"Znajdź mnie. Teraz" Kathinka Engel

"Znajdź mnie. Teraz" Kathinka Engel

 Znacie historię Komendy? Niesłusznie oskarżonego i osadzonego w więzieniu mężczyzny, który wolność wywalczył dopiero po dwudziestu latach? Nie wiem dlaczego ale książka "Znajdź mnie. Teraz" skojarzyła mi się z tą właśnie postacią. Jeden z naszych głównych bohaterów, Rhys, całe swoje młode życie spędził w więzieniu, do którego trafił za przysłowiową "niewinność". Teraz wyszedł na wolność i wszystko jest dla niego nowe : nowe realia, nowi ludzie, nowa praca, technologia a nawet miłość. Muszę przyznać, że z zainteresowaniem czytałam o tym jak Rhys na nowo odnajduje siebie, jak uczy się otaczającego świata. To właśnie ten aspekt, życia po "więzieniu", był najciekawszy w całej książce, ciekawszy nawet od wątku miłosnego. 

Dla niej to nowy początek, dla niego - pierwsze kroki na wolności.Tamsin przenosi się na drugi koniec kraju - nie tylko po to, by studiować tam literaturę. Chce uciec. Zapomnieć. Po tym, co ostatnio przeszła, przysięgła, że raz na zawsze zrywa z mężczyznami. Książki stają się dla niej całym życiem - zwłaszcza że wyrzekła się miłości. Potem jednak poznaje Rhysa. Choć jest niedostępny i chwilami opryskliwy, Tamsin nie potrafi przestać o nim myśleć. Nie wie, że Rhys spędził całą młodość osadzony niewinnie w więzieniu, a teraz próbuje odnaleźć się w obcym, nieprzyjaznym świecie i nadrobić wszystko to, co go ominęło. Jest bardzo zraniony, a w dodatku nie może i nie chce się podzielić z nikim swoją tajemnicą. Kiedy jednak w jego życiu pojawia się Tamsin, wszystko nabiera innych kolorów. Dziewczyna pomaga mu stanąć na nogi i stopniowo odzyskać zaufanie do ludzi. Ale między Rhysem i Tamsin jest coś więcej niż tylko ta tajemnica…


"Znajdź mnie. Teraz " to początek romantycznej serii New Adult autorstwa nowego niemieckiego odkrycia literackiego : Kathinki Engel. W swoim debiucie autorka z dużą dozą uczucia opisuje wzloty i upadki miłości dwójki ludzi. Pod hasłem „Uwierz w drugą szansę” opowiada o nowych początkach, drugich szansach i wielkiej miłości. Jeśli należycie do grona fanów Mony Kasten i Laury Kneidl, z pewnością nie będziecie zawiedzeni.  Jak przystało na wielbicielkę literatury i prawdziwego mola książkowego , Kathinka Engel, studiowała literaturę ogólną i porównawczą, pracowała w agencji literackiej, czasopiśmie literackim oraz jako tłumaczka i redaktorka.  Kiedy nie pisze ani nie czyta, spotykasz ją na stadionie piłkarskim lub w samolocie, bowiem nasza autorka uwielbia podróżowanie. Zanim przejdę do sedna mojej recenzji chciałam zwrócić waszą uwagę na samą okładkę .Bardzo podoba mi się kolorystyka i pomysł połączenia serii z symbolem nieskończoności. Kiedy czytelnik otwiera książkę, pierwszą rzeczą, na którą natrafia jest krótki opis sylwetek głównych bohaterów. Ponieważ sama lubię tworzyć portrety osobowościowe postaci literackich, to pomysł ten zdecydowanie przypadł mi do gustu. Po pierwsze od razu wiedziałam z kim mam do czynienia, a po drugie bardzo ułatwiło mi to pisanie niniejszej recenzji. 

 Tamsin postanowiła wyprowadzić się ze swojego rodzinnego miasta i zacząć od nowa. Po krótkiej rozmowie z rodzicami staje się jasne, dlaczego (skąd my to znamy, prawda?). Już od samego początku Tamsin zdobyła u mnie sporo lajków, a im bardziej ją poznawałam, im więcej faktów z jej życia wychodziło na jaw tym bardziej ją lubiłam i tym bardziej jej współczułam. Czytając o tej postaci widziałam w niej siebie. Miałyśmy podobną historię, a na dodatek Tamsin, tak jak i ja, studiowała literaturę i była zapalonym molem książkowym.  No i była ładna a mi też ponoć nic nie brakuje. Ot taki żarcik. W książce  podobało mi się, że oboje bohaterowie mieli z czym walczyć, a jednak nie wyglądało na to, że jeden z nich cierpi bardziej od drugiego. Czasami zdarza mi się trafiać na książki, w których trwa istna licytacja co do tego, kto jest bardziej poszkodowany.  W to, że Rhys został wsadzony do więzienia za niewinność ,można naprawdę uwierzyć, ponieważ ani razu nie odniosłam wrażenia by stanowił on jakiekolwiek realne zagrożenie. Owszem czasami reagował zbyt agresywnie i był drażliwy i wyczulony na niektóre tematy, jednak mogłam to poirytowanie i brutalność zrozumieć. Z drugiej strony mamy Tamsin, która miała swoje problemy, również ważne. Panuje tutaj idealna równowaga, żadna z postaci nie walczy o palmę pierwszeństwa. Sama historia jest pełna tragicznych wydarzeń  i konfliktów pomiędzy bohaterami ale autorce udało się zachować umiar. Mogłam uwierzyć iż to wszystko wydarzyło się naprawdę. Kolejny plus dotyczy postaci Amy, która na początku wydaje się dość surowa, jednak wraz z biegiem czasu okazuje się, że ma wielkie serce. To właśnie jej historię będziemy mogli poznać w następnym tomie, czego już się nie mogę doczekać, gdyż wydaje mi się że jej postać  jest wielce obiecująca. 


