niedziela, 28 września 2014



Recenzja książki "Stan zdumienia"
autor : Ann Patchett
wydawnictwo : Znal literanova











Twórczość Ann Patchett nie jest w Polsce zbyt znana, jednak w krajach angielskojęzycznych jest pisarką poczytną, uhonorowaną wieloma nagrodami literackimi. „Stan zdumienia” jest pierwszą przeze mnie przeczytaną powieścią autorki – i to oczywiście za sprawą okładki – która mnie zaintrygowała. Wybór tym razem był dobry i na pewno sięgnę po kolejne pozycje Patchett.
Koncern farmakologiczny Vogl opracowuje nowy lek na płodność w samym sercu Amazońskiej dżungli. Kiedy Anders Eckman, lekarz nadzorujący badania umiera, firma poszukuje kogoś kto mógłby go zastąpić. Wybór pada na koleżankę Andersa – Marinę. Początkowo kobieta nie jest zachwycona propozycją wyjazdu , jednak za namową żony zmarłego lekarza, która nie może uwierzyć , że jej mąż umarł „tak po prostu” i doszukuje się w tym większego spisku – zgadza się i rusza w nieznane.  Wysłana by sprawdzić jak idą podstępy w opracowywaniu nowego leku, Marina odkrywa tajemnicę ukrytą w amazońskim buszu.
Czytając tę książkę ma się wrażenie, że trafiliśmy na połączenie charyzmy i tajemniczości dana Browna , z zagadką i wielką prozą Willa Smitha. Równocześnie mamy wrażenie, że inspiracją autorki był Joseph Conrad i jego „Jądro ciemności”. Rzadko , która książka uaktywnia w nas odruch tzw. Szperacza- koniecznie musimy się dowiedzieć , czy dane fakty są prawdziwe czy jest to tylko literacka fikcja. W książce spotykamy się na przykład z plemieniem , w którym kobiety słyną z wiecznej płodności – i oczywiście uruchamiamy Google by sprawdzić czy Lakaszi naprawdę istnieją, gdyż trudno nam uwierzyć w istnienie staruszek biegających po dżungli z wielkimi brzuchami. Jednak musimy pamiętać, że jest to tylko fikcja literacka – być może w małej części inspirowana rzeczywistością- jednak jest to tylko książka mająca nam dostarczyć rozrywki a nie lekcji.
„Stan zdumienia” ciężko nazwać książką przygodową choć aspiruje by zostać przypisana do tego gatunku. Jej minusem jest na pewno wolno rozkręcająca się fabuła oraz, paradoksalnie, osoba głównej bohaterki. Pani naukowiec, która z racji swojego zawodu powinna być kobietą twardo stąpającą po ziemi , wydaje się być osobą niezwykle chaotyczną ( gubienie telefonu ) a nawet zabobonną – pod wpływem złego snu spuszcza w toalecie leki na malarię. Nie wiem, jak wam ale mnie się wydaje to troszeczkę nierealne, w książce zresztą znajdziemy dość sporo momentów, których realność jest mocno naciągana. Za to postać doktor Swenson jest prawdopodobnie już jedną z moich ulubionych postaci książkowych. Uwielbiam ją za wszystko, swoją osobowością dominuje każdy dialog i miałam wrażenie, że inne postacie są drugoplanowe i zupełnie niepotrzebne – brawo.
Styl Pisania Patchett jest zwięzły a nawet śmiało można nazwać go suchym i leniwym, dlatego tym bardziej fascynuje fakt, że każda strona przepełniona emocjami, które aż kipią z tej książki. Autorka przenosi nas w jakże dla nas obcy i niedostępny świat amazońskiej dżungli. Czytając mamy wrażenie, że to po nas chodzi wszędobylskie robactwo, że to my wydzielamy tony potu w ociekającym wilgocią powietrzu.
W książce są momenty, które co wrażliwszych czytelników doprowadzą do łez. Należy do nich opowieść o uratowaniu przez doktor Swenson chłopca – mi również zakręciła się łezka w oku. Czytając opis na okładce niejeden czytelnik pewnie nie zwróci uwagę na tę książkę, ponieważ wielkie koncerny farmaceutyczne i ich lekarstwa to raczej dobry temat do newsa w wiadomościach a nie ostoja powieści. Jednak nie same lekarstwa i sposoby ich wytwarzania są tutaj ważne. Najważniejsze są ludzie uczucie i emocje , które są katalizatorem działań bohaterów. Sama otoczka zagadki i tajemnicy jest jedynie dodatkowym plusem powieści.
Co może zawieść czytelnika to dość mało rozbudowane zakończenie. Książka jest dokładna w każdym detalu, napięcie jest budowane stopniowo co ma prowadzić do nieoczekiwanego finału. Jednak tego mi tutaj zabrakło. W porównaniu do całości zakończenie wypada naprawdę blado- jak by autorka nie miała na nie dobrego pomysł – a szkoda ponieważ mogłaby to być najlepsza powieść 2012 roku.

Ocena : 4/5 punktów