środa, 19 lipca 2017

"Pójdę do jedynej" Kasia Bulicz-Kasprzak

 Tytuł : "Pójdę do jedynej"
 Autor : Kasia Bulicz-Kasprzak
 Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
 Data wydania : 20 czerwca 2017
 Liczba stron : 376



 Wojsko śmiechu


Lubię książki obyczajowe. Są doskonałym przerywnikiem po krwawych horrorach lub wywołujących wielkie emocje powieściach. W przypadku książek tego gatunku zawsze nastawiam się na spokojną rozrywkę, na historię która mnie nie przytłoczy. Tak było i w tym przypadku. Autorka ma niesamowity dar snucia opowieści. Sama fabuła jest dość prosta, bohaterowie pełnowymiarowi a opisywany świat barwny i rzeczywisty. Jest do doskonała powieść na letnie dni. Nic tylko usiąść w ogródku ze szklanką mrożonej herbaty by cofnąć się w czasy polskiej demokracji ludowej widziane oczami młodych ludzi.

 Jest połowa XX wieku. Karol i Paweł dopiero wkraczają w dorosłe życie. Karol, syn milicjanta
obraca się w nieciekawym towarzystwie. Przyłapany na kradzieży dostaje ultimatum : albo wojsko albo więzienie. Chłopak postanawia zostać wojskowym.
Paweł wychowuje się na wsi w wielodzietnej rodzinie. Bieda jest dla niego chlebem powszednim. Kiedy zakochuje się w Iśce postanawia zrobić wszystko by dostać mieszkanie i zapewnić swojej ukochanej dostatnie życie. Jedyną na to szansą jest kariera wojskowa. Chłopak opuszcza swój dom rodzinny by przywdziać mundur. 
Krystyna jest sprzedawczynią choć jej ambicje sięgają znacznie wyżej. Pewnego dnia na progu jej sklepu pojawia się przystojny nieznajomy. Dziewczyna zakochuje się. Po kilku miesiącach jak ze snu wychodzi na jaw, że obiekt jej westchnień jest żonaty i ma dwójkę dzieci. Czy kobieta jest w stanie mu wybaczyć fakt, że nie powiedział jej prawdy?

Zacznę od naszych bohaterów. Spotykamy tutaj dość ciekawą mieszankę postaci. Muszę przyznać, że te męskie były lepiej wykreowane, co jest dość nietypowe w przypadku kiedy autorem powieści jest kobieta. Karol i Paweł stwarzają wrażenie chłopaków z podwórka, są swojscy, typowo polscy i tak rzeczywiści, że aż dziw bierze, że nie jest to powieść biograficzna. Praktycznie od pierwszych stron czujemy do nich sympatię. Zupełnie inaczej jest w przypadku postaci kobiecych. Nie wiem czy autorka nie lubi kobiet w ogóle, czy może był to zamierzony zabieg ale nasze protagonistki są patetyczne, nieciekawe, egoistyczne i żałosne. Nie znalazłam w tej książce ani jednej bohaterki, którą dało by się polubić. A jeśli nie lubimy, to tym bardziej nie możemy im współczuć. A szkoda, bo wydarzenia które je dotykały były naprawdę tragiczne. Przez całą książkę, towarzyszyło mi jednak przeczucie, że same są wszystkiemu winne. Krystyna wdaje się w romans z nieznajomym, lecz jest na tyle ślepa, że nie potrafi odczytywać znaków, które się pojawiają. Miałam ochotę krzyknąć, żeby otworzyła oczy. A kiedy prawda wreszcie wychodzi na jaw to co się dzieje? Otóż nic, wymyślane są nowe kłamstwa i dawane kolejne szanse. Wtedy tragedia jest już nieunikniona, ale przestaje nas to dziwić i zaskakiwać. 
Iśka sama nie wie czego chce. Z jednej strony marzy o pracy a z drugiej o bogatym mężu, który będzie ją utrzymywał. Kiedy jej ukochany wyjeżdża do wojska, niezbyt długo zajmuje jej poznanie nowego mężczyzny. Potem pojawiają się wyrzuty sumienia, listy, przeprosiny. Kiedy jej marzenie się spełnia i wyprowadza się na swoje,z małomiasteczkowej kokietki staje się prawdziwą damą, która chce więcej i więcej. Zaczyna mieć pretensje do całego świata, a najbardziej do własnego męża. Ja na miejscu tego mężczyzny uciekłabym gdzie pieprz rośnie.
Bohaterki drugoplanowe są niewiele lepsze. Zresztą wydawało mi się, że wszystkie postaci były budowane na kontrastach. Z jednej strony typowe matki polki a z drugiej wyuzdane panienki szukające zabawy. Skromni, inteligentni mężczyźni i nieznośni kawalarze. Właśnie ten kontrast sprawił, że książka jest niezwykle barwna i momentami zabawna.

Duża część fabuły toczy się w jednostkach wojskowych. Zawsze myślałam, że służba kojarzy się z porządkiem, dyscypliną, rygorem, ciężką pracą. Życie wojaków, przedstawione w tej książce, jest tak sielankowe, że aż mnie dziwi czemu do punktów poboru nie ustawiały się kolejki. W czasach pokoju wojsko polskie pije, uprawia sex, robi sobie kawały i od czasu do czasu pomaga powodzianom. Czy naprawdę życie w wojsku jest takie łatwe i przyjemne, że aż kojarzy się z wakacyjnymi koloniami? zastanawia mnie czy autorka zadała sobie trud by odwiedzić jakąś jednostkę wojskową? Czy porozmawiała z żołnierzami? Oni zapewne opowiedzieliby jej inne historie. Te bardziej tragiczne, od żartów o przyjeździe radzieckiego generała. Nie podobał mi się również obraz polskich żołnierzy. Wiecznie nawalonych, lub myślących o piciu, uganiających się za spódniczkami. Nie chcę myśleć, że mojego kraju bronią ludzie, którzy wiecznie chodzą na cyku. 

W języku i stylu autorki wyczuwam wielki sentyment do polskiej wsi. Choć opisy nie są tutaj przesadzone to niejednokrotnie łapałam się na tym, że fragmenty dotyczące przyrody i życia na wsi są dłuższe i napisane z wielką pasją. Polska wieś jest prawdziwa i tętniąca życiem. Często się zdarza, że autorzy robią z naszej prowincji zaścianek, tym razem widziałam miejsce jakie znam z czasów mojego dzieciństwa. Szerokie łąki, wielodzietne rodziny, podział na tych biednych i tych troszkę zamożniejszych, wiatr we włosach, pajdy chleba z cukrem. Wieś w tej powieści jest naprawdę piękna, dlatego łatwo zrozumieć tęsknotę bohaterów. 

"Pójdę do jedynej" to dobrze napisana powieść obyczajowa. Traktuje o sile przyjaźni i miłości, tej prawdziwej i jedynej. Miłości, która jest ślepa i głucha na świat zewnętrzny i przyjaźni, która jest możliwa tylko pomiędzy ludźmi mającymi wspólne przeżycia i wspomnienia. To dobrze skonstruowana powieść, którą czyta się niezwykle szybko. Jest spokojna i pomimo tragicznych wydarzeń nie gra na naszych emocjach. Takiego czegoś właśnie potrzebowałam. Polecam tym, którzy mają ochotę się zrelaksować i łyknąć dawkę polskiej historii. 


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania powieści serdecznie dziękuję wydawnictwu :