Styl pisania Engel jest bardzo przyjemny, aktualny, realistyczny. Widać, że autorka włożyła bardzo dużo serca i zaangażowania w każdy, nawet najkrótszy akapit. Nawet nie zauważyłam, jak szybko przeskakiwałam z jednego rozdziału na drugi . Cieszyłam się samym czytaniem. Wprawdzie jest tutaj wielki dramat i zawód miłosny, ale - jak powiedziałam wcześniej- bez przesadnej dramaturgii. Można powiedzieć, że powieść ta jest przepełniona emocjami. Bohaterowie wywarli na mnie dobre wrażenie. Mieli w sobie coś , co notorycznie podsycało moją ciekawość. Również postaci drugoplanowe nie były zaniedbane . Przeczytanie całej książki nie zajęło mi nawet dwóch dni, a to naprawdę coś znaczy. Ponadto rozdziały były pisane naprzemiennie, raz z punktu widzenia Tamsin, raz Rhys, co zawsze bardzo cenię.   Podsumowując, jestem zakochana nie tylko w historii, ale także w stylu książki.

 Historia, bohaterowie, styl pisania, wszystko w tej książce do mnie przemówiło. Dlatego też chciałbym skorzystać z okazji i  podziękować wydawnictwu Prószyński i S-ka za umożliwienie mi odkrycia tej wspaniałej historii.  Teraz tym bardziej nie mogę się doczekać kolejnych dwóch książek z serii. ♥ "Znajdź mnie. Teraz”Kathinki Engel nie redefiniuje gatunku„ New Adult ”, ale urzeka sympatycznymi, interesującymi postaciami i stylem pisania, który nigdy nie pozwala przestać czytać. Ci, którzy interesują się studenckimi romansami i złymi chłopcami z "miękkim rdzeniem", z pewnością znajdą tutaj coś dla siebie. Polecam. 

 

 Tytuł : "Znajdź mnie.Teraz"

Autor : Kathinka Engel

Wydawnictwo : Prószyński i S-ka

Data wydania : 14 stycznia 2021

Liczba stron : 384

Tytuł oryginału : Finde Mich. Jetzt 

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :
 


https://www.proszynski.pl/
 
A dostępna jest w salonach lub sklepie internetowym sieci :  
https://www.empik.com/zbyt-blisko-daniels-natalie,p1227335289,ksiazka-p
 

 

 

 

"Wybrańcy" Veronica Roth

"Wybrańcy" Veronica Roth

 Muszę wam się do czegoś przyznać. Nigdy nie byłam fanką "Niezgodnej". Tak, wiem, przecież to jest niewiarygodne. I mało tego, sama nie wiem dlaczego trylogia ta nie trafiła w moje gusta. Jednak jeśli chodzi o "Wybrańców" to pomysł ten zdecydowanie do mnie przemówił, pewnie dlatego że w przeciwieństwie do zekranizowanej poprzedniczki był mniej "filmowy", sztampowy, mniej wycelowany w aktualne trendy. Na dodatek zawierał bardzo prostą, a zarazem oryginalną przesłankę: co stanie się z wybranymi po tym, jak wypełnią swoją misję i pokonają złą siłę chcącą zawładnąć wszechświatem? Veronica Roth jest już kolejną pisarką gatunku fantasy, która postanowiła iść w zgodzie z najnowszymi trendami, zgodnie z założeniem "piszemy teraz dla dorosłych". Miałam okazję przeczytać jedną książkę jej konkurentki Sarah J. Mass, która przynajmniej dla mnie , dorosłego , doświadczonego czytelnika, okazała się totalnym gniotem. Dlatego też chciałam zobaczyć jak poradzi sobie Pani Roth. I jak wyszło? Choć "Wybrańcy" to nadal YA to jednak nie da się ukryć, iż doświadczenie czyni mistrza. 


Wybrańcy zaczynają się tym, czym inne powieści się kończą – zwycięstwem bohaterów nad potężnym przeciwnikiem. Piętnaście lat wcześniej piątka zwykłych nastolatków została wskazana proroctwem do walki z Mrocznym – potężnym bytem niosącym zniszczenie Ameryce. Mroczny zrównał z ziemią całe miasta i zamordował tysiące ludzi. Wybrańcy, bo takie miano zyskała piątka nastolatków, poświęcili wiele, by go pokonać. Po upadku Mrocznego świat wrócił do normalności… dla wszystkich poza nimi. Bo co można zrobić, jeśli jest się jednym z pięciu celebrytów, z wykształceniem obejmującym jedynie magiczne zniszczenie, kiedy nie ma już na nie zapotrzebowania? A może jednak jest?

 


Nasza narratorka ( i zarazem główna bohaterka ) to młoda kobieta o imieniu Sloane, która wraz ze swoimi przyjaciółmi, Mattem, Ines, Esther i Albie, była częścią  grupy, która pokonała Mrocznego. Pomimo swojego tandetnego imienia, Mroczny jest naprawdę przerażającą postacią, która tworzy magiczne tornada, których głównym zadaniem jest "rozdzielenie"ludzi.  Jak się jednak okazało, żadne wiry, zawieruchy i wyładowania, nie były w stanie zniszczyć naszych dzielnych bohaterów i jak zwykle to dobro okazało się silniejsze. Nasza piątka Drombo odniosła niekwestionowane zwycięstwo i są teraz postrzegani przez "motłoch" (do którego zaliczam się również ja) jako coś w rodzaju skrzyżowania półbogów i celebrytów . Niestety do tego dzbanka miodu ktoś dolał odrobinę dziegciu. Okazuje się bowiem, że Sloane jest rozgoryczona swoim zwycięstwem. Spotykamy się tutaj z dość częstym problemem wśród młodych, uzdolnionych czy po prostu fartownych ludzi, którym udało się osiągnąć szczyt tuż po 20-stce (lub nawet wcześniej) i którzy mają wrażenie, że już nic nie dorówna ich osiągnięciom, że nie uda im się stworzyć niczego lepszego. Czeka ich jedynie ciężka i wyboista droga w dół. Sloane cierpi również na PTSD, które zrodziło się po traumatycznych walkach i z poczucia winy z powodu niewystarczającej siły. Każdy w ich grupie miał swoje własne role do wypełnienia, a Sloane zbyt łatwo wpadła w tryb automatyczny, który sprawił że zaczęła popełniać błędy. Jednak nie martwcie się, "Wybrańcy" nie są mdłym melodramatem, jakiego możecie się spodziewać czytając moją recenzję. Wręcz przeciwnie. Kiedy Sloane jest w rozsypce , nasi bohaterowie kolejny już raz zostają wezwani przez  przedstawicieli rządowych i poinformowani o niewytłumaczalnych zjawiskach zachodzących na całej Ziemi. Istnieje możliwość, że Mroczny- lub ktoś taki jak on - wrócił. W drugiej części książki, świat jaki znamy znika i zastępuje go przerażający realm pełen  magii, tajemnicy i śmierci. Sloane i jej przyjaciele  będą musieli znowu iść do bitwy i tym razem dołączą do nich wszystkie nękające  ich demony. 

