środa, 19 lipca 2017

 Tytuł : "Pójdę do jedynej"
 Autor : Kasia Bulicz-Kasprzak
 Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
 Data wydania : 20 czerwca 2017
 Liczba stron : 376



 Wojsko śmiechu


Lubię książki obyczajowe. Są doskonałym przerywnikiem po krwawych horrorach lub wywołujących wielkie emocje powieściach. W przypadku książek tego gatunku zawsze nastawiam się na spokojną rozrywkę, na historię która mnie nie przytłoczy. Tak było i w tym przypadku. Autorka ma niesamowity dar snucia opowieści. Sama fabuła jest dość prosta, bohaterowie pełnowymiarowi a opisywany świat barwny i rzeczywisty. Jest do doskonała powieść na letnie dni. Nic tylko usiąść w ogródku ze szklanką mrożonej herbaty by cofnąć się w czasy polskiej demokracji ludowej widziane oczami młodych ludzi.

 Jest połowa XX wieku. Karol i Paweł dopiero wkraczają w dorosłe życie. Karol, syn milicjanta
obraca się w nieciekawym towarzystwie. Przyłapany na kradzieży dostaje ultimatum : albo wojsko albo więzienie. Chłopak postanawia zostać wojskowym.
Paweł wychowuje się na wsi w wielodzietnej rodzinie. Bieda jest dla niego chlebem powszednim. Kiedy zakochuje się w Iśce postanawia zrobić wszystko by dostać mieszkanie i zapewnić swojej ukochanej dostatnie życie. Jedyną na to szansą jest kariera wojskowa. Chłopak opuszcza swój dom rodzinny by przywdziać mundur. 
Krystyna jest sprzedawczynią choć jej ambicje sięgają znacznie wyżej. Pewnego dnia na progu jej sklepu pojawia się przystojny nieznajomy. Dziewczyna zakochuje się. Po kilku miesiącach jak ze snu wychodzi na jaw, że obiekt jej westchnień jest żonaty i ma dwójkę dzieci. Czy kobieta jest w stanie mu wybaczyć fakt, że nie powiedział jej prawdy?

Zacznę od naszych bohaterów. Spotykamy tutaj dość ciekawą mieszankę postaci. Muszę przyznać, że te męskie były lepiej wykreowane, co jest dość nietypowe w przypadku kiedy autorem powieści jest kobieta. Karol i Paweł stwarzają wrażenie chłopaków z podwórka, są swojscy, typowo polscy i tak rzeczywiści, że aż dziw bierze, że nie jest to powieść biograficzna. Praktycznie od pierwszych stron czujemy do nich sympatię. Zupełnie inaczej jest w przypadku postaci kobiecych. Nie wiem czy autorka nie lubi kobiet w ogóle, czy może był to zamierzony zabieg ale nasze protagonistki są patetyczne, nieciekawe, egoistyczne i żałosne. Nie znalazłam w tej książce ani jednej bohaterki, którą dało by się polubić. A jeśli nie lubimy, to tym bardziej nie możemy im współczuć. A szkoda, bo wydarzenia które je dotykały były naprawdę tragiczne. Przez całą książkę, towarzyszyło mi jednak przeczucie, że same są wszystkiemu winne. Krystyna wdaje się w romans z nieznajomym, lecz jest na tyle ślepa, że nie potrafi odczytywać znaków, które się pojawiają. Miałam ochotę krzyknąć, żeby otworzyła oczy. A kiedy prawda wreszcie wychodzi na jaw to co się dzieje? Otóż nic, wymyślane są nowe kłamstwa i dawane kolejne szanse. Wtedy tragedia jest już nieunikniona, ale przestaje nas to dziwić i zaskakiwać. 
Iśka sama nie wie czego chce. Z jednej strony marzy o pracy a z drugiej o bogatym mężu, który będzie ją utrzymywał. Kiedy jej ukochany wyjeżdża do wojska, niezbyt długo zajmuje jej poznanie nowego mężczyzny. Potem pojawiają się wyrzuty sumienia, listy, przeprosiny. Kiedy jej marzenie się spełnia i wyprowadza się na swoje,z małomiasteczkowej kokietki staje się prawdziwą damą, która chce więcej i więcej. Zaczyna mieć pretensje do całego świata, a najbardziej do własnego męża. Ja na miejscu tego mężczyzny uciekłabym gdzie pieprz rośnie.
Bohaterki drugoplanowe są niewiele lepsze. Zresztą wydawało mi się, że wszystkie postaci były budowane na kontrastach. Z jednej strony typowe matki polki a z drugiej wyuzdane panienki szukające zabawy. Skromni, inteligentni mężczyźni i nieznośni kawalarze. Właśnie ten kontrast sprawił, że książka jest niezwykle barwna i momentami zabawna.

Duża część fabuły toczy się w jednostkach wojskowych. Zawsze myślałam, że służba kojarzy się z porządkiem, dyscypliną, rygorem, ciężką pracą. Życie wojaków, przedstawione w tej książce, jest tak sielankowe, że aż mnie dziwi czemu do punktów poboru nie ustawiały się kolejki. W czasach pokoju wojsko polskie pije, uprawia sex, robi sobie kawały i od czasu do czasu pomaga powodzianom. Czy naprawdę życie w wojsku jest takie łatwe i przyjemne, że aż kojarzy się z wakacyjnymi koloniami? zastanawia mnie czy autorka zadała sobie trud by odwiedzić jakąś jednostkę wojskową? Czy porozmawiała z żołnierzami? Oni zapewne opowiedzieliby jej inne historie. Te bardziej tragiczne, od żartów o przyjeździe radzieckiego generała. Nie podobał mi się również obraz polskich żołnierzy. Wiecznie nawalonych, lub myślących o piciu, uganiających się za spódniczkami. Nie chcę myśleć, że mojego kraju bronią ludzie, którzy wiecznie chodzą na cyku. 

W języku i stylu autorki wyczuwam wielki sentyment do polskiej wsi. Choć opisy nie są tutaj przesadzone to niejednokrotnie łapałam się na tym, że fragmenty dotyczące przyrody i życia na wsi są dłuższe i napisane z wielką pasją. Polska wieś jest prawdziwa i tętniąca życiem. Często się zdarza, że autorzy robią z naszej prowincji zaścianek, tym razem widziałam miejsce jakie znam z czasów mojego dzieciństwa. Szerokie łąki, wielodzietne rodziny, podział na tych biednych i tych troszkę zamożniejszych, wiatr we włosach, pajdy chleba z cukrem. Wieś w tej powieści jest naprawdę piękna, dlatego łatwo zrozumieć tęsknotę bohaterów. 

"Pójdę do jedynej" to dobrze napisana powieść obyczajowa. Traktuje o sile przyjaźni i miłości, tej prawdziwej i jedynej. Miłości, która jest ślepa i głucha na świat zewnętrzny i przyjaźni, która jest możliwa tylko pomiędzy ludźmi mającymi wspólne przeżycia i wspomnienia. To dobrze skonstruowana powieść, którą czyta się niezwykle szybko. Jest spokojna i pomimo tragicznych wydarzeń nie gra na naszych emocjach. Takiego czegoś właśnie potrzebowałam. Polecam tym, którzy mają ochotę się zrelaksować i łyknąć dawkę polskiej historii. 


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania powieści serdecznie dziękuję wydawnictwu :


poniedziałek, 17 lipca 2017

 Tytuł : "Niewierna"
 Autor : Reyes Monforte
 Wydawnictwo : WAM
 Data wydania : 15 maja 2013
 Liczba stron : 580
 Tytuł oryginału : La Infiel


 Wojna kultur

Jest to moje drugie spotkanie z autorką i tym razem wyszło troszkę gorzej. Przyczyną tego stanu rzeczy jest sam temat książki. Kobieta z Europy zakochana w muzułmaninie. Parę lat temu w naszym kraju był to temat tabu. Teraz kiedy żyjemy w świecie bez granic takie związki są powszechne. Autorka w dość wyraźny sposób potępia tę religię. Książka wydaje się być przestrogą przed groźnymi islamskimi bojownikami, którzy czyhają na niewinne młode kobiety. Ale przecież w dzisiejszych czasach nawet najgorliwszy chrześcijanin może się okazać psychopatą. Serce to niestety nie sługa. 

Sara jest młodą kobietą z dużym bagażem doświadczeń. Śmierć matki, nieplanowana ciąża wszystko
to ma wielki wpływ na jej życie. Pracując jako nauczycielka hiszpańskiego w szkole językowej zakochuje się w swoim uczniu, młodym muzułmaninie. To właśnie on wprowadza ją w tajniki swojej religii i kultury. Kobieta początkowo jest zachwycona, dopiero po jakimś czasie zdaje sobie sprawę, że jej wybranek jest niebezpiecznym człowiekiem a jego motywy są przerażające. Czy jest już za późno by wycofać się z tego związku?

Autorka ma niesamowity dar do "porywania" czytelników. Jest to kolejna pozycja obok której nie da się przejść obojętnie. Może nam się nie podobać, może mieć mnóstwo wad jednak napisana jest takim językiem, że nie sposób się od niej oderwać nawet na krótką chwilkę. Jest absolutnie unikatowa i co najważniejsze wyzwala emocje, które towarzyszą czytelnikowi przez długi czas. Ze strony na stronę czułam coraz większy smutek i rozczarowanie, czasem strach czy niedowierzanie, a na końcu ból. Zakończenie (choć głośno krytykowane) mną wstrząsnęło tak, że kilka dni musiałam pomyśleć zanim zabrałam się do pisania tej recenzji. Samo to jest doskonałym przykładem tego, że autorka ma niesamowity talent, myślę że w jej wydaniu nawet menu w restauracji byłoby działem sztuki. Barwne dialogi, rozbudowane monologi, wspaniała część opisowa, aż się ma wrażenie przebywania z głównymi bohaterami w tych samych pomieszczeniach, przeżywania z nimi ich życia. Doskonale widać, że autorka ma dużą wiedzę na temat Islamu, którą chce się z nami podzielić. I właśnie tutaj dochodzimy do dość niebezpiecznej kwestii.

Cały świat żyje w strachu przed atakami terrorystycznymi. Przeważająca część z nich jest efektem działań radykalnych islamistów, czy współcześnie Państwa Islamskiego. Niestety jako obywatele Europy boimy się tego co nieznane i obce. U autorki ten strach jest bardzo dobrze widoczny, wpływa na jej rozumowanie a co za tym idzie na sugestie przekazywane w książce. Nasz "wróg" został tutaj zdemonizowany, oprócz dwóch rogów dodano mu jeszcze jedną parę, a widły zamieniły się w ognisty miecz. Ta książka wydaje mi się niebezpieczna gdyż piętnuje i zachęca do nienawiści. Dlaczego? Wszyscy muzułmanie mają tutaj jedną twarz. Nie ma tu podziału na tych dobrych i tych złych. Wszyscy są wrogami, którzy czyhają na nasze bezpieczeństwo. Parę lat mieszkałam na Zielonej wyspie. Znam parę Polek, które żyją w szczęśliwych związkach z mężczyznami z Pakistanu czy Iraku. To naprawdę przyzwoici,ciężko pracujący ludzie, którzy troszczą się o własne rodziny. Dlaczego Monforte wrzuciła wszystkich do jednego worka tworząc z nich potworów? Nie ma tutaj absolutnie żadnej pozytywnej postaci. Wydaje mi się to zbyt zradykalizowane i proste. Czy naprawdę w Europie, gdzie żyje tysiące muzułmanów, siedzimy na tykającej bombie? Czy kupując kebaba w budce mam się zacząć obawiać o swoje życie? Autorka ten swój strach przerzuca na czytelnika i właśnie to jest tu najgorsze. Opowiedziana historia jest oparta na prawdziwych wydarzenia więc nie ma tutaj się z czym spierać. Problemem jest to, że autorka z tragicznej historii stworzyła przestrogę dla innych. A czy nieprawdą jest, że ponad 48 procent par się rozwodzi? Czy żółte papiery przyniesione przez koleżankę z sądu mają mnie zniechęcić do wejścia w związek małżeński? Książka ta nabrałaby większego wymiaru jeśli autorka przestałaby myśleć stereotypowo i przedstawiła historię bez jej analizowania i sugerowania czytelnikowi, że wróg czai się za rogiem. Obraz muzułmanów jest obraźliwy i zachęca do nienawiści, która nam wychowanym w religii chrześcijańskiej powinna być obca.

