środa, 17 września 2014

Z(jawiskowo) jak Zwiadowcy


Recenzja książki "Zwiadowcy" Johna Flannagana
wydawnictwo : Jaguar







Książki z gatunku fantasy mają to do siebie, że zbyt szybko się kończą. Tylko zdążymy zatracić się w baśniowym świecie a już ostatnia strona książki przywraca nas do szarej rzeczywistości. Dlatego postanowiłam sięgnąć po sagę „Zwiadowców” licząc na to , że 12 tomów zapewni mi długie godziny świetnej „książkowej” rozrywki. Co prawda mówią, że ilość ( w tym wypadku kartek ) nie znaczy jakość jednak w tym przypadku jest dokładnie na odwrót.

Will, wychowanek sierocińca, gdzie został oddany po śmierci rodziców, w wieku lat 15 zostaje wybrany na ucznia zwiadowcy Halta. W chacie na skraju puszczy uczy się jak tropić zwierzęta i nieprzyjaciół, strzelać z łuku i wszystkich tych rzeczy , które dobry zwiadowca umieć musi.
Tuż przed egzaminem na zwiadowcę z prawdziwego zdarzenia zaczynają się kłopoty. Czarny charakter, bardzo niezadowolony z wcześniejszego niepowodzenia w podbiciu świata znowu atakuje wysyłając w bój straszliwe kalkary, których jedynym celem jest zabić wybraną ofiarę i nie spoczną póki nie osiągną zamierzonego celu. I tutaj zaczyna się przygoda.
Książka ta to nie jest typowe fantasy. Nazwałabym ją raczej książką przygodową z elementami fantasy. Nie mamy tutaj latających błyskawic ani magów w spiczastych kapeluszach. Ale i bez tego jest fajnie. Plejada, dobrze zarysowanych bohaterów, których nie sposób nie polubić jest dużym atutem tej książki. „Zwiadowcy” adresowani są przede wszystkim do młodzieży w wieku do lat 15, dlatego niektóre dialogi mogą wydawać się infantylne a relacje między bohaterami naciągane i naiwne – jednak nie przeszkadza to w odbiorze książki. Nie zabraknie tutaj dużej dozy humoru , tak ważnej w świecie , w którym ludzie nie mają czasu się chociażby uśmiechnąć ( jak zwiadowca Halt )
Dużą zaletą książki jest jej prostota. Wszystkowiedzący narrator prowadzi nas po sznurku do kłębka. Nie wysila się na snucie zawiłych intryg , dlatego nie rozumiem dlaczego seria przyrównywana jest do Tolkienowskiego „Władcy pierścieni”- moim zdaniem mają ze sobą bardzo mało wspólnego.
Tym co może razić w książce jest jej polskie wydanie ( nie wiem jak wygląda angielskie ale przypuszczam,że jest podobne )a konkretniej mówiąc – rozmiar czcionki . Litery są bardzo duże dlatego tom pierwszy jesteśmy w stanie przeczytać zaledwie w kilka godzin . Nie wiem czy zamiarem wydawcy było zarobienie jak najwięcej pieniędzy poprzez podział na tomy, czy jest też tak jak powiedziała mi koleżanka – wszystkie typowe książki dla młodzieży –są właśnie takiego formatu. Mnie osobiście to troszkę denerwowało.
Kolejnym plusem książki jest to, że autor nie skupił się tylko i wyłącznie na sylwetce Willa. Inni bohaterowie również są istotni , a ich losy są przedstawione tak wyczerpująco, żebyśmy mogli ich dokładnie poznać.  Postacie są różnorodne, barwne, samodzielne – jak w życiu każdy jest inny. Jednych lubimy bardziej , innych mniej jednak nie mamy tutaj podziału na stricte dobry i zły. Każdy ma jakieś swoje małe grzeszki na sumieniu .
Podsumowując „Zwiadowcy” to baśniowa opowieść traktująca o przyjaźni, miłość i zaufaniu. Zawiera uniwersalne prawdy- pewnie dlatego jest skierowana do dopiero co kształtującej swoje charaktery młodzieży. Ja chociaż naście lat mam już dawno za sobą polecam ją jednak każdemu , kto ma czas na to by całkowicie zatracić się w lekturze, gdyż wierzcie mi po przeczytaniu pierwszego tomu od razu sięgniecie po następny.


Ocena : 4/5 na 5 punktów.