niedziela, 31 maja 2015


Tytul : "Zly jednorozec"
Autor : Platte F.Clark
Wydawnictwo : CzyTam
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 428




Zaginione krwiozercze wiewiorki


Nie sklamie kiedy powiem, ze do siegniecia po ksiazke zachecila mnie jej fenomenalna, komiksowa
okladka. Ostatnimi czasy w moje rece trafilo zbyt duzo powaznych ksiazek, wiec zdecydowalam ze czas na nieco lzejsza literature. Na samym wstepie, gdzie autor raczy nas opisem krwiozerczych wiewiorek mialam ochote zasugerowac sie ostatnimi slowami przedmowy  i odlozyc ksiazke na polke. Jednak dzieki wielkie, ze tego nie zrobilam. Dostalam mega porcje rozrywki o niebo lepszej niz wszystkie amerykanskie komedie razem wziete. Po mnie ksiazke przeczytala praktycznie cala moja nablizsza rodzina, poczawszy od 12 letniej siostry a skonczywszy na ponad 60 letnim ojcu, i kazdemu z nich sie podobala. Targetem jest co prawda grupa mlodziezy w wieku gimnazjalnym jednak z reka na sercu moge powiedziec ze i stare wygi beda miec ubaw po pachy. W ksiazce nie spotkamy wielu drastycznych scen , jedak ze wzgledu na polityczne dowcipy najmlodsi moga jej nie zrozumiec.




O Maxie Specnerze mozna powiedziec wszystko oprocz tego, ze jest zwyklym nastolatkiem. Fajtlapa i nieudacznik, szkolne posmiewisko, maskotka do bicia dla bardziej wysportowanych kolegow. Typ, ktorego do druzyny wybiera sie jako ostatniego. Jednak Max ma cos czego niejedna osoba mu zazdrosci, wiernego przyjaciela Dirka, ktory w kazdych okolicznosciach stanie po stronie slabszego kolegi. Tak bylo i tym razem. Szkolny lobuz przezwiskiem Kraken zaczepil na korytarzu kujonke Sare. Dziewczyna w samoobronie wyprowadzila cios judo, ktore trenowala od najmlodszych lat. Osmieszony Kraken postanowil zemscic sie na tlumie gapiow i jego wybor padl na Maxa i Dirka. Przylapani na bojce przez dyrektora szkoly wszyscy czworo ( wraz z sara ) wyladowali na dyrektorskim dywaniku. Kara za zle sprowowanie paradoksalnie bylo zwolnienie z lekcji. Sara, Max i Dwayne by uczcic porazke Krakena udali sie do sklepu z grami zwanego "smocza jama". Oprocz zakupienia kart do gry Max mial jeszcze jeden wazny powod by tutaj sie zjawic. Od najmlodszych lat byl posiadaczem ksiazki, ktorej tylko on mogl dotknac i z niej czytac. Kazda inna osoba pragnaca chociazby wziac ja w dlonie byla razona pradem. W momencie kiedy wlasciciel sklepu Dwight dowiaduje sie o ksiazce zaczyna sie dziac cos dziwnego. Rzeczywistosc zaczyna rozpadac sie na kawalki, sklep zaczyna wirowac by w koncu zniknac. Po kilku minutach przyjaciele budza sie na srodku lesnej polany. Pierwszej nocy kiedy mechaniczny pajak kradnie ksiege, ktora okazuje sie Kodeksem Nieskonczonej Poznawalnosci, zawierajacym 15 zaklec podstawowych, Max podaza za nim az do ruin starej cementowni. Tutaj spotyka stara maszyne do gry Cenepede. Od niej dowiaduje sie, ze swiat jaki znal juz nie istnieje, Kodeks przeniosl go w odlegla przyszlosc, gdzie rasa ludzka zostala juz tylko w pamieci najstarszych maszym, ktore teraz rzadza na ziemi. Rzadza maszyny jednak prawdziwym zlem jest Robo-jednorozec, krwiozercza besta, ktora z pomoca Robo-maga Magrusa zabila i pozarla wszystkich przedstawicieli ludzkiego gatunku. Ksiezniczka, kiedys prawdziwy mityczny jednorozec pojawila sie w swiecie ludzi zwanym Techrusem za sprawa wielkiego maga Rezormoora Przerazajacego. Przywodca Wiezy Magow potrzebowal osobnika posiadajacego wrodzona magie, by odnalazl i przyniosl Kodeks Nieskonczonej Poznawalnosci oraz ostatniego potomka wielkiego maga Sporazo. Kiedy Ksiazniczka dowiaduje sie, ze Kodeks jest blisko rozpoczyna lowy, ktorych celem jest Max i trojka jego przyjaciol ( oraz armia przesmiesznych frobbitow ).


Mysicie, ze opowiedzialam wam cala ksiazke? Otoz nie. Jest to tylko niewielki fragment fabuly z pierwszych stron powiesci. Ksiazka bedzie gratka zarowno dla fanow fantasy jak i fantastyki. Mamy tutaj zarowno magow i czarodzieji, mityczne jednorozce, krasnoludy i hobbitopodobne frobbity jak i miasto maszyn rodem z Terminatora, arene walki jak w Igrzyskach smierci, gadajace tostery i wszelkiego rodzaju sztuczna inteligencje. Zapowiada sie naprawde fajnie.


Co mnie powalilo to doskonaly humor na praktycznie kazdej karcie powiesci. Mlodsi czytelnicy moga niektorych zartow nie zrozumiec podabnie jak w przypadku filmow animowanych, ktore niby dla dzieci pelne sa zartow zrozumialych tylko dla doroslych, interesujacych sie najnowsza polityka. W wersji angielskiej mamy tutaj na przyklad zarty o Alu Gore. Jednak sam opis rasy frobbitow , dla ktorych jedyna znana forma ataku jest ucieczka,  slowo napasc nie funkcjonuje w ich jezyku za to posiadaja 17 okreslen slowa odwrot. Fenomenalna jest rowniez postac Magrusa, sarkastycznego robo-maga, ktoremu zaporogramowana blokada nie pozwala popelnic samobojstwa o ktorym mysli od setek lat.

Od poczatku powiesci zdajemy sobie sprawe, ze jest to dopiero pierwsza czesc cyklu. Troszke niezrozumiale dla mnie byly podroze w czasie i licze na to, ze z kolejnych czesci dowiem sie o nich wiecej. Rowniez mam za zle autorowi, ze nie wyjasnil fenomenu krwiozerczych wiewiorek, ktore przewijaja sie przez cala ksiazke, ich rysunki sa nawet zamieszczone na okladce. Zafascynowalo mnie rowniez Umbrawersum, miejsce w czasie, ktore wywolywalo dreszcz na karku Robo-jednorozca, rowniez w tym przypadku musze poczekac do kolejnych czesci aby dowiedziec sie co tak przestraszylo mityczna istote.

Jesli podobalo wam sie "Autostopem przez galaktyke" to koniecznie musicie siegnac po ksiazke Platte F.Clark. Ja z niecierpliwoscia czekam na kolejna czesc, licze rowniez na ekranizacje, ktora z pewnoscia bylaby jedna z najbardziej oczekiwanych premier roku.

Moja ocena to 9/10 punktow.

sobota, 30 maja 2015


Tytul : "Antipolis"
Autor : Tomasz Fijalkowski
Wydawnictwo : Czwarta Strona
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 368




Anty-polish Antipolis




Pierwsze slowo, ktore nasuwa mi sie na mysl myslac o "Antipolis" to : antypolska, jednak nie ma ono
zabarwienia negatywnego a wrecz przeciwnie. Odmalowana przez Fijalkowskiego alternatywna wizja naszego kraju jest tak odmienna od tej, w ktorej zyjemy ze az serce rosnie. Polska, kraj rozciagajacy sie od morza do morze gdzie ludzie zyja w szczesciu i dobrobycie. Kraj zaawansowanych technologii odgrywajacy wazna role na globalnym rynku. A wreszcie mekka wolnosci religijnej, gdzie chrzescijanstwo stawia pierwsze kroki a rozmaite kulty i organizacje religijne wyrastaja jak grzyby po deszczu. Istna utopia, istne "Anty-polish".

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazuja na to, ze zbliza sie "Zenit", moment w czasie kiedy Inna Rzeczywistosc przeniknie do naszej , co przyniesie katastrofalne skutki. Jednak kraj jest na to przygotowany. Tajna organizacja rzadowa zwana Struktura juz od lat zajmuje sie monitorowaniem rzeczywistosci. Na poczatku ksiazki poznajemy Tomasza, ktory po smierci zony i utracie posady na Uniwersytecie w Krzemiencu przyjezdza do Antipolis gdzie kuzynostwo zalatwilo mu posade prywatnego nauczyciela corki bogatego rosyjskiego uciekiniera. Blanka, niezbyt rozgarnieta i o dosc niskim poziomie inteligecji jest duzym wyzwaniem dla wykladowcy. Kiedy pewnego dnia Tomasz podaza na umowione korepetycje nieznana sila zabrania mu wejsciach do mieszkania. Nastepuje huk i mlody czlowiek traci przytomnosc. Budzi sie w szlacheckim dworze - glownej siedzibie Struktury. To wlasnie tutaj ewakuowane zostaly wszystkie najwazniejsze osoby w panstwie na wiesc o zblizajacym sie "Zenicie". Pracujaca dla struktury Nadja odpowiedialna jest za wyszukiwanie wszystkich osobnikow posiadajacych nadprzyrodzone zdolnosci , to wlasnie oni maja ocalic swiat. Jednak nikt nie zdaje sobie sprawy, ze to nie z nieba a spod ziemi grozi nam wieksze niebezpieczenstwo, gdyz w piwnicach posiadlosci, obudzone przez zblizajaca sie inne rzeczywistosc otorzylo oczy prawdziwe zlo. 

Co mnie zdziwilo to brak glownych bohaterow. Spotykamy tutaj mase postaci poczawszy od Tomasza, Nadji, pracujacego dla policji komisarza Sniega, galanteryjnego kupca Mraczewskiego a konczac na akolitce kultu bogini Kybele Rozy czy niemieckiego dyplomaty. Jeszcze do konca nie zdazymy ich poznac a juz znikaja ze sceny by wiecej sie nie pojawic tak jakby ktos zasztyletowal ich w kuluarach. I wlasnie ta chaotycznosc z poczatku mnie zrazila. Owszem widzimy tutaj pewna strukture i zaleznosci pomiedzy bohaterami jednak wiekszosc postaci potraktowanych jest po macoszemu. To samo tyczy sie fabuly, ktora obfituje w wydarzenia calkowicie odbiegajace od glownego watku ksiazki , zupelnie z nia nie powiazane. Czesto zadawalam sobie pytanie : I co dalej? Co sie stala z ta czy z tym? Gdzie sie podziali , jak dalej potoczyly sie ich losy? Czemu sluzylo wprowadzanie ich do gry by potem o nich zapomniec? Z poczatku mialam nadzieje na kontynuacje jednak wraz z rozwojem akcji zdalam sobie sprawe , ze kolejnego tomu nie bedzie a powiesc zostanie zamknieta. Szkoda gdyz utracony zostal potencjal, ktory mozna bylo bardzo ciekawie wykrzystac a tak zostalismy pozostawieni z cieniami postaci, ktorym sami musimy dopisac zakonczenie. 

Zdecydowanym minusem jest konstrukcja fabuly. Mamy tutaj powroty do przeszlosci, brak jest jakiejkolwiek chronologii. Rownie zle wyglada to ze strony redakcyjnej. Brak wyraznych odstepow pomiedzy poszczegolnymi podrozdzialami sprawia, ze czesto gubimy sie w tresci nie wiedzac z ktorym bohaterem mamy do czynienia, szczegolnie ze nowych postaci jest tutaj bardzo duzo a niektore pojawiaja sie tylko w kilku akapitach. Fabula co prawda jest dopracowana w kazdym calu, jedno wynika z drugiego jednak razi w oczy naiwnosc. Dla przykladu : Nadja wyszukuje ludzi z potencjalem magicznym jednak nie jest powiedziane jak to robi, gdzie ich szuka , postaci po prostu sie pojawiaja. zaluje rowniez ze autor za malo sie skupil na reakcji spoleczenstwa na takie zjawisko jak "Zenit". Jesli zdarzyloby sie to w czasach nam wspolczesnych to zapewne wywolaloby taka panike wsrod ludzi, ze ewekuacja miasta ze wzgledu na zamieszanie nie bylaby mozliwa. A tutaj ludzie ida jak po sznurku, godza sie z wlasnym losem . Na posterunkach granicznych miasta zostaja policjanci, ktorzy spokojnie pija kawe, spia i pala papierosy. Czy naprawde ktos bylby w stanie zasnac jesli do ziemi zblizalby sie Armaggeddon?

Jednak pomimo tych wad "Antipolis" jak na debiut jest powiescia bardzo udana. Nie ma tutaj nudy, brakuje co prawda wiekszych zwrotow akcji niemniej jednak czyta sie ja z zainteresowaniem az do samego konca. A koniec? Musze sie przyznac, ze nie do konca przypadl mi do gustu. Ostatni rozdzial musialam przeczytac parokrotnie, zeby zrozumiec co sie tak naprawde wydarzylo. I dopiero przy piatym czy szostym czytaniu dowiedzialam sie co autor mial na mysli. 

Ksiazke polecilabym fanom powiesci takich autorow jak Ziemianski czy Pilipiuk. Co prawda nie ma tutaj takiego rozmachu jak w trylogii o Achaii czy w sadze Oko jelenia jednak mozna powiedziec, ze zamysl jest ten sam. Mamy tutaj zarowno elementy fantasy jak i fantastyki a to wszystko wymieszane w wybuchowy koktajl. Rowniez fani Stephena Kinga nie powinni byc zawiedzeni - Wrota do Innej rzeczywistosci wygladaja wypisz wymaluj jak okno do krainy smierci z "Przebudzenia" Kinga. 

Moja ocena to 6/10 punktow. Z pewnoscia siegne po inne ksiazki autora, a najbardziej bylabym zadowolona jakby napisal kolejna czesc "Antipolis" i wyjasnil co sie stalo z pozostalymi bohaterami bo w wymyslaniu zakonczen i historii nigdy nie bylam dobra. 

czwartek, 28 maja 2015


Tytul :  "Nauczycielka"
Autor : Judith W. Taschler
Wydawnictwo : W.A.B
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 256



Nauczycielka prozy zycia



Do kupna ksiazki zachecila mnie zarowno okladka jak i patronat Lubimyczytac.pl. Zazwyczaj ksiazki
polecane przez ten portal sa warte przeczytania, choc kilka razy niestety sie zawiodlam. Tym razem dostalam fenomenalna powiesc, ktora na dlugo zostanie w mojej pamieci. Ksiazke w ktorej autorce udalo sie obnazyc ludzka dusze bez nadmiernej dramaturgii, bez wylewania lez choc powiesc jest tragiczna. Napewno nie raz spotkaliscie sie z ksiazkami, ktorych raz otworzonych nie mogliscie zamknac bez doczytania do konca. W moim przypadku tak wlasnie bylo z "Naucycielka". Pochlanialam strone ze strona, i z zalem serca patrzylam jak ubywa kartek. Przypuszczam , ze jesli ksiazka zamiast niecalych 300 stron mialaby 1000 to i tak zarwalabym noc byle tylko doczytac do konca. 

W szkole, w ktorej uczy Miranda organizowane sa warsztaty pisarskie z cyklu "Uczen spotyka autora/autorke". Zaproszenie na nie dostaje Xaver Sand byly partner nauczycielki, ktory pewnego dnia spakowal swoje rzeczy i opuscil zakochana w nim do szalenstwa kobiete, po prawie 15 latach zwiazku. Po odejsciu kochanka a zarazem najblizszej jej osoby, Miranda dlugo nie mogla sie pozbierac, od tamtego czasu nikt w jej sercu nie zagrzal miejsca na dluzej. Po latach, kiedy emocje ostygly a zal w wiekszosci sie ulotnil dochodzi do ponownego spotkania Mirandy i Xavera. Tydzien, ktory im przyjdzie razem spedzic bedzie czasem rozliczenia przeszlosci, odbudowania relacji, bedzie to swoista spowiedz dwojki bylych kochankow. Na jaw wyjdzie dlugo utrzymywana tajemnica, ktora odmieni zycie ich obojga, tajemnica ktora jak kornik w drewnie wysysala z nich zyciodajne soki. Kiedy wszystko wyjdzie na jaw bohaterowie doswiadcza swoistego rodzaju katharsis. Jednak czy oszyszczenie da im wolnosc i pogodzenie sie z losem?

Przy pierwszym czytaniu ( za drugim juz troszke mniej ) powiesc skojarzyla mi sie z ksiazka "Czastka Ciebie" Ellie Harper. Oba utwory opowiadaja o checi posiadania dziecka, o rodzinie, bezgranicznej milosci bez kompromisow. W obu glowne bohaterki chca osiagnac swoje cele nawet jesliby mialy dojsc do tego po trupach. Jednak kiedy w powiesci Harper mamy do czynienia z silnymi emocjami, ktore az sie wylewaja ze stron powiesci tak tutaj wszystko wydaje sie byc zracjonalizowane, rozebrane na czynniki pierwsze. Proza Taschler jest sucha, rzeczowa , mozna rzecz naturalistyczna.

Powiesc "Nauczycielka" to utwor o dorastaniu. O przewartosciowywaniu naszego zycia, w momentach w ktorych do tego dojrzelismy. Jednak to rowniez powiesc o ucieczce przed dorosloscia. Ktos moglby powiedziec , ze jest to powiesc o milosci. Z tym rowniez bym sie zgodzila. Jednak milosc tutaj to nie idealne uczucie niczym z bajki o kopciuszku. Tutaj nie ma stricte dobrych charakterow. Milosc w "Nauczycielce" to uczucie pomiedzy dwoma indywidualnymi osobami, majacymi swoje motywy ktore ukierunkowuja ich dzialania. Czasem jest to konformizn, asekuranctwo, malostkowosc a czasem pasja, rzeczowosc cz odpowiedzialnosc. Jak pieknie to ujela autorka : bez opowiesci nie byloby swiata. Dosc dlugo zastanawialam sie nad tym zdaniem i musze przyznac jej racje. Ida tym tropem Taschler ustami Xavera wyraza poglad, ze Bog stworzyl czlowieka poniewaz byl znuzony opowiadaniem aniolom ciagle tych samych opowiesciach o Ziemi czy zwierzetach. Niestety tak sie sklada, ze najciekawsze dla nas sa opowiesci tragiczne, juz tacy jestesmy lubimy czytac o problemach innych i ciszy nas to, ze to nie nas spotkalo to nieszczescie.

Co mi bardzo przypadlo do gustu to forma ksiazki. Mamy tutaj zarowno elementy dramatu jak i pamietnika czy listow. Matylde i Xavera w mlodosci polaczyla milosc do ksiazek. Czesto siadali wieczorami i jedno opowiadalo fragment opowiesci by druga osoba mogla dodac do niej zakonczenie. Tak jest i tym razem. Cala historie poznajemy z dwoch stron. Z jednej to Matylda opowiada o swoich uczuciach i zyciu z drugiej Xaver opowiada jak sie potoczyly jego losy. Do tego wszystkie autorka zadbala o wspaniale tlo, ktorego motywem sa historie rodzinne Matyldy i Xavera. To wlasnie z nich dowiadujemy sie, ze historia lubi sie powtarzac, jednak znajac dzieje rodziny nie umiemy uczyc sie na bledach, musimy popelniac wlasne. Przec cala ksiazke towarzyszy nam bardzo melancholijny klimat , przeswiadczenie o nieuchronnosci naszego losu. Jesli raz zle wybierzemy sciezke to nie dostaniemy drugiej szansy, nie bedzie nam dane cofnac sie do punktu wyjscia i zaczac od nowa. Jednak powiesc nas w pewien sposob motywuje, sprawia ze zaczynamy sie zastanawiac nad wlasnym zycie. Probowalam spojrzec z boku na to co robie, zastanowilam sie czy cos po sobie pozostawie czy po prostu przezyje zycie tak naprawde nie zyjac? A moja historia zostanie zapomniana? "Nauczycielka" zmotywowala mnie do tego by czerpac radosc z zycia garsciami, by ciagle isc do przodu i nie wpasc w marazm, ktorego doswiadczyli bohaterowie powiesci.

Jeden punkt odbiore za rzecz , ktora mnie niemilosiernie denerwowala. "Skrzydla aniola", "Dziecko aniola" , "Krew Aniola", te oto tytuly trylogii, ktorych autorami byla dwojka bohaterow wymienione byly w tekscie tyle razy, ze nauczylam sie ich na pamiec. I jednej rzeczy tutaj nie rozumiem. Drugoplanowe postaci nazywane sa "Ktokolwiek", "Jakastam" a nazwa powiesci wita nas na kazdej stronie. Dlaczego? Czy slowo trylogia nie mowi wszystkiego? Jesli jest mowa o tylko jednej to jednorazowa wzmianka o tytule by wystarczyla. 


Mialam duzy problem z zakonczeniem powiesci. To tak jakbysmy nosili dziecko pod sercem przez 9 miesiecy a potem 9 minut porodu i koniec. Przez cala ksiazke przyzwyczajalam sie do bohaterow, niekoniecznie ich polubilam ale poprzez swoja prawdziwosc zdolali podbic moje serce by w koncowym akcie po prostu ktos przecia siekiera pepowine. Cos we mnie krzyczalo "Nie, nie tak. Tak to sie nie moze skonczyc" , jednak z drugiej strony wiedzialam , ze jest to jedyne mozliwe zakonczenie. Autorka zwodzila nas przez cala ksiazke, mielismy do wyboru gotowe scenariusze, gotowe konce , w pewnym sensie moglismy wybrac ktorekolwiek zakonczenie a zadne nie byloby dobre. 


Moja ocena to 9/10. Jest to jedna z lepszych pozycji przeczytanych przeze mnie w 2015 roku i napewno na dlugo pozostanie w mojej pamieci. Proza Taschler jest piekna. Jesli ktos ceni sobie ozdobniki, opisy, emocje to tego tutaj nie znajdzie. Ta powiesc to proza dnia codziennego, wyprana z emocji relacji ludzi, ktorzy przezyli swoje zycie. Jednak w tej surowosci i naturalizmie jest swoiste piekno, ktore czyni z tej ksiazki cudowne dzielo. 

poniedziałek, 25 maja 2015

Autor : Ursula Le Guin
Tytul : Morski trakt
Wydawnictwo : Ksiaznica
Rok wydania : 2012
Liczba stron : 270




Metaforyczne dno




Nowa ksiazka Ursuli Le Guin byla dla mnie totalnym zaskoczeniem. Autorka przyzwyczaila mnie do
mrocznego klimatu fantasy w stylu "Ziemiomorza" czy przyprawiajacych o ciarki na karku horrorow. Przyznam sie , ze do siegniecia po te powiesc skusila mnie wiara we wszechstronnosc autorki. Liczylam na to, ze poradzi sobie w kazdym gatunku literackim. Nie bez znaczenia byla rowniez wzmianka na okladce o nominacji ksiazki do Nagrody Pulitzera. 
Niestety moje nadzieje zostaly zawiedzione. Zamiast obiecywanej powiesci psychologicznej dostalam nudna, zagmatwana i przemetaforyzowana ksiazke obyczajowa o Ameryce XX wieku. 

