wtorek, 10 października 2017

"Niezauważalna" Marcus Sedgwick

 Tytuł : "Niezauważalna"
 Autor : Marcus Sedgwick
 Wydawnictwo : YA!
 Data wydania : Lipiec 2015
 Liczba stron : 352
 Tytuł oryginału : She Is Not Invisible



 Świat bez granic



Po przeczytaniu tej powieści zadaję sobie pytanie kto tak naprawdę jest jej targetem? Pamiętam jakie książki czytałam będąc nastolatką, czy też młodą studentką i jestem przekonana, że "Niezauważalna" nijak nie wpasowałaby się w mój gust. Czy jestem wyjątkiem? Patrząc po komentarzach innych czytelników zdania są podzielone. Dla mnie powieść Sedgwicka była niczym innym niż nudnym, przefilozofowanym i naciąganym utworem, którego jedyną zaletą był talent pisarski autora. Książka ta jest tak niewiarygodna, że spokojnie można ją zaliczyć do kanonu fantasy a samemu autorowi nie udało się do mnie dotrzeć. "Niezauważalna" to studium zbiegu okoliczności i przypadku, które oprócz kilku ciekawostek jest zawiłym, przerysowanym pseudonaukowym bełkotem.

Niewidoma nastolatka z Wielkiej Brytanii, Laureth, od ponad tygodnia nie ma wieści od swojego ojca. Jest przekonana, że wybrał się w podróż po Europie w poszukiwaniu inspiracji do swojej nowej powieści. Pewnego dnia w jego skrzynce mailowej, którą dziewczyna się opiekuje, odkrywa wiadomość od mieszkańca Nowego Yorku, który znalazł jeden z dzienników pisarza i za opłatą jest w stanie zwrócić go właścicielowi. Laureth podając się za swojego ojca umawia się ze znalazcą dziennika i postanawia na własną rękę udać się do Stanów Zjednoczonych. W podróży pomóc ma jej 7-letni braciszek Benjamin.

Tu się zaczyna się nasza opowieść fantasy. Podróż 16-letniej dziewczyny z kontynentu na kontynent
wraz z niespełna 7-letnim braciszkiem, która nikogo nie dziwi ani zaskakuje. Ale zacznijmy od początku. Po pierwsze : gdzie są rodzice dziewczyny? Matka na pytanie dzieci odpowiada, że ojciec gdzieś podróżuje i kiedyś się odezwie i zamiast pocieszyć zdenerwowaną córkę zadziera kiecę i zostawia dzieci bez opieki samej jadąc na imprezę do innego miasta. Ojciec za to, w pogoni za pisarską weną, totalnie zapomniał o swoich tak uwielbianych pociechach. Zauważyłam, że wydawnictwo YA! ma słabość do sylwetek patologicznych rodziców.
Idźmy dalej. Laureth, jak na szesnastolatkę przystało, zachowuje się skrajnie nieodpowiedzialnie. Używa karty kredytowej swojej rodzicielki by kupić bilety do Stanów Zjednoczonych. Na lotnisku nie dość, że udaje jej się ukryć własną ślepotę, to jeszcze bez problemów wywozi nieletniego braciszka z kraju. To się jeszcze mogło udać, Brytyjczycy raczej nie mają nic przeciwko opuszczaniu kraju przez swoich obywateli, i tak jest przeludniony. 
Najbardziej zdziwił mnie fakt, że Urząd Imigracyjny na lotnisku w Nowym Yorku również nie zauważył nic podejrzanego w dwójce nieletnich. Wpływ na to miał zapewne dar posiadany przez Benjamina- talent do psucia urządzeń elektrycznych w wyniku bezpośredniego kontaktu. 
Reszta potoczyła się jak z płatka. Za sprawą szczęśliwych zbiegów okoliczności dzieciom udało się wpaść na ślad ojca, pozyskać sojusznika i zamiast głodować na ulicach amerykańskiej metropolii mogli spokojnie zamieszkać w kilkugwiazdkowym hotelu, gdzie oczywiście nie wzbudzili większej sensacji. 
Już po tym wstępie (jest to mniej więcej połowa książki) powinnam sobie darować i zabrać się za coś bardziej realistycznego. Jedynie notatki z dziennika ojca Laureth oraz sposób narracji, który sugerował nieoczekiwany zwrot akcji, sprawiły że czytałam dalej. 

Kolejną rzeczą oprócz nierealnych bohaterów (autor zupełnie nie wie jak się zachowują i rozumują 16-letnie dziewczynki), która miała wpływ na mój odbiór powieści, był fakt braku pomysłu na fabułę. Mamy tutaj dwójkę dzieci, która poszukuje swojego ojca, a pomóc im w tym ma jego dziennik. Z początku notatki pisarza, zwróciły mają uwagę ze względu na ciekawostki i żartobliwy język jakim zostały napisane. Paradoks daty urodzin czy prawo Benforda to rzeczy, o których nie spodziewałam się przeczytać w książce dla młodzieży. Jednak im dalej w las tym więcej drzew a co za tym idzie i chaosu. W pewnym momencie notatki stały się niezrozumiałe, nudne i napisane zbyt naukowym językiem co raczej nie przyciąga uwagi nastolatków (jak widać części dorosłych też nie).
Cały czas miałam wrażenie, że brak fabuły autor stara się nam czym zrekompensować. Te starania było widać w każdym zdaniu. Aż kipiały wysiłkiem umysłowym, Sedgwick za wszelką cenę chciał uczynić ją głęboko filozoficzną, zadawał "wielkie" pytania nie zawracając sobie głowy udzieleniem odpowiedzi. 

Jednym z nielicznych plusów tej książki jest przedstawienie czytelnikom sylwetki niewidomej głównej bohaterki- jest to spotykane niezwykle rzadko. W moim otoczeniu raczej nie spotykam osób niewidomych, co innego to telewizja czy internet. Jednak media te nie przybliżają nam ich sylwetek, mówią o problemie niezbyt wnikając w szczegóły. Dzięki Laureth wiem jak czują się osoby którym nie dane nigdy było oglądać otaczającego je świata. Autor w przystępny sposób przybliżył mi problemy z jakimi się borykają. Co ich drażni, czego oczekują od społeczeństwa. Za te fakty szczerze dziękuję.

To było moje pierwsze spotkanie z autorem dlatego postanowiłam go nie skreślać na samym wstępie. Tysiące czytelników, dobre komentarze i sporo wydanych książek muszą o czymś świadczyć. Być może właśnie ta książka nie była dla mnie, a inne mnie zachwycą czy wręcz powalą na kolana? By to sprawdzić muszę sięgnąć po kolejny tytuł. Tej powieści akurat nie polecam ale inne? Kto wie.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :