czwartek, 15 września 2016

"Sługi boże" Adam Forman

Tytuł : „ Sługi boże”
Autor : Adam Forman
Rok wydania : 2016
Wydawnictwo : Agora
Liczba stron : 360






Blaszany termos



Uf chyba pierwszy raz w życiu udało mi się przeczytać książkę tuż przed jej filmową adaptacją, i tym oto sposobem pewnie zaoszczędziłam parę groszy. Patrząc na okładkę ( nie śmiejcie się ale z początku myślałam, że to książka fantasy ) pomyślałam, że w końcu dorobiliśmy się nowego polskiego superbohatera, odmłodzoną wersję niezłomnego porucznika Borewicza. Ten chód, kwaśna mina i nieodłączny pistolet. Niestety nic z tego nie będzie. Pomimo sporego potencjału ( bardzo ciekawa fabuła ) nasz bohater wyszedł raczej blado. Pewny chód wydaje mi się przykrywką dla rozchwiania emocjonalnego, kwaśna mina .. no to zobaczycie sami, a pistolet zamieniłabym na nieodłączny termos.

Policyjna, niemiecka analityczka Ana Wittesch po nieudanej akcji, której celem było rozbicie kartelu narkotykowego, zostaje wysłana do Polski, by dać swoim przełożonym czas na wyciszenie skandalu. We Wrocławiu ma się skontaktować ze swoim krewnym, proboszczem jednego z wrocławskich
kościołów. Duchowny wpadł na trop machlojek dotyczących wykupu ziem należących do Kościoła, które w czasach komuny zostały mu odebrane. To właśnie młoda kobieta ma dojść do tego kto był zamieszany w ten proceder. Kiedy Ana dojeżdża na miejsce z wieży Kościoła, w którym dostała swoją cele skacze młoda niemiecka obywatelka. Policja podejrzewa, że nie było to samobójstwo. Ana postanawia włączyć się w śledztwo, któremu przewodzi znany we wrocławskich kręgach ze swojej porywczości, Waldemar Warski.

Zacznę od języka. Na wstępie akcja książki rozgrywa się w Berlinie. Niemiecka policja usiłuje zgarnąć szajkę handlującą kokainą. Niemieccy komisarze, rozmowa oczywiście po niemiecku a jednak ponieważ przeciętny polski czytelnik niemieckiego nie zna całość zręcznie przetłumaczona na język polski. Wszystko to się zmienia kiedy Ana przekracza granicę naszego kraju. Od tego momentu autor za wszelką cenę stara nam się utrudnić czytanie. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, ze język polski Any, pomimo polskich korzeni, nie jest perfekcyjny. Jednak połączenie niemieckiego ( tutaj już niestety go nie przetłumaczono ) z polskim, do tego niepoprawnym gramatycznie jest ciężkim orzechem do zgryzienia. Niektórych dialogów wprost nie da się zrozumieć. I do tego nasza pani komisarz nie jest wyjątkiem. Watykański wysłannik, również ma problemy z naszym językiem co autor oczywiście musiał podkreślić. Wygląda to groteskowo, i takie jest też w odbiorze.

Idąc za ciosem ciśnie mi się na usta pytanie. Czy ta książka została napisana tylko z myślą o czytelnikach z Wrocławia i okolic ? Tam język niemiecki jest z pewnością popularniejszy niż w innych częściach naszego kraju – dlatego niemieckie wtrącenia jeszcze jestem w stanie zrozumieć, choć mam wrażenie, że to sam autor pragnie się pochwalić znajomością języka, ale na Boga dlaczego zostałam pokarana nauczeniem się na pamięć topografii tego jakże pięknego miasta? Czytamy tak : skręcił w ulicę Łazienniczą, zaparkował przy Zamkowej , poszedł do kawiarni przy jakiejś tam. Czy naprawdę Adam Forman myśli, że ktoś czyta książkę w drugiej ręce przewijając Google Street Maps? To czego się spodziewałam to opisy , legendy z życia tego miasta a dostałam atlas drogowy w wersji pisanej , również użyteczny jak narty zimą.

Jak nadmieniłam we wstępie książka ma spory potencjał, a fabuła momentami wciąga tak, że człowiek zapomina o bożym świecie. Jednak odniosłam wrażenie, że autor pisał powieść wiedząc, że będzie ona podstawą dla scenariusza filmowego. Gdzieś od połowy cała akcja przyśpiesza tak, że opisy zdarzeń zostają zastąpione równoważnikami zdań. Podam przykład :

Asporant toczek pomylił korytarze.
Ana biegnie,
Grotecki dopiero zaczyna bieg na górę.

Nikt nie powie , że jest to styl pisania, którego oczekuje wymagający czytelnik, bo zamiast ciekawego opisu akcji dostajemy kolaż zupełnie do siebie nie pasujących obrazów.
Na domiar złego mam wrażenie, że sam autor pogubił się w swojej intrydze. Nie wiem czy zabrakło tu wiedzy czy też zdolności pisarskich ale wątek kościoła i jego dóbr doczesnych był dla mnie zupełnie niezrozumiały, przypuszczam, że dla autora również gdyż poniekąd użył go jako tła nigdy nie doprowadzając do końca.

Oprócz naszej głównej bohaterki, Any, reszta wypada strasznie blado. Reszta czyli Waldemar Warski. Niby taki kozak co strzałami w głowę pozbywa się kłopotów ( aż dziwne, że nie został zawieszony ), a z drugiej strony zwykły nękany tragediami z przeszłości, impulsywny były alkoholik. Nie takiego bohatera się spodziewałam, i szczerze powiedziawszy bardzo bym chciała żeby „Sługi boże” nie były częścią żadnej większej serii.

Ponadto uważam, że autor ma kompleks mniejszości i czytając tą książkę w wielu miejscach odnosiłam wrażenie, że Polska to taki niemiecki 51 stan. My nie przeprowadzamy lustracji, oni nadal rozpracowują dokumenty Stasi, u nas szczytem luksusu jest nowa Skoda Oktawia kiedy niemiecka policjantka rozbija się Porsche. Nawet centra handlowe u nas pachną smażonymi pierogami i kapucha, zamiast perfumami i lansem. Mało brakowało a poczułabym się gorsza. Całe szczęście to wszystko wierutne bzdury.

Na pocieszenie dodam, że jest to debiut autora i na całe szczęście ma się od kogo nauczyć , przecież to właśnie w Wrocławia jest mój ulubiony polski autor kryminałów marek Krajewski. Panie Marku : może jakieś korepetycje?