wtorek, 4 sierpnia 2015

"Mow do niej" Francisco Goldman

Tytul : "Mow do niej"
Autor : Francisco Goldman
Wydawnictwo : AGORA S.A
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 400
Tytul oryginalu : "Say her name"







Kochaj zone moja jak siebie samego


Po "Mow do niej" siegnelam na pol godziny przed wyjsciem do pracy i powiem szczerze z poczatku
myslalam, ze to jedna z tych ksiazek od ktorych sie nie da rady oderwac. Jednak kiedy wrocilam do domu i przeczytalam kolejnych kilkanascie stron , cos sie zmienilo, i lektura zamiast dostarczyc mi rozrywki stala sie droga przez meke. Cenie Francisco Goldmana za jego reportarze dlatego jak tylko zobaczylam "Mow do niej" na polce w ksiegarni to ja z miejsca kupilam. Teraz wiem, ze byly to stracone pieniadze. Zamiast powiesci biograficzno-obyczajowej dostalam swoista spowiedz zalamanego smiercia zony mezyczyzny. Nigdy nie interesowaly mnie powiesci w stylu "Pisane przez zycie" jak chciazby lzawe ksiazki Cathy Glass czy sagi o uciemiezonych arabskich rodzinach, nomen omen pisane przez polskie autorki jak Tanya Valko. Jednak w opowiesciach o malzenstwach, ktore rozlaczyla smierc jest cos co mnie przyciaga. Moze to strach przed tym, ze mnie sama moze to spotkac?  Zazwyczaj autorzy takich powiesci maja dwa wyjscia . Albo wyznac wlasna milosc do zmarlego albo przekonac czytelnika do tego by pokochal jego zmarlego malzonka tak samo jak on. Goldman wybral to drugie wyjscie, i niestety mnie nie przekonal a wrecz odwrotnie. Ze swojej zmarlej malzonki uczunil groteskowa kukielke, ktorej nie idzie polubic , a co za tym idzie wykrzesac z siebie chociaz minimum wspolczucia dla cierpiacego autora.


Ksiazka opowiada o losach malzenstwa Goldmanow. Francisco Goldman jest znanym amerykanskim pisarzem. Na poczatku XX wieku poznaje Aure Estrade, studentke i pisarke z Meksyku, ktora przyjechala do Stanow Zjednoczonych pisac doktorat. Para, pomimo roznicy wieku zakochuje sie w sobie. W 2005 roku biora slub. Jak przyznaje sam autor Aura byla i bedzie jedyna miloscia jego zycia. W 2007 roku, w wypadku na Pacyfiku Aura ginie, pozostawiajac Francisco w glebokiej zalobie. Dodatkowym gwozdziem do trumy jest postawa rodziny Aury , ktora oskarza mezczyzne o spowodowanie jej smierci. Ksiazka napisana jest w formie pamietnika, swoistej spowiedzi autora. Opowiada on o swojej zonie i ich zwiazku, tym samym oddajac jej czesc. 

Co mozemy wyczytac juz z pierwszych stron ksiazki to to jak bardzo autor kochal swoja zone. I praktycznie tylko o tym jest ta powiesc. To swoiste epitafium. Jesli powiesc bylaby krotsza o przynajmniej 200 stron, wtedy moglaby byc dzielem doskonalym. Niestety wydaje mi sie, ze autorowi nie zalezalo na tym by pokazac swoja milosc tylko by wskrzesic zmarla malzonke w umyslach czytelnikow. Wprost nakazuje nam ja kochac tak jak on to robi czym czyni powiesci niewypowiedziana krzywde, poniewaz z obrazu jaki autor namalowal mi przed oczami wylania sie postac , ktorej po prostu nie da sie polubic. 
Aura wyszla za maz za prawie dwukrotnie od niej starszego mezczyzne i byla to jej swiadoma decyzja. Czemu w takim razie na kazdym kroku wypomina mu jaki jest stary i brzydki dlatego musi sie poddac chirurgii plastycznej? Byla tak prozna, ze na ich wesele kazala mu pofarbowac wlosy na czarno. No i jej ekscentryzm. Toster z Hello Kitty? Sam autor wszystko to uwaza za slodkie i urocze a we mnie ze strony na strone rosla niechec do mlodej dziewczyny. Nie moglam pojac jak ktokolwiek, mogl byc na tyle glupi, by nie dostrzegac zwyklego braku szacunku i oznak pogardy, i zaczelam sie zastanawiac czy z autorem jest mentalnie wszystko w porzadku. Gdyby mnie ktos traktowal az tak przedmiotowo to szybko by znalazl sie na wycieraczce. 

Po okolo stu stronach zaczelam po prostu przerzucac kartki, poniewaz fabula absolutnie nie posuwala sie do przodu. Jedyne co mnie trzymalo przy tej ksiazce to chec dowiedzenia sie jak zginela Aura. I niestety by poznac prawde musialam bardzo dlugo czekac. 


Na plus musze dodac, ze autor bardzo pieknie potrafi pisac o uczuciach. Oferuje poruszajacy obraz
smutku i trudnosci na jakie napotkal w walce ze swoja tesciowa, poczynajac od wyrzucenia z mieszkania w Mexyku a na odebraniu mu prochow zony konczac. osobiscie bylam bardzo wzruszona czytajac o uczuciach jakie w autorze buzowaly , podczas uzywania kosmetykow zmarlej zony, na przyklad niecheci do uzywania jej szamponu czy opisu odciskow jej palcow w kremie. To wszystko bylo bardzo wzruszajace. Ale ostatecznie to nie wystarczy by napisac dobra ksiazke. "Mow do niej" moglby byc niesamowicie poteznym esejem jednak nie jest to wystarczajacy temat na ksiazke. 400 stron druku zostalo moim zdaniem zmarnowane.

Nie wiem jak bym sie czula po stracie tak bliskiej osoby jednak uwazam, ze Goldman powinien zachowac choc czesc Aury dla siebie, a nie dzieli sie nia z calym swiatem. Byla to naprawde trudna ksiazka, a druga polowa byla wrecz nie do zniesienia. Wstyd sie przyznac ale z jednej strony czekalam na to by Aura wreszcie umarla a z drugiej wstydzialam sie za swoje uczucia. 

Komu polecam te powiesc? Czytelnikom o bardzo mocnych nerwach, odpornych na dlugasne opisy i totalny brak dialogow. Zreszta sama edycja tekstu pozostawia duzo do zyczenia, bo czesto nie mozemy sie polapac kto co mowi, wszystko jest jednym ciagiem. 

Moja ocena to 1/10