"Szóste piętro" Alex Sinclair

 
 Jak każda matka jestem przewrażliwiona na punkcie własnych dzieci. Zawsze jak w moje ręce trafia książka, której głównym motywem jest porwanie czy też "zgubienie" nieletnich, moje zmysły się wyostrzają, tętno podnosi a instynkt macierzyński przejmuje władzę nad ciałem. Zresztą tak się dzieje nie tylko w przypadku lektury. Wyjście z moimi dziewczynkami do sklepu czy nawet na osiedlowy plac zabaw łączy się u mnie z podniesionym poziomem adrenaliny. Zawsze uważałam, że matki (czy w ogóle rodzice) powinni mieć oczy z czterech stron głowy lub też coś co nazywamy szóstym zmysłem. Jak tylko moja córka znika mi z pola widzenia zaraz zaczynam się bać, denerwować i nerwowo rozglądać dookoła. Kiedyś na dodatek panikowałam, dziś (już jako doświadczona matka) potrafię się opanować. Jednak co by się stało, gdyby któraś z moich córek naprawdę zniknęła? Jeśli bym widziała jak ucieka a ze względu na okoliczności nie mogłabym jej gonić? Jeśli wiedziałabym, że jest gdzieś w pobliżu, na wyciągnięcie ręki, jednak nie mogę zapewnić jej bezpieczeństwa? Myślę, że jako matka odbieram tę książkę na wielu płaszczyznach, z których niektóre mogą się okazać niedostępne dla bezdzietnego czytelnika, jednak to tylko świadczy o tym jak dobry jest ten thriller. 

Erika Rice wjeżdża windą na ostatnie piętro luksusowego wieżowca. W apartamencie z widokiem na Central Park mieszka jej były mąż. Ich córka Alice, pieszczotliwie zwana Króliczką, zostawiła tam ulubioną zabawkę, którą chcą pilnie odebrać, zanim na zawsze wyjadą z Nowego Jorku - Erika już się może się doczekać, kiedy znajdzie się z dala od kontrolującego męża. Winda zatrzymuje się gwałtownie między piętrami, gasną światła, drzwi się uchylają. Zanim mechanizm ponownie się uruchomi, czteroletnia Alice zdoła wydostać się przez szparę w drzwiach i wyjść na zewnątrz. Ale wtedy winda rusza ponownie i zjeżdża na parter… Kiedy Erika wróci na górę, po dziewczynce nie będzie ani śladu.


Mój lęk przed zgubieniem dzieci wiąże się zapewne z historią, która przytrafiła mi się w dzieciństwie. Pewnego dnia moja mama zabrała mnie do centrum Warszawy do nowo otwartego Pewexu. Kiedy rodzicielka dzielnie zdobywała walutę  każąc mi poczekać przed "kantorem", ja miałam zgoła inne plany. Postanowiłam pooglądać wystawy, z których każda kolejna była coraz bardziej interesująca. Po kilku minutach okazało się, że nie wiem gdzie jestem. Wpadłam w panikę i zaczęłam rozpaczliwie płakać. Szybko otoczyli mnie zatroskani i ciekawi ludzie, którym wnet udało się zlokalizować moją mamę, która (jak się okazało) również mnie szukała. Jest jednak pewna różnica pomiędzy "wtedy" a "dziś". Dziś żyjemy w społeczeństwie zapatrzonych w ekraniki telefonów egocentryków, którzy patrzą jedynie na czubek własnego nosa, kiedyś ludzie interesowali się losem innych, empatia była codziennością a nie rzadkością. Kiedyś było jakoś lepiej i Alexowi Sinclair udało się to zauważyć. Tutaj co prawda nie mamy do czynienia z centrum wielkiego miasta, lecz dzięki temu że akcja tej książki rozgrywa się w eleganckim kilkunastopiętrowym apartamentowców, jej nastrój jej jeszcze bardziej mroczny, niemalże klaustrofobiczny, i zdecydowanie bardziej przerażający. Wyobraźcie sobie luksusowe, wyłożone marmurem korytarze z rozmieszczonymi symetrycznie drzwiami, z których każde prowadzą do prywatnych światów bogatych ludzi. Im wyżej się mieszka, tym więcej się zarabia-taka jest zasada. Mąż Eriki zawsze pragnął mieć apartament na samym szczycie i w końcu mu się udało. Jedyną przeszkodą w drodze do pełni szczęścia jest winda, która się od czasu do czasu zacina. Jako mała dziewczynka znalazłam się w podobnej sytuacje jak nasza książkowa Króliczka. Pewnego dnia musiałyśmy z mamą pójść do mojego taty do pracy po klucze od domu. Wjeżdżając na 5 piętro budynku, gdzie miał biura, winda nagle się zatrzymała pomiędzy piętrami. Dokładnie między trzecim a czwartym. U góry widziałyśmy zaledwie trzydziesto centymetrowy prześwit, reszta znajdowała się w szybie. Ponieważ na miejscu nie było żadnego konserwatora dźwigu, musiałyśmy czekać osiem długich godzin, aż nam kogoś przyślą. Na całe szczęście wszystko dobrze się skończyło, jednak uraz do wind pozostanie mi już do końca życia. Wyobraźcie sobie, że nawet studiując przez cztery lata na 12 piętrze w Pałacu Kultury i Nauki, codziennie wspinałam się po schodach. Dlatego zupełnie i totalnie rozumiałam naszą małą bohaterkę i jej strach przez elewatorami. Teraz podsumujmy : z jednej strony mamy kamienne, puste korytarze, z drugiej niedziałającą windę a gdzieś pomiędzy błąka się mała, przestraszona dziewczynka. Z pozoru wszystko wygląda dość prosto, wystarczy przejść się po piętrach i zguba zostanie odnaleziona, rzeczywistość jest jednak dużo bardziej skomplikowana. Henry z recepcji zachowuje się jakoś "dziwnie", były konserwator budynku z kolei jest nadgorliwy, a napotkana na jednym z pięter  elegancka kobieta opowiada o żyjącym na szóstym piętrze kryminaliście. Tak, to właśnie to piętro na którym zniknęła nasza króliczka. Muszę przyznać, że z kartki na kartkę czułam coraz większe napięcie. Zaczynałam wierzyć Erice, że "uprowadzenie" dziewczynki zostało zaplanowane przez jej byłego, bogatego męża, któremu pomagają lokatorowie budynku. W pewnym momencie nie wiedziałam już komu ufać, zresztą ludzie których tutaj spotykamy zdecydowanie nie robią na nas  dobrego wrażenia.

Wiem, że thrillerów nie powinno się zbyt głęboko analizować, jednak muszę przyznać iż Alex Sinclair odwalił dobrą robotę w stworzeniu charakterystyki współczesnej, zamkniętej społeczności. W dzisiejszych czasach lubimy się zamykać i odgradzać od innych. Jeśli kupujemy mieszkanie to koniecznie musi być na osiedlu strzeżonym, często by z jednego osiedla przejść na drugie musimy nadrabiać kilometrów, gdyż znalezienie publicznej drogi graniczy z cudem. Otaczamy się alarmami i kamerami, mamy monitorowane parkingi i alarmy osobiste. Ta chęć zamknięcia się we własnym świecie jest ściśle połączona z ludzką znieczulicą. Im bardziej odgradzamy się od innych,tym mniejsze są w nas pokłady empatii. I właśnie to spostrzeżenie wysnuł nasz autor. Erika w poszukiwaniu córki puka do praktycznie każdych drzwi lecz jedynie dwoje z kilkudziesięciu stają przed nią otworem, a konkretniej "szczeliną". Ludzie są nieufni, lub po prostu mało ich interesuje to co się dzieje na zewnątrz. Ci, którzy decydują się na rozmowę z kobietą, wcale nie są pomocni, częściej chcą przeszkodzić, albo nawet zaszkodzić. Wielu z nich patrzy na Erikę jak na wariatkę. Kiedyś taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia, lokatorzy od razu by się zebrali i wspólnymi siłami przeszukali by budynek, dziś jedynie wyglądają przez wizjery, o ile oczywiście nie ma nic bardziej interesującego w telewizji. 
Choć cały thriller został osadzony na mocnych podwalinach, tak nie potrafiłam zrozumieć jednaj rzeczy, a mianowicie zachowania recepcjonisty. Co prawda końcówka nieco rozjaśniła mi sytuację, tak nadal nie wiem dlaczego mężczyzna od razu nie zadzwonił na policję, co jest rzeczą naturalną w takich przypadkach. Oczywiście mógł uznać Erikę za niespełna rozumu, jednak czy wtedy zgodził by się ją wpuścić do budynku? Wariatkę? Wcześniejszy przyjazd policji nie tylko nie zepsuł by całości a jeszcze bardziej uwiarygodnił cały scenariusz. 

Akcja naszej powieści toczy się w teraźniejszości, gdzie naszą narratorką jest Erika, oraz w przeszłości, jeszcze przed narodzinami jej córki. Kobieta wspomina pierwsze lata swojego małżeństwa, długie starania o dziecko, okres ciąży i porodu. Analizuje jak przez ten okres rozwijał się związek jej i Michaela, jak mężczyzna się zmieniał , jak jego pragnienie sukcesu doprowadziło do rozstania i rozwodu. Muszę przyznać iż takich historii jest wiele. Młody adwokat dostaje od życia szansę i zostaje zatrudniony w znanej i szanowanej kancelarii. Okazuje się iż jego przyjęcie było strzałem w dziesiątkę. Wspólnicy są zadowoleni i dają mu coraz poważniejsze sprawy. Z roku na rok zarabia coraz więcej pieniędzy jednak okupione jest to dłuższymi godzinami w pracy. Jest w biurze praktycznie od wschodu do zachodu słońca, wieczorami spotyka się z klientami czy oblewa wygranie sprawy, weekendy przeznaczone są na gry w golfa (bo to modne) oraz na dopracowywanie mów sądowych, dla rodziny w życiu zabieganego prawnika, praktycznie nie ma miejsca. Erika bardzo szybko zaczęła odczuwać konsekwencje galopującej kariery swojego męża. Zaczęło się jak zawsze. Miał dla niej coraz mniej czasu, nie zwracał uwagi na jej potrzeby, nie przynosił kwiatów i nie zabierał na kolacje. Po jakimś czasie przestali ze sobą rozmawiać a jak Erika zaszła w ciążę, to ważne było jedynie nienarodzone dziecko. Ponieważ Michael nie mógł być na miejscu zaczął kontrolować żonę telefonicznie. Sprawdzał czy odpowiednio się odżywia, czy nie przemęcza się w pracy, bierze suplementy i chodzi na spacery. W końcu kazał jej dać wypowiedzenie i zamknąć się w czterech ścianach, co miało wyjść na zdrowie zarówno matce jak i dziecku. Choć Erika nie do końca poddała się woli męża, tak czuć było że jest podatna na manipulację. Dlatego kiedy w końcu udało jej się wyrwać z toksycznego związku to jest gorąco kibicowałam.Właśnie wtedy uwierzyłam w to, że zaginięcie Króliczki naprawdę może być sprawką Michela. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jak było naprawdę. Dopiero po przeczytaniu zakończenia zdałam sobie sprawę, że zostałam zrobiona na szaro. Jako doświadczona czytelniczka thrillerów mogłam się szybciej domyślić o co w tym wszystkim chodzi, szczególnie że teraz "już po fakcie" wydaje mi się to takie proste i logiczne. 

Alex Sinclair, choć w Polsce została wydana zaledwie jedna jego książka, zdecydowanie nie jest niedoświadczonym, początkującym pisarzem. Co to to nie. Ma na swoim koncie sześć thrillerów psychologicznych z których kilka doczekało się paru wydań. "Szóste piętro" nie jest jego debiutancką powieścią i to czuć od samego początku. Autor wie co pisze, wie jak przyciągnąć czytelnika i jaki powinien być klimat książki, by utrzymać nas w nieustającym napięciu. Zdecydowanie nie byłam zawiedziona. To z pozoru prosta powieść o strachu matki przed utratą córki, jednak wraz z rozwojem fabuły doświadczamy wszystkich emocji związanych z tym traumatycznym wydarzeniem i odkrywamy kolejne warstwy historii, która okazuje się głębsza niż na początku myślałam. Polecam. 


Tytuł : "Szóste piętro"
Autor : Alex Sinclair
Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
Data wydania : 17 października 2019
Liczba stron : 304
Tytuł oryginału : The Day I Lost You 


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :
 


https://www.proszynski.pl/
 
 
A dostępna jest w salonach lub sklepie internetowym sieci :  
 
https://www.empik.com/zbyt-blisko-daniels-natalie,p1227335289,ksiazka-p
 
 
 
Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :
 
 
 


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html

4 komentarze:

  1. Z chęcią bym przeczytała, jeśli nadarzy mi się taka okazja :)

    www.whothatgirl.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie za bardzo lubię zbyt długie powroty do przeszłości ale mam nadzieję, że mimo to książka jest ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam w planach :) I faktycznie coś w tym jest, że teraz ludzie są bardziej obojętni na innych...

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger