piątek, 9 września 2016

"Cień eunucha" Jaume Cabre

Tytuł : "Cień eunucha"
Autor : Jaume Cabre
Rok wydania : 2016
Wydawnictwo : Marginesy
Liczba stron : 496
Tytuł oryginału : L'ombra de l'eunuc









Drukowane muzyką




Do tej pory przeczytałam wszystkie przetłumaczone na język polski książki Jaume Cabre i w jednym muszę się z autorem zgodzić. Jest to jego jak do tej pory najlepsza pozycja. Dlatego cieszę się, że po (moim zdaniem) nieudanym „Jaśnie Panie” dałam autorowi kolejną szansę. Tym razem byłam wprost zafascynowana książką. Nie wiem czy wpływ na to miała sama fabuła ( uwielbiam sagi rodzinne ) czy po prostu zmieniłam podejście do samego autora ( poprzednią jego książkę przeczytałam już jakiś czas temu ). Jedno wiem na pewno, te kilkanaście godzin spędzonych z tą pozycją było nie dość, że czasem przyjemnie spędzonym to jeszcze czułam się jak bym obcowała z prawdziwą sztuką , i wierzcie mi nie chodzi tylko o literaturę.

Po pogrzebie najbliższego kolegi Bolosa, Miquel Gensana zostaje zaproszony przez koleżankę z pracy na kolację. Pragnie ona dowiedzieć jak najwięcej o życiu tego zmarłego polityka, by napisać o nim pożegnalny artykuł. Zrządzeniem losu lokal do którego pojechali okazał się domem rodzinnym Miquela, przerobionym na ekskluzywną restaurację. Przytłoczony wspomnieniami z dzieciństwa, młodości jak również wieku średniego mężczyzna zaczyna swój monolog, w którym opowiada historię swojego niekoniecznie szczęśliwego życia. Opowiada o 200 latach historii swojej rodziny, o jej sekretach i ludziach którzy byli mu bliscy lub których z całego serca nienawidził. Dokonuje swoistego rozliczenia z przeszłością, przechodzi wewnętrzne katharsis.

W paru recenzjach przeczytałam, że minusem tej książki jest zbyt dużo odnośników do muzyki. Na pierwszy rzut oka widać, że twórcy tych komentarzy nie mieli wcześniej żadnej styczności z autorem. U Cabrego w każdej książce widać jego muzyczną pasję. Przyznam szczerze nie jestem fanką muzyki klasycznej, znam tylko to co powinnam, żeby nie było wstyd w towarzystwie. Pojawiające się w książce nazwiska, nazwy symfonii czy arii niezbyt wiele mi mówiło. Podczas czytania pojawiła się myśl : Ile ja był dała, żeby być obeznaną z tymi wielkimi muzycznymi działami, ile więcej radości mogłabym wyciągnąć z tej powieści, gdybym słyszała podkład muzyczny. W pewnym momencie chciałam włączyć youtube i wyszukiwać klasyków po kolei. Jednak zdałam sobie sprawę , że jest to karkołomny wyczyn i musiałam się obejść smakiem, wygrywając w duszy oberki lub marsze Mendelsona. Ale faktycznie odnośników do muzyki jest tutaj całe mnóstwo. Chociażby 8 Wielkich symfonii, osiem krzywd które dotknęły wuja Miquela.

Zaskoczył mnie sposób prowadzenia narracji. Cała akcja powieści toczy się przy jednym restauracyjnym stoliku gdzie bohater opowiada dzieje swojego życia, wplatając w to opowieści swojego wuja o historii rodziny Gensana. Powiem szczerze, że pierwszy raz w życiu spotkałam się z tak dziwnym sposobem prowadzenia narracji. Początki rozdziałów, czy czasem nawet akapitów pisane są w trzeciej osobie ( Miquel Gensana Zazdrosny zrobił) by w dalszym tekście gładko przejść do narracji pierwszoosobowej. Z początku może się to wydawać denerwujące jednak po kilku stronach dochodzimy do wniosku, że jednak jest to coś nowego, wyjątkowego.
Książka jest podzielona na rozdziały. Naprzemiennie czytamy opowieść o życiu Miquela by w kolejnym rozdziale opowiadał nam wuj głównego bohatera. Wprowadza to niepotrzebny chaos , szczególnie, że imiona Maurycy i Miquel , chociaż zupełnie różne , w druku wyglądają niezwykle podobnie. Może nam zając troszkę czasu by dojść do tego kto akurat zabiera głos. Jednak taki defekt to nie wada, ćwiczy naszą cierpliwość i spostrzegawczość.

Powiem szczerze, że fabuła nie jest wysokich lotów. Mamy do czynienia ze zwykłą sagą rodzinną. Owszem pełną sekretów ( to normalne w wielopokoleniowej rodzinie, której udało się przetrwać obie wojny światowe) jednak żaden z nich nie jeży nam włosów na głowie. Ot zwykłe problemy, zdrady i kłamstwa jak w większości polskich domów. Spodziewałam się, że fabuła pójdzie w innym kierunku, w końcu Miquel był święcie przekonany, że jego kolega Bolos został zamordowany, jednak tej zagadki nie udało nam się rozwiązać. Również sam koniec powieści pozostawia dużo do życzenia, pozostawia nas z setką pytań na które łakniemy odpowiedzi. Autor pozostawił otwarte zakończenie chociaż dobrze wiedział, że kontynuacji nie będzie.

Jednak to nie fabuła jest mocną stroną tej powieści tylko ładunek emocjonalny jaki ze sobą niesie. To książka o przyjaźni i miłości, o ciemnych stronach życia rodzinnego i o ludzkim przeznaczeniu. Z jej kart wypływa smutek, który przechodzi na czytelnika. Miałam wrażenie, że jestem spowiednikiem osoby bardzo nieszczęśliwej, tuż nad skrajem przepaści. To opowieść o tym jak nasze uczynki w przeszłości kształtują naszą przyszłość. Wiem, że to banalne ale autor w piękny sposób daje nam do zrozumienia, że nie da się cofnąć czasu. Jest to dla nas przestroga a jednocześnie drogowskaz. Mamy tutaj walkę dobra ze złem, ścierania się tych dwóch czynników w umyśle człowieka. Jest to książka pełna wyrzutów sumienia a zarazem pełna nadziei.

Mogą razić powtórzenia, te same historie opowiadane po wielokroć, może razić zaburzona chronologia czy dodawanie przezwisk ( Miguel Gensana Wojownik, Miguel Che Gensana ), chociaż mi to się akurat podobało gdyż odzwierciedlało stan duchowy bohatera w danym okresie jego życia, jednak całość robi dobre wrażenie. Książka ma też ciekawy rys historyczny. Epoka buntu przeciwko generałowi Franko czy bunt studentów 1968 roku ( nawet nie wiedziałam, że Hiszpania też w tym brała udział ). Poznajemy życie prawdziwych ludzi, ich codzienną walkę z reżimem, jakże podobną do tego czego doświadczyła polska.


Wszystkim polecam tę niesamowitą, pełną tajemnic książkę, gdzie z kart płynie muzyka klasyków.