Nie da się ukryć iż "Wybrańcy" wciągają praktycznie od samego początku, ale były w nich rzeczy, które nie do końca mi się podobały. Myślę, że budowanie świata jest interesujące, ale tandetne (po raz kolejny, podobnie jak w 'Niezgodnej", historia rozgrywa się w całości w Chicago, co jest w porządku, ale nasuwa się pytanie, jaki jest świat poza miastem, a nawet poza USA? Autorka nigdy nam tego nie zdradziła). Można śmiało powiedzieć, że budowanie świata jest tandetne, jednak tym co mi się podobało jest to, że sama autorka nie traktuje go poważnie. Fragmenty tej książki przypomniały mi powieści Brandona Sandersona, szczególnie fakt że superbohaterowie mogą być moralnie niejednoznaczni, a inne części przypomniały mi Animorfy, zwłaszcza  aspekt znudzonego, przerażonego bohatera oraz sama dynamika drużyny. Wszystkie postacie są skrajnie niedojrzałe, zachowują się jak dzieci, aż do tego stopnia, że ​​musiałam wielokrotnie sobie przypominać, że jednak osiągnęli magiczną 18-stkę. Jeśli chciałabym usprawiedliwić autorkę to mogłabym pospekulować, że jest to spowodowane traumą „osiągania szczytów” w młodym wieku a bohaterowie  są emocjonalnie uwięzieni w umysłach swoich nastoletnich ja. Ale to byłoby jedynie usprawiedliwienie, ponieważ znajdziemy tutaj więcej aspektów , które sprawiają, że książka ta to nadal YA. Należą do nich chociażby narracja i historia ,więc  pomimo przekleństw i odniesień do "nielegalnych" substancji, jest to nadal lektura dla młodzieży.. Część mnie nie może się powstrzymać przed postawieniem pytania czy może ktoś zdecydował, że sprzedaż książek dla dorosłych jest bardziej opłacalna niż tych dla dzieci? I coś co zaczęło się jako młodzieżówka, zostało po prostu zmodyfikowane ? 

W opowieści Roth jest wiele naprawdę interesujących i wartościowych treści. Fabuła zmusza cię do zgadywania co będzie dalej ponieważ chociaż ton tak naprawdę się nie zmienia, kontekst i kąt widzenia już tak. Myślę, że jest to  książka, która albo działa, albo nie działa na poszczególnych czytelników. Postaci nie są łatwe do pokochania (lub polubienia), a fabuła zmienia biegi - na boki, do góry nogami, do tyłu - ale zdecydowanie są momenty błyszczące zarówno w opowiadaniu historii, jak i przetwarzaniu żalu, traumy i niepewności . Dla wielu z nas jest to bardzo prawdziwe; przeżywamy życie do pewnego momentu, a następnie uderzamy w ścianę wołając „co teraz?”. Jedyną różnicą jest to, że przeciętny człowiek nie uderza w tę ścianę po pokonaniu ciemnej magicznej istoty, a nasi bohaterowie tak. 

"Wybrańcy" to opowieść o tym, co dzieje się po pokonaniu zła i powrocie  do normalnego życia. Życia, o którym być może nigdy nie myśleli, że będą mieć, normalności, której nie mogą zaakceptować. Veronica Roth nigdy tak naprawdę nie była wysoko na mojej liście „obowiązkowych lektur”, ale przesłanka do tego "dzieła" naprawdę na mnie zadziałała. Odkrywanie świata i postaci po wygranej bitwie jest fascynujące, a Roth udała się stworzyć niesamowicie interesujący obraz głównej bohaterki. Wprost nie mogę się doczekać kolejnej części by zobaczyć, dokąd naprawdę zmierza ta historia. 


Tytuł : "Wybrańcy"

Autor : Veronica Roth

Wydawnictwo : Media Rodzina

Data wydania : 13 stycznia 2020

Liczba stron : 520

Tytuł oryginału : Chosen Ones

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 
https://mediarodzina.pl/index.php
 

 

 

 

"Kompleks Boga" Piotr Rozmus

"Kompleks Boga" Piotr Rozmus

 Oh jak ja uwielbiam thrillery i kryminały. Jeśli na dodatek zostały napisane w formie szkatułkowej (opowiadanie w opowiadaniu) to czuję się jak w niebie. Tutaj wydawnictwo Sonia Draga poszło nawet o krok dalej, bo do tego mojego pączka z kremem, dodało jeszcze jedną, wielką łyżkę lukru. Mówię o okładce. Jest ona wprost cudowna. To jedna z tych, które jak pierwsze rzucają się w oczy już na księgarnianym progu (lub też w reklamach internetowych). No dobrze, ale czy wszystko złoto co się świeci? Muszę przyznać, że było to moje pierwsze spotkanie z Piotrem Rozmusem i troszeczkę się go bałam, wiecie jak to jest na tych pierwszych randach. Całe szczęście już po pierwszych kilkudziesięciu stronach, a w zasadzie już po bardzo mocnym początku, wiedziałam że coś iskrzy. Może to to złoto właśnie?

Szczecińska policja stara się rozwikłać sprawę czterech tajemniczych zniknięć. Bohaterowie, których pozornie nic nie łączy, trafiają w ręce psychopatycznego oprawcy przeświadczonego o własnej wyższości. Każdy z zaginionych ma coś do ukrycia. Każdy przynajmniej raz postąpił niemoralnie. Ich losy splatają się w mrocznej piwnicy szaleńca, który zmusza ich do odkupienia win. Połyskujące chirurgiczną stalą narzędzia i hak łudząco podobny do tych wiszących w rzeźni dobrze nie wróżą. Miłość i pożądanie, zdrada i seks – za to wszystko przyjdzie im zapłacić. Ta przyprawiająca o dreszcze, odmalowana z filmowym rozmachem historia mrozi krew w żyłach, wciąga i zmusza do refleksji. Czy nie byłoby wspaniałe móc się czuć niczym Bóg? 


 
"Zastanawianie sie nad grzechami innych jest niczym innym jak próba usprawiedliwiania swoich". Piękny cytat prawda, niestety nie wiem kto jest autorem. Jak pewnie mogliście się o tym przekonać wielokrotnie, człowiek jest istotą ciekawską. Lubimy podsłuchiwać, podglądać swoich sąsiadów, plotkować. Leży to w naszej naturze. Najciekawsze dla nas są te małe grzeszki zza ścian : to że, Marian z sąsiedztwa bije żonę, Kamil murarz już trzeci dzień nie wychodzi z baru a Mariolka z mięsnego ma nowego adoratora, poza własnym mężem. Całe szczęście w większości przypadków, nasza ciekawość i zainteresowanie cudzym życiem, nikomu nie szkodzi. No, chyba że nam samym jak zostaniemy przydybani na węszeniu w cudzych brudach. Jednak są na świecie ludzie, którzy oprócz węszenia posuwają się o krok dalej, nie dość że obserwują to jeszcze starają się wymierzyć sprawiedliwość, zazwyczaj w postaci kary. "Kompleks Boga" to książka, w której czwórka bohaterów zostaje zamknięta w piwnicy z szaleńcem, który czuje się Bogiem. Gdzieś przeczytałam, że powieść ta kojarzona jest z serią filmowych "Pił" czy też innych horrorów z wątkiem uwięzienia. Mi natomiast dzieło Rozmusa skojarzyło się z "Weselem" Wyspiańskiego. Pewnie teraz się zastanawiacie czy mi się coś nie pomieszało, ale nie drodzy państwo.Jeśli dobrze się przyjrzycie to obie te powieści opowiadają o tym samym, różnią się jedynie detalami. Obie są o winie i karze, w obu została ona wymierzona i w obu to psychika bohaterów gra pierwsze skrzypce. Oczywiście ciężko jest porównać dramat do współczesnego kryminału, jednak jeśli posłużycie się wyobraźnią to wszystko jest możliwe. Ba, obaj autorzy do swoich dzieł wpletli wątki fantastyczne ( u Wyspiańskiego jest to mistycyzm, u Rosmusa horror) i stworzyli dzieła, które poniekąd wymykają się kategoryzacji. Jeśli moją recenzję czyta jakiś nastolatek to pewnie wpisze "Kompleks Boga" na listę pod tytułem "omijać szerokim łukiem". Jednak proszę tego nie robić. Jeśli lubicie mocne brzmienia, nieprzesadzoną makabrę, ciemne miejsca i ofiary, które nie są bez winy, to koniecznie musicie to przeczytać. 

"Kompleks Boga" to również wspaniała książka psychologiczna. By napisać powieść tego gatunku, trzeba o psychologii coś wiedzieć. Owszem można bazować na doświadczeniach, obserwacjach, internetowych publikacjach czy chociażby czytanych wcześniej thrillerach psychologicznych, jednak uważny i zorientowany czytelnik, prędzej czy później dostrzeże mistyfikację i niedociągnięcia. Piotr Rozmus (mój rocznik więc musi być cudownym, utalentowanym człowiekiem :) jest absolwentem doradztwa psychologicznego, socjologii stosowanej oraz profilaktyki społecznej i resocjalizacji, więc jak widzicie można śmiało powiedzieć, że zna się na temacie. I to widać już na pierwszy rzut oka. Bohaterowie nie są zwykłymi, anonimowymi postaciami, tłem dla toczącego się śledztwa. Ta nasza czwórka, i ich grzechy, gra tutaj pierwsze skrzypce i autor poświęca im bardzo dużo czasu. Można powiedzieć, że "Kompleks Boga" jest powieścią bardzo kompleksową, złożoną. Znajdują się w niej cztery mini historie, cztery mini życia każdej z naszych ofiar. Ich portrety psychologiczne zostały bardzo dokładnie przedstawione. Rozmus nie starał się wzbudzić w nas litości czy sympatii do uwięzionych. Przedstawił ich życie takim jakie było, pełnym pasji, grzechów, złości, namiętności, strachu. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że tacy ludzie, jak nasze ofiary, żyją wśród nas, może nawet są naszymi sąsiadami. Fakt ten czyni tę powieść poniekąd wiarygodną. Ciekawie przedstawiony jest również profil psychologiczny psychopaty, jako człowieka z manią wielkości, kompleksem Boga, który czuje się odpowiedzialny za ocalenie grzeszników. 

Jak już wielokrotnie wspomniałam "Kompleks Boga" nie jest typowym kryminałem, choć jak taki się zaczyna. Początek jest niezwykle mocny, brutalny i zadowoli nawet najbardziej wymagających wielbicieli gatunku. Potem akcja zwalnia, przekształcając się w powieść na poły psychologiczną, na poły obyczajową, jednak z wyczuwalnym podskórnym napięciem. Śledztwo nie jest tutaj na pierwszym miejscu, można wręcz powiedzieć, że autor momentami o nim zapomina. Tak więc zaczyna się ostro, zwalnia do trzeciego biegu, i znowu przyśpiesza w końcowym punkcie kulminacyjnym. Mi się to podobało bo Rozmusowi udało się połączyć w jedną całość wszystko to co lubię : rozważania na temat winy i kary, wątek porwania, psychologię oraz policyjne śledztwo. Wyszło to naprawdę dobrze i cieszę się, że mamy kolejnego pisarza, któremu udało się wybić poza polski zaścianek kryminalny, zdominowany przez wielce płodne pisarki, nisko kalibrowych kniotów. 

Piotr Rozmus jak do tej pory wydał cztery książki i co za tym idzie mam spore zaległości, jednak spokojnie da się wszystko nadgonić (szczególnie, że tematyka jednej z nich, mafia, nie leży w kręgu moich zainteresowań). Koło takiego twórcy nie da się przejść obojętnie, nie da się nie docenić takiego brylantu w morzu koralików. Jeśli lubicie prozę Maxa Czornyja (jak ja nie lubię porównań) to i ta książka przypadnie wam do gustu. Była prawie, że idealna . A dlaczego prawie? Bo wierzę, że autor może jeszcze lepiej, że kiedyś jeszcze bardziej mnie zaskoczy. Zdecydowanie polecam.  


Tytuł : "Kompleks Boga"

Autor : Piotr Rozmus

Wydawnictwo : Sonia Draga

Data wydania : 13 stycznia 2021

Liczba stron : 440

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 
 
 


 

 

 

 

"Ostatni" Maja Lunde [PRZEDPREMIEROWO]

"Ostatni" Maja Lunde [PRZEDPREMIEROWO]

O tak. W końcu się doczekałam kolejnej po "Błękicie" część "Kwartetu sezonowego". Jednak kiedy się dowiedziałam, że będzie on o koniach to poczułam sprzeczne emocje. A dlaczego? Ponieważ  jeśli jest jedna rzecz, której nie mogę w pełni zrozumieć, to jest to miłość do koni. No ale  taki był temat i nie mogłam nic z tym zrobić. Jednak wbrew moim najgorszym oczekiwaniom książka i tak była dobra. Każdy, kto polubił dwie pierwsze powieści "klimatyczne" Lunde, będzie zachwycony "Ostatni" jest pełen wielu niepokojących wydarzeń  i, co nie mniej ważne, fabuła rozgrywa się w nie tak znowu odległej przyszłości co czyni ją wielce prawdopodobną a powieść wielce ekscytującym doświadczeniem literackim.

 

Trzecia część klimatycznej tetralogii Mai Lunde – autorki bestsellerowej Historii pszczół i Błękitu – nareszcie w Polsce!Sankt Petersburg, 1881 rok. Odnalezione w Mongolii kości nowego gatunku konia trafiają do zoologa Michaiła. Ten ze zdumieniem odkrywa, że szczątki do złudzenia przypominają szkielet prehistorycznego dzikiego zwierzęcia i marzy o wyprawie badawczej na stepy mongolskie. Czy awanturnik i poszukiwacz przygód Wolff pomoże mu ziścić to pragnienie? 


Podobnie jak pierwsza książka z serii, ta również składa się z trzech niezależnych wątków narracyjnych. Część pierwsza rozgrywa się w XIX wieku.  Michail Aleksandrovic, kierownik ogrodu zoologicznego w Sankt Petersburgu,  wraz z poszukiwaczem przygód ,Wilhelmem Wolffem, jedzie do Mongolii w poszukiwaniu wyimaginowanego gatunku dzikich koni uważanych tylko za legendę .W części drugiej jest rok 1992 .Karin, niemiecka weterynarz prowadząca badania naukowe, sprowadza gatunek takhi z powrotem do Mongolii, aby spróbować wypuścić go na wolność i sprawić że znów stanie się dziki; i wreszcie w 2064 roku jest Eva, która mieszka ze swoją córką Isą na pozostałościach po starej farmie, w dystopijnej przyszłości, w której brakuje wody i jedzenia i gdzie każdego dnia walczy się o przetrwanie. Brzmi znajomo? Biorąc pod uwagę, że poprzednie tomy zostały zbudowane na tym samym schemacie, możemy śmiało powiedzieć że tak. A czy kolejny raz formuła ta zadziałała? Moim zdaniem Lunde udało się zatrzeć nieprzyjemny posmak, który pozostał we mnie po "Błękicie" , jednak sukces "Historii pszczół" nie został powtórzony. Więc tak, formuła  nadal działała, jednak jej efekty są zdecydowanie słabsze. To, czego brakuje ze względu na przewidywalność struktury, jest kompensowane przez jakość trzech historii, a także przez ich wzajemne powiązania i różne poziomy interpretacji, które się z tym wiążą, w tym symbole, odniesienia i mniej lub bardziej wyraźne podobieństwa.
Trzy mądrze zaprojektowane przez autorkę wątki  mówią nie tylko o środowisku, ale stają się okazją do podjęcia dyskusji na  tematy takie jak : miłość ,rodzicielstwo, przetrwanie, kondycja kobiet. Jednak nie da się ukryć, że to ekologia jest głównym przedmiotem zainteresowania autorki.  W "Błękicie" czytaliśmy o ociepleniu klimatu i jego skutkach. Był to temat niemalże oklepany i mało atrakcyjny. Autorka podzieliła się z nami wiedzą książkową, którą okrasiła swoją wyobraźnią. Tym razem aspekt ekologiczny / naukowy jest zdecydowanie bardziej atrakcyjny, bo mniej znany: zagrożone gatunki z pewnością pozytywnie pobudzą zainteresowanie czytelnika, zamiast je tłumić.

Zmiany klimatyczne i zagrożenie dla niektórych gatunków zwierząt to główne tematy powieści, ale znajdziemy tutaj również sporo wątków dotyczących relacji międzyludzkich. Każdy z trzech głównych bohaterów musi walczyć ze swoją naturą : Michaił ze swoją seksualnością i pragnieniem matki, by oddać wnuki. Karin ze swoim synem, którego nigdy nie pokochała tak, jak on tego potrzebował. I Eva z córką, którą desperacko chce chronić i tym samym uwięzić. Ten drugi poziom, który łączy wątki fabularne, sprawia, że ​​wydarzenia są jeszcze bardziej " nawiedzone" i pokazuje, jak ściśle powiązane są losy wszystkich żywych istot na planecie.