Na ksiazke sklada sie klika opowiadan. ktorych akcja rozgrywa sie w malej nadmorskiej miejscowosci niedaleko Portland - Klatsand. Na pierwszy rzut oka opowiadania te nie maja ze soba nic wspolnego, jednak uwazny czytelnik dostrzeze motywy lub bohaterow, ktore lacza wszystkie historie we spojna calosc. Na niespelna 300 stronach bohaterka opowiada historie powstania Klatsand oczami jego mieszkancow. Widzimy jak mala indianska wioska, gdzie po zmroku na bagniste laki wychodzily losie przeksztalcila sie w nadmorski kurort dla klasy sredniej. Szutrowe drogi zostaly wybetonowane, drewniane chaty zamienione zostaly  pensjonaty dla szukajacych wypoczynku ludzi z wielkich miast. Nie zmienili sie tylko ludzie. Nawet jesli opuscili Klatsand, to tylko po to by po latach powrocic do swoich korzeni, tak jakby ocean swoja magnetyczna sila przyciagal ich z powrotem. 

Wydaje mi sie, ze moja slaba ocena wynika z faktu, ze spodziewalam sie czegos zupelnie innego. We wczesniejszych czytanych przeze mnie powiesciach autorki wszystko bylo czyste i klarowne - wylozone jak kawa na lawe. Zreszta nie ma co sie oszukiwac, literatura grozy czy fantasy bardzo rzadko bywa wysokich lotow. Dlatego i do tej ksiazki podeszlam jak do lekkiej i przyjemniej lektury na jeden wieczor. I pewnie dlatego nie zrozumialam glebokich metafor, ktore mozna znalezc praktycznie na kazdej stronie. Napewno nie jest to powiesc dla niecierpliwych czytelnikow, gdyz wymaga od nas myslenia i analizowania. Niestety jeden wieczor nie wystarczy by ja zrozumiec. Przypuszczam, ze jesli dalabym jej jeszcze jedna szanse i przeczytala jeszcze raz, tym razem powoli i z pelnym zaangazowaniem to wynioslabym i zrozumiala o wiele wiecej. 

Pierwsze opowiadania sie krotkie. Niektore slabsze inne lepsze jednak laczy je swoista melancholia i tragizm, ktore az wylewaja sie z kart ksiazki. czytajac mamy wrazenie, juz praktycznie od pierwszych stron, ze Klatsand to enklawa smutnych ludzi, ludzi ktorzy maja swoje mroczne tajemnie, ktorym w zyciu nie wyszlo. Mniej wiecej w polowie ksiazki zaczyna nas to przerazac. To tak jakby wpasc w czarna dziure i isc liczac na to, ze w oddali pojawi sie plomyk swieczki, ze ktos da nam nadzieje. Niestety to nie nastepuje. Czy naprawde w Klatsand  zyja tylko ludzie z problemami? Czy moze pisanie o tych szczesliwych jest nudne poniewaz nie niesie ladunku emocjonalnego? Telewizja w kolko trabi o katastrofach, aferach, smierci to samo mamy w ksiazke Ursuli Le Guin. Pedofilia, zdrady, zakazana milosc , morderstwo. A gdzie dobroc, spelnienie, przyjazn? Ta jednostronnosc odrzucila mnie od ksiazki i tylko dzieki samozaparciu udalo mi sie ja doczytac do konca. 


Polowy z opowiadan nie zrozumialam, inne zdawaly mi sie niedokonczone, jeszcze inne byly jak kartka z pamietnika szalenca. Za duzo bylo tutaj metafor , przemyslen , opisow. Ostatnie opowiadanie "Teksty" tworzy jakby odrebna calosc, zajmuje przeszlo polowe ksiazki i z bolem musze przyznac, ze jest ono bardzo slabiutkie zarowno pod wzgledem tresci jak i formy. Jest ono podzielone nad podrozdzialy, w ktorych narratorami sa cztery kobiety , od prababci do prawnuczki. Rozdzialy te sa tak przemieszane, ze czesto trudno sie polapac kto w danym momencie jest narratorem. Rowniez koniec jest rozczarowujacy bo tak naprawde nic nowego nie wnosi ot taka saga rodzinna w skrocie, fragment z zycia kobiet rozczarowanych przez zycie i przez mezczyzn. 


Jestem uwaznym czytelnikiem wiec dostrzeglam elementy laczace poszczegolne opowadania jednak chcialam wiecej i wiecej, ludzilam sie ze autorce uda sie polaczyc wszystkie fragmenty w logiczna calosc, spoic je i doprowadzic do wspolnego konca. Niestety. 

Po ksiazce pozostal mi swojego rodzaju niesmak. I notoryczny, nieustajacy, halasliwy dzwiek oceanu, ktory szumi mi w uszach az do teraz. Bo to wlasnie ocean moim zdaniem jest glownym bohaterem tej powiesci. Potega silniejsza od wszystkich ludzkich uczuc, ogrom ktory ukazuje nam jak malutcy jestesmy w porownaniu z matka natura. I z tym ogromem niestety autorka sobie nie poradzila, razem ze swoja ksiazka poszla na dno. Licze na to ze w kolejnej powiesci odrodzi sie i powstanie jak Afrodyta z morskiej fali by zaserwowac nam dawke dobrego fantasy czy horroru gdyz w takich klimatach czuje sie najlepiej.

Moja ocena to 3/10 punktow. Polecam tym , ktorzy maja duzo wolnego czasu i lubia rozwiazywac zagadki, poniewaz ksiazka jest jedna wielka metafora do ktorej ja niestety nie odnalazlam klucza. I z czystym sumieniem moge powiedziec, ze wiekszosc z moich punktow ofiarowalam ksiazce, ze wzgledu na okladke. Gratuluje wydawnictwo poniewaz naprawde sie postarali. 

piątek, 22 maja 2015

Tytul : "Starter"
Autor : Lissa Price
Wydawnictwo : Albatros
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 400





Where the End Starts 




Na okladce ksiazki przeczytalam, ze jest ona dla fanow "Igrzysk smierci". W trakcie czytania
staralam sie dopatrzyc rzekomych podobienstw pomiedzy obydwiema powiesciami - niestety na prozno. Jesli koniecznie musialabym porownac "Starter" do innej ksiazki to bylby nia "Intruz" Stephanie Mayer, autorki sagi "Zmierzch". Co prawda nie mamy tutaj przybylych z innych galaktyk kosmitow tylko wysoce zaawansowana tehnologie, ktora pozwala kontrolowac biorcom ludzie ciala dawcow, jednak idea pozostaje ta sama. Nie pokladalam wiekszych nadziei w tym tytule, dlatego tym wieksze bylo moje zaskoczenie kiedy nie moglam sie od nie odrwac. Zamiast przewidywalnego science fiction dla mlodziezy dostalam naprawde przyjemna lekture, ktora powinna zadowolic nie tylko fanow gatunku. 


W wyniku wojny bateriologicznej pomiedzy Stanami Zjednoczonymi a krajami azjatyckimi, na swiecie umieraja miliony ludzi w wieku produktywnym. Spoleczenstwo zostaje podzielone na dwie grupy : Starterow, mlode osoby do 16 roku zycia oraz tak zwanych Enderow, ludzi w wieku emerytalnym czyli 60 plus. Mlodzi ludzie pozbawieni sa praw obywatelskich z braku opiekunow, ktorzy mogliby sie nimi zajac zostaja umieszczeni w zakladach opiekunczych, gdzie wykonuja niewolnicza prace na rzecz spoleczenstwa. W zakladach tych pozostaja az do uzyskania pelnoletnosci a co za tym idzie pelni praw wyborczych. 
Callie Woodland nalezy do grupki "szczesliwcow" , ktorym udalo sie umknac policyjnej nagonce. Wraz z 8-letnim bratem Tylerem i przyjecielem z podworka Michaelem,  ukrywaja sie w zrujnowanym biurowcu, ktory po wojnie nie zostal jeszcze odbudowany. Kazdy dzien to walka o przezycie. Brak wody, jedzenia, srodkow do zycia to chleb powszedni trojki mlodych ludzi. Poglebiajaca sie z dnia na dzien choroba pluc brata i brak srodkow na potrzebne lekarstwa popychaja Callie do wizyty w Prime Destinations. Firma ta specjalizuje sie w wynajmie cial mlodych ludzi dla zudzonych i rozczarowanych staroscia, czesto zniedoleznialych Enderow. Dawcy wszczepiony zostaje specjalny chip za pomoca ktorego wprowadzony w stan spiaczki Ender jest w stanie kierowac nowym mlodym cialem. Jednak chip umieszczony w glowie Callie ulega uszkodzeniu. Wiez laczaca ja z Enderka Helena zostaje przerwana, jednak dziewczyna w pelni odzyskawszy swiadomosc nadal slyszy glos starszej kobiety w swojej glowie. To dzieki niej dowiaduje sie o wstrzasajacych planach Prime Destinations. Dzieki nowym przyjaciolom postanawia nie dopuscic do ich ziszczenia. Postanawia rowniez zdemaskowac postac "Starego czlowieka" osobnika odpowiedzialnego za cale zlo, czyli tworce banku cial.

Powiesc "Starter: mozemy poniekad zaliczyc do kanonu literatury postapokaliptycznej czy katastroficznej. Wiemy, ze na rok przed opisywanymi w ksiazce wydarzeniami doszlo do koncowego etapu wojny gdzie wykorzystany zostal wirus, ktory usmiercil ponad 50 procent ludzi na swiecie. Niestety to wszystko. Autorka nie dzieli sie z nami informacja dlaczego doszlo do wojny, jakie panstwa braly w niej udzial, gdzie ona sie odbywala ( oprocz wojny na Pacyfiku ) ani jak przebiegala. Nie dowiadujemy sie rowniez nic o wirusie ( oprocz tego ze wygladal jak spadajace z nieba biale zarodniki ) , ani nie wiemy kto go rozpylil, ani jakie byly objawy zakazania, ani co bylo przyczyna swmierci. Wirus Ebola powoduje goraczke krwotoczna, wirus Aids zabija powoli obnizajac nasza odpornosc, tutaj do konca nie wiemy z czym mamy do czynienia poniewaz choroba nie dostala nawet wlasnej nazwy. To moze troszke dziwic. Caly czas mowimy o wirusie , ktory zabil pare miliardow ludzi a nazywa sie go po prostu "zarodnikiem". W tej ksiazce tlo historyczne wydaje sie malo wyrazne, mozna nawet rzec niewazne, a to przeciez wszystkie wydarzenia z przeszlosci doprowadzily do tego jak jest dzis. I tego zarysu historycznego mi tutaj zabraklo.

Kolejnym minusem jest malo skonkretyzowany opis swiata i spoleczenstwa. Wiemy ze sa dzielnice nedzy i dzielnice bogatych, wiemy ze sa mlodzi i starzy, jednak po przeczytaniu calej ksiazki nie do konca zrozumialam zaleznosci miedzy nimi. Gdzie w tym wszystkim bylo miejsce na "renegatow", o ktorych w paru fragmentach wspomniala autorka? Kim oni byli? Kto byl tym dobrym a kto byl tym zlym? Gdzie przebiagala granica miedzy dobrem a zlem i kto ja wytyczal. 
Wogole w ksiazce jest sporo niedociagniec fabularnych. Z jednej strony dzialalnosc "Prime Destinations" jest nielegalna a z drugiej strony mamy specjalne kanaly abonenckie dla stalych "renterow" - enderow wypozyczajacych ciala, powstaja bary - miejsca schadzek dla "renterow" a prezydent spotyka sie z senatorem bezposrednio powiazanym z Prime. Gdzie w tym wszystkim jest policja? Dlaczego marnowali srodki na wylapywanie dzieciakow a nie zajmowali sie starymi ludzmi , ktorzy badz nie badz lamali prawo, skoro wiadomo bylo gdzie ich znalezc? jesli byla w stanie to odkryc 16 letnia dziewczyna, to pracujacy od lat w policji Ender odkrylby to jeszcze szybciej, szczegonie ze biorcy niezbyt sie kamuflowali. Bylo to dla mnie sporym niedociagnieciem.



Przez cala ksiazke mamy wrazenie, ze w wiekszosci skupiamy sie na postaci Callie, a pozostale traktowane sa po macoszemu. Watek Michaela, ktory na poczatku ksiazki jest jednym z glownych bohaterow, praktycznie w ksiazce zostal pominiety. A szkoda bo jesli by go rozwinac to powstalaby z tego swietna historia. To samo stalo sie z opiekunka Taylora, ktora dolaczyla do nich do grupy pozniej, po prostu rozplynela sie w powietrzu a autorka nawet nie zadala sobie trudu by dopisac zakonczenie czy uzupelnienie jej losow. "Stary czlowiek", ktory przez cala ksiazke ukazywany jest jako zlo demoniczne jest tak naprawde pozbawionym testosteronu starcem, ktory po blizszym poznaniu staje sie postacia niezwykle przerysowana.


Pomimo tych niedociagiec ksiazka naprawde wciaga. Nie bedzie zbytnim przeklamaniem jesli powiem, ze gdyby nie praca to zarwalabym przy niej noc. Uwielbiam ksiazki przy ktorych przy kazdej nastepnej stronie mowiemy sobie " ta juz jest ostatnia" i wtedy nastepuje swoisty clifhanger jak przy koncowce sezonu serialowego i musimy czytac dalej poniewaz wiemy ze nie dam nam to spac. Juz natychmiast musimy wiedziec co sie wlasnie wydarzy. Takich clifhangerow bylo w ksiazce mnostwo. Z poczatku zaczelo sie spokojnie, poznalismy glownych bohaterow, proceder przejscia w inne cialo. Od polowy ksiazki akcja nabrala tempa. Nie brak bylo naglych zwrotow akcji, emocji a nawet wzruszen. Wlasnie tak, przy niektorych moemntach mogla nam sie zakrecic lezka w oku. 
zakonczenie moze nie bylo zaskakujace jednak bylo dobre. Zastanawia mnie tylko co znajdzie sie w kolejnych zapowiedzianych tomach. Moim zdaniem historia zostala domknieta, nic dodac nic ujac, a kolejne tomy moga tylko popsuc dobre wrazenie jakie wynioslam z lektury ksiazk Lissy Price. Dlatego nie wiem czy po nie siegne.

Moja ocena to 7 gwiazdek. Nie jest to literatura najwyzszych lotow, jednak i nie za taka ma uchodzic. To wspaniala, wciagajaca i ciekawa ksiazka mlodziezowa, z dopracowana fabula , ktora rozwija wyobraznie i jednoczesnie nie jest pozbawiona moralu. Jest to swoista metafora na zdominowane przez technologie i wladze spoleczenstwo gdzie jednostka jest niczym wiecej niz narzedziem w rekach ludzi na wysokich stolkach. 

wtorek, 19 maja 2015


Tytul : "Zakochana koloratka"
Autor : Kryspin Krystek
Wydawnictwo : Sorus
Rok wydania : 2014
Liczba stron : 311




Milosna droga krzyzowa




Tak bylo, jest i bedzie ze ludzi interesuja i poniekad podniecaja tematy tabu. Rowniez ja nie jestem
na to odporna i lubie poczytac o rzeczach zakazanych, stad moj wybor "Zakochanej koloratki". Jak wielkie bylo moje zdziwienie, kiedy zamiast szokujacej opowiesci, dostalam cierpka a jednoczesnie mdlaca jak przypalony karmel opowiastke o milosci, pelna powtorzen i truizmow. Nie zdarzylo mi sie jeszcze nie doczytac ksiazki do konca, jednak musze przyznac ze ostatnie sto stron to byla droga przez meke, ktora myslalam ze nigdy sie nie skonczy. Czasem mialam wrazenie , ze w kolko walkuje ten sam temat i bylo to tak nudne jak gniecie kapusty kiszonej golymi nogami. Wszystkim bez wyjatku bede te ksiazke odradzac poniewaz nie ma w niej absolutnie nic ciekawego, czytelnik moze umrzec na zawal z powodu wylewajacych sie z kart ksiazki slodkosci a co wytrwalszy moze po prostu usnie spiaczka cukrzycowa lub tez z powodu zwyklej nudy.

Rzecz dzieje sie w malej wielkopolskiej miejscowosci - Pleszewie. Kryspin Krystek - mlody ksiadz podczas celebrowania mszy natrafia na wpatrzone w niego oczy mlodej kobiety. Pomimo usilnych staran nie moze zapomniec jej wzroku i ukrytego za zaslona rzes smutku. Zaczyna watpic w slusznosc swojego powolania gdy odkrywa ze sie zakochal, tak po ludzku - miloscia do kobiety. Roma - bo tak nazywa sie wybranka jego zycia- jest nieszczesliwa mezatka. Upokazana, bita i zaniedbywana przez meza Krzysztofa powoli godzi sie ze swoim losem. Kiedy na jej drodze staje Kryspin rowniez i ona pada ofiara milosci od pierwszego wejrzenia. Dwojka mlodych ludzi postanawia naprzekor wszystkim przeciwnosciom losu byc razem. lrzed nimi dluga droga do pokonania by zdobyc szczyt, ktory nazywaja swoim Mount Everstem.

Ksiazka jest powiescia na poly autobiogaficzna. Autor w postaci listow do swojej zmarlej zony opowiada nam historie ich milosci.Na koncu dolaczone sa listy Romy do Kryspina , i moim zdaniem ten zabieg byl zupelnie nieudany. Jeszcze przez pierwsza czesc ksiazki da sie z kolka w boku przebrnac jednak czytanie listow kobiety oblednie zakochanej to bylo jak prawdziwa droga krzyzowa. W doslownie kazdym liscie bylo to samo, jak Boga kocham jesli ktos do mnie by tak pisal to bym zmienila adres. Z jednej strony jedno wielkie kocham Cie a z drugiej wypominanie znajomych, sceny zazdrosci nieufnosc. Co to ma byc? Albo sie kocha i ufa albo sie bawi i dreczy. Proste jak drut. Ponadto czytajac listy milismy swoiste wrazenie powtornego opowiedzenia calej opowiesci . Jesli autor uparl sie na dolaczenie listow malzonki, powinny one byc wplecione pomiedzy jego wypowiedzi, wtedy wszystko staloby sie bardziej logiczne bo ulozone w chronologicznym porzadku. 

Od ksiazki oczekiwalam czegos co mnie zszokuje i rzuci na kolana. Jak mozemy przeczytac na okladce i w niektorych recenzjach z ktorymi sie spotkalam to w powiesci znajdziemy " reakcje zwierzchnikow i srodowiska kaplanskiego na zwiazek mezatki z ksiedzem". Ja niestety widocznie te fragmeny przegapilam lub recenzenci po prostu nie czytali ksiazki. Jedyna wzmianka o jakiejkolwiek reacji bylo jedno slowo zwierzchnika Kryspina , ale czyz jedna osoba swiadczy o calym srodowisku? Zwiazek ksiedza z kobieta to cos co powinno odbic sie szerokim echem wsrod lokalnej spolecznosci a tutaj mialam wrazenie, ze owszem ludzie wiedza jednak nie robi to na nich wrazenia, owszem plotkuja z braku ciekawszego zajecia jednak brak tutaj swoistego napietnowania. Osobiscie ciekawa bylam reakcji zwierzchnikow, tego jak szybko udalo mu sie zerwac sluby kaplanskie, jakie byly tego konsekwencje, jaka reakcja "kolego po fachu " jednak nic z tego, widac autor uznal to za malo wazne.

Czytajac pierwsze akapity wiemy, ze ta historia dobrze sie skonczy. Wiemy ze Kryspin rzuci stan kaplanski, Roma rzuci meza, zamieszkaja razem beda miec dzieci. Jesli wszystkiego dowiadujemy sie juz z pierwszych stron ksiazki to jaki sens jest wogole ja czytac? Zamyslem autora bylo opowiedzenie o milosci do swojej zony, jednak to powinnismy zostawic klasykom gdyz tylko oni potrafili pieknie pisac o milosci. Tutaj dostalismy przeslodzony obraz rzeczywistosci. Nie bede tutaj krytykowac zwiazku ani uczuc dwoki ludzi a sama grafomanie powiesci. tego sie po prostu nie dalo czytac. Odwieczne prawdy, truizmy, wrecz banaly, byly tutaj ubrane w piekne slowa. Cos co daloby sie opisac jednym wyrazem czasem zajmowalo autorowi cale strony, byle tylko uzyc jak najbardziej kwiecistego jezyka. Z jednej strony mielismy osadzanie ludzi, ktorzy zyja w zaklamaniu i boja sie milosci i prawdy a z drugiej Ci sami bohaterowie ktorzy oskarzaja innych zyja w zakazanym zwiazku i karmia sie hipokryzja. Dlaczego od razu nie ujawnili swojego zwiazku? czemu dobrych pare lat czekali z ta decyzja? I tak wlasnie okreslaja milosc do Boga? Bo to wlasnie Bog w to wszystko jest zamieszany bo to On sprowadzil na nich taki los. I to osodzanie, wiara ze jestesmy w stanie zrozumiec i tlumaczyc Boga, podporzadkowywanie pisma swietego na swoje wlasne potrzeby to mnie najbardziej w powiesci razilo.

Rzadko zdarza mi sie ocenic ksiazke na 1 punkt jednak tym razem nie dalo sie inaczej. Mam nadzieje , ze szybko o niej zapomne bo powiem szczerze , ze nawet czytajac "Chlopow" lepiej sie bawilam. Dokladnie. Nawet 20 stronicowy opis rozkwitajacej laki byl lepszy niz 2 strony wypocin o milosci. Ta ksiazka nie powinna byla sie ukazac, a listy malzonkow powinny byc zamkniete w skrzynce z rzeczami prywatnymi i nigdy nie powinny ujrzec swiatla dziennego. Rozumiem potrzebe podzielenia sie autora swoja miloscia jednak to co dla jednych jest piekne i najwznioslejsze dla drugich moze byc nudne i przerazajace. Ale za jedno tej ksiazce dziekuje, uswiadomilam sobie jakiego kochanego mam meza i jak dobrze trafilam ;) 

niedziela, 17 maja 2015

Tytul : "Czastka ciebie"
Autor : Ella Harper
Wydawnictwo : Proszynski i Ska
Rok wydania : 2014







Z Mount Everest na Gubalowke 



"Czastka ciebie" byla dokladnie taka pozycja jakiej oczekiwalam. Oklepana historia jednak

przedstawiona w wysmienitym pisarskim stylu. Granica miedzy banalem rodem z ksiazek z serii "Pisane przez zycie" a literatura tzw. "wyzszych lotow" byla bardzi cienka jednak autorce udalo sie jej nie przekroczyc. Dostalismy wspaniale wyposrodkowana ksiazke dla kobiet ( chociaz co wrazliwszym mezczyznom tez moze sie spodobac), kawalek dobrej literatury na chlodne wiosenne dni. Jednak Ci ktorzy spodziewaja sie ambitnej literatury powinni te ksazke omijac z daleka, aczkolwiek dobrze napisana to jednak szybko sie o niej zapomni, poniewaz nie wnosi absolutnie nic do kanonu literatury wspolczesnej. Ot kolejna opowiastka, ktora wzrusza, wyciska lezki z oczu jedak niekonicznie zapada w pamiec na dlugo. 


Lucy i Luke sa malzenstwem od pieciu lat. Na pozor wszystko wydaje sie byc w porzadku. Pomimo malzenskiego stazu nadal laczy ich szczeniacka milosc , ktora z dnia na dzien wydaje sie byc coraz silniejsza. Sa jak dwojka nastolatkow , ktorzy codziennie od nowa przezywaja fascynacje swoimi osobami. Do pelni szczescia brakuje im tylko wymarzonego dziecka. Po kilku poronieniach jedyna szansa na posiadanie potomka zostaje metoda in vitro. Po dwoch nieudanych probach Lucy udaje sie zajsc w ciaze. Malzenstwo postanawia zachowac to w tajemincy. Juz wielokrotnie dzielili sie dobrymi nowinami by potem wszystko stracic w jeden dzien. Amanda i Luke sa szczesliwi jak nigdy wczesniej. Ich glownym zajeciem staje sie wymyslanie imion dla dziecka, szykowanie wyprawki, snucie planow na przyszlosc. W piata rocznice slubu dochodzi do groznego wypadku samochodowego. Luke zapada w spiaczke, a lekarze sa bezradni. Nikt nie wie czy stego wyjdzie i nie sa w stanie postawic jakiejkolwiek diagnozy. Cala rodzina naprzemian czuwa przy lozku chorego. Pewnego dnia do szpitalnego pokoju wchodzi mloda kobieta Stella. Okazuje sie byc kolezanka z pracy, stazystka w szpitalu w ktorym Luke jest ratownikiem medycznym. Czy tych dwoje laczy cos wiecej niz przyjazn? Czy Lucy, ktora odkryje tajemnice meza bedzie miala sile by walczyc o ich malzenstwo? 

W tej ksiazce mamy praktycznie wszystko. Milosc, zdrade , przyjazn a wszystko to zaserwowane w naprawde dobrej oprawie. Naprzemiennie ulozone rozdzialy, mieszajace przeszlosc z terazniejszoscia daja nam pelny obraz. Optymizm i szczescie szerokim strumieniem wyplywaja z kart przeszlosci by jeszcze bardziej uwypuklic tragenie ktorej uczestniczka jest Lucy. Praktycznie przez cala ksiazke odnosilam wrazenie, ze ta historia nie moze sie dobrze skonczyc. Autorce wspaniale udalo sie przekazac emocje bohaterow, mamy wrazenie ze jestesmy wspoluczestnikami zdarzen, zdolnymi do wspolodczuwania ich cierpienia, ktore momentami jest nie do wytrzymania. czesto zadajemy sobie pytanie : ile jeszcze jest w stanie zniesc Lucy, przeciez taki bagaz doswiadczen to zbyt duzo dla jednej osoby. moge z czystym sumieniem porownac Lucy do bohaterow klasycznych tragedii - doswiadczona przez zycie zlamana i wypluta. Jesli ktos spodziewa sie po tej ksiazce happy endu to  sie zawiedzie. Zupelnie jak w klasycznych tragedniach. 

Ksiazka ukazuje nam jak pragnienie moze przistoczyc sie w obsesje. Obsesje, ktora swoja  sila niszczy wszystko co udalo nam sie zbudowac. Lucy byla tak zaslepiona pragnieniem posiadaina dziecka, ze nie zauwazala swiata ktory ja otaczal. Zamknieta w swoim swiecie testow owuacyjnych, dni plodnych, idealnych pozycji majacych pomoc w dojsciu do zaplodnienia calkowicie odizolowala sie od otoczenia , od normalnego zycia  ktore w pewnym momencie zaczelo jej przeplywac przez palce. Nic w zyciu sie nie liczylo oprocz potrzeby posiadania dziecka. I to wlasnie to obsesyjna chec posiadania doprowadzila do tragedii.  


Jednak to nie tylko opowiesc o Lucy. Znajdziemy tutaj elementy wspanialej sagi rodzinnej, gdzie kazdy ma swoje wlasne probley, z ktorymi musi sie borykac. Jest to powiesc o odosobnieniu jednostki, pomimo posiadania rodziny. Nie radzeniu sobie z problemami, ktore czesto potrafia doprowadzic czlowieka na skraj rozpaczy, pchnac go do samobojstwa lub ucieczki, rzucic w objecia milosci zakazanej. Kazda postac w ksiazce wydaje sie zyc w osobnej bance mydlanej . Niby razem jednak osobno. Jednak gdzies na koncu tego tunelu widzimy swiatelko. I tym swiatelkiem jest moc przyjazni, gdyz wlasnie o tym uczuciu w duzej mierze jest ta ksiazka. I tutaj musze sie przyczepic do jednaj rzeczy. Dlaczego najblizsza przyjaciolka Lucy wiedzac o jej problemach z zajsciem w ciaze zabiera ja na przyjecie ktorego goscmi beda w wiekszosci matki z dziecmi? Przeciez zdaje sobie sprawe jak bedzie to dla niej bolesne. Takich zgrzytow mamy tutaj wiecej, chociazby postawa matki Luka. W jednym rozdziale czytamy o jej uwielbieniu do Lucy by w nastepnym dowiedziec sie o jej niecheci do synowej. Relacja miedzy obydwoma bohaterkami jest tak zagmatwana, ze czasem odnosilam wrazenie, ze autorka nie mogla sie zdecydowac jak ich losy ze soba posplatac. Watek ten w moich oczach byl niedopracowany, jednak moze to bylo celowe, tylko ja tego nie zrozumialam? Moze to mialo byc cos glebszego , wyraz rozpaczy z powodu braku wnukow , ktory doprowadzil do skrajnych emocji i zagubienia? Mozliwe.


Osobiscie napisalabym inne zakonczenie, poniewaz to zaserwowane nam przez Elle Harper jest troszke naciagane i niepasujace do reszty ksiazki. Mialam ochote zaczac krzyczen "Nie, Lucy co ty robisz!!". I to zakonczenie niestety ksiazke popsulo. To tak jakby ze szczytu Mount Everestu znalezc sie wprost na Gubalowce. To zakonczenie zupelnie nie pasowalo do Lucy jaka poznalam. 

Moja ocena to 6 na 10 punktow. Ksiazke polecam osobom , ktore lubia dramaty, sagi rodzinne czy historie prawdziwe . Znajdziemy tutaj doslownie wszystko. Az dziw bierze, ze tyle historii i uczuc moglo sie znalezc na nieco ponad 400 stronach. Napewno siegne po inne ksiazki autorki, jednak mam nadzieje, ze nastepnym razem z Mount Everestu zamiast skoczyc w dol, autorka zabierze mnie wprost do nieba.   

wtorek, 12 maja 2015


Tytul : "Najpiekniejsza na niebie"
Autor : Malgorzata Warda
Wydawnictwo : Black Publishing
Rok wydania : 2015



Najpiekniejsza na niebie, najbrzydsza na ziemi




"Macierzynstwo zawiera w sobie szczegolne obcowanie z tajemnica zycia, ktore dojrzewa w lonie

kobiety" - cytat ten , ktory w lapidarny sposob podsumowuje istote mecierzynstwa pochodzi z listu apostolskiego Jana Pawla II. O matczynej milosci mozna mowic i pisac godzinami, ze wielka  , bezinteresowna , caly czas gotowa na poswiecenia. Dlatego tym bardziej boli gdy trafiamy na powiesci takie jak ta, powiesci o milosci odrzuconej, o bolu, tulaczce, smutku i leku przed przyszloscia. Wszystko to Malgorzata Warda zaserwowala nam w swojej najnowszej ksiazce. Powiesc wzrusza ale nie dobrowadza do lez, wciaga ale nie zmusza nas do zarwania nocy, niby jest dobra jednak odnosimy wrazenie, ze czegos tutaj brakowalo. Historia wydawala sie zbyt plytka i naciagana, zakonczenie przewidywalne. Napewno nie jest to najlepsza powiesc autorki.


Anna przezywa kryzys. Po powrocie z Syrii i Libanu, gdzie pracowala jako korespondentka wojenna przeszla zalamanie nerwowe - nerwy puscily jej podczas programy na zywo i wybuchla placze na oczach setek tysiegy widzow. Odeslana na przymusowy urlop, zaszywa sie w pustym domu pod Gdanskiem, gdzie bezskutecznie probuje oswoic zakradajacego sie pod plot wilka. 
Pewnego zimowego dnia na progu domu Anny, pojawia sie Sylwia z corka Maja. Mloda kobieta choruje na anemie aplastyczna i poszukuje dawcy szpiku, operacja ta jest jedyna mozliwoscia na uratowanie jej zycia. Sylwia zna Anne z cyklu programow o charakterze spolecznym , w ktorych dziennikarka zajmowala sie rodzinami adopcyjnymi. Cierpiaca kobieta jest przekonana o posiadaniu siostry - blizniaczki. Za wszelka cene musi ja odnalezc gdyz jest to jej ostatnia szansa. Anna wzruszona opowiescia kobiety postanawia uzyc wszystkich swoich dziennikarskich kontaktow by jej pomoc. Nawet nie zdaje sobie sprawy, ze w trakcie poszukiwan sama odkryje tajemnice, ktora juz na zawsze zmieni jej zycie.

Przez cala ksiazke mialam wrazenie , ze zostala ona napisana w pospiechu i na sile. Jak by nad autorka wisial swego rodzaju wydawniczy deadline. Pomysl na fabule byl dobry jednak autorka nie w pelni wykorzystala jego potencjal. Dobitnie o tym swiadczy mnogosc bledow merytorycznych. Na przyklad :Anna mowi o sobie " Nie bylabym dobra dziennikarka " juz ta dziennikarka bedac. Przyklad numer dwa. Opis blokowiska gdzie bohaterka zwraca uwage na brak jakiejkolwiek roslinnosci nawet w postaci trawnika by juz w nastepnej linijce usadowic dwie osoby na trawce pod balkonami. Takich bledow i niedopatrzen jest tutaj znacznie wiecej. Chociazby wrzucenie do jednego worka wszystkich dzieciakow w pogotowiu opiekunczym - bobasow z prawie doroslymi nastolatkami i zabawianie ich tymi samymi grami i zabawami. Tak jakby temat ten zostal potraktowany po lebkach i bez wykorzystania jakiej kolwiek formy researchingu. Zreszta sama konstrukcja powiesci pozostawia wiele do zyczenia. Panuje tutaj taki misz masz, ze czesto nie mialam pojecia o kim w danym momencie jest mowa. Z jednej strony mamy czasy nam wspolczesne , z drugiej dziecinstwo obu glownych bohaterek, niby jedno wynika z drugiego jednak jest to przedstawione w taki sposob, ze tworzy sie niestrawna breja. Imiona nam sie placza praktycznie od samego poczatku i czasem trzeba przystanac, zamknac oczy sie sie zastanowic o czym jest mowa. Dzialo sie tak poniewaz sylwetki bohaterow byly jednowymiarowe i plaskie. Tak jakby autorka nie miala na nie zupelnie pomyslu. Wezmy pod lupe Anne. Z pozoru nudna dziennikarka przezywajaca zyciowy kryzys, w jednej chwili placze nad wlasnym losem zamknieta w domku nad morze by po kilku tygodniach biegac z pistoletem po ulicach Gdanska. Nie, nie i jeszcze raz nie. To bylo tak niewiarygodne ze az smieszne.

Rowniez zakonczenie rozczarowuje i to z dwoch powodow. Po pierwsze, juz mniej wiecej od polowy ksiazki - jesli nie od samego jej poczatku - moglismy sie domyslic do czego to wszystko zmierza. Po drugie , jak na dosc gleboka ksiazka, badz co badz o jednym z najsilniejszych uczuc na swiecie jakim jest milosc miedzy dziecmi a rodzicami, final tej powiesci jest po prostu banalny i naciagniety do granic mozliwosci. Jesli by ksiazke skonczyc w polowie, mysle ze wiecej by na tym zyskala niz stracila. 

Ale zeby byc sprawiedliwa musze przyznac, ze byly w ksiazce fragmenty, gdzie lezka mi sie zakrecila w oku. Zawsze jak czytam podobne historie to zastanawiam sie nad okrucienstwem niektorych ludzi, nad okrucienstwem matek zdolnych do pozostawienie wlasnych dzieci. Jednak wlasnie o to chodzi, ze takich historii jest mnostwo, jesli bierzemy sie za pisanie kolejnej to powinnismy, miec jakis pomysl, przekazac cos nowego, cos co kopnie i przezuje czytelnikow. I tego tutaj zabraklo. Otrzymalismy naladowana smutkiem historie , ktora owszem zapewni pare godzin milo spedzonego czasu jednak to tylko historia jakich wiele w kazdym kiosku ruchu. 


Moja ocena to 4/10 .

piątek, 8 maja 2015

Tytul : Basniarz
Autor : Antonia Michaelis
Wydawnictwo : Dreams
Rok wydania : 2012
Liczba stron : 400



W oczekiwaniu na wiosne 


Ksiazka ta trafila do mnie przez przypadek, jednak ja wole nazywac to przeznaczeniem. Kupilam ja
na prosbe kolezanki mieszkajacej za granica i czekajac na kuriera postanowilam ja przeczytac. Teraz z czystym sumieniem moge stwierdzic, ze bylo to najlepiej wydane przeze mnie 30 zlotych juz od dluzszgo czasu. Zaluje, ze musze sie z ksiazka pozegnac jednak pielegnuje w sobie cicha nadzieje, ze do mnie wroci, gdyz chcialabym posiadac ja w moim ksiegozbiorze.

Na wstepnie pragne zaznaczyc, ze pomimo bajkowo brzmiacego tytulu nie jest to bajka dla dzieci. Powiesc jest przeznaczona dla doroslych, dojrzalych czytelnikow. Mlodsi z pewnoscia jej nie zrozumieja.

Anna Leeman jest uczennica w ostatniej- maturalnej klasie. Z pozoru moze sie wydawac zwykla nastolatka, marzeniem kazdego rodzica. Dobrze sie uczy, ma sprecyzowane plany na przyszlosc, nie przysparza problemow, slowem dobrze wychowana dziewczyna z tak zwanego "dobrego domu". Jednak jesli przyjrzymy sie Annie blizej to dostrzezemy, ze jest inna od rowiesnikow, jak sama to okreslila "jest zamknieta w bance mydlanej" , swiat dookola niej toczy sie wlasnym rytmem za ktorym ona nie nadaza. Otoczona najblizszym kregiem przyjaciol w glebi duszy czuje sie samotna.
Pewnego dnia , za stara kanapa w klasie, Anna znajduje lalke - zwykla szmacianke, w niebieskiej sukience z bialymi kwiatkami. Lalka nalezy do siostry kolegi z klasy Abla Tannateka, zamknietego w sobie nastolatka, nazywanego przez uczniow "polskim sprzedawca pasmanterii", poniewaz handluje narkotykami. Ta skrytosc  i dystans chlopaka intryguja Anne. Postanawia go sledzic by dowiedziec sie kim jest. Podazajac za chlopakiem na rowerze dociera do dzielnicy biedoty, gdzie tynk odpada tonami, klatki schodowe to domena sznurow a wyjscie w nocy na ulice moze skonczyc sie tragedia.
Jej wysilki zostaja dostrzezone i udaje jej sie przebic przez mury obronne Abla. Poznaje jego szecioletnia siostre Michi, ktora opiekuje sie samotnie po zaginieciu ich matki, Michelle. Nikt nie wie co sie stalo z kobieta. Rodzenstwo utrzymuje, ze wyjechala i niebawem wroci. Michi zaczyna wzbudzac zainteresowanie  opieki spolecznej, ktora zostala poinformowana przez sasiadke i nauczycielke ze szkoly. Rowniez ojciec dziewczynki, niedawno zwolniony z kryminalu zaczyna weszyc. Abel musi zrobic wszystko by nie rozdzielono go z siostra . Anna, ktora z Ablem polaczyla przyjazn postanawia mu pomoc.

Od poczatku do konca mamy przeczucie, ze historia ta nie bedzie miala happy endu. Kwestia nie jest czy zakonczenie bedzie dobre, tylko jak bardzo bedzie zle. To wrazenie poteguje nasomowicie mroczny klimat calej powiesci. Obsypane sniegiem male niemieckie miasteczko, skuta lodem rzeka, brudne klatki schodowe, ktore sa krolestwem szczurow, sklecone z desek pietrowe lozko to wszystko sklada sie na iscie dickensowski obraz, mroczny brudny. Uklada sie w obraz swiata gdzie wszystkie nadzieje zostaly zapomniane. Przez cala ksiazke mamy wrazenie o obecnosci jakiejs obcej sily, ktora pcha naszych bohaterow do przodu. I nie jest to sila dobra. Cos nas sledzi, cos nas szturcha jednym slowem wzbudza w nas lek.  Niektore framenty byly tak przerazajace ( chociaz z horrorem w doslownym tego slowa znaczeniu nie mialy nic wspolnego ) ze lzy same lecialy mi z oczu.

W duzej mierze jest to opowiesc o rodzinie. O rodzinie dysfunkcyjnej i jej wplywie na rozwoj mlodych ludzi. Z calym przekonaniem mozna powiedziec, ze w patologicznych rodzinach wychowanie dziecka na porzadnego obywatela , zdarza sie niezwyle rzadko. Zazwyczaj dzieci ida w slady rodzicow, zostaja narkomanami, pijakami, zlodziejami. Tak sie dzieje, jesli w pore rodzinie nie zostanie udzielona pomoc. W Niemczech Jugend Amt , zajmujacy sie prawami dziecka, osiaga bardzo dobre rezultaty. Pewnie nie raz uslyszelismy, ze jakiejs rodzinie zostaly odebrane prawa rodzicielskie, jesli w domu byly klotnie czy przepychanki. Niekoniecznie rodzina musiala byc patologiczna. majac to na uwadze, mozemy zrozumiec lek Abla przed urzednikami. Siostra jest dla niego calym swiatem, zdaje sobie sprawe, ze jesli trafi do rodziny zastepczej, to juz nigdy nie beda razem. Dlatego za wszelka cene stara sie ja chronic, nawet jesli musi za to slono zaplacic.
Z drugiej strony mamy rodzine Anny. Niby wszystko jest w porzadku. Ojciec lekarz, matka wykladowca na Uniwersytecie jednak czytajac o relacjach w rodzinie, mamy wrazenie obcowania z obcymi dla siebie ludzi. Rodzice to nie "mama" i "tata" tylko Lidia i Magnus. Nie ma tutaj "coreczko" jest Anna. Wiem, ze w niektorych rejonach polski rodzice i dzieci mowia do siebie po imieniu i jest to naturalne. jednak tutaj wydawalo sie to sztuczne. Cala trojka nie sprawiala wrazenia rodziny. Co z tego, ze matka siedziala po nocach czekajac na corke, jesli nie potrafila ( lub nie chciala ) przeprowadzic z nia powaznej rozmowy o jej probemach. Jedyna proba odbyla sie w samochodzie i trwala zaledwie kilka minut. Odnioslam wrazenie ze rodzice nie interesuje sie swoja corka, sami zyja we wlasnych bankach mydlanych. Uderzyla mnie w oczy rozbieznosc pomiedzy czuloscia i dozgonna miloscia brata i siostry z patologicznej rodziny, a zimnym wyrachowaniem ludzi z dobrego domu. Wlasnie na tych roznicach i kontrastach zbudowana jest cala powiesc. Poniekad uczy nas tolerancji.

Pieknym zabiegiem bylo wplecenie w powiesc basni o lodowej ksiazniczce. odebralam to jaka probe interpretacji rzeczywistosci , w formie mozliwej do zrozumienia przez szecioletnie dziecko. Sama czytajac fragmenty basni czulam sie jak mala dziewczynka. Bylo tutaj wszysto cala magia zawarta we wszystkich basniach swiata. Nie byla to tylko opowiesc dla malej siostrzyczki Abla bylo to swoistego rodzaju przelozenie swiata rzeczywistego na swiat w ktorym dobro i zlo dzieli od siebie tylko subtelna roznica. Jednak moral wysnuty z opowiesci okazywal sie wieksza przestroga niz jakiekolwiek nakazy. Za pomoca opowiesci moglismy opuscic mury odrapanej, smierdzacej moczem kamienicy i zeglowac statkiem po oceanie, zwiedzac wyspy pelne tych dobrych i zlych charakterow. Juz nie bylo Abla, Anny i Michi tylko ich basniowe odpowiedniki. Dla dziecka ktore cierpi i teskni za matka, ktore czesto nie ma co zjesc i samotnie spedza noce te opowiesci byly jak ucieczka od smutnej rzeczywistosi.

Ksiazka wzruszyla mnie do glebi. Uwielbiam powiesci, ktore poruszaja moje serce i sprawiaja, ze mam mokre policzki. Tragiczna przeszlosc Abla, smutne dziecinstwo Michi, izolacja Anny to wszystko zlozylo sie na wspaniala powiesc. Powiesc niezwykle mroczna, przepelniona bezgranicznym smutkiem, ktora na koniec, pomimo braku happy endu daje nam nadzieje, ze kiedys zima sie skonczy i przyjedzie wiosna. Czy to sie zdarzy 13 marca?

I te piekne piosenki Leonarda Cohena towarzyszace nam przez cala lekture. Po prostu bajka. Za to wszystko Antonia Michaelis dostaje ode mnie 10 punktow i czekam na kolejna rownie wspaniala powiesc.

wtorek, 5 maja 2015


Tytul : Sakrament niedoskonaly
Autor : Anna Karpinska
Wydawnictwo : Proszynski i Ska
Rok wydania : 2015







Do kupienia ksiazki przekonala mmnie okladka. Wydawala mi sie taka beztroska.  Wlasniej takiej
powiesci oczekiwalam : lekkiej, latwej i przyjemnej. I niestety bardzo sie zawiodlam. Dostalam sredniej klasy kryminal obyczajowy, ktorego glowny watek byl niebywale naciagany a zakonczenie nie dosc, ze nie powalilo na kolana ale prawie doprowadzilo do uduszenia ze smiechu. Tak kiepskiego, naciaganego, nieskladnego i nieprzemyslanego zakonczenia dawno juz nie czytalam.Ale do rzeczy.


Rzecz dzieje sie w malej miejscowosci , niedaleko Bydgoszczy. Donat Krol, syn znanych w calej polsce wlascicieli firmy "Aloes" zajmujacej sie uprawa i sprzedaza kwiatow, umiera podczas swojej nocy poslubnej. Sprowadzony na miejsce lekarz oswiadcza, ze przyczyna zgonu byl zawal serca. Pograzona w zalobie rodzina nie moze uwierzyc , ze smierc mlodego czlowieka nastapila z tak prozaicznej przyczyny. Na miejsce zostaja wezwani funkcjonariusze policji, ktorych zadaniem jest sprawdzic czy nie doszlo do morderstwa. W trakcie dochodzenia, ktorym przewodzi komisarz Wolski i mloda aspirantka Marzena, wychodzi na jaw , ze Donat zostal otruty wyciagiem z oleandra chinskiego - egzotycznej rosliny sprowadzanej tylko na zamowienie. Glowna podejrzana zostaje Blanka , nowo owdowiala, ciezarna wybranka ofiary.

Kiedy w nieszczesliwym wypadku komisarz Wolski, lamie obydwie nogi, odpowiedzialnosc za rozwiazanie zagadki spoczywa na Marzenie. W toku sledztwa wychodza na jaw rodzinne tajemnice, okazuje sie ze niejedna osoba miala motyw by pozbyc sie mlodego dziedzica fortuny.

Narracja, w wiekszosci, prowadzona jest dwutorowo. Pisze w wiekszosci poniewaz na poczatku glosow jest wiecej, i mialam wrazenie ze czytam "Dziesieciu murzynkow" Agathy Christie. Jednak skupmy sie na dwoch glownych bohaterkach, z ktorych perspektywy patrzymy na historie.
Pierwsza jest siostra Blanki - Gabriela. 39 letnia matka dwojki dzieci, zona z przyzwyczajenia, ktora z mezem laczy tylko papierek, bo wszystko co bylo wczesniej zdazylo juz wygasnac.
Druga jest Marzena, mloda policjantka, dla ktorej rozwiazanie zagadki morderstwa moze byc wstepem do kariery, szczebelkiem w drodze na sam szczyt. Niestety nie moge powiedziec, zeby ktoras z nich szczegolnie przypadla mi do gustu.
I niestety ta dwutorowosc narracji doprowadzila do zbyt wielu powtorzen, ktore za ktoryms kolejnym razem staly sie po prostu denerwujace. W jednym rozdziale czegos sie dowiadujemy , by w nastepnym przeczytac dokladnie to samo tylko z innej perspaktywy. Absolutnie nic nowego, nic co by nas przyblizalo do roziazania zagadki.
Zreszta tych powtorzen w ksiazce jest bardzo wiele, i nie zawsze dotycza one tylko fabuly. W poczatkowych rozdzialach dowiadujemy sie , ze Blanka po smierci matki chciala popelnic samobojstwo. Proba zostala udaremniona, jednak Gabriela nie mogac poradzic sobie z niesforna nastolatka oddala ja do przyklasztornej szkoly z internatem. I teraz wierzcie mi na slowo, na co dzisiatej stronie, czytamy o wyrzutach sumienia starszej siostry. Jak ona mogla to zrobic? Jak mogla w taki sposob pozbyc sie problemu. No na litosc boska, tragedia taka jak by co najmniej odrabala jej rece. Znam pare osob, ktore ukonczyly szkoly katolickie i ich rodzice nie zalamuja rak do konca zycia. Wydawac by sie moglo ze w szkole zamiast zakonnic nauczal sam diabel.

To ze zagadka zostala rozwiazana rowniez jest cudem niczym Kana Galilejska. Czytajac o poczynaniach Marzeny odnioslam wrazenie, ze mamy do czynienia z dzieckiem we mgle. Jesli ludzie pracujacy w policji naprawde sa takimi niezgulami to dziwi mnie, ze mamy jakikolwiek odsetek rozwiazanych sledztw. Rozumiem, ze autorka chciala pokazac jak wygladaja poczatki mlodych detektywow. Ukazac, ze kazdy popelnia bledy i nie jest nieomylny. Jednak co mnie zastanowilo to jakim cudem to wlasnie Marzena dostala te sprawe? Bo wezmy wszystko na zdrowy chlopski rozum.Mala miejscowosc, gdzie najwiekszym wydarzeniem ostatnich lat jest slub lokalnego bawidamka, nagle staje sie miejscem zbrodni, ktorej w okolicy nie widziano prawdopodobnie od czasow II Wojny Swiatowej. Logiczne by sie wydawalo, ze do sledztwa powinny byc nominowane osoby z dlugim stazem, doswiadczone a nie mlode pannice, zajmujace sie wczesniej karaniem pijanych rowerzystow.

Rozczarowalo rowniez zakonczenie. Nic sie tutaj nie skladalo, a odkrycie sprawcy bylo raczej dzielem przypadku niz suma logicznych wnioskow i dowodow. Bylo naciagane jak gumka w majtkach ale jak peklo to niestety nie bylo wystrzalow. Raczej pozostal nam smrod.

Moja ocena to 3/10. Wniosek : nigdy wiecej nie bede sie sugerowac okladka, bo naprawde wolalabym mozgotrzepa w stylu Harleqiunow niz te naciagana powiastke.  Wniosek numer 2 : to byl moj debiut z Anna Karpinska i na debiucie sie skonczy.

poniedziałek, 4 maja 2015



Tytul : "Przebudzenie"
Autor : Stephen King
Wydawnictwo : Proszynski i Ska
Rok wydania : 2014



Przebudzenie naszych demonow





Wprost uwielbiam proze Stephena Kinga. Jego styl mozemy przyrownac do deszczu. Z poczatku powolny, leniwy siapie delikanie by po jakims czasie zamienic sie w ulewe, ktora przemoczy nas do suchej nitki. Tym razem mistrz zaserwowal nam prawdziwa burze z piorunami, ktorych powidoki na dlugo pozostana w naszej pamieci.


Jak na gatunek przystalo wszystko zaczyna sie spokojnie, mozna by nawet rzec uroczo. Rodzina Mortonow mieszka  w malej miejscowosci Castlerock, gdzie najwiekszym wydarzeniem ostatnich lat jest przyjazd nowego pastora. Jamie Morton pierwszy raz spotyka mlodego duchownego podczas zabawy zolnierzykami na wlasnym podworku. Chlopiec jest zafascynowany Charlesem Jacobsem, ktorego pasja jest elektrycznosc. W piwnicy plebanii wlasnorecznie zbudowal jezioro z sunacym po nim Jezusem, na spotkaniach z mlodzieza posluguje sie elektrycznoscia by uwiarygodnic cuda dokonane przez zbawiciela. Miedzy pastorem a chlopcem nawiazuje sie nic przyjazni,ktora trwa do czasu wypadku,  w ktorym ginie rodzina duchownego - jego zona i maly synek. Charles traci wiare , w nazywanym po latach "strasznym" kazaniu podwaza istnienia Boga i watpi w celowosc wiary. Pozbawiony stanowiska pastora opuszcza Castlerock i wyrusza na poludnie.
Jamie po skonczeniu szkoly calkowicie oddaje sie swojej pasji jaka jest gra na gitarze. Bedac gitarzysta w wielu zespolach, trafia na nieodpowiednie towarzystwo. Alkohol, narkotyki, kobiety wszystko to sprawia, ze stacza sie na samo dno. I wlasnie wtedy kolejny raz spotyka Jacobsa, ktory wyciaga do niego pomocna dlon. Od tego czasu ich losy lacza sie ze soba kilkakrotnie. Jamie jest ostatnim ogniwem, ktore moze pomoc bylemu duchownemu , obecnie nabierajacemu ludzi szarlatanowi, w spelnieniu jego celu, ktory jest zarowno niebezpieczny jak i przerazajacy.

Bardzo mnie cieszy, ze Stephen King powrocil do gatunku, w ktorym czuje sie najlepiej. Co prawda nadal moja ulubiona ksiazka pozostaje Dallas 63, jednak po nieudanym Joyland i Pan Mercedes, mozemy podziwiac mistrza w pelnej krasie. Zawsze mialam problem z recenzowaniem Kinga. Nigdy nie wiedzialam do jakiego gatunku zaliczyc jego proze : fantasy, horror, paranormal, dramat? Mysle , ze w jego powiesciach jest wszystkiego po trochu dlatego sa tak rewelacyjne. W przypadku "Przebudzenia" King wraca do starych dobrych poczatkow, by w stare utarte schematy tchnac nowe zycie. Glownym motywem ksiazki sa stare wyswiechtane pytania : Co znajdziemy po smierci? Czy poza nam znanym, istnieja inne swiaty? Czy  poznamy odpowiedzi jeszcze za naszego zycia? Te pytania od zawsze fascynowaly ludzi. To wlasnie dzieki nim mamy mnogosc religii i filozofii, gdyz ludzie od dawien dawna starali sie na nie odpowiedziec. Wiekszosc religii oparta jest na strachu przed nieznanym. Boimy sie pustki, ktora moze nas czekac po smierci, dlatego wiedza ze czeka na nas dobry i milosierny Bog daje nam nadzieje i spokoj.

Mistrzostwo jezyka w "Przebudzeniu" zapiera dech w piersiach. W ksiazce znajdziemy wiele sentencji, ktore zmuszaja do przemyslen. Do moich ulubionych nalezy " dom jest tam, gdzie chcemy zostac dluzej".Nie pierwszy juz raz chcialam , zeby ksiazka Kinga byla dluzsza. Potrzebowalam wiecej czasu z Jamiem, zanim na zawsze stoczy sie w przepasc "przeczytania". Blagalam by autor dal mu wiecej czasu, poniewaz przez cala ksiazke mialam przeczucie , ze wydarzy sie cos bardzo zlego, co na zawsze odmieni losy glownego bohatera.  Blagalam by Jamie spowrotem znalazl sie w oparach heroiny, wszystko byle tylko nie widzial, nie slyszal i nie czul tego przez co przyszlo mu przejsc. Niestety bylo to nieuniknione. Przypadek czy przeznaczenie? Wlasnie o tym jest w duzej mierze ta ksiazka. Daje nam do myslenia. Zastanawiamy sie czy to ktos pociaga za sznurki naszego zycia czy wszystkim rzadzi zwykly przypadek. Czy jest jakas wielka istota, ktora obmyslila nasz los czy nasze zycie i to co nas w nim spotyka jest suma naszych wszystkich uczynkow?

Wszystkich ktorzy posiadaja w sobie zwykla ludzka wrazliwosc zakonczenie ksiazki dotknie i gleboko poruszy. Nie chodzi o sama finalna scene, nie chodzi nawet o wydarzenie tylko o ogolny koncept, niezachwiana ostatecznosc. W przypadku kiedy wielu autorow odpusci sobie dywagacje nad zyciem po smierci, Stephen King zostawia nas z obietnica. Nie ma tutaj pytania "Co, jesli?". Autor rysuje swoja wizje z najbardziej przerazajacymi detalami, a my zwykli smiertelnicy jedyne co mozemy zrobic to usiasc z otwartymi ustami i przelknac to czym nas nakarmi.

Jesli mialabym okreslic "Przebudzenie" jednym slowem, wybralabym "Niepokojaca". To nie tradycyjny horror z przerazajacymi potworami, czyhajacymi w ciemnosci.Powiesc ta gra na na zwyklych ludzkich lekach, zywi sie naszym strachem. jest to zbior wszystkich naszych pytan, zebranych razem w jeden wielki glos ludzkosci. Jednak odpowiedz autora  jest przerazajaca, elektryzujaca, i poraza piorunem tajemnej elektrycznosci.

Moja ocena to 10/10.

niedziela, 3 maja 2015

Tytul : "Pol krola"
Autor : Joa Abercrombie
Wydawnictwo : Rebis
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 400






"Smierc czeka wszystkich - ale najpierw zabiera leniwych" ( str.250 )





Jesli by przyrownac trylogie "Pierwszego Prawa" do wodki to "Pol krola" w tym wyscigu zajeloby miejsce lemoniady. Czyli raczej slabo. Oczywiscie jak na Abercombiego przystalo jest duzo zwrotow
akcji, szybkie tempo narracji, humor, jednak sama powiesc to czytadelko bardziej dla mlodziezy niz doroslych fanow fantasy. 


Ksiecia Yarviego tylko dni dziela od egzaminu na ministra - prawa reke krola. Doskonale przygotowany nie moze sie doczekac by przejac nowe obowiazki i jak to w zyciu bywa dochodzi do tragedii. Ojciec Yarviego wraz z jego starszym bratem wpadaja w zasadzke i oboje traca zycie. Yarvi, prawem dziedzicznosci, zmuszony jest do objecia tronu. Jak starozytna Sparta, krolestwo Gettlandu to kraj twardych jak stal wojownikow, jakze on moze stac na ich czele kiedy Bogowie poskapili mu jednej dloni, zostawiajac szpetny kikut? Kompleks z ktorym zmuszony jest zyc. Jako nowy krol postanawia pomscic ojca i wraz ze statkiem wojownikow wyrusza na wojne. Szybko sie dowiaduje ze cala wybrawa byla sprytnie pomyslanym podstepem majacym na celu zabicie mlodego wladcy. Zdradzony przez wlasnego stryja, zostaje sprzedany w niewole na galery. W tych strasznych warunkach poznaje ludzi, ktorzy zostana jego przyjaciolmi do konca zycia. Razem zaplanuja zemste i pomoga w odzyskaniu Czarnego Tronu.

Ksiazka jest podzielona na cztery czesci. W pierwszej poznajemy Yarviego, kaleke dla ktorego utrzymanie miecza w reku jest wyczynen na miare zdobycia Mount Everest. Ta czesc jest najmniej interesujaca w calej ksiazce. Mialam wrazenie ze autor potraktowal ja po lebkach. Zabojstwo krola, objecie tronu przez Yarviego, zareczyny, zdrada i to wszystko na kilkunastu stronach. Coz za rozmach.  
Nastepna czesc byla lepsza, bardziej oryginalna i interesujaca. Tutaj poznajemy wiekszosc bohaterow naszego dramatu, akcja owszem zwolnila aczkolwiek nadal cechuje ja dramatyzm i zwroty akcji. Z czystym sumieniem moge powiedziec ze z czesci na czesc ksiazka staje sie coraz lepsza i bardziej przemyslana by zakonczyc sie finalem , ktorego nie sposob sie domyslic. Za sam finisz daje ksiazce dodatkowa gwiazdke. Well done.

Co mnie irytowalo to nagromadzenie pierwszoplanowych postaci. Ich sylwetki byly potraktowane po macoszemu. Praktycznie oprocz wygladu zewnetrznego i krotkiej wzmianki historycznej nic o nich nie wiemy. Poznajemy ich bardziej po atrybutach ( miecz, luk ) niz po imionach. Nie raz zdarzylo mi sie przystanac przy czytaniu i zastanowic o kim jest mowa. Przyzwyczajona do takich powiesci jak "Wladca pierscieni" czy "Gra o tron" kiedy znalismy kazda zmarszczke bohaterow , bylam nieco zawiedziona. 
Przez pol ksiazki bylam przekonana, ze autorowi nie uda sie skonczyc historii w jednym tomie i zastanawialam sie czy zainteresuje mnie na tyle by siegnac po nastepny. Dzieki Bogu akcja przyspieszyla na tyle ze fabula zostala zamknieta. Wyczytalam ze owszem szykuja sie nastepne tomy o przygodach Yarviego, jednak ja po nie nie siegne. Ksiazka jest napisana dobrym jezykiem, jesli nawet nie bardzo dobrym jednak natlok figur stylistycznych pozostawil we mnie pewien niesmak. Niewatpliwa zaleta jest humor, bez dialogow ktore potrafily mnie rozbawic do lez calosc wyszlaby naprawde marnie. Czasem mialam wrazenie , ze to sam Tyrion Lannister, karzel z gry o tron, uzycza tutaj swioch zlotych mysli.


Jak na ksiazke dla mlodziezy przystalo i tutaj mozemy sie doszukac moralu, jednak trudno jest analizowac literature fantasy w tych kategoriach. "Nie powinnismy sie wstydzic swojego kalectwa, gdyz to rozum jest wazny"? - wydaje mi sie zbyt banalne. "Dazmy do celu ale niekoniecznie po trupach"?- chyba nie do konca autorowi o to chodzilo. Wydaje mi sie, ze ta ksiazka byla w duzej mierze o sprawiedliwosci. Za wszystkie zle czyny jakich dokonalismy czeka nas kara, od ktorej nie uciekniemy. Warto isc do przodu i realizowac swoje marzenia , poniewaz moga sie one spelnic. Czytajac mialam wrazenie ze spelnia sie pewne powiedzenie " z rodzina wyglada sie najlepiej na zdjeciu" a prawdziwych przyjaciol poznaje sie w biedzie. W duzej mierze powiesc ta byla o przyjazni wlasnie. Przyjazni pomimo roznic i trudnych okolicznosci, o przyjazni na cale zycie. 


Moja ocena to 5/10. Niby wszystko sie zgadzalo, byla akcja, byly jej zwroty, bylo dobre zaskakujace zakonczenie. Jednak nie czulam tej ekscytacji, ktora mi towarzyszy przy lekturze ksiazek fantasy takich jak np."Malowany czlowiek". "Pol krola" moge porownac do serii "Zwiadowcy" Flanagana, tym bardziej ze szykuja sie kolejne tomy. Ot ksiazka dla mlodziezy jakich wiele na polkach w ksiegarniach. Wiec jesli spodziewacie sie fajerwerkow to prozna wasza nadzieja, w tej ksiazce ich nie znajdziecie.

sobota, 2 maja 2015


Tytul : ,,Córka piekarza"
Autor : Sarah Mcoy
Wydawnictwo : Swiat Ksiazki 
Rok wydania : 2014
Liczba stron : 424


"Póki jest życie, jest nadzieja" (str 245)


Na wojne zazwyczaj patrzymy z perspektywy najezdzcy i broniacego. Najezdzcy to ci zli ( za wylaczeniem szerzacych w swiecie demokracje Amerkanow ) a obroncy dobzi. Proste? Niestety tak to wyglada. Czesto patrzymy na wojne przez pryzmat stereotypow. Wrzucamy wszystkich do
jednego worka, zarowno aparat decyzyjny jak i zwyklych, szarych obywateli. 

Przed wybuchem II Wojny Swiatowej, gospodarka niemiecka w duzej mierze  zostala przestawiona w tryb zbrojeniowy. Fabryki do tej pory produkujace artykuly przemyslu chemicznego czy spozywczego od polowy lat 30 zaczely wytwarzac pociski, karabiny, bomby czy czesci do czolgow. Od 1935 do wybuchu II wojny światowej zbudowano: 2 okręty liniowe, 3 krążowniki ciężkie, 16 niszczycieli i 28 okrętów podwodnych oraz liczne mniejsze jednostki - Kriegsmarine posiadalo ponad 800 lodzi podwodnych. A to tylko ulamek z wydatkow na zbrojenia. Nowoczesna bron, najwieksze czolgi swiata, prace nad bronia chemiczna i bomba atomowa - to wszystko wynioslo Trzecia Rzesze na wyzyny pod wzgledem rozwoju technologicznego, niestety kosztem zwyklych mieszkancow. Gospodarka sie rozsypala. Pozostale fabryki nie nadazaly z produkcja zywnosci, brakowalo produktow pierwszej potrzeby - papieru, ubran, o dobrach luksusowych nie wspominajac. Spoleczenstwo glodowalo. Pewnie wielu z nas sobie pomysli "i dobrze im tak, to byli nazisci" jednak czesto nie zdajemy sobie sprawy, ze  jedynym bledem tych ludzi bylo to, ze urodzili sie w zlym miejscu i w zlym czasie. 


Akcja powiesci toczy sie w ostatnim roku II Wojny Swiatowej w malym miasteczku niedaleko Monachium - Garmisch. Elsie jest corka piekarza. Niedoswiadczona, nieobyta ze swiatem 17 latka dla ktorej szczytem marzen jest pojscie na bal organizowany przez partie nazistowska. Jej marzenie sie spelnia, zostaje zaproszona przez wysokiego stopniem oficera Josefa Hubba. Na Elsie czeka wiele niespodzianek, wszystko jest dla niej nowe , dlatego szybko za sprawa podekscytowania i  babelkow szampana zaczyna jej sie krecic w glowie. Kiedy wychodzi na dwor zostaje zaczepiona przez wojskowego, ktorego zamiary sa jasne a intencje do czystych nie naleza. Przewrocona na skrzynki, z podwinieta po uda spodnica slyszy halas. Wojskowy w poplochu ucieka. Sprawca chalasu jest maly zydowski chlopiec, zabrany z obozu koncentracyjnego, o nieziemskim glosie - atrakcja na imprezie. Wdzieczna dziecku za pomoc, nie liczac sie z tragicznymi konsekwencjami, Elsie zabiera chlopca do domu i ukrywa w skrytce za sciana. 

Stany Zjednoczone, El Paso w Stanie Texas, rok 2007. Reba Adams jest dziennikarka. Pracuje dla lokalnej gazety, nic powaznego zwykly szmatlawiec, jakich wiele znajdziemy w kazdym kiosku. Zleconym jej tematem artykulu jest kultura niemiecka w kontekscie Swiat Bozego Narodzenia. Reba trafia do niemieckiej piekarni i poznaje Jane oraz jej matke Elsie ( tak wlasnie te :) Z poczatku pragnie wejsc, zadac pare pytan, zrobic pare zdjec i wyjsc. Jednak nie jest to proste. Jane jest bardzo rozmowna, zasypuje zamknieta w sobie Rebe pytaniami, na ktore dziennikarka nie chce odpowiadac. Z drugiej strony zapracowana Elsie, nie ma czasu na udzielenie wywiadu. Dni mijaja, Reba jest codziennym gosciem w piekarni, i z dnia na dzien dowiaduje sie coraz wiecej o tej fascynujacej rodzinie. Sama jest na zyciowym zakrecie. Praca nie daje jej satysfakci, El Paso wydaje sie za male, narzeczony Riki, pracownik strazy granicznej, wydaje sie byc nie tym jedynym, dlatego pierscionek zareczynowy zamiast na palcu wisi na lancuszku na szyi i czeka na lepsze czasy. 


Historia Elsie to historia jakich wiele, lecz rzadko o nich slyszymy. Jest tragiczna, jednak wydawalo mi sie, ze ten tragizm jest naciagany. Pomimo wojennej zawieruchy mialam wrazenie, ze Elsie wrecz tryska nadzieja i optymizmem. Jej postac byla jakby dwubiegunowa. Przezywajac najwieksza tragedie, jaka moze spotkac kobiete, przechodzi nad tym do porzadku dziennego. Nie ma tutaj zbednych wyrzutow sumienia, przemyslen, wszystko wydaje sie zbyt plytkie czasami wrecz groteskowe. Odnioslam wrazenie ze postaci w ksiazce byly przerysowane.  Mamy tutaj ludzi z glebokimi dylematami moralnymi, ludzi ktorzy na zawsze pozostali z wojenna trauma i postaci ktore jakby staly z boku. Bloki granitu, bez uczuc. 

Rzecza, ktora mnie zainteresowala byla idea Labensborn, sama sie zdziwilam ze nigdy wczesniej o niej nie slyszalam. Osrodki Lebensborn powstawaly na terenie calej Trzeciej Rzeszy. Ich zadaniem bylo stworzenie odpowiednich warunkow do "odnowienia krwi niemieckiej" i zachowania czystosci rasy. Starannie wyselekcjonowani  mezczyzni i kobiety, umieszczeni w osrodkach mieli sprowadzic na swiat czystej rasy aryjczykow. Do osrodkow Lebensborn przyjmowany byly rowniez samotne matki po tak zwanych "badaniach rasowych" - mial to byc srodek zaradczy przeciwko wzrastajacej liczbie aborcji. W domach tych urodzilo sie i wychowalo okolo 6000 dzieci, ktore od urodzenia poddane byly gleboko idacej nazistowskiej indoktrynacji. Ludzie Ci wychowani w przeswiadczeniu ze Hitler jest nowym bogiem, a Niemcy panami swiata, mieli wielkie problemy z adaptacja w nowym powojennym swiecie. Nie mogli zrozumiec, ze idee wpajane im od najmlodszych lat sa zle, rany na psychice pozostaly im do konca zycia.

Zastanawia mnie po co Sarah McCoy zdecydowala sie na wrowadzenie do powiesci postaci Reby. Wydaje mi sie ze ten zabieg mial na celu porownanie czasow wojennych do tych wspolczesnych i ukazanie ze nic w ludzkiej psychice sie nie zmienilo. Dylematy morlane Rikiego, ktory musi odsylac nielegalnych imigrantow spowrotem za granice z Meksykiem, porownywane sa do tych Josefa Hubba, zajmujacego sie przesiedlaniem Zydow do obozow koncentracyjnych. Problemy Reby mozemy porownac z problemami Jane, i ta i ta nie potrafi zrobic kroku w strone zalegalizownia swojego zwiazku. Jednak na dobra sprawe, oprocz paru zapelnionych kartek historia Reby nic do powiesci nie wniosla, ot kolejna historyjka ktora mozemy przeczytac na lamach magazynu "Blaski i Cienie". 

Powiesc " Corka piekarza" jest o czyms wiecej niz prztrwanie w trudnych czasach. Jest o tym, zeby robic to co dyktuje nam serce nawet jesli sa to rzeczy zabronione, nielegalne. Elsie staje przed takim wyborem kiedy zabiera do domu, malego zydowskiego chlopca. Riki stoi w obliczu podobnej sytuacji w przypadku deportacji rodziny z Meksyku.
Sarah McCoy napisala powiesc , ktora sie czyta przyjemnie, dostarcza nam wiedzy historycznej i garsci emocji, ktorych jednak moglo byc wiecej. 
Moja ocena to 6/10. Zabraklo mi tutaj dramatyzmu, ktory powinien cechowac podobna powiesc. Troszke rozczarowalo mnie zakonczenie ( pojawia sie tutaj, zupelnie niepotrzebnie zreszta daleka kuzynka Elsie - kolejny bohater, ktory do powiesci nic nie wnosi ) . Samo zakonczenie jest jakby naciagane i juz od polowy ksiazki mozna sie bylo go domyslic. Jednak pozostale gwiazki sa przyznane z calkowitym rozmyslem. Jest to dobra powiesc o wojnie. Wzruszajaca, pozostawiajaca slad w sercu, bardzo dobrze napisana. Przybliza nam to o czym pewnie nigdy nie myslelismy, przybliza nam miliony ludzi urodzonych na niemieckiej ziemi dla ktorych glownym celem bylo przezyc za wszelka cene.