Jeszcze parę słów o naszej głównej bohaterce, która jest doskonałym przykładem na to jak miłość potrafi człowieka zaślepić. Ja oczywiście wszystko obserwowałam z boku i niektóre przesłanki były dla mnie bardziej widoczne niż dla Sary. Jednak dziwi mnie to, że pomimo wyraźnych znaków nie zorientowała się kim tak naprawdę był jej ukochany. Czy świadczy to o naiwności? A może o głupocie? Zaślepieniu miłością. Czytając książkę widziałam dużo dróg ucieczki, dużo możliwości i sposobów na zakończenie tej tragedii. Nasza bohaterka z żadnego z nich nie skorzystała, przez to chociaż jej współczując zaczynałam tracić do niej sympatię i cierpliwość. 

Zaczyna się jak spokojna powieść obyczajowa. Elementy romansu nadają jej pikanterii. Jednak z każdą stroną otwieramy kolejne drzwi by na końcu korytarza zobaczyć piekło. Z pewnością nie jest to literatura dla wrażliwych czytelników. Gwałty, pobicia, porwania, poniżenia i śmierć- właśnie to staje się istotą życia naszej głównej bohaterki. Polecam czytelnikom, którzy mają mocne nerwy. Na pewno jest to książka, która uświadamia nam różnice kulturowe, pokazuje zetknięcie się dwóch religii i dwóch kultur, które zamiast w zgodzie to żyją w nienawiści. Czytając tę książkę na pewno nie będziecie się nudzić. Przykuje was do fotela na wiele długich godzin i dostarczy takich emocji, że następną książką po którą sięgniecie będzie niezobowiązująca komedia.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 

wydawnictwowam.pl




piątek, 14 lipca 2017

 Tytuł : "Czas na miłość, czas na śmierć"
 Autor : Agnieszka Pietrzyk
 Wydawnictwo : Rebis
 Data wydania : 5 lipca 2017
 Liczba stron : 352



 Polowanie w tle


Kiedy dostałam do zrecenzowania tę książkę z początku podchodziłam do niej z dużym dystansem. W powieściach gdzie w tytule mamy i miłość i śmierć autorom zbyt często zdarza się zapomnieć o balansie. Albo trafia nam się romans kryminalny, gdzie słodycz przesłania zagadkę, albo mamy ciekawą powieść sensacyjną gdzie stawką jest miłość- co jest tematem dość popularnym a co za tym idzie mało zaskakującym. Tym razem autorka miała naprawdę znakomity pomysł na fabułę. Oczywiście jako fanka kryminałów mogłam dostrzec zarówno literackie jak i filmowe inspiracje, jednak pomimo tego byłam zaskoczona rozwojem wydarzeń. Jest to naprawdę dobry kawałek literatury z pogranicza gatunków, który do ostatniej strony trzyma w napięciu. Oczywiście nie obyło się bez zgrzytów, jednak całość wyszła jak najbardziej pozytywnie.

Aurora Radka miała trudne dzieciństwo. Osierocona przez rodziców trafiła do rodziny zastępczej. Od najmłodszych lat była niepokorna. Rozboje, włamania, kradzieże, wszystko to doprowadziło do umieszczenia dziewczyny w zakładzie karnym. Pewnego dnia, na gigancie, poznała policjanta i
poprosiła go by jej pokazał jak wygląda prawdziwa rodzina. Mężczyzna zabrał ja do swojego domu gdzie spędziła kilka dni. Właśnie wtedy postanowiła zmienić swoje życie. Wraz z Niedźwiedziem, byłym już policjantem, otworzyła strzelnicę. Stała się również właścicielką internetowego sklepu z odzieżą dla myśliwych. Wraz ze swoim partnerem nie ograniczają się jednak do polowania tylko na zwierzęta, organizują również zasadzki na ludzi. Pewnego dnia poznaje Sebastiana, młodego mężczyznę, który wrócił z USA. Dziewczynę zaczynają męczyć wyrzuty sumienia spowodowane faktem, że nie może powiedzieć całej prawdy o swoim życiu i pracy swojemu mężczyźnie. Wkrótce dowiaduje się, że i on ukrywa mroczne tajemnice.

Dawno temu oglądałam świetny film (niestety nie pamiętam polskiego tytułu) " The Condemned". Grupa skazańców zesłana została na wyspę, wraz z nimi spuszczono tam wszelkiego rodzaju broń. Wygrywał ten, któremu udało się przetrwać. Do końca nie wiem dlaczego akurat z tym obrazem skojarzyła mi się ta powieść. Już bliżej jej do "Hostelu" gdzie bogaci ludzie płacą grube pieniądze za możliwość torturowania schwytanych w zasadzkę ofiar. Zora wraz z Niedźwiedziem organizują polowania na niedoszłych samobójców. Wybierają śmiertelnie chore osoby i  płacą im za prawa do odebrania życia. Ludzie Ci podpisując umowę nie wiedzą gdzie ani kiedy przyjdzie im umrzeć. Wiedzą tylko, że ma się to odbyć bezboleśnie. Nie sądzicie, że to bardzo ciekawy temat na książkę? Na początku myślałam, że to właśnie on będzie główną kanwą powieści. Jednak autorka postanowiła motyw ten zastosować jako tło szczególnej powieści miłosnej. Bo to właśnie miłość jest głównym bohaterem tej książki. Jednak nie obawiajcie się. To nie jest przesłodzony, pełen czułych słówek romans. A to wszystko dzięki naszej głównej bohaterce, gdyż ona sama jest osobą dość szczególną. Wyluzowana, ironiczna, jednym słowem nowoczesna. Wydaje się nie wierzyć w miłość, dlatego jest zaskoczona kiedy trafia ją strzała amora, i to sprawia że reaguje inaczej niż zwykle. Daje wielki kredyt zaufania osobie, która mi od pierwszych stron wydawała się podejrzana. 
Ale wracając do wątku polowań to szczerze żałuję, że nie dowiedziałam się więcej. O wiele lepiej siedzieć na ambonie z karabinem w ręku celując w plecy niczego nie spodziewającej się ofiary, niż przeżywać rozterki miłosne. Zresztą sam wątek tej swoistej "eutanazji" jest dość ciekawy. Ukazuje nam jak wiele ludzie mogą poświęcić by zapewnić dobrobyt swojej rodzinie.

Autorka ma niebywały talent do kreowania postaci. Są kolorowe, żywe, typowi indywidualiści, którzy potrafią nas zaskoczyć. Nawet jeśli to czarne charaktery to czujemy do nich sympatię. Z drugiej strony podobnie jak łatwo przychodzi autorce tworzenie postaci, tak samo łatwo o nich zapomina. Widać tutaj potencjał, który niestety nie został wykorzystany. Często odnosiłam wrażenie, że ważne jest tylko tu i teraz. Skupiamy się na teraźniejszości naszych bohaterów, zupełnie zapominając o tym, że to właśnie przeszłość ich wykreowała. Kim tak naprawdę był Sebastian? Skąd się pojawił jego najbliższy przyjaciel? Czemu Niedźwiedź przestał być policjantem? Dlaczego Paulina znalazła się na stronie dla samobójców? Idąc za ciosem autorka trywializuje fabułę nadając jej zawrotne tempo. Ludzie się łączą w pary po kilku godzinach znajomości, wchodzą w związki małżeńskie po kilku tygodniach i decydują o całym swoim życiu na poczekaniu. Rozumiem, że zdarzają się takie przypadki jednak tutaj były one regułą. 

Jak już wspomniałam fabułą książki jest naprawdę ciekawa i dość nieźle skomponowana. Autorka posługuje się prostym, nieco mrocznym językiem jednak od razu widać, że nie jest to męski styl pisania z jakim spotykamy się w przypadku większości książek tego gatunku. Doskonale widać tutaj delikatną, kobiecą naturę autorki , która ujawnia się w przypadku opisywania relacji partnerskich. Nadanie mocnych rysów bohaterom miało to wrażenie załagodzić, jednak nie był to zabieg do końca udany.
Przyznam, że zakończenie książki mnie zaskoczyło. Oczywiście pewne elementy były do przewidzenia jednak sama końcówka wyszła autorce na plus. 

Jest to typowa lektura dla ludzi zaczynających swoją przygodę z tym gatunkiem. Wierzę, że bardziej przypadnie do gustu kobietom niż mężczyznom ze względu na dość rozbudowany wątek obyczajowy. Akcja płynie wartko, na liczbę zwrotów akcji nie ma co narzekać, a bohaterowie, choć czasem groteskowi, dodają powieści smaczku. Nie czytałam innych dzieł autorki jednak widać, że dobrze się czuje w tym gatunku, posiada wyobraźnię która zaowocuje kolejnymi świetnymi pomysłami. Ja jak najbardziej sięgnę po kolejne pozycje. Polecam. 
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :





poniedziałek, 10 lipca 2017


 Tytuł : "Rosyjska namiętność"
 Autor : Reyes Monforte
 Wydawnictwo : WAM
 Data wydania : 19 czerwca 2017
 Liczba stron : 688
 Tytuł oryginału : Una Pasión Rusa



 Ślad w duszy

Trzeci raz zaczynam pisanie tej recenzji i nie potrafię moich myśli ubrać w słowa. Już dawno żaden autor czy autorka nie wywołali we mnie takiej lawiny emocji. Uwielbiam beletryzowane powieści historyczne, szczególnie jak ich główną bohaterką jest odważna i silna kobieta. Ta książka poruszyła moje najczulsze struny i dosłownie na nich zagrała. Do tej pory czuję ślady łez na moich policzkach słuchając muzyki, którą wypełnione są karty powieści. Przypominają mi się lekcje historii gdzie czytałam o wydarzeniach będących tłem tej opowieści i dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że młodzi ludzie niczego się nie nauczą słuchając o suchych faktach i statystykach. Powieść ta powinna być lekturą,gdyż lepiej niż jakikolwiek podręcznik obrazuje wydarzenia ówczesnych czasów. Pokazuje, uczy, wzrusza lepiej niż niejeden nauczyciel, do tego uczy wiary i pokory. Na długo pozostanie w moim sercu.

Lina, córka hiszpańskiego kompozytora i rosyjskiej śpiewaczki operowej, wraz z rodziną
przeprowadziła się do Stanów Zjednoczonych. Jako dziewiętnastoletnia dziewczyna zakochała się w początkującym kompozytorze, Siergieju Prokofiewie. Kiedy jej ukochany postanowił wyjechać do Paryża, postanowiła pójść w jego ślady. Po kilku latach burzliwego związku wzięli ślub i doczekali się dwójki synów. Skuszony namowami przyjaciół i zaproszeniami od radzieckich władz Siergiej postanowił zamieszkać na stałe w Rosji, jeszcze nie wiedział że jego decyzja będzie miała ogromny wpływ na jego rodzinę. 

