niedziela, 28 września 2014


Recenzja książki "Na krawędzi nigdy"
autor : J.A Redmerski
wydawnictwo : Filia










„Na krawędzi nigdy” to książka należąca do stosunkowo nowo powstałego gatunku literackiego jakim jest New Adult , lub jak kto woli Young Adult. Z pewnością moja osoba nie była głównym targetem wydawców, ponieważ rocznikowo jestem troszkę za bardzo zaawansowana w latach , jednak postanowiłam ją kupić z dwóch powodów. Po pierwsze : magnetyzująca okładka, która aż krzyczy „Kup mnie”. Po drugie pozytywne opinie i komentarze na goodreads.com, portalu z którego opinią się liczę. I nie zawiodłam się. Książka Jessici Redmerski to kawał dobrej literatury, powieść skłaniająca do wzruszeń, która na długo pozostanie w moim sercu. Ale zacznijmy od początku .

Poznajcie Camryn Benett – marzenie każdego mężczyzny. Jest młoda, piękna, inteligentna, szalona. Na pierwszy rzut oka nikt by się nie domyślił jak ciężki jest jej bagaż doświadczeń. Rozwód rodziców, śmierć chłopaka, który zginął w wypadku samochodowym, aresztowanie brata, miały duży wpływ na jej osobowość. Pewnego dnia po incydencie w barze nocnym postanawia raz na zawsze zmienić swoje życie. Nie zastanawiając się długo, pakuje najpotrzebniejsze rzeczy i kupuje bilet na autobus. Dokąd? Do Idaho. A dlaczego akurat tam? Bo w Idaho rosną najlepsze ziemniaki. Jednak prawdziwym powodem ucieczki z Karoliny Północnej nie była chęć na dobre frytki. Camryn ma dość monotonii, przeświadczenia, że jej życie utknęło w martwym punkcie. Ma dość problemów i fałszywych przyjaciół.

W autobusie poznaje Andrew Parrisha. Kolejną postać rodem z cyklu „Piękni, młodzi i bogaci”. 25- latek to z wyglądu przystojny, wytatuowany mężczyzna. W duszy jest buntownikiem ze znakomitym gustem muzycznym. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że chłopak podobnie jak Camryn, również „wsiadł do pociągu byle jakiego”. Jednak jego droga wiedzie do Texasu gdzie czeka na niego umierający ojciec. Adrew zdaje sobie sprawę, że jedzie na południe by zmierzyć się z bólem jaki go czeka po śmierci ojca- nawet jeśli ich kontakt nie był najlepszy.
I tak oto mamy, dwójkę ludzi w amerykańskim autobusie jak na dobrą powieść drogi przystało. Wszystko wydaje się być piękne gdyby nie sekret, który skrywa Andrew – sekret , który może zniszczyć więź łączącą dwójkę młodych ludzi.

Wielu czytelników w swoich opiniach zwróciło uwagę na zbyt rozbudowaną pierwszą część książki. Jest to, bagatela, 48 procent całości. Faktycznie akcja toczy się powoli, nie ma tutaj zawrotnego tempa ani nieoczekiwanych zwrotów. Mamy czas by dogłębnie poznać bohaterów – gdyż to właśnie tytułowa dwójka jest kluczem do całej powieści. Jeśli ktoś szuka przygody i akcji to się zawiedzie , jednak jeśli zależy komuś na analizie psychologicznej jednostki to będzie w pełni usatysfakcjonowany.
Na kartach książki widzimy przemianę, jaka dokonuje się w Camryn. Z szalonej romantyczki , przeradza się w poważną młodą kobietę, która wie czego chce. Wybierając się w podróż obiecywała sobie, że już nigdy się nie zakocha jednak Andrew wywołuje w niej tak gorące uczucia, że nie może mu się oprzeć. Pierwsza część książki to również walka emocji – wewnętrzna walka Camryn z samą sobą.
Charakterystyka głównych bohaterów jest pełna i zarysowana w szczegółach, drobnym mankamentem są postacie drugoplanowe. Te wydają nam się szablonowe i przez to nierealne. Widzimy tutaj wyraźny podział na czarne i białe- nasi bohaterowie to co dobzi – reszta to ci źli. Jeśli mogę się do czegoś przyczepić to uważam, że fragment, sprzed kupienia przez Camryn biletu jest książce zupełnie zbędny ( jak by go nie było , nie poznalibyśmy działającej na nerwy Natalii).
Sytuacja zmienia się diametralnie po przeczytaniu połowy książki – akcja nabiera rozpędu i po prostu nie możemy się oderwać aż doczytamy do końca. I tutaj niestety autorka nie do końca sobie poradziła. Jak już odkrywamy sekret Andrew wypadki następują po sobie tak szybko, że aż wydaje się to nierealne – nie mogę napisać nic więcej żeby nie zaspojlerować. I to czyni drugą część ksiązki troszkę naiwną – jednak burza uczuć jaka została we mnie wywołana- tę naiwność mi zrekompensowała.
Wielką zaletą książki są wzmianki o muzyce. Postój w Nowym Orleanie, wspomnienia Andrew i wzmiankowane przez niego utwory skłaniają nas do otworzenia YouTube i przypomnienia sobie tych jakże pięknych kawałków. Trzeba przyznać Andrew ma fenomenalny gust muzyczny.

Żeby nie zrobiło się zbyt słodko napiszę też co mi się nie podobało. Nie jestem osobą zbyt subtelną ani delikatną, jednak w książce było zdecydowanie zbyt dużo wulgaryzmów, szczególnie w scenach miłosnych uniesień. Momentami odzywki Andrew do Camron powodowały, że palce same się zaciskały w pięść. Jak by do mnie mój mężczyzna zwrócił się z podobnym tekstem to niechybnie by z mojego łóżka wyleciał.
Ogólnie w książce znajduje się dużo scen erotycznych, dlatego nie polecałabym jej młodszym czytelnikom. Również rozmowy między bohaterami ociekają erotyką. Czasem miałam wrażenie, że na kolejnej stronie odsłonią się przede mną praktyki BDSM , i już miałam czerwone policzki – jednak nic takiego nie nastąpiło. I to też jest minusem książki – dialogi które do niczego nie prowadzą ( najbardziej rozśmieszył i wściekł jednocześnie mnie dialog o wyższości jednego płynu do kąpieli nad drugim ;/ ).
Ale dość już o wadach, gdyż książka jest jak najbardziej wspaniała. To nie tylko podróż w głąb Stanów Zjednoczonych ale również wędrówka w głąb własnej duszy, walka z demonami, które każdy z nas w sobie nosi. Książka spełniła swoje zadanie, do którego została napisana. Wzrusza, często doprowadza do łez, czasem rozśmiesza.
Teraz czeka na mnie drugi tom, choć szczerze powiedziawszy nie wiem co autorka mogła jeszcze dodać. Zakończenie „Na krawędzi nigdy” jest domknięte i nie zostawia możliwości kontynuacji. Ale już niedługo się przekonam.
Ogólna ocena 4/5.
Pozdrawiam