohaterów, każdy z nich ma swoje tajemnice i drobne lub większe grzeszki z przeszłości. Doskonałym przykładem jest Daniel, postać nacechowana negatywnie. Jest to ambitny mężczyzna, który nie cofnie się przed niczym w drodze do celu. Bez skrupułów potrafi zwolnić pracownika za prywatną pogawędkę w pracy lub załatwić przyjacielowi intratną posadę w zamian za przysługę. Kobiety traktuje przedmiotowo, rodzinę trzyma na dystans. Jednak z drugiej strony Daniel to człowiek, który potrafi zachwycić się padającym śniegiem, choć sam przed sobą się do tego nie przyzna. Brak miłości do ludzi, nadrabia miłością do zwierząt. Nie może pogodzić się ze śmiercią matki, której mu brakuje w życiu. 
Kolejnym doskonałym przykładem jest Wiktor. Z jednej strony to kochający, romantyczny i lojalny partner, który ceni ciepło domowego ogniska, a z drugiej człowiek porywczy i  brutalny, którego niepohamowana agresja doprowadziła do tragedii.
Patrząc na te dwie postaci zdajemy sobie sprawę, że każdy kij ma dwa końce. I podobnie w książce  jak i w życiu nie możemy kogoś oceniać po jego powierzchowności. 

"Czas próby" to piękna, wielowątkowa i zbudowana na kontrastach saga rodzinna. Opowiada historię zarówno seniorów rodu jak i najmłodszych jego członków. Autorka wprost z mazurskiej chaty zabiera nas na warszawskie salony hrabiny Eleonory, z kancelarii prawniczej do małego mieszkanka na Ochocie. Książka ta jest doskonałym przykładem na to, że można stworzyć ciekawą, mądrą i ciepłą powieść obyczajową. Historia ta uczy nas, że bez względu na decyzje, które podjęliśmy w przeszłości czy doświadczenia, które zafundował nam los, zawsze musimy patrzeć w przyszłość bo nigdy nie jest za późno na zmiany. Zanalizujmy swoje życie i zafundujmy sobie "Czas próby". Gorąco polecam.

Tytuł : "Czas próby"
Autor : Wioletta Sawicka
Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
Data wydania : 12 czerwca 2018


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :

https://www.proszynski.pl/Nowosci-po-3-1-16-.html
 



Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger