"Tulipanowa gorączka" Deborah Moggach
Tytuł : „Tulipanowa
gorączka”
Autor : Deborah Moggach
Rok wydania : 2016
Wydawnictwo : Rebis
Tytuł oryginału : Tulip
fever
Liczba stron :
Rynsztokowy
Loos
Naturalizm, naturalizm
i jeszcze raz naturalizm. To coś co lubię. Nie piękne wnętrza
XVII wiecznych posiadłości, w których znudzone hrabiny z braku
zajęć zachwycają się nowymi sukniami. Czytając lubię poczuć
ducha epoki, mieć wgląd w całość a nie tylko lizać papierek
cukierka. Lubię poczuć smaki, poznać zapachy, nawet te odrażające,
mieć wgląd we wszystkie warstwy społeczeństwa. Maluję wtedy
przed oczami prawdziwy obraz epoki. Podobnie jak Dostojewski w
„Zbrodni i karze” tak i Moggach zabrała mnie w niesamowitą,
mroczną podróż. Holandia na kartach jej powieści to nie pachnąca
łąka usiana tulipanami. To zniszczony powodziami kraj, pełen brudu
i pomyj na ulicach. Kraj pełen zarówno wspaniałych artystów, jak
i zwykłych ludzi i szubrawców.

Jak napisałam we
wstępie najmocniejszą stroną powieści jest naturalizm. Pomimo
tego, że główną bohaterką jest żona bogatego kupca, nie
zamykamy się tylko w jej pięknych stylizowanych i dekorowanych
obrazami cenionych artystów pokojach. Mamy również dostęp do
kuchni. Widzimy wylewane na ulicę pomyje, rybie pęcherze, kurz na
kandelabrach. Z jednej strony mamy przepych pracowni malarskich a z
drugiej śmierdzący resztkami i zgniłymi warzywami targ. Mamy
salony i kupieckie gildie oraz wyszynki i speluny, ciemne uliczki i
ogrody. Powieść jest zbudowana na zasadzie kontrastów. Z jednej
strony piękno a z drugiej brzydota. Nawet język postaci jest
zróżnicowany. Egzaltowany klasy wyższej i prosty, wulgarny klasy
niższej. Lecz jakże on jest poetycki :
- Byłem tu wczoraj, czemuś mi nie otworzyła?
- Bo właściciel warzywniaka pokazywał mi marchewkę.
Prawda , że piękne?
Niby proste , a jednak jak wieloznaczne a jednocześnie zabawne.
Troszeczkę
zawiedziona byłam niektórymi bohaterami. Szczerze polubiłam Marię
i Willema, jednak sama Sophia wydaje mi się troszeczkę
niedopracowana, nie mówiąc już o Janie. Z jednej strony życzy
sobie 80 florenów za portret, szkoli uczniów a sprawia wrażenie
biedaka, którego ścigają wierzyciele. Moja opinia o nim zmieniała
się ze strony na stronę. Wiedziałam, że Sophia to obłudna jędza
, typowy czarny charakter, jego jednak nie udało mi się
jednoznacznie sklasyfikować. A może to jednak zaleta? Gorzej jednak
wypadły postaci drugoplanowe. Służący który nie potrafi
wypełniać swoich obowiązków? Kolejny, który myli cebulkę
kwiatową od cebuli? Czasem zadawałam sobie w myślach pytanie jak
to możliwe, że udało im się dożyć wieku dorosłego. O był
jeszcze ten co na całą gospodę się chwalił, że zgarnął
fortunę i na koniec zdziwiony był, że okradła go pierwsza lepsza
córa Koryntu.
Nie mam znajomych
Holendrów a na lekcji historii mnie o tym nie uczyli,dlatego
dziękuję autorce, że zaznajomiła mnie z tematem tulipanowej
gorączki. Po zgłębieniu tematu nadal nie mogę uwierzyć, że za
jedną cebulkę kwiatu ludzie byli w stanie poświęcić swoje
majątki. Historia mężczyzny, który zrezygnował z kariery poborcy
podatkowego by zająć się uprawą tulipanów wprost powaliła mnie
na łopatki. Potajemne spotkania w piwnicach, licytacje, zapisy,
sprzedawanie cebulek, które jeszcze nie wyrosły... to musiała być
prawdziwa paranoja.
Czytanie powieści
bardzo ułatwiają, krótkie rozdziały. A co utrudnia? Cytaty,
treści listów, nagłówki przed każdym z nich. Przyznam szczerze
przeczytałam pierwszych dziesięć i potem dałam sobie spokój. Kto
był lepszy niech się podzieli w komentarzu :) objętościowo same
nagłówki zajęły pewnie z jedną dziesiątą treści, zupełnie
niepotrzebnie, wystarczyła by zwykła nota historyczna na końcu
książki.
Za to bardzo
podobała mi się narracja. Wieloosobowa włączając w to wszystkich
głównych bohaterów jak i wszystko wiedzącego narratora. Uwielbiam
to. Daje czytelnikowi wgląd w myśli i uczucia wszystkich postaci.
„Tulipanowa
gorączka” to bardzo dobra literatura obyczajowa. Mroczna, prosta,
naturalistyczna. Spotykałam się z komentarzami, że przypomina
operę mydlaną. Cóż. Po przeczytaniu „Kwiatów na poddaszu”
przypuszczam, że żadna inna książka nie skojarzy mi się z
telewizyjnym tasiemcem. W moim odczuciu to piękna opowieść .
Ukazuje wszystkie ludzkie słabości. Odziera nas z wyrzutów
sumienia. Ta książka pokazuje czym tak naprawdę jest dana nam
przez Boga wolna wola. Może właśnie przez to jeden z głównych
bohaterów odwrócił się od Boga?
Wszystko w tej
powieści jest surowe, bez ozdobników, i na tym właśnie polega jej
piękno. Możemy nie zgadzać się z decyzją głównej bohaterki
jednak nigdy jej nie znienawidzimy. Wiemy , że w nas samych mogą
drzemać podobne siły i emocje, które pokierują nas na
niekoniecznie dobrą drogę.
Z pewnością sięgnę
po kolejne utwory autorki. Jej piękny, przejrzysty styl, doskonały
balans między opisami a dialogami, czarne poczucie humoru,
groteskowość to wszystko złożyło się na cudowną, magiczną i
jakże wzruszająca powieść do której z pewnością kiedyś wrócę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz