czwartek, 28 maja 2015

"Nauczycielka" Judith W. Taschler


Tytul :  "Nauczycielka"
Autor : Judith W. Taschler
Wydawnictwo : W.A.B
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 256



Nauczycielka prozy zycia



Do kupna ksiazki zachecila mnie zarowno okladka jak i patronat Lubimyczytac.pl. Zazwyczaj ksiazki
polecane przez ten portal sa warte przeczytania, choc kilka razy niestety sie zawiodlam. Tym razem dostalam fenomenalna powiesc, ktora na dlugo zostanie w mojej pamieci. Ksiazke w ktorej autorce udalo sie obnazyc ludzka dusze bez nadmiernej dramaturgii, bez wylewania lez choc powiesc jest tragiczna. Napewno nie raz spotkaliscie sie z ksiazkami, ktorych raz otworzonych nie mogliscie zamknac bez doczytania do konca. W moim przypadku tak wlasnie bylo z "Naucycielka". Pochlanialam strone ze strona, i z zalem serca patrzylam jak ubywa kartek. Przypuszczam , ze jesli ksiazka zamiast niecalych 300 stron mialaby 1000 to i tak zarwalabym noc byle tylko doczytac do konca. 

W szkole, w ktorej uczy Miranda organizowane sa warsztaty pisarskie z cyklu "Uczen spotyka autora/autorke". Zaproszenie na nie dostaje Xaver Sand byly partner nauczycielki, ktory pewnego dnia spakowal swoje rzeczy i opuscil zakochana w nim do szalenstwa kobiete, po prawie 15 latach zwiazku. Po odejsciu kochanka a zarazem najblizszej jej osoby, Miranda dlugo nie mogla sie pozbierac, od tamtego czasu nikt w jej sercu nie zagrzal miejsca na dluzej. Po latach, kiedy emocje ostygly a zal w wiekszosci sie ulotnil dochodzi do ponownego spotkania Mirandy i Xavera. Tydzien, ktory im przyjdzie razem spedzic bedzie czasem rozliczenia przeszlosci, odbudowania relacji, bedzie to swoista spowiedz dwojki bylych kochankow. Na jaw wyjdzie dlugo utrzymywana tajemnica, ktora odmieni zycie ich obojga, tajemnica ktora jak kornik w drewnie wysysala z nich zyciodajne soki. Kiedy wszystko wyjdzie na jaw bohaterowie doswiadcza swoistego rodzaju katharsis. Jednak czy oszyszczenie da im wolnosc i pogodzenie sie z losem?

Przy pierwszym czytaniu ( za drugim juz troszke mniej ) powiesc skojarzyla mi sie z ksiazka "Czastka Ciebie" Ellie Harper. Oba utwory opowiadaja o checi posiadania dziecka, o rodzinie, bezgranicznej milosci bez kompromisow. W obu glowne bohaterki chca osiagnac swoje cele nawet jesliby mialy dojsc do tego po trupach. Jednak kiedy w powiesci Harper mamy do czynienia z silnymi emocjami, ktore az sie wylewaja ze stron powiesci tak tutaj wszystko wydaje sie byc zracjonalizowane, rozebrane na czynniki pierwsze. Proza Taschler jest sucha, rzeczowa , mozna rzecz naturalistyczna.

Powiesc "Nauczycielka" to utwor o dorastaniu. O przewartosciowywaniu naszego zycia, w momentach w ktorych do tego dojrzelismy. Jednak to rowniez powiesc o ucieczce przed dorosloscia. Ktos moglby powiedziec , ze jest to powiesc o milosci. Z tym rowniez bym sie zgodzila. Jednak milosc tutaj to nie idealne uczucie niczym z bajki o kopciuszku. Tutaj nie ma stricte dobrych charakterow. Milosc w "Nauczycielce" to uczucie pomiedzy dwoma indywidualnymi osobami, majacymi swoje motywy ktore ukierunkowuja ich dzialania. Czasem jest to konformizn, asekuranctwo, malostkowosc a czasem pasja, rzeczowosc cz odpowiedzialnosc. Jak pieknie to ujela autorka : bez opowiesci nie byloby swiata. Dosc dlugo zastanawialam sie nad tym zdaniem i musze przyznac jej racje. Ida tym tropem Taschler ustami Xavera wyraza poglad, ze Bog stworzyl czlowieka poniewaz byl znuzony opowiadaniem aniolom ciagle tych samych opowiesciach o Ziemi czy zwierzetach. Niestety tak sie sklada, ze najciekawsze dla nas sa opowiesci tragiczne, juz tacy jestesmy lubimy czytac o problemach innych i ciszy nas to, ze to nie nas spotkalo to nieszczescie.

Co mi bardzo przypadlo do gustu to forma ksiazki. Mamy tutaj zarowno elementy dramatu jak i pamietnika czy listow. Matylde i Xavera w mlodosci polaczyla milosc do ksiazek. Czesto siadali wieczorami i jedno opowiadalo fragment opowiesci by druga osoba mogla dodac do niej zakonczenie. Tak jest i tym razem. Cala historie poznajemy z dwoch stron. Z jednej to Matylda opowiada o swoich uczuciach i zyciu z drugiej Xaver opowiada jak sie potoczyly jego losy. Do tego wszystkie autorka zadbala o wspaniale tlo, ktorego motywem sa historie rodzinne Matyldy i Xavera. To wlasnie z nich dowiadujemy sie, ze historia lubi sie powtarzac, jednak znajac dzieje rodziny nie umiemy uczyc sie na bledach, musimy popelniac wlasne. Przec cala ksiazke towarzyszy nam bardzo melancholijny klimat , przeswiadczenie o nieuchronnosci naszego losu. Jesli raz zle wybierzemy sciezke to nie dostaniemy drugiej szansy, nie bedzie nam dane cofnac sie do punktu wyjscia i zaczac od nowa. Jednak powiesc nas w pewien sposob motywuje, sprawia ze zaczynamy sie zastanawiac nad wlasnym zycie. Probowalam spojrzec z boku na to co robie, zastanowilam sie czy cos po sobie pozostawie czy po prostu przezyje zycie tak naprawde nie zyjac? A moja historia zostanie zapomniana? "Nauczycielka" zmotywowala mnie do tego by czerpac radosc z zycia garsciami, by ciagle isc do przodu i nie wpasc w marazm, ktorego doswiadczyli bohaterowie powiesci.

Jeden punkt odbiore za rzecz , ktora mnie niemilosiernie denerwowala. "Skrzydla aniola", "Dziecko aniola" , "Krew Aniola", te oto tytuly trylogii, ktorych autorami byla dwojka bohaterow wymienione byly w tekscie tyle razy, ze nauczylam sie ich na pamiec. I jednej rzeczy tutaj nie rozumiem. Drugoplanowe postaci nazywane sa "Ktokolwiek", "Jakastam" a nazwa powiesci wita nas na kazdej stronie. Dlaczego? Czy slowo trylogia nie mowi wszystkiego? Jesli jest mowa o tylko jednej to jednorazowa wzmianka o tytule by wystarczyla. 


Mialam duzy problem z zakonczeniem powiesci. To tak jakbysmy nosili dziecko pod sercem przez 9 miesiecy a potem 9 minut porodu i koniec. Przez cala ksiazke przyzwyczajalam sie do bohaterow, niekoniecznie ich polubilam ale poprzez swoja prawdziwosc zdolali podbic moje serce by w koncowym akcie po prostu ktos przecia siekiera pepowine. Cos we mnie krzyczalo "Nie, nie tak. Tak to sie nie moze skonczyc" , jednak z drugiej strony wiedzialam , ze jest to jedyne mozliwe zakonczenie. Autorka zwodzila nas przez cala ksiazke, mielismy do wyboru gotowe scenariusze, gotowe konce , w pewnym sensie moglismy wybrac ktorekolwiek zakonczenie a zadne nie byloby dobre. 


Moja ocena to 9/10. Jest to jedna z lepszych pozycji przeczytanych przeze mnie w 2015 roku i napewno na dlugo pozostanie w mojej pamieci. Proza Taschler jest piekna. Jesli ktos ceni sobie ozdobniki, opisy, emocje to tego tutaj nie znajdzie. Ta powiesc to proza dnia codziennego, wyprana z emocji relacji ludzi, ktorzy przezyli swoje zycie. Jednak w tej surowosci i naturalizmie jest swoiste piekno, ktore czyni z tej ksiazki cudowne dzielo.