Na samym początku recenzji muszę się przyznać do mojej ignorancji. Nie zdawałam sobie sprawy, że książka ta to tak naprawdę biografia dwójki bardzo sławnych ludzi. Wynika to z faktu, że niezbyt interesuję się muzyką w ogóle, a co dopiero klasyczną. Jednak już po kilkudziesięciu pierwszych stronach zaczęłam zdawać sobie sprawę z faktu, że czytam o postaciach historycznych. Wpływ na to miało kilka rzeczy. Po pierwsze autorka często posługuje się swoistą formą reportażu, gdzie na sucho przedstawia fakty, przeskakuje kilka lat wstecz i posługuje się również formą pamiętnika. Wszystko to wydawało mi się dość niespotykane nawet w przypadku fikcyjnej powieści obyczajowej. Jakież było moje zaskoczenie kiedy wpisałam w wyszukiwarkę nazwiska głównych bohaterów. Zmieniło to moje całe nastawienie do książki i co za tym idzie jej odbiór. Bo inaczej traktujemy bohaterów wymyślonych od tych, którzy naprawdę przeżywali tragedię, która rozgrywa się na kartach tej powieści.

Linę i Siergieja poznajemy jako młodych, bogatych ludzi którzy mają przed sobą przyszłość. Obracają się w towarzystwie znanych osobistości, piją kawę z Coco Chanel czy jedzą ostrygi z Ernestem Hemingwayem. To dwójka ludzi, którzy spędzają wakacje na francuskiej riwierze, noszą sobolowe futra i jedzą kanapki z kawiorem. Należą do artystycznej bohemy, jednak na pozycję w niej zapracowali nie tylko swoim talentem lecz wytrwałą, często mozolną pracą. 
Pierwsza część książki wydaje nam się iście sielankowa. Fabuła biegnie spokojnym torem. Wraz z bohaterami komponujemy muzykę, przeżywamy zawody miłosne, opalamy się w słońcu i cieszymy się życiem. Jednak w narracji autorki możemy wyczuć niepokój. Dostajemy przesłanki zbliżającego się nieszczęścia, dobrze zakamuflowane, jednak oczywiste dla wnikliwego czytelnika. Obraz sielanki zostaje zakłócony i zaczynamy czuć strach.
Druga część książki to piekło, albo ujmując to innymi słowami historia.Historia Związku Radzieckiego, Lenina, Stalina, obozów pracy, Łubianki. To historia niezbadana, której nigdy już nie zdołamy poznać. Znamy fakty, jednak nigdy nie dotrzemy do głębi gdyż zniknęła pod stosem spalonych akt i zabitych ludzi. Rosja jaką poznajemy oczami autorki, to piekło obozów pracy, gdzie ludzie byli traktowani gorzej niż zwierzęta, to smak czosnku i cebuli i blask martwych świateł w siedzibie NKWD. To kraj gdzie na każdego znalazł się paragraf a jeśli nie to nic nie stało na przeszkodzie go wymyślić. Oczywiście to wszystko znamy z podręczników, jednak one nie dają nam wiedzy z pierwszej ręki. Tutaj mamy do czynienia z osobą, która przeżyła piekło na ziemi. Choć sama Lina nigdy nie wspominała o przeszłości, to osadzenie jej przez autorkę w tych makabrycznych realiach dodaje im prawdziwości i grozy, której nie doświadczymy czytając statystyki.To porusza, wyzwala łzy, otwiera usta by na koniec zostało tylko milczenie, niedowierzanie. Próbowałam rozmawiać na temat tej powieści z mężem i zabrakło mi słów. Nie wiem czy to warsztat autorki, czy moje nieprzygotowanie na tak mocną lekturę, jednak dość sporo czasu upłynie zanim przetrawię w myślach to co spotkało głównych bohaterów. 

Jest to piękna powieść o miłości, miłości właśnie takiej jaką znamy z kart książek, która jednak spotkała tę parę ludzi w rzeczywistości. Nie bez bólu przyznam, że Lina, na samym początku mnie denerwowała. Była zbyt ekspansywna, próżna, samolubna, zazdrosna w swojej miłości. Jednak z biegiem kartek zdałam sobie sprawę, że miała do tego prawo. Nie każdego spotyka prawdziwa miłość, więc nie każdy wie jak rozegrać swoje karty. Po przeczytaniu książki wiem, że miała prawo do każdego z tych uczuć. Ona tylko walczyła o to, co inni ludzie chcieli im odebrać. I odebrali. Ta książka to świadectwo tego jak system, władza i bezmyślnie stanowione prawo może zabić człowieka. Bo człowiek bez miłości najbliższej osoby umiera. Lina się nie poddała. Zostawiona, porzucona, zmieszana z błotem święcie wierzyła, że ma rację. I samo życie dowiodło że się nie myliła. Podziwiam ją. Podziwiam tę kobietę, która zawsze szła z wysoko podniesioną głową, która potrafiła walczyć o swoje szczęście, dla której rodzina była na pierwszym miejscu i właśnie dla nich potrafiła przeżyć tortury i lata  w obozie pracy.

Monforte ma dar pisania. Powieść która liczy prawie 700 stron czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem. Widać, że autorka zadała sobie dużo trudu by wiernie oddać realia historyczne. Wymagało to zgłębienia wiedzy i swoistej odwagi by o sprawach o których się milczy pisać otwarcie. Jej opisy, spostrzeżenia i  fakty przytłaczają czytelnika i sprawiają, że mamy łzy w oczach. Fakty ogólnie nam znane przytoczyła w innym świetle. Ukazała kontrast dwóch światów, błysków jupiterów u Walta Disneya i ciemną noc Syberii. 

Nie potrafię opisać co czuję po przeczytaniu tej powieści. Dziękuję autorce, że dała mi możliwość poznania tej niezwykle odważnej i czarującej osoby jaką była Carolina Prokofiew. Jako wielbicielka powieści historycznych wszystkim polecam tę niezwykle piękną opowieść, gdzie miłość miesza się z nienawiścią, a splendor z błotem. Szokuje, wzrusza i pozostawia ślad w duszy.

Za możliwość przeczytania książki i napisania recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu :






piątek, 7 lipca 2017

 Tytuł : "Dyskwalifikacja"
 Autor : Tadeusz Paleczny
 Wydawnictwo : Novae Res
 Data wydania : 2017
 Liczba stron : 268


 Jaki kraj tacy gangsterzy


Jeśli lubicie typowo męskie klimaty, porachunki gangów i klimaty mafijnego półświatka, jeśli nie rażą was śmiałe sceny erotyczne a na dodatek lubicie masakrę i pędzącą na łeb na szyję akcję to ta niewielkich rozmiarów książka jest jak najbardziej dla was. Jednak jeśli od dobrego kryminału oczekujecie czegoś więcej niż krwawej vendetty głównego bohatera, który niczym Chuck Norris zabija wszystkich po kolei, to omijajcie tę książkę z daleka. Nie ma tu głębi, polotu, analizy czy nawet widocznej próby zrozumienia i poznania polskiego podziemia. Jest to dobra pozycja dla bojących się latać samolotem, wciągnie was bez reszty i pozwoli zapomnieć o strachu, a to że nic z niej nie zapamiętać to mało ważne, gdyż jest to książka której głównym zadaniem jest dostarczenie krótkotrwałej rozrywki.

Piotr Miłt dzięki szczęściu, zdolnościom interpersonalnym, szarej strefie oraz inteligencji i sprytowi
stanął na czele przynoszącego wielomilionowe zyski holdingu, zrzeszającego setki przedsiębiorstw. W wieku czterdziestu lat stał się jednym z najbogatszych ludzi w Krakowie. Nie byłoby to możliwe, gdyby działał tylko i wyłącznie w zgodzie z prawem. Jednak Piotr oprócz tego, że jest biznesmanem jest również gangsterem. W jego firmach prane są pieniądze, zaangażowany jest również w handel narkotykami i zarządzanie agencjami towarzyskimi. Zyski przelewa na zagraniczne konta, gdyż zmęczony nadzorowaniem prężnie rozwijającego się syndykatu pragnie wyjechać za granicę.
Pewnego dnia wracając do domu ma przeczucie, że coś jest nie tak. Zostawia samochód zaparkowany przecznicę dalej i pieszo idzie w kierunku domu. W mieszkaniu znajduje trzech napastników, których udaje mu się unieszkodliwić. Są to tak zwani członkowie Komanda "Z", jednostki płatnych zabójców z Otwocka. Czy Piotrowi uda się rozwiązać zagadkę kto i dlaczego chce go zabić?

Lubię typową męską prozę. Wulgarny język, brutalne opisy, proste zdania w które wpleciona jest odrobina erotyki. Uważam, że dobry kryminał musi trzymać w napięciu a za to właśnie odpowiada odpowiedni styl. Pod tym względem książka wypada naprawdę znakomicie. Jednak kolejnym ważnym czynnikiem bez którego żaden dobry kryminał nie może się obejść jest fabuła. I tutaj miałam wrażenie, że autor poszedł na łatwiznę. Naszym głównym bohaterem (o którym więcej opowiem w kolejnej części recenzji) jest znany krakowski gangster. Jak przystało na "ojca chrzestnego" mafii prowadzi on emocjonujące życie, pełne zarówno rozrywek jak i niebezpieczeństw. Z jednej strony pławi się w bogactwie a z drugiej musi spać z pistoletem pod poduszką bo konkurencja nie śpi. I pewnego dnia koszmar się ziszcza, a Piotr musi być o krok przed swoimi prześladowcami. Wszystko pięknie, do tej pory mamy wszystkie składniki wchodzące w skład interesującego kryminału. Jednak już po pierwszych 50 stronach zaczęłam się zastanawiać czy ja czasem nie znajduję się na planie nowego odcinka "Strażnika z Teksasu". Nasz bohater nie dość, że wyprzedzał swoich prześladowców to posiadał swoisty talent do czytania w ich myślach. Oni nie zdążyli strzelić a on już ich kneblował. Jak tylko pojawiał się problem to od razu wraz z rozwiązaniem. A tu pomogły okoliczności, a tu jakiś kolega z dzieciństwa...dosłownie brakowało tylko interwencji ducha świętego. Ta książka była tak prosta, fabuła tak liniowa, wszystko tak pozbawione jakiegokolwiek elementu zaskoczenia, że w pewnym momencie nie czekałam już na rozwiązanie zagadki gdyż zdałam sobie sprawę, że znam je od samego początku. Zresztą o jakiej zagadce my tu mówimy, nawet średnio domyślny czytelnik już na początku książki się połapie kto stoi za zamachem na życie naszego głównego bohatera, a po stu stronach odganie jak sprawy się potoczą. Jest to powieść oparta na schematach, które się nie zmieniają, choć fabuła wprost woła o jakiś zwrot akcji.

Przejdźmy teraz do naszego głównego bohatera. Jest to typowy człowiek XXI wieku : młody, inteligentny, kilkukrotny mistrz polski w sportach kontaktowych, posiada wysoko postawionych przyjaciół i sam nadzoruje kilkadziesiąt spółek naraz. Prawdziwa ośmiornica biznesu. Z jednej strony romantyczny kochanek i wzorowy ojciec a z drugiej nie stroniący od dziwek typowy samiec. Podziwiany i szanowany przez polityków, brylujący na salonach a w głębi duszy groźny przestępca który dąży po celu po trupach.  Ten bezszelestny, sprytny, zorganizowany, lubiący działać w pojedynkę drapieżnik, nie boi się wejść w sam do pomieszczenia pełnego gangsterów. Ba, nie musi nawet wyciągać broni by sobie ze wszystkimi poradzić. Używa pięści równie dobrze jak noża i karabinu, nóg równie dobrze jak granatów a głowy jak kastetu. Jednych zabija, drugich kaleczy, a najśmieszniejsze jest to, że tym co naprawdę powinni zginąć uchodzi wszystko na sucho. Czy ja się znalazłam w średniej klasy amerykańskim serialu z gatunku "zabili go i uciekł"? Czy to może nowa odsłona "Szklanej pułapki"?. Nasz bohater jest tak niewiarygodny, że aż groteskowy. Niby wielki jak niedźwiedź a jednocześnie pocieszny jak pluszowy miś. W końcu zaczęłam mu kibicować, bo wiadomo kibicuje się zawsze wygranym- a on nie ma prawa przegrać, taka karma.

Wydawca reklamuje :"Mówią, że w każdej fikcji jest coś z rzeczywistości". Jeśli rzeczy opisane w tej książce mają choć część wspólnego z naszym rodzimym światem przestępczym to jestem pod ogromnym wrażeniem jego nieudolności, dziecinady i groteski. Gangsterzy w "Dyskwalifikacji" to grupa dzieciaków, która strategiczne decyzje dotyczące rozwoju ich "organizacji" podejmuje w cuchnącym piwem barze. Ich dialogi można spokojnie usłyszeć w najbliższej piaskownicy. Aż dziw bierze, że ludzie trzęsący niejednym wielkim miastem w Polsce nie są w stanie unieszkodliwić jednej osoby. Nie wydaje mi się by autor zadał sobie trud i przeprowadził jakikolwiek research przed napisaniem tej powieści. Nie ma tutaj opisu działania mafii, jej struktury i zależności. A szkoda bo właśnie ten wątek miał największy potencjał. Jedyne co może mieć coś wspólnego z rzeczywistością to ksywka "Dzidka", troszkę podobna do nieżyjącego już "Dziada" z Ząbek. I to tyle. 

Przeczytałam, pośmiałam się, czasem poczułam dreszczyk na karku, bo mimo wszystko autor potrafi budować napięcie, jednak z pewnością szybko zapomnę tę pozycję. To jest typowy przykład literatury dla ludzi, którzy cenią sobie czytelniczą rozrywkę i nie wymagają nic więcej. Paleczny jest autorem  interesującej książki "Nowe ruchy społeczne", którą przeczytałam będąc na studiach. Szkoda, że autor nie skorzystał ze swojej szerokiej wiedzy z zakresu socjologii, dodanie troszkę tła i ciała powieści z pewnością dodałoby jej kolorytu.

Za możliwość przeczytania książki i napisania recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu : 





środa, 5 lipca 2017

 Tytuł : "Everest"
 Autor : Odd Harald Hauge
 Wydawnictwo : Edipresse Książki
 Data wydania : 14 czerwca 2017
 Liczba stron : 328
 Tytuł oryginału : Everest

 Ludzka kondycja


Na początek pewne sprostowanie : ta książka nie jest thrillerem, a przynajmniej ja nie zaklasyfikowałabym jej do tego gatunku. Niemniej jednak to dość ciekawa powieść obyczajowo- przygodowa z pełnym emocji zakończeniem. Na pewno zainteresuje osoby, które uwielbiają góry i marzą o zdobywaniu coraz to nowych szczytów. Ta książka to opowieść o tym jaką przewagę nad człowiekiem ma natura i jakim wysiłkiem dla nas jest walczenie z własnymi słabościami by ją pokonać. Nie jest to książka dla lubiących wartkie tempo akcji : opisowy język, długie opisy i powolna fabuła na pewno zmęczą niejednego czytelnika. Ja jednak wyniosłam z tej lektury ważną lekcję. 

Martin Moltzau jest znanym podróżnikiem jednak jego gwiazda zaczyna powoli gasnąć. Już jakiś
czas upłynął od ostatnich spektakularnych wyczynów i sponsorzy zaczynają się niecierpliwić. Martin wpada na pomysł okrążenia świata wzdłuż równika jednak nie spotyka się on z aprobatą komisji. Zamiast kilkuletniej wyprawy, która pochłonie zbyt dużo środków, proponują mu zdobycie najwyższego szczytu świata:Mount Everest. Mężczyzna, by nie stracić kontraktu, godzi się. Po kilkutygodniowych przygotowaniach przylatuje do Nepalu gdzie dołącza do wyprawy Sir. Richarda Lawrenca- innego znanego poszukiwacza przygód. Po krótkim czasie okazuje się, że każdy uczestnik wyprawy skrywa mroczne tajemnice. Czy uda im się bezpiecznie dotrzeć na szczyt?

Na okładce książki przeczytałam, że będę mieć do czynienia z thrillerem więc liczyłam na szybką fabułę, zagadkę do wyjaśnienia, momenty grozy i zwroty akcji. Już po pierwszych 50 stronach wiedziałam, że tego tutaj nie dostanę. Ale czy to sprawiło, że odłożyłam książkę na półkę? Wręcz przeciwnie. Co prawda nie jestem fanką powieści obyczajowych jednak jeśli mamy do czynienia z bohaterami, z których każdy skrywa jakąś tajemnicę, a na dodatek są na siebie skazani, gdyż opuszczenie wyprawy będzie się wiązało z porzuceniem marzeń, to robi się naprawdę ciekawie. 
Autor w spokojny a jednocześnie bardzo udany sposób budował nastrój niepokoju. Nie wiedziałam czego mogę się spodziewać zarówno ze strony naszych bohaterów jak i szalejących żywiołów. Zastanawiałam się czy będziemy mieć do czynienia z morderstwem? A może z wielkim przekrętem? Rozważałam również trzęsienie ziemi, które postawi krzyżyk na grobach naszych wędrowców. Autor uczynił rzecz fenomenalną, trzymał mnie cały czas w napięciu. Do tej pory udawało się to tylko najlepszym pisarzom powieści grozy. Tutaj niby mamy do czynienia z książką obyczajowo-przygodową, ale gdzieś w tle wisi wielki miecz, który nie wiadomo w kogo uderzy. I tak było od pierwszej do ostatniej strony.Może dlatego wydawca zdecydował się zaliczyć tę książkę do kategorii thriller?

Teraz parę słów o naszych bohaterach, gdyż to bardzo interesujące postaci. Martin to podróżnik. Samotnik bez rodziny. Inteligentny, opanowany i nie bojący się podejmować wyzwań. Mark to szycha z Wall Street, bogaty, arogancki, wydaje mu się, że pozjadał wszystkie rozumy. Celine jest alpinistką, kobietą twardo stąpającą po ziemi, która doskonale wie czego chce i nie boi się przekraczać własnych granic i walczyć ze słabościami. Manuela jest prezenterką pogody, piękna i próżna, ambitna i uparta jednak często lekkomyślna i w gorącej wodzie kąpana. Na koniec zostawiłam sobie Sir Richarda. Jest on ujmujących człowiekiem, choć nieco apodyktycznym i przekonanym o własnej wyższości. Wywodzący się z angielskiej arystokracji lubi wydawać ludziom rozkazy i być na szczycie. Przekonany o własnej sile i możliwościach często jest ślepy na okoliczności. Czy z takimi osobami możemy się nudzić? Na pewno nie w przypadku tej powieści. Każda z tych postaci znalazła się na Mount Everest z sobie tylko znanych powodów. Jedno wiemy na pewno : nie była to tylko chęć przeżycia przygody. Jedne powody mogą wydawać się błahe, inne poważne, jednak najważniejsze jest to że autorowi udało się to połączyć w zgrabną całość. Irytowała mnie tylko jedna rzecz ale już tak mam i to nie tylko w przypadku tej książki : Martin i Mark. Kiedy imiona te występują kilkakrotnie w tym samym akapicie to idzie się pomylić. Parokrotnie musiałam wracać parę zdań wcześniej by z powrotem załapać kontekst. 

Ta książka uzmysławia nam dwie ważne rzeczy : nasze słabości jako gatunku ludzkiego i fakt, że często lekceważymy naturę. W powieści Hauge góry to prawdziwa potęga z którą mogą się zmierzyć tylko najmocniejsi i dobrze przygotowani. Część z naszych bohaterów nie zdawała sobie sprawy z niebezpieczeństwa. Traktowała wspinaczkę na najwyższy szczyt świata jak bardziej wyczerpujący spacer. Wiele razy powinni się poddać, wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że wydarzy się katastrofa. Jednak nimi kierowała ambicja i brawura. Często lekkomyślność. 
Autor zadał sobie wiele trudu by wiernie odmalować warunki panujące w Himalajach. Odwoływał się do historii, przytaczał ciekawostki, malował obraz potęgi. Na własne skórze czułam lodowate podmuchy wiatru, brnęłam po biodra w śniegu, nie mogłam złapać oddechu ze względu na małą ilość powietrza i marzłam w minus 45 stopniach. Sama nigdy nie zdobyłabym się na taki wyczyn dlatego dziękuję autorowi za to, że pokazał mi inny świat. Świat ludzi odważnych i na poły szalonych, napędzanych przez adrenalinę i chęć pokonywania słabości. 

Parę słów odnośnie edycji tekstu. Parę godzin więcej spędzonych nad redagowaniem i wszystko wyszło by o wiele lepiej. Czasem zdania są tak zbudowane, że czytając zwracamy uwagę na niepoprawną składnię, która razi po oczach. 
I na koniec ostatni detal, który zwrócił uwagę. Czy nasz autor też był sponsorowany? Bo często miałam wrażenie, że książka zawiera lokowanie produktu. Tutaj Audi, tutaj North Face, i jeszcze sporo innych nazw, które mi jako laikowi w dziedzinie wspinaczki nic nie mówiły. Czasem stwarzało to wrażenie nachalnej reklamy.

"Everest" jest pozycją po którą powinni sięgnąć wielbiciele gór i Ci, których interesują przemiany ludzkiej psychiki w warunkach ekstremalnych. Pomimo powolnego tempa akcji, cały czas trwamy w oczekiwaniu na najgorsze, które wreszcie przychodzi. Jest to książka o ludzkiej kondycji, która zmienia się wraz z otoczeniem. Jednak nie nastawiajmy się na typowy thriller, gdyż tu raczej pasuje powiedzenie "wyjątek potwierdza regułę".

Za możliwość przeczytania książki i napisania recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu :



poniedziałek, 3 lipca 2017

 Tytuł : "Kiedy płaczą świerszcze"
 Autor : Charles Martin
 Wydawnictwo : WAM
 Data wydania : 12 września 2016
 Liczba stron : 440
 Tytuł oryginału : When Crickets Cry



 Zamknij oczy


Rzadko sięgam po literaturę obyczajową, a tematy związane ze śmiercią, cierpieniem i chorobami raczej nie są tymi o których lubię czytać. Nie wiem czy powodem jest moja zbytnia wrażliwość czy obawa, że książka mnie przytłoczy i spowoduje depresję. Tym razem trafiłam na powieść, która jednocześnie smuci i bawi, doprowadza do łez a jednocześnie daje nadzieję. To było moje pierwsze spotkanie z autorem jednak muszę zaliczyć je do bardzo udanych. Jeśli nie boicie się książek które wyzwalają emocje, których bohaterowie są tak realni, że szybko będziecie ich traktować jak członków własnej rodziny, to polecam z całego serca. To bardzo piękny kawałek prozy, który trafia wprost do serca.

Reese po śmierci żony, rzucił pracę, zmienił wygląd i wraz ze swoim szwagrem przeniósł się do
domku nad jeziorem Burton. Zajmują się naprawą i restaurowaniem łodzi. Pewnego dnia mężczyzna przyjeżdża do miasteczka na zakupy. Spragniony podchodzi do straganu z lemoniadą gdzie siedzi kilkuletnia dziewczynka, Annie. Już miał wracać do domu kiedy zdarzył się wypadek. Z puszki na pieniądze stającej na straganie wyfrunął banknot. Dziewczynka zerwała się z fotela i ruszyła w pogoń, kiedy zza zakrętu wyjechała ciężarówka. Kierowca nie miał szans by zahamować. Annie trafiła do szpitala. Reese przejęty losem dziewczynki pojechał za karetką. Na miejscu dowiedział się, że stan Annie jest poważny. Nie dość, że złamała rękę to kondycja jej serca uległa pogorszeniu. Od ludzi z miasteczka dowiedział się, że dziewczynka choruje na wrodzoną wadę mięśnia sercowego i czeka na przeszczep. To właśnie w szpitalnej sali narodziła się przyjaźń pomiędzy mężczyzna i dzieckiem. Czy Reese odrzuci demony przeszłości i uratuje Annie?

