piątek, 7 lipca 2017

"Dyskwalifikacja" Tadeusz Paleczny

 Tytuł : "Dyskwalifikacja"
 Autor : Tadeusz Paleczny
 Wydawnictwo : Novae Res
 Data wydania : 2017
 Liczba stron : 268


 Jaki kraj tacy gangsterzy


Jeśli lubicie typowo męskie klimaty, porachunki gangów i klimaty mafijnego półświatka, jeśli nie rażą was śmiałe sceny erotyczne a na dodatek lubicie masakrę i pędzącą na łeb na szyję akcję to ta niewielkich rozmiarów książka jest jak najbardziej dla was. Jednak jeśli od dobrego kryminału oczekujecie czegoś więcej niż krwawej vendetty głównego bohatera, który niczym Chuck Norris zabija wszystkich po kolei, to omijajcie tę książkę z daleka. Nie ma tu głębi, polotu, analizy czy nawet widocznej próby zrozumienia i poznania polskiego podziemia. Jest to dobra pozycja dla bojących się latać samolotem, wciągnie was bez reszty i pozwoli zapomnieć o strachu, a to że nic z niej nie zapamiętać to mało ważne, gdyż jest to książka której głównym zadaniem jest dostarczenie krótkotrwałej rozrywki.

Piotr Miłt dzięki szczęściu, zdolnościom interpersonalnym, szarej strefie oraz inteligencji i sprytowi
stanął na czele przynoszącego wielomilionowe zyski holdingu, zrzeszającego setki przedsiębiorstw. W wieku czterdziestu lat stał się jednym z najbogatszych ludzi w Krakowie. Nie byłoby to możliwe, gdyby działał tylko i wyłącznie w zgodzie z prawem. Jednak Piotr oprócz tego, że jest biznesmanem jest również gangsterem. W jego firmach prane są pieniądze, zaangażowany jest również w handel narkotykami i zarządzanie agencjami towarzyskimi. Zyski przelewa na zagraniczne konta, gdyż zmęczony nadzorowaniem prężnie rozwijającego się syndykatu pragnie wyjechać za granicę.
Pewnego dnia wracając do domu ma przeczucie, że coś jest nie tak. Zostawia samochód zaparkowany przecznicę dalej i pieszo idzie w kierunku domu. W mieszkaniu znajduje trzech napastników, których udaje mu się unieszkodliwić. Są to tak zwani członkowie Komanda "Z", jednostki płatnych zabójców z Otwocka. Czy Piotrowi uda się rozwiązać zagadkę kto i dlaczego chce go zabić?

Lubię typową męską prozę. Wulgarny język, brutalne opisy, proste zdania w które wpleciona jest odrobina erotyki. Uważam, że dobry kryminał musi trzymać w napięciu a za to właśnie odpowiada odpowiedni styl. Pod tym względem książka wypada naprawdę znakomicie. Jednak kolejnym ważnym czynnikiem bez którego żaden dobry kryminał nie może się obejść jest fabuła. I tutaj miałam wrażenie, że autor poszedł na łatwiznę. Naszym głównym bohaterem (o którym więcej opowiem w kolejnej części recenzji) jest znany krakowski gangster. Jak przystało na "ojca chrzestnego" mafii prowadzi on emocjonujące życie, pełne zarówno rozrywek jak i niebezpieczeństw. Z jednej strony pławi się w bogactwie a z drugiej musi spać z pistoletem pod poduszką bo konkurencja nie śpi. I pewnego dnia koszmar się ziszcza, a Piotr musi być o krok przed swoimi prześladowcami. Wszystko pięknie, do tej pory mamy wszystkie składniki wchodzące w skład interesującego kryminału. Jednak już po pierwszych 50 stronach zaczęłam się zastanawiać czy ja czasem nie znajduję się na planie nowego odcinka "Strażnika z Teksasu". Nasz bohater nie dość, że wyprzedzał swoich prześladowców to posiadał swoisty talent do czytania w ich myślach. Oni nie zdążyli strzelić a on już ich kneblował. Jak tylko pojawiał się problem to od razu wraz z rozwiązaniem. A tu pomogły okoliczności, a tu jakiś kolega z dzieciństwa...dosłownie brakowało tylko interwencji ducha świętego. Ta książka była tak prosta, fabuła tak liniowa, wszystko tak pozbawione jakiegokolwiek elementu zaskoczenia, że w pewnym momencie nie czekałam już na rozwiązanie zagadki gdyż zdałam sobie sprawę, że znam je od samego początku. Zresztą o jakiej zagadce my tu mówimy, nawet średnio domyślny czytelnik już na początku książki się połapie kto stoi za zamachem na życie naszego głównego bohatera, a po stu stronach odganie jak sprawy się potoczą. Jest to powieść oparta na schematach, które się nie zmieniają, choć fabuła wprost woła o jakiś zwrot akcji.

Przejdźmy teraz do naszego głównego bohatera. Jest to typowy człowiek XXI wieku : młody, inteligentny, kilkukrotny mistrz polski w sportach kontaktowych, posiada wysoko postawionych przyjaciół i sam nadzoruje kilkadziesiąt spółek naraz. Prawdziwa ośmiornica biznesu. Z jednej strony romantyczny kochanek i wzorowy ojciec a z drugiej nie stroniący od dziwek typowy samiec. Podziwiany i szanowany przez polityków, brylujący na salonach a w głębi duszy groźny przestępca który dąży po celu po trupach.  Ten bezszelestny, sprytny, zorganizowany, lubiący działać w pojedynkę drapieżnik, nie boi się wejść w sam do pomieszczenia pełnego gangsterów. Ba, nie musi nawet wyciągać broni by sobie ze wszystkimi poradzić. Używa pięści równie dobrze jak noża i karabinu, nóg równie dobrze jak granatów a głowy jak kastetu. Jednych zabija, drugich kaleczy, a najśmieszniejsze jest to, że tym co naprawdę powinni zginąć uchodzi wszystko na sucho. Czy ja się znalazłam w średniej klasy amerykańskim serialu z gatunku "zabili go i uciekł"? Czy to może nowa odsłona "Szklanej pułapki"?. Nasz bohater jest tak niewiarygodny, że aż groteskowy. Niby wielki jak niedźwiedź a jednocześnie pocieszny jak pluszowy miś. W końcu zaczęłam mu kibicować, bo wiadomo kibicuje się zawsze wygranym- a on nie ma prawa przegrać, taka karma.

Wydawca reklamuje :"Mówią, że w każdej fikcji jest coś z rzeczywistości". Jeśli rzeczy opisane w tej książce mają choć część wspólnego z naszym rodzimym światem przestępczym to jestem pod ogromnym wrażeniem jego nieudolności, dziecinady i groteski. Gangsterzy w "Dyskwalifikacji" to grupa dzieciaków, która strategiczne decyzje dotyczące rozwoju ich "organizacji" podejmuje w cuchnącym piwem barze. Ich dialogi można spokojnie usłyszeć w najbliższej piaskownicy. Aż dziw bierze, że ludzie trzęsący niejednym wielkim miastem w Polsce nie są w stanie unieszkodliwić jednej osoby. Nie wydaje mi się by autor zadał sobie trud i przeprowadził jakikolwiek research przed napisaniem tej powieści. Nie ma tutaj opisu działania mafii, jej struktury i zależności. A szkoda bo właśnie ten wątek miał największy potencjał. Jedyne co może mieć coś wspólnego z rzeczywistością to ksywka "Dzidka", troszkę podobna do nieżyjącego już "Dziada" z Ząbek. I to tyle. 

Przeczytałam, pośmiałam się, czasem poczułam dreszczyk na karku, bo mimo wszystko autor potrafi budować napięcie, jednak z pewnością szybko zapomnę tę pozycję. To jest typowy przykład literatury dla ludzi, którzy cenią sobie czytelniczą rozrywkę i nie wymagają nic więcej. Paleczny jest autorem  interesującej książki "Nowe ruchy społeczne", którą przeczytałam będąc na studiach. Szkoda, że autor nie skorzystał ze swojej szerokiej wiedzy z zakresu socjologii, dodanie troszkę tła i ciała powieści z pewnością dodałoby jej kolorytu.

Za możliwość przeczytania książki i napisania recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu :