niedziela, 14 maja 2017

"Zapisane w wodzie" Paula Hawkins

 Tytuł :"Zapisane w wodzie"
 Autor : Paula Hawkins
 Wydawnictwo : Świat Książki
 Rok wydania : 2017
 Liczba stron : 368
 Tytuł oryginału : Into the Water


 Dobry marketing

Nie czytałam "Dziewczyny w pociągu" więc ta recenzja nie będzie porównaniem. Podeszłam do autorki i jej twórczości z czystą kartą. O tej książce było głośno wszędzie : wystawy w księgarniach, reklamy w gazetach, blogosfera- jedna wielka reklama książki autorki, której zdarzyło się napisać jedną świetną podobno powieść. Spodziewałam się czegoś naprawdę rewelacyjnego, co odciśnie na mnie piętno. Czegoś co będzie warte zapamiętania. Niestety. Dostałam średniej klasy thriller obyczajowy, w którym akcja rozkręca się powoli, fabuła jest dość przewidywalna a chaos narracyjny jest wprost przerażający. Nie powiem, że książka jest zła, czytało się szybko i dość przyjemnie, jednak nie jest to pozycja która jakoś szczególnie odstaje na tle innych.

Nastolatka topi się w rzece. Parę miesięcy później ten sam los dzieli z nią matka Leny- Nell Abbott.
Nell była znaną w Anglii fotograficzką i pisarką. Wraz z córką przeprowadziła się do Beckford- miejscowości którą odwiedzała z rodzicami w dzieciństwie. Jej marzeniem było napisanie książki o kobietach, które utopiły się w Topielisku.
Po śmierci Nell, policja kontaktuje się z jej siostrą. Jules przyjeżdża do miasteczka by zaopiekować się siostrzenicą. Dziewczyna jest przekonana, że to nie było morderstwo. Jej matka sama zdecydowała się na ten krok. Jednak policja w ramach śledztwa natrafia na coraz to nowe dowody. Małe miasteczko kryje w sobie wielkie tajemnice. 

Na brawa zasługują spece od marketingu. Nie dość, że książka me rewelacyjną okładkę to jeszcze tak ją rozreklamowano, że nie dało się przejść obojętnie. Sięgając po nią miałam wielkie oczekiwania, jednak już po pierwszych dwudziestu stronach wiedziałam, że będę mieć z nią problem. Owszem jest to typowy page turner, książka na jeden wieczór. Można ją porównać do piwa gatunku european lager. Jest tak skomponowana żeby każdemu smakowało. Kwestia tego kto ma mocną głowę a kto będzie miał po niej kaca. Ja zaliczam się do tej pierwszej grupy: przeczytałam, zanadto się nie zmęczyłam i za jakieś dwa tygodnie zapomnę. Ta książka jest tak przeciętna, że aż dziw bierze ile pieniędzy włożono w jej promocję. Pomysł na fabułę jest ciekawy. Małe miasteczko pełne tajemnic, topiące się w rzece kobiety, brutalni mężczyźni i pełno rodzinnych sekretów. Jednak to za mało by zbudować na tym coś co wywoła dreszcze. Czytałam i czytałam, i w pewnym momencie wszystko zaczęło się rozłazić. Krótkie rozdziały bez cliffhangerów, wlokąca się akcja w której brak jakichkolwiek zwrotów i mało wiarygodne postacie. Duża część czytelników już po pierwszej części domyśli się zakończenia. A na domiar złego błąd logiczny, który spowodował, że cała fabuła nie była dla mnie zaskoczeniem. Więcej nie napiszę żeby nie spojlerować. To naprawdę zepsuło mi całą zabawę.

Największym minusem tej książki jest narracja. Co z tego, że znajdujemy się w malowniczej miejscowości pełnej sekretów, co z tego że autorka pięknie odmalowała nam niezwykłe okoliczności przyrody, co z tego że czujemy ten mroczny klimat i pęd rzeki skoro przez pół książki musimy się zastanawiać kto aktualnie do nas mówi? Książka podzielona jest na części n a rozdziały w których narratorami są coraz to nowi bohaterowie, a wierzcie mi jest ich całkiem sporo. Najpierw mamy do czynienia z naracją pierwszoosobową, potem trzeciosobową a na końcu mamy po prostu totalny chaos. Czytelnik przestaje się skupiać na fabule a zaczyna zastanawiać kto akurat ma głos. Było to niezwykle frustrujące. Nasi bohaterowie, praktycznie każdy mieszkaniec miasteczka, miał jakieś tajemnice, każdy mówił zagadkami, więc zamiast skupić się na wątku głównym brnęłam w ślepe zaułki ich psychiki. 

Gdyby akcja książki toczyła się na oddalonej od kontynentu o setki kilometrów wyspie, gdzie mieszka kilka rodzin i nie ma służb porządkowych, wszystko nabrałoby sensu. Tutaj mamy do czynienia z policjantami którzy są największymi niemotami z jakimi miałam do czynienia. A najbardziej irytująca jest Erin, jeśli mamy takich stróżów prawa to ja podziękuję- postoję. Erin została wysłana do pomocy w śledztwie. Zawsze mi się wydawało, że jak przyjeżdża ktoś z zewnątrz to pierwsze co robi to dokładnie bada akta sprawy, siedzi nad nimi, wnika, poznaje wszystkie detale, robi wywiad środowiskowy, stara się poznać społeczność. Otóż Erin tego się po prostu nie chciało robić i sama się do tego przyznaje. Wolała biegać kilometrami po polach niż przeczytać sprawozdania. Chodziła przesłuchiwać ludzi nie wiedząc nic o ich przeszłości, oczywiście ten brak wiedzy odbił się na tym, że mało kto ją traktował poważnie. Przesłuchiwała świadków i nie wiedziała nic o mowie ciała. Po prostu totalna kompromitacja. Policja w tej książce nie prowadzi śledztwa, oni kluczą jak dzieci we mgle. Zagadka rozwiązuje się sama. I to mnie właśnie ubodło. Gdyby akcja toczyła się na wyspie to bym to zrozumiała, ale jesteśmy w Anglii- niedaleko stolicy a i tak rozwiązanie problemu znajduje się samo. Poprzez wielość bohaterów z których każdy dorzuca swoje ziarenko do stosu prawdy. A policja tylko odcina kupony.
Jak pisałam wyżej książka nie jest zła, ale na pewno nie zasługuje na środki i czas, który poświęcono w jej rozreklamowanie, no chyba że wydawca zdawał sobie sprawę jak kiepska jest i postanowił ją wypromować za wszelką cenę. Ja niestety tego nie kupuję i pewnie niedługo wyląduje w koszach z przecenami. Nie czytałam poprzedniej książki autorki ale troszkę mi jej żal bo pewnie na to nie zasługuje. Dla mnie był to przeciętny thriller. Było sporo wątków, które mnie zainteresowały, chociażby historia Topieliska. Czytało się szybko, koniec był zadowalający jednak w żaden sposób nie czuję się powalona na kolana. Dam autorce kolejną szansę, gdyż myślę że ma pomysły tylko musi popracować nad wykonaniem. Na pewno spotkanie z tą książką nie było stratą czasu. Polecam mało wymagającym czytelnikom lub początkującym w tym gatunku.