Ponownie uderzyło mnie coś, co już zauważyłam w "Historii pszczół", a mianowicie to, że  Maja Lunde zajmuje się  trzema zupełnie różnymi gatunkami literackimi: dziewiętnastowieczną relacją przygodowo-badawczą, współczesną fikcją i postapokaliptycznymi spekulacjami. I za każdym razem bardzo dobrze wpasowuje się w atmosferę i w myśli bohaterów. Moim zdaniem jest to godne pochwały. Jednak ostatni tom uzmysłowił mi coś jeszcze :  może  było to oczywiste a może zostało stworzone dopiero teraz, ale pojawienie się postaci, którą widziałam już w jednej z poprzednich części, sprawiło, że zdałam sobie sprawę,  że tak naprawdę znajdujemy się w jednym uniwersum narracji. Poza zwykłą satysfakcją jako czytelnika, widząc wspólny wątek, który jest już nie tylko tematyczny, ale także konkretny, uważam, że daje to również większy zakres pracy. Fakt, że każda z tych licznych historii, które czytamy, jest powiązana ze wszystkimi innymi, a dokładniej, że te trzy"przyszłości" są w rzeczywistości jedną wielką mroczną "przyszłością", pokazuje związek między różnymi obszarami przyrody i że świat, w którym żyjemy, jest wspaniałą żywą istotą, którą dobrze jest szanować jako całość.

"Ostatni" to emocjonująca książka o relacjach rodzinnych i "prehistorycznych" koniach z przeszłości i przyszłości, w której zmiany klimatyczne stworzyły atmosferę przypominającą horror. Historie są pięknie połączone a powtarzający się temat podrzędny, dotyczący relacji między rodzicami a dziećmi ,dodaje książce więcej osobowości i człowieczeństwa. Zakończenie książki jest krzepiąco pełne nadziei i sentymentów. Maja Lunde to bez wątpienia bardzo utalentowana autorka, a ta książka jest doskonałym tego przykładem. 


Tytuł : "Ostatni"

Autor : Maja Lunde

Wydawnictwo : Literackie

Data wydania : 13 stycznia 2021

Liczba stron : 512

Tytuł oryginału : Przewalskis hest 

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :  





 

 

"A propos niczego" Woody Allen

"A propos niczego" Woody Allen

Woody Allen ... Jeden z największych twórców filmowych i pisarzy komediowych ostatnich 50 lat w końcu postanowił w końcu napisać swoją autobiografię, zdradzić nam pikantne szczegóły swojej kariery, swoich filmów, swojej miłości do sportu i muzyki oraz wielu wydarzeń ze swojego niezwykle intensywnego życia. Na dodatek  książka jest całkowicie jego głosem, ponieważ Woody jest znakomitym pisarzem, nie ma tutaj żadnych wymyślnych popisów PR-owych. Arcade ( wydawca oryginału) postąpiło słusznie, publikując tę książkę. Hachette, dawniej renomowany wydawca, który odmówił wydania autobiografii, ze względu na naciski opinii publicznej, samo strzeliło sobie w stopę. (Choć nadal mają w swoim dorobku jedną ze swoich godnych uwagi autobiografii, małą książkę napisaną w 1925 roku pod tytułem „Mein Kampf” autorstwa ... . tak, dokładnie). Cieszę się, że Wydawnictwo Rebis nie grymasiło i zdecydowało się na wydanie tłumaczenia. O takich ludziach jak Allen powinno się czytać w szkołach. A to, że to człowiek kontrowersyjny .... powiedzcie mi który król nie miał grzeszków na sumieniu?

Szczery, soczysty i błyskotliwy autoportret jednego z największych artystów naszych czasów!
Z wyjątkową gawędziarską pasją Allen prowadzi nas od dzieciństwa i młodości na Brooklynie, przez pracę scenarzysty w programie Sida Ceasara i komika stand-upowego, aż po pierwsze próby aktorsko-reżyserskie i rozkwit – trwającej sześćdziesiąt lat – kariery w przemyśle filmowym.Na kartach tej niecodziennej autobiografii wielkie nazwiska mieszają się z błahostkami, naiwne zachwyty z bagażem życiowych doświadczeń, a kino ma godnego rywala w postaci muzyki jazzowej.Ta intymna i często humorystyczna historia znajduje się na listach bestsellerów takich czasopism, jak „New York Times”, „USA Today”, „Los Angeles Times” i „Publishers Weekly”.



Woody Allen ma 84 lata i choć nadal jest w dobrej formie tak trzeba przyznać, że najlepsze lata ma już za sobą. Rok 2020 był rokiem spokojnym, powolnym, dziwnym, rokiem w którym można było przemyśleć własne życie, przestać się śpieszyć. Rokiem idealnym na napisanie i wydanie swojej biografii. (Przynajmniej za to jestem wdzięczna Covidowi). Już od samego początku widać, że niniejsza książka została napisana przez osobę, w której głowie aż huczy od wspomnień. Nie mam tutaj rozdziałów lecz uważny czytelnik będzie w stanie wychwycić iż jest podzielona na cztery główne części.

Pierwsza część opowiada o dorastaniu na Brooklynie i wczesnej karierze.  Allen opowiada o swojej rodzinie, kolegach, sąsiadach, wrogach i przyjaciołach. Z tego pierwszego "rozdziału" dowiecie się, jak jego nastoletnia fascynacja magią i żartami doprowadziła do powstania pierwszych publikacji i zdobycia uznania wśród lokalnej społeczności. Jego pierwsze teksty, napisane gdy był jeszcze w szkole średniej, przyniosły mu więcej, niż zarabiali oboje rodzice razem wzięci. Allen pisał dla Boba Hope'a i Phila Silversa.Udane gagi  i skecze otworzyły mu drzwi do kariery reżysera i scenarzysty.   W części tej przeczytacie również o jego pierwszych związkach i nieudanych małżeństwach.Tutaj, bardziej niż w innych fragmentach książki czuć typowy dla Allena liniowy styl. Pełno tu anegdot i żartów. Zupełnie inaczej niż w rozdziale drugim. 

To właśnie część o Mii Farrow, która oskarżyła Allena o gwałt, była źródłem największych kontrowersji dotyczących tej książki. Nie da się ukryć iż życie Woody'ego Allena przypomina skomplikowany filmowy dramat. Reżyser od zawsze kochał kobiety, a one uwielbiały jego. Kiedy w 1992 roku, tuż przed premierą filmu "Mężowie i żony" Allen rozstał się z Mią Farrow, w mediach wybuchł skandal. Proces o przyznanie opieki nad dziećmi zaowocował ujawnieniem romansu 57-letniego wówczas reżysera z adoptowaną córką jego byłej partnerki. Rozwścieczona Farrow oskarżyła go też o molestowanie seksualne jej młodszej córki, Dylan. Cały świat nie mógł uwierzyć w to, co się dzieje, a kariera uważanego dotąd Allena za jednego za najbardziej cenionych twórców współczesnego kina stanęła pod znakiem zapytania. Sam zainteresowany głównie milczał na ten temat, a efektem było utrzymujące się piętno. Za to krok po kroku w ciszy, w sądach, oczyszczał się z postawionych mu zarzutów. Z tej części dowiesz się , że podczas swojej krucjaty przeciwko Allenowi Mia ścigała go (prawie pozwała go), aby uzyskać role w jego filmach.

W trzeciej części znajdują się wspomnienia Allena o jego filmach. Rozdział ten ,chociaż ma werwę , jest zdecydowanie bardziej chaotyczny. Anegdoty zderzają się ze sobą. Nie ma dat, więc trzeba mieć pod ręką filmografię, żeby umieścić filmy w odpowiedniej chronologii. Reżyser pisze o wielu ludziach, z którymi pracował, w sposób, który bardzo przypomina zwykłe szafowanie imionami i nazwiskami. W tej sekcji opowiada o swoim życiu rodzinnym i przeprowadza się do różnych miejsc w Nowym Jorku, aby odpowiednio dopasować tło narracji.  Dużo pracuje w Europie, gdzie pomimo toczącego się procesu o gwałt, nie został on napiętnowany. W ostatniej części Allen opisuje swoje obecne życie. Aby potwierdzić, że zarzuty gwałtu były fałszywe, Allen przeszedł kontrolę wymaganą do adopcji i przygarnął dwie córki. Efekt oskarżeń wisi nad tym rozdziałem, gdy cytuje tych, którzy go wspierali, i wielu, którzy „uwierzyli kobiecie”, nie patrząc na fakty. 

Na początku Allen sprzeciwia się powszechnemu przekonaniu, że jest intelektualistą. Celował w sporcie, jego kariera akademicka skończyła się fiaskiem. Wymienia tutaj książki i filmy, których nie czytał ani nie oglądał (włącznie z tymi, które sam zrobił). Niemniej jednak wielokrotnie odsyłał mnie do słownika.  Zdecydowanie byłam w stanie docenić pierwszą część książki i polubić styl Allena. Temat Mii Farrow, gwałtu i procesu był również świetnie napisany i przyciągający uwagę. Jednak te ponad sto stron poświęconych filmom, gwiazdom i podróżom wymaga większego skupienia i zaangażowania czytelnika, co nie jest moją dobrą stroną. Jeśli jesteś fanem Allena, zechcesz przeczytać tę książkę, jeśli nie, to spokojnie możesz ją pominąć, wystarczy obejrzeć któryś z jego filmów by zobaczyć jak pokręconą ma duszę. 

 

 

Tytuł : "A propos niczego" 

Autor : Woody Allen

Wydawnictwo : Dom Wydawniczy Rebis

Data wydania : 10 listopada 2020

Liczba stron : 440

Tytuł oryginału : Apropos of Nothing  

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 



Kings of the Wyld

 
 


A dostępna jest w salonach lub sklepie internetowym sieci :  
https://www.empik.com/zbyt-blisko-daniels-natalie,p1227335289,ksiazka-p
 

 

 

"Dieta ketogeniczna. Książka kucharska. 140 przepisów" Leanne Vogel

"Dieta ketogeniczna. Książka kucharska. 140 przepisów" Leanne Vogel

 Ostatnio gdzie nie spojrzę to tylko keto i keto. Otwieram instagrama - keto, zaglądam na fb, któraś z koleżanek właśnie rozpoczyna zabawę w odchudzanie. Moim zdaniem za fenomenem diety ketogenicznej w dużej mierzę stoją specjaliści od marketingu i reklamy. Wszystkie zdjęcia potraw są kolorowe, ponętne, wręcz zachęcają do tego by je zjeść. Do tego talerze są obfite, kolorowe no i różnicowane. Swego czasu wypróbowałam wiele różnych diet i żadna z nich nie oferowała aż takiego miszmaszu potraw. Tutaj można jeść i słone i słodkie, i gorzkie i czekoladowe. Dosłownie wszystko. I mało tego , im więcej jesz tych niby "niezdrowych", tłustych rzeczy, tym lepiej. Czy to aby nie bajka? Czy na keto naprawdę da się schudnąć? Jeśli jesteście nowicjuszami w tym temacie to serdecznie zachęcam was do sięgnięcia po książkę Leanne Vogel. Dla mnie okazała się ona skarbnicą informacji i jeszcze bardziej zachęciła do uwierzenia w to, że tłuszcz można spalić samym tłuszczem. 

Sukces diety ketogenicznej polega na tym, że... działa. Pozytywne rezultaty zaprzeczają wszystkim złowrogim teoriom na temat tłuszczu. W stanie ketozy, jaki można uzyskać dzięki odpowiedniej diecie, organizm zaczyna pozyskiwać energię z tłuszczu nagromadzonego w tkankach. Dzięki temu dla wielu osób dieta ta jest skuteczną metodą na odchudzanie, może też poprawiać stan zdrowia i leczyć choroby oporne na konwencjonalne leczenie. Leanne Vogel w swojej książce instruuje, w jaki sposób wprowadzić organizm w zbawienny stan ketozy.

Muszę wam się przyznać w sekrecie, że przez ostatnie dwa lata, bardzo zaczęłam pracować nad własnym ciałem. Trenuję przynajmniej 5 razy w tygodniu, biegam i staram się zdrowo odżywiać. Do tego czytam, oglądam i słucham wszelkiego rodzaju podcastów na temat jedzenia, diet, fitnessu i tego co ma wpływ na nasze samopoczucie. Dzięki temu byłam w stanie stworzyć dla siebie dietę dzięki, której schudłam i polepszyłam kondycję. Jak tylko mam możliwość zapoznania się z nową publikacją, to nigdy nie mówię nie i daję jej szansę. Ostatnio w moje ręce trafiła "Dieta ketogeniczna. Książka kucharska. 140 przepisów" i muszę przyznać, że przeczytałam ją od deski do deski. Pewnie teraz sobie myślicie jak nudne życie muszę wieść skoro zajmuje mnie czytanie książek kucharskich. Jeszcze kilka dni temu sama bym w to nie uwierzyła ale publikacja Vogel tak mnie wciągnęła, że nie mogłam się oderwać. Żałowałam tylko, że nie mogę się zmienić w boginię Kali i wyhodować paru rąk, by móc od razu wypróbowywać przepisy. 


Jakiś czas temu przeczytałam dyskusję na temat diety Ani Lewandowskiej. Była ona krytykowana ze względu na to, że wymagała używania trudno dostępnych, drogich składników, jednak w ilościach iście symbolicznych. Trzeba było kupić kilogram mąki migdałowej, by użyć dosłownie jedną łyżeczkę. Teraz jak przeglądam sobie nowe diety i przepisy to zauważyłam, że to nie tylko Ania Lewandowska korzysta z fantazyjnych składników i najnowszej generacji robotów kuchennych. Ba, zdarzyło mi się nawet trafiać na przepisy, do których zrobienia potrzebny był Thermomix. Tutaj autorka wykonała świetną robotę, dając alternatywy dla  wielu rzeczy i składników oraz odwołując się do tych rozdziałów, w których można było przyjrzeć się bardziej szczegółom. Na przykład, przeglądając listy zakupów i plany posiłków, odsyła Cię z powrotem do stron dotyczących poszczególnych  planów żywieniowych. Używa szybkiego blendera, ale podaje tańsze zamienniki. Jej dieta nie zawiera GMO i jest karmiona trawą (czytaj organiczna), ale podaje kilka praktycznych alternatyw, takich jak kupowanie zwykłego mięsa, chudego mięsa i dodawanie własnych olejów. Problem polega na tym, że używa dziwnych składników - takich jak robienie muffinek ze zmielonych nasion lnu. Wszystko, co mogę powiedzieć o tych babeczkach, to to, że były jadalne, ale ja zdecydowanie dodałabym jajka. 

Tak jak większość poradników i książek kucharskich tak i ta ma swoje wady i zalety. Jedną z głównych zalet jest to, że została napisana przez osobę, która zna się na tym co mówi. Vogel jest dietetykiem z kilkunastoletnim doświadczeniem, więc z pewnością możecie jej zaufać. Z niniejszej książki dowiecie się co nieco o tłuszczach, białkach i węglowodanach i tym jaką mają rolę w procesie metabolicznym.  Autorka bierze pod uwagę to, że każdy z nas jest inny i tym samym ma inne zapotrzebowania. Szczególnie chodzi tutaj o płeć. Dlatego też jej przepisy są podatne na modyfikacje i możemy je w łatwy sposób dostosować do naszych potrzeb. Bardzo mi się to podobało. Lubię diety , które są elastyczne. Książka jest również świetnie zorganizowana a Vogel zdaje sobie sprawę, w jakich czasach żyjemy i jej przepisy są łatwe w przygotowaniu ale....ale za to bardzo czasochłonne. Książka ta jest przeznaczona dla osób o bardzo elastycznym harmonogramie (np. Praca w domu, co w dzisiejszych czasach jest coraz bardziej popularne) i dla tych "szaleńców", którym nie przeszkadza spędzanie DUŻO czasu w kuchni. Pracująca para (z dziećmi) nie byłaby w stanie nadążyć z gotowaniem. Jeśli jesteś przyzwyczajony/przyzwyczajona do robienia wszystkiego od podstaw , lubisz dużo gotowania i przygotowań, to jest to coś dla Ciebie. 

Chociaż jeszcze nie zacząłem stosować diety keto, myślę, że ta książka kucharska jest bardzo pouczająca, nawet jeśli chcesz po prostu jeść zdrowiej. Zawiera wiele informacji na tematy które pomogą Ci podjąć świadomą decyzję o tym, co i jak jeść. Do tej pory wypróbowałam zaledwie kilka przepisów i muszę przyznać, że były one zjadliwe, choć nieco powtarzalne. Vogel uczy czytelnika (i klientów), jak słuchać własnego ciała . Istnieją więc surowe diety ketonowe, a także 3 programy ze zwiększającym się poziomem węglowodanów i program przejściowy dla kogoś, kto nigdy nie odnosił sukcesów w nagłej zmianie nawyków żywieniowych. Nigdy nie widziałam tego w żadnej innej książce o keto. Ponadto autorka osiąga to wszystko bez liczenia makr czy kalorii. Jej przepisy są proste. Ma miesięczne plany dotyczące każdego z 5 indywidualnych programów. Używa resztek, zamrażania i uproszczonych technik, aby skrócić czas posiłków (choć i tak są one długie), ale jej dania są smaczne. Polecam.

 

Tytuł :  "Dieta ketogeniczna. Książka kucharska. 140 przepisów"

Autor : Leanne Vogel

Wydawnictwo : Zwierciadło

Data wydania : 2020

Licza stron : 448

 

Tę oraz wiele innych książek kucharskich znajdziecie na półce księgarni internetowej :
https://www.taniaksiazka.pl/
 

 

 

 


Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger