"Ziemia przeklęta" Phillip Lewis
Passa czytelnicza nadal trwa. Kolejny raz dzięki wydawnictwu Prószyński i S-ka w moje ręce trafiła fenomenalna książka debiutującego amerykańskiego autora Phillipa Lewisa. Portal lubimyczytać.pl nadał jej etykietę kryminału/thrillera jednak tym razem recenzenci pomylili się w swojej ocenie. "Ziemia przeklęta" to monumentalna powieść obyczajowa z elementami sagi rodzinnej i traktatu na temat dorastania, przynależności, teorii rodziny i tożsamości. Jest to jedna z bardziej mrocznych i smutnych powieści jakie czytałam, choć ten smutek kryje się na skraju naszego postrzegania a zło czai się w kątach. "Ziemia przeklęta" to również książka pełna liryzmu, poezji i muzyki, które sprawiają, że pomimo całego zła odkrywamy również piękno tego debiutu.
Henry Aster, prawnik i pełen ambicji lecz niespełniony pisarz, zmuszony jest do powrotu do rodzinnej miejscowości ze względu na ciężką chorobę matki. Zabiera swoją ciężarną żonę i cały dobytek i wraca w Appalachy, do małej miejscowości na skraju ziemi przeklętej zwanej Barrowfields. To właśnie tutaj wygrywa swoją pierwszą sprawę o milionowe odszkodowanie i za otrzymane wynagrodzenie kupuje położony na wzgórzu dom, który, choć nowoczesny, kryje w sobie mroczną tragedię. Na świat przychodzi jego syn, również Henry, a parę lat później córka Threody. Chłopiec idzie w ślady ojca, pasjonują go książki i pisanie. Godzinami potrafi przesiadywać w gabinecie swojego rodzica, kiedy ten pracuje nad swoją powieścią. Niestety kiedy dochodzi do rodzinnej tragedii, Henry senior, wpada w głęboką depresję i odchodzi. Pozostawiony samemu sobie chłopiec również postanawia opuścić matkę i siostrę i wyjechać na oddalony o kilkaset kilometrów Uniwersytet.

Zaczyna się niewinnie. Cofamy się do początku XX wieku i poznajemy rodziców i dziadków Henry-ego Astera oraz ich historie. Dowiadujemy się sporo o życiu w Appalachach, w małej miejscowości gdzie każdy zna każdego, dzień po dniu wydaje się taki sam, ludzie się rodzą i umierają i zaledwie odsetek z nich opuszcza swój dom rodzinny gdyż popychają ich niespełnione ambicje. To właśnie w Henrym obudziła się ta nieprzeparta chęć ucieczki i spróbowania szczęścia w wielkim świecie. Już od początku wiedział, że nie pasuje do tego miejsca, gdzie edukacja kończyła się na szkole podstawowej a szczytem aspiracji młodego człowieka był szyty na miarę garnitur, w którym można było pójść do Kościoła. Henry pragnął studiować i pomimo przestróg i gróźb rodziców, spakował walizkę i wyjechał w daleki świat. Niestety los nie do końca mu sprzyjał i ze względu na chorobę rodzicielki musiał wrócić.
Kolejna część książki opowiada o losach jego syna, również Henry'ego, który jak ojciec dusił się w górskiej miejscowości, chciał poznać nowych ludzi, nauczyć się nowych rzeczy i zacząć wszystko od początku. To właśnie razem z Henrym wprost z modernistycznej posiadłości przenosimy się do miasteczka akademickiego, wypijamy piwo za piwem i wolnym krokiem zdążamy na zajęcia z historii prawa. Wraz z Henrym poznajemy pierwszą ( i może ostatnią?) miłość jego życia, dziewczynę o uroczym imieniu Story, której życie również nie jest wolne od problemów.
Wydawać by się mogło, że książka opowiadająca o historii rodziny (raczej nie ma tu wątków tragicznych, może poza odejściem seniora) oraz studenckich latach głównego bohatera, będzie opowieścią radosną, optymistyczną i dającą wiarę w lepsze jutro. Jednak autor postanowił zrezygnować z całej tej sielankowej otoczki. Wioska na skraju pustkowi zwanych Barrowfields, lub inaczej Ziemią Przeklętą, to miejsce gdzie rzadko dochodzą promienie słoneczne, a w zaułkach ulic czai się cień i strach. To miasteczko pełne tragicznych historii ludzi, którzy zginęli lecz i tych którym przyszło żyć w czasach bez nadziei. Choć większe miasta tętnią życiem, a nowinki techniczne wkradły się do prawie wszystkich gospodarstw domowych, tak Old Buckram pozostało takie samo jak przed wiekami, tutaj nadal czarno-biały telewizor jest wyznacznikiem sukcesu i pozycji społecznej.
No i ten dom na wzgórzu. Dom zupełnie nie pasujący do otoczenia starych, bielonych, drewnianych chat. Arcydzieło nowoczesnej architektury, gmach z oknami od podłogi do sufitu, gdzie krwistoczerwone schody prowadzą na rozliczne klatki schodowe a kręte korytarze do niezbadanych pokoi, których wydawać by się mogło są całe setki. To dom, w którym gra na fortepianie słyszalna jest w każdym pomieszczeniu, a kratka na poddaszu daje nam widok na ogrom salonu-bawialni na parterze. Rezydencja kryje w sobie tajemnicę poprzednich właścicieli, których odnaleziono martwych, jednak czy ich duch na dobre opuścił to miejsce?
Nawet jak wyjeżdżamy z Old Buckram nadal towarzyszą nam demony przeszłości, które zalęgły się w głowie naszego głównego bohatera. Do tych krwiożerczych bestii dołączają demony życia Story. Czytelnik cały czas czuje niepokój i lęk, który wydaje się być prastary.
"Ziemia przeklęta" to wspaniała powieść o dorastaniu i rodzinnych zobowiązaniach, o miłości rodzicielskiej i niespełnionych marzeniach. Ta wspaniała książka, napisana przez niezwykle utalentowanego autora jest kamieniem milowym amerykańskiej powieści beletrystycznej. Tak dobra, że wprost nie sposób się od niej oderwać, jednocześnie tragiczna, gotycka i groteskowa sprawi, że każdy kolejny rozdział będzie dla nas nie dość, że rozrywką dla zmysłów to intelektualną odskocznią od przeciętności rynku wydawniczego. Polecam wszystkim spragnionym czegoś nowego.
Tytuł : "Ziemia przeklęta"
Autor : Phillip Lewis
Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
Data wydania : 9 stycznia 2018
Liczba stron : 488
Tytuł oryginału : The Barrowfields
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :
Jestem pod wrażeniem. Bardzo dobry artykuł.
OdpowiedzUsuńŚwietny wpis. Będę na pewno tu częściej.
OdpowiedzUsuń