niedziela, 23 kwietnia 2017

"W ciemnym, mrocznym lesie" Ruth Ware

Tytuł : "W ciemnym, mrocznym lesie"
Autor : Ruth Ware
Wydawnictwo : Świat Książki
Rok wydania : 2017
Liczba stron : 376
Tytuł oryginału : In dark, dark wood



Indywidua

Czytając notatkę wydawcy spodziewałam się naprawdę znakomitego thrillera, czegoś nowego co zdoła wywołać u mnie gęsią skórkę. Angielski wydawca poszedł nawet dalej zaliczając tę powieść do gatunku horror. Wszystko przemawiało za tym, żer w końcu trafiłam na książkę, po której przeczytaniu będę się bała zasnąć. Czy tak było? To nie będzie jedna z tych agresywnych recenzji jakie można przeczytać na goodreads, gdzie praktycznie mieszają autorkę z błotem. Będę
wyrozumiała biorąc po uwagę, że mam do czynienia z debiutem. A po drugie, pomimo wielu wielu i jeszcze raz wielu rzeczy, które mnie drażniły uważam, że należy dać jej szansę, a na pewno sięgnąć po kolejne powieści (te już zachwalane przez angielskich czytelników).

Pewnego dnia Nora, zamknięta w sobie autorka kryminałów zostaje zaskakującego e-maila. Nadawcą jest Florence, imię to nic kobiecie nie mówi. Do listu załączone jest zaproszenie na wieczór panieński Clare, przyjaciółki Nory z czasów szkolnych. Kiedy przegląda listę pozostałych odbiorców wpada jej w oko nazwisko przyjaciółki z którą od czasu do czasu wypada na drinka. Razem uzgadniają, że pojadą w nieznane, do domu w środku lasu. Kiedy dojeżdżają na miejsce spotykają resztę gości. W miarę rozwoju wieczoru atmosfera staje się coraz bardziej napięta, wychodzą na jaw tajemnice z przeszłości. W końcu do chodzi do tragedii. Czy Nora, która obudzi się w szpitalnym łóżku, pod ochroną policjantów, zdoła przypomnieć sobie wydarzenia ostatnich dni?

Początek książki zapowiada się naprawdę rewelacyjnie, jak rasowy thriller. Mamy biegnącą przez las dziewczynę, która nie wie czy zdąży.. ale na co? Pierwszy rozdział zakończony jest takim cliffhangerem, że aż nie mogłam się doczekać aż przerzucę kartkę. W kolejnym rozdziale spotykamy Norę w szpitalnym łóżku, Norę która nic nie pamięta. Nadal to wszystko wygląda bardzo obiecująco, ponieważ to właśnie ona będzie narratorem naszej powieści. Autorka zastosowała zabieg, który bardzo lubię- stopniowe odzyskiwanie pamięci przez naszego głównego bohatera- lubię jak fragmenty układają się w piękną mozaikę. Jednak czy naprawdę była to ciekawa podróż przez tajniki pamięci. Niestety nie bardzo. Zaczęło się rewelacyjnie a potem wpadłam w błoto, z którego ciężko było się wydostać.

Zdecydowanie najsłabszą stroną tej powieści były postacie. Takiego panteonu to jeszcze nie widziałam. Mamy tutaj do czynienia z lekarką, której głównym celem jest obrażanie każdego i wieczne wszczynanie kłótni, jest również reżyser, oczywiście gej-narkoman, postać równie ironiczna i niestety bardzo szablonowa, matka 6-miesięcznego dziecka, która nie robi nic innego oprócz łapania zasięgu bądź siedzenia na telefonie stacjonarnym by przekazać wskazówki co do karmienia swojemu mężowi..i dalej : Flo, dziwaczka, psychopatka, osoba na której widok każdy normalny człowiek by spakował walizki i uciekł gdzie pieprz rośnie oraz Clare- przyszła panna młoda- postać niezwykle niewyraźna, że aż zdaje się drugoplanowa, postać której nie zrozumiałam. No i oczywiście jest nasza główna bohaterka Nora, przy której zatrzymam się na dłużej.

Nora jest indywidualistką która stroni od ludzi. Najlepiej się czuje we własnym londyńskim mieszkanku gdzie czas jej upływa na pisaniu kryminałów. Wydawać by się mogło, że autorka paru książek będzie dość znaną postacią, niestety nasza Nora jest wstydliwym szaraczkiem. Nora nie ma męża, ostatniego faceta miała dwa lata temu, a dlaczego? Otóż nie może się pogodzić z utratą szkolnej miłości, facetem który zerwał z nią SMSem ponad dziesięć lat temu. Czy autorka robi sobie z nas żarty? Dorosła kobieta, która nie może się otrząsnąć po pierwszej miłości? I do tego pamięta jak się nazywało pierwsze zwierzątko jej byłego ze szkoły? W to po prostu nie mogłam uwierzyć. Wszystko to by jakoś przeszło, gdyby akcja powieści toczyła się kilka lat po ukończeniu szkoły ale dekada? Nie, po prostu NIE!
I te oto indywidua spotykają się w środku lasu by opijać czyjeś zamążpójście. Kolejny zupełnie nieprawdopodobny wątek. Jeśli ja bym dostała e-mail z zaproszeniem na wieczór panieński osoby, którą znałam w podstawówce to szybko wylądował by w koszu. Nie znasz ludzi i się pchasz do lasu? na dodatek kiedy jesteś osobą zamkniętą w sobie i raczej nie podejmującą wyzwań?

Skupmy się teraz na akcji powieści. Powiem wam szczerze mam już dosyć porównywania książek do "Dziewczyny z pociągu". Mówię temu stanowcze nie! (Zresztą książka średnio mi się podobała, jednak jestem w stanie zrozumieć dlaczego ma tylu fanów). Jak pisałam wyżej początek książki jest naprawdę rewelacyjny, a potem następuje coś co tę akcję spowalnia. To tak jak by na zachętę dostać powieść Agathy Christie, na przykład "Dziesięciu murzynków" by potem znaleźć się w realiach Pretty Little Liars. Mamy tutaj do czynienia z naprzemiennie następującymi po sobie rozdziałami, z Norą w szpitalu i z retrospekcjami. Radzę wszystkim czytelnikom ominięcie motywów szpitalnych, bo dostaniecie gorączki od ciągłego biadolenia naszej głównej bohaterka "jak to ona nic nie pamięta". Więc skip. 
Na dobrą sprawę do 120 strony się nic nie dzieje. Dostajemy opis dość nudnych zabaw na wieczorze panieńskim i czujemy się znowu jak w szkole średniej. Nawet dialogi wioną tandetą. Akcja troszkę przyśpiesza w okolicach 150 strony, choć nadal czekamy na to nasze okładkowe morderstwo. I tak brniemy przez to błoto, nie czujemy ani dreszczyku, ani emocji, ani zżycia się z bohaterami, po prostu odbywamy swoją drogę krzyżową przez błoto. Nie oszukujmy się było po prostu nudno. A jak już zrobiło się ciekawie, to również przewidywalnie. I zapewne każdy z czytelników już gdzieś w połowie książki odgadnie jej zakończenie.

No to sobie troszkę psów powieszałam, a czy coś mi się podobało? Uważam, że sam pomysł na fabułę nie był zły jednak troszkę zabrakło tutaj dopracowania. Autorka zbyt skupiła się na naszej głównej bohaterce zapominając o jej otoczeniu. Zwalam to na karb tego, że jest to debiut literacki. Wierzą, że nikt nie jest tak zamknięty by nie czytać recenzji swoich książek i nie wyciągać z nich wniosków. Ja na pewno sięgnę po następne powieści. Uważam, że jest tutaj potencjał, gdyby ktoś inny wziął się za napisanie tej książki to mogłaby się nawet znaleźć w dziale "moje ulubione". Uważam, że może się spodobać czytelnikom dopiero zaczynającym z gatunkiem. Głowa do góry pani Ware, trzeba pisać dalej bo wierzę, że w końcu trafi się perełka.