Jest to pierwsza książka z gatunku chrześcijańskiej powieści obyczajowej jaką dane było mi przeczytać. Z początku się nieco obawiałam gdyż pomimo mojej wiary i religii w jakiej zostałam wychowana bałam się, że powieść będzie zbyt moralizatorska. Moje obawy były jednak nieuzasadnione, na co zapewne wpłynął fakt, że autorem książki jest Amerykanin. Już nie raz zdarzyło mi się przekonać, że religijność obywateli w Stanach Zjednoczonych jest inna od tej z naszego podwórka. Nie zamyka się w murach Kościołów tylko wychodzi do ludzi. Jest przepełniona radością i nadzieją, jest bardziej czynna niż bierna, a co najważniejsze nie cechuje jej przesadny tradycjonalizm i konserwatyzm. Czy potraficie sobie wyobrazić knajpę gdzie serwowane są drinki, których nazwy wzięły się od imion świętych a podkładki pod kufle i serwetki zadrukowane są fragmentami biblii? W Polsce uznane by to było za profanum. Religia w Stanach jest żywa i wychodzi na wprost oczekiwaniom ludzi. Jest nowoczesna. 
Takich przykładów jest w książce więcej. Oczywiście widać, że autor jest głęboko wierzącą osobą jednak to nie razi. Cytaty z biblii przeplatane są wierszami sławnych poetów, nasi bohaterowie choć pełni wiary to nie zapomnieli o rozrywkach i przyjemnościach płynących z życia. Bo religia nie przeszkadza w tym by czerpać z życia garściami, tylko pokazuje nam właściwą ścieżkę by osiągnąć umiar. 
Gdzieś przeczytałam, że książka ta to "christian fantasy" ze względu na sposób w jaki ukazany jest nasz mały świat i jego bohaterowie. Widać tu wyraźny podział na tych dobrych i złych. Na tych pierwszych czeka nagroda a na drugich kara. I jest to niezmienne. A taki świat po prostu nie ma prawa istnieć. Nie do końca się zgadzam z tym spostrzeżeniem. Nie wszyscy dobrzy dostali to na co zasłużyli, jak by było inaczej to czy łzy ciurkiem ciekłyby mi po twarzy? A co do tych złych? Choć jestem świeżo po przeczytaniu książki to nie mogę sobie przypomnieć ani jednej negatywnej postaci- może to jest ten jedyny minus? Że wszyscy bohaterowie mają wielkie serca? Ja bym chciała żeby tak było. Żyć w takim utopijnym świecie pełnym miłości. Właśnie dlatego ta książka była świetną odskocznią od tego co jest za drzwiami. 

Nie da się ukryć, że autor włożył wiele pracy w research przed napisaniem tej powieści. Wyobrażam sobie jak spotyka się z lekarzami, wertuje encyklopedie i podręczniki medyczne, krok po kroku zgłębia temat ludzkiego serca. Jak na dziennikarza przystało odwalił świetną robotę. Dlatego wcale się nie dziwię, że chciał się nią pochwalić. I niestety wyszło to zbyt drobiazgowo. Opisy są wprost przytłaczające, zbyt detaliczne i często zbyt złożone. Dostajemy zarys anatomiczny ludzkiej klatki piersiowej wraz z wszystkimi objaśnieniami. Niestety normalny czytelnik, wyłączając studentów medycyny, nie jest tym wszystkim zainteresowany. 
Zresztą drobiazgowość i dbałość o szczegóły jest cechą szczególną tego autora. Nie dość, że poznaliśmy ludzkie serce i wszystkie jego choroby, praktycznie od podszewki, to jeszcze dowiedzieliśmy się jak zbudować dom oraz odrestaurować łódź. I to wszystko praktycznie krok po kroku niczym w poradniku złotej rączki. Doskonałym przykładem tej drobiazgowości jest wymiana przez autora wszystkich narzędzi jakie zakupił bohater do swojego warsztatu. A wierzcie mi jest tego niemało, bo wydał całe piętnaście tysięcy dolarów.

Praktycznie od początku poczułam się zżyta z naszymi bohaterami. Są to naprawdę cudowne, dobrze dopracowane sylwetki, typowi indywidualiści z wielkimi sercami. Reese, doświadczony przez los młody mężczyzna, który nie wierzy że życie jest jeszcze go w stanie czymś zaskoczyć. Raczej wegetuje niż żyje, zawieszony gdzieś w próżni.Charlie jest jego przeciwnością, niewidomy rzemieślnik, któremu z ust nigdy nie schodzi uśmiech. Wiecznie gotowy czarować kobiety, szarmancki i optymistyczny. Osoba która nigdy się nie poddaje. Mamy Annie, która ma w sobie takie pokłady wiary i nadziei, że starczyłoby na sto osób. I jest nawet Termit : młody zbuntowany chłopak, który wkłada magazyny pornograficzne w okładki po Newsweeku i pali jednego papierosa za drugim. I jak tu ich nie pokochać? 

Jak w przypadku większości książek obyczajowych fabuła jest dość przewidywalna jednak tym razem autorowi udało się mnie zaskoczyć. Powieść zaczyna się w połowie. Jest to dość ciekawy zabieg bo jednocześnie chcemy się dowiedzieć co się wydarzyło w przeszłości i jakie tego będą skutki w przyszłości. Retrospekcje były wprost cudowne i pokazały nam pełen obraz naszych bohaterów. Ich decyzje mogą nas szokować i często możemy się z nimi nie zgadzać, jednak zmuszają nas do myślenia. Często zadawałam sobie pytanie : co ja bym zrobiła w takiej sytuacji? Zakończenie powieści wzrusza i doprowadza do łez. Dość długo nie mogłam się po nim otrząsnąć, i to nie tylko ze względu na wydarzenia lecz na styl i kunszt autora z jakim to wszystko przedstawił.

Na pewno nie jest to łatwa wakacyjna powieść, którą zabiera się ze sobą na plażę. Wymaga od czytelnika skupienia i zaangażowania. To książką której warto poświęcić troszkę czasu. Zatrzymać się, zamknąć oczy i zastanowić na sensem istnienia. We mnie wyzwoliła falę pytań o podłożu egzystencjalnym, pytań na które nadal poszukuję odpowiedzi. Nie jest to najłatwiejsza w odbiorze lektura jednak mimo wszystko polecam ją wszystkim wrażliwym ludziom. 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 






sobota, 1 lipca 2017

Tytuł : "Współcześni kochankowie"
Autor : Emma Straub
Wydawnictwo : Rebis
Data wydania : 4 lipca 2017
Liczba stron : 480
Tytuł oryginału : Modern Lovers




Nowe pokolenie



Choć nie omijam książek obyczajowych szerokim łukiem to jednak tylko jedna na dziesięć wpasowuje się w moje gusta. "Nowocześni kochankowie" był tym tak zwanym strzałem w dziesiątkę. To było moje pierwsze spotkanie są tą autorką dlatego podchodziłam do niego z czystą kartą. Po skończonej lekturze karta ta została zapisana samymi pochwałami. Świetny styl, brak nudy (co rzadko wychodzi w przypadku powieści obyczajowych), realistyczni bohaterowie i, tu zasługa wydawnictwa, piękne wydanie. Książka ta doskonale się nadaje na wakacyjną lekturę, jednak w przeciwieństwie do innych pozycji tego gatunku, zmusza czytelnika do myślenia i zastanowienia się nad własnym życiem. 

Elizabeth, Zoe i Andrew poznali się na studiach gdzie wraz z Lydia, zmarłą już piosenkarką, stworzyli zespół muzyczny. Ich kariera zakończyła się tuż po opuszczeniu uniwersytetu kiedy każde
poszło swoją własną drogą. Elizabeth wyszła za mąż za Andrew i zajęła się sprzedażą nieruchomości, Zoe wraz ze swoją żoną otworzyła popularną restaurację. Po latach nadal się przyjaźnią mieszkając w samym sercu nowojorskiego Brooklynu. Pewnego dnia wychodzi na jaw, że syn Andrew i Elizabeth Harry, spotyka się z córką Zoe-Ruby. Nastolatkowie zostali przyłapani na placu zabaw gdzie uprawiali sex.

Osoby, które oczekują spektakularnych zwrotów akcji niech omijają tę książkę z daleka. Tutaj akcja toczy się powoli i mówiąc szczerze nie ona jest w tej powieści najważniejsza. Jest to książka obyczajowa opowiadająca o życiu grupki osób, które na pozór niczym się nie wyróżniają. Nie wykonują spektakularnych zawodów, nie są super bohaterami ani celebrytami. Nasi bohaterowie prowadzą na pozór normalne życie, jednak jest ono pełne wzlotów i upadków, zaskakujących zdarzeń, radości i cierpienia. Myślę, że najważniejsze w tej książce jest to, że przy nawet niewielkiej wyobraźni z łatwością jesteśmy w stanie utożsamić się z naszymi protagonistami. Ciekawym zabiegiem było zastosowanie wieloosobowej narracji. Historię poznajemy z punktu widzenia wszystkich naszych bohaterów, bez względu na wiek czy płeć. Raz jesteśmy Andrew, który znalazł się na takim etapie swojego życia, kiedy nie wie w którą stronę ma dalej pójść, raz zbuntowaną osiemnastolatką, która choć bardzo inteligentna nie dostała się na wymarzony uniwersytet, raz czterdziestoletnią lesbijką, która pragnie rozwieść się z żoną, gdyż od ponad roku nie uprawiały sexu. No i jest jeszcze jeden bohater tej powieści, a jest nim sam Brooklyn. Choć nigdy nie byłam w Nowym Yorku po przeczytaniu tę książki z chęcią bym wygrała w lotto i kupiła właśnie taką kamienicę w jakiej mieszkali nasi bohaterowie. Chodziłabym po ulicach tego miasta, piła kawę w małych, urokliwych kafejkach i zamawiała chińszczyznę w barze na rogu.. Nowy York w powieści Emmy Straub żyje, jest pełen kolorów i uroku, oddycha historią i nowoczesnością. Nie jest tylko wielką metropolią gdzie żyją obcy sobie, zabiegami ludzie. Autorce udało się z wielkiej aglomeracji zrobić prowincjonalne miasteczko, gdzie wszyscy sąsiedzi się znają a spacer wieczorem po ulicach nie wiąże się z lękiem tylko przyjemnością. Nie sposób jest nie pokochać Nowego Yorku Emmy Straub.

Choć jest to bardzo łatwa w odbiorze powieść daje ona sporo do myślenia. Nie jest to typowa literatura dla każdego, myślę że młodsi czytelnicy nie zaznają przyjemności z czytania, ze względu na ich niezbyt wielki bagaż doświadczeń. Jest to książka dla ludzi dojrzałych, którzy mają za sobą wzloty i upadki, którzy znają życie i nie boją się niespodzianek jakie potrafi zgotować los. Bohaterami tej powieści są ludzie, którzy będąc dorosłymi nadal nie wiedzą co zrobić ze swoim życiem. W pewnym momencie nadchodzi taki czas, że człowiek siada i zaczyna się zastanawiać czy dobrze pokierował własnym życiem, czy wybrał odpowiednią ścieżkę kariery, odpowiedniego partnera? Zaczynamy rozważać, zaczynamy gdybać, pisać nowe scenariusze. Większość z nas na tym poprzestaje. Albo jesteśmy zbyt leniwi, albo mamy zbyt mało odwagi czy też środków by diametralnie zmienić własne życie. Bardzo mało ludzi decyduje się zacząć wszystko od nowa. Jednak nie nasi bohaterowie. Książka opowiada o dojrzewaniu ludzi w każdym wieku. Opowiada o pragnieniach i marzeniach oraz o długiej i męczącej drodze do ich realizacji. Jest to również piękna opowieść o miłości, która często nie przypomina tej z romansów czy wierszy poetów. Miłość ta jest nowoczesna i bardziej przystaje do dzisiejszych czasów. 

Podobało mi się to z jaką łatwością autorka porusza tematy które dla wielu ludzi, nawet w dzisiejszych  czasach, nadal są szokujące. W Polsce miłość homoseksualna wciąż jest tematem tabu i będzie jeszcze przez długie lata. Ustawodawstwo co prawda będzie się zmieniać, zalegalizowane zostaną związki partnerskie z prawem do dziedziczenia jednak adopcja dzieci przez rodziny homoseksualne to marzenie ściętej głowy. Wydaje mi się, że w naszym kraju jest to niemożliwa do wprowadzenia utopia. Pierwszy raz czytałam książkę gdzie główną bohaterką była dziewczyna mająca dwie mamusie. Dwie mamusie, które się kochały, nienawidziły, kłóciły i uprawiały sex. Zupełnie jak normalni rodzice. Niby wszystko w porządku, jednak mój typowo polski umysł musiał się przestawić. I często jak czytałam o kobiecie zwracającej się do drugiej kobiety "żono" to w mojej głowie powstawały zgrzyty. Nie zgrzyty nietolerancji tylko braku odpowiednika w warunkach w jakich żyję. 
Takich tematów jest więcej : rozpusta i wolna miłość na uniwersytetach stanowych, palenie trawki przez nieletnich. Autorka tego nie piętnuje tylko czyni z tego element krajobrazu. Kiedyś kobieta z papierosem, była traktowana jak buntowniczka, teraz nikt nie zwraca na nią uwagi. Podobne podejście możemy zauważyć wśród amerykańskich rodziców : dopóki moje dziecko dobrze się uczy, wraca na czas, to możemy mu dać więcej wolności, przecież sami też byliśmy młodzi. Czy podobnie jest w Polsce? Tutaj też przed nami daleka droga.

"Nowocześni kochankowie" to powalająca swoją świeżością i stylem lektura naszpikowana słodko-gorzkim humorem. To książka, która nam uświadamia, że młodość przemija a nasze miejsce zajmuje nowe pokolenie. Już nie jesteśmy tymi swawolnymi nastolatkami, dla których głównym celem w życiu była zabawa, teraz to czas naszych dzieci. Książka ta uczy nam się z tym pogodzić i pokazuje że mając nawet kilkadziesiąt lat na karku nadal możemy zmienić nasze życie na lepsze. 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :





czwartek, 29 czerwca 2017

 Tytuł : "Labirynt strachu"
 Autor : Beata Nowosielska
 Wydawnictwo : Novae Res
 Data wydania : 16 czerwca 2017
 Liczba stron : 382



 Anty-obyczajowy rollercoaster

Pomysł na książkę był bardzo udany. Grupka przyjaciół, mroczne siedlisko, duchy z przeszłości i demony teraźniejszości, wszystko to zapowiadało niezwykle ciekawą opowieść z pogranicza horroru i baśni. Zawiódł niestety dość kiepski styl autorki. Oczywiście jest to debiut literacki, i szczerze wierzę że ucząc się na błędach autorka poprawi swój warsztat. Pomimo dość sporej objętości książki jest to lektura na jeden bądź dwa wieczory. Jest to typowy "przewracacz" stron, akcja jest szybka, mnóstwo dialogów ułatwia odbiór a historia jest na tyle ciekawa by wciągnąć czytelnika. Na pewno jest to coś nowego. Niby zaliczana do gatunku thriller jest to bardzo mocna pozycja dla czytelników o stalowych nerwach. Bardziej dla miłośników powieści grozy niż fanów kryminałów.

Grupa przyjaciół ze studiów marzy o wakacjach. Z braku funduszy ochoczo przystają na propozycję
Marka, który zdobył klucze do domu swojego wujka. Dom okazuje się starym choć odremontowanym siedliskiem w małej miejscowości. W zamian za klucze mają opiekować się domem i przylegającym do niego ogrodem. Atmosfera wydaje się sielankowa do momentu kiedy na dworze zapada ciemność. Sara schodząc do kuchni po szklankę wody natyka się na kobietę-ducha, która przestrzega ją przed tym miejscem i każe uciekać. Następnego dnia studenci słyszą dziwne odgłosy, lustro zmienia miejsce położenia a do drzwi puka nieznany mężczyzna, który podaje się za wujka Marka. Młodzi postanawiają opuścić dom i wrócić do miasta, jednak jest to niemożliwe. Rozpętuje się burza, która niszczy ich samochód, wszystkie drogi prowadzą do tego samego miejsca. Sytuacja zaczyna się komplikować kiedy znika Sebastian, a Monika zostaje znaleziona powieszona na drzewie. Czy za to wszystko odpowiedzialna jest sekta Strażników Ognia, mających swoją siedzibę w pobliskim lesie? Czy studentom uda się odkryć tajemnicę domu i ocalić życie?

Myślicie, że tym krótkim wstępem zdradziłam wam całą fabułę? Otóż nie! Streściłam dopiero pierwsze 80 stron książki. Jak sami widzicie wiele się tutaj dzieje a im dalej w las tym więcej drzew. Na tych 382 stronach mamy praktycznie wszystko: stary nawiedzony dom, tajemniczą sektę, ucieczkę z domu wariatów, bitwy z mocarnymi czarodziejami, labirynty do łapania demonów, szary świat i wiele wiele innych rzeczy. Ta książka mogłaby być prawdziwym bestsellerem gdyby dołożyć jej kolejne 500 stron. Autorka zafundowała nam rollercoaster niestety kosztem jakiejkolwiek warstwy obyczajowej. Opisywane są tu zdarzenia jednak brak im głębszej analizy czy odnośników do przeszłości. Część opisowa została okrojona do minimum. Sięgając po tę książkę spodziewałam się, że wkroczę w świat magii, w świat starych słowiańskich wierzeń a tak naprawdę dostałam chaotyczną mieszankę gatunkową gdzie często nic się nie trzymało kupy. W książce tej widać fascynację autorki zjawiskami paranormalnymi jednak zamiast korzystać ze starych i utartych wzorców postanowiła zbudować swój własny świat. Ja oczywiście pochwalam wszelką innowacyjność jeśli nie stoi w zbyt oczywistej sprzeczności z utartymi stereotypami, a jak już ktoś stara się poza nie wykroczyć to oczekuję, że będzie znał się na rzeczy a wszystko będzie sprawiało wrażenie dobrze obmyślonego i w miarę realnego.  Tutaj niestety z realizmem było bardzo krucho. Naszym bohaterom wszystko szło jak bułeczka z masłem. Jeśli czegoś nie umieli to wystarczyło pstryknąć palcami by się tego nauczyli. Owszem sprawiało to, że akcja pędziła na łeb na szyję jednak w pewnym momencie wszystko stało się jakby groteskowe.

Kolejnym słabym fragmentem naszej powieści są bohaterowie. Oprócz ich imion, przybliżonego wieku oraz faktu, że kieszenie świeciły im pustkami, niczego się o nich nie dowiedziałam. Stój! Gdzieś na pierwszej stronie jest napisane, że nasza Sara ma ciemne włosy i dość egzotyczną urodę. Jeśli autor nie daje nam możliwości na poznanie głównych postaci to niech nie oczekuje, że czytelnik się z nimi zżyje. Faktem jest, że większość z nich znika w pierwszej połowie książki jednak ja osobiście nawet nie byłam zainteresowana ich odnalezieniem. Istnym kuriozum nie z tej ziemi była nasza główna bohaterka, kobieta skromna i raczej mało interesująca do czasu jak okoliczności wyzwoliły w niej ukryte moce w tym skłonność do szybkiego uczenia się. Z przeciętnej studentki w parę godzin stała się potężnym medium zdolnym podróżować pomiędzy światami, słuchać mowy kamieni i walczyć z demonami. To co innym zabrałoby pół życia jej się udało wyszkolić siedząc na krześle w kuchni? Że co? Może ja też mam w sobie ukryte magiczne moce? Za chwilkę sięgnę po różdżkę i to sprawdzę.
Kolejną postacią jest Tom. Zastanawia mnie skąd to imię? Może zdrobnienie od Tomasza? A może to imigrant? W każdym bądź razie do końca książki nie udało mi się dowiedzieć kimże on był. Mało tego..nie potrafię nawet powiedzieć czy jest on dobrym czy złym bohaterem. A może tak miało być? Zrobić z niego taką chimerę? 
Witka za to pokochałam. Była to chyba najciekawsza postać w całej książce. Taka dobra dusza, człowiek do rany przyłóż. Niesamowicie inteligentny pasjonat z ogromną wiedzą. 
O innych bohaterach nie jestem w stanie nic więcej powiedzieć, ponieważ autorka nie uznała za słuszne rozwinąć ich postaci. 

Chociaż nie mogę narzekać na samą fabułę, gdyż sporo się działo i autorce całkiem nieźle udało się oddać klimat powieści grozy, tak nie do końca zrozumiałam całego sensu tej książki. Mamy tutaj Strażników Ognia, którzy czerpią moc z zabijanych przez siebie ofiar. Wszystko ładnie i pięknie. Ale ja chcę więcej. Kim oni byli? jakim cudem udało im się przetrwać w lesie przez nikogo niezauważonym? Czemu policja nie zainteresowała się masowym ginięciem małych dzieci? Nawet nie wiem czy wioska do której trafili studenci była wytworem ich wyobraźni, taką bańką mydlaną z której nie można się wydostać, czy istniała naprawdę. Za dużo w tej książce jest znaków zapytania by uczynić z niej dobrą powieść. A szkoda bo widzę tu potencjał. 

"Labirynt strachu"  nie jest powieścią najwyższych lotów jednak doskonale nadaje się na scenariusz filmu. Ekranizacja byłaby zapewne gratką dla miłośników filmów grozy. Na plus dodam, że czyta się naprawdę szybko. Zdania są krótkie, autorka nie boi się używania równoważników zdań, często też posiłkuje się dialogami. Jest to na pewno powieść która spodoba się czytelnikom z ukończonymi kursami szybkiego czytania. Idealnie skacze się z punktu do punktu nie tracąc z oczu całej fabuły. Jest to również pozycja dla ludzi o mocnych nerwach bo nie obyło się tutaj bez krwawych i drastycznych scen. Szczerze wierzę w tę autorkę i na pewno dam jej kolejną szansę. Ma to co u pisarzy jest najważniejsze : wyobraźnię.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 





wtorek, 27 czerwca 2017

 Tytuł : "Uwikłana, królowa narkotyków, tajna agentka, zakładniczka"
 Autor : Bruce Porter
 Wydawnictwo : Wydawnictwo Kobiece
 Data wydania : 6 czerwca 2017
 Liczba stron : 472
 Tytuł oryginału : Snatched: How A Drug Queen Went Undercover for the DEA and Was Kidnapped By Colombian Guerillas



 Narkofakty

Sięgnęłam po tę książkę z dwóch powodów. Po pierwsze postać Pilar mnie fascynowała (niestety do teraz, kiedy wiem nieco więcej niż dowiedziałam się z wycinków prasowych), a po drugie ze względu na samego autora. Co prawda nie czytałam książki jednak ekranizacja, film "Blow", jest jednym z lepszych obrazów jakie zdarzyło mi się obejrzeć. Jestem tą pozycją troszkę zawiedziona. Nie wiem czy wynika to z faktu, że beletryzowane biografie nie są gatunkiem w którym czuję się dobrze, czy po prostu sam styl autora do mnie nie przemówił. Dostałam porządną dawkę faktów, sporo się nauczyłam, jednak czegoś mi zabrakło. Może analizy? Podsumowania? A może po prostu ludzkiego spojrzenia a nie tylko uszeregowania zdarzeń. 

Wywodząca się z dobrego domu Pilar jako młoda dziewczyna miała wszystko czego mogła zapragnąć. Pieniądze, kochających rodziców, wolność. Wychowana w Kolumbii, wykształcona w Europie, zawsze lubiła chodzić własnymi ścieżkami.Kiedy postanowiła zostać stewardessą nikt ani nic nie mogło ją odwieść od tego pomysłu. I to właśnie na pokładzie samolotu poznała swojego męża- Ernesta, narkotykowego bossa, który trudnił się szmuglowaniem kokainy z Kolumbii do Stanów Zjednoczonych. Pilar zaślepiona miłością bardzo szybko poślubiła niebezpiecznego mężczyznę i razem z nim zaangażowała się w przemyt narkotyków. Jednak Ernesto nie okazał się tym jedynym.
Po dwóch nieudanych małżeństwach wyprowadziła się wraz z dziećmi na Florydę, gdzie postanowiła zacząć nowe życie, tym razem w zgodzie z prawem. Jednak przeszłość nie dała jej o sobie zapomnieć. Jej były mąż, skuszony propozycją wcześniejszego zwolnienia z więzienia, zeznał że również i ona była zaangażowana w narkotykowy biznes. W ramach współpracy z policją, która miała oczyścić ją z zarzutów, kobieta zmuszona została do infiltracji kolumbijskiego kartelu na zlecenie amerykańskiego rządu. Operację tę nazwano 'Księżniczka". Niestety nie wszystko poszło zgodnie z planem. Pilar została porwana przez partyzantów i rozpoczęła się walka o jej życie.

Duża część czytelników, szczególnie tych amerykańskich, przyrównuje tę książkę do trzymających w napięciu powieści sensacyjnych. Ja się niestety nie mogę pod tym podpisać. Faktycznie tempo akcji było zaskakujące jednak nie ze względu na jej zwroty tylko natłok postaci i wydarzeń, skakanie z roku na rok i z postaci na postać. Czasem łapałam się na tym, że gdzieś gubiłam Pilar co mi się wydawało dziwne gdyż myślałam, że to właśnie ona jest główną bohaterką naszej książki. Niestety często zdarzało się tak, że przez kilkadziesiąt stron nie natknęliśmy się na żadną o niej wzmiankę. Co prawda dostaliśmy Toma, naszego zapasowego bohatera, którego życie było równie interesujące, jednak moim zdaniem powinien on stanowić tło a wydarzeń a nie brać w nich czynny udział. Odebrało to naszej "księżniczce" troszkę z przynależnej jej chwały i wielkości. No bo czyż jakiś policjant, nawet z renomowanej jednostki do walki z narkotykami, może się równać z królową kartelu?
Lubię literaturą faktu pod warunkiem, że jest dobrze napisana. Tutaj niestety troszkę się zawiodłam. Miałam wrażenie, że autor troszeczkę się pośpieszył. Zdaję sobie sprawę, że nie był w stanie opisać wszystkich faktów z życia naszych bohaterów jednak przez ten pośpiech powstały wielkie luki, które czytelnik sam sobie musi wypełnić. Z jednej strony książka nie jest typowym reportażem a z drugiej jej beletrystyczna część wprowadzona jest jak by na siłę. A szkoda bo to właśnie na te fragmenty czekałam z niecierpliwością. Nie na wymienianie nazwisk i dat, których i tak nie zapamiętam a na opisywanie życia naszej bohaterki, które z sielanki zamieniło się w piekło. Czasem odnosiłam wrażenie, że czytam szkolny podręcznik, o dość zaskakującej tematyce. 

Sama postać Pilar bardzo mnie rozczarowała. Oczywiście nie jest to winą autora, i nawet jestem mu wdzięczna za to że pokazał jej prawdziwe oblicze. Oblicze, które miało mnie poruszyć a doprowadziło do irytacji. Nasza Pilar dostała od rodziców wszystko to co najlepsze, pławiła się jak rybka w stawie a niestety nie potrafiła tego docenić. Zawsze chciała więcej. Więcej pieniędzy, więcej mężczyzn, więcej wszystkiego. Podobno narodziny dzieci kobiety zmieniają. Niestety nie w jej przypadku. Tutaj nic się nie zmieniło a życie Pilar nadal było jednym wielkim pasmem imprez. Dlatego niestety ale nie potrafiłam jej żałować i współczuć. Mało tego. Myślałam, że dobrze się stało, że dostała to na co zasłużyła. 

Chciałam podziękować autorowi za czas jaki poświęcił na przygotowanie tej książki. Dostanie się do wszystkich świadków i głównych zainteresowanych, przeprowadzenie wywiadów, a do tego zaznajomienie się z narkotykowym biznesem od podszewki z pewnością zajęło wiele długich miesięcy jeśli nie lat. Jednak muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Ta książka pokazuje nam jak zmieniał się narkobiznes na przełomie lat, od boomu w latach 80,90 do stagnacji lat 90. Wiadomo, gusta konsumenckie się zmieniają ja również policja i inne służby mają większe możliwości i więcej środków na tropienie dealerów. 
W tej książce pojawiło się sporo faktów o których nie wiedziałam. Ciągle mnie zastanawiało co policja robi z pieniędzmi czy narkotykami przejętymi w wyniku akcji? Jak przemyt wyglądał w praktyce? Jakie haki narkotykowi bossowie mieli na lokalne władze? Jakie podejście do produkcji kokainy miała lokalna ludność? Na te i jeszcze wiele innych pytań dostałam odpowiedź za co jestem bardzo wdzięczna. 

Nie żałuję, że przeczytałam tę powieść choć żałuję, że musiałam się przemęczyć z jej formą. Postać Pilar jest na pewno fascynująca, a jeszcze bardziej fascynujące jest to jaki użytek zrobiły z jej osoby amerykańskie władze. Jak szantażem zmusiły ją do współpracy. Czytając tę książkę zdałam sobie sprawę, że takie rzeczy się dzieją codziennie choć może na mniejszą skalę. Jedni sprzedają drugich, jest instytucja świadka koronnego tylko po to by walczyć w imię dobra. W takich przypadkach często zapomina się o ofiarach. Taką ofiarą systemu była Pilar. 
Nie jest to jednak kryminał, nie jest to biografia. Jest to literatura faktu o narkobiznesie. Myślę, że jak ktoś się interesował tematem to nic nowego nie odkryje, jednak dla początkujących będzie to niezła gratka.

Za możliwość przeczytania książki i napisania recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu : 



niedziela, 25 czerwca 2017

 Tytuł : "Making Faces"
 Autor : Amy Harmon
 Wydawnictwo : Editio
 Data wydania : 5 stycznia 2017
 Liczba stron : 344
 Tytuł oryginału : Making Faces


 Płytki świat

Mam wielki problem z tą książką. Na wstępie zaznaczę, że na wszystkich portalach, większości blogów i stronach księgarni internetowych zbiera same pozytywne noty. Ponad 4 gwiazdki na Goodreads.com- to się rzadko zdarza nawet w przypadku klasyków. Samo to zmusza czytelnika do napisania pozytywnej opinii. Z jednej strony mamy tutaj wszystko to co cechuje dobrą książkę obyczajową : powolną jednak ciekawą fabułę, prawdziwych bohaterów i wulkan emocji. Przyznam się, że niejednokrotnie zakręciła mi się łezka w oku. Jednak zawsze musi być to ale. Czym było ono tym razem? Pomimo ładunku emocjonalnego, który ze sobą niesie, książka ta jest po prostu płytka. Z jednej strony porusza ważne tematy, jednak odnosiłam wrażenie, że zostały one potraktowane po macoszemu. Na pewno nie jest to zła lektura jednak zabrakło tu tła, które jest dla mnie równie ważne co zdarzenia.

Fern od najmłodszych lat jest zakochana w Ambrose- młodym zapaśniku, niezwykle przystojnym
chłopcu, który jest obiektem westchnień większości dziewczyn w szkole. Dziewczyna wie, że jej miłość nigdy nie zostanie odwzajemniona. No bo czy jest możliwe by najprzystojniejszy chłopak w szkole zwrócił uwagę na małą, rudowłosą, piegowatą dziewczynę, która na domiar złego nosi okulary i aparat ortodontyczny? 
Po ukończeniu szkoły Ambrose wraz z przyjaciółmi z maty zapaśniczej decyduje  wyjechać na wojnę do Iraku. Wydarzenia z 11 września sprawiły, że poczuli się w obowiązku walczyć za własny kraj. W wyniku zasadzki na drodze czwórka z nich ginie. Do domu wraca tylko Ambrose. Jednak nie jest już tym przystojnym, młodym mężczyzną. Pocisk wycelowany w ich pojazd zmasakrował mu prawą stronę twarzy. Policzki przecinają mu blizny, stracił widoczność w jednym oku i ogłuchł na jedno ucho.
Czy Fern jest w stanie nadal kochać bestię?

Od razu zaznaczę, że nie jest to gatunek książek po który sięgam w pierwszej kolejności. Mało tego zazwyczaj omijam je szerokim łukiem. Zrobiłam wyjątek ze względu na samą autorkę. Miałam okazję czytać jej wcześniejsze powieści (przegrana w zakładzie) i głęboko zapadły mi w pamięć. Jestem przyzwyczajona do thrillerów i kryminałów gdzie akcja pędzi na łeb na szyję a człowiek nie robi nic innego jak tylko czeka na rozwiązanie zagadki. W przypadku powieści obyczajowych zwracam uwagę na coś innego : na bohaterów i to co mają nam do przekazania. Tym razem było tego sporo. Od samego początku wiedziałam, że ta powieść niesie ze sobą duży ładunek emocjonalny. Wystarczyło mi tylko poznać naszych głównych bohaterów. Mamy tu do czynienia z walką ze śmiertelną chorobą, która z góry skazana jest na niepowodzenie. Razem z bohaterami wyjeżdżamy na wojnę, która pochłonie mnóstwo ludzkich istnień.Jesteśmy bici i poniżani przez własnego męża. Z przystojnego mężczyzny zmieniamy się w potwora. Leżymy twarzą w rowie pełnym błota walcząc o oddech. To po prostu nie ma prawa nie poruszyć czytelnika. Na pewno fabuła jest najmocniejszą stroną tej powieści. Szczególnie biorąc pod uwagę, że jej targetem są młodsi czytelnicy. 
Wiem jakie było zmierzenie autorki. Ta książka miała wzruszać a jednocześnie uczyć. Uczyć tego, że należy się cieszyć każdą chwilą. Dziękować za te wszystkie małe rzeczy, które dostajemy od losu każdego dnia. Nie patrzeć na urodę człowieka tylko zaglądać we wnętrze drugiej osoby. Wszystko to piękne przesłania ale jednocześnie puste frazesy. W tej książce bohaterom wszystko przychodziło za łatwo. Każdy był pogodzony z własnym losem. Ba, autorce po prostu udało się ujarzmić śmierć i nadać jej ludzkie oblicze. Zaśmiać się jej w twarz. Dla mnie to wszystko było za proste. Tak dużo przeżyłam z naszymi bohaterami, że po prostu nie mogłam się z pewnymi faktami pogodzić i przejść nad nimi do porządku dziennego. Może za mało we mnie wiary? Bo to właśnie ona pełni dużą rolę w tej książce. 

Pomimo faktu, że pokochałam głównych bohaterów nie byli oni postaciami wiarygodnymi. Fern, którą poznajemy jako wkraczającą w dorosłość osobę, praktycznie się nie zmieniła od momentu kiedy miała 10 lat. Jest tak samo infantylna i naiwna jak kiedyś. Ambrose myśli, że wyjazd do Iraku na wojnę jest tym samym co pojechanie na szkolną wycieczkę i w jednej minucie namawia do tego swoich najbliższych znajomych. Rita, kobitka raczej swobodnych obyczajów, jak się budzi z ręką w nocniku to przypomina sobie że był ktoś taki jak Bailey i że żałuje, że nie ma tyle siły by z nim być. A sam Bailey? On był najwspanialszą postacią w tej książce. Sarkastyczny, inteligentny, zabawny. Wprost go uwielbiam. Tylko on ratuje ten cały panteon. Jednak jak widzimy można pokochać nawet niewiarygodnych superbohaterów.

W książce tej poruszono sporo niezwykle ważnych wątków. Motyw zamachu terrorystycznego na World Trade Centre, wojna w Iraku, Zespół Szoku Pourazowego, przemoc w rodzinie. Niestety żaden z nich nie został rozwinięty. Książka zaczyna się w momencie jak cała klasa ogląda w telewizji walące się wieże w Nowym Yorku. Ja jako zainteresowany czytelnik spodziewałam się tego, że przeczytam jak to wpłynęło na umysły młodych ludzi... niestety. Kolejny etap : wojna w Iraku. Oprócz taplania się w basenie i żartów w bazie nie dostałam praktycznie nic....oprócz aktu końcowego. A co się działo w domu Rity? Też nic. Co się działo w głowie Ambrosa? Tu dostajemy troszkę więcej, jednak temat i tak nie został wyczerpany. 
Doskonale zdaję sobie sprawę, że książka obyczajowa nie może być zbyt długa, bo na litość boską, jak długo możemy czytać o losach zwykłych ludzi. W tym tkwi problem. W tym przypadku nie mamy do czynienia ze zwykłymi ludźmi. To chodzące kłębki emocji i problemów, dla których wypadało by poświęcić parę dodatkowych stron by uczynić ich bardziej realnymi. Wtedy i przesłanie książki by było bardziej dosadne. 

Ciężko mi ocenić tę pozycję. Uważam, że niesie ważne przesłanie jednak podane w zbyt prozaicznej formie. Pokochałam bohaterów jednak tylko na papierze bo pomimo usilnych starań nie potrafiłam przenieść ich do rzeczywistości. Jednak to pewnie ja się mylę patrząc na recenzje. Może to ja nie jestem targetem tej powieści a młodym ludziom jest ona potrzebna. Z pewnością zachowam egzemplarz dla mojej córki, za kilka lat zobaczymy co mi powie i napiszę recenzję okiem nastolatki.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję :





piątek, 23 czerwca 2017

 Tytuł : "Zombie"
 Autor : Wojciech Chmielarz
 Wydawnictwo : Czarne
 Data wydania : 24 maja 2017
 Liczba stron : 520

 Kryminalne zombie

Możecie wierzyć albo nie ale jak tylko zobaczyłam tytuł i okładkę tej książki to byłam święcie przekonana, że opowiada o apokalipsie zombie. Pewnie do tej pory się ze mnie śmieją w wydawnictwie, gdyż swoją prośbę o udostępnienie egzemplarza recenzenckiego umotywowałam pasją do tej tematyki. Jakież było moje zdziwienie kiedy powieść ta trafiła w moje ręce i okazała się czym? Kryminałem. Całe szczęście jestem fanką i tego gatunku więc szybko zabrałam się do lektury. Żałuję, że wcześniej nie doceniałam polskich pisarzy i rzadko sięgałam po ich książki. Już od pierwszych stron wiedziałam, że "to jest to". Pomimo faktu, że książka jest spora objętościowo to udało mi się ją przeczytać w jeden dzień, oczywiście kosztem wszystkiego innego. Jedno wam powiem mam sporo do nadrobienia bo jeśli się nie mylę Wojciech Chmielarz napisał kilka książek po które koniecznie muszę sięgnąć. Ta powieść to po prostu majstersztyk.

Młody prokurator z Gliwic, Adam Górnik, w wieku piętnastu lat zamordował swojego kolegę ze szkoły- Korsarza. Ciała nigdy nie odnaleziono. 
Z Adamem spotykamy się 20 lat później. Jest u progu błyskotliwej kariery, ma piękną, kochającą
żonę i dwójkę małych dzieci. Pewnego dnia Adam dostaje telefon, że w miejscu gdzie  zakopał zwłoki znalezione zostało ciało. Kiedy dociera na miejsce okazuje się, że w miejscu gdzie powinien spoczywać Korsarski zakopana została mała dziewczynka. Górnik odbiera telefon od mordercy, który przedstawia się jako Korsarz. Prokurator postanawia na własną rękę odnaleźć potwora z przeszłości. Wynajmuje prywatnego detektywa Dawida Wolskiego, który ma mu w tym pomóc. Czy Korsarz wstał z grobu i teraz się mści? Czy może prawda wyszła na jaw i ktoś inny bawi się w morderczą grę z prokuratorem?

Najważniejsza w kryminałach jest zagadka. Im bardziej jest skomplikowana i trudna do rozwiązania tym lepiej. W tym przypadku bawiłam się wyśmienicie. W końcu bardzo rzadko się zdarza, że dostajemy telefon zza grobu i to od człowieka, który został zamordowany 20 lat wcześniej. Żeby było ciekawiej nasz "zombie" nie bierze pistoletu i nie wpada do prokuratury by się zemścić, tylko porywa dziewczynkę i ją morduje. Ostatnio często wpadają mi w ręce książki gdzie ofiarami są małoletni. Jak już wielokrotnie pisałam porusza to moje najwrażliwsze struny i przykuwa do książki. Nie ważne co się dzieje po prostu muszę przeczytać ją do końca. Tym razem czytało mi się bardzo przyjemnie gdyż nasz autor ma tak znakomity styl i warsztat, że po prostu nie ma się do czego przyczepić. Rzadko się zdarza żeby kryminał miał tak wyrównane tempo. Zazwyczaj w książkach tego gatunku akcja rozkręca się stopniowo by wystrzelić jak z procy w punkcie kulminacyjnym. W przypadku "Zombie" praktycznie od pierwszej strony coś się dzieje. Mordercę poznajemy krok po kroku, jednak  towarzyszy nam cały czas. Nie siedzi spokojnie z boku i czeka na nasz krok tylko bawi się z nami w kotka i myszkę. Cały czas jesteśmy krok za nim a on śmieje nam się w twarz. 
Forma w jakiej została napisana to powieść jest wprost rewelacyjna. Mamy tutaj czas nam współczesny i retrospekcje ukazujące wydarzenia sprzed 20 lat. Tym sposobem autor pokazuje nam tło wydarzeń i krok po kroku zdradza tajemnice przeszłości. Dzięki tym przenosinom w czasie jesteśmy w stanie lepiej poznać naszych bohaterów i motywy które nimi powodowały. 
I do tego ten wspaniały balans pomiędzy częścią opisową a dialogami. Myślę, że nie będzie to zbyt dużym nadużyciem kiedy powiem, że proza Chmielarza skojarzyła mi się z twórczością Stephena Kinga. Kiedy już już była bliska zmęczeniu opisami to pojawiały się dialogi, które nie dość że świetnie prowadzone to często były dość zabawne. Lubię kiedy książka pisana jest mocnym językiem, lubię kryminały którym nie brak wigoru i brutalności, bo właśnie tego powinniśmy się spodziewać w przypadku tego gatunku. W tej kwestii autor spisał się doskonale.

Teraz przejdźmy do naszych bohaterów, których pokochałam z całego serca. Powieść ta była moim pierwszym spotkaniem z autorem, a co za tym idzie nie miałam wcześniej okazji poznać Dawida Wolskiego, czego teraz bardzo żałuję. Jest to postać tak groteskowa, że nie sposób jej nie polubić. No można ją jeszcze znienawidzić ale na pewno nie będzie osoby która przejdzie koło niej obojętnie. Z jednej strony odważny i nie mający nic do stracenia a z drugiej tchórz, oportunista i egocentryk. Taka zwyczajna łajza dla której pieniądze są najważniejsze i jest w stanie zrobić dla nich wszystko, nawet sprzedać swoich najbliższych. No czasem mu się zdarza miewać chwile uległości jednak wtedy odzywa się u niego zdrowy rozsądek i znowu zaczyna być sobą. 
Kolejna postać : Adam Górnik. Zastanawiałam się jak to jest możliwe, że darzę sympatią osobę, która zamordowała swojego kolegę ze szkoły. Ale jego po prostu nie da się nie lubić bo uosabia wszystko to co jest mi drogie : przywiązanie do rodziny, ambicje, poczucie humoru, odwagę, konsekwencję w działaniu i zdrowy rozsądek. Niejeden człowiek by się rozsypał gdyby zadzwonił do niego "zmarły". Ale nie Górnik. On nie dość, że nie wpadł w panikę to jeszcze chciał doprowadzić sprawę do końca.
Marta. Młoda, była prostytutka, wyrzucona przez rodziców, która mieszka kątem u Dawida. Dość ciekawa postać, która również jest mi bliska. Bardzo pomocna, mająca otwarte serce, inteligentna kobieta. Nie bojąca się wyzwań. Jest to osoba, która pod pozorami twardości ukrywa dobre serce.
Cezary. Najbardziej zabawna postać w całej książce. Do końca nie udało mi się odkryć kim tak naprawdę był, jednak wydaje mi się że ta tajemniczość była zamierzona. Osobnik niebezpieczny, który nie boi się wziąć spraw w swoje ręce. Przed niczym się nie cofa. Równie dobry we władaniu słowem jak i pistoletem. Ot typowy przedstawiciel półświatku. Jednak z drugiej strony jest to osoba, która dla rodziny zrobi wszystko, nawet ucieknie z kraju jak grunt zacznie się palić pod nogami.
Czy z takimi bohaterami da się nudzić? Nie ma na to najmniejszych szans. A jak jeszcze zaczną działać razem tropiąc groźnego mordercę to dostaniemy mieszankę wybuchową.

Książka ta ukazuje ciekawy obraz dzisiejszej polski. Dzięki niej wiem, że mało się w naszym kraju zmieniło na przestrzeni lat. I niestety jest to obraz smutny i skłaniający do refleksji. Nasi bohaterowie obracają się w środowiskach patologicznych. Burdy, pijaństwo, kradzieże, gwałty- wszystko to jest na porządku dziennym. Mało tego nikogo już to nie dziwi, władze często nie reagują na taki stan rzeczy a policja jest zniechęcona i często bezsilna. Polska w "Zombie" ukazana jest z tej mrocznej strony, kiedy już przepadła ostatnia nadzieja na lepsze jutro. Ale paradoksalnie ludzie nauczyli się z tym żyć. Patologia stała się elementem krajobrazu akceptowanym przez społeczeństwo.

Jestem totalnie zauroczona tą książka. Nawet jestem w stanie wybaczyć autorowi to, że w wielu fragmentach odnosił się do poprzedniej części nie tłumacząc czytelnikowi co się w niej wydarzyło. Jednych może to drażnić jednak mnie ciekawi. Kim była Alicja? Co się z nią stało? Czemu jej morderstwo miało taki wpływ na naszych bohaterów? Koniecznie muszę sięgnąć po poprzednią książkę byle tylko poznać odpowiedzi na te pytania. 
Książka Chmielarza jest przykładem na to jak powinien wyglądać dobry kryminał. Oczywiście można się przyczepić że cała intryga zbudowana została na zbyt wątłym fundamencie (bo jak ktoś może nie pamiętać ważnych wydarzeń z przeszłości?) jednak dla niedowiarków autor zamieścił specjalny epilog, który wiele tłumaczy. Radzę go jednak przeczytać na samym końcu. 

Jest to jedna z lepszych pozycji po jaką sięgnęłam w tym roku. Ciekawi, fascynuje, przykuwa do fotela. Można przy niej nawet schudnąć bo wprost nie ma czasu pójść sobie zrobić kanapki. Dzięki "Zombie" odzyskałam wiarę w polskich autorów. Na pewno sięgnę po następne jak i poprzednie powieści. Polecam fanom gatunku jak i tym którzy dopiero z nim zaczynają. Naprawdę warto. 

Za możliwość przeczytania książki i jej zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu :